15122017Nowości:
   |    Rejestracja

UFO wielkości Ziemi orbituje wokół Słońca


Nie. Dziś nie Prima Aprilis. Niezidentyfikowany obiekt sfotografowało NASA. Kosmiczny obiekt staruje i ląduje na Słońcu. Niemozliwe? Może. Ale czy my wiemy wszystko o Wszechświecie? A jeżeli jest to dowód że dla Stwórcy wszystko jest możliwe?

UFO wielkości Ziemi zaobserwowano startujące i lądujące na Słońcu zaobserwowano w ten weekend. Obiekt jest widoczny na serii zdjęć zrobionych przez NASA/SOHO stwierdza najnowszy raport obserwatorów UFO. Jak poinformował 25 października UFO Sights Daily zdjęcia Słońca są sprawdzane codziennie przez obserwatorów dziennika i obraz jaki widzieli w piątek jest dość duży.


 

Statek kosmiczny, który w porównaniu wielkości Słońca byłby wielkości Ziemi jest ciałem stałym, nie wydziela żadnych płomieni, brak znamion wymiany ciepła. Znamiona działań przypominające   ciepła i ogień, pojawiają się wokół obrazu obiektu widocznego na powierzchni Słońca. Według portalu naukowcy rosyjscy pierwsze informacje o UFO, które orbituje wokół Słońca przekazali już około pięć lat temu.
Nie jest to pierwszy statek kosmiczny, który odnotowano na orbicie słońca, choć ten ostatni przechwyconego obraz jest znacznie wyraźniejszy w porównaniu do wcześniejszych raportów. Live Science podawało, że zaobserwowano coś co wyglądało jak statek kosmiczny w kwietniu 2012. Istnieją zdjęcia wykonane przez NASA. Są to fotografie jedne z wielu.
Raporty o statkach kosmicznych, które docierały od Rosjan informowały że obiekt wykonuje ostry  skręt w prawo a następnie niesamowicie przyspiesza. Najnowsze sprawozdanie dotyczy zapewne jednego z wcześniej obserwowanych statków kosmicznych. Kształtem przypomina coś w rodzaju płetwy rekina i  jest bardzo duży.Jeśli na tle Słońca umieścić obraz Ziemi i tzw statku  jaki widać na zrobionym zdjęciu, statek będzie tak duży, jak Ziemia.

Poklatkowe zdjęcia NASA/SOHO pojawiają się tutaj : sohodata.nascom.nasa.gov/cgi-bin/data_query_search_url

   

  

   

   

   
Statek kosmiczny, wielkości Ziemi jest prawie niemożliwe, aby sobie go wyobrazić, co oznacza, że mają statek, który jest wielkość naszego świata, którym podróżują .To jakby był samodzielny świata. Jednym z pierwszych pytań, jakie przychodzi na myśl, kiedy widać ten statek startujący z lub  znikający we wnętrzu Słońca jest jak może on wytrzymać istniejącą tam temperaturę?

Jak musi to być wyjątkowo zaawansowana cywilizacja zdolna do tworzenia materiału odpowiednio wytrzymałego, na oddziaływanie słonecznego ciepła i zachować chłód zapewniający bezpieczną egzystencję wewnątrz takiej jednostki jak nasze Słońce.
Według Space.com zmieniająca się na Słońcu temperatura, może dochodzić do 15 milionów stopni Celsjusza. Tego rodzaju temperatura spala znane nam materiały z dalekiej odległości. Trzeba ponadto pamiętać o wydzielanym przez Słońce  promieniowaniu.
Obiekt pojawia się na zdjęciach NASA  więc nie ma wątpliwości, że coś było na Słońcu wielkości Ziemi i nie wyparowało, z powodu wysokiej temperatury  jak należało oczekiwać. Czy były to  niedoskonałości kamery? Jeśli nie, jaka cywilizacja może nie tylko latać w pobliżu Słońca ale latać na Słońce i lądować na jego powierzchni?

The UFO Sightings Daily informuje , że zdjęcie zostało zrobione 25 października o  01:00 i 01:13 na naszym ziemskim Słońcu przez NASA/SOHO. NASA korzystało  z kamery SOHO EIT 171 i EIT 195.

 

         

 


Jeśli widoczny na zdjęciu powyżej ,ogromny obiekt nie jest statkiem kosmicznym, to co to może być? Czy nasza ludzka wyobraźnia dojrzała już do takich informacji?

http://www.Space.com/17137-how-Hot-is-the-Sun.html

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 45 dla artykułu "UFO wielkości Ziemi orbituje wokół Słońca"

  1. Krzywousty pisze:

    Mam nadzieje Nathanelu ze nie skasujesz mojego komentarza. Czemu ta obawa? Bo mam zamiar pokazac w nim to co najbardziej mnie mierzi w publikacjach: ignorancja w sprawach w ktorych sie wypowiadaja.
    Dlaczego jesli sie nie jest expertem w danej dziedzinie zabiera sie glos? Zabiera sie glos, wypisuje bzdury, a malolaty ktore wychowuja sie na Necie rosna nam na cymbalow… W duzej mierze przez to ze biora te „fakty” za prawde.
    .
    Nie bede pisal o UFO bo to nie moja dzialka (choc kiedys byla).
    Napisze o faktach przytoczonych w artykule. To znaczy o bredniach podanych jako fakty. A to ze autor podpiera sie jakims innym idiotycznym portalem internetowym w niczym autora nie zwalnia od odpowiedzialnisci za pisanie nieprawdy. Akurat te dane sa tak podstawowe, ze powinny byc znane nawet laikowi, a co dopiero komus kto pisze o tym artykul i to w formie sensacji.
    .
    Wiec jakiz to grzech smiertelny popelnil autor? Ano taki ze napisal iz na powierzchni Slonca panuje 15 milionow stopni Celsjusza!
    ‚zmieniajaca sie temperatura na Sloncu moze dochodzic do 15 milionow stopni’ – toz to kosmiczne, przepraszam – sloneczne jaja!
    Moi mili, na Sloncu – a dokladnie tam gdzie ten UFO wlecial, czyli na powierzchni Slonca i jeszcze kilka tysiecy kilometrow nizej panuje temperatura 3 razy nizsza niz temperatura wytwarzana przez nasza ziemska blyskawica. Na Sloncu jest „jedynie” 5500 stopni Celsjusza.
    Nie 15 milionow a 5 tysiecy. To spora roznica. Powiem wiecej – to roznica ktora wszystko zmienia.
    Juz dzisiaj potrafimy tworzyc materialy wytrzymujace te temperature. Tak naprawde to potrafimy trzymac plazme o temperaturze milionow stopni ale to zupelnie inna bajka.
    .
    Ktos moze powiedziec – no tak, ale powierzchnia Slonca to nazimniejsze miejsce na Sloncu!
    Zgoda, sloneczna jonosfera przez ktora UFO musialo by przejsc ma kilkaset tysiecy stopni, ale koncentracja energii jest w niej niewielka z powodu bardzo malej gestosci.
    .
    No nic, tylko tyle i az tyle chcialem powiedziec.
    No ale skoro autor wyskoczyl z 15 milionami, to ja wyjasnie, ze jest to temperatura jaka panuje we wnetrzu Slonca. Blisko jego centrum. We wnetrzu Ziemi tez jest gorecej miz na powierzchni i temperatura siega tysiecy stopni Celsjusza.
    A czy ktos wie jak duzo czasu potrzebuja fotony by wydostac sie na powierzchnie Slonca z jego wnetrza?
    Ktos chce zgadnac?
    Dla zmylenia powiem, ze kiedy foton opusci powierzchnie Slonca to zajmuje mu okolo 8 minut by doleciec do Ziemi i nam poswiecic.
    No wiec jak myslicie – kiedy zajdzie reakcja nuklearna w centrum Slonca, to po jakim czasie zobaczymy na powierzchni Slonca efekt tej nuklearnej reacji w postaci fotonu swiatla ktory przebyl droge z jego wnetrza i dostal sie w koncu na powierzchnie Slonca?
    Ktos odwazny sproboje zgadnac?
    Nie?
    I bardz dobrze, bo laik znow nie mialby szansy. Zwykla kalkulacja kazala by powiedziec ze kilkanascie sekund. A prawda jest taka zajmuje to 10 000 000 lat! Tak, cale 10 milionow lat.
    Czyli to cieplo ktorym Slonce nas dzisiaj ogrzewa, zostalo wytworzone 10 milionow lat temu w jego wnetrzu!
    Dlaczego zajmuje to az tyle czasu? No tego nie bede tutaj tlumaczyl. Nie w tej chwili.
    Ale jest to kolejny przyklad dlaczego nalezy miec elementarna wiedze o tym o czym sie pisze…

    • Nathanel Nathanel pisze:

      Nie kasuję wypowiedzi kulturalnych i na temat.

      Wyprostujmy obie nasze wypowiedzi w kwestii tempertury; bo liczby sie zgadzają:

      Fotosfera: 5778 K (5505 °C)
      Korona: typowo ~2 mln K
      Jądro (model): 1,571×107 K

      Nikt raczej temperatury na Słońcu nie mierzył , ale to są oficjalne dane http://pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82o%C5%84ce

      Reszta to oczywiście tylko teorie. Ale czy rzczy w lydzkim pojeciu są niemozliwe?

      Niemozliwe jest dla człowieka ozywienie białka, ale jednak żyjemy.

  2. adon pisze:

    Jesli wszechświat jest taki stary i taki duży jak piszą, to logicznym jest że istnieją cywilizacje liczące po kilkanaśie miliardów lat.Na to nie potrzeba żadnych dowodów.Taka wiedza wynika z logiki. Musi tak być.Trudno mi jest sobie wyobrazić na jakim poziome rozwoju egzystują takie cywilizacje.Cieszą takie informacje jak ta,bo dostarczają dowody że tak jest.Na pewno „oni”są na ziemi,nie wiemy czy jako osobnicy fizyczni czy roboty.Przecież nie może taki olbrzymi wszechświat być zamieszkały tylko przez nas.To nielogiczne.

    • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

      Wiara w Boga takze jest „nielogiczna”,a jednak miliardy osób na ziemi w Boga wierzy. W tym pełno naukowców z tytułami profesorskimi, wliczając nawet astrofizyków. :)
      Jesli juz istnieja cywilizacje , to podlagają w naszym wszechswiecie takim samym prawą fizyki, a odległosci jakie musiałyby pokonac są ogromne i to jest bariera jakiej wg mnie nie przekroczą.
      Nawet najbiższa nam rozwinięta cywilizacja (z naszej galaktyki) musiałaby pokonać dziesiątki albo kilka tysiecy lat swietlnych aby wysłac nam wiadomość. :)
      Do samej podróży jeszcze bardzo daleka droga. 😉

      • adon pisze:

        Po co,od razu mieszać do tego Boga?To co dla naszej cywilizacji obecnie jest nie możliwe, dla nich na pewno jest chlebem powszechnym..Wynika to z logiki postępu rozwoju.Kto będzie wysyłał wiadomości do Papułasów.Chyba badacze kultur mało rozwinientych.I to jest mało prawdopodobne, bo co to za nukowcy co ingerują w cykl rozwojowy jakiejś badanej cywilizacji.W takich starych i doświadczonych cywilizacjach wydaje się to mało realne.Tam na pewno jest jedna władza.Nie ma demokracji takiej jaką znamy.A co do BOGA , to jest to może BÓG Wszechświata,choć nie możemy wiedzieć czy nie ma braci,kuzynów.Co my wiemy ?Troszeczkę tylko.To jest taki stosunek jak wiek naszej planety do wieku Wszechświata.Nawet nie żłobek.Jeszcze mniej.Pieluchy.

        Ale rozumię klegę,można się słabo poczuc jak sie pomysli że jesteśmy jedną z niezliczonych planet we wszechświecie.I co z tą uwagą Boga ?

        • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

          Szanowny Adonie, całkowicie cię rozumiem ponieważ jesteś wg mnie w
          „logicznej pułapce” w jakiej ja się znajdowałem przez wiele lat.
          Myslę że lekko ponad 10 lat.
          Dlatego nie odpowiem tobie konkretnie, choć mógłbym, sam do tego dojdziesz – mam nadzieję, a wtedy się wszystko rozjaśni. 😉
          A co z ta uwagą Boga ? Trochę cie jednak nakieruje:
          Nie sądzisz chyba, że wszechświat powstał sam z siebie, ot tak samoistnie.
          Bo jesli tak sądzisz, to jest to równoznaczne z zaprzeczeniem jednej z podstawowej zasady fizyki. 😉
          Domyśl się której, a później już będzie lżej. :)
          P.S. Wcalę mi nie słabo, że jestem tylko drobiną ziarenka piasku w ogromie wszechświata. Mam coś co mnie uspokaja: wiarę w nieskończonego i niepojętego Boga, który jest stworzycielem tego pięknego i ogromnego Wszechświata.
          Pozdrawiam

          • adon pisze:

            Słaby byłem z przedmiotów ścisłych poza rachowaniem, milion $ dadać milon $.Chyba nic nie powstaje samo z siebie.Tym bardziej coś tak totalnie ogromnego jak wszechświat.Jakie siły za tym stoją to możemy tylko pospekulować.To jest temat absolutystyczny.Bardziej kontaktowy jest ten temat z artykułu. W wideo sprzed dwuch lat można było zobaczyć jak obiekt łączy się ze Słońcem (prawdopodobnie tankuje energię) a następnie spokojnie odcumowuje i odlatuje w kosmos.Podobnie jak teraz obiekt wielkości Ziemi.Szkoda że NASA nie przekazuje wszystkich informacji co ma.Co do ziarenek piasku,Ja też się cieszę, uważam to za cud że żyję i patrzę na to.Życie jest piękne i wspaniałe.Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo jako małych bogów.Dlatego nie możemy się lenić.Drugiego życia nie dostaniemy w tym życiu.Coś z siebie dać dla innych , pokazać że robota Boga nie poszła na marne.

          • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

            Szanowny Adonie: z twojej wypowiedzi wynika, że jesteś na dobrym kursie i ścieżce. 😉
            Niemniej teza o lądowaniu „kosmitów” na słońcu w która wierzysz, trochę mnie niepokoi. Myslę, że się kiedyś przebudzisz i zauważysz jak zewsząd jesteś okłamywany.
            Może posłuże się ostatnim akapitem prof.dr hab inż. Krzywoustego – mam nadzieję,że nie będzie miał nic przeciw. :)
            „Pewnie w końcu okaże się że ten UFO na Słońcu to tylko wybryk natury, “zimna” materia Słońca. Wyrzuciło ją ponad powierzchnię jak to się na Słońcu cały czas dzieje, potem Słońce ją przyciągnęło a jakieś rozgrzane głowy na palnecie Ziemia zobaczyły w tym UFO.” :)
            I tyle. :)

          • adon pisze:

            Szanowny Antonio nigdzie nie napisałem że w to wierzę ,,ja rejestruję tylko informację.Masz racje, kłamstwo otacza nas na każdym kroku. Z tymi kosmitami jest tak , jak było wczesniej z planetami typu Ziemia.Jak miałem dwadzieścia lat,za Gierka, to kolegom mówiłem że takich planet typu Ziemia jest we Wszechświecie niezliczona ilośći, bo to jest logiczne przy wielkości Wszechswiata.Nie potrzeba mi było do tego żadnego specjalistycznego Uniwersytetu, tylko trochę zdrowego rozumu.Identycznie jest z innymi cywilizacjami.A to,że inni myślą inaczej to nie jest mój problem.Życie wszystkich przyjmie a na koniec wyrówna.Myślę że nie żyjemy sami w takim starym i ogromnym Wszechświecie,to podpowiada mi mój umysł.

          • adon pisze:

            Trochę info na temat wielkości Wszechświata,

            zródło ; http://naszeblogi.pl/50568-rachunek-tuwima

            W najdalej idących teoriach kosmologów liczba wszechświatów może wynosić 10^10^10^7, jest to liczba, której w postaci dziesiętnej ma liczbę zer większą od liczby atomów w obserwowalnym wszechświecie szacowaną na 10^80 (za Wikipedią).

            http://wszechswiat.astrowww.pl/

            i troche muzy,

            https://www.youtube.com/watch?v=Xoq0ENYxEUA

      • Whatever pisze:

        Problem polega na tym, że Kosmici mają naukowców, którzy zamiast mówić czego się nie da, po prostu to robią 😉

  3. AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

    Absolutna racja, i tak streściłeś to jak to tylko możliwe. Nie sposób sie nie zgodzić Panie dr inż Krzywousty . 😉 ?
    Toż to nie wiatraki, czyż nie ? 😉
    Wiedza na temat reakcji zachodzących na słońcu jest ogólnie dostepna i powszechna. Wystarczy tylko po nia siegnąć.
    Zdziwiłbym się gdyby jakis materialny obiekt, mógł wylądować na powierzchni z GAZU. Jesli nawet to jak przeleciał przez Koronę Słoneczną na której w sposób dziwny i jeszcze nie dobrze zrozumiały, temp. rośnie znowu do kilku milionów stopni (z tego co pamiętam).
    I mamy na naszyn naturalnym ” reaktorze syntezy jądrowej” (reakcja syntezy) dziwną sytuację. W jego srodku jest kilkanaście milionów stopni i ogromne ciśnienie, dzięki czemu doszło tam do naturalnej reakcji jądrowej, a na powierzchni jest tylko 5500 do 6000 C stopni. Ciemniejsze plamy na słońcu to te które sa odrobinę chłodniejsze. :)
    I jeszcze jedna zagadka – słonce wyrzuca potężne ilości materii , które „przechodząc” przez Koronę Słoneczną, znowu rozgrzewaja się do kilku milionów stopni. Chciałbym zobaczyć taki materialny obiekt który wytrzymałby taką temperaturę. 😉
    Serdecznie pozdrawiam Autora, oraz Pana „dr” z za oceanu. :)

    • Krzywousty pisze:

      Ciekawe kwestie Pan poruszył. Ja też nie podjął bym się tłumaczyć wszystkiego o czym Waszmość piszesz. Jestem na to za cienki.
      Jednak kilka z nich spróbóję. Jesli zaś jakiś fizyk zna poprawniejsze odpowiedzi to z chęcią się dokształcę.
      .
      Więc co z przejściem przez tę gorącą koronę?
      Nie ma ona milionów stopni tylko około 500 tysięcy. Wciąż gorąca, ale jest to mniejszy problem niż się wydaje. Temperatura to tak naprawdę energia kinetyczna, czyli prędkość cząsteczek. W rejonie korony ciśnienie wynosi już prawie zero, więc i cząsteczki mogą pędzić z wielkimi prędkościami bo nie hamują ich inne, bliskie cząstki materii od których by się odbijały – stąd ich wysoka temperatura. A co rozpędza te cząstki do tak wielkich prędkości? Ano pole magnetyczne Słońca.
      Dla takiego UFO ważniejsze jest jednak ciepło. Czyli ile energii te cząstki mogą przekazać temu UFO by go rozgrzać i spalić. Każda z cząstek ma wielką temperaturę (prędkość), ale jest ich tak mało, są tak rozrzedzone, że uderzając w UFO nie są w stanie go za bardzo podgrzać. Zreszą UFOludki byliby głupkami gdyby pozwalali tym cząstkom wogóle docierać do powłoki statku (jeśli ma on jakąkolwiek powłokę), ale o tym za chwilę.
      By łatwiej wyobrazić sobie dlaczego UFO nie musi się tak strasznei przejmować tymi 500 tysiącami stopni, porównam to do naszych satelitów.
      Dlaczego satelity krążące wokół Ziemi nie spalają się? Dlaczego ich delikatna aparatura pracuje mimo że… mimo że jonosfera ziemska w której krążą satelity ma temperaturę ponad 200 stopni Celsjusza??!!
      Czemu kosmonauci mogą wychodzić na zewnątrz promu kosmicznego i żadnemu z nich skafander się nie „dymi”? Ano właśnie dlatego że jest ona tak bardzo rozrzedzona.
      Tak proszę państwa, górna warstwa ziemskiej jonosfery, tak powyżej około 300 km nad Ziemią jest nieźle gorąca, ma ponad 500K czyli ponad 200C a w niczym nie przeszkadza to ziemskim statkom kosmiczny, No może… prawie w niczym.
      .
      Następna kwestia – czemu powierzchnia Słońca jest chłodna mimo że w środku miliony stopni? Nie ma tu wielkiej zagadki: od środka do powierzchni odległość wynosi ponad pół miliona kilometrów! To dalej niż od Ziemi do Kosiężyca!!!!
      Ciepło wytwarzane jest głównie w środku, tam gdzie panuje gigantyczne ciśnienie i temperatura. Cała więc reszta jest obrazowo mówiąc izolatorem ciepła, choć nie powinno się tego tak upraszczać bo coś z tą energią wytworzoną w środku musi sie dziać. No chyba że reaktor w środku Słońca jest samoregulujący się… ale tę zagadke pozostawię bez odpowiedzi.
      Gdyby nie potężne prądy „morskie” głównie płynnego wodoru i helu (z których składa sie Słońce) które niczym Gulfstrom krążą od wnętrza ku powierzchni, oddają ciepło na powierzchni i juz ochłodzone opadają znów do wnętrza Słońca, to powierzchnia Słońca mogła by być całkiem… zimna. Co to znaczy dobra izolacja…
      Poza izolacją dochodzi jeszcze inna fizyka: wielka temperatura z „malutkiego” jądra, zostaje teraz rozłożona w miarę równomienie na ogromną zewnętrzną powierzchnię Słońca. A to oznacza że powierzchnia musi być dużo chłodniejsza niż wnętrze. Nie da się mieć tysiąc złotych i rozdać je swoim dzieciom każemu po… tysiąc. Jeśli się ma dziesięć dzieci to każdy dostanie po stówie, to wszystko, he he he. Po stówie!
      .
      I tu kolejna zagadka: ile czasu zajmuje takiej rzece by przepłynąć z centrum Słońca do powierzchni i przetransportować tę energię?
      Ano zajmuje jej 30 000 lat! Całe 30 tysięcy lat! Jednak biorąc pod uwagę że musi przepłynąć odległość jak z Ziemi do Księżyca, zaczyna to mieć sens, prawda?
      I tutaj muszę się uderzyć w piersi, ponieważ pamięć mnie zawiodła. W poprzednim komentarzu napisałem że dużo szybszemu fotonowi ta droga zajmuje 10 milionów lat! Otóż przesadziłem. Foton leci z centrum na powierzchnię nie 10 milionów a 10 tysięcy lat. Wciąż strasznie długo, ale nie tak długo jak poprzednio napisałem.
      Dodam że tyle leci szczęśliwy foton który nie napotka zbyt wielu przeszkód na swej drodze. Fotonowi pechowcowi ta droga zajmuje nawet i 200 tysięcy lat.
      Dla kontrastu – niewielkie neutrino dla którego nie ma żadnych przeszkód pokonuje tę samą drogę w mniej niż 3 sekundy.
      .
      No więc jak widać Słońce, na pozór twór który spali wszystko co sie do niego zbliży, przestaje być aż tak strasznie… przerażające. Przynajmniej nie powinno być aż tak strasznie przerażające dla bardzo, bardzo zaawansowanej cywilizacji.
      Do niedawna spekulowaliśmy ża taka cywilazja pobierała by materię i energię dla swoich statków kosmicznych wyłapując ją z przestrzeni miedzygwiezdnej, tak jak wieloryb wyłapuje swoją wielką paszczą plankton.
      Może jednak sie myliliśmy? Materia i energia są tak strasznie rozrzedzone w przestrzeni miedzygwiezdnej, że wiele tego by chyba nie nałapali. Jakiego wielkiego sensu nabiera teraz alternatywa że oni po prostu nurkują pod powierzchnię napotkanych gwiazd i tankują płynnym wodorem, helem czy cokolwiek tam nie używają do swoich napędów?
      Powiem więcej – gdybym ja był cywilizacją ogromnie zaawansowaną, to nie tracił bym miejsca w swoim statku na tankowanie go płynnym wodorem. Ja bym zanurkował głębiej, albo wypuścił bym ze statku węża w głąb Słońca i zatankował bym statek plazmą która jest we wnętrzu Słońca. Taka plazma zajmuje ponad 100 razy mniej miejsca niż płynny wodór czy płynny hel. Czemu jest tak skondensowana? Dlatego że to są same jądra atomów, pozbawione elektornów. Elektrony nie są do niczego potrzebne, a ich orbity zajmują ogromną przestrzeń. To znaczy nie są potrzebne do reakcji termojądrowych czy reakcji z antymaterią która to reakcja jest jeszcze o niebo poteżniejsza niż termojądrowa.
      Czyli raz sobie zanurkują do gwiazdy takiej jak nasza, potem do gwiazdy złożonej z antymaterii, wypełnią zbiorniki i mogą lecieć aż do następnej galaktyki.
      I mowa tu o cywilizacji stosunkowo mało rozwiniętej. O cywilizacji która używa procesów o których my już coś odrobinę wiemy. Co robią cywilizacje te wysoko rozwinięte to nawet nam się nie śni.
      I jeszcze jedno – stopienie powłoki statku kosmicznego? Nie wiem jak durny UFO, ale ja bym wogóle nie dopuścił do kontaktu statku z materią Słońca. Pole magnetyczne, pole grawitacyjne, pole… jakieś tam inne – ale niech trzyma materię Słońca z dala od powłoki mojego statku. Tak jak ziemskie pole magnetyczne trzyma większość materii dochodzącej ze Słońca z daleko od powierzchni Ziemi, alby jak trzymamy w tokamakach plazmę wodoru rozgrzaną do milionów stopni z daleka od ścian tokamaka, tak ja bym trzymał wszelką materię z dala od mojego statku. Mając do dyspozycji gigantyczną ilość energii nie powinno im to sprawiać kłopotu. I być może to jest odpowiedzią na możliwość zanurkowania sobie do takiego powiedzmy Słońca?
      Jednocześnie może jest to też odpowiedzią na pytanie – dlaczego statek jest czarny? No bo się jego powłoka nie nagrzewa i nie promieniuje!
      A tak między nami, to żadnej powłoki bym wogóle w swoim statku nie miał. Po co? Czy Ziemia ma wokół siebie tytanowy pancerz? Nie. Ma pole magnetyczne i to jej wystarcza. Chodzimy po jej powierzchni a nad głowami gwiazdy i… niewidzialne pole. Jeśli wystarcza nam, to powinno wystarczyć też im. Chyba że statek malutki i muszą w nim utrzymywać jakąś atmosferę pod ciśnieniem. Ale nawet to można by załatwić polem, zwłaszcza gdyby UFO było… bezzałogowe.
      No ale to tylko ja…
      .
      Pewnie w końcu okaże się że ten UFO na Słońcu to tylko wybryk natury, „zimna” materia Słońca. Wyrzuciło ją ponad powierzchnię jak to się na Słońcu cały czas dzieje, potem Słońce ją przyciągnęło a jakieś rozgrzane głowy na palnecie Ziemia zobaczyły w tym UFO.
      Tym niemniej fajnie było sobie pomarzyć i pospekulować…

      • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

        Nie wiem jak odpisać, zatkało mnie, niemniej postaram się cos dodac, ponieważ swego czasu była to moja pasja, nawet na politechnice z fizyki byłem „jedynym” osłem który rozumiał wzór E= mc2, ba!!! nawet potrafiłem go wyprowadzić, za co u ” komunistycznego profesora zwyczajnego” zaliczyłem egzamin na 4 +. A było to osiagnięcie!!! Rozumiałem także ograniczenie jakie wiążą się z tym wzorem , 😉
        Niemniej jednak z Panem prof. dr hab. Krzywoustym będę miał małe szanse, niemniej zaryzykuje ośmieszenie. :)
        Otóż Nathaniel ma rację: Korona słoneczna ma 2 miliony stopni (2 miliony minus 273 K daje dalej~2 miliony) . Nie wiem skąd wziąłeś pół banki. :)
        Przy tobie mości profesorze , ten futurysta i fizyk prof. Michio Kaku to pozbawiony wyobraźni dzieciak , miałem wrazenie , że powinnien trochę u ciebie postudiować. :)
        Jak zacząłem czytać o nurkowaniu w gwieździe i tankowaniu z niej paliwa + wpuszczaniu węża głębiej oraz locie miedzygalaktycznym ( najblizsza nam bliźniacza galaktyka jest oddalona o 2,2 miliona lat świetlnych – Andromeda), to pomyslałem żeś waszmość wykształcony, ale nie przy zdrowych zmysłach. 😉
        Niemniej ostatni akapit mnie uspokoił i wiem żeś zdrowy tylko cie troche poniosło. :)
        Proszę bez urazy . Humoru nigdy dość, wg mnie.
        Otóz jak pewnie wiesz ze wzoru powyższego wynika , że aby ropędzić chocby ciało twojej wagi – liczmy 80 kg, do predkości bardzo,bardzo zbliżonej do prędkości światła, potrzeba by było ilości energii której w całym wszechświecie mogłoby zabraknąć. :)
        Nawet gdyby udało nam się rozpędzić takiego ochotnika „noname”, to podróż do najbliższej galaktyki zajęłaby mu lekko 2,2 miliona naszych lat. Pytanie więc. Po co?
        Wiem czym od razu chciałbys mnie zagiąć.
        Od razu odpowiem ” Wiem, wiem – tunele czasoprzestrzenne”. Ale to tylko teoria i tyle.
        Aha jeszcze ta antymateria w naszym zbudowanym z materii wszechświecie, to chyba rozwaliło mnie na miazgę. :)
        Czekam na ostrzał i obiecuję że się nie obrażę, bo rozbawiłeś mnie dzisiaj bezcennie.
        Szkoda tylko, że dodałeś ostatni akapit, bo zapowiadało się ciekawie. :)
        Pozdrawiam z za oceanu.

        • Krzywousty pisze:

          Ja mam prostrzą odpowiedź na moją podróż międzygalaktyczną: fantazja ułańska! Ot i mnie poniosło. Nie policzyłem tylko palnąłem, zwłaszcza że byłem po jednym piwku a teraz żem po dwu… :)
          Użyłem przenośni że tak powiem – chciałem pokazać jak wiele energii może UFO tym wężem z wnętrza Słońca wyssać. Zapomniałem tylko o poczciwym Einsteinie he he he :)
          .
          Natomiast co do antymaterii, to mnie uczono na lekcji astronomii, że una istnieje i że jest to udowodnione. Pierwsze cegiełki antymaterii już wytworzyliśmy – na przykład antyprotony – i CERN bada ich reakcje z materią. Tutaj trochę informacji: http://home.web.cern.ch/topics/antimatter

          Po raz pierwszy wytworzono antyprotony już w 1955 na uniwersytecie w Kaliforni w Berkeley: http://en.wikipedia.org/wiki/Antiproton
          .
          Rozumię też że stworzono już atom antywodoru. Natomiast o ile mnie pamięć nie myli, to zaobserwowano też reakcję cząstek antymaterii pochodzącej z kosmosu – produkty jej anihilacji w zderzeniu z materią ziemską. Po raz pierwszy odkryto antymaterię pochodzenia kosmicznego około 25 lat temu.
          Powiem więcej – obecnie pracuje się nad terapią raka za pomocą antyprotonów – coś podobnego do terapii protonowej ale zdaje się że z mniejszymi skutkami ubocznymi. Ale o tym to ja nie mam już zielonego pojęcia.
          .
          Dobrze że wcale nie poruszyłem Czarnej Materii której podobno jest 80% we wszechświecie. No ale skoro jej nie można zobaczyć to po co o niej pisać, prawda?
          .
          Chyba z tej radości otworzę sobie trzecie… zrobionej z zwykłej materii i to ożywionej, czego i tobie Antonio gorąco polecam!

          PS. Powaliłeś mnie wyprowadzeniem E=mc2
          Ja sam jedynie wpadłem na to jak prosto Pitagoras wykombinował sobie ile wynosi PI. Wystarczy odpowiednie założenie a reszta jest banalnie prosta łącznie ze zmierzeniem samej liczby.
          Skracanie długości, spowalnianie czasu – wszystko proste i oczywiste kiedy założy się to co założył Einstein. Ale wyprowadzić wzór na E=mc2, no to
          Waszmość jesteś geniusz. Geniusz powiadam i ku Wam piję!

        • Krzywousty pisze:

          Też mnie Waszmość humorem bawisz. Moja odpowiedź czeka na moderację – mam nadzieję że moderator przepuści bo zgorszenia tam nijakiego nie ma. No może ociupinkę.

          Teraz tylko k woli korony o której zapomniałem.
          Otóż nie znajduje skąd wziąłem te 500 tysięcy, acz wierz mi, nie wyssałem z palca bo bardzo rzadko to robię. Była to strona internetowa poświęcona Słońcu. Znów jakaś kolejna strona ze stekiem bzdur udająca poważną he he he :)
          Powinienem był zaglądnąć do podręcznika, co niniejszym robię („Pathways to Astronomy by Stephen Schneider).
          Masz Wasze oczywiście racje. Nawet 2 miliony stopni. Tym niemniej nie zmienia to idei którą próbowałem przekazać: temperatura ta nie ma żadnego znaczenia. Mogło by być ich nawet 20 milionów a szło by się przez słoneczną koronę jak przez park. Cytuję dosłownie wspomniany wyżej podręcznik (str. 410 – The Solar Atmosphere):
          „Powyżej chromosfery gęstość atmosfery spada gwałtownie a temperatura skacze do 1 miliona stopni K…
          … Jednak ten bardzo gorący gaz korony ma tak małą gęstość, że zawiera on w sobie niezmiernie mało energii. Jest to jak iskierki spadające podczas fajerwerków w dniu 4-tego lipca: pomimo ich wysokiej temperatury, ledwo możesz je poczuć gdy lądują na twojej ręce. Są tak mikroskopijne że mimo wysokiej temperatury niosą z sobą tylko malutką odrobinę ciepła…”
          .
          Cytat z innego miejsca: „korona ma miliony stopniu ale jej gęstość jest 10 bilionów razy mniejsza niż gęstość atmosfery ziemskiej nad poziomem morza”.
          .
          To tłumaczy dlaczego satelity ani w naszej jonosferze, ani w koronie słonecznej nie uległy by spaleniu.

          • Janusz pisze:

            Do Krzywoustego:

            Powtarzam odpowiedź bo wcześniejsza wylądowała na dole i nie dopisałem do kogo jest adresowana.
            Cytat:
            “Dla takiego UFO ważniejsze jest jednak ciepło. Czyli ile energii te cząstki mogą przekazać temu UFO by go rozgrzać i spalić. Każda z cząstek ma wielką temperaturę (prędkość), ale jest ich tak mało, są tak rozrzedzone, że uderzając w UFO nie są w stanie go za bardzo podgrzać. ”
            Odpowiedź:
            Przy temperaturach tego rzędu ilość tych cząstek jest bez znaczenia. Tam może być próżnia absolutna, a temperatura np te 500 tys stopni, jak podajesz. To jest realna temperatura, w której materia rozgrzewa się błyskawicznie, bo w tym obszarze temperatur, nawet przy całkowitej próżni ciepło wnika w materię skutkiem promieniowania cieplnego. Wymiana ciepła odbywa się bowiem drogą konwekcji i promieniowania. Przy promieniowaniu próżnia nie stanowi przeszkody. Próżnia jest przeszkodą wyłącznie dla konwekcji, co pozwala budować termosy. W niskich temperaturach wymiana ciepła drogą promieniowania jest znikoma. 90 stopni dla herbaty w termosie to jest właśnie niska temperatura. Obcy, jak można przypuszczać opanowali jakąś technologię, która pozwala im zanurzać się w słońcu.

          • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

            Do Janusz.
            Tak właśnie myślałem, z tym ciepłem. Jednak nie byłem pewny, dlatego nie zabierałem głosu nt. temat.
            Trafne spostrzeżenie.
            Pozdrawiam

        • Krzywousty pisze:

          Skoro moja długa odpowiedź nie przechodzi (czy dlatego że napisałem iż popijam sobie piwko czego i Antoniemu życzę?) to napiszę krótko o antymaterii. Może niezbyt dobrze cię rozumię, więc jeśli tak, to przynajmniej inni może czegoś ciekawego się dowiedzą.
          Tak, chyba źle cię zrozumiałem – ty doskonale wiesz o istnieniu antymaterii i o tym że ciężko nam znaleźć wielkie obiekty we wszechświecie zbudowane z antymaterii, zwłaszcza „antymaterialne” gwiazdy w które UFO mógłby zanurkować :) W końcu załapałem :)
          Ale wyjaśnię innym:
          .
          Otóż antymateria istnieje nie tylko w teorii. Jej istnienie udowodniono już w 1955 roku i od dawna sami potrafimy tworzyć cząstki antymaterii (w mikroskopijnych ilościach).
          Antymateria to taka dziwna materia w której wszystko jest na „odwrót”. Ma ona tę samą masę co materia, ale wszystkie jej części posiadają przeciwne do materii ładunki i odwrotne właściwości takie jak liczba leptona czy beyrona.
          Spotkanie się cząstki materii z odpowiadającą jej cząstką antymaterii prowadzi do całkowitej anihilacji obu. A że coś nie może zamienić się w nic, więc produktem jest promieniowanie o bardzo wysokiej energii (gamma) oraz neutrony i pary cząstka-antycząstka o niezmiernie małej masie.
          Wciąż obowiązuje zasada zachowania energii E=mc2 (kapelusz z głowy przed Antonim za wyprowadzenie samemu wzoru!).
          .
          Wykryliśmy antycząstki pochodzenia kosmicznego, ale dzisiaj sami potrafimy tworzyć antyprotony, antyneutrina, a nawet atomy antywodoru! CERN wyprodukował aż 9 atomów antywodoru he he he :)
          No ale nie od razu Kraków zbudowano, prawda?
          Zaobserwowano też i wyprodukowano antyatomy helu. Mówiąc krótko – jeśli nie dzisiaj to jutro da się wyprodukować każdy anty-pierwiastek. W kosmosie zaś napewno od dawna istnieją.
          .
          Ciekawsze jest zaś to (o czym mało kto wie), że antymaterię wykorzystuje się już w medycynie. NIe znam sie na tym, nie moja to działka więc zachęcam do pogłębienia wiedzy samemu. Rozumię że używa sie jej w niektórej tomografii komputerowej. Antyprotony zaś do leczenia raka (bezpieczniejsza matoda niż tradycyjne coś tam o czym nic nie wiem).
          .
          Antymateria jako paliwo:
          Podczas kolizji antymaterii z materią, zostaje wytworzona energia 1000 razy większa niż podczas reakcji atomowej i 100 razy większa niż podczas reakcji termojądrowej. Dlatego zaproponowałem ją jako paliwo…
          .
          Pane Havranek – to ne je bajka! Dobrze że sem ne powiedzial nic o czarnej materii – to by była bajka!

          • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

            Tak wiem, przyznaje się. ;). Po prostu wczoraj miałem zaganiany dzień i nie mogłem nic napisać. Wieczorem po prostu padłem na „ryja” i tyle. :)
            Miło mi sie ciebie czyta i zgadzam się z tobą, co nie świadczy że wg mnie podróże międzygwiezdne (miedzygalaktyczne), są tylko w telewizji w serialach typu : Star Trek. 😉
            Nic nie pisz proszę o czarnej materii (energii), która spaja nasz wszechświat, bo juz nikt nie będzie nasz czytał.
            A nawet gorzej , moga przyłączyć się astrofizycy. :)
            Serdecznie pozdawiam Waszmość z za oceanu.

          • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

            A nie pisałem Mości profesorze, że istnieje ryzyko przyłaczenia się do dyskusji ludzi którzy powalaja nas swoją wiedzą, nt praw fizyki rzadzących wszechświatem. :)
            No i przyłączył się geniusz – astrofizyk „Wezyr Ai” i powalił nas swoją
            „prawdą absolutną”. 😉

  4. prof. Ciekawski pisze:

    Moim zdaniem bardzo łatwo uniknąć wysokiej temperatury Słońca i wylądować. Wystarczy tylko lądować w nocy, kiedy jest ciemno. I po krzyku.

    • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

      Mości profesorze. Krótko, zwięźlę i zabawnie. :)

    • Krzywousty pisze:

      Ja bym lądował podczas zaćmienia bo wszyscy się wtedy gapią i biją brawo… został bym celebrytą. Twoje lądowanie by przespali…

    • Adam pisze:

      jedna mala uwaga. jak lecisz z bardzo daleka to mozesz nie trafic w to slonce :) Chociaz przerazajaca jest zarowno wizja ze jestesmy sami w kosmosie jak i ta ze nie jestesmy. Chociaz osobiscie uwazam ze dla obcych to reprezentujemy jako cywilizacja poziom winniczkow pelzajacych po polu kapusty.

  5. M.A.R.K-13 pisze:

    Sa teorie, iz gwiazdy sa „zakonczeniami” tuneli czasoprzestrzennych (wormholes) i mozna w ten sposob blyskawicznie pokonywac gigantyczne kosmiczne odleglosci.

    Jest tez chyba teoria, ze gwiazdy stanowia „druga strone” czarnych dziur, tj. wlatujac do czarnej dziury w punkcie A mozemy wyleciec z gwiazdy w punkcie B.

    Tak czy inaczej takie obiekty i ich zachowanie sa zastanawiajace…

  6. Wezyr Ai pisze:

    Prawie wszystko tutaj to bełkot wynikający z nieświadomości.Otóż zdjęcia powstały dawno temu a nie w pażdzierniku tego roku.Pracownicy NASA bardzo byli zaniepokojeni tymi zdjęciami,bo tak naprawde nie mieli zielonego pojęcia i nie mają do dziś co tam się wydarzyło..A prawda wygląda następująco.Słońce świeci i grzeje i musi być od czasu do czasu zasilane ,aby mogło to robić dłużej.I właśnie zostało zasilone czymś wielko,sci naszej planety.I to cała prawdw na ten temat.Pytanie kto jest w stanie zasilić słońce czymś wielkości ziemi. Przypominam wypowiedz papeża Franciszka z kwietnia tego roku.Powiedział on że nie jesteśmy sami w kosmosie i powinniśmy sie przygotować na spotkanie z nimi innymi istotami (czytaj UFO).Nie powiedział kiedy ,ale nastąpi to około 2020 roku

    • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

      Nie no nie mogę !!! Panowie i Panie czapki z głów, w końcu nam się trafił astrofizyk z renomowanej uczelni. :) Z tym zasilaniem, to wg mnie nomiminacja do Nobla. :)
      Proszę więcej napisz, bo dzień dzisiaj jakis i mnie taki mało wesoły , a humoru nigdy dość.
      Na szczęście dzieki tobie znowu mam uśmiech na twarzy i endorfin przybyło. 😉
      P.S. Pisz wiecej, na pewno to nie jedyna „absolutna prawda” z jaką chciałbyś sie podzielić. 😉

      • Wezyr Ai pisze:

        Gratuluje humoru,Dla zrozumienia tematu proponuję przeczytać książkę Misja.Dostępna w wielu językach pod tym adresem;;http://www.thiaoouba.com/

      • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

        Co ty mi tu „dziecko” podajesz, drugiego Ericha von Däniken’a. Otóż chciałbym cię poinformować ( i innych ), że wyrosłem z tego typu „oszałomiarstwa” ponad 20 lat temu. Jak zacząłem nabywać wiedzy, o których napisałem powyżej. A napisałem mało w porównaniu z tym co wiem. 😉
        I główna teoria tego psychobełkotu : „Wiara jest niczym w porównaniu z wiedzą. Ale już rozmowa o dowodach.. no to dowodów na poparcie całej opowiastki nie ma – trzeba w nią tylko UWIERZYĆ”. :(
        To jest czysty sekciarski psychobełkot, który rozpoznaję po przeczytaniu jednej strony. Myslisz, że nie miałem tego typu książkowych bzdur w swojej bibliotece ?
        P.S. Nie domysliłeś się dlaczego książka jest za darmo. :(
        Z dala ode mnie z sekciarskimi bzdurami, bo uczulony na nie jestam niebywale. :(

  7. Janusz pisze:

    „Dla takiego UFO ważniejsze jest jednak ciepło. Czyli ile energii te cząstki mogą przekazać temu UFO by go rozgrzać i spalić. Każda z cząstek ma wielką temperaturę (prędkość), ale jest ich tak mało, są tak rozrzedzone, że uderzając w UFO nie są w stanie go za bardzo podgrzać. ”

    Przy temperaturach tego rzędu ilość tych cząstek jest bez znaczenia. Tam może być próżnia absolutna, a temperatura np te 500 tys stopni, jak podajesz. To jest realna temperatura, w której materia rozgrzewa się błyskawicznie, bo w tym obszarze temperatur, nawet przy całkowitej próżni ciepło wnika w materię skutkiem promieniowania cieplnego. Wymiana ciepła odbywa się bowiem drogą konwekcji i promieniowania. Przy promieniowaniu próżnia nie stanowi przeszkody. Próżnia jest przeszkodą wyłącznie dla konwekcji, co pozwala budować termosy. W niskich temperaturach wymiana ciepła drogą promieniowania jest znikoma. 90 stopni dla herbaty w termosie to jest właśnie niska temperatura. Obcy, jak można przypuszczać opanowali jakąś technologię, która pozwala im zanurzać się w słońcu.

    • Krzywousty pisze:

      Jeżeli dobrze cię rozumię Januszu, to niestety według mnie nie masz racji.
      Widzę że różnica między nami polega na rozumieniu w jaki sposób zdefiniowana jest temperatura korony.
      Jestem przekonany na 99%, co potwierdzają podręczniki astronomii, że temperatura korony to nie temperatura jaką otrzymasz gdy włożysz w koronę duży termometr (i zasłonisz go ręką od Słońca).
      Temperatura korony to temperatura cząsteczek korony – czyli ich średnia prędkość, a to jest zasadnicza różnica.
      .
      Podobnie jest z temperaturą ziemskiej jonosfery. Wszyscy wiemy że tam wysoko gdzie krążą satelity, jeśli zasłonisz się ekranem od Słońca, to wszystko zamarza, jest zimno jak cholera. A przecież krążą one w ziemskiej jonosferze która ma temperaturę 500K (220C). Dlaczego więc średnia temperatura satelitów które krążą latami nie wynosi 220C ? Według mnie dlatego właśnie że jest to temperatura cząsteczek jonosfery (ich średnia prędkość), ale tych cząstek praktycznie tam nie ma, więc ilość energii jaką satelita może od nich przejąć zderzając się z nimi jest również bliska zeru.
      Jeśli wytłumaczysz mi fenomen zimnych satelitów w gorącej jonosferze, to zaakceptuję to co mówisz, czyli to że obiekt który wpadnie w słoneczną koronę zostanie natychmiast rozgrzany do miliona stopni.
      W przeciwnym razie pozostaję przy swoim.
      Pozdrawiam,
      K.

      • Janusz pisze:

        Do Krzywousty:

        Z temperaturą korony byłoby tak jak piszesz tylko wówczas, gdyby temperatura tych cząstek była większa niż temperatura wynikła z promieniowania termicznego, co raczej jest nieprawdopodobne. Piszesz, że tych cząstek jest mało. Niech mają temperaturę jaka uważasz za stosowne, ale w takim razie między tymi cząstkami musi istnieć temperatura wynikająca z promieniowania termicznego. Nie rozumiem dlaczego uparłeś się by to promieniowanie pominąć. To ciepło które dociera do ziemi to skutek promieniowania termicznego. Nawet po przejściu przez ziemską atmosferę potrafi rozgrzewać przedmioty do temperatury powyżej 100 stopni. Po drodze nagrzewa powietrze i parę wodną, a to są spore straty. Na orbicie ta temperatura jest znacznie wyższa. Łatwo to zobrazować przykładem baterii słonecznych z rurkami próżniowymi pracującymi w zimie przy np minus 20 stopniach. Promieniowanie przenika przez rurki i rozgrzewa czynnik do temperatury około 100 stopni. Możemy go odprowadzić np do nagrzania ciepłej wody użytkowej. Rurki próżniowe chronią przed stratą tego ciepła do atmosfery. Gdyby jednak na zewnątrz było nie -20 stopni a minus 120, mielibyśmy już poważny problem z nagrzaniem czynnika, bo ta rurka próżniowa mogłaby być zbyt małą ochroną przed utratą ciepła. Wówczas jednak przybliżając tę baterię słoneczną do słońca będziemy uzyskiwali coraz wyższą temperaturę nagrzewanego czynnika, nawet jeśli temperatura wokół baterii słonecznej będzie wynosiła wciąż minus 120 stopni. Nagrzewanie skutkiem promieniowania staje się bardzo efektywne dopiero powyżej 500 stopni Celsjusza.
        W mroźny i wietrzny dzień zapal ognisko. Stań twarzą do niego, tak by silny wiatr wiał ci w plecy. Masz pewność, że żadna nagrzana cząstka powietrza do ciebie nie dociera, bo wiatr porywa ją w przeciwną stronę. A mimo to gdy zbliżysz rękę do ognia dostatecznie blisko i ją chwilę potrzymasz to ją poparzysz. To uczyni promieniowanie cieplne.

      • Janusz pisze:

        Do Krzywousty:
        To absurd. Nie możesz trwać przy swoim na podstawie przeczytanego gdzieś jakiegoś fragmentu, który nie wyjaśnia tego przy czym się upierasz. Wyciągasz wnioski, których nie da się wyciągnąć z twoich źródeł wiedzy.
        Tyle tytułem wstępu.
        Co do ziemskich satelitów, kolejną przyczyną ich nierozgrzewania się jest fakt, że posiadają najprostszy z możliwych systemów ochronnych przed promieniowaniem termicznym. To promieniowanie może zostać od powierzchni materiału odbite. Powierzchnie o kolorze białym, metalicznym i bardzo gładkie, dużą część tego promieniowania odbijają. Gdyby jednak tego ziemskiego satelitę pomalowanego na biało zbliżać do słońca, to ta ochrona w końcu przestanie wystarczać. Najpierw zacznie się rozgrzewać, a potem spłonie. Wyparuje.
        W mroźny słoneczny dzień posyp sadzą śnieg. Zacznie się topić. Połóż obok siebie kawałki blachy stalowej.Obie te same wymiary. Jedną wypolerowaną pomalowaną na biało z połyskiem, drugą chropowatą pomalowaną na czarny głęboki mat. Możesz jeszcze trzecią owiniętą błyszczącą folią aluminiową. Sprawdź po godzinie ich temperatury.
        Procesy wymiany ciepła były drugą moją specjalnością. Od 29 lat projektuję w innej dziedzinie. Korzystam z zaawansowanych programów do obliczeń i symulacji rzeczywistości.

        • Krzywousty pisze:

          Gdybyś Januszu to ty miał rację, to temperatura na Ziemi wynosiła by kilkaset tysięcy stopni. Przecież to gorąca korona słoneczna by nas ogrzewała swoim promieniowaniem a nie jakaś tam zimna powierzchnia Słońca – czyż nie? A tak nie jest – wpływ korony na ziemską temperaturę jest praktycznie niemierzalny.
          Ba, nie tylko na ziemską nie ma ona wpływu, ale nawet na… słoneczną! Przecież 500 km ponad powierzchnią Słońca temperatura spada do niecałych 4000 stopni C. Dlaczego spada? Wszak jest bliżej korony i korona swoim promieniowaniem „termicznym” powinna ją rozgrzać do temperatury wyższej niż ta na powierzchni!
          500 km na fotosferą (powierzchni Słońca) występują już cząstki CO2 i wody! Jak to możliwe? Jest to przecież warstwa położona między gorącą powierzchnią Słońca i ogromnie gorącą koroną, czyż nie?
          Ano tak, że korona nie ma praktycznie znaczenia. To co grzeje to promieniowanie termiczne powierzchni Słońca.
          Pomijam nawet fakt że korona nie grzała by nas żadnym promieniowaniem zwanym termicznym. Ciało o temperaturze miliona i więcej stopni promieniuje fale x (rengena) i krótsze – gamma.
          Kiedy skierujesz instrumenty w stronę Słońca, to korony wogóle nie widzisz. Jej temperatury nie jesteś w stanie mierzyć – widzisz i mierzysz temperaturę gęstej powierzchni Słońca, czyli tego co wysyła 99,99999999% promieniowania i tylko ta energia ma mierzalne znaczenie. By móc zmierzyć temperaturę (energię cząstek) korony, musisz czekać na zaćmienie Słońca lub wytworzyć je sztucznie.
          .
          Jeśli o satelity chodzi, to tłumaczysz mówiąc że odbijają promieniowanie. Idąc twoją logiką, to dlaczego nie miały by odbijać promieniowania w milion razy rzadszej koroniy? Też by się nie rozgrzały bo wszystko by odbiły.
          Jednak to nie jest rzeczywisty mechanizm jaki ma miejsce. Możesz pomalować satelity na czarno (idealne pochłanianie energii promieniowania) i jedynie zasłonić je od słońca, a nie osiągną one nawet po stu latach temperatury ośrodka w jakim przebywają, czyli tych 200 stopni jonosfery.
          O tym właśnie mówię. Mówię o tym, że ani ziemia nie nagrzej się od korony do tysięcy stopni, ani statek kosmiczny nie spali się w koronie wyłącznie z powody jej wysokiej temperatury cząstek.
          Żadne ciało nie może ochłodzić się przez promieniowanie do temperatury niższej niż ośrodek w którym to ciało się znajduje (wystarczająco długo).
          A jednak satelity nie nagrzewają się, bo bardzo rozrzedzony gaz nie jest w stanie przekazywać wystarczającej energii wystarczająco szybko. Tutaj pojęcie temperatury traci sens. Przy bardzo niskiej gęstości materii, nie powinno się używać terminu temperatura, a energia czyli prędkość cząstek. Temperatura jest tutaj bardzo mylącym słowem.
          .
          Na koniec przykład:
          jeśli za koroną będzie jeszcze jedna warstwa słonecznej atmosfery – powiedzmy Gorący Pas. Temperatura tej warstwy będzie wynosiła 100 milionów stopni, ale warstwa ta będzie składała się tylko z 3 (trzech) cząstek krążących wokół Słońca. Średnia prędkość tych cząstek będzie odpowiadała temperaturze 100 milionów. Zadam tu pytanie: czy ta „gorąca” warstwa spali statek kosmiczny?

          • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

            Ale jesteśmy 150 milionów km od słońca (8 min. świetlnych), promieniowanie jest bardzo małe w porównaniu z pobliza korony. Chroni nas pole magnetyczne ziemi i dodatkowo promieniowanie wytraca swą energię na rozbijaniu cząstek tlenu na niestabilny ozon, który paradoksalnie nas chroni przed upieczeniem jak kurczaka w mikrofalówce. !!!!!.
            Satelity na tych odległościacg także są jeszcze chroniene przez pole magnetyczne ziemi, choć juz trochę mniej.
            Mimo tej odległości (ogromnego rozrzedzenia cząstek) i ogromnych strat jakie ponoszę cząstki – to na naszaj planecie w okolicach równika jest temp. nie do wytrzymania. :)
            Pozdrawiam Pana Uparciucha z za oceanu. 😉

          • Krzywousty pisze:

            Ja wiem jak daleko jesteśmy od Słońca dlatego nie napisałem że korona rozgrzała by Ziemie do miliona stopni tylko do tysięcy.
            Pole magnetyczne nie chroni nas od promieniowania rengenowskiego ani od promieniowania gamma a właśnie tym promieniowaniem głównie „świeci” korona (długość fali zależy od temperatury).
            .
            Również daleka atmosfera nie chroni nas przed energią cząstek czy promieni. To czego nie odbije po prostu pochłania i emituje zamiast nich promieniowanie o innej częstotliwości (o zbliżonej energii którą pochłonęły). W przeciwnym wypadku jej temperatura rosła by w nieskończoność. Innymi słowy – chroni nas przed pewnymi długościami fal, ale nie przed energią która do nas dociera. Zwykłe prawo zachowania energii. Jedynie pole magnetyczne może to zrobić odchylając tor cząstek które posiadają ładunek elektryczny. Pole magnetyczne nie odchyli promieniowania.
            .
            Oj widzę że nie przekonamy się do swoich teorii, więc zakończę tę dyskusję – skąd innąd bardzo ciekawą.
            Pozdrawiam,
            Uparty

  8. Janusz pisze:

    Z temperaturą korony byłoby tak jak piszesz tylko wówczas, gdyby temperatura tych cząstek była większa niż temperatura wynikła z promieniowania termicznego, co raczej jest nieprawdopodobne. Piszesz, że tych cząstek jest mało. Niech mają temperaturę jaka uważasz za stosowne, ale w takim razie między tymi cząstkami musi istnieć temperatura wynikająca z promieniowania termicznego. Nie rozumiem dlaczego uparłeś się by to promieniowanie pominąć. To ciepło które dociera do ziemi to skutek promieniowania termicznego. Nawet po przejściu przez ziemską atmosferę potrafi rozgrzewać przedmioty do temperatury powyżej 100 stopni. Po drodze nagrzewa powietrze i parę wodną, a to są spore straty. Na orbicie ta temperatura jest znacznie wyższa. Łatwo to zobrazować przykładem baterii słonecznych z rurkami próżniowymi pracującymi w zimie przy np minus 20 stopniach. Promieniowanie przenika przez rurki i rozgrzewa czynnik do temperatury około 100 stopni. Możemy go odprowadzić np do nagrzania ciepłej wody użytkowej. Rurki próżniowe chronią przed stratą tego ciepła do atmosfery. Gdyby jednak na zewnątrz było nie -20 stopni a minus 120, mielibyśmy już poważny problem z nagrzaniem czynnika, bo ta rurka próżniowa mogłaby być zbyt małą ochroną przed utratą ciepła. Wówczas jednak przybliżając tę baterię słoneczną do słońca będziemy uzyskiwali coraz wyższą temperaturę nagrzewanego czynnika, nawet jeśli temperatura wokół baterii słonecznej będzie wynosiła wciąż minus 120 stopni. Nagrzewanie skutkiem promieniowania staje się bardzo efektywne dopiero powyżej 500 stopni Celsjusza.
    W mroźny i wietrzny dzień zapal ognisko. Stań twarzą do niego, tak by silny wiatr wiał ci w plecy. Masz pewność, że żadna nagrzana cząstka powietrza do ciebie nie dociera, bo wiatr porywa ją w przeciwną stronę. A mimo to gdy zbliżysz rękę do ognia dostatecznie blisko i ją chwilę potrzymasz to ją poparzysz. To uczyni promieniowanie cieplne.

    • Krzywousty pisze:

      Zobacz mój komentarz wyżej.
      Nie istnieje coś takiego jak temperatura „między cząsteczkami”. Między cząsteczkami nie ma nic, nie ma więc temperatury. Temperatura to średnia energia cząstek (nie mylić z sumaryczną energią wszystkich cząstek).
      .
      Masz rację że to co dochodzi do ziemi to promieniowanie termiczne. Ale ważna a nawet ważniejsza jest gęstość tego promieniowania. Gęstość promieniowania korony w porównaniu do gęstości promieniowania słonecznej fotosfery jest bliska zero (Wat na metr kwadratowy). I nie jest to promieniowanie termiczne a rentgena i gamma.

    • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

      Janusz mnie przekonałeś, zaczęło mi się rozjasniać, dzięki. :)
      Do tych nie do końca poznanych tajemniczych reakcji na słońcu dochodzą jeszcze inne czynniki, ale nie mam czasu o tym pisać.
      Co do dr hab. (co najmniej) Krzywoustego, to już daj sobie spokój. Mimo ,że facet jest naprawdę „cool” i super się z nim wymienia poglądy, to miałem okazję już poznać jaki z niego „upartiuch”. 😉
      Zawsze na swoim. 😉
      Serdecznie pozdrawiam obydwu Panów. 😉

      • Krzywousty pisze:

        Ja myślę że nie ma znaczenia kto kogo i do czego przekonał, tylko jak jest naprawdę.
        Skoro utkwiliśmy w klinczu i każdy uważa swoje tłumaczenie za prawidłowe, to zagadnienie to powinien rozstrzygnąć ktoś z zewnątrz, ale pod warunkiem że będzie to prawdziwy fizyk – doc doktor profesor habilitowany :)
        .
        Ja przy swoim zdaniu nie będę się dłużej upierał ani ciągną tej dyskusji. Tak naprawdę to zaczęło być to śmieszne, bo żaden z nas nie jest ekspertem w tej dziedzinie a spieramy się jakbyśmy nimi byli.
        Dlatego zamiast filozofować proponuje każdemu z nas poważnie postudiować to zagadnienie i przy najbliższej okazji napisać co nauka mówi na ten temat. Ja na pewno w ten temat się wgłębię, oraz napiszę do znajomego docenta pewnego uniwersytetu którego specjalnością jest termodynamika oraz reakcje nuklearne. Zobaczymy czy zechce się wypowiedzieć.
        Bez względu na to jaka będzie odpowiedź, opublikuję ją.
        .
        Pozdrawiam was obu,
        K

  9. kanton pisze:

    Szanolwni panowie, bardzo ładnie mnie się Was czytało. Czekam z niecierpilwością na dalszy ciąg tej rozmowy. Pozdrawiam.

  10. Krzywousty pisze:

    PODSUMOWANIE:
    Wygląda na to, że jednak moje wytłumaczenie oddziaływania korony słonecznej na otoczenie było najbardziej poprawne. Na pewno pomogło mi w tym studiowanie zaawansowanej astronomii 2 lata temu. Studiowałem ją by… pomóc mojej żonie w zaliczeniu tego przedmiotu na uniwersytecie.
    .
    A więc co właśnie znalazłem? To że w 2018 roku zostanie wysłana sonda Solar Probe Plus której zadaniem będzie właśnie badanie korony słonecznej. Zbliży się ona nieprawdopodobnie blisko do Słońca i przeleci przez koronę słoneczną w miejscu gdzie korona ma bardzo wysoką temperaturę.
    Sonda ta nawet nie będzie zbytnio chroniona przed działaniem korony. Prawie cały wysiłek poszedł na stworzenie bariery termicznej chroniącej sondę przed promieniowaniem powierzchni Słońca. Zresztą same parametry też są tu jednoznaczne: powłoka od strony Słońca będzie rozgrzana do 1400 C, a testowana jest do 2000 C. Jak widać daleko jej do odporności na milion stopni.
    Pomimo tego próbnik nie spali się w atmosferze Słońca.
    Wytłumaczenie jakie podaje NASA: zbyt mała gęstość zjonizowanych cząsteczek korony by mogły podgrzać lecący przez nią próbnik.
    Poniżej cytat z jednego z artykułów (po nim moje tłumaczenie na polski).
    By nie ryzykować że komentarz zostanie zatrzymany „do wyjaśnienia” z powodu linka do strony źródłowej, link ten zamieszczam w następnym komentarzu:
    .
    „So the idea is the corona’s really hot, and it turns into this wind that’s flowing faster and faster. The density is very low compared to air on Earth. So when the spacecraft is closest to the sun, it will be surrounded by the corona, which might have a temperature of several million degrees, but its density is extremely low so that plasma (the corona and solar wind) will not heat the spacecraft. What will heat it is the sun being 500 times brighter when you’re that close. If you had a pot of boiling water, you could stick your hand in the water and you’d burn yourself, but if you held your hand in the steam—which is just as hot as the water, but the density is lower—you won’t burn your hand.”
    .
    Tłumaczenie w skrócie:
    „Jej gęstość (korony) jest bardzo mała w porównaniu z gęstością powietrza na ziemi. Kiedy statek zbliży się do Słońca, będzie otoczony przez koronę której temperatura może wynieść kilka milionów stopni, lecz jej gęstość jest extremalnie niska tak że plazma z której sie składa (korona i wiatr słoneczny) nie będzie grzała statku. Co będzie grzało statek to słońce które w tej odległości będzie 500 razy jaśniejsze (niż widziane z Ziemi). Jeśli masz garnek z gorącą wodą i włożysz do niego rękę, to cię poparzy, ale jeśli będziesz nad nim trzymał rękę to para która ma taką samą temperaturę jak woda ale mniejszą gęstość nic ci nie zrobi.”
    Akurat z użyciem pary jako przykładu miał bym problem, ale widać pan z NASA nie miał czasu na wymyślenie lepszego przykładu :)
    .
    Ponieważ znalazłem powyższą informację, nie ma sensu bym pisał do znajomego profesora prośby o ostateczny werdykt.
    Serdecznie wszystkich pozdrawiam – ja również dowiedziałem się o wielu rzeczach o których wcześniej myślałem że są niemożliwe – na przykład, że nie jest herezją planowanie w dalekiej przyszłości … lądowania na powierzchni Słońca.
    I pomyśleć że sprawiło to… UFO :)
    .
    Uparty Krzywousty

  11. Emilian pisze:

    Poruszyliście panowie ciekawe tematy,dziękuję.I teraz przyjdzie mi dużo czytać i nie tylko co by za bardzo nie odstawać.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

233321