Artykuły redakcyjne
Like

NIEBEZPIECZNE PYTANIA

03/06/2015
278 Wyświetlenia
1 Komentarze
10 minut czytania
NIEBEZPIECZNE PYTANIA

Mądrzy ludzie powiadają, że zadawanie pytania – „dlaczego”, jest rzeczą wyjątkowo niebezpieczną. Nie tylko wówczas, gdy wywołuje gniew osobników prymitywnych lub irytuje nadętych pyszałków, ale szczególnie, gdy stawia nas wobec problemu, który chcielibyśmy ominąć lub w ogóle go nie dostrzec. Od końca Średniowiecza, gdy nastąpił upadek życia umysłowego, pytanie to bywa skwapliwie omijane również przez świat nauki (wybitni głupcy uznali je nawet za „infantylne”) i powszechnie ignorowane przez ludzi współczesnych. Tak dalece, że zepchnięto je na margines pseudo-filozofii i skutecznie wyrugowano z obszaru życia publicznego.

0


Zdaję sobie zatem sprawę, że stawianie takiego pytania w kontekście ostatnich wydarzeń politycznych, jawi się jako czyn niebezpieczny, a nawet szalony. Tym bardziej, gdy wokół panuje (uzasadniony) nastrój euforii i radość z wyborczego tryumfu.

Pytać dziś – dlaczego tak się stało, to, w najlepszym wypadku narażać się na zarzut malkontenctwa i snucia teorii spiskowych, w najgorszym – zostać posądzonym o złą wolę, agenturalność lub działanie na rzecz przeciwnika. Ponieważ w czasie mojej wieloletniej bytności w sieci, dostąpiłem już wszystkich, tego typu oskarżeń, nie muszę obawiać się głosów oburzenia i podzielę się kilkoma powyborczymi refleksjami.

Po pierwsze – odejście Komorowskiego uważam za jedno z najlepszych, najszczęśliwszych wydarzeń w najnowszej historii Polski. Upadek tej ponurej postaci kładzie kres próbie budowy reżimu belwederskiego (na wzór kremlowski) i kończy najtragiczniejszy, posmoleński okres w naszych dziejach. Zapewne będzie okazja, by wskazać wszystkie konsekwencje tego arcyważnego wydarzenia.

Po drugie – świadomość, że ten człowiek zostanie pozbawiony miana reprezentanta mojego narodu, a związane z nim środowisko utraci głównego patrona, sprawia, że z lekkim sercem przyznaję się do błędnych kalkulacji przedwyborczych. Uczyniłem to już pod poprzednim wpisem, bo uważam, że rzetelność i szacunek wobec czytelników wymagają takiego wyznania.

Chciałbym jedynie podkreślić, że wbrew temu, co sądzą ludzie nieznający moich tekstów, kalkulacje te nie były oparte na tezie o „wszechmocy” układu byłych WSI i nie wynikały ze „skrajnego defetyzmu” autora. Pisząc o scenariuszu drugiej kadencji BK, opierałem się na analizie dotychczasowych wydarzeń, a w szczególności – na rozstrzygnięciach wyborczych z lat 2007-2014, na dokonywanych w tym okresie rozlicznych fałszerstwach i aktach zamordyzmu politycznego, na racjonalnej (bo opartej na faktach) ocenie skuteczności tzw. strategii wyborczych, na realnych efektach działań opozycji, na wiedzy o pozycji III RP w świecie i ocenie sytuacji międzynarodowej.

Po trzecie – szczerze się cieszę z wygranej Andrzeja Dudy i życzę mu jak najlepiej. Uważam go za prawego, uczciwego człowieka, który ma szansę wyrosnąć na polskiego męża stanu.

Jednocześnie – nie formułuję dziś żadnych oczekiwań wobec tej prezydentury, ale też nie odwołuję krytycznych ocen poglądów Andrzeja Dudy głoszonych podczas kampanii wyborczej. Głęboko nie zgadzam się z jego wizją „naprawy” III RP i nie podzielam wiary w „mechanizmy demokracji”, które mogłyby zmienić status tego państwa. Nie życzę sobie „budowania wspólnoty narodowej” razem z apatrydami, ani „zasypywania podziałów” z osobnikami, którzy wyrzekli się polskości. Uważam, że nie można zbudować społeczności ludzi wolnych wraz z tymi, którzy noszą piętno niewolnictwa. Kto próbuje takiej sztuki – nie tylko nie ocali niewolników, ale zgubi ludzi pragnących wolności.

Nie znam też żadnych osiągnięć politycznych pana Dudy i zachowuję dystans wobec deklaracji składanych w czasie kampanii. Zwracam uwagę, że do tej chwili, postać nowego prezydenta można oceniać wyłącznie na podstawie jego słów i oświadczeń. Póki Andrzej Duda nie podejmie pierwszych decyzji i nie określi priorytetów swojej misji, nie sposób orzec, jakim będzie prezydentem.

Jako złą prognozę odbieram zapowiedź zatrudnienia w Kancelarii Prezydenckiej Piotra Glińskiego i kilku innych osób, znanych z wierności „ideałom” III RP i z wielce „umiarkowanych” poglądów. Mam jednak nadzieję, że człowiek, który uczył się spraw polskich od prezydenta Lecha Kaczyńskiego, będzie wiedział, że największym wyzwaniem jego prezydentury jest prawda o zamachu smoleńskiego. Tylko wówczas to zwycięstwo będzie miało wartość i tylko wtedy może otworzyć nowy rozdział polskiej historii, jeśli ofiara życia smoleńskich pielgrzymów nie zostanie zaprzepaszczona.

Po czwarte – wciąż stawiam sobie kilka niebezpiecznych pytań i nie znajduję na nie odpowiedzi.

Dlaczego Andrzej Duda mógł zostać nowym prezydentem? Dlaczego wygrał z człowiekiem wspieranym przez ośrodki propagandy i potężnych reżimowych graczy? Dlaczego pozwolono, by w drodze „demokratycznych przemian” odszedł patron ludzi z wojskowej bezpieki, najgorliwszy przyjaciel Moskwy i filar triumwiratu III RP? Dlaczego rozstrzygnięcie to tak łatwo przyjęto na Kremlu, jeśli to stamtąd wyszedł projekt zamachu smoleńskiego? Dlaczego środowisko Belwederu pogodziło się z utratą wpływu na armie i służby specjalne? Dlaczego nie sięgnięto po „sprawdzone metody”, nie próbowano sfałszować wyniku wyborczego lub nie postawiono na „rozwiązania siłowe”? Dlaczego zaakceptowano tak niewielką przewagę głosów, skoro w ubiegłorocznej farsie wyborczej nie cofnięto się przed jawnym fałszerstwem? Dlaczego w państwie ignorującym prawa obywateli i reguły demokracji, o wyniku najważniejszej rozgrywki miałaby decydować trzyprocentowa różnica „werdyktu wyborczego”? Dlaczego środowisko skupione wokół BK nie okazuje dziś obaw przed rozliczeniem tej prezydentury, przed poznaniem tajemnic „lochów” belwederskich, ujawnieniem kalendarzy spotkań, nazwisk gości i doradców? Dlaczego w tej kampanii nie słyszeliśmy słowa o zamachu smoleńskim ani wzmianki o roli Belwederu w kształtowaniu „ładu posmoleńskiego”?

Takie pytania mogą brzmieć zaskakująco, ale tylko dla tych, którzy nie pamiętają wydarzeń z ostatnich lat, zapomnieli o pozycji Komorowskiego po 10 kwietnia i wyparli z pamięci incydenty „gwałtownej” śmierci lub przypadki działań „seryjnego samobójcy”. Nie są to pytania dla ludzi, którzy z chwilą wygranej Andrzeja Dudy doznali demokratycznej amnezji i pozapominali o wcześniejszych fałszerstwach, o prześladowaniach osób niewygodnych dla reżimu, o niespotykanej bucie, z jaką przyjaciele Putina narzucali nam „ład posmoleński” i drwili z naszych podstawowych praw. Jeśli te pytania zaskakują, to tych, którzy dotąd wierzą w mitologię demokracji, pokładają wiarę w potęgę karty wyborczej i są przeświadczeni o uczciwości instytucji III RP.

Nie przyjmuję wyjaśnień serwowanych w „wolnych mediach” i między bajki wkładam opowieści o „skutecznym pilnowaniu wyborów”. Musiałbym odrzucić wiedzę o funkcjonowaniu tego państwa, by uwierzyć, że o wygranej Andrzeja Dudy zdecydowała „strategia opozycji”, „determinacja wyborców”, prawdziwość teorii o „przepływie elektoratu” i uczciwa gra w ramach funkcjonalnej demokracji. Musiałbym uznać, że potencjał zgromadzony przez reżim po zamachu smoleńskim, został nagle roztrwoniony przez wyjątkowych nieudaczników lub porzucony na rzecz „święta demokracji”. Musiałbym zapomnieć o cenie, jaką zapłacili zakładnicy kłamstwa smoleńskiego i dać wiarę, że utrata władzy przez BK nie wiąże się z poważnymi konsekwencjami.

Ponieważ rozpocząłem ten tekst w nieco filozoficznej konwencji, pozwolę sobie do niej powrócić na zakończenie. Marshall McLuhan, jeden z tzw. teoretyków komunikacji, zadał kiedyś słuchaczom następujące pytanie – „W jaki sposób łowi się dzisiaj ludzkie dusze? Wędką czy siecią?” Kiedy milczeli, sam udzielił zaskakującej odpowiedzi – „Ani wędką, ani siecią. Wędką łowiono w czasach Apostołów, siecią – w epoce Gutenberga. Dzisiaj natomiast wymienia się wodę”.

W ćwierćwieczu III RP kilkakrotnie doświadczaliśmy procesu „wymiany wody”. Skoro beneficjenci tego państwa nadal mają się dobrze, a „złowione dusze” nie dostrzegały ścian nowego „akwarium”, były to zabiegi udane.

Nie potrafię powiedzieć – czy dziś jesteśmy w przededniu kolejnej „wymiany” ani określić, jak dalece jest to proces kontrolowany. Mogę jedynie zachęcić do stawiania sobie niebezpiecznych pytań i do odwagi w poszukiwaniu odpowiedzi.

Autor: Aleksander Ścios

Źródło: http://bezdekretu.blogspot.de/2015/05/niebezpieczne-pytania.html#comment-form

 

Inne zapisy autora:

0

Wiadomosci 3obieg.pl
Wiadomosci 3obieg.pl

Napisz do nas jeśli w Twoim otoczeniu dzieje się coś, co wymaga interwencji dziennikarskiej redakcja@3obieg.pl

1314 publikacje
11 komentarze
 

Jeden komentarz

  1. Avatar gniew

    Witam, czytałem, czytałem, czytałem, aż krańcowo uległem znużeniu. Bo autor pyta: dlaczego, dlaczego, dlaczego, dlaczego. ….. A ja pytam autora – dlaczego, dlaczego nie wierzy w Pana Boga…. Gdyby wierzył nie zadawał by tak wiele prostych pytań na które tak trudno jest odpowiedzieć !!!. Jeśli autor potrzebuje prawdziwych odpowiedzi, możemy umówić się na szachy,
    i podyskutować, porozmawiać, jestem otwarty na propozycje które budują …
    pozdrawiam gniew

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
319217