Media Watch i recenzje
Like

Bierzmy przykład z Kostaryki

11/04/2014
120 Wyświetlenia
5 Komentarze
5 minute czytania
Bierzmy przykład z Kostaryki

Pierwsze skojarzenia z Kostaryką pewnie większość z nas ma podobne. Ameryka Środkowa, egzotyka i zwycięstwo Polaków 2:1 na Mundialu w Niemczech w 2006 r. Tymczasem Kostaryka to jeden z krajów, z których powinniśmy brać przykład. Dlaczego? Bo od 65 lat z powodzeniem funkcjonuje tam coś, co na Zachodzie praktycznie nie istnieje. Mowa o bankach publicznych.



 

 

flaga-kostaryki

 

Zasada działania takich banków jest prosta. Podobnie jak banki komercyjne przyjmują one depozyty i udzielają z nich kredytów. Zarówno banki komercyjne, jak i publiczne działają na zasadach rynkowych, z tą różnicą, że te drugie, jak sama nazwa wskazuje, są własnością państwa. W związku z tym kierują się one interesem publicznym, nie prywatnym. Mając na względzie dobro obywateli, banki publiczne udzielają na przykład preferencyjnych kredytów na rozwój lub założenie firmy. Jeśli bank publiczny jest rentowny, jak ma to miejsce w Kostaryce, to cały zysk z działalności wraca do kasy państwa. Zysk ten jest na ogół przeznaczany na projekty infrastrukturalne, opiekę zdrowotną i szkolnictwo. I koło pięknie się zamyka…

 

W Kostaryce funkcjonuje 29 licencjonowanych banków, w tym 4 publiczne. Mimo ogromnej presji ze strony Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Stanów Zjednoczonych, by je sprywatyzować, od 1949 r. banki te pozostają w rękach państwa. Co ciekawe, cieszą się one tak dużym zaufaniem Kostarykan, że ulokowali oni w ich aż 80% swoich oszczędności. Pozostałe 20% przypada na banki komercyjne.

 

W 1949 r. Kostaryka znacjonalizowała wszystkie swoje banki. Do 1980 r. gospodarka tego kraju rozwinęła się do tego stopnia, że miał on najwyższy wskaźnik dochodu na mieszkańca spośród państw Ameryki Łacińskiej. Przez piętnaście lat PKB rósł w tempie dwucyfrowym, a dobrobyt sprawił, że klasa średnia, nieistniejąca przed 1949 r., stała się dominującą warstwą społeczną. Zlikwidowano biedę, a z krajobrazów miast zniknęły slumsy i favele.

 

banco-de-costa-rica43

 

Przed 1949 r. wcale nie było tak różowo. Pod koniec wojny domowej w 1948 r. Kostarykanie żyli w skrajnej biedzie. Zwycięzca tej wojny, Jose „Pepe” Figueres, obecnie bohater narodowy, doszedł do wniosku, że wojna może się powtórzyć, jeśli problem ubóstwa nie zostanie rozwiązany. Figueres opracował plan, który zakładał, że sektor publiczny będzie finansowany z zysków generowanych przez państwowe przedsiębiorstwa, a sektor prywatny – przez banki publiczne.

 

Powstało wiele przedsiębiorstw państwowych funkcjonujących na zasadach rynkowych. Generowane przez nie zyski wracały do skarbu państwa, dzięki czemu sfinansowano dziesiątki dużych projektów infrastrukturalnych. U szczytu prosperity ponad 240 spółek skarbu państwa generowało tak wielkie zyski, że Kostaryka budowała infrastrukturę jak szalona. Robiła to głównie za gotówkę, nie na kredyt, a przy tym miała najniższe podatki w regionie i mogła sobie pozwolić na przeznaczanie 30% dochodu narodowego na służbę zdrowia i szkolnictwo.

 

Nietrudno się domyśleć, że takie prosperity przysporzyło Figueresowi wielu wrogów. Konsekwentnie odmawiał on bowiem prywatyzacji kostarykańskich banków i przedsiębiorstw. Dwa razy próbowano wywołać w jego kraju przewrót, a on sam raz padł ofiarą nieudanego zamachu na swoje życie. Gdy to nie zdało rezultatu, w 1982 r. w Kostaryce został rozpętany kryzys walutowy. W niecałe kilka miesięcy koszt obsługi długu zagranicznego Kostaryki wzrósł z 3% do nawet 27%. Rykoszetem oberwały też inne kraje w regionie.

 

I wtedy zleciały się sępy. Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Bank Światowy zażądały od Kostaryki sprywatyzowania wszystkiego, co się dało. Brzmi znajomo? Świetnie funkcjonujące przedsiębiorstwa państwowe przeszły w prywatne ręce, głównie międzynarodowych korporacji, które niedługo potem je zamknęły. Po raz pierwszy od dekady pojawiło się bezrobocie, wzrosła też przestępczość…

 

Mimo wielu późniejszych zawirowań Kostaryka wciąż ma prężną gospodarkę, ponieważ lokalne przedsiębiorstwa mają dostęp do kredytów zawsze wtedy, gdy ich potrzebują. Stabilny sektor bankowości publicznej pozwala stawiać interes narodowy i rozwój gospodarczy ponad interesy międzynarodowych bankierów.

 

Źródło: http://www.maxkeiser.com/2013/11/public-banking-in-costa-rica-a-remarkable-little-known-model/.

 

Polub bloga na Facebooku:
http://www.facebook.com/thespinningtopblog.

 

Zobacz też: Co ty kurwa wiesz o pieniądzu.

Inne zapisy autora:

The Spinning Top Blog
The Spinning Top Blog http://www.kamilcywka.pl

68 publikacje
0 komentarze
 

  1. Sceptissimus

    Bardzo dobry artykuł. Godny polecenia zwłaszcza młodym, dobrze wykształconym, wierzącym w tzw. niewidzialną rękę tzw. wolnego rynku, który jest gwarantem tzw. kapitalizmu i harmonijnego rozwoju.

  2. policjant łapówkarz

    jebani żydowscy banksterzy, zawsze skurwysynom mało.

  3. Mir Mir

    Podobała mi się ocena tzw. polskiej nienawiści do Żydów jakiej dokonał Ziemkiewicz. Faktycznie Polacy w wiekszości nie kochają Żydów ale …. czy tak było zawsze? Nie. Sprawy zaczęły się zmieniać na niekorzyść w relacjach od czasu tzw. Kongresówki gdy w Polsce pojawiać się zaczęły tendencje do tworzenia silnego mieszczaństwa i warstw średnich czyli niezależnych finansowo Polaków. Niestety z racji zajmowanej pozycji Żydzi polscy zajmujący się handlem i finansami głównie w charakterze pośrednictwa raczej nie byli zainteresowani by wyrósł im jakikolwiek konkurent.
    Generalnie, Polacy nie nienawidzą Żydów za ich religię czy narodowość czy przynależność do grupy etntnicznej. Raczej można mówić o głębokiej niechęci na tle czysto ekonomicznym. Bardzo to przypomina rosnącą dzisiaj falę głębokiej niechęci do ludzi z układow posowieckich jak sedziów, prokuratorów, polityków czy finansistow. Ten sam mechanizm.
    Znowu historia się powtarza. Za kolejne pokolenie finansiści będą mówić, że Polacy wysysają bierność finansową i nienawiść do bankierów z mlekiem matki. Jest to takie samo zakłamywanie historii i nie widzenie realnych przyczyn.

    • Sceptissimus

      Brak znajomości historii mści się przy tego typu okazjach.
      To, że Zydzi zajęli się handlem i pieniędzmi, to wynika nie tylko z faktu iż są w tym rzeczywiście dobrzy – ale z tego, że im innej aktywności zwyczajnie zabraniano. Nie mogli np. kupować ziemi – tym samym stawać się np. rolnikami. Zarzuty czynione im często przez Polaków, że rozpijają w swoich karczmach naród – należy postawić samym Polakom, którzy wprowadzili prawo propinacji wspierające, a wręcz promujące pijaństwo wśród chłopsta.
      Co do wrogości o charakterze religijnym, to też nieprawda. Przeciwnie do Pańskiego twierdzenia – kościół (nie tylko zresztą katolicki) piętnował Zydów za zabicie Jezusa. Podkreślał na każdym kroku (podczas lekcji religii, na kazaniach, w publikacjach itp.) żydowskość sprawców, nie wspominając zresztą że przecież sam Jezus wraz z matką też byli Zydami. Można sobie wyobrazić siłę rażenia propagandowego takiego przekazu przed kilkuset laty (zresztą i do dzisiaj).
      Zydzi, to nad wyraz inteligentny i zdolny naród – niestety ekspansywny i dlatego tak niebezpieczny…

  4. W takim razie młodzi Polacy powinni poważnie rozważyć zmianę kierunku emigracji zarobkowej. Co prawda do Anglii i Irlandii bliżej, ale już do USA podobnie daleko jak do Kostaryki.
    Żurek Janusz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

319217