Bez kategorii
Like

Bezboisko domnych, część 3, ostatnia

13/02/2011
272 Wyświetlenia
0 Komentarze
7 minut czytania
no-cover

Łukaszek z Grubym Maćkiem i okularnikiem z trzeciej ławki stali pod płotem. Płot robił to, co zazwyczaj robią płoty, czyli otaczał. W tym akurat przypadku otaczanym terenem było osiedlowe boisko sportowe typu Jerzyk. Otwarto je niedawno, a otwarciu towarzyszyło tajemnicze zdarzenie. Tajemnicze dlatego, że choć byli na nim przedstawiciele różnych redakcji i widzieli to samo, to ich relacje w prasie różniły się znacznie. – Jak nie załatwię boiska, to on mnie zabije – płakał jakiś młody asystent polityka mówiąc o swoim szefie. Wywiadowi zatytułowanemu "Jednak to boisko go załatwiło" towarzyszyło zdjęcie jak wkładają asystenta na noszach do karetki. Nos miał rozkwaszony po strzale piłką wykonanym przez Grubego Maćka. – Patrzcie, jak grają debeściaki! – deklarowali politycy w kolejnej gazecie strzelając […]

0


Łukaszek z Grubym Maćkiem i okularnikiem z trzeciej ławki stali pod płotem. Płot robił to, co zazwyczaj robią płoty, czyli otaczał. W tym akurat przypadku otaczanym terenem było osiedlowe boisko sportowe typu Jerzyk. Otwarto je niedawno, a otwarciu towarzyszyło tajemnicze zdarzenie. Tajemnicze dlatego, że choć byli na nim przedstawiciele różnych redakcji i widzieli to samo, to ich relacje w prasie różniły się znacznie.
– Jak nie załatwię boiska, to on mnie zabije – płakał jakiś młody asystent polityka mówiąc o swoim szefie. Wywiadowi zatytułowanemu "Jednak to boisko go załatwiło" towarzyszyło zdjęcie jak wkładają asystenta na noszach do karetki. Nos miał rozkwaszony po strzale piłką wykonanym przez Grubego Maćka.
– Patrzcie, jak grają debeściaki! – deklarowali politycy w kolejnej gazecie strzelając inauguracyjną bramkę.
– Strzelali do nich! Boże, mogli umrzeć!! Wszyscy umrą!!! – alarmowała gazeta "To, Co Jest" pokazując polityków słaniających się na nogach i trzech małych chłopców w tle. W ostatnich słowach maleńką czcionką gazeta wyjaśniła, że chodziło o strzały piłką nożną.
Teraz strzelców trzech stało pod płotem i usiłowało przeczytać wiszące na nim tabliczki. Z pierwszą nie było problemu.
– "Wstęp wzbroniony" – odcyfrował okularnik z trzeciej ławki.
– To co, nie możemy tu grać?! – zdenerwował się Gruby Maciek i z całych sił ścisnął trzymaną w rękach piłkę.
– Chyba nie – stwierdził posępnie Łukaszek sylabizując napis na drugiej tabliczce. – "Własność… Prywatna… Deutsche… Fussball…". Zadzwonię, może przyjdzie ktoś z moich i nam pomoże…
– Film taki widziałem – zagaił okularnik. – "Boisko bezdomnych". Nawet bezdomni mieli boisko! I grali! A my co? Mamy domy! A boiska nie!
– No to jest bezboisko domnych – stwierdził Gruby Maciek prawie łamiąc sobie język. – I co, dzwoniłeś co chaty?
– Dzwoniłem – Łukaszek pienił się z wściekłości. – Mają nas gdzieś. Nikt nie przyjdzie. Wurma kać! Spadajmy do chaty, bo bez sensu tu stoimy…
W domu była awantura.
– To mnie tu okradają, a wy se w chacie siedzicie!! – darł się poirytowany Łukaszek. – Dobrze! Zobaczymy co będzie jak wprowadzą eutanazję! Ja o wszystkim będę pamiętał!
– Bóg nakazuje wybaczać – rzekł pojednawczo dziadek.
– Świetnie, więc mi wybaczycie, jakby co…
– Jak to: cię okradają? – spytał tata sącząc herbatę. – Z czego?
– Z boiska! – i Łukaszek opowiedział co się stało z boiskiem. – Czy to znaczy, że już nam nigdy nie będzie wolno grać na boisku, które stoi na naszym własnym osiedlu?
– To jest nieistotne – wtrąciła się mama Łukaszka.
– Własność prywatna jest święta – rzekł z namaszczeniem tata Łukaszka.
– Ale nie będziemy mogli tam grać!!!
– Każdy mógł ją kupić – ratował sytuację tata.
– Ja nie mogłem! Nie wiedziałem nawet!!
– Łukasz, musisz się z tym pogodzić… Jeszcze będzie mnóstwo innych boisk…
– Wurma kać!!! – wrzasnął Łukaszek.
– Co to znaczy "wurma kać"? – zainteresowała się babcia Łukaszka.
– To jest szyfr – zawarczał Łukaszek.
– A możesz nam zdradzić co to za szyfr?
– Mógłbym. Ale ten szyfr jest tajny i musiałbym was potem zabić – spojrzał na nich niesamowitym spojrzeniem i wyszedł.
– No moja droga – powiedziała lodowatym tonem babcia Łukaszka. – Twój syn właśnie chciał mnie zabić. Co ty na to?
– Tak, tak – odpowiedziała półprzytomnie mama Łukaszka. – Ale to też jest nieistotne.
– A co jest istotne?
– Zaraz zobaczymy – mama włączyła telewizor. Zaczęły się wiadomości.
– Sprzedano kolejny państwowy zakład, grożono śmiercią politykowi i działy się straszne rzeczy na szosie pod Zamościem – zaanonsowała spikerka. – Zaczynamy jednak od tego, co najważniejsze. Według doniesień anonimowych świadków, lider opozycji brutalnie znęca się nad kwiatami w swoim mieszkaniu. Widziano wielokrotnie jak przechodził koło parapetu i nawet ich nie podlał! Oddajemy głos naszemu ekspertowi.
– To są kaktusy, nie muszą być często podlewane – powiedział ekspert.
– Właśnie przestał pan być naszym ekspertem – oznajmiła spikerka. – A teraz nasz drugi ekspert od znęcania się nad kwiatami. Choreograf.
– Tak, wszystko widziałem proszę państwa – oznajmił tragicznym szeptem choreograf. – On kiedy szedł, miał pośladki obciągnięte w dół! A więc robił to z pełną premedytacją!
– A teraz wiadomości mniej ważne i nieważne zupełnie – powiedziała spikerka. – Sprzedano kolejny odcinek torów kolejowych pod Opolem…

Inne zapisy autora:

0

Marcin B. Brixen

Poznaniak. Inzynier. Kontakt: brixen@o2.pl lub Facebook. Tom drugi bloga na papierze http://lena.home.pl/lena/brixen2.html UWAGA! Podczas czytania nie nalezy jesc i pic!

378 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758