Komentarze dnia
Like

Co z nami będzie? Islam w natarciu

23/09/2014
831 Wyświetlenia
1 Komentarze
11 minut czytania
no-cover

Od dobrych dwudziestu lat w krajach cywilizacji zachodniej narasta poczucie zagrożenia. Groźba ze strony islamskiego terroryzmu nasila się z roku na rok. Doszło już do tego, że samo słowo „islam” stało się synonimem zła, będącego jednym z głównych zagrożeń dla obecnego światowego status quo.

0


jihad-soldiers

 

Dzisiejsze czasy, jak żaden inny okres w historii, doświadczają zjawiska szumu informacyjnego. Wszechobecny internet z jednej strony doprowadził do zrównania ludzi wobec wiedzy, z drugiej zaś wprowadził spory zamęt. Dotarcie do rzetelnych źródeł informacji stało się zaskakująco trudne i to nie przez ich brak, lecz przez nadmiar. Zbyt wielka ilość bodźców oszałamia i utrudnia podejmowanie decyzji. Człowiek pozbawiony mocnej podbudowy światopoglądowej oraz w pełni wykształconego kręgosłupa moralnego, prędzej czy później zostanie pochłonięty przez natłok zdarzeń. Wobec niemożności przeprowadzenia samodzielnej analizy faktów, zdaje się on na dominujący przekaz przyjmując bezpieczną postawę polegania na innych. Metoda dezorientacji społeczeństwa jest najskuteczniejszym sposobem sprawowania kontroli nad ludźmi, posiadającymi niemal nieograniczoną możliwość wzajemnych kontaktów i wymiany poglądów.

 

Każde zjawisko i zdarzenie interpretowane jest w sposób odpowiadający interesom interpretującego. Światowe mocarstwa i inne uczestniczące w globalnych rozgrywkach ośrodki wpływu kształtują przekaz wedle swoich potrzeb, mając na względzie własne korzyści. Opinia publiczna jest formowana wg określonej i odgórnie narzuconej linii, a człowiek nie mający w sobie dość determinacji i woli odkrycia prawdy płynie z prądem poddając się mocy jego nurtu.

 

Jedną z podstawowych metod sprawowania władzy jest tworzenie poczucia zagrożenia. Społeczeństwo, aby z punktu widzenia rządzących mogło poprawnie funkcjonować, musi być pozbawione zarzewia buntu. Ludność przestraszona, szukająca oparcia i poczucia bezpieczeństwa staje się bezwolną masą. Im większe niebezpieczeństwo, tym większa swoboda rządzących. Każdy pretekst jest dobry, aby ograniczać swobody obywatelskie i wprowadzać prawa pozwalające na ingerencję w prywatne życie obywateli.

 

Gdy wraz z końcem zimnej wojny i upadkiem komunistycznego molocha zwanego Związkiem Radzieckim zabrakło groźby, która wisiałaby niczym straszak nad naszymi głowami, pojawiła się potrzeba znalezienia nowej. Groźbą tą miał już niebawem stać się wojujący islam. Agresywna i ekspansywna ze swej natury religia muzułmańska świetnie wpasowała się w rolę wroga nr 1 cywilizacji zachodniej. Utworzenie wspieranego przez Amerykanów państwa Izrael stało się przyczyną, trwających po dziś dzień konfliktów. Podsycane są one przez resentyment ludności muzułmańskiej, tęskniącej za wielkością i dumą swojej cywilizacji.

 

Stany Zjednoczone będące naczelnym adwokatem żydowskiego interesu na świecie stały się głównym celem ataków. Nienawiść skierowana w ich stronę zaowocowała serią zamachów, których sprawstwo jest po dziś dzień kwestią dyskusyjną. Cały ten spektakl zwany „wojną z terroryzmem” pachnie przekrętem, w którym islamiści pełnią rolę pionków w grze prowadzonej przez wytrawnych graczy. Każdy bunt można skanalizować, jeśli posiada się do tego odpowiednie środki i wiedzę, a wojna jest dla wielu złotym interesem. Wspomnieć tu można głównego beneficjenta zamachu z 11.września 2001 r. Larrego Silversteina. Jego żyłka do interesów jest niesamowita, tak samo jak niesamowita jest jego arogancja, gdy z uśmiechem wspomina o szczęśliwym trafie jakim było ubezpieczenie, wynajmowanych przez niego wież WTC na 6 tygodni przed atakiem.

 

Pomimo faktu, że głównym wrogiem islamistów pozostają USA, to kraje Europy Zachodniej wystawiane są na największe niebezpieczeństwo. Dzięki wieloletniej promocji multikulturalizmu i pielęgnacji lewackiej wizji świata, wyhodowały sobie wewnętrzną społeczność muzułmańską. Niezbyt podatna na asymilację mniejszość, dzięki kultywowaniu rodzimych religijnych wartości stale powiększa swoją liczebność. Jeśli proces ten będzie postępował, to na przestrzeni kilkudziesięciu lat Europa przestanie być tym samym kontynentem, którym była przez wieki. Dotychczas jednolite etnicznie i kulturowo państwa, rozsadzane są stopniowo od środka przez wrogie ruchy i ideologie. Słabość narodów Europy, wywołana negacją i zanikiem odwiecznych wartości reprezentowanych przez naszą cywilizację, skutkuje eskalacją żądań i agresji ludności napływowej. Co więcej wiele osób wcześniej z nim nie związanych, znajduje w islamie źródło fascynacji i nową wiarę. Wbrew obowiązującej jeszcze do niedawna narracji, przedstawiającej imigrantów jako ludzi podatnych na asymilację, międzynarodowy kalifat rośnie w siłę.  Dopatrywanie się źródła problemów związanych z imigrantami jedynie w sferze materialnej nijak się ma do obecnych wydarzeń. Według doniesień prasowych 930 obywateli Francji wyjechało w celu przyłączenia się do walki po stronie Państwa Islamskiego. Opuścili kraj, oferujący im możliwość dostatniego życia, wybierając narażanie się w pustynnych walkach za sprawę, którą w opinii mainstreamowych mediów powinni mieć za nic. Wyzute z tradycji i wiary, coraz głębiej pogrążające się w dekadencji społeczeństwa Europy nie są w stanie zbudować mocnej bariery chroniącej przed ekspansją obcych idei. Jakkolwiek militarnie i technologicznie silniejsi, Europejczycy tracą to, co w takiej walce jest najważniejsze, wolę zwycięstwa. Powiem więcej, w ogóle zanika u nas wola walki. Bo o co mają walczyć ludzie, którym przez lata wpaja się strictematerialistyczną wizję świata. Pojęcia takie jak naród, ojczyzna czy wiara niewiele już znaczą. Pustka egzystencjalna wywołana przez panoszącą się dialektykę materialistyczną, musi zostać czymś zapełniona. Jeśli nie zapełnią jej nasze rodzime wartości, zrobią to obce.

 

Lęk przed radykalnym islamem nie bierze się znikąd. Jest on skutkiem prowadzonej na nas przez lata tresury słabości i uległości. Wszechobecna dyktatura tolerancji uniemożliwia nam rozwój. Polityczna poprawność stanowi tamę dla zdrowych wartości, które w zdominowanym przez nią środowisku nie mają prawa istnieć. Tolerowanie zła, skutkuje jego rozkwitem i chyba tylko idiota nie jest w stanie tego zrozumieć. Brak wyraźnego rozróżnienia pomiędzy tym co dobre i złe owocuje rozprężeniem więzi społecznych. Brak spójnego systemu wartości jednoczącego ludzi, doprowadzi z czasem do atomizacji społeczeństwa, a jednostki pozbawione wsparcia padają zawsze łupem silniejszego.

 

Cała ta sytuacja związana z muzułmańskim zagrożeniem, choć przyćmiona ostatnio trochę przez kwestię ukraińską, jest metodycznie wykorzystywana w celu wzbudzania określonych emocji społecznych. Islam nie stanowi zagrożenia z racji swej potęgi militarnej czy brutalności. Niebezpieczeństwo zasadza się w sferze duchowej i ideologicznej oraz w bezkrytycznym podejściu do sterowanego odgórnie medialnego przekazu. Naprzemiennemu wspieraniu lub zwalczaniu islamistów przez CIA, Mossad i inne służby wywiadowcze, towarzyszy nieustanny telewizyjny bełkot popierający taki a nie inny sposób postępowania. O dziwo, zawsze zgodny z linią obraną przez suwerena danego obszaru. Ciężko tylko jednoznacznie określić, kto na naszym terenie jest suwerenem. Z jednej strony śledząc przekaz medialny można odnieść wrażenie, że jest to USA, jednak znając historię naszego kraju i proweniencję jego obecnej nomenklatury, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to Rosja pociąga tu za sznurki. Chociaż, tak na marginesie, czy w dzisiejszych czasach tego rodzaju klasyfikacja ma w ogóle sens? Być może to wielki kapitał jest już lub powoli staje się suwerenem tego świata, wykorzystującym poszczególne państwa wedle własnych potrzeb.

 

Światowa wojna kulturowa zaczyna przybierać realny kształt. Wbrew pozorom, ciężko jest jednoznacznie przyporządkować jej uczestników. Islam przeciwko chrześcijaństwu to podział zbyt prosty. W grę wchodzą niezliczone elementy i siły, dla których walka ta jest ideologicznym być albo nie być. Uczestniczą w niej również ci, dla których jedynymi wyznacznikami są pieniądze i władza. Gnijąca moralnie Europa, zdominowana przez antywartości tęczowej rewolucji, przestaje stanowić siłę z którą trzeba się liczyć. Zdemoralizowane i słabe społeczności naszego kontynentu, będą musiały wkrótce skonfrontować się ze zdeterminowanymi i żywotnymi społecznościami muzułmańskimi. Bez gruntownej zmiany naszej mentalności, walka ta prędzej czy później zostanie przegrana.

 

Jarosław Gryń

Inne zapisy autora:

0

Jarosław Gryń
Jarosław Gryń http://jaroslawgryn.blogspot.com

Mam 34 lata. Mieszkam w Lęborku na pomorzu. Z wykształcenia jestem administratywistą. Ukończyłem Uniwersytet Gdański. Jestem żonaty i mam synka o imieniu Olaf. Moja małżonka ma na imię Aleksandra. Jesteśmy małżeństwem od dziesięciu lat. Moja rodzina jest najlepszym, co mnie w życiu spotkało :) Lubię pisać. Piszę co mi do głowy przyjdzie, począwszy od publicystyki a na poezji skończywszy. Pisanie to aktywność, która sprawia mi frajdę. Przekuwam swoje myśli w tekst, by podzielić się z Wami tym co czuję i jak widzę świat. Teksty są różne. Pomimo tego, że sprawiam wrażenie dość jednoznacznie określonego politycznie, nie radziłbym mnie szufladkować. Można się wtedy srogo pomylić.

68 publikacje
0 komentarze
 

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758