Artykuły redakcyjne
Like

Być kiedyś liderem regionu

15/04/2014
1085 Wyświetlenia
21 Komentarze
22 minut czytania
Być kiedyś liderem regionu

Zacznijmy od tego, że trudno pisać notkę na temat polityki Polski w Europie Środkowej w sytuacji, kompletnego oderwania geopolityki koniecznej od „polityczki” wasalnej i neokolonialnej realizowanej przez Platformę Obywatelską. To tak, jak zamiar rzucenia grochu, gdy nos opieramy o ścianę.
Niemniej jednak uznałem, że warto w dwóch słowach opisać jak taka polityka przebiegać powinna i co powinni Polacy począć z tym dzisiejszym felerem.

0


Polskaprzyszłości

Polska jest bez wątpienia krajem największym w naszym regionie, usytuowanym centralnie i o największym potencjale rozwoju. Sąsiadom naszym i innym, z nami nie sąsiadującym, krajom Europy Środkowej ciężko oficjalnie to przyznać, ale stanowimy furtkę do rozwoju międzymorza (między Bałtykiem a Morzem Czarnym). To u nas krzyżują się wszystkie linie tranzytowe, to my gromadzimy większość dóbr naturalnych tego obszaru, to do nas najpierw dociera postęp technologiczny zachodu i to do naszego Kraju oni wszyscy mają względnie blisko. Na dodatek Polska niegdyś (Prezydenta Kaczyńskiego) wykazała, że potrafi prowadzić twardą i niezależną politykę zarówno w odniesieniu do starych krajów Unii Europejskiej (Niemcy, Francja), do naszych partnerów ze wschodu (Gruzja, Ukraina),  jak i do ekspansywnie nastawionej Rosji. Nikt wprawdzie tego nie przyzna, bo w dyplomacji takich rzeczy się nie przyznaje, ale jesteśmy potencjalną tarczą dla Państw mniejszych i słabszych, a na dodatek traktowanych w UE po macoszemu, mogącą uchronić region przed negatywnymi konsekwencjami gospodarczo-politycznego mostu Niemcy-Rosja.
Jest to kapitalna sytuacja dla potencjalnego lidera regionu, pod warunkiem, że posiadamy strategię, umiejętności i wolę, aby z tych okoliczności skorzystać. Kwestię naszego miejsca w geopolityce komplikuje, ale i ułatwia fakt finansowej zapaści Strefy Euro, coraz bardziej czytelne aspiracje Wielkiego Wschodu, oraz odwrócenie się USA plecami do Europy. Komplikuje, bo czyni konieczność wyjątkowo subtelnego prowadzenia politycznej gry przy jednocześnie ostrzejszej walce o podmiotowość Polski; a ułatwia, bo przy bardzo widocznym forsowaniu narodowych interesów państw potężnych i permanentnego braku zainteresowania Wielkiego Zaoceanicznego Brata (nie dajmy się nabrać na obecny dwumiesięczny wyjątek) istnieje potrzeba powstania regionalnego lidera. Istnieje bowiem nieznośna luka, która powinna zostać wypełniona. Geopolityka, gospodarka i fizyka próżni nie znoszą, jeśli My nie wejdziemy na stworzone miejsce, to bez wątpienia ktoś inny, niekoniecznie z naszego regionu miejsce to wypełni.
To jak w układance puzzle, jest dziura o określonym kształcie i kształt ten jest nam bliski (zarówno historycznie, geograficznie jak i mentalnie) ale jeżeli swojego klocka nie dołożymy podczas naszej kolejki, to inny gracz wyciągnie swój, mniej pasujący i o nieadekwatnym obrazku i korzystając ze swojej siły (bynajmniej nie „argumentów”) i słabości, oraz przyzwolenia innych, przypierniczy tym klockiem z impetem (patrzcie co robi Rosja). W ten sposób dziura zostanie załatana, ale tylko patrząc z bardzo daleka nie będzie widać dysharmonii. Tak jest, gdy jednym być może zależy, by układankę ułożyć zgodnie ze sztuką, a innym by zgarnąć pulę wygranej, bez względu na zasady i środki.
Koniec tej metafory, czas na rozważania konkretne.
Łatanie dziury
Obecnie, Anno Domini 2014 nikt w Europie nie reprezentuje interesów krajów postkomunistycznych, słabszych gospodarczo, mniejszych niż Niemcy, Francja, Hiszpania lub Włochy, będących nuworyszami UE, oraz traktowanych wciąż, jako rosyjską strefę wpływów. Rosja jest zbyt ważnym partnerem dla starych krajów unijnych i USA, dlatego dla tzw. poprawy z nią stosunków odbywa się coraz bardziej jawne kupczenie interesami słabszych sojuszników. Zwłaszcza, że z jednej strony sama Rosja jest tym kupczeniem zainteresowana, a z drugiej sami „zainteresowani” przestają oponować, gdyż rozgrywani indywidualnie poddają się „uprzedmiotowieniu”. A tam gdzie jest handlowanie interesami nie może być mowa o ich reprezentacji. Tym samym zaprzepaszczona została niezależna polityka energetyczna Europy Środkowej (na rzecz uzależnienia od Rosji), polityka ekonomiczno-interwencyjna (większe pieniądze idą na ratowanie bankrutującej strefy Euro i transport Moskwa-Berlin-Paryż, niż na modernizację i rozwój regionu) oraz bezpieczeństwo narodowe (odpuszczenie Ukrainy, pozostawienie Gruzji samej sobie, doprowadzenie do rezygnacji z Tarczy Antyrakietowej, czy zablokowanie powstawania baz wojskowych NATO z amerykańską obsadą). Przeforsowana Konstytucja Europejska, nazwana dla niepoznaki Traktatem Lizbońskim, jeszcze bardziej osłabiła możliwości wpływu nowych krajów UE na politykę budżetową, wewnętrzną i międzynarodową Unii. Nagle Rosja z rywala przemieniła się w przyjaciela, mimo, że brak podstaw, by wierzyć w jej przyjazne zamiary w stosunku do krajów położonych na wschód od Łaby. Berlina i Paryża to nic nie obchodzi, dla nich Rosja była zawsze gdzieś tam, niemal za kołem podbiegunowym.
Pamiętacie NRD? Słabo, prawda? Niemcy Zachodni (a Ci teraz są „Berlinem”) także już nie pamiętają.
W ten sposób w dzisiejszej Europie mamy grupę państw znakomicie realizujących swoje interesy narodowe (Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy, Hiszpania, Szwecja), grupę państw kosmopolitycznych, które czują się bezpiecznie korzystają z interesów nakręcanych przez sąsiadów (przykład: Austria, Belgia, Lichtenstein, Luksemburg, Holandia, Dania, Portugalia, Finlandia, Malta), dalekich kłopotliwych lecz swoich (Portugali, Irlandia, Cypr), dwóch niepokornych (Islandia i Węgry – zbyt małe, by mieć znaczenie) oraz dojne krowy, które trzeba wyeksploatować zanim przekaże się je pojedynczo (lub grupami) na rzeź: Polska, Grecja, Czechy, Chorwacja, Słowacja, Słowenia, Rumunia, Bułgaria, Litwa, Łotwa i Estonia. Ci ostatni „swoi” mogą być tylko dla siebie samych, a ich interesów obecnie nie reprezentuje nikt, poza nimi samymi (natomiast sami często reprezentują interesy tych największych, wymienionych w pierwszej grupie). Oto właśnie ta dziura. Europie Środkowej brakuje silnego i zdecydowanego plenipotenta. Ale pomimo odczuwalnej potrzeby, brak jest jednak umiejętności, kompetencji, woli i zaufania, by tą plenipotencję uzyskać. Pomimo bowiem słabości systemu międzynarodowego, nędznych osiągnieć państw Europy Środkowej (EŚ) i odczuwalnego braku lidera regionu, mamy do czynienia z wysokim stopniem społecznej nieświadomości stanu (wynikającym z ciągłych konfrontacji sytuacji obecnej z sytuacją „za komunizmu”, zamiast sytuacji lokalnej z sytuacją „u najlepszych” jak np. Wielka Brytania), wiarą w propagandę cwanych miernot (tzw. „cwana miernota” to główny produkt i jednocześnie beneficjent systemu biurokratycznego UE), z brakiem identyfikacji autentycznych zagrożeń (pozorne poczucie bezpieczeństwa dzięki udziale w UE i NATO), wzajemną nieufnością sąsiadów (często o podłożach historycznych), głupotą i amoralnością własnych elit, oraz destrukcyjnym działaniem krajów UE z pierwszej grupy, a także Rosji, USA i innych, leżących poza UE mocarstw, którym zależy na słabości całej Europy. Jeszcze inne, powiedziałbym „organiczne” trudności dotyczą państw regionu lub do regionu aspirujących, a znajdujących się poza UE, takich jak Białoruś, Ukraina, Serbia czy Gruzja. Nie mniej, nie są to trudności nie do pokonania, należy jednak zdawać sobie z nich sprawę, wiedzieć czego się chce i konsekwentnie (umiejętnie oraz subtelnie) realizować kolejne cele.
Subtelność polityki lidera
Z wymienionych przeze mnie trudności, takie na które nic nie możemy poradzić, ale z których trzeba zdawać sobie sprawę (destrukcyjne działania), takie, które trzeba neutralizować, ale zawsze będą (propaganda) i takie, których możemy się pozbyć (militarna słabość, nieświadomość społeczna, wzajemna nieufność, amoralność i głupota elit).
Jak to zrobić? Przede wszystkim postawić sobie cel strategiczny ponad celami taktycznymi i wyrzucić poza krąg naszego zainteresowania walkę o uszczęśliwiania całego świata. „Uszczęśliwiacze”, bowiem to albo zwykłe kanalie, używające świetnie się sprzedających wytrychów by ukryć własne (najczęściej niecne) cele, albo naiwni, pożyteczni idioci, będący zarówno narzędziem jak i adresatem manipulacji.
Ktoś powie: wystarczy mówić prawdę. A ja mu na to, że wystarczy czasem popukać się w głowę. Gdyby dyplomacja polegała na mówieniu prawdy nie byłby potrzebny ani protokół, ani wywiad, ani inne służby specjalne czy mniej lub bardziej tajne rozmowy. Prawda to bicz, który trzeba z pewnością pozyskać, aby użyć go w odpowiednim momencie.
Napisze teraz rzecz niepopularna na prawicy:
Prawda jest wspaniałą wartością do budowania szczęścia osobistego i do zarzadzania polityką wewnętrzną kraju, ale nie jest to wartość, w imię której warto poświecić losy swojego narodu w geopolityce. Polityka zagraniczna to gra pozorów, wygrywana przez najlepszych, czy się to komuś podoba czy nie. Dyplomacja to technika negocjacyjna na najwyższym poziomie, jeśli prowadzi do celu narodowego a nie ma intencji zniszczenia przeciwnika, to zawsze prawda będzie jej tłem i echem, ale nigdy nie zostanie podana przeciwnikowi na talerzu. Prawda ma, bowiem to do siebie, że tworzy i prowadzi do destrukcji nie patrząc, kto ją ujawnił i przeciw komu. Prawda rodzi życie, ale i śmierć, która dokonuje swojego smutnego żniwa nie tylko w imię prawdy (co etycznie jesteśmy często w stanie usprawiedliwić), ale także w celu jej ukrycia. To tak, jak działanie sąsiada przyglądającego się szczęśliwemu małżeństwu, który nagle po 10 latach zapragnął ujawnić, że mąż sąsiadki nie jest ojcem jej dziecka, no chyba, że sąsiadka zapłaci mu co tydzień haracz z złotówkach bądź naturze.
Jeżeli chcemy postępować mądrze w geopolityce to nie powinniśmy walić prawdą jak dziecko cepem, ale robić to, co konieczne. Przykładowo, powinniśmy robić wszystko by ujawnić tajemnicę smoleńską, rozliczyć Katyń i Wołyń, ale nie, dlatego, że potrzeba prawdy nas do tego bezwzględnie zmusza, ale dlatego, że te prawdy muszą zostać ujawnione by skonsolidować naród przeciwko zagrożeniom ze strony Moskwy(działania uświadamiające), że ich akurat nasz okłamywany naród potrzebuje jak ożywczego dżdżu (by wiedzieć chociażby, kto nim dziś rządzi) lub by w końcu zakopać topór wojenny z Ukraińcami. Te potrzeby tkwią albowiem zbyt mocno w korzeniach narodu, tu prawda je uzdrowi i wyda plon, który nas umocni. Ale z drugiej strony to nie znaczy, że wszelkie posiadane informacje kompromitujące o każdym narodzie musimy zaraz ujawniać. To też nie znaczy, że musimy bezwzględnie zwalczać Łukaszenkę. To co, że dyktator, ale jak tam się teraz ludziom powodzi i dlaczego oddać łatwo Mińsk Putinowi? Gdy otworzymy dla niego Europę w wielu sprawach może zostać naszym sprzymierzeńcem. Wspierajmy więc Białoruską opozycję (bo być może oni nastaną po Łukaszence) ale też nie przyciskajmy go do ściany jak szczura tylko dajmy mu propozycje różnych honorowych wyjść. W polityce międzysąsiedzkiej chodzi bowiem oto by mieć lepsze stosunki z każdym z sąsiadów niż oni miedzy sobą, lub – jeśli to nie możliwe – mieć na tyle silną pozycję, by naszych propozycji nie można było bagatelizować. „Lepsze stosunki” to nie ilość klepek po łopatce ale większa opłacalność współpracy z nami niż bez nas. „Silna pozycja” to silna armia, silna gospodarka lub przewodzenie silnej koalicji. Jeśli nie mamy tych wszystkich argumentów mimo że jesteśmy całkiem sporym państwem w środku Europy, to znaczy, że jesteśmy w niesłychanym niebezpieczeństwie, a swoich polityków powinniśmy czym prędzej wyrzucić na bruk za debilizm, lub powiesić jeśli są zdrajcami. Inne postepowanie to równia pochyła.
Ergo, zaczynamy subtelną politykę lidera od porządków na własnym podwórku. Jeśli tego nie zrobimy, to będzie dupa zbita i możemy w zasadzie już dzisiaj kopać schrony pod domem i kupować złoto do skrytki w ogrodzie. Radziłbym też wtedy cieszyć się życiem, przebywać jak najwięcej z członkami swojej rodziny i sycić nimi oczy, bo bez naszej mądrości politycznej dobre czasy się szybko skończą, a wielu bliskich niebawem popełni samobójstwa z powodu bankructwa, zostanie zabitych na wojnie lub w najlepszym razie ucieknie na zawsze do Nowej Kaledonii.
A więc najpierw higiena wewnętrzna kraju, tyle że zamiast nitki do czyszczenia zębów może być przydatna sznurek do czyszczenia stanu. Teraz koncentracja na polityce właściwej, czyli koniec z polską butą. Chcą Litwini nazwiska po litewsku, niech im będzie, oni maja takiego stracha przed utratą tożsamości, że niech tam sobie mają. Za to My wydajmy wszystkim Polakom na Litwie i chętnym Litwinom możliwość uzyskania polskiego paszportu, wraz z przywilejami podatkowymi i gospodarczymi. Żadnego zarozumialstwa i pakowania się z kapitałem na Litwę, za to róbmy u siebie niziutkie podatki, znieśmy 99% koncesji i zezwoleń gospodarczych, oraz nadajmy krajom sąsiedzkim uprawnienia to kultywowania swojego języka, do rozwijania swojego szkolnictwa oraz najlepsze w Europie warunki kredytowe (to co że banki już nie nasze, zróbmy ekspansję spółdzielczości i SKOKów) oraz wybudujmy na nasz koszty linie kolejowe i drogowe do Wilna. A co z Białorusią? A od czego są strefy ekonomiczne? A uruchomić trzeba takie możliwości na granicy i podpiszmy porozumienie na mały ruch graniczny i wymianę gospodarczą w 100 km pasie. Że UE będzie się burzyć?! A proszę bardzo, niech się burzy, postawmy się UE w sposób spektakularny broniąc Białorusi. My pomagamy sąsiadom a nie się na nich wypinamy. Służymy uniżenie i zapraszamy na pokoje. Czym chata bogata, a przy okazji tu interesik, tam interes, tu pakcik tam koalicyjka. Itd. Itp… Nie udawajmy i nie zgrywajmy lidera regionu, ale się nim stawajmy poprzez konkretne, miękkie i przemyślane działanie. Stwórzmy na początek sobie warunki takie, by naszym młodym rodakom lepiej żyło się i rozwijało w kraju niż w Londynie, a pielęgniarkom lepiej się pracowało niż w Szwecji.
Nie będę więcej pisał, bo już bystrzy wiedzą o co chodzi. Bądźmy atrakcyjni dla liczących na nas sąsiadów, uporządkowani i lojalni, rozmawiajmy o historii, ale tez wyciągajmy rękę ofiarując pomoc w rozwiazywaniu ich problemów. Odbudowujmy swoją armię, ale nie bójmy się nastawiać karku za tych słabszych, a bliskich, w międzynarodowych rozgrywkach. Przy okazji słuchajmy pilnie co mówią Ruscy i Niemcy, a potem w sprawach błahych spektakularnie uznajmy ich rację, a w sprawach istotnych grajmy niejednoznacznie, ale sprytnie i tak, by nigdy nie było to po myśli koalicji Berlin-Moskwa. Niech będzie tylko po myśli Moskwy w danej sprawie, ale tak by jednocześnie przestało to być po myśli Berlina. Wtedy Berlińczycy uznają Moskwicinów za inspirujących politykę antyniemiecką.  A Kreml nabywać będzie przekonanie, że niewygodne dla niego stanowisko Polaków jest powodem knowań Pani Kanclerz. Należycie podlewane ziarno nieufności cyrylicko-gotyckiej zacznie z czasem przynosić dobre dla Europy Środkowej owoce. Kupujmy technologie i  innowacje od amerykanów i kształćmy wysokich specjalistów gdzie się da, a potem zatrudniajmy ich na uniwerkach i w instytutach. Przy czym marny to kraj, który lekką ręką rezygnuje z pomocy najlepszych specjalistów z armii wysyłając oficerów na wczesną emeryturę. W ten sposób wykopuje się z życia publicznego świetnie przygotowane, karne i oddane Polsce osoby. III RP jest pierwszą Polską w historii, która wykluczyła wojskowych z umacniania swojej pozycji. Ciekawe dlaczego? Bo na pewno nie dlatego, że pojawiły się agenturalne zarzuty. Raz, że w wojsku zawsze było mniej zdrajców niż gdziekolwiek indziej, dwa, że równolegle z rozmontowaniem armii takie WSI-GRU się umocniło blisko rządu i urzędu Prezydenta. Widząc, co się dzieje proponuję po prostu postępować odwrotnie niż PO – a będzie to dobre dla Polski i otoczenia, któremu będzie przewodzić. Jednocześnie edukujmy i uświadamiajmy społeczeństwa, oraz sprawiajmy by nasi i sąsiadów obywatele dzięki działaniom Polski się bogacili. Wtedy zamiast o misce zaczną myśleć o imponderabiliach i zamiast narzekać, zaczną być dumni ze swojego kraju oraz działać w nim społecznie. Innej drogi na bezpieczeństwo nie widzę. A i tą widzę tylko w mojej optymistycznej wyobraźni. Bo w tej chwili, nie widać żadnego działania ku poprawie, czy choćby nawet w kierunku utrzymania polskiego, czy też międzynarodowego status quo (jak powiedziałem luka którą powinniśmy zapełnić staje się zbyt nieznośna). Bez tego idzie raczej niestety, na polskie mięso armatnie w ramach niedługiego qui pro quo.
Tomek Parol

Inne zapisy autora:

0

Tomasz Parol
Tomasz Parol

Tomasz Parol - Redaktor Naczelny Trzeciego Obiegu, bloger Łażący Łazarz, prawnik antykorporacyjny, zawodowy negocjator, miłośnik piwa z przyjaciółmi, członek MENSA od 1992 r. Jeśli mój tekst Ci się podoba, lub jakiś inny z tego portalu to go WYKOP albo polub na facebooku. Jeśli chcesz zostać dziennikarzem obywatelskim z legitymacją prasową napisz do nas: redakcja@3obieg.pl

503 publikacje
2250 komentarze
 

  1. Avatar kanton

    Duża część tego artykułu winna być jak pacierz, dla ludzi którzy chcą brać udział w polskiej polityce. Może już czas na mlodych. Oni popełniają błędy , ale szybciej się uczą.
    Starzy polscy politycy nadają się tylko, jako wspomnienie nieciekawe.

    0
  2. Avatar Radek

    W pełni popieram, ale co dalej? Jak drgnąć i wyrwać się z tego marazmu? Zamienić te piękne hasła i słuszne teorie w coś fizycznego, a nie wirtualne dyskusje?

    0
  3. pisze Pan: ” coraz bardziej czytelne aspiracje Wielkiego Wschodu”. a dalej nic w temacie? w tej koncepcji geopolitycznej, praktycznie brak wyjasnienia wciaz wzmagajacej sie potegi Chin. to minus. brawo za trzezwa analize sytuacji bialoruskiej i Lukaszenke. tylko wtedy pytam za to, dlaczego nie moglo byc poparcia dla Janukowycza, kiedy byla ku temu dogodna okazja? zamiast wpychac go na pozarcie Rosji… nie wypada mi sie przypominac, ale ja jeszcze przed zageszczeniem sytuacji na Ukrainie, o tym wlasnie pisalem – https://3obieg.pl/wojna-gazowa-konfederacja-barska niestety, rzeczywistosc jest jaka jest. Polska idea przestaje odgrywac jakakolwiek role. jestesmy w grupie panstw podporzadkowanych.

    0
    • No nie da rady napisać wszystkiego w jednym artykule

      Poparcia dla Janukowicza byc nie mogło tak samo jak nie mogło byc poparcia dla Hitlera. Naszą siłą zawsze była polityka międzynarodowa oparta na wartościach, Jak od tego odeszliśmy za Napoleona (Hiszpania, San Domingo) to do dzisiaj mamy strasznego moralnego kaca. Przetrwaliśmy dzięki wartościom i tylko dzięki wartościom – jeśli to zarzucimy w imię realpolitic przestaniemy istnieć.

      0
      • tylko piszesz o taktycznym poparciu dla Lukaszenki, a rownie dobrze to samo moglo tyczyc sie Janukowycza. teraz Janukowycz to najgorsza gnida, ale czy wczesniej byl wieksza, niz Lukaszenka? to wbrew temu, co Pan napisal. dzisiaj sytuacja Ukrainy jest niekorzystna zarowno dla niej samej, jak i dla Polski. o to nam chodzilo? nikt nie neguje przy tym polityki opartej na wartosciach. ale jaka wartosc ma majdanowska rewolucja? opiera sie momentami, moze na jeszcze wiekszych gnidach od Janukowycza i w dodatku destabilizuje sytuacje w regionie. poza tym sojusz z USA staje sie dla nas coraz bardziej egzotyczny. o sytuacji wewnetrznej Polski lepiej nawet nie pisac. studenci juz oddali swoje glosy. 15 na 20, chce wyjechac z kraju.

        0
  4. Obawiam się, że właśnie bracia Kaczyńscy pokazali światu, że mimo niewątpliwych zalet, które Pan wymienił, Polska nie nadaje się na odpowiedzialnego partnera. bo ma głupie społeczeństwo.
    Bowiem tylko głupie społeczeństwo mogło takich jak Kaczyński z Macierewiczem wynieść do władzy. W normalnych krajach tacy ludzie przebywając w miękkich pokojach bez klamek.
    Obłędne parcie na stołki Unijne i NATO-wskie pp Tuska i Sikorskiego, też wybranych przez to głupie społeczeństwo, pokazało zaś, że Polska to nadal płachtą czerwonego materiału, z którego każdy chce jedynie kawal na własny płaszcz wykroić.
    Z takimi krajami nie robi się interesów a jedynie używa ich jak narzędzi a potem odkłada na bok.
    I mamy to, co mamy.
    Przemysł w Czechach, interes narodowy na Węgrzech a Polska jest kundelkiem ujadającym na Rosję na rozkaz pana.

    0
  5. Panie Tomaszu tak jak najbardziej tak. Ale… jak zwykle samo się nie zrobi. Ciągle i wciąż piszę to samo, My, ja, Pan i inni podobnie myślący musimy się z-jednoczyć, wspólnie tworzyć projekt Nowego Systemu Państwa i przyciągać do nas innych. My, liderzy, ludzie myślący i kreatywni musimy wspólnie stworzyć projekt nowego systemu państwa, plan jego realizacji i dać go narodowi. Za tym pójdą wszyscy i naszą ojczyznę wyzwolimy. Warunek i fundament zwycięstwa UCZCIWOŚĆ I ZAUFANIE. To narzędzia i sposoby zwycięstwa.
    Zadam Panu pytanie. Co stoi na przeszkodzie żeby Pan dołączył do Braterstwa i je współtworzył na równych prawach jeżeli jest pan uczciwy i ma uczciwe zamiary i cele?
    Tylko ruch skupiony wyłącznie na systemie może z-jednoczyć wszystkich i wszystkie organizacje. Tylko nowy całościowy system państwa może zmienić naszą rzeczywistość.
    No to twórzmy wszyscy razem nasze wspólne Braterstwo i wszyscy razem, wspólnie stwórzmy system uczciwej zdrowej konkurencji, równych szans dla wszystkich osób i wszystkich pomysłów i idei. I wybierajmy najlepsze idee i najlepszych liderów i przywódców. Najpierw w Braterstwie a potem w naszym państwie. Po prostu.

    0
    • Zapomnij.
      ONI już to przewidzieli i zneutralizowali, mamy do czynienia z zawodowcami.
      Stąd partia Palikota. Miła być oddolnym ruchem społeczeństwa rozczarowanego dotychczasowa koalicja POPiS. Dostali 18% i co się okazało?
      Głosują tak, jak wygodnie PO.
      Drugi raz nikt już nie uwierzy w oddolny ruch uczciwych obywateli chcących coś zmienić.

      0
      • TW wiem co znaczy a WW, to jaki, Wiejski Współpracownik? Musisz być cienki Bolek jak tylko do takiej durnej roboty Cię delegują. Przykro mi. Przy okazji, złemu panu służysz.

        0
  6. Osobiście uważam, że Polski już praktycznie nie ma. Przespaliśmy swoją szansę wybicia się na niezależność, która zdarza się raz na 100 lat. Teraz większość młodszych ode mnie myśli tylko o ucieczce stąd.

    0
  7. Avatar wojakswojak

    Ładnie napisane i daj Panie Boże aby się spełniło tylko kto miałby do tego doprowadzić? W polskiej polityce głównego nurtu mamy do czynienia z głupcami, pieniaczami i złodziejami. Widzi pan osobę, która by mogła wyciągnąć nasz kraj z szamba? Myślę że lepiej aby nasza polityka opierała się na logice a nie wartościach (chociaż logika jest wartością samą w sobie:) ). A może pan by się zabrał za politykę? Tylko na Boga proszę pisowców i peowców do siebie nie dopuszczać (najlepiej dożywotnio zakazać im pełnienia funkcji publicznych). Panie Tomaszu do odważnych świat należy jak się nie uda najwyżej powieszą (kiedyś i tak kostucha zabierze na drugą stronę) ale jak się uda…

    0
    • Trzebaby zorganizować naprawdę mocną i wiarygodną ekipę z zapleczem, mediami i pieniędzmi. I jeszcze nie dać się zabić seryjnemu samobójcy. To pewnie mozliwe ale trudne jak cholera.

      0
  8. Potrafisz wskazać trzy takie osoby?

    0
    • Rekomendacje nie mają żadnego znaczenia, liczy się człowiek i owoce jego dokonań. Na sprawdzonych trzeba stawiać

      0
      • Kiedy właśnie takich nie ma.
        Sprawdzeni są już skompromitowani i nikt im nie wierzy. “Sukces wyborczy” zawdzięczają jedynie pokręconej ordynacji i ogólnej apatii społeczeństwa przekonywanego, że i tak nic się już zrobić nie da.

        0
  9. Avatar Waldemar

    Tomku, podzielam Twoje nadzieje i aspiracje .Defetyzm co poniektórych wypowiedzi można pominąć.
    Lecz warunkiem prestiżu, jest potęga. Gospodarcza.
    Za naszego życia, Chiny były klasyfikowane jako III świat. W ostatnich 30-40 latach urosły do rangi II supermocarstwa, deklasując Japonię i Niemcy. Nikogo o zdanie nie pytając.
    Jak to zrobiły ? Zawdzięczają to 2 filarom : rozumnemu przywódcy Deng Xiaoping i ……dyktaturze.
    Ten pierwszy oparł chińską politykę na 4 spiżowych zasadach. Im zawdzięczają swą mocarstwowość,wielkość i potęgę:
    -obserwujcie chłodno i spokojnie (冷静观察),
    -zabezpieczajcie pozycje (站稳脚跟),
    -zdobywajcie zaufanie (沉着应付),
    -ukrywajcie własne możliwości (韬光养晦),
    -czekajcie na swój czas, nie wychodząc przed szereg (善于守拙),
    -nie podnoście głowy, żądając przywództwa (绝不当头).
    Tyle, co do zasad.
    Art.104 konstytucji (posłów nie wiążą instrukcje wyborców) i art.220 (zakaz kredytowania państwa w NBP) winny być natychmiast zniesione.Pierwszy, bo bezkarność zżera Rzeczpospolitą, drugi, bo wpędza państwo w spiralę długów zagranicznych. Za wszelką cenę rozbić aktualną scenę polityczną nawet z użyciem JOW. W ustawodawstwie zastosować radykalizm Wilczka (Australia, jednego dnia zniosła 10500 ustaw, blokujących walkę z kryzysem). I mógłbym tak jeszcze długo.
    Lecz masz niezaprzeczalną rację : coś z tym burdelem w który nas wpędzono w minionym ćwierćwieczu trzeba zrobić, bo Polska się zwija w katastrofalnym tempie.
    Gratuluję inicjatywy…

    0
    • O potęgę gospodarczą przecież jest tak łatwo. Wystarczy stworzyć warunki dla przedsiębiorczości lepsze niż gdzie indziej. Dajmy na to brak podatku PiT i 12% VAT, sprawny i sprawiedliwy system sprawiedliwości, poszanowanie dla własności i brak reglamentacji administracyjno-prawnej (zezwoleń, koncesji, korporacji zawodowych) – a będą pchali się do nas z całego świata.

      0
  10. Avatar Marek

    Panie Tomku,
    podoba mi się to co Pan robi, podobają mi się również poglądy, które Pan prezentuje. Jak czytam w innych komentarzach takich ludzi jest więcej. Może spróbujemy takie sympatie przełożyć na jakąś siłę społeczną?
    Niestety mam kłopot z zarejestrowaniem się oraz nie pojawił się mój wcześniejszy komentarz. proszę o jakiś kontakt.
    Pozdrawiam

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
319217