POLSKA
Like

10 lat w UE i co z tego mamy?

18/04/2014
1361 Wyświetlenia
25 Komentarze
8 minut czytania
10 lat w UE i co z tego mamy?

Przed dziesięciu laty obiecywano nam, że po wejściu do Unii w ciągu mniej więcej takiego czasu osiągniemy poziom dobrobytu równy przeciętnej unijnej.

Zadanie było o tyle ułatwione, że po wejściu 10 krajów razem z nami przeciętny dochód liczony w PKB na mieszkańca obniżył się o jedną trzecią w porównaniu ze „starą” piętnastką. Obecnie jest jeszcze łatwiej po dojściu najuboższych Rumunii i Bułgarii, a nawet Chorwacji, która nie jest tak uboga, ale ma dochód sporo niższy aniżeli wymieniona piętnastka.

0


W sumie jednak wyliczony przez eurostat dochód liczony w kontrowersyjnym PKB wynosi dla całej UE około 17,5 biliona dolarów, co przy nieco ponad 500 mln ludności daje przeciętnie 30 tys. dolarów na głowę. Polskie nieco ponad 13 tys. dolarów stanowi, zatem niewiele ponad 40% przeciętnego dochodu, a zatem mniej więcej na poziomie wyjściowym w 2004 roku.

Wprawdzie usłużny GUS pośpieszył z optymistycznym wyliczeniem, że po waloryzacji jest to aż około 20 tys. dolarów, czyli dwie trzecie przeciętnego dochodu unijnego. Wprawdzie i to byłoby jeszcze daleko do osiągnięcia obiecywanej średniej, ale przecież na zdrowy rozum taka „waloryzacja” oznacza, że polska jest krajem o połowę tańszym od przeciętnej europejskiej. Jest to wierutna bzdura, którą współcześnie na skutek dobrodziejstwa Schengen może niemal każdy sprawdzić. Minęły, bowiem te dobre czasy dla GUS’u, kiedy mógł wyliczać, że dobrobyt w PRL jest na poziomie Szwecji bo takich którzy mogli to naocznie sprawdzić było niewielu.

Mamy, zatem po dziesięciu latach naszej bytności, a raczej podległości UE dystans w stosunku do „starej” UE niezmieniony. Jesteśmy ciągle ubogim krewnym żyjącym z łaski wielmożów, i zapewne o to właśnie naprawdę chodziło na samym początku.

Ale przecież to nie wyczerpuje całości problematyki i całej UE i naszego w niej udziału. Do czasu powstania UE tempo rozwoju krajów zrzeszonych w EWG gwarantowało mniej więcej wyrównany przyrost dobrobytu, a niektórym krajom zacofanym jak np. Hiszpanii zaoferowało szansę na dorównanie przodującej Europie.

Było to związane głównie z rozwojem produkcji przemysłowej i eksportu poza strefę wspólnego rynku, a najwięcej skorzystali na tym ci, którzy uzupełnili „dwunastkę” w końcówce ubiegłego wieku. I tak wspomniana Hiszpania, której dochód jeszcze w latach siedemdziesiątych był na poziomie Polski, dziś nominalnie przekracza nasz dwukrotnie. Niestety my zostaliśmy włączeni nie do wspólnego rynku, a do Unii Europejskiej, co okazało się dużą różnicą na naszą niekorzyść. Subwencje i kredyty, jakie otrzymaliśmy od UE to drobny ułamek tego, co otrzymała Hiszpania, ale przecież nawet nie to zadecydowało o naszej klęsce, lecz totalna likwidacja naszego przemysłu w odróżnieniu od Hiszpanii, która dopiero w EWG rozwinęła swój przemysł wchodząc na wielką skalę w przemysł samochodowy i rozwijając wiele dziedzin, których przedtem nie miała.

Nie ma, co ukrywać nasz przemysł mimo gierkowskiej dekady prób dogonienia zachodu miał ciągle jeszcze zbyt duże zaległości ażeby skutecznie konkurować na światowym rynku. Były jednak dziedziny, które miały perspektywy rozwojowe i właśnie te dziedziny zostały wyeliminowane w pierwszej kolejności głównie za pomocą sztucznego zabiegu „prywatyzacji” i bezwzględnych restrykcji finansowych.

Ciekawe, ale w tym samym czasie przemysły uprzywilejowanych krajów UE korzystały zarówno z preferencji finansowych jak i bezpośredniej pomocy państwa zabronionej Polsce.

Rząd warszawski zgodził się na zastosowanie najostrzejszych rygorów w stosunku do polskiej gospodarki w czasie, w którym niezbędny był okres przystosowawczych ulg zastosowanych w Niemczech.

Niezależnie od tych oczywistych szykan w stosunku do Polski natrafiliśmy też na okres kryzysowo stagnacyjny w UE, z jakim zetknęliśmy się w I dekadzie XXI wieku.

Unia nie umiała lub nie chciała znaleźć remedium na zastój, a nawet recesję.

Zachodzi uzasadniona obawa, że kryzys gospodarczy w UE został wywołany celowo, gdyż jakoś dziwnie praktycznie ominął największą gospodarkę unijną w Niemczech, a pozwolił na pogrążenie w zależności od siebie niemal wszystkie pozostałe gospodarki unijne.

Słabe notowania gospodarki europejskiej mogły być wywołane wysokim stopniem nasycenia i brakiem bodźców rozwojowych, jeżeli jednak podda się krytycznej ocenie sytuację społeczną ze szczególnym uwzględnieniem aspektu demograficznego to można zaobserwować, że Europa zachodnia cierpi na dolegliwości powstałe jeszcze w pierwszej połowie XX, a nawet w XIX wieku.

Jest to nadmierna koncentracja ośrodków przemysłowych i związana z tym rozbudowa zagęszczonych skupisk miejskich.

Ma to fatalny wpływ na rozwój społeczeństw i ich psychikę i w związku z tym niezbędne było podjęcie powszechnego programu deglomeracji i tworzenia nowego, zdrowszego stylu życia.

Owocem takiego rozwiązania byłaby lepsza ochrona środowiska, a także bardziej równomierne rozłożenie aktywów gospodarki.

Dla krajów nowoprzyjętych do UE byłaby to okazja do włączenia się w unijny nurt rozwoju i znalezienie dla siebie właściwego miejsca.

Tempo przyrostu gospodarczego przy realizacji tego programu wyniosłoby dla całej UE 3 – 4% rocznie, a dla krajów nowoprzyjętych 6 – 8% co pozwoliłoby na realne przybliżenie poziomów życia i zapobiegłoby szkodliwemu zjawisku „wędrówki ludów” w celu poszukiwania miejsc pracy.

Dzisiaj najbogatsze kraje Europy zachodniej przeżywają kociokwik związany z masowym napływem ludzi z ubogich krajów ściągniętych mirażem zarobków i pomocy socjalnej. Jest to cena, jaką płacą za bezduszne i w sumie nieopłacalne podejście do pracy ludzkiej, jako „towaru”, który raz jest potrzebny, a drugi raz może być wyrzucony na śmietnik.

Gdyby przez chwilą pomyśleli, że znacznie bardziej po ludzku i równocześnie taniej jest pójście z pracą tam gdzie są ludzie.

Polska boleśnie przeżywa ten proces, ale przecież i ci, którzy go swoją głupotą i egoizmem spowodowali dziś też muszą odpokutować.

Akurat aktualne na Wielkopiątkowe rozważania.

Jeżeli jednak Europa chce się uratować i zmartwychwstać ze stanu śpiączki, w jakim się znalazła zawdzięczając unijnej pułapce to musi się zdobyć na wysiłek moralny i umysłowy i odrodzić w przemienionej postaci wspólnoty dbającej o dobro wszystkich jej członków, co jest zresztą najlepszą receptą na swoje własne dobro.

Inne zapisy autora:

0

Andrzej Owsinski
Andrzej Owsinski

788 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816