24112017Nowości:
   |    Rejestracja

W obronie pedagogiki wstydu. Historia


Próba utworzenia z Polaków ludzi, którzy nie tylko, że nie będą przywiązywali uwagi do historii własnego Narodu, to na dodatek podświadomie będą jej się wstydzić, skończyła się niewypałem. Świadczą o tym nerwowe reakcje środowiska powiązanego z Sorosem.


Do chóru wujów jęczących w obronie zagrożonych nowym programem dzieci, które PiS zamierza wychować na katofaszystowskich ksenofobów dołączył nauczyciel historii, dyrektor jednej z wielu prywatnych szkółek w Warszawie, niejaki Jacek Staniszewski.

 

Małgorzata Zubik: Wydawnictwa przygotowały książki zgodnie z nową podstawą programową, a ona zakłada, że kluczem do opowiedzenia historii Polski mają być wybitne postacie.

.

Jacek Staniszewski: Mamy Mieszka I, Kazimierza Wielkiego, Jana Pawła II. To postacie pomnikowe, anioły. Jak mają się z nimi utożsamiać dzieci w czwartej klasie, które nie są doskonałe i pewnie nigdy nie będą? Takie nauczanie oparte jest na tezie, że historię kształtują tylko jednostki wybitne. Brakuje zwykłych zjadaczy chleba. Skoro już mamy króla Kazimierza Wielkiego, dlaczego nie pokazać życia jakiegoś mieszczanina? Albo XIX-wiecznego przedsiębiorcy, filantropa?

.

Jest za to sporo żołnierzy. Są harcerze z Szarych Szeregów, po raz pierwszy w podstawie programowej znaleźli się „żołnierze wyklęci”.

.

– Czas po wojnie to okres ogromnie złożony, z ludźmi, którzy szukają nowego miejsca w życiu po niemieckiej okupacji, a w podręcznikach nie są nawet tłem dla walki między komunistami a „wyklętymi”. Z kolei w opisie „Alka” z Szarych Szeregów widzę w jednym z podręczników sformułowanie, że był „szaleńczo odważny”. W książce nie ma propozycji, by zapytać uczniów, co to znaczy. I czy to dobrze, czy źle być „szaleńczo odważnym”. Czy to łatwe, czy trudne. Czym grozi, czego wymaga? W ogóle nie pokazuje się, jakie decyzje młodzi ludzie z tamtych czasów musieli podejmować. Zmarnowana okazja do rozmowy. Wszystko jest proste, jasne i bezdyskusyjne.

.

Mam wrażenie, że żołnierze zazwyczaj przedstawiani są jako wzór do naśladowania dla czwartoklasistów.

.

– W jednym z podręczników jest nawet zdjęcie dzieci przebranych za żołnierzy, z bronią w ręku, co jest w sensie pedagogicznym co najmniej kontrowersyjne. Na dodatek fotografia została błędnie opisana. Z podpisu wynika, że to „żołnierze wyklęci”, chociaż dzieci trzymają herb z napisem „Czata 49”. Ten oddział walczył w powstaniu warszawskim.

.

W czwartych klasach będą się uczyć nie tylko dziesięciolatki, ale też dzieci o rok młodsze, te, który zaczęły naukę w wieku sześciu lat. Podręczniki są napisane również z myślą o nich?

.

– W zasadzie widać, że książki są przeładowane opowieściami. Niektóre teksty są bardzo trudne. Oglądam pytania pod rozdziałami i widzę na przykład takie: „Jakie znaczenie dla światowej nauki miały odkrycia Marii Skłodowskiej-Curie?”. Pojęcie „znaczenia” dla uczniów czwartej klasy jest za trudne. Można ich po prostu zapytać, dlaczego to jest ważne. Razi też infantylizm. Podkreśliłem takie zdanie pojawiające się przy okazji omawiania postaci Piłsudskiego: „Dumni ze swojego państwa Polacy nie szczędzili trudu i wyrzeczeń, by uczynić je bogatym i silnym”. Nie jest prawdą, że wszyscy Polacy „nie szczędzili trudu”, życie jest bardziej skomplikowane. Generalnie historia jest zmitologizowana. Cały rozdział, który jest poświęcony papieżowi Janowi Pawłowi II, jest hagiografią. Podręczniki nie wychodzą poza utarty schemat. Widać, że wydawnictwa miały mało czasu na ich przygotowanie.

.

W podstawie, która obowiązywała do tej pory, lekcje wychodziły poza Polskę: było o starożytnej Grecji, Egipcie. To dobrze, że historia w czwartej klasie skupia się teraz wyłącznie na Polakach?

.

– Źle, bo państwo polskie nie jest wyspą. Kiedy będę prowadzić lekcje, opowiem, co działo się na świecie w tym czasie. Żal starożytności, bo dzieci mają naturalne zainteresowania historią. Gdy je pytam, co je ciekawi, zwykle mówią o mumiach egipskich. Nowa podstawa programowa mówi tylko o Polsce, jakby świat nie istniał. Nie wspomina o wydarzeniach, które dzieci bardzo by zainteresowały: o rewolucji przemysłowej XIX wieku, o postępie. O tym, że kiedyś nie było komputerów, ale zostały wynalezione. Mógłbym wiele wymieniać. Szkoda, że zmarnowano okazję.

.

To jak będzie pan uczył historii po wakacjach?

.

– Dzieci zasługują na to, żeby potraktować je bardzo poważnie. Ja napiszę własny program. Ale z badań wynika, że większość nauczycieli jest przywiązana do podręczników. Wielu z nich rzadko, czasem w ogóle nie zagląda do podstawy programowej. Ich program narzuca podręcznik, plan pracy to w istocie poszczególne rozdziały podręcznika, a zadania domowe to zadania z zeszytu ćwiczeń. Jeśli nauczyciel jest mniej odważny, zachowawczy albo ma wiele klas i jest przepracowany, będzie robił rozdział po rozdziale. Niczego nie doda, niczego nie zmieni, nawet kolejności. Często za taki stan rzeczy odpowiadają rodzice albo dyrekcja – oni też się czują bezpieczniej, jak nauczyciel nie szaleje.

.

(pierwotnie tekst opublikowany w gazwyb, podaję za

 https://www.evernote.com/shard/s322/sh/62592e6d-fe50-4907-a9f8-0a57913edef4/47fdc2797db2d46452cc65bb3e3f6b43 )

.

Czytając powyższe nieodparcie mam wrażenie, że model nauczania historii, którego żałuje pan dyrektor jest mi znajomy.

 

Mam!

 

Oto słowa, które przypomniały mi moją wczesną młodość:

.

Mamy Mieszka I, Kazimierza Wielkiego, Jana Pawła II. To postacie pomnikowe, anioły. Jak mają się z nimi utożsamiać dzieci w czwartej klasie, które nie są doskonałe i pewnie nigdy nie będą? Takie nauczanie oparte jest na tezie, że historię kształtują tylko jednostki wybitne. Brakuje zwykłych zjadaczy chleba. Skoro już mamy króla Kazimierza Wielkiego, dlaczego nie pokazać życia jakiegoś mieszczanina? Albo XIX-wiecznego przedsiębiorcy, filantropa?

.

Zgodnie bowiem z marksistowską teorią rozwój mas generował wszelkie przekształcenia. Ilość przechodziła w jakość (złośliwi, ale znający tamte realia, dodawali, że tak było do 1917 roku. Potem jakość zastąpiono słowem jakoś).

 

Procesy historyczne następowały nie w wyniku poczynań pojedynczych wodzów (królów, prezydentów etc) ale wskutek wzrostu świadomości społeczeństwa, ograniczonego najczęściej do warstw niższych. Najwyraźniej dlatego Staniszewski marzy o ominięciu naszych bohaterów, a skupieniu się na tym, co Marks prawie dwieście lat temu nazwał bazą.

 

Ale jego kolejny postulat każe mi, i to mocno, powątpiewać w zdrowy rozsądek pana nauczyciela szkoły prywatnej.

.

Otóż: Żal starożytności, bo dzieci mają naturalne zainteresowania historią. Gdy je pytam, co je ciekawi, zwykle mówią o mumiach egipskich. Nowa podstawa programowa mówi tylko o Polsce, jakby świat nie istniał. Nie wspomina o wydarzeniach, które dzieci bardzo by zainteresowały: o rewolucji przemysłowej XIX wieku, o postępie. O tym, że kiedyś nie było komputerów, ale zostały wynalezione. Mógłbym wiele wymieniać. Szkoda, że zmarnowano okazję.

.

Gazwyb tradycyjnie od dekad robi tzw. wodę z mózgu swojego ewentualnego czytelnika.

.

Krokodyle łzy wylewane są nad programem, który, jak można wywieść z cytowanego fragmentu wypowiedzi, jest ułomny i ograniczony. Dzieci bowiem nie dowiedzą się o mumiach egipskich, o rewolucji przemysłowej XIX wieku, o postępie. Ba, nawet nie o komputerze. Itp.

.

Rozmówca gazwyb przemilcza jednak to, że omawiany program dotyczy tylko klasy czwartej, a więc tej, do której historia wprowadzona jest po raz pierwszy.

 

Tymczasem żałuje, że już w czwartej klasie nie będzie zrealizowany cały program nauki historii przewidziany na 4 lata

.

To jednak nie są jedyne zarzuty osób związanych z Czerską.

.

W tym samym tekście, nieco wyżej, padają o wiele mocniejsze słowa:

.

– W obecnej propozycji historia opowiedziana jest jedynie przez mężne czyny, przez mity. Brakuje opowieści o tym, jak wyglądało życie zwykłej rodziny 100 czy 150 lat temu. W ten sposób wyklucza się z tworzenia historii całą masę Polaków, większość przecież ma pochodzenie chłopskie – zauważa dr Osęka. Nowy program nauczania historii skrytykowali też na portalu Społecznego Monitora edukacji nauczyciele Anna Dzierzgowska i dr Piotr Laskowski. „O tym, jak niewychowawcze – i jak sprzeczne z zasadą wychowywania w duchu pokoju – jest bezrefleksyjne wpajanie szczególnego podziwu dla żołnierzy, chyba nie trzeba przekonywać” – podkreślają.

.

„Żołnierze wyklęci” pokazani wyłącznie jako bohaterowie

.

Osęka do nowych książek ma więcej uwag. Zauważa, że w nowym podręczniku o Unii Europejskiej jest tylko jedna króciutka wzmianka. Nie ma też ani słowa o zagładzie Żydów.

.

Dr Osęka to nauczyciel ukształtowany już pod wpływem ideologicznym społeczeństwa otwartego (ukończył studia w 1997 roku). Jego praca, napisana pod kierunkiem prof. Krystyny Kersten, dotyczyła Marca 1968 roku i ukazała się dwa lat później drukiem nakładem Żydowskiego Instytutu Historycznego (Syjoniści, inspiratorzy, wichrzyciele. Obraz wroga w propagandzie Marca 1968 ). Publikuje również na łamach GazWyb i Polityki, co jasno określa jego światopogląd.

.

Jacek Staniszewski jednak nie tak łatwo poświęci powierzone sobie dzieci i nie da je wychować na narodowców i ksenofobów, odnoszących się z pogardą do idei multi –kulti i innych mrzonek dziadka Sorosa. Nie ukrywa, że ma plan:

.

Żeby uczyć według takiej podstawy będę zmuszony nieco uzupełnić podstawową opowieść. Dlatego w moim własnym programie nauczania zamierzam  koniecznie:

.

1. Dodać lekcje, na których uczeń pozna świat a zwłaszcza Europę w czasie życia poszczególnych polskich bohaterów.

.

2. Pokazać inne postaci, żyjące swym codziennym dniem.

.

3. Oprzeć opowieść o postaciach na – dopasowanych do wieku uczniów – źródłach historycznych.

.

4. Oprzeć poszczególne lekcje na pytaniach dotyczących decyzji, które poszczególne postacie musiały podjąć, żeby osiągnąć to, co osiągnęły. Można mówić, że „Polon i Rad jest wielkim odkryciem Polki Marii Skłodowskiej”, ale – moim zdaniem – czwartoklasista powinien przede wszystkim zrozumieć skalę trudności, które wcześniej Skłodowska przezwyciężyła.

.

5. Pokazać omawiane postacie w innym świetle – nie tylko w pozytywnym, jak chcą tego autorzy podręcznika, choć niekoniecznie od razu – w negatywnym. Można jednak się zastanowić, które z osób są znane na świecie, które nie i dlaczego. O kim zagraniczny widz chętnie zobaczyłby film i dlaczego.

.

http://doklasy.pl/miedzy-bohaterami-a-zwyklym-czlowiekem/#more-550

.

 Wygląda na to, że pod pozorem nowoczesnej europejskości na nowo sączyć będzie tą samą głęboko upolitycznioną papkę w uszy i mózgi dzieci, które powinien wychowywać.

.

Dla mnie, patrzącego z boku już (dziecię nauki w szkołach pokończyło) modyfikacja programowa pana Jacka to powrót do szkoły średniej w wesołych czasach Edwarda Gierka.

.

Tam przecież, na lekcjach historii, przedstawiano postaci z naszej historii nie tylko w pozytywnym, ale w coraz bardziej negatywnym świetle. Uczono także o trudnościach, jakie przezwyciężyć musiała Maria Skłodowska, aby trafić w końcu na Uniwersytet.

.

Uczono nas, a jakże, o hitlerowcach (dzisiaj zastąpili ich naziści), bo przecież dobrzy Niemcy zamieszkali po wojnie w NRD i razem z nami walczyli w Wyścigu Pokoju. Za Łabą pozostali tylko starzy hitlerowcy i rewizjoniści.

.

Ba, o powstaniu w Gettcie Warszawskim było o wiele więcej, niż o Powstaniu Warszawskim.

.

Tylko nie było to w czwartej klasie. Ale na przestrzeni 4 lat.

.

Tamta, bardzo tamta władza, również pragnęła wykształcić nowego człowieka. Ateistycznego internacjonalistę, oddanego ideom marksizmu – stalinizmu. Zapytaj kiedyś, czytelniku, ojca, niech Ci przypomni rotę ówczesnej przysięgi wojskowej.

.

A jednaj przegrała. Można się spierać, czy do końca. Jednak musiała zmienić się przede wszystkim zewnętrznie, co pociągnęło skutki wewnętrzne po upływie jednego pokolenia.

.

Triumf w Europie odniosła idea małego, kalekiego włoskiego komunisty – Antonio Gramsci’ego.

 

.

Gramsci wyjaśnia, że w kapitalizmie burżuazja sprawuje władzę nie tylko przez kontrolowanie środków produkcji, ale również utwierdzając ją poprzez wywieranie przemożnego wpływu na dwa podstawowe kanały artykulacji i zabezpieczania jej interesów – należące właśnie do sfery nadbudowy – czyli na segmenty władzy stricte politycznej (aparat państwowy i administrację) oraz władzy, którą można określić (za A. de Benoistem) jako kulturową bądź metapolityczną, umiejscowionej w instytucjach religijnych, oświatowych, naukowych, artystycznych i w mediach. Dzięki tej podwójnej hegemonii klasa panująca może osiągać dwa cele. Po pierwsze, naginając do swoich potrzeb wolę polityczną wykonywaną przez członków aparatu rządowo-administracyjnego, może niwelować skutki periodycznych kryzysów gospodarczych i zapewnić przetrwanie ustrojowi kapitalistycznemu. Po drugie, dając klasie rządzącej potężne i masowe środki indoktrynacji, kontroluje świadomość mas ludowych i neutralizuje inne (niż burżuazja i proletariat) klasy i warstwy, skłaniając je do uznania panowania burżuazji za naturalne i prawowite. Szczególnie pomocny jest tu kler, który ubierając istniejące instytucje w „płaszcz zrządzenia Bożego”, wpaja nawyk posłuszeństwa istniejącej władzy. Ze względu zatem na tę podwójną hegemonię klasa kapitalistyczna może skutecznie przezwyciężać ciśnienia powstające w bazie ekonomicznej i utrzymywać władzę, zapobiegając rewolucji. Płynie z tego wniosek, że „teoria” historii tłumacząca wszelki rozwój w kategoriach ekonomicznych jest fałszywa, bo zmiany w nadbudowie nie są dyktowane tylko przez zmiany w bazie, lecz oba czynniki wpływają na siebie wzajemnie. Co więcej, w praktyce działania podejmowane w sferze nadbudowy – te, dyktowane wolą polityczną, oraz te, w zakresie celowego oddziaływania na świadomość mas poprzez instytucje kulturalne – są prymarne i przesądzające o możliwości zmiany. Zawodowi rewolucjoniści muszą nauczyć się od burżuazji tego, jak sprawować hegemonię i odebrać jej wprzódy władzę właśnie tam, gdzie sprawuje się kontrolę nad umysłami. Faktyczne, choć zakamuflowane „dialektycznym” żargonem, odrzucenie marksistowskiego determinizmu, pozwoliło Gramsciemu – jak zauważa Scruton – „przywrócić wartość sferze politycznej, czego klasyczny marksizm nie mógł uczynić. Polityka nie jest już tylko reakcją na działanie sił gospodarczych, prących od dołu, lecz czynną zasadą zmian, która może się tym siłom przeciwstawić i ukrócić je lub kontrolować. Polityka komunistyczna zakłada systematyczne usuwanie klasowej hegemonii burżuazji. Nadbudowa będzie więc stopniowo przekształcona, aż do chwili, gdy nowy ustrój społeczny, którego nacisk dotychczas hamowała hegemonia starej klasy, będzie wreszcie mógł własną siłą wybić się na powierzchnię”.

.

http://www.bibula.com/?p=78778

.

Dlatego dla nowoczesnej lewicy (skrywanej pod najróżniejszymi płaszczykami) tak ważne było opanowanie mediów. I zmarginalizowanie, do wycięcia nawet, tych rzeczywiście opozycyjnych.

.

To również praca organiczna, a więc nauka w szkole. Odpowiedni dobór lektur, umiejętnie kierowana dyskusja.

.

Niszczenie tradycyjnego światopoglądu poprzez wprowadzenie inicjacji seksualnych już paroletnich dzieci.

.

Lada moment byłoby to powszechne w Polsce, na szczęście Komorowski przejechał kogos  na pasach.

.

Nie dajmy się zwieść postępowcom w rodzaju Staniszewskiego czy Osęki, albo całej tej ferajnie newsweekowo-wyborczej.

.

Jak bowiem Europa zachodnia wygląda po dekadach rządów pokolenia Marzec’68 każdy widzi. I nie tylko w telewizorze.

.

.

 

Nas nie stać, aby bronić się tak samo jak oni.

.

Ciągle jeszcze mamy za mało kredek.

.

Flag_of_Working_Europe_UE_Stars_With_Hummer_and_Sickle

.

22.08 2017

.

.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

308382