23032017Nowości:
   |    Rejestracja

Trzech panów na uchodźstwie. Żegnaj Polsko


Skończyła się moja polska imigracja na Wyspy Brytyjskie. Nie, nie wracam i nie opuszczam dominium Elbiety II. Polskę wspominam tak, jak wspomina się kochankę z czasów studenckich. Było fajnie, ale twarzy już nie pamiętam. Jej zdjęcia w mailach od przyjaciół utwierdzają mnie w przekonaniu, że to, że mnie kopnęła w dupę wyszło mi na zdrowie. Bo jej bezzębny i szyderczy uśmiech wcale nie znaczy, że byłoby nam lepiej w łóżku. Już nie jestem imigrantem. Raczej bezpaństwowcem z nadzieją na nową ojczyznę.


oxford_street_by_Snap_Shot

Stoję w lekkiej, wieczornej mżawce przed jednym z setek sklepów między Tottenham i Seven Sisters. Z Patrykiem – to facet, od którego wynajmuję pokój. Człowiek – dusza. Handluje i zarabia jak może na swoją rodzinę – Józefę i kiluletnią, rezolutną i uroczą córeczkę, która ma miliony pytań i tysiące pomysłów na minutę. Palimy – tym razem ja częstuję z pełnej paczki białoruskich „Festów”, za 3,5 funta paczka. Rozmawiamy o Cyganach, którzy dawno, przed wiekami ukradli gwóźdź do krzyża Jezusa Chrystusa. To dlatego Chrystus został przybity trzema, a nie czterema gwoździami. Od tamej pory Cyganie w przeważającej większości wędrują po świecie. Czasem osiądą. Mają silne poczucie przynależności do swojego narodu, swój – z regionalnymi odmianami – romski język, w którym jestem Gadzim. Można mnie lubić, można mi zaufać, ale nigdy nie będę dla Cygana kimś równie ważnym, co Cygan. Patryk jest polskim Cyganem, więc rozmawiamy po polsku – o problemach, które są wspólne dla wszystkich polskojęzycznych imigrantów na włościach Jej Królewskiej Mości Elżbiety II. Stoimy przed sklepem, bo tu sprzedaje papierosy przemytnik, który jest najtańszy w Londynie. A wiem o nim od człowieka, w którego sklepie kupowałem te same papierosy w Bognor Regis przed kilkoma miesiącami. Tak to już jest z dziennikarzami, że w każdym nowym miejscu poznajemy półświatek – obowiązkowo przemytników i kurwy. To się zawsze przydaje.
Dzisiaj pokazuję Patrykowi i sklep, i sprzedawcę, u którego można się zaopatrzeć w najtańsze papierosy w Londynie. Tak jest wygodniej – bo przez ostatnie dwa tygodnie kupowałem mu papierosy sam. Ja wiedziałem gdzie, a on nigdy mnie nie poprosił, żeby mu pokazać adres. Dzisiaj sam zaproponowałem wspólną wędrówkę.
Mżawka mi nie przeszkadza – w końcu to typowy londyński deszcz. Poza tym dzisiaj spotykam się wieczorem z piękną Jennifer i jej rodziną. A to dla mnie zawsze przyjemna odmiana – spotkanie z dobrymi, kochanymi ludźmi, których kultura jest tak odmienna od tej, w jakiej wyrosłem, że czasem mam wrażenie, że dzieli nas ocean. Ale nigdy nie mam wątpliwości, że w starciu kultur, to co przywiozłem z Polski przegrywa z kretesem.
Przez dym z papierosa leniwie patrzę na Patryka, który w kilka dni złamał wszystkie stereotypy Cyganów, z którymi zetknąłem się w opowieściach Polaków. Lubię go, cholera. Mógłbym z nim konie kraść.
– Czego ludzie chcą od złodziei? – denerwuje się Patryk, kiedy niechcący poruszam temat. – Złodziej, to zawód, jak każdy. Zawsze ktoś jest złodziejem.
No dobra, to odważna opinia. Ale to tylko słowa. Gdybym miał coś od Patryka kupować, kupiłbym w ciemno. W końcu zdążyłem go trochę poznać – mieszkam u niego, poznałem jego rodzinę, witałem się z jego gośćmi, innymi Cyganami. Kiedy moja tułaczka po Londynie, z ciężką walizką, zaczęła się na dobre pogoda była podobna. I było, mniej więcej, równie ciemno.

Tułaczka
– Dobry wieczór. Jestem zainteresowany wynajęciem pokoju – mówię do słuchwki swojego starego telefonu.
– A od kiedy? – głos po drugiej stronie niewątpliwie jest kobiecy. Najmilszy z tych, które usłyszałem w ciągu ostatniej godziny. A rozmawiałem z siedmioma osobami.
– Najchętniej od dzisiaj – mówię. Staram się, żeby moja rozmówczyni nie słyszała, że zależy mi na czasie. Poza tym pokoju, ani mieszkania w Londynie jeszcze nie wynajmowałem. Dotychczas mieszkałem u Asi i Marka, których domem i ogrodem opiekowałem się w czasie ich wakacji w zamian, co naturalne, za dach nad głową. W ciagu miesiąca od mojego przyjazdu z południa Anglii miałem dostać pracę, z której – koniec końców – nic nie wyszło. Nie wynająłem więc wielkiego domu, tylko cierpliwie czekałem na rozwój wypadków, aż musiałem znaleźć pokój. Już dzisiaj, wieczorem. Nie dlatego, że tak chcieli moi gospodarze, ale dlatego, że nie chciałem być im ciężarem. W końcu następnego dnia z Polski miały wrócić ich prawie dorosłe dzieci.
– Od dzisiaj? A nie chce pan najpierw obejrzeć? – słyszę.
– Chcę obejrzeć, ale mam niewielki dobytek, więc wezmę go ze sobą – tłumaczę cierpliwie. – Jeżeli mi się spodoba, to po prostu zostanę, dobrze?
– Oczywiście – dalej słyszę adres. Waltham Forest nie jest daleko od Tottenham. Ale to będę wiedział dopiero po kilku tygodniach. Dzisiaj sprawdzam jak dojechać środkami transportu, których zdążyłem nauczyć się na pamięć, więc tłukę się przez godzinę z kawałkiem.
Dwa dzwonki domofonem, wędrówka na ostatnie piętro niewysokiego budynku i drzwi otwiera mi 15-etnia Cygnaka. Ładna, ale za młoda, żeby robić z nia interesy. Z pokoju słyszę głos starszej kobiety. Pani Krystyna, też Cyganka, ma swoje lata. I pogodną twarz, choć patrzy na mnie z podejrzliwością. Wymienia: nie wolno mi pić, palić i sprowadzać panienek.
Pokój w którym ląduję jest duży – szafa, niewielki stolik, wielkie łoże a nad nim obraz jakiejś bitwy morskiej, która toczy się brew prawom fizyki, bo jeden z żaglowców płynie wyraźnie w drugą stronę, niż powinien, co zauważy każdy żeglarz. Ale nie będę się czepiał obrazu – ze wstydem przyznaję sie sam przed sobą, że podoba mi się do tego stopnia, że wieczorem sięgnę do jednej z kilku marynistycznych powieści, które wożę ze sobą po świecie od kilku lat.
– Kurwa, ale strzeliłem – mówię pod nosem wyglądając przez okno wychodzące na podwórze z podobnymi domami. – Za drzwiami pokoju urzędują trzy niewiasty, a ja nie mogę się zamknąć na klucz, bo pokój nie ma zamka.
Zbliża się angielska jesień, więc noce są coraz chłodniejsze. Co gorsze, nie mogę zapalić fajki, bo warunkiem sine qua non zamieszkania tutaj było niepalenie. A nie będę się tłukł po obcych ulicach nocą tylko po to, żeby zapalić. Poza tym klucz do domofonu jest jeden, więc wracając musiałbym wszystkich budzić. Zwalam się na łóżko, jak stałem – nie będę się rozbierał, bo nie wziąłem z Polski pościeli i nie kupowałem żadnej, ponieważ dotychczas zawsze jakąś miałem. W obozie pracy na południu Anglii – co naturalne – dostałem przydziałowy komplet, za stary, żeby trafić do hoteli dla turystów. U Asi i Marka czułem się jak młody książę! Prawie, jak w domu. No, ale swojej pościeli nie mam, więc jestem zupełnie w dupie.
Książka pomaga tylko na chwilę – rano będę się zmagał z problemami.

 

Wszystko o Polakach
Kilka dni później do pokoju obok wprowadzają się Jacek i Małgosia. To dwójka, z którą zżyłem się zupełnie przez przypadek. Ale na razie mijamy się w korytarzu – na szczęście palą. Podobnie, jak pani Krysia. I jej córka, którą poznałem pierwszej nocy – tyle, że ona pali w łazience, co generalnie mi nie przeszkadza, jeżeli akurat nie wzywa mnie natura. Ja wieczorami zamiast tułać się między przystankiem a parkiem, staję sobie z nabitą fajką w oknie.
Wszystko, co od polskich londyńczyków usłyszałem o Cyganach muszę rewidować. Nikt z nich mnie nie okradł, nikt nie naraził na zbyt wielki niepokój. Wszyscy – jak dotychczas – dotrzymywali słowa. Żebym tylko mógł tak myśleć o Polakach!
Dzisiaj pokazałem środkowy palec menedżerowi restauracji, w której zaczepiłem się, żeby zarobić na życie. Pokazałem mu środkowy palec i legitymację prasową, bo miałem wrażenie, że rozmawiamy o dwóch różnych rzeczach, choć jako żywo używaliśmy tego samego języka. Zrezgnowałem z pracy po kilkunastu dniach pracy z Polakami. W kuchni – w końcu tę pracę mogłem dostać najszybciej.
– Ja pierdolę, nie wytrzymam. Jebnę mu – to Sławek, który siedzi tu od roku, czy może dłużej. To nie tyle do mnie, co o mnie i rzucone w powietrze. Po raz trzeci, czy czwarty. Właściwie nie mam nic przeciwko konfrontacji, bo kilku facetów udało mi się już zdeptać w życiu, więc pytam o co mu chodzi. Coś zrobiłem źle – ale tego bardziej się domyślam, niż słyszę, bo Sławek mówi pod nosem.
– Jeśli coś zrobiłem źle, to mi powiedz, bo nikt nie rodzi się ze znajomością zasad obowiązujących w tej konkretnej kuchni. I mów wyraźniej, i głośniej – mówię i staram się być spokojny.
– Ja pierdolę – Sławek jest niewiele wyższy ode mnie. Wolniejszy i nie zwraca uwagi na nogi, oceniam zakładając, że bez mordobicia się nie obędzie. Nie dowiaduję się, o co mu chodzi. Ale akurat dzisiaj jest mi to już obojętne. Wiem już, że z tym człowiekiem pracować nie będę. Przez ostatnie dni bawiły go piosenki o masturbacji i zaczepienie młodych kelnerek z Ameryki Południowej. Ładne – ok. Można je zaczepiać, ale on to robił zbyt wulgarnie, choć widziałem już niejedno.
– Ale masz fajną dupę, ale bym cię wyjebał – to do kelnerki. Po polsku. Dziewczyna oczywiście nie wie, o co chodzi. A jemu brakuje odwagi, żeby to przetłumaczyć, choć angielski w zakresie obelg i wulgaryzmów Polacy opanowują na Wyspach błyskawicznie.
Kolejna pyskówka ze Sławkiem nie może skończyć się inaczej – szacunek do pewnych ludzi ulatnia się ze mnie bez mojego udziału. Starannie zdejmuję lateksowe rękawiczki i w przebieralni zrzucam z siebie śmierdzący kuchnią strój służbowy. Piętro wyżej czeka mnie rozmowa z menedżerem.
Siadamy przy stoliku, przedstawiam się i wyjaśniam mu, że właśnie skończyłem pracę w restauracji. Interesuje mnie termin wypłaty i payslip, czyli rozliczenie moich godzin pracy. Bo kontraktów ten pracodawca akurat nie podpisuje z pracownikami.
Słyszę zdumione „ale dlaczego?”. Odpowiadam pytaniem: – Czy możesz mi powiedzieć jakie jest w tym miejscu znaczenie słów współpraca, szacunek, godność i duma?
– Nie rozumiem…
– Tak? Któregoś konkretnego słowa, czy żadnego z nich?
– Nie wiem, co się stało – menedżer jest wyraźnie zaskoczony. W końcu zarobki tu nie są najgorsze.
– To zejdź na dół i zapytaj w kuchni – odpowiadam. – Ja cię tylko informuję, że rezygnuję z pracy z powodu niemożliwości pracy w miejscu, gdzie ludziom nie okazuje się szacunku.
– Porzucasz pracę?
– Nie rozumiałeś mnie. Rezygnuję, z powodów, o których ci przed chwilą powiedziałem. To raczej praca w mało elegancki sposób mnie porzuca…
– Ale w jaki sposób i przez kogo twoja godność została naruszona?
– Nie tylko moja. Ale zejdź na dół i zapytaj, zrób coś od siebie. Poza tym, ja ci się przedstawiłem, czy mógłbyś mi również się przedstawić? – dla pewności dodaję: – Z nazwiska.
– Nie mógłbym – słyszę.
– A teraz? – na stole ląduje moja legitymacja prasowa. Dalej rozmowa wygląda inaczej, bo menedżer jest przerażony. Dopijam służbową colę i wychodzę na słoneczne popołudnie. Pierwszy raz od dawna, bo zwykle kończyłem w nocy.
Żałuję właściwie, że nie zdążyłem się pożegnać z Mateuszem, szefem kuchni, który mnie zatrudniał. Mateusza polubiłem – sympatyczny, uczciwy, wytatuowany, o wyglądzie Wikinga. Pracował szybko, na Wysypy trafił ze swoją panią, bo obraził się na Polskę. Podobnie, jak ja – tyle, że ja przyjechałem tu sam. Kiedy dostał moje CV miał wątpliwości, czy mnie zatrudnić. Ratowały mnie ciężkie miesiące w kuchni na południu Wielkiej Brytanii. I profil na FaceBooku, na którym nie miałem zdjęć z pijaństw. Bo większość facetów znad Wisły za punkt honoru stawia sobie umieszczenie zdjęć z butelką wódki w dłoni i przyklejonym do twarzy głupawym uśmiechem pijaka.
W kuchni polubiłem jeszcze Jarka. Właściwie to za skromność i normalność. Mieliśmy czas, żeby nie raz pogadać wracając nocami do domów. Bo i on, i ja mieszkaliśmy na północy Londynu – nocna droga z Camden, które jest w ścisłym centrum, to czasem i godzina drogi autobusem pełnym rozkrzyczanej młodzieży wracającej z nocnych podbojów Londynu. Przy nim zdarzyło mi się rozmawiać z Murzynem, zwolennikiem Adolfa Hitlera. Dobrze, że nie byłem sam, bo nikt by mi nie wierzył.

 

Murzyn – faszysta

– Skąd jesteś? – nieco zbyt głośny Murzyn, jasniejszy, więc z północy Afryki, pyta mnie rzucając się całym ciężarem na siedzenie na górnym pokładzie londyńkiego autobusu. W ręku dziarsko trzyma butelkę z jakimś polskim piwem. Na oko ma 30 lat i 1,5 promila.
– Z Polski – odpowiadam rozbawiony. Na twarzy mojego rozmówcy widać skomplikowany, ze względu na poziom upojenia, proces myślowy, w którym próbuje dopasować nazwę kraju do mapy świata.
– To powiem ci, że Adolf Hitler miał rację, był wodzem, wojownikiem i nie było żadnego Holokaustu – to jednym tchem. – Jak jest wojna to giną ludzie, bo na tym polega wojna. Większym zbrodniarzem był pieprzony Napoleon.
– Stary, ale ja jestem z Polski, więc nie pieprz mi, że nie było Holokaustu, ani że Hitler nie był zbrodniarzem – odpowiadam. – Tak się składa, że w moim kraju Niemcy zostawili obozy koncentracyjne, w których – w każdym – byłem, żeby się przekonać do czego byli zdolni naziści. Hitler to zbrodniarz.
– Ale ty mi wyglądasz na Niemca – to w odpowiedzi. No dobra, krótkie blond włosy i okulary w drucianych oprawkach mogą mylić, ale facet gada brednie. – Ale jestem Polakiem – nie wiem, skąd we mnie ten przełysk dumy.
– Powiem Ci, że Hitler bardzo dobrze zaplanował wyniszczenie Żydów, teraz by im się przydało – Murzyn nie przestaje. Ale dobrze, już wiem, co go boli. Zastanawiam się, ile jeszcze państwo Izrael musi zrobić, żeby do końca podgrzać andyżydowskie nastroje w Europie, skoro dzisiaj nawet Murzyni sięgają po Hitlera, jak po wzór. I, czy mój rozmówca wie, że w III Rzeszy byłby pierwszym, który powędrowałby razem z Żydami do obozów zagłady.
– Stary, poczytaj najpierw podręczniki do historii – to na pożegnanie, bo żenującą rozmowę kończy docelowy przystanek mojego chwilowego kolegi.
Nazajutrz rano mam telefon z Polski – to Małgosia. Kiedy przyjmowała moje nazwisko nigdy bym się nie spodziewał, że to wszystko potoczy się w taki sposób. Ani ona. Pyta, czy może przyjechać i mnie odwiedzić. Jasne.
– Mam coś wziąć ze sobą? Chesz garnitur?
– Nie chcę garnituru. Weź jakiś śpiwór, bo nie mam pościeli.
– W ogóle nie masz pościeli? To jak ty śpisz?
– Z zamkniętymi oczami – nie chce mi się tłumaczyć detali życia w Zjednoczonym Królestwie. W końcu i tak nikt, kto siedzi w Polsce tego nie rozumie. Zupełnie, jakbym gadał zmyślone historie. Przyjedzie, sama zobaczy. I wędrówkę po urzędach, i londyńską komunikację z jej kosztami i czasem, jaki się spędza w metrze. To ostatnie przyda się szczególnie po kilku awanturach o niemal ciągle wyłączony telefon.

Wymuszona przeprowadzka
Przyjazd Małgosi to zupełna katastrofa – nie ze względu na Małgosię, ale na to, jakie rewolty robi moje życie. Znów dzieją się rzeczy, których nawet nie tłumaczyłbym, bo i tak nikt nie uwierzyłby mi w to. Zaczyna się od tego, że Małgosia już pierwszego dnia na Wyspach choruje. Ze spaceru i urzędów nici, więc idziemy na angielskie śniadanie – obowiązkowo jajko sadzone, fasola, frytki, chleb, boczek i niesmaczna kiełbasa. Wieści z Polski też nie są optymistyczne, choć nie wiem, jak powiedzieć Małgosi, żeby mi tego wszystkiego nie mówiła. Bo co mnie obchodzi rząd i polska polityka? W nosie mam polski rynek pracy, skoro zmagam się z tutejszym.
Wieczorem Małgosia kładzie się z bólem głowy, stanem podgorączkowym i katarem wielkości galaktyki. A pięć miut później do pokoju wchodzi pani Krysia i mówi, że przeprasza, ale… jutro muszę się wyprowadzić.
– Słucham?
– No, chodzi o to, że z różnych powodów jutro zmieniam mieszkanie i musi się pan wyprowadzić
– Dobrze, skoro muszę, to się wyprowadzę – ręce opadły mi już przy nocnym pukaniu do drzwi. Więcej mnie już nic nie jest w stanie zaskoczyć. Rozmowę kontnuujemy w pokoju pani Krystyny. Dowiaduję, się, że moi sąsiedzi – Jacek i Małgosia – też się muszą wyprowadzić. Żadne to pocieszenie….
– Ale ja was nie zostawiam na lodzie, jutro przyjedzie mój kuzyn i weźmie was do siebie, podobne warunki, niedaleko i za tę samą cenę…
Właściwie to już jest tak późno, że stać mnie tylko na jedno pytanie: – O której?
– No, będzie koło 13.00. I pojedziecie na Tottenham.
Na szczęście tobołków mam mało. Dam radę się spakować. Poza tym Tottenham, od którego zaczynałem, to dla mnie trochę, jak powrót do korzeni.
– A jak nas ten kuzyn wywiezie gdzieś do lasu? – Małgosia stawia sobie za cel podnieść i tak moje zbyt wysokie ciśnienie.
– To będziemy mieszkać w lesie, później ty pojedziesz do Polski, a ja zostanę w lesie – odpowiadam.
Kuzyn, to właśnie Patryk, z którym stoję przed sklepem przed spotkniem z Jennifer. Obiecuję mu zapytać o pracę dla niego w magazynie, w którym się zaczepiłem poznając szczegóły skanerów do paczek i ich łączności z centralnym komputerem. Oraz imiona pracowników magazynów – w dużej części z Ghany, co nauczyłem się rozpoznawać po wyglądzie i akcencie dzięki Jennifer i jej rodzinie. Reszta to Nigeryjczycy, Jamajczyk i kilku Anglików. Żadnego Polaka. Na szczęście.

 

Polak się z nas śmieje
Praca, którą mam to wyłącznie nocne zmiany, co generalnie mi nie przeszkadza. Choć godząc się na to rozwiązanie może cokolwiek lekko podszedłem do swojego wieku i nie przewidziałem, że zmęczenie po zmiane będzie mnie przewracało na łóżko, niczym przyjęty na szczękę prawy prosty mistrza wagi ciężkiej w boksie. Na szczęście współpracownicy są w porządku, choć wciąż nie rozumiem złożonych interakcji łączących Nigeryjczyków i Ghanijczyków. Są tak samo czarni i generalnie trzymają się razem, choć nie pogardzą żadną okazją do złośliwych przycinków wobec afrykańskich sąsiadów.
– Kupiłem snickersa, a to jakiś suckers – 28-letni John z Ghany o 3.00 nad ranem ogląda batona z czekolady, który, jego zdaniem zawiera za mało orzechów w stosunku do marki, którą powinien reprezentować. – Co oni go, kurwa, w Nigerii zrobili?
Nie wytrzymuję i prycham tłumionym śmiechem przed maszyną do kawy.
– Ciszej, Polak się z nas śmieje – to Ola, który jest najmłodszy z nas, korzystających z godzinnej, bezpłatnej przerwy pracowniczej w środku nocy. Nigeryjczyk, który każdą wolną chwilę spędza nad swoim telefonem, raz coś pisząc, raz oglądając.
– Zostwiłbyś tę pornografię, to niezdrowe – rzucam mu przechodząc obok.
– Dzięki tato, już kończę – Ola, bez mrugnięcia okiem odkłada telefon wybuchając śmiechem. Ale później wyjaśnia, że nie używa pornografii bo „ma to codziennie na żywo i to tyle, ile chce”, co z kolei bawi resztę moich nowych kolegów. Jeden z nich, biały jak ja, choć starszy, często staje ze mną przed biurem pracodawcy i pali – on papierosa, ja fajkę. Obaj mamy kubki w rękach – on z kawą, ja z angielską herbatą. Z mlekiem – w życiu nie pomyślałbym, że kiedyś coś takiego polubię. Opowiadam mu o gwiazdach, a on każdorazowo sprawdza połączoną z GPS mapą nieba w telefonie nazwy gwiazd, planet i gwiazdozbiorów. I cmoka z podziwem. A w końcu to tylko kilkanaście gwiazdozbiorów i kilka jaśniejszych gwiazd – lada noc i on zacznie je rozpoznawać. Przy jednej z rozmów odkrywam, że nie wiadomo kiedy nad moją głową zaczął królować Orion, gwiazdozbiór ewidentnie zimowy na północym niebie. Żeby zobaczyć Koronę Północy, która witała mnie kiedy odbywałem swoje pierwsze nocne, samotne spacery pod niebem Elżbiety II muszę się porządnie wygiąć do tyłu, albo odwrócić. Nawet nie wiem, kiedy ten czas zleciał.  Niedlugo będzie pół roku, jak nie widziałem swoich dzieci.

Czego chce Bóg?

Rano w skrzynce pocztowej znajduję maila od mamy. To – jak za czasów dzieciństwa – mój powiernik. W końcu jest mi tu ciężko, nie tylko ze względu na pracę i – umówmy się – gówniane, jak na Londyn,  pieniądze. To również kwestia pewnej tęsknoty za krajem, który obiecałem sobie wyrzucić z serca raz na zawsze i zapomnieć. Piszemy do siebie o kłopotach i modlitwach. Ja ze Stwórcą jestem ostatnio na bakier. Nie do końca mam przekonanie, czy na pewno żyjemy w świecie stworznym przez dobrego Boga. Zdaniem mamy powinienem dziękować, że jestem zdrowy (różnie z tym bywa), że nie urwało mi rąk, nie obcięło palców. W konfrontacji z możliwościami i pomysłami Stwórcy w zakresie nieszczęść, które mogą się przytrafić nikt nie ma szans. Odpowiadam więc: „Doceniam Mamy pomysłowość z przykładami dłoni w sieczkarniach i poobcinanych palców. Naprawdę dawno się tak nie uśmiałem. Nawet próbowałem wymyślić inne okropności, które mi się nie przydarzyły – choć przecież mogły. W Londynie nie ma tramwajów – więc nogi raczej zachowałbym w całości. Jest za to dużo homoseksualistów. Mogłem wszak zostać napadnięty przez bojówkę homoseksualną i pozbawiony cnoty, z czego musiałbym się leczyć – choć i tak trauma pozostałaby na całe życie. Mógł mnie – choć tak się nie stało – kopnąć prąd i wykręcić mi jedno oko w bok, przez co wzbudzałbym mniejsze zaufanie, o ile w ogóle jakieś bym wzbudzał i jeżeli w ogóle widziałbym cokolwiek. Możliwości jest doprawdy wiele – choć przyznam szczerze, że ręka w sieczkarni nie przyszłaby mi do głowy. Może dlatego, że ostatnią sieczkarnię widziałem – jeżeli mnie pamięć nie myli – w połowie lat 80. ub. wieku. Ale faktycznie – muszę za to Stwórcy podziękować, że nigdzie po drodze nie natknąłem się na sieczkarnię i w wielkiej łaskawości nie potraktował mnie nią, choć przecież mógł. Moje modlitwy dziękczynne w ogóle powinny być dłuższe – jeżeli będę dziękował za każdą kończynę i palec – powiedzmy że powinienem dziękować za każdy kawałek siebie zachowany przy kadłubku licząc od stawu w górę. Tylko na ręce wypada 46 modlitw dziękczynnych. Nogi mają więcej stawów. Do tego dochodzą zmysły – wzrok już omówiłem. Kwestia słuchu jest poważniejsza – do ucha mógł mi wlecieć owad. I czy powinienem dziękować oddzielnie za każdy gatunek który mi do ucha nie wleciał i nie utknął na zawsze, czy może skupić się wyłącznie na grupie semantycznej? Zapytam znajomego księdza. Podobnie jest z nosem – tu jednak niezależnie od owadów, mogły mi jeszcze wyrosnąć polipy uniemożliwiające oddychanie. Nic tylko się modlić”.
Odpowiedź mamy sprowadza mnie na ziemię, choć nie rozwiązuje moich wątpliwości. Rzeczywiście 11 lat temu mogłem przejść do historii, tymczasem dzisiaj tłukę się nocami po Londynie. Tyle, że nie wiem, czy mi z tym lepiej.
Co się z nami stało?

 

W telefonie znajduję sms-a od Janusza, który odezwał się do mnie zaraz po przyjeździe i utrzymujemy luźny kontakt do dzisiaj. “Wczoraj w Bukareszcie kibice Legii rozwinęli transparent o treści: Dzięki za przyjęcie polskiego rządu w 1939 roku. Pilnie prosimy o poworkę”. Aha – więc w Polsce po staremu. Zatrzymuję się na chwilę nad Polakami – co się do cholery z nami stało? Kilka dni później wracam do tej samej myśli. W linii Victoria londyńskiego metra nad darmowym egzemplarzem „London Evening Standard” ukradkiem wyciera łzę – na oko – moja rówieśniczka. Po leżącą na siedzeniu obok gazetę sięgam z zawodowej ciekawości. Jakim mistrzem musi być autor artykułu w gazecie codziennej, skoro wyciska łzy zabieganym czytelnikom z londyńskiego metra?!
Na pierwszej stronie znajduję informację o tym, że w hotelu znaleziono martwą Marię de Villota, 33-letnią pasjonatkę i kierowcę Formuły, która w wypadku 1,5 roku temu straciła oko i znaczną część urody. Po wypadku wyszła za mąż, próbowała się pozbierać. Zmarła śmiercią naturalną. Właściwie w całym wagonie nie ma osoby, która czytałaby tę informację obojętnie.
Wieczorem w internecie znajduję informację o tym, że w Wiśle znaleziono ciało 21-letniej Oli, która kilka dni wcześniej zaginęła w Warszawie. Na brzegu znaleziono jej rzeczy i list pożegnalny w telefonie. I to jest informacja, która po Polakach spłynęła jak po kaczkach. Nikt nie dochodzi, co 21-latkę, na początku życia, pchnęło do takiego ruchu? W nosie mam ten kraj z jego mediami głównego nurtu skupionymi na tym, żeby nikt nie złamał ciszy wyborczej w związku z warszawskim referendum o odwołanie prezydent Warszawy.
Dociera do mnie jeszcze jedno. Kilka godzin wcześniej oglądałem w CNN wywiad z Johnem Dramani Manama, prezydentem Ghany – na Ghanę jestem wrażliwszy ze względu na rodzinę Jennifer,  która tak bezinteresownie mi pomogła.
– Ghana to wspaniały kraj – od tego zaczął Manama. Jakoś nie mogę sobie przypomnieć wywiadu polskiego polityka, który takimi słowami w odniesieniu do Polski zaczynałby swoją medialną wypowiedź. Nie – nie mam kłopotów z pamięcią. Oni po prostu mają to w dupie.
– Widziałem wywiad z prezydentem Ghany – piszę do Jennifer. – Nie wiem, jak to zrobię, ale pojadę do Ghany zobaczyć kraj, o którym tak pięknie mówi jego prezydent. O moim kraju politycy tak nie mówią.
– Doskonale! Mam nadzieję, że pojedziemy tam razem – odpowiada mi. Nie, nie we dwójkę. Z całą rodziną.

 

Mniejszości
Moje wędrówki po Londynie pozwoliły mi zbadać niemal każdą mniejszość na brytyjskiej ziemi. Niektórych uwielbiam pasjami – nie za to, że są sympatyczni, ale za to, że są dla siebie tym, czym nigdy nie staną się dla siebie Polacy. Każdy, kto choć raz liznął biologię wie, że w świecie zwierząt, w każdym ekosystemie najwiekszym konkurentem osobnika danego gatunku jest osobnik tego samego gatunku – jedzą to samo, walczą o te same partnerki. Wyjątkiem jako gatunek – z grubsza – są ludzie, którzy ze sobą współpracują, co tak naprawdę gwarantuje im wyprodukowanie odpowiedniej ilości pożywienia. Wyjątkiem wśród ludzi są Polacy. Niechlubnym.
– Poproszę dwie herbaty bez mleka, jedną do nich łyżeczkę, bo wypiję obie sam. I cukier – mówię do młodej kelnerki w barze Pueblito, niedaleko stacji metra Seven Sisters. Jest nowa. Większość pracowników baru rozpoznaje mnie, bo lubię tu przyjść popisać przy herbacie i fajce, i zawsze zamawiam to samo. Zwykle więc witają mnie uśmiechem, podniesionym kciukiem i słowami „two teas, one spoon, no milk” (dwie herbaty, jedna łyżeczka, bez mleka). Kelnerka prosi, żebym powtórzył wolniej, bo… słabo zna angielski i nie wszystko rozumie. – Kto ją wpuścił na fornt of house (kontakt z klientem) skoro nie zna angielskiego? – zastanawiam się. Powtarzam wolniej i pytam, jak to się stało, że pracuje jako kelnerka.
Bar Pueblito jest częścią miejsca, w którym pracują i bywają Latynosi. Głównym językiem jest więc tu hiszpański. I  jest to miejsce, od którego Latynosi często zaczynają swój pobyt w Londynie. Jeżeli na brytyjskiej ziemi pojawi się Latynos, idzie do swoich i z marszu dostaje pracę – po to, żeby nie został na lodzie. Jeśli nie radzi sobie z angielskim, to albo mu pomagają, albo rzucają go do takiej pracy, gdzie siłą rzeczy się języka nauczy. I stąd obsługuje mnie Roselita.
Jeśli na wyspach pojawia się Polak, na swoich nie może liczyć – Polacy traktują go jak konkurenta. I jeżeli mu nie zaszkodzą, to z pewnością nie pomogą. I pewnie dlatego, większość bezdomnych siedzących bez słowa na ulicy z tępym spojrzeniem wlepionym w przestrzeń, to posiadacze polskich paszportów czekających na brytyjskiego urzędnika, który wyciągnie do nich pomocną dłoń. I na parę funtów litościwie rzuconych przez przechodniów.
Coraz częściej łapię się na tym, że nie reaguję na polski język – broń Boże nie odzywam się do obcych mówiących po polsku. Nie mam po co. Niech sobie żyją, może nasze ścieżki się nie przetną i nie będziemy na siebie spluwać.
Co innego Rosjanie, którzy słysząc rosyjski są gotowi się popłakać i przytulić cię do serca, jak dawno niewidzianego brata. – Masz gdzie spać? Chodź do mnie, napijemy się, pogadamy.
Węgrzy? Też pomogą Polakom. Sentyment do Polaków mają nawet Palestyńczycy, choć ci akurat nie ukrywają, że jest to sentyment wynikający z wyjątkowej urody Polek.
– Mam przyjaciół Polaków – chwali się 25-letni Mohamad, jeden ze 106 Mahometów, których poznałem w ostatnich dwóch miesiącach.
– Jasne – odpowiadam, ale gestem go zbywam. W końcu jesteśmy na rozmowie kwalifikacyjnej w – być może – nowej pracy. Kiedy wypada mu długopis mówi pod nosem: – Fucking kurwa mać!
Wybucham śmiechem. Patrzy na mnie pytająco, więc wyjaśniam: – Teraz wiem, że masz przyjaciół Polaków.

 

Londyńska jesień
Ze wszystkich mieszkańców Olsztyna (tam się urodziłem), o których wiem, że przyjechali do Londynu spotkałem się jedynie z Sebastianem (choć tak naprawdę to bardziej mieszkaniec Szczytna, tyle że gros swojego życia spędził w obecnej stolicy Warmii). Lata temu, na rok przed moją śmiercią, pracował w BWA i tam się spotkaliśmy po raz pierwszy. Ja wprawdzie byłem bardziej zainteresowany planetarium i gwiazdami, niż – mniej sztuką, z pewnością więcej nowoczesną – wystawioną w Biurze Wystaw Artystycznych urzędującym po sąsiedzku z olsztyńskim planetarium, ale pamiętam go doskonale ze względu na wspólną znajomą. Spotykamy się u Asi i Marka. Sebastian to prawdziwy Jedi rowerów. Potrafi przy pomocy kilku narzędzi i absolutnie nieograniczonej znajmości tematu naprawić każdy rower. A akurat ten Asi wymaga naprawy. Rozmawiamy – jak Londyńczycy – o rowerach, mniejszościach narodowych, roślinach wszelkich gatunków (to konik Marka) i pogodzie. Ja z dwóch patyków i resztki linki od zmiany biegów w rowerze robię garrotę. – Fachowa – oceniają chłopcy. Chowam ją do plecaka.
– Tu nie ma jesieni – uprzedza mnie Sebastian, kiedy aluzyjnie narzekam na wyjątkowo chłodny jak na Londyn wiatr. – Drzewa tu nie mają czasu na to, żeby pozbyć się chlorofilu. Więc nie ma kolorów na drzewach. Po prostu w pewnym momencie wszystkie liście lekko zmieną barwę i spadną niemal zielone. I tak to będzie wyglądało.
Czy nie tęskni do polskiej jesieni? Jasne, że tęsni. Ale poddanym Elżbiety II jest już od ośmiu lat. I woli to, niż być poddanym Tuska. Czy kogokolwiek, kto by rządził, bo przecież te nazwiska się w Polsce nie zmieniają.
Później rozmawiamy o fryzjerze. Trafiłem w moich wędrówkach na akademię fryzjerską, gdzie – w ramach praktyk – fryzjery i przyszli fryzjerzy strzygą i golą za darmo. Dostałem w łapę katalog, wybrałem fryzurę, poznałem szalenie fajnych ludzi i wyszedłem od fryzjera zadowolony. Pierwszy raz od dwóch dekad.

 

Jacek i Małgosia

 

Siedzę przy oknie w nowym domu. Przy stole przy którym przed chwilą zjadłem obiad – polski – przygotowany przez Jacka i podany przez Małgosię. To, że trafiłem na tych ludzi, gdzieś w przypadkowym domu polskiej Cyganki, która później przeprowadziła mnie, razem z nimi, do domu innego polskiego Cygana jest prawdziwym cudem. Rzadko w życiu zdarzło mi się spotykać tak ciepłych ludzi. Małgosia jest archeologiem, który – z konieczności, jak wszyscy – zajmuje się sprzątaniem hotelowych pokojów. Jest jej ciężko. Wiem, cholera, jak to jest. Przecież robiłem to samo na południu Anglii. Że upokarza… Wiem. Też przez miesiące czułem się, jakby ktoś wdeptał mi twarz w błoto. Jacek pracuje na budowie. Miał szczęście, bo trafił na uczciwego szefa. Łączy nas jedno – kiedyś, w Polsce byliśmy bogaci. I w Polsce straciliśmy wszystko, łącznie ze złudzeniami.
– Napiszę o was. Właściwie to was wspomnę w tekście – rzucam im przeglądając sms-y.
– Napisz – to Jacek.
– Ale co napiszesz? – Małgosia jest bardziej dociekliwa
– To, że jesteście ciepłymi i dobrymi ludźmi, i że wybijacie się z tych wszystkich Polaków, którzy uparli się przywieźć do Londynu Polskę, przez co jesteśmy gównianą mniejszością. Choć powinniśmy mieć najwięcej do powiedzenia.
Tak naprawdę, żeby nie oni, nie miałbym tu w ogóle po co wracać. Rozmawiamy i przeglądam smsy.
Trafiam na tego od Ani, którą poznałem pół życia temu, jako olsztyński licealista. Przyjechała z rodziną do Londynu. Obiecała się odezwać i zamilkła, jak większość Polaków. Może to i lepiej, bo o czym mielibyśmy rozmawiać po dekadach niewidzenia? Trochę wyżej wiadomość od Kasi, która rzuca wszystko w Polsce i przyjeżdża do Londynu w listopadzie. Kasia jest moim przyjacielem, jedliśmy razem chleb z niejednego pieca. – Ale jeśli przywieziesz Polskę do Londynu, to przestanę się do ciebie odzywać i przestanę cię znać – odpowiadam.
Jeszcze wyżej sms od Jennifer. Zapytałem ją o księgarnię na Piccadily Circus. Odpowiedziała po dwóch godzinach: – Przepraszam, że tak późno odpowiadam. Spałam, bo pracowałam do późna w nocy…
Zamykam oczy i liczę – ponoć to najlepszy sprawdzian, na ile pozbyłeś się polskości. Fifteen times six plus seven times eight… hundred forty six. Już nie liczę po polsku i nie tłumaczę w myślach na angielski. Sprawdzam na kalkulatorze. Doskonale!
W nocy siadam z fajką na parapecie swojego niewielkiego pokoju. Nade mną dumnie błyszczy Pas Oriona. Już nie mówię Brytanii „dobranoc”. To jest mój dom, to że go kocham, rozumie się samo przez się. Jak co rano, kiedy się obudzę po londyńskim oknie będą leniwie ciekły moje marzenia. Marzenia, które spełnię – bo po raz pierwszy w życiu są w moim zasięgu. Mam 40 lat i zacząłem wszystko od nowa. Ja – Paweł Pietkun, redaktor Aleksander Żywczyk i bloger CoronaBorealis.

Napisane przez:


loading...
 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 65 dla artykułu "Trzech panów na uchodźstwie. Żegnaj Polsko"

  1. prusak pisze:

    Szacun za artykuł !! Zaje..sty!!!

  2. dziennikarz zawodowy pisze:

    Czyli ja nie jestem głupi, czy też nie tylko ja jestem głupi. Też dawałem nogę z miejsc gdzie robiono chlew, często Polacy niestety.
    Ale ty nie mów że bezpaństwowcem ,jesteś. Tak ci się myśli po prostu. Raju tam ni9e masz. Takie szare to wszystko w Anglii.
    Mnie wkurwiali hindusi w autobusach co na cały ryj gdali przez telefon przez calą wspólną naszą drogę. „greblebrselker ksuepretle i tak dalej” Miałem dać w ryja i wytpieprzyć smarta za okno. W ogóle ten tygiel mnie wkurza. o minutę zmiana nastroju. Meczet, 20 kroków dalej hinduska świątynia ze słoniami, dalej jeszcze coś innego co nawet nie wiem co, Anglików nigdzie nie ma. I nie wiadomo gdzie można wejść a gdzie nie wchodzić. Raczej lepiej chyba nigdzie nie wchodzić. I sklep jakiejś afrykańskiej nacji a tam w takim kolorze jakieś ziarka i w innym, i nie wiem czy to rośliny czy zwierzęta, czy do jedzenia czy do prania. Cyrk jeden istny.
    I w końcu dochodziłem do wniosku że bym bigosu i schabowego w Polsce zjadł. I zjeżdżałem.

  3. Marek pisze:

    Pozdrawiam,życzę zdrowia,pieniędzy,sukcesów.

  4. policjant łapówkarz pisze:

    dziękuję….artykuł smutny i piękny…..jednocześnie

  5. dziennikarz zawodowy pisze:

    Jeśli znasz niemiecki to w niemczech byś miał lepiej jak w Anglii. Do marketu byś poszedł do roboty legalnie i byś ze 4 tys zł odłożył na miesiąc z tego pod warunkiem że tanio chatę znajdziesz a to niełatwe. Bo jak drożej chata to 3 tys odkładasz. Ale legalnie i takiego syfu nie ma jak w Anglii. I 5 lat przeprtacujesz i ci się emerytura już z tego kiedyś należy się.
    Można też hycnąć do Kanady, Australii. W Angflii nie bardzo jest ciekawie.

  6. Polak pisze:

    Narzekasz na Polaków, że niby sobie nie pomagają na obczyźnie a sam jesteś przecież taki sam. Piszesz, że nie odzywasz się po polsku .. a sam oczekujesz, że Polacy powinni Ci pomóc .. ale niby dlaczego? Przecież Ty też żadnemu Polakowi nie pomożesz .. bo się nawet do swojego języka nie przyznasz!

    Jak tak bardzo boli Cię postawa Polaków, to może zacznij ją zmieniać .. zaczynając od siebie. Narzekać, to każdy potrafi a Polacy są w tym naprawdę nieźli .. wypierasz się tej polskości ale posiadasz aż nazbyt dużo cech przeciętnego Polaka .. niestety tych cech, którymi my Polacy nie lubimy się chwalić.
    Nie lubisz naszych przywar i myślisz, że jak się wyrzekniesz polskości, to nagle zostaniesz człowiekiem innej narodowości? Znaczy się, kim zostaniesz? Może Anglikiem .. ale jaki Anglik ciągle narzeka zamiast brać życie w swoje ręce? Jaki Anglik posiada aż tak dużo cech przypisywanych Polakom? Żeby stać się Anglikiem musisz wyzbyć się negatywnych polskich cech … zatem radzę Ci rozpocząć ciężką pracę nad sobą .. może kiedyś powiedzą: ale ten Polak się zasymilował, jest jak my, Anglicy ..

    .. na razie niestety jesteś aż na wskroś Polakiem, z czego ja, Polak bardzo się cieszę, ponieważ oprócz negatywnych cech, posiadamy również mnóstwo cech wartościowych, trzeba tylko umieć je zauważać a nie tylko narzekać …

    powodzenia życzę!

    • Pawel Pietkun Pawel Pietkun pisze:

      Nie oczekuję, że Polacy powinni mi pomóc. Jeżeli takie odnosisz wrażenie, to mało uważnie czytałeś to, co napisałem. Uważam natomiast, że Polacy traktują innych Polaków wrogo – i nie chodzi tu o mnie (bo ja akurat Polakom pomagam – przy czym nie chwalę sie tym publicznie, bo nie o to pomocy chodzi) ale o całą rzeszę innych ludzi, których nie los przewrócił, ale właśnie rodacy.
      I nie piszę Przyjacielu o przywarach – piszę o podłości, obcości i wrogości. To nie są przywary, to dyskwalifikuje zupełnie w walce o prymat mniejszości na Wyspach.
      I nie wypieram się języka – wszak tekty piszę po polsku. Nie zawieram znajomości z Polakami na Wyspach, których mi ktoś nie przedstawił – dlatego, że się parę razy sparzyłem.
      I nie wyrzekam się polskości :) wyrzekam się tego kraju, który zostawiłem – z całym bagażem ostatnich lat, jego politykami, małostkowością, upieprzaniem życia przeciętnego człowieka na każdym kroku i generalną wrogocią wobec wszystkiego co normalne. Ostatnie dwa lata pomagałem ludziom wygrzebać się z bagna – i powiem Ci, że to walka z wiatrakami. Krótko mówiąc, skoro banda prymitywnych gnojów (to nie do Ciebie) przywłaszczyła sobie Polskę, to niech ją sobie ma. Bo Polska z której wyjechałem nie jest Polską, o której mógłbym mówić z dumą.

    • AniaS pisze:

      To, że Polacy sobie nie pomagają wynika z wzajemnego braku zaufania. Od ponad 20 lat panuje moda na dążenie do celu kosztem innych. Jest to usprawiedliwiane powiedzonkiem „handlowanie to gra”, „pierwszy milion trzeba ukraść. Dzieci w wieku szkolnym nauczyciele uczą ściągać i oszukiwać przymykając oko na takie zachowania.
      Tymczasem nikt nie lubi czuć się oszukany i wykorzystany, dlatego coraz częściej asekurujemy się, niechętnie pomagamy innym, bo obawiamy się takich sytuacji. To nas osłabia w skali rodziny, zespołu i całej społeczności.

  7. Małgorzata pisze:

    Zamieściłam Pański artykuł na swojej stronie:Trzech panów na uchodźstwie. Żegnaj Polsko – Paweł Pietkun z Londynu – [Won z Polski… scenariusz „okrągłego stołu”]* – dodałam podtytuł…; http://forumemjot.wordpress.com/2013/10/13/trzech-panow-na-uchodzstwie-zegnaj-polsko-pawel-pietkun-z-londynu-won-z-polski-scenariusz-okraglego-stolu/

    … i napisałam komentarz – ale chciałam, żeby ten komentarz znalazł się także pod Pańskim artykułem. /Mam nadzieję, że Autor wybaczy mi skróty i wykropkowania… są to miejsca, w których pominęłam co bardziej soczyste określenia – i opisy/.

    Życzę Autorowi, żeby mu się udało – mojemu Synowi się nie udało, po dziewięciu latach przyjechał ciężko chory, choć bardzo żałuje, że wrócił, a nie ja pojechałam do niego. Żyjemy w piekle biedy, sprawą w sądzie o eksmisję z mieszkania komunalnego za niepłacenie czynszu, na który nas nie stać. Dwie osoby chore, niepełnosprawne!

    Ja zamierzam walczyć tutaj – o prawa człowieka, Polaka, dla siebie, dla mojego dorosłego, czterdziestoletniego, wykształconego Syna, który, żeby pomóc chorej matce – wyjechał, też na legitymację prasową… i też przeżył te wszystkie upokorzenia, i też pisałam mu o modlitwie, i też nie mogłam się do niego dodzwonić i pisałam mu o polskości…

    Teraz więcej rozumiem, i dlaczego się nie odzywał i co przeżywał…

    Dziękuję Autorowi za szczerość i naprawdę życzę, żeby Mu się udało – ale ja zamierzam walczyć – tutaj – w Polsce – żebyśmy nie musieli szukać lepszego życia gdzie indziej – tu jest nasz dom – nasza ziemia – jesteśmy u siebie

    – MUSIMY WYEGZEKWOWAĆ SWOJE PRAWA – PRAWA CZŁOWIEKA – RATYFIKOWANE PRZEZ POLSKĘ!

    MAM NADZIEJĘ, ŻE NIE BĘDĘ SAMA – ŻE BĘDĄ SOJUSZNICY – WYSTARCZY TYLKO EGZEKWOWAĆ PRAWO – NAWET W TRYBUNALE MIĘDZYNARODOWYM – I SZUKAĆ SOJUSZNIKÓW W PRASIE MIĘDZYNARODOWEJ – nie zabieramy innym chleba z własnej woli!

    Małgorzata Jasińska – emjot

  8. Ultima Thule Ultima Thule pisze:

    Proponuję DZISIAJ odejść od polityki i zająć się literaturoznawstwem:

    Uwaga !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Linkujcie to:

    http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=Im-vxKk_so8

    (Jagna, Chłopi, Gnój)

    Linkujcie ten filmik WSZĘDZIE !!!! W komentarzach, na forach !!!

    Dawajcie to na inne portale !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Niech cały polski internet zaleje ten filmik !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Ogłaszam dzisiejszy dzień za „Dzień polskiej literatury XIX wiecznej” !!!!

    Popularyzujmy polskie dzieła literackie !!!!!!!!!!!

    W szczególności poddaję na dzisiaj pod dyskusję, pytanie:
    „co spowodowało, że społeczność wiejska wywiozła Jagnę na gnoju?”

    Czy mieli rację, że to zrobili ? Czy musieli ją wywozić ? Nie mogli by np. porozmawiać, dojść do jakiegoś konsensusu ?

    A może powodem były problemy z metrem ? (jak pamiętamy, Jagna zgubiła gdzieś metr krawiecki, co wywołało wściekłość Boryny i Koła Gospodyń Wiejskich …)

    A może powodem były braki dobrych dań w bufecie w Gminnym Ośrodku Kultury ?

    Pytań wiele, ale jaka jest odpowiedź ?

    • Małgorzata pisze:

      Rozum Cię kobieto/mężczyzno opuścił?

      Skąd my to znamy – „odejdźmy od polityki” – tak polityka się sama wami zajmie – tobą też!

      Czytaj sobie literaturę z XIX w. – jak do tej pory była Ci obca – lepiej późno niż wcale… no i oczywiście stać Cię na kupowanie książek – swoją drogą „ciekawe” wątki interesują Cię w tej powieści – może to i dobra droga wobec tego co się teraz dzieje z obyczajami w naszej Ojczyźnie – żeby się dowiedzieć, że tak kończą zdziry!

      A my teraz musimy posprzątać ten gnój z Polski

    • dziennikarz zawodowy pisze:

      Że niby Jagnę n gnoju wywie·źli tak jak jutro… UPS !!! ugryzłem się w język. ;]

  9. Małgorzata pisze:

    Ps.

    Od mojego Syna:

    Jeśli można coś poradzić. Niech Pan jak najszybciej wyjeżdża z Londynu i szuka pracy poza miastem – małych miejscowościach – najlepiej przez internet – znajdzie Pan na pewno – wystarczy już 20 – 30 km za Londynem albo i dalej – im dalej tym lepiej – w małych miejscowościach – nie trzeba się bać i trzymać się „wężowiska” emigrantów.

    Anglicy w Londynie nie mieszkają – tam jest zupełnie inne życie i możliwości – Anglia jest pięknym krajem.

    Dziennikarz sobie z pewnością poradzi i znajdzie Pan odpowiednią dla siebie pracę. Syn się zorientował, ale było już za późno ze względu na stan zdrowia i wylądował w szpitalu, kiedy wydawało się, że wreszcie znalazł dla siebie miejsce.

    Internet, internet i jeszcze raz przez internet – są bardzo ciekawe oferty – Pan sobie poradzi

    Pozdrawiam jeszcze raz – nie wolno się poddawać. Trochę jak matka i niech tak zostanie – a modlitwa jest potrzebna.

    Małgorzata Jasińska

    • Pawel Pietkun Pawel Pietkun pisze:

      Pani Małgosiu!
      Dziękuję bardzo! i za ciepłe słowa, i za radę od Pani Syna.
      Poddawać się nie mam zamiaru – nie poddawałem się w trudniejszych warunkach, nie ma powodu, żebym poddał się w takich!
      Serdecznie Was pozdrawiam!
      Paweł

    • Anny pisze:

      hezke1 a chytre1-nebezpečne1 kombinace!!:-0Měla bys s tedm Liško něco udělat.Buďto můžeš tote1lně zbnlbout,nebo jedt na plastiku zeškaredit se.Jestli voledš blbost,protože je zadarmo,tak omyl.Je1 na to poře1de1m semine1ře a klienti mi za to,že je zblbnu plated ukrutnfd zlaťe1ky.No a ještě si můžeš změnit pohlaved.Potom bude kre1sa a chytrost zcela v souladu s předrodnedmi ze1kony.:-))

  10. Zygmunt Waza pisze:

    Witam Pawle,

    Niewątpliwie masz dar emocjonalnego i barwnego opisywania rzeczywistości i bardzo się cieszę, że napisałeś po miesiącu nowy artykuł.

    Odradzałbym wynajmowianie pokojów od Cyganów. Choć można znaleźć wśród tej społeczności osoby uczciwe i żyjące zgodnie z prawem to jednak wsród większości z nich akceptuje się kradzież i wszelkie inne aktywności pozaprawne. Cyganie kryją siebie nawzajem, ukrywają osoby, które popełniły przestępstwa, przetrzymują w swoich lokalach skradzione rzeczy, niedozwolone substancje itp. Mieszkania wynajmują na czarno, zwykle są to przyznane lokale socjalne bez prawa wynajmu, często bywają przedmiotem kontroli służb, stąd mogły wyniknąć Twoje nagłe przenosiny. Znalezienie się w nieodpowiednim miejscu i czasie lub nie zgłoszenie działalności przestępczej i w rezultacie wpisanie do policyjnej bazy danych może przekreślić Twoją dalszą legalną karierę w UK.

    Proponowałbym, jeżeli mogę, znalezienie pokoju, który jest współwynajęty przez studentów, zwłaszcza z Japonii, Chin, Niemiec, Szwecji, Francji, Węgier, Hiszpanii i Anglii (studenci z innych miast). Niewątpliwie pozytywnie wzbogaci to Twoje doświadczenia. Najlepiej rozsądne mieszkanie / dom od 3 do 5 pokojów. Współdzielenie się bieżącymi opłatami będzie korzystne finansowo. Nie jest to oczywiście rozwiązanie dla rodziny. Na Twoim miejscu w dłuższej perspektywie poszukałbym możliwości ściągnięcia rodziny z dziećmi i skorzystanie z pomocy państwa (tam gdzie się należy, nie namawiam do nic nierobienia i życia z tego).

    Jeżeli chodzi o pracę, po pierwsze, do sześciu miesięcy trwa aklimatyzacja językowa. Nabranie płynności i zrozumienia różnych dialektów wymaga czasu (adaptacja mózgu do nowych warunków). Jeżeli będziesz się płynnie i poprawnie porozumiewał masz szansę na lepszą pracę. Dość ważnym jest znalezienie pracy legalnej, gdyż już po roku uzyskasz status rezydenta i uprawnienia do pomocy państwa.

    Dobrym pomysłem jest rozpoczęcie kariery w IT, tam zawsze znajdzie się pracę (choć nie zawsze za dobre pieniądze, po 2-3 latach można szukać poważniejszych ofert). Wydaje mi się, że wspomniałeś, że dysponujesz jakimiś certyfikatami, czy możesz zdradzić jakimi? Warto by zrobić jakieś certyfikaty Microsoftu, przynajmniej MCSA – http://www.microsoft.com/learning/en-us/mcsa-certification.aspx lub Cisco CCNA . Jeżeli będziesz zainteresowany materiałami czy informacją gdzie można próbować znaleźć pracę oraz przejrzeniem CV, tak by pasowało do wymogów brytyjskich mogę Ci pomóc. W zamian oczekuję, że będziesz częściej pisał artykuły, bo nie mam co czytać (poza branżowymi artykułami).

    Pozdrawiam,

    Zygmunt Waza

    • Pawel Pietkun Pawel Pietkun pisze:

      Zygmuncie!
      Dzięki – przyjąłem wszystkie Twoje rady i jedną po drugiej będę realizował.
      W obszarze języka masz zupełną rację – na początku byłem zupełnie zagubiony. A przecież trzaskałem analizy ekonomiczne jedna po drugiej.
      Pisać artykuły będę częściej i tak – choćby datego, że spotkała mnie tak miła ocena. A to zawsze dla autora najważniejsze.

      • Zygmunt Waza pisze:

        Pawle,

        Jak będziesz chciał konrketnych porad co do szkoleń, materiałów, egzaminów czy przygotowania CV daj znać na mój email, który podałem przy publikacji tego posta.

        Najważniejsze zachowaj pozytywne podejście do życia. Londyn jest mieszanką wszystkich nacji i najróżniejszych społeczności. Zobaczyłeś jedynie wycinek. Regułą jest że bez poprawnego języka i specjalistycznych umiejętności zaczyna się na samym dole. Skup się na języku, jeżeli w pracy nie masz możliwości nauczyć się poprawnej angielszczyzny znajdź koniecznie jakiś przypieszony kurs, sporo ofert jest dofinansowanych przez organizacje rządowe. W drugiej kolejności przysiądź ostro i przestudiuj materiały konieczne do uzyskania wybranych certyfikatów IT. Będąc gotowym podejdź do egzaminów i je zdaj. Mając papier w ręce może uda się załatwić jakieś drobne zlecenia i referencje i można startować na niższe pozycje IT w średniej wielkości firmach. Jak już tam złapiesz doświadczenie i będziesz po roku, dwóch, trzech latach czuł się lepiej w określonych technologiach nic nie stoi na przeszkodzie znaleźć lepsze oferty lub rozpocząć samozatrudnienie i oferować swoje usługi za przyzwoite pieniądze.
        Pozdrawiam,

        Zygmunt Waza

  11. pablo3 pablo3 pisze:

    strasznie mnie denerwuja te teksty z Wielkiej Brytanii. sam jestem od ponad roku na Wyspach i w wielu elementach sie nie zgadzam z autorem-autorami, tych tekstow. widze, ze chca przekazac swoje teksty poprzez pryzmat kontaktow z roznymi warstwami spolecznymi i roznymi narododami-kulturami, ale jakos nie przekonuje mnie wartosc tych przydlugich, zbyt rozbudowanych tekstow. wprawdzie rozumie, ze kazda sytuacje trzeba w tym wypadku rozpatrywac jednostkowo, a takze w polaczeniu z otoczeniem, w ktorym dany czlowiek sie znajduje. stad zapewne wynikaja najistosniejsze rozbieznosci. wlasnie dlatego staram sie szanowac opinie i doswiadczenia drugiej strony. ale moja historia jest zupelnie inna. nie twierdze, ze lepiej sie odnalazlem w tamtejszych realiach. ale niewatpliwie dostrzegam bardziej zlozonosc wszelkich detali w porownaniu z wielka machina moderinizujacych sie stosunkow spolecznych na Wyspach, a takze zlozonosc stosunkow panujacych w polskim srodowisku w Wielkiej Brytanii, ich slabosci i silne strony, ich patologicznosc i przejawy budowania pewnej narodowej wiezi. w ogole w waszej historii brakuje mi elementow zycia z organizacji nieformalnych, polformalnych i formalnych (czy tez zrebow tych organizacji) polskich czy innych narodowosci, ktorych swiat w jakiejs mniejszej lub wiekszej mierze udalo sie poznac. za duzo w tych tekstach jest filozofowania a za malo praktycznych opisow rzeczywistosci, co wg mnie daje niejasny przekaz. za to na pewno wpisujecie sie w jeden z podstawowych polskich rysow charakterologicznych na emigracji, czyli jestescie rozgadani (w tym wypadku rozpisani, ale ja zakladam, ze to wynika z tego pierwszego) ponad miare i tak zaabsorbowani najdrobniejszymi detalami dnia codziennego, ze gubicie istote spraw zasadniczych. ale byc moze to tylko moja, wyjatkowo odrebna opinia. czlowieka, ktory ma swoj wlasny swiat.

    • Pawel Pietkun Pawel Pietkun pisze:

      Pablo3
      Jak Cię denerwują teksty – to je Sobie odpuszczaj. Nie ma sensu pochylać się nad przydługimi. W obszarze Polonii i innych kultur jednak się z Tobą nie zgodzę. Może dlatego,że starannie badałem i polskie środowiska – bo o jednym nie można tu mówić, i inne mniejszości. I niestety nie wypadamy najlepiej.
      W obszarze istoty spraw zasadniczych – siądź i napisz. Przecież możesz.

  12. Andy-aandy Andy-aandy pisze:

    Smutna notka.
    Życzę dużo szczęścia i powodzenia w podejmowanych działaniach.
    Dobrze, że już to wiesz — iż łatwo nie będzie.

    Lecz niech marzenia o godziwym życiu wreszczie się spełniają…

  13. Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

    Czytałem do tej nocnej pory… teraz jeszcze spać nie pójdę, dałeś stary do myślenia.

  14. Powiem tak. Polska nie przetrwała dzięki tchórzom, którzy uciekają gdy tylko robi się źle. I nie dzięki łajdakom, dla których „patriotyzm” i „polskość” to transakcja biznesowa, pół na pół – a jak się nie opłaca to uciekamy za granicę. Polska przetrwała i trwać będzie dzięki ludziom, dla których Polska to ich całe życie, ich kraj i ich miejsce na ziemi – niezależnie od tego jaka swołocz nie próbowałaby im tego miejsca odebrać.
    .
    Ja byłem za granicą. Mam świadomość, że tam może jest lepiej. Ale ja jestem Polakiem i zawsze nim będę. Nie tchórzem, który ucieka gdy tylko spostrzeże, że gdzieś mu będzie lepiej. Nie rozumiem Amerykanów, nie rozumiem Anglików, ani żadnego innego narodu. Bo ja jestem Polakiem i jestem wychowany w POLSKIEJ kulturze.
    .
    Jak dla mnie proszę bardzo, zostawajcie sobie za granicą. Z jednym zastrzeżeniem. Najpierw ZRZECZCIE SIĘ OBYWATELSTWA! Bez prawa do głosowania w wyborach, bez prawa do polskiego dowodu osobistego czy paszportu. Bo wy nie macie prawa o niczym decydować. Nieobecni nie mają racji.
    .
    Dla mnie polskość, panie Pietkun, jest jak ziemia po której chodzę. To nie jest idealizm, to nie jest szaleńcza odwaga, to nawet nie są frazesy jakich kocha używać PiS. Polskość to jest coś stałego, na czym można stanąć i domy budować. Polskość jest jak skała. To jest coś, co zawsze tu było i zawsze będzie, coś co wszystko wytrzyma.
    .
    Nie jest ważne ilu Niemców, Rosjan czy kogo tam jeszcze przyjdzie. My, Polacy, byliśmy tutaj i zawsze tu będziemy. My wszystko wytrzymamy. w odróżnieniu od tych wszystkich, którzy woleli UCIEC.
    .
    A pan, panie Pietkun, niech ucieka. Niech pan ucieka jak najprędzej. Bo skoro pan woli kasę od Ojczyzny – to nie jest pan godzien tego, by mieszkać w tym kraju. Im mniej tu zostanie ludzi takich jak pan – tym dla Polski lepiej.

    • Pawel Pietkun Pawel Pietkun pisze:

      Wiesz, co… Wyjaśnię Ci pewne rzeczy, bo najwyraźniej mówimy o dwóch róznych Polskach.
      Zanim wyjechałem borykałem się z nieucziwymi pracodawcami, którzy zapominali zapłacić, nie chcieli płacić, ściemniali że nie mają pieniędzy, albo że brak pensji to wina banku jednocześnie dając mi do przeglądania dokumenty księgowe – jakby zapomnieli również, że znam zapis księgowy i czytanie budżetów jest dla mnie jak czytanie powieści. Jak raz, wszyscy sobie wycierali ryje patriotyzmem i umiłowaniem Polski, troską o rodziny – te same, które doprowadzali do nędzy, bo zapominali im płacić.

      Żeby nie zachowywać się jak ponury skurwiel zacząłem pomagać ludziom – występowałem w ich imieniu w sądach, koresponodowałem z komornikami i Rzecznikiem Praw Obywatelskich.
      Zdarzały mi się sytuacje, że odbierałem im z rąk brzytwy, kiedy mieli dość tej Polski, z której wyjechałem.

      Wyjechałem z Polski, w której Urząd Skarbowy wezwał mnie w trybie natychmiastowym do wyjaśnień w sprawie PIT, bo – daniem urzędu nie dopłaciłem do podatku 2,6 zł. Nie, nie przenosiło mnie to w inny prób podatkowy – musiałem za to brać urlop na żądanie i jechać za ponad 100 zł na drugi koniec Polski.

      Wyjechałem z Polski gdzie po kolejnych wyborach kolejna partia rządząca pokazała mi dupę nic sobie nie robiąc z własnego programu gospodarczego a skupiając się na obsadzeniu swoimi ludźmi spółek z udziałem Skarbu Państwa. Nie wspomnę o ciągnącej się od dekad likwidacji Senatu, obniżeniu diet parlamentarnych i zniesieniu immunitetów.

      Wyjechałem z Polski, gdzie przed Sądami Rodzinnymi o tym, kto ma się opiekować dziećmi decydują 36-letnie panienki, które nie mają pojęcia ani o rodzinie, ani o dzieciach, ani o tym w jakim zakresie właściwie orzekają.

      W dupie mam dobrobyt – może się jeszcze nie zorientowałeś, choć mijamy się na portalach i w róznych serwisach. A o patriotyźmie wiem więcej, niż Twoi bohaterowie z faktów i wiadomości. Jeżeli Przyjacielu bronisz tej Polski, z której wyjechałem – to siedź tam sobie wygodnie. Pracuj w urzędzie, albo miej spółkę i okradaj pracowników.

      I nie pisz mi, że uciekłem. Wstałem od stołu przy którym większość graczy okazała się złodziejami. I siadłem przy takim, gdzie przed każdą grą uczestnik dostaje reguły.

      Tylko mi jeszcze napisz, co – literalnie – zrobiłeś, żeby Polska była normalnym krajem?

      • sfgh pisze:

        To nie do mnie bylo pisane, ale powiem, ze problemy jakie tu wymieniles byly „trywialne” (w tym sensie, ze powszechne, niemal kazdy takie ma), a niektorzy ludzie trwaja w tej walce z wiatrakami na znacznie trudniejszych pozycjach, ze znacznie wiekszymi, kolosalnymi nawet problemami jakie sie im stwarza.

  15. Ultima Thule Ultima Thule pisze:

    Nie ma takiego miasta, jak Lądek Zdrój. Jest Londyn, …

  16. Krzywousty pisze:

    Żal mi cię ojciec. Możesz mówić do mnie prorok, bo znam twoją przyszłość. Wiem jak będziesz sie zachowywał i czuł za rok, za trzy, za dziesięć i za dwadzieścia.
    Jestem zmęczony wyjaśnianiem tego wszystkiego nowym emigrantom, bo i tak traktują to co mówię jak dzieci którym rodzice mówili że uczyć się muszą bo inaczej ich życie będzie ciężkie, szare i może nawet zmarnowane.
    .
    Podobnie jest z młodymi emigrantami i z przyszłymi emigrantami którzy jeszcze przed wyjazdem „wiedzą doskonale” jaka wstrętna jest ta Polska i jaki raj jest na „zachodzie”.
    .
    Jak powiedziałem – wiem jak wyglądać będzie twoje życie za rok, trzy, dziesięć i dwadzieścia. Uwierz mi – nie warto. Masz jeszcze najwyżej dwa lata by wrócić. Potem będzie już tak ciężko z powrotem, że wsiąkniesz na stałe tam gdzie jesteś. Głównie przez dzieci, przez nie spłacony mortgage, przez…
    Nie chcę cie straszyć opowiadając ci jak twoje psychiczne życie będzie wyglądało za lat 10 i za lat 20. Twój stan majątkowy nie będzie miał żadnego znaczenia. Tak naprawdę to im biedniejszy tym szczęśliwszy, bo nie będziesz miał czasu na wspominanie.
    Jeśli nie wrócisz w ciągu dwu lat, to staniesz się jednym z tych którzy będą o powrocie już tylko marzyli, a przed rodakami w kraju będziesz grał tę samą standartową farsę. Będziesz szczerzył kły w uśmiechu podczas swoich odwiedzin w PL, i będą ci zazdrościć kolejne generacje małolatów które dzięki tobie zaczną marzyć o emigracji do raju…
    Świetnie będziesz swoją rolę odgrywał, bo przecież nie przyznasz się nikomu że zrobiłeś błąd swojego życia…
    Jak mówię, zostało ci jeszcze maksymalnie dwa lata. Potem będzie szlaban.
    Po szlabanie zostanie ci już tylko udawanie a znacznie później prośba do dzieci żeby chociaż twoje prochy zabrać tam gdzie jest ich prawdziwe miejsce…

    • Pawel Pietkun Pawel Pietkun pisze:

      Cóż – ja nie wiem, jak będzie wyglądać moje życie za rok, 10 i 20 lat. Z pewnością jednak wiem coś innego – nie mam potrzeby grać przed rodakami. Nie uśmiecham się i nie udaję, żeby komukolwiek udowodnić, że mój wybór był słuszny. Był – bezspornie był świadomy.
      Błąd swojego życia to zrobiłem ufając tym wszystkim pseudopatriotom, którzy tak pięknie mówili, jak im zależy, że aż uczynili z Polski kraj nie do życia. No chyba, że odpowiadałoby mi życie w zakłamaniu. A to, wybacz, właśnie w związku z tym, że jestem Polakiem, akurat mi nie odpowiada.
      Nie chce mi się tłumaczyć, dlaczego nie mówiłbym na Generalną Gubernię, że to jest Polska, Tak, jak nie będę mówił, że będę za Polskę uważał ten kraj, z którego wyjechałem. Choć pewnie – wyjeżdżając z GG – też bym się dowiedział, że nie jestem patriotą, bo powinienem być na miejscu, budować polską policję podległą SS i tak dalej.
      Generacje małoatów… jeśli dalej pozwolicie robić z Polski kloakę, to tak – będą mi zazdrościły i będą wyjeżdżać.
      Jeśli chodzi o wspominanie – pozwól, że zostawię je sobie na później. Na razie będę żył marzeniami. O normalności. I szczerze Ci współczuł, bo w zakresie normalności nasz system pojęć strasznie się rozjechał.

      • Tomasz pisze:

        Panie Pietkun jestem na emigracji juz 8 lat (Irlandia) i przebywam tutaj tylko dla celow ekonomicznych, a zarabiam naprawde fantastyczne pieniadze. Zaznacze, ze nie pracuje jako przyslowiowy ”zmywak” czy inny pracownik ”budowlany”, ale jako CEO w firmie farmaceutycznej (zaczynalem tak samo jak Pan)… tak dla Polaka tez jest to mozliwe. Wyjechalem poniewaz tez tak jak Pan obrazilem sie na Polske. Po tych juz 8 latach emigracji o niczym innym nie marze jak o powrocie do mojej ojczyzny – Polski i w nosie mam kto i jak nia rzadzi. Wszystkie zarobione pieniadze inwestuje wlasnie w Polsce i mysle, ze juz nie dlugo moje marzenie sie zisci… Prosze pamietac, ze Polska to nie pseudo ”elyty” stojace u jej sterow oraz armia ich urzednikow. Polska to narod i ziemia. Polska to wspanialy kraj!!!

        • Krzywousty pisze:

          Amen Tomasz!
          Cieszę się że potwierdziłeś to przed czym przestrzegam Pawła. Niestety obaj doskonale wiemy, że na tym etapie nie uwierzy, a później będzie już raczej za późno. No cóż, przekonywał go nie będę – został ostrzeżony…
          .
          Ja też pracuję na bardzo wysokim stanowisku i to prawie od samego początku. Miałem szczęście ponieważ dostałem w PL za darmo to na co każdy Polak sra (że tak brzydko powiem) i uważa że mu się należy jak psu miska – dostałem wspaniałe i darmowe wykształcenie. Bez kozery powiem że jedno z najlepszych na świecie.
          To znaczy wykształcenie nie było darmowe – zapłacili za nie pozostali Polacy, którzy dziwią się że ich podatki są tak bardzo wysokie i nie mogą zrozumieć dlaczego.
          Za darmo kształcenie, za darmo opieka zdrowotna, połowa siedzi na wczesnych rentach i emeryturach ale winien za wysokie podatki jest oczywiscie rząd. Który rząd by to nie był, jest i będzie winien.
          Nie potrafimy zmieniać na spokojnie, analizować, doceniać co jest dobre i działa, naprawiać co zepsute… potrafimy tylko jebać Polskę i emigrować.
          Szkoda że oczy otwierają się nam tak późno.

          • Pawel Pietkun Pawel Pietkun pisze:

            Pieprzysz Kolego z tym darmowym wykształceniem. Tak się składa, że mam szóstkę dzieci, które uczą się i chodzą do przedszkoli.
            Zechcesz mi opowiedzieć o tym darmowym wykształceniu? Bo coś mi się wydaje, ze za dużo telewizji oglądasz :)
            Roczny koszt przedszkola w Polsce (w Warszawie) z zajęciami dodatkowymi (dwa razy w tygodniu) to koszt ok. 6 tys. złotych. Bez zajęć – 4,5 tys. złotych. Nie mówię przy tym o zajęciach poza przedszkolnych i pozaszkolnych – tylko tych w ramach edukacji przedszkolnej.
            Później zaczyna się wyjątkowy balet – bo koszty darmowej edukacji rosną razem z dziećmi. Nie daj Boże, żeby się czymś te dzieci zainteresowały.
            Zróbmy tak – we wrześniu przyszłego roku wybierz biedne dziecko (ja też tak robiłem, żaden to wstyd) i w ramach wspomożenia rodaków, którym się nie powiodło wypraw je do szkoły. A później pogadamy o darmowym wykształceniu.
            Kwestię opodatkowania pominę… powiedzmy, że powinieneś cokolwiek doczytać. W kwestii wyjaśnienia wstępnego – oVatowanie podręczników szkolnych, które są obowiązkowe jest de facto i de iure wprowadzaniem płatnej edukacji tylnymi drzwiami i – rzuć okiem, jeśli mi nie wierzysz – jest cokolwiek na bakier z Konstytucją. Podobnie, jak wprowadzanie pośrednich podatków, które dzieci płacą tak samo, jak ich rodzice. Nie przyjmuj za pewnik czegoś, tylko dlatego, że tak powiedziały fakty. Myśl, czytaj!

          • Londoner pisze:

            Roczny koszt przedszkola w Londynie to kwoty od 10 tys. funtów w górę. 20 czy nawet 30 tys. funtów w lepszych przedszkolach nikogo nie zdziwi. Na przedszkole w Anglii nie stać nawet nieźle zarabiających ludzi.
            Co prawda, już 4-,5-cio latka można posłać do grupy przedszkolnej w państwowej szkole, ale to nie wszędzie, i może być problem z dostępnymi miejscami.
            Bezpłatna edukacja w Anglii jest znacznie bardziej bezpłatna niż w Polsce, ale diabeł tkwi w szczegółach. Jeśli nie jesteś wystarczająco zamożny i nie stać cię na mieszkanie w lepszych (czyli znacznie droższych) miejscowościach lub dzielnicach, to dostępne szkoły państwowe będą zwykle oferowały b. niski poziom nauki. W dodatku bójki, prześladowania słabszych, kradzieże i narkotyki. Na poziomie w Polsce niespotykanym (jeszcze).
            Szansa na dalszą ambitniejszą edukację po takiej szkole jest zerowa. Pozostaje nauka w szkołach zawodowych (płatna). Studia wyższe są bez wyjątku płatne i to słono. Mówimy o czesnym, bo koszt zakwaterowania to osobna sprawa i może być wyższy niż same studia. Jest dostępny system korzystnych kredytów dla studentów, ale kredyt jak to kredyt – trzeba go kiedyś spłacić.
            To nie jest tak, że angielski system edukacyjny jest super a polski be. Dla ludzi o przeciętnych dochodach obydwa mają swoje wady i zalety. Dla bogatych – problem nie istnieje.

    • wikary pisze:

      Mate, jestes cholernym pesymista i domowy prorok przewidujacy na nastepne 30 lat kto co i komu. Ciekawe jak zyjesz z zona i czy jest ona szczesliwa z takim prorokiem za 5 centow

  17. erwin pisze:

    Panie Pietkun, czytuję Pana notki i trzymam za Pana kciuki.
    Rozumiem jak to jest trudne, co Pan robi ale myślę, że jest Pan na dobrej drodze.

    Polsce Pan już oddał więcej niż Ci, co tu się wymądrzają.
    Czas pomyśleć o rodzinie i jej przyszłości oraz właśnie, tej często przywoływanej normalności.

    Jak tu ktoś wyżej pisał, są lepsze kraje do emigracji, ale i tak nie jest najgorzej.

    Czekam na dalsze obrazy emigracyjnej rzeczywistości oglądane Pańskimi oczami.

    Pozdrawiam

  18. Miroslaw pisze:

    Kolejny Polaczek na wyspach, zachłyśnięty światem pozostawiający gnój w Polsce, który stworzył i uciekł jak szczur z tonącego statku. Teraz pora się wstydzić poza Polską, z Polaczków o niskiej wartości kulturowej, którzy w nowym miejscu pozostawiają za sobą zgliszcza. Kojarzy mi się to zaraz z arabami, którzy ryzykując życie, uciekają do lepszego świata, tam natomiast mają wielkie oczekiwania i prawa, które im się należą. Pasożytują na porządku, które utworzyły Państwa demokratyczne szanujące swoich i przyjezdnych obywateli. Niestety pasożyty szybko zapominają skąd przybyli, ciężko im się dostosować do nowego porządku prawnego i szybko wpadają w konflikt z sąsiadami lub też prawny. Głupiec imigrant uważa, że jest mądry i cwany bo udaje się jemu wyłudzić zasiłek socjalny w trakcie pracy na czarno, przy okazji kogoś oszuka, przekręci. Śmieje się, jaki to głupi ten naród brytyjski, czy jakiś inny np. Holandia, Francja, Niemcy itd. w zależności gdzie się przeprowadził. W Polsce już nikogo nie oszuka i nikt nic nie da, dewastacja dokonana wiec czas na inne Państwo, później okazuje się, że życie w Anglii nie jest ok, trzeba wyjechać do Niemiec, tam się okazuje, że już Polacy pozostawili za sobą reklamę, Niemcy źle traktują, faszyści bo nie lubią polaków. Lepiej traktują murzynów niż polskich imigrantów. Jak tak czytam, te chełpienie się, tą arogancję, tą bezpaństwowość, tą głupią mądrość, tego przysłowiowego polaczka na wyspach to odczuwam wstręt. Stąd mnie nie dziwi, dlaczego ta Polska jest właśnie w takim opłakanym stanie, zniszczona, zdewastowana i biedna. Spotkałem wielu mądralińskich, którzy aż tryskali jadem na PiS, bluzgi szły aż było miło posłuchać rodaka, ale na proste pytanie, dlaczego nadal tu jest skoro od wielu lat rządzi PO w Polsce, to odpowiedź była szybka, mieszka w Londynie żeby żyło się lepiej. Brawo prostaki!!! Im mniej takich kretynów w Polsce tym dla nas Polaków lepiej, właśnie jak napisał autor artykułu, nie przyznawajcie się, że jesteście polakami, zaoszczędźcie wstydu i zamilczcie, wraz z autorem bezpaństwowcem Polakiem z Polski, masakra co za prostactwo. Pozdrawiam Mirosław z Polski, podróżnik.

    • Pawel Pietkun Pawel Pietkun pisze:

      Z Twojego komentarza wnioskuję, że bierzesz albo brałeś zasiłki – cóż, ja nie biorę. Nie po to tu przyjechałem. Poza tym moje zdanie w obszarze zasiłków nigdy nie było tajemnicą. Oszukiwałeś kogoś, przekręcałeś? Pewnie tak – i tu się różnimy.
      Co do dewastacji Polski, to poczytaj sobie programy gospodarcze wszystkich partii politycznych, a później zrób prostą analizę porównawczą z tym, co działo się po wyborach.
      Jeżeli uważasz, że zdewastowanie Polski wynika stąd, że wyjechałem jak miliony innych, to gratuluję.
      Myślę, że skoro z taką lekkością idzie Ci wylewanie pomyj na mnie tylko dlatego, że mam inne niż Ty zdanie i nazywam rzeczy po imieniu, na co Tobie odwagi nie starcza, to właśnie jesteś obrazem Polski, którą opuściłem.
      Już pomijam, że jak Ci PiS płaci za komentowanie treści w internecie, to powinieneś to robić inteligentnie :)
      Polska, kolego, jest biedna przez drobnych cwaniaków i złodziei marnej klasy. Nie dlatego, że wyjechało z niej parę milionów ludzi, którzy wyżej wymienionych mieli dosyć. No, ale skoro Tobie takie towarzystwo pasuje…
      A nazywając siebie Polakiem a mnie polakiem jakie kryterium stosujesz? – tak, z ciekawości pytam.

  19. Piotr pisze:

    Szanowny autorze. Twój „patriotyzm” należy ująć w cudzysłów, gdyż jest z tych drewnianych lub glinianych. Dziwię się, że dla tylu podoba się Twoja postawa. Gdyby Twoi przodkowie tak samo traktowali patriotyzm i Ojczyznę jak Ty – zapewne mówiłbyś po chińsku/mongolsku/rosyjsku czy niemiecku, że o skandynawskim nie wspomnę!!!!!!
    Powodzenia na obcej ziemi. Tam masz największą szansę zrozumieć moje słowa i poczuć się jak ptak bez gniazda czy zwierzę bez własnej nory.

    • Pawel Pietkun Pawel Pietkun pisze:

      Pięknie ujęte… zwierzę bez nory… Tylko, że nie jestem zwierzęciem i nie marzy mi się nora.
      A jaki jest Twój patriotyzm? Czym się wyróżniłeś, że brakuje Ci cywilnej odwagi, żeby się podpisać czymś więcej niż imieniem?

  20. Pirx pisze:

    żałuję że będąc w wieku Pawła nie zrobiłem tego samego.

    niestety karmiony złudzeniami i durną nadzieją, że może być normalnie zostałem.

    a resztę zaufania do nadwiślańskich tubylców rozwiewają, pętający się tutaj krętacze o rozbieganych oczkach, by daleko nie szukać: taki jeden używający inicjałów ŁŁ.

    rozumiem więc decyzję Pawła.

    http://www.youtube.com/watch?v=d0S41AGoeYw

  21. Piotr pisze:

    DO AUTORA:
    Nie mam potrzeby i zamiaru komuś udowadniać, że nie jestem koniem. Pracuję w Polsce. Zatrudniam ludzi. Płacę podatki. Również postarałem się o to by moje córki wybrały własny kraj – nie obcy. I uprzedzę Twoje zaczepne struny – nie jestem synem UB-ka czy coś w podobie. I wcale nie jest mi łatwo. Ale jak czytam Twoje przeżycia, też do lekkich nie należą.
    Więc wolę – w parafrazie – u siebie kęsek byle jaki niż u obcych przysmaki. Taki mój charakter i usposobienie. Widzę w tym ogromny sens. Chcę być tym, który nie pozwoli zgasić światła w opuszczanym domu dzieciństwa i całego mego jestestwa, przez innych. Wcale nie zamierzam nazywać Ciebie i podobnych NIEUDACZNIKAMI itp. To uwłacza i jest przykładem na niedojrzałość. Nigdy nie wiemy jak zachowamy się w konkretnej sytuacji. Możemy tylko coś bardziej lub mniej CHCIEĆ. No i życzę Ci więcej serdeczności dla innych. Wtedy polubisz sam siebie i wszystko obejrzysz innymi oczami. Świat wyda Ci się lepszy – na zasadzie, że zobaczysz , że ma on też i dobre strony. Wciąż krytykanckie relacje pogrążają Cię w konfrontacji ze światem otaczającym. Może na początek zacznij od zmiany odżywiania. Powoli dokonasz zmian – ale w sobie. Świata zewnętrznego nie zmienisz w pojedynkę.
    P.s.
    podpis imieniem nie jest oznaka czegokolwiek innego niż własną decyzją na ile „głęboko” chcę „wejść” w temat. Nie doszukuj się w drobiazgach za dużo. Pobłądzisz – bo nie skupisz się na najważniejszym.

    • Londoner pisze:

      Autor przepełnai żal. że Polska „ma go w nosie”, że go wyrzuciła czy też porzuciła, zawiodła, okazała się paskudna i niewdzięczna. Obraził się. Ale jak gdyby nie dostrzega, że jego nowa ziemia obiecana ma go jeszcze głębiej niż Polska. Nie potrzebuje jego pióra, zacięcia dziennikarskiego, wykształcenia, kwalifikacji itp. Nie potrzebuje, bo ma tego wszystkiego pod dostatkiem i w lepszej jakości. Potrzebuje jego rąk na zmywaku, pleców w magazynie, nocnych zmian w kuchni. I gotowości żeby w zamian spać byle gdzie, żywić się byle jak i żyć nadzieją że coś się zmieni. Autor obserwuje bezdomnych, żebrzących Polaków i nie zastanawia się dlaczego ta jego wyśniona „Brytania” się o nich nie troszczy, skoro jest o tyle lepsza od Polski? Drogi Autorze, twoja Brytania ich już nie potrzebuje. Przeżuła ich i wypluła. Pozbywa się ich tak jak organizm pozbywa się obcego ciała. Nie rób sobie złudzeń.
      To nie znaczy że emigranci są skazani na wegetację, bo wielu radzi sobie dobrze. Ale to nie dlatego że Anglia im coś „dała”, tylko dlatego, że to sobie wyrwali ciężką pracą i determinacją.

      • Pawel Pietkun Pawel Pietkun pisze:

        To prawda, ze Anglia niczego nie daje – i trzeba sobie marzenia wyrwać ciężką pracą i determinacją. Prawdą jest jednak również to, że w porównaniu z Polską Anglia wygrywa – nie tylko w futbolu. Bo Polska, mimo determinacji i ciężkiej pracy niewiele pozwoli uszczknąć. W pewnym wieku pojawia się pytanie, czy mając dzieci chciałbym im zostawić świat, w którym będą egzystować z marzeniem, że może im starczy do pierwszego, czy moze świat, w którym będą żyć z marzeniem, ze może pojadą w świat i zajmą się realizacją pasji, bo akurat nie muszą sie martwić o jedzenie.

  22. Krzywousty pisze:

    Nie wiem ja ci odpowiedzieć Paweł na twój wątek, bo ten portal na to nie pozwala. Nie ma opcji.
    Chcę ci więc odpowiedzieć na twój komentarz do mojego posta o 6 tysiącach złotych rocznie za przedszkole.
    .
    Ty sobie człowieku chyba jaja robisz? Robisz sobie jaja – prawda????!
    6 tysięcy rocznie, czyli powiedzmy dwie średnie polskie pensje rocznie. Dwie średnie pensje rocznie za przedszkole i ty śmiesz usta otwierać?!
    To jest właśnie cała Polska. Całe polskie jebanie tego co mają, bez najmniejszej wiedzy o tym co jest rzeczywistością na zachodzie!
    >
    Tu gdzie ja mieszkam – podobno w bardzo bogatym i szczęsliwym kraju, za dwa średnie zrobki tutejszego obywatela, to mozesz sobie psa dać na przechowanie, i to na pewno nie na rok! Co dopiero dzicko do przedszkola…
    Naprawdę człowieku nie wiesz o czym piszesz. Jeśli w Anglii mają tyle kasy żeby z podatków obywateli dopłacać do przedszkoli i dopłacać tyle żeby twojego budżetu za bardzo nie szarpać – czapki z głów – zostań w Anglii i dój frajerów – niech cię opłacają. Naprawę – jak mi pan Bócek miły, nie mam nic przeciw temu – garuj tam i dój frajerów. Ale o Amreyce albo Kanadzie zapomnij. Tutaj takich jaj nie ma. Pójdziesz z torbami i to jeszcze przed końcem pierwszego kwartału.
    .
    Pomijając płatne przedszkola… w Ameryce – w tym w Kanadzie – szkoły oprócz podstawówki są płatne. Normalnie, zwyczejnie płatne. Koszt wykształcenia jest horendalny.
    A studia… Coś jak kupno domu przyjacielu mojej żony! Jak kupno domu!
    Dlatego nie dziw się ze zarabiają po studiach więcej niż w PL.Muszą być w stanie płacić porzyczki! Pomyślałeś kiedyś o tym?
    >
    Moja żona miała tego pecha, że swoje wyższe wykształcenie robi w Ameryce. Do tej pory samo czesne kosztowało ją 150 tysięcy USD. Samo czesne!
    Pożyczka na 30 lat – jak wszyscy tutaj i… się studiuje a nie pierdzieli, nie skowyczy jak to w Polsce. Źle bo bursa kosztuje, źle bo tego nam nie dają, tego nie dają za darmo… Aż się chce wyć i po pyskach lać tych polskich narzekaczy…
    .
    Dlatego następna rada przyjacielu mojej żony – zrób wszystko by twoje dzieci mówiły płynnie po polsku. Możesz mi wierzyć – one zrobią wszystko żeby polskiego nie rozumieć. Twoja rzecz jak ich przy polskim trzymać. Jedyne co widzę że działa to kiedy one mówią do ciebie po angielsku – ty NIC nie rozumiesz. Nie rozumiesz nawet Yes, OK, czy NO!
    A czemu dziecka mają po polskiemu szwargolić? Akurat to jest proste. Może nie w Anglii skoro ta Anglia pieniędzmi swoich podatników sra, i kształci wszystkio co popadnie, Ale w Ameryce bardzo opłaca się wysyłać dzieci na studia do Polski. Oszczędza sie jakiś milion dolców ma kilku dzieckach. Wiem co mówię – dwie znajome rodzinki z Kanady tak swoje pociechy na doktorów kształcą. Tutaj niewyjęte 300 tysięcy USD od dziecka (samego czesnego).
    Akademia Medyczna w Krakowie – polecam – byłem na graduation jednej z pociech w tamtym roku… i wiesz co Paweł? Ku załamaniu rodziców, córka wychowana w Kanadzie, po 4 latach mieszkania w Krakowie, powiedziała rodzicom że nie ma takiej siły żeby wróciła do zapyziałej Kanady, na jakąś praktykę medyczną gdzie same farmery będą przychodziły, a jej jedyną rozrywką będzie pompkin-festival okolicznych farm.
    Została w Polsca. Rodzice załamani. Wyjechali dla dobra swoich dzieci, a dzieci nie chcą słyszeć o mieszkaniu z nimi – w Kanadzie…
    Niezłe, co?
    Nie będę ci pisał tutaj o horrorach kanadyjskiej i amerykańskiej opieki zdrowotnej.
    Nie będę ci też pisał o setkach innych rzeczy w które i tak byś nie uwierzył. Zostawię to sobie na kiedyśindziej.
    A tymczasem dobranoc i śnij o raju do którego pono wdrepnąłeś…
    Przyjemnych snów.,,

    • Pawel Pietkun Pawel Pietkun pisze:

      W kolejności odwrotnej – moje dzieci będą mówić po polsku. I koniec. Nawiasem mówiąc te rodziny z Polski, z którymi w Londynie utrzymuję kontakt nie mają takiego problemu. W domach mówi sie po polsku. A dzieci nie wyglądają na nieszczęśliwe z tego powodu.

      System wyższego kształcenia w Polsce jest postawiony na głowie – wiesz czemu? Bo nad Wisłą tak pięknie wygospodrowali włodarze, że te tysiące absolwentów, po tanich dla ich kieszeni (a drogich dla budżetu państwa) studiach zabierają zadki i ruszają w świat konkurując z absolwentami, którym za studia płacili rodzice z kredytów. Nie uważasz, że coś jest w tym kraju postawione na głowie, jeżeli główym dobrem eksportowym stały się zasoby ludzkie – i z ekonomicznego punktu widzenia jest to dobro, do którego eksportu trzeba słono dopłacać?

      Co do średniej pensji w Polsce (w kontekście kosztów przedszkola) to świadomie, albo nie, bierzesz udział w radosnej manipulacji GUS-u. Średnia pensja nie odzwierciedla zarobków większości Polaków – to akurat odzwierciedla mediana, której jak raz GUS nie podaje. A mediana to dzisiaj CA 1600 złotych. Jak widzisz koszty przedszkola to nie dwa, ale cztery miesiące pracy rodziców przy założeniu, że przez te niemal pół roku nie jedli i nie opłacali swoich kosztów życia. Krótko mówiąc jeżeli koszt przedszkola pochłania jedną szóstą przychodów rodziny z jednym dzieckiem, czy jedną trzecią z dwójką (przy czym wciąż jesteśmy w przedszkolu) oznacza to katastrofę demograficzną.
      I nie – nie robię jaj, kiedy zwracam uwagę, że dopiero kwartał pracy na czysto pozwala na opłacenie przedszkola, bo przy obecnym wzroście gospodarczym Polski oznacza to regres – nie tylko w edukacji, ale w gospodarce per se. Oznacza również strzał w stopę rodziców (i tych dzieci). Nie zarabiają tyle, żeby sobie pozwolić na przedszkole, a więc jedno z nich nie idzie do pracy zmniejszając budżet domowy o połowę w pozycji przychody. Spadek dochodów gospodarstw domowych móżes sobie obejrzeć w danych statystycznych. ów spadek – w dalszej konsekwencji – oznacza spadek konsumpcji, za czym idzie spadek wynagrodzeń w realnej gopodarce i dalej wzrost bezrobocia. I właściwie rosną tylko koszt przedszkola. Tak to w dużym skrócie działa – podobny schemat zastosowało dekadę temu Zimbabwe, gdzie dzisiaj główną walutą handlową są puszki coca-coli bo inflacja jest na poziomie 100000 proc. Nie wiem czemu rząd się uparł czerpać akurat z takich wzorców. I nie wiem, czemu Ty także upierasz się, że jest tak dobrze, skoro wszyscy wiedzą, jak jest naprawdę.

      Stary – siedzisz w Polsce, ja w Anglii, ale to nie przeszkadza Ci pisać o tym co się w Anglii dzieje. Pozwól, że to co widzę postawię wyżej, niż to, co Tobie się wydaje.

      Horrory amerykańskiej i kanadyjskiej służby zdrowia znam – ale jeżeli tak dobrze Ci z polską słuzbą zdrowia to polecam próbę zarejestrowania się w przychodni w Warszawie, powiedzmy w Cepelku. Próbę dostania się do lekarza. A później pójdź tam ze złamaną ręką. Naprawdę się ubawisz. Podobnie jak w większości publicznych ZOZ-ów w Polsce.

      Serdeczności

  23. Andy-aandy Andy-aandy pisze:

    Skoro już niemal wszyscy w pełnym rynsztunku… I atakują
    :-)

    https://www.youtube.com/watch?v=kcxEu2IVT0c&feature=player_embedded

    ZBROJA
    Dałeś mi Panie zbroję
    Dawny kuł płatnerz ją
    W wielu pogięta bojach
    Wielu ochrzczona krwią
    W wykutej dla giganta
    Potykam się co krok
    Bo jak sumienia szantaż
    Uciska lewy bok

    Lecz choć zaginął hełm i miecz
    Dla ciała żadna w niej ostoja
    To przecież w końcu ważna rzecz
    Zbroja

    Magicznych na niej rytów
    Dziś nie odczyta nikt
    Ale wykuta z mitów
    I wieczna jest jak mit
    Do ciała mi przywarła
    Przeszkadza żyć i spać
    A tłum się cieszy z karła
    Co chce giganta grać

    Lecz choć zaginął hełm i miecz
    Dla ciała żadna w niej ostoja
    To przecież w końcu ważna rzecz
    Zbroja

    A taka w niej powaga
    Dawno zaschniętej krwi
    Że czuję jak wymaga
    I każe rosnąć mi
    Być może nadaremnie
    Lecz stanę w niej za stu
    Zdejmij ją Panie ze mnie
    Jeśli umrę podczas snu

    Bo choć zaginął hełm i miecz
    Dla ciała żadna w niej ostoja
    To w końcu życia warta rzecz
    Zbroja

    Wrzasnęli hasło wojna
    Zbudzili hufce hord
    Zgwałcona noc spokojna
    Ogląda pierwszy mord
    Goreją świeże rany
    Hańbiona płonie twarz
    Lecz nam do obrony dany
    Pamięci pancerz nasz

    Choć, choć za ciosem pada cios
    I wróg posiłki śle w konwojach
    Nas przed upadkiem chroni wciąż
    Zbroja

    Wywlekli pudła z blachy
    Natkali kul do luf
    I straszą sami w strachu
    Strzelają do ciał i słów
    Zabrońcie żyć wystrzałem
    Niech zatryumfuje gwałt
    Nad każdym wzejdzie ciałem
    Pamięci żywej kształt

    Choć słońce skrył bojowy gaz
    Choć żołdak pławi się w rozbojach
    Wciąż przed upadkiem chroni nas
    Zbroja

    Wytresowali świnie
    Kupili sobie psy
    I w pustych słów świątyni
    Stawiają ołtarz krwi
    Zawodzi przed bałwanem
    Półślepy kapłan łgarz
    I każdym nowym zdaniem
    Hartuje pancerz nasz

    Choć krwią zachłysnął się nasz czas
    Choć myśli toną w paranojach
    Jak zawsze chronić będzie nas
    Zbroja
    Zbroja
    Zbroja

  24. JAGODA pisze:

    Witam!
    Paweł, takst powala.
    Pozwól ,że będę Tobie kibicowała.
    J.K.

  25. Piotr pisze:

    Witam, panie Pawle

    Zaluje ze na Pana artykul natrafilem dopiero dzis (06.12). Rowniez od wielu lat nie mieszkam w Polsce, a w centralnej Francji – jestesmy jakby ‚sasiadami przez Kanal’ :-).
    W moim przypadku powodem byl socjal (plujcie…), a scislej – darmowe leczenie ratujace zycie, ktorego mi odmowil NFZ (okolo 15 tys euro kuracja) a ktore bez problemow dalo Panstwo Francuskie…
    Moglbym sporo o Polakach tu napisac… ale nie wiem, czy Pan tu jeszcze zajrzy i przeczyta.
    Podaje pod imieniem swoj prawdziwy adres email, gdyby co.
    Zycze Panu wytrwalosci, warto, oraz poznania REALNYCH Anglikow, nie imigrantow

  26. wikary pisze:

    Witam Pawel,
    Pisze z australii. 30 lat mialem jak tu przyjechalem i to najstarszy wiek jaki bym rekomendowal na emigracje a to ze wzgledu na mozliwosc adaptacji, nauki jezyka itd. Widzialem ludzi przy 40tce, owszem przyjezdzali, ale jezyka juz nie adoptowali a i prace fizyczne tylko w zasiegu mieli. Anglia ?, to nie kraj na emigracje !. Kanada, usa, australia, tak. Angole , 200 lat temu zeglowali do afryki by pojmac slugusa na sprzedaz. Dzisiaj czasy inne i system 200 letni inaczej dziala choc ma ten sam efekt, dostarczenie slugusa (dzisiaj zwanego nowego podatnika dla jej krolewskiej…) Dzisaj dziala to w nastepujacy sposob,,, naklada sie na caly kraj embargo ekonomiczne. Najlepsze konie z kraju uciazonego uciekaja i wchodza angolowi same do zloba.Nie musi wysylac statku a i odbywa sie bardziej humanitarnie (nie ma lapanek). Taka angielska ekonomia zawsze bedzie lepsza od innych krajow eurpejskich, ktore obciazone sa kosztami na szkolnictwo,szpitale, itd. Ja uciekalem z komuny, krajem ogarnietym embargiem. Dzisiaj Polska to kraj europy wschodniej, tak gdzie dla angola,francuza i niemca bylo zadupie europy, jest i bedzie bo Polska nigdy nie dorowna krajom zachodnim. Polska jest w pelnym sensie Afryka, zrodlem czarnego slugasa. Dzisiaj slugus nie musi byc czarny, jest bialy, zolty i w tym nie ma tu dyskryminacji dot. koloru skory. Kraje emigracyjne, australia,kanada,usa jak najbardziej uzywaja tego dobrodziejstwa/ naplywu nowych podatnikow, ktorzy napedzaja kola maszyny ekonomicznej tych krajow.

  27. wikary pisze:

    Do kRZYWOUSTEGO,
    Tak jest platna szkola, ale to jest pozyczka bezprocentowa, ktora bedzie odciagana w malych ilosciach kiedy absolwent pojdzie do pracy.
    Krzywe zwierciadlo ma ten krzywousty

  28. Piotr-Pierre pisze:

    do Wikarego. Nie ma reguł. Ja z Polski ostatecznie wyjechałem mając 53 lata… Jest faktem ze „zbierałem się” kilka razy, po raz pierwszy w wieku trzydziestu lat. Zaluje ze dałem się wtedy odwieść…
    Teraz przeżywam „drugą młodość” :-). Co lata wędruję i jeżdzę coraz dalej, poznaję zabytki, ludzi. Nie zarabiam wiele (jestem elektrykiem) ale naprawdę w porównaniu z zyciem w Polsce nie mam ekonomicznych trosk.
    Mój wyjazd byl swoistym protestem przeciwko traktowaniu nas przez rzekomo „nasz” rząd polski jak śmieci. O dziwo poza Polską ludzi się szanuje, tu nikt nie powie „pana leczenie za dużo kosztuje, proszę sobie fundacji poszukać”. Istotnie, rozpatrywali moją sprawę długo (Francja biurokracją nadal stoi) ale już pierwszego dnia powiedzieli mi „to tylko kwestia czasu, prosimy o cierpliwosc”.
    Co więcej, nikt tu o „socjaliźmie” nie mówi, a poza Paryzem i kilkoma wielkimi miastami bezdomnych brak. Kazdy jakis tam dach nad glową dostaje. W Polsce smieją się że „dumne haselko, trzy puste slowa, ze republika…” ale tu widzę, stale zdumiony ze TO DZIAŁA, o wiele lepiej niź nasz rodzimy, jakze chamski w zasadach („wszystko dla swoich”) pseudoliberalizm.

    Pozdrawiam mieszkańców Krainy Kangurów (wybieram się w przyszlym roku do Perth)
    Piotr

    • wikary pisze:

      Sprawa jest bardziej skomplikowana. My nie mozemy narzekac na Polski rzad i ten z prl i PO-wski, bo to nie nasze rzady i nie nasi ludzi w tych rzadach byli. To sa oni z wzgorz Golan !. Sowieci Nas najechali to sam putin mowil ze w nkwd bylo 70% nie rosjan i oni obsadzali stanowiska w Polsce. Pozniej czystka w 68, ale Nasi na tyle byli silni w warszawce ze dobrze sie czymali. Teraz tracac rzad chcieli przez TK nadal rzadzic rzadem. Zgadnij kto przejal mas media, prase, tv po zmianie systemu ? tez nasi, to nie my, ale Nam wciska sie ciemnote w kraju i nadal sie otlumania. To polsat, gazeta wyborcza i wiele innych z polskimi nazwiskami, ale po to tylko bysmy byli tylko gojami.
      Wracajac do spraw wieku, to jestes szczesciarzem i trafiles nie w 10tke ale w 12tke. Elektryk, hydraulik, moze robic dla siebie, jednakze cala reszta zawodow musi gdzies sie zatrudnic, ale przede wszystkim musisz rozmawiac w obcym jezyku w nowym kraju. Jest tez cos co nazywa sie sympatia, ktos musi cie zaakceptowac, podac ci reke, czyli musisz miec szczescie. Praca na zmywaku to niewolnictwo. Zaden Angol by nie poszedl tak pracowac, a poza tym angole sa chorzy od polakow. Traktowanie polek do lozka a chlopaka do zmywaka to niewolnictwo XXX wieku

      • wikary pisze:

        Spotkalem paru szczerych angoli na wypadzie w australii. Oni nie moga przezyc ze wschodnia cholota zostala dopuszczona do zasilkow na rowni z nimi Panami. Czyli rumun czy polak mial tam tylko przyjechac do czarnej roboty na czas prosperity a jak nadchodzi bezrobocie to powinni zjechac tam z kad przyjechali. To sa eu prawa, ktorych angole nie chca zaakceptowac. Kto tu gorszy anglik czy niemiec ?. Niemiec napewno nie mysli inaczej od angola. A w kraju ktory nazywa sie Polska, gospodarka przejeta przez naszych.I tylko naszym bedzie dobrzesie zylo.Ot Taka to dola Goja.

      • Piotr-Pierre pisze:

        Z życzliwoscią ludzi spotykam się tu od początku. Gdy wyjeżdzałem z Polski, uznalem ze „raz kozie smierć, gorzej niż tu jest, już być nie może”. I nie omyliłem się. Moze to truizm, co napiszę, bo i ludzi nieprzyjaznych spotykam, ale to z reguły sami imigranci albo… tez Polacy.
        Moze tu chodzi o zawiść. We francuzach i od pokoleń tu żyjących arabach zawiści nie ma, a ja wiem i godzę się z tym, ze choć zyję tu bezpiecznie finansowo i socjalnie, to na status ekonomiczny francuza szans nie mam zadnych.
        Co do niewolnictwa i „zmywaka” (symbolicznego) to prosze zauwazyc, ze pomimo wszystko, ze obcy kraj, ze jezyk, obyczaj, etc to na TAKIM SAMYM zmywaku w Polsce zarobilby mniej i zyloby mu sie o wiele trudniej. I w tym tkwi sedno.
        Co do „wolnego zawodu” – mam wszystkie wymagane tu uprawnienia, ale swiadomie, jeszcze chorujac zatrudnilem sie jako pracownk najemny. Tak jest po prostu tu bezpieczniej socjalnie (piszę teraz z pracy :-)).

        Pozdrawiam

  29. wikary pisze:

    Do Piotr-Pierre,
    W krajach emigracyjnych jest napewno lepiej. Ja mialem takie szczescie, ze po przyjezdzie dostalem prace (bez obywatelstwa!) w armii. A to ze nie rozmawialem po angielsku to w czasie pracy 2 razy w tygodniu chodzilem do pobliskiego college uczyc sie angielskiego. Po uplywie 2 lat co do dnia od przyjazdu przyjalem obywatelstwo, ktore dawalo mi status staly i prace do konca zycia. Po 20 latach przeszedlem na emeryture z ktorej raz w roku jade do europy. Mowilem wczesniej ze jak wyjezdzac to do 30 lat, bo przez te 30 lat mam 2 domy (jeden wynajmuje). Przy 50tce bym juz do tego nie doszedl (o to mi chodzilo). System opieki zdrowotnej jeszcze narazie mi nie jest potrzebny, ale widze ze zaczyna byc coraz bardziej obciazany przez baby boomers,przez ludzi przy 50, 60 ,70 lat.

    • wikary pisze:

      Ale pomimo wszystko czuje sie anglosaskim niewolnikiem choc zmywak mnie daleko ominal w zyciu. Mam 2 obywatelstwa w czym bardziej Polskie cenie i w Polsce powinienem pozostac, a Polska powinna byc Wolna a nie jest do dzisiaj. W polsce w wojsku nie bylem, a przysiegi skladalem na krolowa angielska, bo wyspa to kolonia angielska wraz zreszta z kanada ( o czym w Polsce nikt nie wie) Polakow w anglii zachecam do wyjazdu do krajow emigracyjnych. Kazdy angol ktory byl delegowany na rok na wyspe do wojska zostawal na stale, choc ku memu zdziwieniu nie bylo to takie latwe dla niego. Za duzo sie rozpisalem na osobiste sprawy, ale niech Pawel tez ma wglad na zycie w kraju emigracyjnym bo europa jest ciezka do zycia.

      • Piotr-Pierre pisze:

        Ha, dla mlodego wyksztalconego francuza Kanada to Szczyt Marzeń. Proszę statystyki poczytać. Ja, Polak znam kilkunastu stad, którzy tam wyjechali na stałe.
        Ma Pan rację, Europa jawi się biedniej, jest bardziej „obdarta”, jest tu po prostu ciasniej.Ale – naprawdę – nie dla kazdego z nas pieniadze są Bogiem.
        W moim wieku juź mi wystarczy, a piękno nieznanej mi przyrody, czy choćby zabytków, zamki nad Loarą, czy nawet stojacy w moim miasteczku (z Paryza szybko ucieklem, drogo i smietnik) kosciólek św Pankracego z… IX wieku. Cały „wykuty” w wapieniu. Przepiękny. Tu nikt niczego przez wieki nie niszczył, nie burzył, nie palił. Nawet Niemcy choc dwa razy okupowali Burgundię oszczędzili zabytki.
        Traktuję swa emigrację trochę jak latarnik :-) jako ucieczkę do spokoju przed chaosem i często… bezprawiem.
        Sam pisuję tu bardzo osobiście, nie mam tajemnic, szykuję, może to będzie dzieło mego zycia, a może nie, ksiażkę przewodnik dla Polaka po zabytkach starej Francji. Po tych bardzo znanych i tych znanych mniej.
        Bo Francja to Piękny kraj.

        Pozdrawiam

        • Piotr-Pierre pisze:

          A co do moich poczatków tu i języka, to podstawy nauki miałem… w piekarni. Bo to jest trudny język. Dzis juz wiem ze mowiac DOKŁADNIE TO SAMO z innym akcentem mowimy ZUPEŁNIE CO INNEGO. Angielski jest na to bardziej „odporny”.
          Przyjechalem tu „w ciemno”, z 300 euro w kieszeni, i calym swym dobytkiem w plecaku, majac tylko ustne zaproszenie ze szpitala-kliniki, i slowa przez telefon „przyjezdzaj, damy sobie radę”. I bylem w szoku, francuska organizacja takich spraw jest perfekcyjna. Kazdy urzednik, kazdy lekarz WIE co do niego należy przy „absorpcji” kolejnego imigranta. Zero chaosu, zero balaganu.
          W wielu sprawach (maja bardzo zawile prawo) zdaje sie na zaufanie do nich, na funkcje asystentury publicznej, na darmowych tu dla imigrantow adwokatow.
          Obywatelstwo juz moge dostac, ale bronie sie, bo placilbym wieksze podatki, niz teraz. Ale ma byc kolejna reforma prawa pracy, ktora placenie podatkow zrowna. Wtedy sie zdecyduje pewnie.

          P.

        • wikary pisze:

          Zabytki ! , tego czego tu nie ma na wyspie. Kraj ma tylko 200 lat. Dlatego moje coroczne pielgrzymki do europy. No, ale z zabytkow nie da sie zyc, a zycie lzejsze gdzie zabytkow nie ma.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

140740