19102017Nowości:
   |    Rejestracja

Walka Dawida z Goliatem w sądach jeleniogórskich


Wierzyć się nie chce, jak sądy w Polsce potrafią mnożyć sprawy, doprowadzać do wieloletniej przewlekłości oraz orzekać wbrew zdrowemu rozsądkowi, a nawet Uchwałom Sądu Najwyższego.


 

 

 

 Czy naruszył dobra osobiste firmy X?

 

Pan Grzegorz Niedźwiecki, dziennikarz obywatelski i działacz publiczny z Jeleniej Góry został skazany w 2008 roku za zniesławienie firmy, nazwijmy ją X, w lutym 2007 roku na swoim prywatnym blogu. Oskarżono go ze sławetnego artykułu 212 par. 2 kk.

 

Istnienie tego przepisu w polskim kodeksie karnym ciągle wzbudza poważne wątpliwości obrońców praw człowieka. Przypomnijmy, że wedle ich przekonań, za pomówienie powinno się ponosić wyłącznie odpowiedzialność cywilną, gdyż sankcja karna wywołuje tzw. efekt mrożący, ograniczający wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

 

Pan Grzegorz zaprzeczał w sądzie, iżby kiedykolwiek zamieścił jakąś notatkę o firmie X na swoim blogu. Zapewniał, że blog jest prywatny, ma niewielką liczbę odsłon, dostęp do niego ma kilka osób, a oskarżyciel prywatny – firma X, reprezentowana przez  kancelarię prawniczą, nigdy nie przedstawiła poważnych dowodów zamieszczenia inkryminowanej notatki na blogu pana Grzegorza i to przez niego osobiście. W istocie, oskarżyciel nie przedstawił ani skanu krytycznego artykułu, ani potwierdzonego notarialnie jego wydruku, a firma Onet na wezwanie Sądu Rejonowego w Jeleniej Górze  podała, że nie jest w stanie z uwagi na upływ czasu przedstawić danych o logowaniach na blogu w lutym 2007 roku.

 

Pan Grzegorz został jednak skazany. Jak wyjaśnił jeleniogórski sąd w odpowiedzi na pytanie prasowe, w toku przewodu sądowego przeprowadzono tylko dowody z zeznań świadków oraz ze śledztwa i innego postępowania sądowego, zainicjowanych przez pokrzywdzoną firmę. Nie przeprowadzono kluczowego dowodu z opinii biegłego.

 

Wyrok nie był surowy. Pan Grzegorz został skazany na grzywnę w wysokości 200 zł, która została zawieszona na okres próby w wymiarze 1 roku.

 

Bezwzględny i błędny wyrok cywilny
 

Skazany nie wystąpił o uzasadnienie wyroku i nie zaskarżył go. Nazajutrz po jego ogłoszeniu wyjechał do pracy za granicę. Był to duży błąd, gdyż kancelaria reprezentująca firmę X, powołując się na wyżej wymieniony wyrok karny wniosła pozew cywilny żądając przeprosin za naruszenie dóbr osobistych oraz zasądzenia 10 tysięcy złotych od pozwanego na rzecz wskazanego domu dziecka oraz zwrotu kosztów sądowych.

 

Wyrok cywilny zapadł zaocznie, gdyż pan Grzegorz cały czas pracował za granicą i nic nie wiedział o pozwie ani o toczącym się procesie w Sądzie Okręgowym w Jeleniej Górze.

 

Błyskawicznie zasądzono od niego zgodnie z żądaniem pozwu (nie tylko 10.000 zł z odsetkami na cel społeczny, ale też ponad 2600 zł kosztów sądowych). Co ciekawe i bulwersujące, orzeczono o obowiązku zamieszczenia przeprosin nie na blogu pana Niedźwieckiego, gdzie miało nastąpić zniesławienie wedle wyroku karnego, ale w kilku zupełnie innych mediach: w „Nowinach  Jeleniogórskich”, tygodniku „Jelonka.com” oraz na stronie internetowej www.jelonka.com . Kancelaria twierdziła bowiem, że krytyczny tekst o firmie X ukazał się też na portalu jelonka.com.

 

Sąd orzekł błędnie. Przede wszystkim, w wyroku karnym nie było mowy o zamieszczeniu notatki na stronie www.jelonka.com, a więc żądanie firmy X nie było poparte w tym zakresie żadnym dowodem.

 

Ponadto, zgodnie z doktryną istnieje: „konieczność poszanowania zasady proporcjonalności sankcji o charakterze finansowym w procesach sądowych związanych z wykonywaniem przez media prawa do swobody wypowiedzi”. Jak podaje Helsińska Fundacja (HFPC), Europejski Trybunał Praw Człowieka wskazuje na fakt, iż zbyt wysokie sumy zadośćuczynienia jak i obowiązek poniesienia innych nadmiernych kosztów, np. związanych z publikacją przeprosin, mogą wywoływać wspomniany już efekt mrożący oraz stanowić niedopuszczalną ingerencję w wolność słowa. W ocenie HFPC obowiązek publikacji przeprosin nie powinien wykraczać poza medium, gdzie sporny materiał się ukazał, choćby nawet był cytowany w innych mediach. Tak orzekł m.in. Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 8 lutego 2008 r., I CSK 345/07: „Do usunięcia skutków naruszenia powinno dojść na takim samym forum, na jakim naruszono dobre imię powoda”.

 

A zatem w niniejszej sprawie nie było żadnych podstaw do zasądzenia obowiązku zamieszczenia przeprosin w prasie drukowanej („Nowiny Jeleniogórskie”, tygodnik „Jelonka.com”), a podstawy do ich zamieszczenia na portalu internetowym tego ostatniego były nadzwyczaj wątpliwe.

 

Niestety, pan Grzegorz pracując poza Polską nic nie wiedział o wydanym wyroku, a więc go nie zaskarżył. Orzeczenie stało się prawomocne.

 

Dalsze retorsje
 

Panu Grzegorzowi nie udało się wznowić sprawy karnej oraz cywilnej. Ten wątek też jest ciekawy, bo wskazuje, że w Polsce można przegrać w sądzie nawet mając ewidentnie rację i prawo po swojej stronie.

 

Pomijając jednak tą kwestię, kłopoty pana Grzegorza zaczęły wzrastać w sposób „wykładniczy”. Ponieważ uchylił się od wykonania wyroku – konsekwentnie zapewniając, że nigdy i nigdzie nie zamieszczał żadnej notatki o firmie X – kancelaria reprezentująca powódkę wszczęła wobec niego czynności przymuszające do publikacji przeprosin na podstawie art. 1050 kpc. Przepis ten pozwala zasądzić wobec „dłużnika” (czyli osoby nie wykonującej wyroku) coraz to większe grzywny, które w razie ich nieuiszczenia można zamienić na areszt.

 

Wobec pana Grzegorza zasądzono łącznie 27.100 zł grzywien, które zamieniono na pół roku aresztu. Nie trafił za kratki tylko dlatego, że „wierzyciel”, czyli firma X nie wpłaciła zaliczek na ten areszt. Jednakże przez prawie 6 lat (od 2009 do 2015 roku) był w nieustającym stresie z powodu wszczynanych wobec niego czynności egzekucyjnych.

 

Pan Grzegorz nie wiedział, że Sąd w Jeleniej Górze, zgodnie z Uchwałą Sądu Najwyższego z  dnia 28.06.2006 r. sygn. III CZP 23/06,  powinien potraktować przeprosiny firmy X zasądzone w wyroku z 2008 roku – w razie ich nieopublikowania dobrowolnie przez dłużnika – jako czynność zastępowalną i upoważnić firmę X do ich publikacji na koszt pana Grzegorza. Taką możliwość daje art. 1049 kpc. Przywoływana przeze mnie Uchwała jednoznacznie stanowi: „Obowiązek usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych, polegający na złożeniu przez dłużnika oświadczenia odpowiedniej treści w formie ogłoszenia, podlega egzekucji na podstawie art. 1049 k.p.c.”.

 

 
Upór Sądu i firmy X
 

Sądy jeleniogórskie nie honorują jednak powyższej Uchwały Sądu Najwyższego. W listopadzie ubiegłego roku na nowo rozpoczęto przymuszanie pana Grzegorza do dobrowolnego zamieszczenia przeprosin. Znowu pojawiły się groźby grzywien i aresztu.

 

Jest to bardzo dziwne. Od zdarzenia naruszenia dóbr osobistych firmy X na skromnym blogu o niewielkiej liczbie odsłon, któremu to zdarzeniu pan Grzegorz zaprzecza, minęło już prawie 10 lat. Sądy w Jeleniej Górze wytrwale procedują w tej sprawie na podstawie niewłaściwego przepisu, nakręcając konflikt między stronami nie wiadomo w czyim interesie.

 

Czy bowiem jest w interesie firmy X, aby pan Grzegorz po 10 latach przepraszał za czyn, o którym twierdzi, że go nie popełnił? Skoro dużej, prestiżowej firmie X tak bardzo na tym zależy, dlaczego nie wystąpi do Sądu o możliwość publikacji przeprosin na koszt dłużnika?

 

Dlaczego w tych zmaganiach między Dawidem i Goliatem Sąd nie wykorzystuje już utrwalonego orzecznictwa SN, odwołującego się do art. 1049 kpc.? Dlaczego stosuje postkomunistyczny, reliktowy art. 1050?

 

Przypomnijmy stanowisko Sądu Najwyższego: „Z punktu widzenia prawnego istotą przeprosin (wyrażenia ubolewania) jest przede wszystkim skorygowanie obrazu osoby dotkniętej naruszeniem dobra osobistego – najczęściej czci lub dobrego imienia – w oczach opinii publicznej lub innych osób. Głównym celem osoby dotkniętej naruszeniem nie jest wywołanie u naruszyciela odruchów ekspiacji, lecz to, aby informacja o korzystnym dla niej wyroku dotarła do jak najszerszego kręgu osób, które – na podstawie zachowań dłużnika uznanych przez sąd za naruszające dobra osobiste – mogły ukształtować sobie fałszywy wizerunek pokrzywdzonego”.

Opisywana sprawa powinna z uwagi na upływ czasu zostać umorzona przez Sąd na podstawie art. 5 kodeksu cywilnego, stanowiącego, iż:

 

„Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony”.

 


 

„Obywatelska” gazeta Kornela Morawieckiego, Nr 129, 9-22.12.2016 r., str. 21

 

Napisane przez:


Zna się na zarządzaniu. Konserwatystka. W wieku średnim, ale bez oznak kryzysu. Nie znosi polityków mamiących ludzi obietnicami bez pokrycia (fumum vendere – dosł.: sprzedajacych dym). Wspólzałozycielka Konfederacji Rzeczpospolitej Blogerów

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 17 dla artykułu "Walka Dawida z Goliatem w sądach jeleniogórskich"

  1. Rebeliantka Rebeliantka pisze:

    Ten mój tekst w „Obywatelskiej” ilustruje nie tylko to, jak przez 10 lat można nękać w sądach działacza obywatelskiego za krytykę, o której skazany twierdzi, że jej nie popełnił, ale i to, jak z drobnego zdarzenia sądy potrafią wygenerować kilkadziesiąt postępowań sądowych.

    Tak powstają miliony spraw w polskich sądach.

  2. Wieża Ciśnień pisze:

    Czcigodna Rebeliantko,
    wbrew Pani zamiarowi wpis nie wzbudził u mnie odruchu oburzenia na sądy, w tym wypadku jeleniogórskie, albowiem działają one w zasadzie zgodnie z przepisami. Pisze Pani: „nie zaskarżył, nie było go w kraju, nie wiedział” itd. Czekałem końca z nadzieją, iż napisze Pani, że pan dziennikarz jest analfabetą, ale nie doczekałem się więc domniemywam, że jednak gramotny.
    A teraz będzie bez żartów: nie jestem prawnikiem z wykształcenia, ale przemawia przeze mnie ponad 20 lat praktyki w procesowaniu się, w kontaktach z adwokatami, obrońcami od których nabyłem (w sensie dosłownym za ciężkie pieniądze i lata stresu) wiedzę.
    Pierwsza zasada: skarżyć wszystko. Skarżyć wszystko. Druga zasada: pilnować terminów. Kolejna zasada pilnować adwokatów (interesować się osobiście sprawą, nauczyć się kodeksów, pisać wnioski, brać czynny udział w sprawie), kolejna zasada: zawsze brać adwokata ale nie wierzyć adwokatom. Adwokat musi być gdyż w innym przypadku sąd zrobi z nas wiatrak. Niw wszystko „wypada” powiedzieć adwokatowi, ale osobie będącej stroną tak. Gdy widzi, ze coś jest dziwnego niech składa wniosek o wyłączenie sędziego (wniosek koniecznie napisany przez adwokata, ale on się będzie bał złożyć). Sędziego nie wyłączy, ale przynajmniej zwróci uwagę wyższej instancji na coś co być może było brakiem obiektywizmu sędziego. Nie czas i nie miejsce na nauki, zresztą z darmowych nauk nikt nie korzysta, więc kończę.
    A teraz wracając do „naszych baranów”.
    Przytoczony przez Panią przykład ilustruje jak z banalnie prostej sprawy można uczynić ludzką tragedię, i w tych kategoriach upubliczniając przykład zrobiła Pani innym, potencjalnym pokrzywdzonym dobry uczynek przed Świętami Bożego Narodzenia. Dziękujemy !!!
    Opisana sprawa ma także inny aspekt.
    Skarżenie blogerów ma w podtekście inny cel niż wsadzanie ich do więzienia, a mianowicie zamykanie ust ludziom występującym w słusznych sprawach. Taki człowiek już nigdy w życiu nie wystąpi publicznie w jakiejkolwiek słusznej społecznie sprawie. I o to chodzi wszelkiej maści poprawnym politycznie osobnikom. Taki styl od wielu, wielu lat stosuje pewna gazeta i jej redaktor. Nie ważne czy mają rację czy nie, ale gdy przeczołgają po sądach człowieka, to jest załatwiony na amen i innych ostrzeże. Przecież redaktor do sadów nie chodzi, ma adwokata. Nawet jak przegra to koszta sądowe pokryje firma, natomiast pozwany musi przychodzić do sądu, stresować się wyczekiwać na korytarzach na kolejne odroczenie sprawy i tak to trwa latami.

    • Rebeliantka Rebeliantka pisze:

      Dziękuję za wszechstronny komentarz z wieloma cennymi uwagami i radami dla podsądnych.
      Zgadzam się z Panem, że pan Grzegorz popełnił kilka istotnych błędów, które pozwoliły potem Temidzie przez wiele lat go „przeczołgiwać”.
      Ale z drugiej strony uważam też, że zapadłe wyroki są rażąco niezgodne z prawem, szczególnie ten cywilny zasądzający rażąco wygórowane zadośćuczynienie i przeprosiny w mediach, co do których nawet powód nie podnosił, iżby tam miał się ukazać krytyczny tekst. A już wyjątkowym skandalem jest postępowanie egzekucyjne, w którym „nie dostrzega” się art. 1049 kpc i Uchwały Sądu Najwyższego, umożliwiającej publikację przeprosin na koszt zobowiązanego. Zasądzanie horrendalnych grzywien i półrocznego aresztu za jakąś krytyczną notatkę o firmie 10 lat temu na skromnym blogu (o notatce tej nic nie wiadomo na pewno poza tym, że jej na pewno nigdzie nie ma), to jest z całą pewnością nadużycie prawa.
      Konstytucja RP dobitnie stanowi, że organa władzy muszą działać zgodnie z zasadą proporcjonalności. Nie wolno nikogo karać nieadekwatnie do zarzucanego czynu.

    • Grzegozy Grzegozy pisze:

      Przyjacielu, z jednej strony piszesz słuszność, że trzeba się odwoływać od byle czego, a z drugiej strony przyznajesz, że sędziom wszystko wolno. Że sędziowie mają inne prawa, że „grzeszą”. Zadaj sobie pytanie, co było pierwsze, jajko czy kura. Zajrzyj na stronę poszkodowanego, podaną powyżej i zorientujesz się, że to był wyrok złośliwy, dowolny, umyślony, bez przyczyny. Tu prezes sądu już złamał prawo, bo nie zastosował się do wstępnej kontroli aktu oskarżenia. Nie będę pisał dalszych parodii i celowo niskiego wyroku, usypiającego. Tu nie trzeba było się odwoływać. Prawo do obrony przysługuje na wszelkich etapach sprawy.; Wniosek o wznowienie, zasadny bo oparty o ekspertyzę biegłego sądowego, oddalili po koleżeński, fikcją ustaleń. Itd., itd…Mona mieć rację, mona mieć tuzin adwokatów, ale pieczątki i samowolę nazywaną niezawisłością mają „etyczni” sędziowie… Tu się nic nie zmieniło od PRL. Właściwie zmieniło się. Pogorszyło się…

  3. gola.dupa.tuska pisze:

    Jak się nie chciało zlustrować (czytaj: zaorać) tego kurewskiego sądownictwa we właściwym czasie, to teraz macie co macie.

  4. HD HD pisze:

    Jedną z obietnic przedwyborczych PiS było wprowadzenie instytucji „rewizji nadzwyczajnej”. A na razie cisza. Może więc wymagajmy?

    Co do w/w historii odczuwam pewien niedosyt. Wszak możliwości wznowienia postępowania nawet po latach troche by sie znalazło. A zacząłbym od powiadomienia prokuratury, że ktoś usiłuje zmusić mnie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.

    • Rebeliantka Rebeliantka pisze:

      Wznowić spraw się nie udało. Moim zdaniem orzeczenia o braku podstaw do wznowienia były naciągane.
      Powiadomienie prokuratury to dobra idea. Thx.
      I bardzo słuszna uwaga o niedotrzymaniu obietnic w sprawie rewizji nadzwyczajnej. !!!!
      Wymagajmy, zgadzam się!!!

  5. gola.dupa.tuska pisze:

    Tutaj jest znacznie większe bandyctwo:
    http://niewygodne.info.pl/artykul7/03470-Watpliwy-przetarg-na-audyt-reprywatyzacji.htm

    To min. z takich powodów ludzie z prowincji mówią , że Warszawa, to największa melina w Europie.

  6. Julek pisze:

    To i tak miał szczęście, bo jedna z Katowic zasądziła za kilkanaście maili zamieszczenie przeprosin w … Rzeczpospolitej!: http://pamietnikwindykatora.pl/2015/05/20/nawet-jak-tylko-jednego-maila-oczerniajacego-wyslesz-to-sady-w-gazecie-ogolnopolskiej-moga-kazac-ci-przeprosic/ na całą Polskę, w dużej ramce.

    • Rebeliantka Rebeliantka pisze:

      Rzeczywiście, wyrok, który Pan zalinkował, jest zaskakujący i rażąco nietrafny. Co gorsza, zaakceptowany co do sposobu przeprosin w II instancji.
      Czego to sędziowie nie wymyślą. ;(
      To jest naprawdę przygnębiające.

      • gniew pisze:

        Szczęść Boże. Ale chyba nie damy się zamieść pod dywan….. przestraszyć !. Ja osobiście mam taką przypadłość, że kiedy mnie ktoś straszy myśląc…. że mnie ostudzi….., to dopiero wtedy zaczynam być niebezpieczny……
        pozdrawiam gniew

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

296447