Małopolska
Like

Baba na rybach i… zatramwaje (odc. 7)

31/08/2013
647 Wyświetlenia
1 Komentarze
7 minut czytania
Baba na rybach i… zatramwaje (odc. 7)

Uradowana owocną rozmową z synem i odrobinę mniej efektywną pogawędką z jego wychowawczynią, Wędkowiec, udała się w stronę pomostu. Tamże właśnie jej były małżonek nadziewał kolejnego robala na haczyk a zauważywszy byłą żonę z całkiem zblazowaną miną zagadnął:

– No i co tam? Tylko nie mów…hipopotam!

0


 

– Popatrz, popatrz…Jaki ty przewidujący się zrobiłeś? – syknęła sarkastycznie Wędkowiec – No prawie wszystko pod kontrolą, poza moją wędką oczywiście! Bo kiedy ja prowadzę dyplomatyczne potyczki z kolonistami, nie ma komu pilnować mojego łowiska i haczyka!

statek

– Dzwoneczek sobie kup, kobieto.

– Sam se nabądź dzwoneczki, skoro ci brak – odparowała Wędkowiec.

– Ja już mam. Codziennie nim dzwonię – uśmiechnąłsię szeroko były małżonek.

– Och! W to akurat, nie wątpię – Wędkowiec wydełą usta i zaczęła manewr walnięcia fochem.

– Hje, hje, hje – śmiał się deko złośliwie eks – A no jasne, wy kobiety macie w głowach tylko jedno.

– To wy macie jedno! – wydarla się na 10 okolicznych stawików, powodując syki przybrzeżnych wędkarzy – Wam w głowie tylko…DZWONIENIE!

– Oj Anusia, Anusia… Przypominam ci, gdzie pracuję. No?! I gdzie ja pracuję? No sama powiedz, gdzie? – zachęcał Wędkowiec patrząc jej prosto w oczy.

– Pracujesz w …tramwaju. – Wędkowiec foszenie postanowiła odłożyć na później i zobaczyć jak dalej rozwinie się ta dziwna akcja.

– Ślicznie. A w tramwaju są …co?

– Drzwi!

– Świetnie… Tak, Anusia, są…Ech. Ale co jeszcze są w tramwajach? – wycedził były małżonek, nie przejmując się ani stylem, ani gramatyką ani nawet ortografią wypowiedzi.

– Nooo… Okna? – zapytała Wędkowiec zupełnie głupowato, ale oczy jej  tryskały humorem i pewną dozą przekory.

– Ja zwariuję z tobą – jęknął były mąż – Czyżbym się pomylił myśląc kiedyś, że poślubiłem niezwykle inteligentną kobietę? Żadna inna jej nie dorównywała intelektem…

Tu Wędkowiec spojrzała na byłego spode łba i nieco wyczekująco, więc z pewną dozą nieśmiałości, eks kontynuował wypowiedź.

– Jasne…ani też wdziękiem też nie dorównywała.

– Dzwoneczki są – Wędkowiec walnęła najpiękniejszy uśmiech z cyklu “ależ oczywiście mózg rządzi, na pohybel długim nogom”.

– Noo wreszcie! – ucieszył się były mąż- No więc dzwonię sobie codziennie. A tak…Dzwonię na potęgę, bo ja lubię sowbie tak właśnie podzwonić!

– Ale możesz mi wyjaśnić najważniejszą rzecz? Co to ma wspólnego z wędką?

– A ma…Wędka też może dzwonić.  W sklepach są czujniki na wędki. Zostawiasz i zajmujesz się czym innym – o na przykład możesz sobie telefonować do uśmiechniętej śmierci. Taki sprzęt w odpowiedniej chwili będzie cię wdzięcznie i dźwięcznie informował, że jakiś rekin ma ochotę spojrzeć ci w oczki…

– Aaaa…Widzisz, no skąd mogłam wiedzieć, ja dopiero początkuję i nie do końca wiem, co …na rybach dzwoni.

– To już wiesz. AAaa i jeszcze jedno. Na rybach, moja droga, obowiązuje zawieszenie porozwodowej broni.

– Pod warunkiem, że nie będziesz wykorzystywał go do niecnych celów. Ta ziemia jest niczyja! – odparowała Wędkowiec.

– Dobrze. – poddał się bez żadnej walki eks.

– No jasne! Bo zawsze wolałeś jakieś te swoje koleżanki z pracy… Byle miały długie nogi i blond włosy. – eksplodowała nagłym żalem Wędkowiec.

– Nie prawda. Ty to sobie nawymyślałaś. I w ogóle….

– Ale ja jeszcze nie skończyłam! Wszystkie te Kasie, Asie, Basie i Dorotki! A ja w garach, przy domu i gotowanie, pranie i dzieci…

– Kobieto! To z tobą jestem na rybach!!!! – ryknął eks.

–  No i co z tego, ale za to ja jestem “była”!!!! – identycznym tonem ryknęła Wędkowiec.

– Żadnej innej na ryby nie zabieram, tylko ciebie!

– A no pewnie, no bo ja przecież się tylko do wędki i szuwarów nadaję! – szarżowała już całkiem nielogicznie i ślepo Wędkowiec, bo w piersiach nagle poczuła wieki żal i smutek. Trzeba było zabić to kretyńskie uczucie krzykiem i złością. Tylko, że złość nie przychodziła…

– Grrrr!!!! – zdenerwował się kompletnie były małżonek – Ja ci to wytłumaczę o-bra-zo-wo! Wiesz co co jest “za tramwaj”?

– Zatramwaj? Nie…

– O ludzie! Autobus, który jedzie zamiast tramwaju – ma taką karteczkę i wozi ludzi, kiedy tramwaj zaliczył awarię, albo zabrakło prądu itd, ect. – denerwował się eks.

– A tak.  Ale co to ma do rzeczy?

– Ma. Powiedz mi, czy ten autobus, który ma taką karteczkę, nagle staje się … pięknym tramwajem, wskakuje na tory i dzwoni?

– Nie no… Dalej jest autobusem, jeździ po asfalcie, klaksoni i tylko przez chwilę ma odpowiednią etykietkę.

– Cuuudooownie! – uradował się były małżonek – No. To każda moja koleżanka w porównaniu z tobą to taki “zatramwaj”.

 

Nad brzegiem jezioka zapanowała przez chwilę kompletna cisza.

– Wiesz… To zawieszenie broni nie jest takie głupie- cicho wybąkała Wędkowiec – A dalej to zobaczymy. Za dwa dni wracają dzieci. Zacznie się znów rok szkolny i szara codzienność.

– Będzie dobrze. Zobaczysz. A teraz zbiermy wędki i robale i  haczyki. A jak masz ochotę na rybną kolację, to zapraszam do sklepu.

 

CDN…

Źródło: Osobiste doświadczenia autorki.

 

Inne zapisy autora:

0

Bez kredek we lbie
Bez kredek we lbie

Matka-Polka-galopka. Na marginesie - matematyk, księgowa. Staram się nie politykować, nie mam do tego predyspozycji, wolę ... obserwować, wyciągać wnioski, przyglądać się i opisywać. Poczucia humoru nigdy za dużo, nawet sam Pan Bóg je posiada, więc czemu nie człowiek?

20 publikacje
10 komentarze
 

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816