Bez kategorii
Like

C.Gmyz czyli neostalinowskie dziennikarstwo

18/01/2013
332 Wyświetlenia
0 Komentarze
4 minut czytania
no-cover

Gmeranie się w rodzinnych korzeniach sędziego, który porównał metody CBA z metodami stalinowskimi, jest czymś moralnie ohydnym i odpychającym a przy tym głupim

0


 

 

Każdy dziennikarz, każdy piszący w Internecie – nie wyłaczając piszącego niniejsze słowa – wie doskonale, że podstawą rozchodzenia się informacji w sieci, jest dziennikarska prowokacja, która – jeżeli jest dobrze przygotowana – przyciąga internautów jak magnes opiłki żelaza. Artykuły C.Gmyza są coraz częściej prowokacją – obalająca kolejne bariery obyczajowe i moralne – i gwałcące (moim zdaniem) etykę dziennikarską, polegającą na ogólnej zasadzie, że ważne jest co ktoś powiedział, a nie kto coś powiedział.

Ważna jest treść przekazu, a nie tylko i wyłącznie kontekst w jakim została opublikowana. Gmeranie się w rodzinnych korzeniach sędziego, który porównał metody CBA z metodami stalinowskimi, jest czymś moralnie ohydnym i odpychającym a przy tym głupim, bo dającym tym, którzy zgadzają się z sędzią dodatkowy  argument przeciwko ludziom, którzy takie porównanie uważają za skandal moralny.

Artykuł C.Gmyza jest prowokacja wymierzoną w nas w ludzi o poglądach konserwatywno-prawicowych dla których wciąganie rodziców czy dziadków sędziego do oceny stalinizmu jest niedopuszczalne, ponieważ do złudzenia przypomina metody komunistyczne, polegające na badaniu rodzinnych korzeni np. kandydatów na studia. Artykuł C.Gmyza jest manifestacją – nieświadoma najprawdopodobniej – socjalistycznej czy raczej sowieckiej moralności. Przerażające jest to, że tzw. autorytety dziennikarskie np. Pani Jankowska na salon24 broni ze wszystkich sił metody C. Gmyza, którego artykuły maja za cel doprowadzenie do skrajnej polaryzacji społeczności internautów wokół tez artykułu, który jest zaprzeczeniem prawicowego i katolickiego światopoglądu.

Przypomnijmy, że w Internecie mamy do czynienia z nadmiarem informacji – za dużo opinii, spostrzeżeń i punktów widzenia uniemożliwia ich ogarnięcie, co w konsekwencji prowadzi do coraz większego szumu informacyjnego. Wszechobecność informacji przy jednoczesnym braku – to opinia Cassa Sunsteina z Republic.com – ośrodków jej integracji doprowadzi do fragmentaryzacji dyskusji polegającej na tym, że jednostki będą postrzegać świat przez witryny dostosowane intelektualnie i emocjonalnie tylko do ich własnych potrzeb, co wyeliminuje możliwość dyskusji z odrębnym punktem widzenia. Fragmentaryzacja dyskursu publicznego może doprowadzić w efekcie do skrajnej polaryzacji.

Kiedy bowiem informacje i opinie są wspólne jedynie dla grup podobnie myślących ludzi, zaczynają oni wzmacniać je wzajemnie nie dopuszczając poglądów alternatywnych. Dyskurs publiczny coraz bardziej się radykalizuje, co może doprowadzić do zaniku społecznego dialogu. Globalny, elektroniczny raj zmienia się w kulturową pustynię, po której grasują hordy barbarzyńców uzbrojonych w niewidoczne gołym okiem komputery. Wprawdzie w wyniku rozległych badań empirycznych ta katastroficzna wizja została skorygowana, ale w Polsce niestety prawo fragmentaryzacji i radykalnej polaryzacji nadal obowiązuje, ba jest petryfikowane przez takie artykuły jak wspomniany i omawiany artykuł C.Gmyza.

Piotr Piętak

Inne zapisy autora:

0

Piotr Pi

Opis III Rzeczpospolitej - pa

11 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758