24042018Nowości:
   |    Rejestracja

Wojna światów


„Są rzeczy, których niektórzy ludzie po prostu nie potrafią znieść. Do nich należy jakże często prawda.”(Piotr Skórzyński, Człowiek nieuwikłany, s.19)


 

 

Autor to człowiek, któremu Adam Michnik osobiście obiecał „Ty, Skórzyński, nie istniejesz, i nigdy nie zaistniejesz.”. Przy takiej rekomendacji nic dziwnego, że zainteresowałam się, czym takim w swoich książkach Autor zagroził wartościom wyznawanym przez autorytet lewicy laickiej.

 

  Przeczytałam dwie książki Piotra Skórzyńskiego – „Wojna światów. Intelektualna historia zimnej wojny”(2011) oraz „Człowiek nieuwikłany. Wspomnienia z PRL.” (2012). 

 

 W obu poruszany jest problem masowej lobotomii lewicowej, ateistycznej inteligencji – zarówno w Polsce, jak na całym świecie. Problem samookaleczenia, jakiego dokonują na sobie właściciele intelektu, którzy odrzucili Boga, a siebie wywyższyli ponad wszystko. Poczucie władzy nad innymi zastępuje im prawdę i dobroć, i piękno. Głębokie przekonanie, że stanowią wykwit intelektu przesłania im prawdę, że są wrzodem na ciele społeczeństwa.

 

 W „Człowieku nieuwikłanym”, gdzie Autor szuka przyczyny, dla której świat wokół niego zapełniali wyłącznie ludzie okaleczeni psychicznie – określa przyczynę tego stanu:

„Są rzeczy, których niektórzy ludzie po prostu nie potrafią znieść. Do nich należy jakże często prawda.”(Człowiek nieuwikłany, s.19)

Ludzie ci „funkcjonują dzięki usuwaniu ze świadomości wszystkiego, co przykre, i absolutnej izolacji od innych ludzi.” (ibid. s.143) Amputują pamięć, aby oszczędzić sobie bólu poznania prawdy.

 

 Dlaczego tutejsi potomkowie dynastii komunistycznych bronili i dalej bronią komunizmu? Bo boją się stanąć w prawdzie. W końcu „najbardziej nagłośnieni przez zachodnie media dysydenci (…) byli dawniej członkami partyjnej lub intelektualnej nomenklatury, lub też potomkami wysoko postawionych aparatczyków. Ogromna większość z nich pragnęła uczłowieczyć socjalizm, a bardzo niewielu doszło w swej ideowej ewolucji do konsekwentnego antykomunizmu. To dawało im oparcie we wpływowych środowiskach lewicy zachodniej, ale jednocześnie izolowało od społeczeństwa.”(Wojna światów,s.306)

 Dlaczego jednak czołowi intelektualiści Zachodu bezkrytycznie przez pół wieku wielbili komunizm?

Był to ten sam problem – niechęć poznania prawdy. Łatwiej im było stworzyć sobie intelektualne konstrukcje utopijne, które usprawiedliwiały hedonistyczną, tchórzliwą i konformistyczną postawę odwrócenia się od prawdy, niż stanąć wobec niej twarzą w twarz.

Patriotyzm był niemodny, wiara w Boga też.

Fakty nie miały znaczenia wobec „prometejskiej idei” Marksa. Oraz „woli mocy” Heideggera.

 

 W dodatku lewicowa inteligencja doprowadziła do tego, że postawa antykomunistyczna dyskwalifikowała jej przedstawiciela z góry, jako prostaka i głupca. Była obciachowa. Człowiek inteligentny musiał dostrzegać wyższość komunizmu nad kapitalizmem, wyższość laickiego, lewicowego intelektualisty nad moherem z Ciemnogrodu.

 

 Intelektualiści tworzyli więc międzynarodową „ideową arystokrację”, bronili „światowego pokoju”, piętnowali „wsteczną” politykę USA oraz amerykański „imperializm”, czy „rewizjonizm”. Żyli w swoim wyimaginowanym świecie na etacie jego stworzycieli i było im z tym dobrze. Ich zdolność do niedostrzegania tego, co mają przed nosem wydawała się nieograniczona.

 

 W krajach zarówno Zachodu, jak i Wschodu było zbyt wielu lewicowych intelektualistów, którzy nie mieliby co robić bez socjalizmu, bo byli to ludzie, którzy w równym stopniu bali się własnego społeczeństwa, co nim gardzili.

 Podłożem marksistowskiego zamroczenia lewicy laickiej były infantylne emocje, wobec których racjonalna argumentacja była bezradna. Intelektualista pysznił się swym intelektem. Po zrezygnowaniu z Boga, sam siebie usadził na tronie „inżyniera dusz” i obdarzył dogmatem nieomylności. Stąd oburzony Sartre pisał, kiedy Chruszczow ośmielił się w 1956 roku skrytykować Stalina:

Referat Chruszczowa był niewybaczalnym błędem, gdyż szaleństwem jest publiczne oskarżanie postaci o cechach sakralnych.

Najcelniej ocenił tę postawę Octavio Paz:„Niechęć do słowa, jaką tu znajdujemy, zdradza, że Sartre tęskni nie do pełni człowieczeństwa, ale do bytu boskiego; bogowie nie mówią, gdyż są rzeczywistością samowystarczalną.”(s.195)

 

  „W drugiej połowie lat siedemdziesiątych na Zachodzie inteligencja uniwersytecka wraz z dziennikarzami stanowiła warstwę liczniejszą od rolników, a w Stanach także od robotników, a ze względu na wysokie mniemanie o sobie – porównywalną w aspekcie psychologicznym i po części ekonomicznym, z warstwą greckich czy rzymskich kapłanów. Mieli oni funkcję wyjaśniania świata, ale w ślad za Oświeceniem i jego arystokratami ducha przypisali sobie także zadanie jego ulepszenia.”(Wojna światów, s.274)

 

 W USA wszystko „zaczęło się od wygnania z tworzącej się III Rzeszy niemiecko-żydowsko-lewicowej formacji uchodźców – intelektualistów, którzy znaleźli bez trudu zatrudnienie na uczelniach USA. (…)W swoich analizach odwoływali się oni przede wszystkim do Hegla i Webera, dwóch umysłów jednocześnie „prawicowych” i ateistycznych.” (ibid. s.82)

W Polsce – zaczęło się od objęcia aparatu państwowego przez zbirów z tzw. desantu wschodniego przy poparciu lewicy laickiej najczęściej pochodzenia żydowskiego.

 

 W USA „pod koniec lat sześćdziesiątych prawie połowa młodych ludzi studiowała, a kampusy uniwersyteckie stały się ich prawdziwym domem – tam zawierali przyjaźnie, małżeństwa i znajomości, które potem umożliwiały im karierę.(ibid. s.191)

Dlaczego to środowisko akademickie stało się lewicowe? „Bo to lewica ofiarowała intelektualistom „rządy dusz”. Toteż bronili jej jako własnego królestwa, w którym sprawowali władzę absolutną. „Lewica mogła popełniać błędy,ale nie upoważniało to do przekreślenia jej szlachetności; natomiast kapitalizm, jakiekolwiek by były jego osiągnięcia, zawsze rodzi zło.”(ibid. s.327) – oto była odpowiedź zachodnich intelektualistów na prawdę o komunizmie przekazaną przez Sołżenicyna i Bukowskiego. Jeżeli fakty były niezgodne z Ideą, tym gorzej dla faktów.

Komunizm ofiarował intelektualistom funkcję utrzymywanych przez państwo laickich kapłanów.Negowali oni istnienie natury ludzkiej, a tym samym negowali prawa naturalne. Pierekowka dusz była w pełni wykonalna, a intelektualista był nadczłowiekiem, który miał poprawiać Boga. Nie obowiązywała go „burżuazyjna moralność”; mógł wszystko. Ważna była tylko skuteczność.

Sándor Márai pisal:„Komunizm nigdy nie był rewolucją ludu. Był interesem niewielkiej, krwiożerczej, rozteoretyzowanej grupki inteligentów.”(ibid. s.98)

 „(…)z perspektywy filozoficznej totalitaryzm był pewną odpowiedzią na pytanie o sens życia w świecie pozbawionym Boga. Odpowiedzią w pełni uzasadnioną, jeśli hipotezy Darwina dotyczące motyli i ptaków po prostu uogólni się i przeniesie na człowieka, uznając je za prawdę objawioną. Dla materialisty konsekwentnego człowiek jest zwierzęciem, a samo z siebie życie nie ma sensu.(…)Nadać mu sens może oddanie się w służbę Wielkiej Idei, a przynajmniej jej protezie:Wielkiej Organizacji.”(ibid. s.76)

 „Odpowiedzią był całkowity oniryzm intelektualny, w jaki stoczyli się niespełnieni inżynierowie dusz.(…)Podkładem psychologicznym owego oniryzmu był infantylizm tęsknoty za utopią”(s.328),

Ci wszyscy jednak, którzy żyli z iluzji, przede wszystkim scenarzyści i pisarze poczytnych „romansów z wyższych ser”, prawdy nie szukali. W miarę zaś jak coraz więcej ludzi miało czas, by korzystać z ich produktów, ich znaczenie rosło. Należy pamiętać, że dla większości Amerykanów kultura i rozrywka to pojęcia bliskoznaczne, a dla prostych ludzi tożsame.”(ibid. s.184)

„(…)wraz z rozpowszechnianiem się na Zachodzie ateizmu oraz równolegle z nim paradygmatu zagłady, jako skutku konfrontacji dwóch obozów”, (wizje te) „znalazły w końcu przytulną gościnę w Hollywood, by stać się stałym elementem masowej wyobraźni. W dziesiątkach książek i filmów największym zagrożeniem dla zwykłych obywateli byli nie tyrani na Kremlu, lecz złowrogie „jastrzębie” w mundurach US Air Force. Seria niezwykle popularnych filmów z agentem Intelligence Service,Jamesem Bondem, ukazywała bohatera, który ratuje świat przed zagrożeniem ze strony jakiegoś demonicznego miliardera, a zarazem oczyszcza z podejrzeń niesłusznie oczernianą Moskwę.”(ibid. s.151)

„Tym samym nieformalna władza mediów, czyli „czwarta władza”, jak ją nazwali Amerykanie, okazała się władzą pierwszą.”(s.166)

Hollywood produkował masowo filmy, w których Ameryka była krajem rasistów, manipulacji wyborczych, korupcji, a sprzeciwiali się temu tylko bohaterscy działacze lewicowi. Mimo znakomitej obsady „antyimperialistyczne”, infantylne filmy ponosiły klęskę za klęską, jednak mimo to nakręcono ich ponad dziewięćdziesiąt.

 

Aleksander Wat, były komunista i ateista wyznał pod koniec życia:

„Aby naprawdę uwolnić się od dziedzictwa Stalina w duszy, inteligenci muszą najpierw „oderwać się od nieprzyjaciela”; jak wąż na wiosnę zrzucić muszą z siebie wszelką w ogóle myśl o stalinizmie, komunizmie, rewizjonizmie itp.(…) W komunistycznej Polsce (…)opoką narodu były nie bunty, ale „oderwanie się od nieprzyjaciela”, mianowicie masowy katolicyzm narodu, właśnie ów parafialny, obskurancki katolicyzm polski, który przecież oczyścił się i pogłębił w „katakumbach” i znalazł rzeczywiście pasterza w osobie prymasa Wyszyńskiego. Ten katolicyzm uczynił duszę polską nieprzenikliwą dla magii „ideologii” oraz dla knuta praxis, i nie zbuntowani literaci, nie rewizjoniści sprawili Polski Październik, ale – obok wykruszania się mocy i spoistości stalinizmu – wytrwały, ciągły, nieugięty opór psychiczny katolickiego narodu; właśnie jego „bytowanie” w transcendencie…”(s.233)

 

Rzecz ma zresztą szerszy wymiar.

 

„(…)w 1976 roku w USA kardynał Karol Wojtyła powiedział(…): „Stoimy teraz w obliczu ostatecznej konfrontacji między Kościołem i Anty-Kościołem, Ewangelią i Anty-Ewangelią. Konfrontacja ta leży w planach Boskiej Opatrzności; jest to próba, którą cały Kościół, a w szczególności polski Kościół, musi przejść.”(s.333)

 

Rozum winien służyć poznawaniu prawdy; jeżeli tego nie czyni, służy kłamstwu. A wiadomo, kto jest ojcem kłamstwa.

 

Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli" J 8,32.

 

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

82319