14122017Nowości:
   |    Rejestracja

Umiejętności piłkarzy? Sprawa drugorzędna…


Myślę, że jestem najstarszym kibicem piłki nożnej w Polsce – pierwszy mecz międzynarodowy oglądałem na tym samym stadionie w 1955 r.. to był mecz Polska – Chiny. Wygraliśmy 3:0 gole strzelił Szymborski, Cieślik i trzeciego nie pamiętam. Jestem jednak kibicem nietypowym, gdyż był to zarazem ostatni mecz piłkarski jaki oglądałem. Na oglądanie piłki szkoda czasu i nerwów; co innego grać samemu – uwielbiam.


 

Dlaczego mam tak pejoratywny stosunek do piłki nożnej w jej obecnym wydaniu? Sama gra w piłkę jest wspaniała, nie do zaakceptowania są tylko przepisy ją regulujące. Dla wyjaśnienia tego pozornego paradoksu przypomnę typowe wypowiedzi trenerów, działaczy i przede wszystkim samych zawodników po przegranym meczu. Otóż „analiza” przyczyn porażki głównie sprowadza sie do westchnień do nieprzyjaznego losu. analizuje sie – kto miał większego pecha, a kto większe szczęście. Owo „szczęście”, lub jego brak wymieniane jest bezwiednie i bezrefleksyjnie przez wszystkich zainteresowanych.

Przepisy, które determinują szczęście jako najistotniejszy czynnik sukcesu sportowego, to właśnie jakieś wielkie nieporozumienie. To coś podobnego do bajki o nowych szatach króla. Po prostu wmówiono nam wszystkim, iż na tym własnie polega urok tego sportu. Dziwne, że tylko tego; w przypadku innych dyscyplin zjawisko to nie występuje, lub jest czynnikiem w minimalnym stopniu wpływającym na wynik. Obserwuje sie czasem drużyny o proweniencji prawie podwórkowej, które wygrywają z tymi pierwszoligowymi, albo nie dają sobie wbić znaczącej ilości goli. Zasady ob obowiązujące obecnie w futbolu preferują obronę kosztem ataku. Obrona jest nadzwyczaj łatwa do wytrenowanie przez zawodników – wystarczy ogólna sprawność fizyczna i jak największe gabaryty. Kilku zawodników obrony (wspomożonych w sytuacjach bramkowych innymi) tworzą po prostu mur o długości porównywalnej z szerokością bramki i w połączeniu z instytucją „spalonego” – potrafią skutecznie uniemożliwić strzelanie bramek nawet wirtuozom tej dyscypliny sportu.

Ciekawa sprawa – w historii sportu obserwuje się ciągłe udoskonalanie przepisów w różnych rodzajach sportu – nawet w ciągu jednego sezonu – w każdym rozdaniu są inne zasady np. w wyścigach samochodowych, czy skokach narciarskich. Ale także w grach zespołowych – np. w siatkówce, także w tenisie stołowym. wystarczyło zmienić sposób liczenia punktów i gra robi sie ciekawsza – nie ma zjawiska preferowania obrony kosztem ataku. Trochę z innej dziedziny, ale też to rodzaj sportu – w grze w bridge’a – istniał kiedyś tzw. „polski” zapis, który doprowadzał często do absurdalnej „obrony Częstochowy” i wydłużał niepomiernie rozgrywkę. Powszechne wprowadzenie zapisu „międzynarodowego” wyeliminowało całkowicie tę wadę.

Rozwiązanie w przypadku piłki wyrównujące relacje – obrona-atak – umożliwiające osiąganie wyników zależnych od formy i wyszkolenia zawodników, a nie od mitycznego „szczęścia” jest nadzwyczaj proste. Wystarczy zlikwidować zasadę gracza(y) „spalonego” i rozszerzyć bramkę przynajmniej dwukrotnie. (oczywiście – „karne” strzelałoby się z odległości dające jakieś szanse bramkarzowi). Obrazobójcze pomysły? – Przecież np. w rugby „bramką” jest cała linia końcowa boiska. Przy takich zasadach wyniki mogłyby być zbliżone do tych w kosza, lub przynajmniej szczypiorniaka, ale odzwierciadlałyby rzeczywistą wartość sportową drużyny;czynnik „szczęścia”, czy „pechu” byłby wyeliminowany.

Wspomniany wyżej „urok” piłki nożnej – polegający na niewiadomej, czy świetna drużyna wygra z tą z pipidówki z graczami wziętymi z łapanki – dla mnie jest zabawą w ciuciubabkę – nie sportem. Zatracona jest w tej dyscyplinie idea szlachetnej rywalizacji; świetny, pracowicie trenujący latami gracz może nie doczekać sukcesu, jego praca może pójść na marne. Zachodzi pytanie – dlaczego te skostniałe anachroniczne przepisy są utrzymywane? Odpowiedź jest oczywista, chociaż zaangażowani kibice będą zaciekle bronić teorii „uroku”, bo tak im to wmówiono. Będą bronić status quo – działacze wszelkich poziomów, a szczególnie tego poziomu najwyższego (FIFA, UEFA). Rzecz jest banalnie prosta – za tym stoi KASA.

Obecny stan rzeczy daję szanse każdej narodowej drużynie, każdej drużynie zakładowej – tych drużyn jest w rozgrywkach multum. Gdyby było widoczne, że szanse są nikłe – byłoby ich zdecydowanie mniej. Jakie to ma przełożenie na kasę? odpowiedź pozostawiam inteligencji czytelników.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 3 dla artykułu "Umiejętności piłkarzy? Sprawa drugorzędna…"

  1. ROBERT pisze:

    MOZNA DYSKUTOWAC, ALE FAKT, ZE ZADNEGO LOGICZNEGO UZASADNIENIA PRZEPISU O SPALONYM NIE ZNAM. BRAMKI RACZEJ BYM ZOSTAWIL. ALE JEST DOSC PROSTE ROZWIAZANIE – PRZERZUCIC SIE NP NA PILKE HALOWA…

  2. Paweł pisze:

    Artykuł interesujący, fajne wprowadzenie rozwinięcie, a na koniec wniosek, który każdy normalny człowiek uzna za wystarczający żeby żadnych zmian nie wprowadzać.

    To tak jakby powiedzieć, że fabryka Fiata jest dla kasy, a nie dlatego żeby każdy człowiek miał auto. I wtedy najlepszym rozwiązaniem jest żeby pracownicy Fiata zarabiali mniej, firma żeby była złotówkę „nad kreską” i wszyscy będziemy szczęśliwi… Tylko kto wtedy będzie robił te auta?

    „Wytrenowanych” sportowców mamy w podnoszeniu ciężarów, pływaniu…i nikt tego nie chce oglądać do póki nie mamy sukcesów. A piłkę nożną lubimy, bo z Niemcami wygramy a z Kazachstanem remis… i taki urok właśnie piłki.

    Taki Krychowiak, jego jedyną zaletą jest to że nie ma kontuzji. Zachowuje się jakby chciał tylko pobić jakiś rekord skutecznych podań. W meczu z Armenią jeden raz zaryzykował, a tak każde podanie do tyłu albo bezpiecznie na skrzydło do zawodnika, który stoi jeszcze przed obrońcami i z piłką nie będzie miał co zrobić. Oczywiście z silniejszymi rywalami przydaje się to jego przewracanie się na piłkę przy każdym dotknięciu oponenta, ale łącznie z jego kopnięciami, podczas których obie nogi znajdują się w powietrzu i wiecznie otwartymi ustami pokazuje całą magię futbolu, w którym każdy może znaleźć swoje miejsce i za to kochamy piłkę nożną.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

293321