ONA I ON
Like

Baba na rybach i… psycho-spycho (odc.16)

17/10/2013
913 Wyświetlenia
0 Komentarze
10 minut czytania
Baba na rybach i… psycho-spycho (odc.16)

Wędkowiec i Małżon zalani zostali ostatnio potopem bardziej i mniej psychicznych wizyt. Rozruba zapewnił im te nad wyraz dodatkowe atrakcje.  Niby pracowicie zdiagnozowany i prowadzony do tej pory przez dwóch psychologów ośmiolatek, a nagle okazało się, że … zdiagnozowany nieprawidłowo, albo i w ogóle, a na dodatek podarowano mu kilka godzin tygodniowo, totalnie zbędnych albo niewiele zmieniających spotkań … kaligraficznych. Zamiast więc uczyć się swoich emocji, funkcjonowania w grupie, reagowania na własne niedoskonałości,  Rozruba przez ostatnie dwa lata, pilnie zapisywał kolejne zeszyciki koślawo stawianymi literkami, przecinając je co i rusz kretyńskim, równie krzywym szlaczkiem. A emocje nadal leżały.

0


psy-cholog-jpg

 

 

– Ależ drodzy państwo… Z pisaniem i czytaniem, to my sobie poradzimy wspólnie. To nie jest problem – orzekły panie wychowawczynie – Ale jak mamy zapanować nad Rozrubą, jak nauczyć go panować nad sobą, tu musi pojawić się i zadziałać psycholog a nie… proszę wybaczyć…spychologiczny psychopata!

 

Wędkowiec i Małżon postanowili więc zmienić dotychczasowych… psychopatów i zastąpić ich  fachowcami. Skierowani przez sympatyczną psycholog szkolną udali się dwa budynki dalej, do jej macierzystej placówki w poszukiwaniu lekarza od emocji z prawdziwego zdarzenia.

Budynek ogromny, najeżony gabinetami, do których przytwierdzone były same utytułowane tabliczki. W środku, sympatyczna pani sekretarka, w niezwykle niebieskiej sukience i przylepionym aparatem telefonicznym do ucha i ust, właśnie referująca koleżance problem … pieczarek. Dwie czy trzy? A jeśli nie, to ile grzybów winno przynieść każde dziecko na kolejne zajęcia w szkole?  Problem kulinarny został załatwiony w ciągu pięciu minut i sekretarka skupiła się na rodzicach Rozruby.

 

– A tak. Karta przyszła kilka dni temu z innej placówki. No… ale czego państwo oczekujecie?

– Jak to czego? – zbaraniała Wędkowiec wybałuszyła gałki oczne na sekretarkę w błękitach – Czy ktoś czytał tę kartę? Czy państwo kontaktowaliście się ze szkołą lub z nami, tak jak to było ustalone, kiedy prosiliśmy o objęcie syna opieką?

– No wie pani. Tu jest dużo dzieci. A w ogóle, to ja nic nie wiedziałam, to załatwiała pani wicedyrektor, ona państwa przyjmowała…A ona na ogół… No wie pani, jest sympatyczna i …obiecuje…No a potem… – dukała wpatrzona w czubki swoich butów pani sekretarka.

– Dobrze. Nie ważne – Małżon przerwał zapłonionej kobiecie procedurę zmieszania się  – Prosimy zatem o terapie, które zaleciła psycholog szkolna. Ona nas tu skierowała dzisiaj. Im szybciej, tym lepiej, bo jak na razie straciliśmy już czas na bezsensowne pseudopomoce.

Wędkowiec popatrzyła na Małżona z wielkim uznaniem. O proszę. Załatwia sprawy po męsku. Znaczy w obronie dobra dziecka i w imieniu chronienia, byłej co prawda, ale zawsze małżonki, a już na pewno matki wspólnych dzieci, od zbędnych emocji. Przejął pałeczkę rozmowy i kierował sprawy psychologiczne ku finałowi, szczęśliwemu i efektywnemu ma się rozumieć. Tak to przynajmniej wyglądało, albowiem pani sekretarka właśnie skierowała swe korpulentne błękitne oblicze ku schodom i pukała już do jednych z niezwykle utytułowanych drzwi.

Widząc taki dobry rozwój wypadków, Wędkowiec zrobiła wewnętrzne “uff”, postanowiła wycofać na moment swoje ciało z pomieszczenia i odbyć porządkową rozmowę telefoniczną z córką, pod której opieką aktualnie znajdowało się całe domostwo, Rozruba i dwa psy- znaczy cały dobytek.

Nie doczekała jednak początku rozmowy z latoroślą, ponieważ zaalarmował ją podniesiony głos Małżona dobywający się z sekretariatu.

– Proszę nie insynuować mi kłamstwa!

– Niech pan siebie posłucha!!! – grzmiała nieznajoma kobieta dość ironicznym tonem głosu, która jakąś chwilę wcześniej weszła do sekretariatu – To ja jestem psychologiem i to ja ustalam jaką opiekę otrzymuje dziecko! Pan nie będzie ustalał rodzajów terapii!!! – krzyczała trzęsąc plikiem kartek.

– Nie jestem  psychologiem! – oczy Małżona ciskały błyskawice – Za to przychodzę od psychologa, który obserwował naszego syna w grupie i w szkole. W dodatku przychodzę od kogoś pracującego na stałe tu u państwa i zajmującego się naszą szkołą!!! I to właśnie ta pani powiedziała, pewnie na podstawie obserwacji, co jest potrzebne dziecku.

– Dzień dobry. To prawda. Właśnie 10 minut temu wyszliśmy ze spotkania – włączyła się z uśmiechem i łagodnie Wędkowiec, myśląc , że może czas rozładować niezdrowe emocje.

Okazało się jednak, ze pani psycholog postanowiła jeszcze bardziej je nakręcić. Odwróciła się wojowniczo w stronę Wędkowiec i ryknęła:

– To ja zajmuję się tą szkołą!!! Nikt poza mną!!! Więc nie wiem gdzie i u kogo państwo byliście!!! I w ogóle jak można!!! To ja łaskę robię, wychodzę z zajęć, przerywam badania chłopca, żeby państwu pomóc, a wy mnie tak z góry traktujecie i jeszcze kłamiecie!

Takiego dictum nie wytrzymał Małżon i warknął:

– Proszę nas nie obrażać, bo zgłoszę sprawę do kuratorium. A jeśli pani nie ma ochoty, czy też czasu, zajmować się naszą sprawą, to należy o tym powiedzieć, przecież nie zmuszamy panią do tego.

– TAK???!!! – Ryknęła psycholog – No to proszę!!!- i walnąwszy spektakularnie stosem dokumentów o biurko, zakręciła się na pięcie i z godnością wypadła z sekretariatu, nie żegnając się z nikim.

 

Chwilę później sekretarka, skutecznie przekonana o tym, że Małżon nie żartuje i za moment ściągnie samego kuratora do placówki, wykonywała telefon do psycholog, która poleciła takie, a nie inne terapie. Sprawa się wyjaśniła i okazało się, że szkołą Rozruby rzeczywiście zajmują się dwie panie psycholog. Sprawa rodzaju zajęć dla Rozruby oparła się o samą panią dyrektor poradni, która również została oświecona faktem, że tylko sensowna opieka  uratuje dziecko, a nie kolejny rok gryzmolenia pod kierunkiem nawiedzonego mistrza kaligrafii. Że nie chodzi o spychoterapię, tylko o psychoterapię.

– Będzie do państwa dzwoniła o ósmej rano. No przynajmniej tak mówiła. Ale nie widzę tego, bo ma spotkanie, więc raczej spodziewać się proszę później.- informowała niebieska sekretarka.

 

Pani dyrektor poradni zaskoczyła wszystkich i zadzwoniła punktualnie o ósmej rano. I na tym się skończyło pozytywne  zaskakiwanie kogokolwiek i czymkolwiek. Stwierdziła tylko, że sprawa zajęć z Rozrubą jest w toku i należy czekać. Gorzej. W dniu następnym znów zadzwoniła i oświadczyła, że Rozruba  uczęszczać będzie na zajęcia związane z … małą motoryką. Owo fachowe nazewnictwo oznacza, że Rozruba znów będzie… kaligrafował i malował szlaczki. Może odrobinę mniej koślawe niż rok temu. Wszak i on nabiera wprawy w stawianiu kółeczek i laseczek.

– Wie pani … Popisze, poczyta, ze świetnym psychologiem, a potem się zobaczy… Może w grudniu dostanie jeszcze jakiegoś terapeutę…

Wędkowiec nie przekaże bukietów słownych Małżona po wysłuchaniu relacji z rozmowy z panią dyrektor. Wędkowiec nie chce narażać czytelniczych oczu i tak już zmęczonych blaskiem monitora.

W całej tej historii, niestety prawdziwej, jest jeden malutki pozytyw. Wędkowiec nie może już czynić dalszej spychoterapii obserwacyjnej. No bo jak tu zamknąć oczy na to, że Małżon jest na każdym kroku. I to jest bycie rzeczywiste, nie pozorne.

On teraz jest tak bardzo, a nawet więcej, jak go nie było przez ostatnie 12 lat. Tak więc koniec spychania czegokolwiek na plan dalszy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Inne zapisy autora:

0

Bez kredek we lbie
Bez kredek we lbie

Matka-Polka-galopka. Na marginesie - matematyk, księgowa. Staram się nie politykować, nie mam do tego predyspozycji, wolę ... obserwować, wyciągać wnioski, przyglądać się i opisywać. Poczucia humoru nigdy za dużo, nawet sam Pan Bóg je posiada, więc czemu nie człowiek?

20 publikacje
10 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816