23102017Nowości:
   |    Rejestracja

Temida Spawaczem IIIRP


Nie interesuje Nas bycie bohaterami, ofiarami, pokrzywdzonymi, chcemy normalnie żyć w zgodzie z prawdą.
Jaki jest sens walki o normalność w zatęchnionym sowiecczyzną kraju? A jest inne wyjście?


W 1999 roku poznałam dziewczynę, obecnie pracownika socjalnego jednego z gdyńskich ośrodków wychowawczych-Marzenę Karnowską. Z czasem -okazało się, że wcale nie ma zamiarów jakie deklarowała zaprzyjaźniając się ze mną. Była tylko trybikiem mafijnej maszyny przestępczej, jaka istniała w Rumi w policji, straży miejskiej, urzędzie, a scalona niepisanymi układami z dawnymi służbami i środowiskiem mafijnym.

Prawdę o zamiarach tej grupy wobec mnie poznałam dzięki człowiekowi, który ostrzegł mnie. Uratowałam swoje życie, ale zostałam brutalnie pobita i okradziona, za wyłamanie się z ich scenariusza.

Zdarzenia zgłosiłam lokalnej policji, która bez namysłu przeprowadziła sprawną akcję zatrzymania tych osób…Jednak to co miało nastąpić potem przeszło jakiekolwiek logiczne pojmowanie.

Na komisariacie, Marzena Karnowska., już w kajdankach groziła mi zemstą, krzycząc „nie wiesz z kim zadarłaś, moja matka pracuje w sądzie i cię zniszczy!”  Słowa te wypowiedziała przy co najmniej kilku funkcjonariuszach, dlatego nie wzbudziły we mnie powaznej obawy. Skoro zatrzymana po napaści, w kajdankach się jeszcze odgraża, to pewnie dostanie o minimum pół roku więcej odsiadki. Tak wtedy myślałam…

Miałam zwichniętą szczękę, wstrząśnienie mózgu, wykręcone stawy, liczne duże krwiaki na ciele oraz rany cięte. Trafiłam do szpitala, w którym mnie poskładano. Nie złapano wszystkich napastników. Dwóch mężczyzn uciekło.

Policjant przyjmujący zeznania ode mnie, po dowiedzeniu się ile wiem i usłyszeniu nazwiska osoby odpowiedzialnej za całe przedsięwzięcie, przestał spisywać zeznanie. Zrozumiał, że wiem zbyt wiele o faktycznych powiązaniach ze światem przestępczym tego funckjonariusza i reszty grupy.

Po miesiącu dochodzenie umorzono z powodu niemożności dostatecznego uprawdopodobnienia winy wobec wszystkich sprawców zdarzenia, a wszelkie dowody na zdarzenie -zniszczono. Wyjazd dwoma samochodami służbowymi do zgłoszenia, zatrzymanie 4osób, protokoły przesłuchań zatrzymanych i moje zeznania oraz dodatkowo zniknęły obdukcje z teczki dotyczącej przemocy domowej-gdzie byłam poszkodowaną, a potem cała teczka, tj.ewidencja zdarzeń.

Kiedy po kilku latach postanowiłam sprawdzić co mają w aktach w tamtym komisariacie-komendant uśmiechnął się szeroko mówiąc, że takich akt nigdy nie było, że coś mi się musiało pomylić. Dodatkowo wykorzystali konflikt jaki miał miejsce między mną a moją matką, na którego bazie spreparowali w późniejszym czasie protokół.

Dopiero po latach dowiedziałam się, że kilka rodzin się świetnie porozumiało lokalnie, dzięki służbom starego systemu, byli przekonani i są przekonani o swojej bezkarności. Pomysłodawcą był Robert W. i to jego się wszyscy lokalnie bali. Reszta osób w moim odczuciu była wykonawcami. Nie można było postawić im skutecznie zarzutów, gdyż każde zgłoszenie formalnie i miejscowo przepływało przez ich ręce.

Obecnie, zgodnie z moja wiedzą Robert W. jest przedsiębiorcą z branży budowlano-meblowej; Marzena K.- wychowawcą zatrudnioną w gdyńskim ośrodku wychowawczym( Tu warto pamiętać o zdarzeniach srzed kilku lat tj. Sprawie ośrodka pomocowego dla dzieci,które podczas terapii były molestowane, a którego dyrektor po uciszeniu sprawy i dziennikarzy-awansował), Agnieszka K, obecnie-zgodnie z moją wiedzą- pracuje w firmie Netia jako przedstawiciel, identyfikując się fałszywymi dokumentami m.in. świadectwem dojrzałości. Pozostali lokalni policjanci oraz osoby spokrewnione z nimi, którzy w znaczący sposób wykonywanymi czynnościami przyczynili się do mataczenia- działali z upoważnienia przełożonego, co w moich oczach wcale ich nie tłumaczy. Są to : sierż. Szymon Wodzik, sierż. Jacek Płotka; st.sierż. Sławomir Wika; podkom. Krzysztof Mikucki; podkom. Ryszard Żuralski,prokurator Marlena Kozacka. Ludzie ci dopilnowali bym została przykładnie ukarana za próbę przekazania opinii publicznej prawdy o tym, co stało się kilkanaście lat temu i jak wyglądał układ policyjno-mafijny w rejonie trójmiasta.

W 2005 roku dowiedziałam się od mojej matki, która przyjechała do mnie do Gdyni z korespondencją, iż wyrokiem nakazowym sąd w Gdyni skazał mnie zaocznym wyrokiem za znęcanie nad rodziną i psem. Moja matka wpierw popłakała się i sprawiała wrażenie zszokowanej. Przy stole, siedziały obie rzekomo poszkodowane i zanosiły się łzami. Mnie zamurowało. Absurd ten wskazały  osoby rzekomo poszkodowane. Nie było jednak czasu na myślenie. Przerwałam studia prawnicze i poddałam się karze ograniczenia wolności.

Każdy, w tych okolicznościach próbowałby chyba się zabić. W kwietniu 2005 roku, umarł Papież Jan Paweł II, umarł także mój niedoszły teść- wspaniały i skromny człowiek, a ja -studentka prawa-otrzymuję informację o jakimś zaocznym wyroku w trybie uproszczonym. Bez dowodów, a mimo to bez możliwości wniesienia odwołania. Sama rezygnuję ze studiów, nikt z sądu nie słucha i nikogo prawda nie obchodzi. Załamałam się, ale chęci do życia nie straciłam.

Postanowiłam poddać się niesłusznie zasądzonej karze i odczekać z opowiedzeniem istotnych okoliczności do momentu, kiedy mojemu bezpieczeństwu osobistemu nie będzie zagrażać ten potężny układ. Skazano mnie niesłusznie i bez jakiegokolwiek materiału świadczącego o mojej winie. Takie są fakty. To, co umieszczono w teszce zostało spreparowane i bardzo łatwo było to obalić. Czemu ktoś miałby zajmować sobie sporo czasu i trudu by skazać niewinną osobę za cokolwiek?

By ochronić istniejące układ w trójmiejskiej strukturze policyjno-prokuratorsko-sądowej, którą scalono i ochrzczono w okolicach 1997 roku, kiedy to jeszcze nie było cebeesiów, a policja uważała, że ułoży się z bandytką i przyspieszy swoje w firmie „tyranie”. Tak powstało wiele trójmiejskich biznesów i spółek para policyjnych. Jednak skupiając się na mojej sprawie- bardzo często bandyci i policja-stanowili jedno ramię.

Gdyby prawo było lepsze..gdyby policja więcej zarabiała..nie. W polskich urzędach to już siedzi mocno we krwi, że wszystko potrafią sprzedać i na wszystkim się wzbogacić…

Kogo to obchodzi, ze ktoś jest niewinnie skazany? A mnie nie tylko skazano za cos czego nie zrobiłam ale i nieskazano tych, którzy przestępstw dokonali. Byłam jedynym świadkiem-poszkodowanym w sprawie bezpośrednio. Gdyby nie fakt że są także pośrednio poszkodowani-pewnie już by mnie coś złego spotkało.

Ogrom tego przekrętu i działań wymierzonych przeciwko mnie doszedł do mnie nie od razu. Z roku na rok odkrywałam kolejne jego karty. Nikt mnie nie finansował, nikt mi nie pomagał, sama drązyłam, szukałam, podejmowałam ryzykowne działania, poznawałam setki martwych przepisów, martwych,bo łamanych oraz dziesiatki sposobów na pomyślne dla sprawców rozstrzyganie w fazach zarówno przygotowawczych jak i przy merytorycznym rozstrzyganiu. Cała siatka z czasem coraz bardziej się przede mną otwierała na wgląd, ale z ciągłym ryzykiem i inwigilacją.

 Jedyne dwa zdarzenia, na które w swoim materiale dowodowym powoływała się policja i sąd- okazały się matactwem. Prawdziwe dane o tych dwóch zdarzeniach tj, dokumentacja służbowa: notatki z interwencji ze względu na zachowanie członka mojej rodziny  oraz moje obdukcje-nie tylko nie zostały umieszczone w aktach sprawy, ale wogóle zniknęły  z komisariatu. Jeśli byłabym sprawcą choć jednego z zarzucanego mi czynu chyba ktos pokrzywdzony dysponowałby choć zaświadczeniem lekarskim?   Oto część moich dokumentów. Została umieszczona w aktach sprawy dopiero przeze mnie, jako załącznik do odwołania od wyroku, PO WYDANIU WYROKU. Policja dysponowała pomiższymi i innymi dokumentami mojej niewinności od początku, miała obowiązek rzetelnego i obiektywnego badania zdarzeń? (tylko na papierze) bo to zostało jak widac w niepamięci, zaś na zasadzie odwracania kota ogonem z poszkodowanego i to dysponującego jako jedyny dowodami winy innych  i swojej niewinności, stałam się winną bezdowodowo:

Policja, będąc w posiadaniu powyższych informacji i dokumentów nie dołaczyła ich do akt dla sądu. Nie postarała się o opinię świadków, którzy znali sprawę m.in. wielu sąsiadek czy szczegółów interwencji gdańskiego oddziału CIK. Czy jest to jednak niedopełnienie obowiązków służbowych czy celowe mataczenie z uwagi na fakty, które przedstawiłam powyżej?

Istnieją osoby, które potwierdzają moje słowa-nawet w samej policji.  Jednak z uwagi na szeroki wachlarz możliwości zastosowania władztwa wobec nich oraz praktykę stosowania Czarnego PR- boją się jeszcze głośno o tym mówić.

Co do interwencji CIK. Policja bała się że organizacja ta ma swoje rejestry i wolała przynać się do jej ingerencji w sprawę. Jednak zamiast przedstawić sądowi obszerniejsza informację, dodają tylko lakoniczną i nie do konca zgodną z faktami notatkę.

 

Sąd w toku postępowania nakazywał policji wielokrotnie spowodowanie właściwego doręczenia wezwań stronom, wszystkie zwrotki wracały jako nieodebrane. A dodatkowo taka karta w aktach sprawy. Nigdy nie urwał się kontakt mój z moją rodziną, nawet po wyprowadzce, już kilka dni później matka mnie odwiedziła. Spotykaliśmy się wszyscy regularnie, cotygodniowo, z czego istnieje około 10 zdjęć datowanych i na co są swiadkowie z zewnątrz.

 poniżej zdjęcie u matki z 2003roku

Tak jak wspominałam, sąd-zgodnie z zawartością teczki IIK609/04 wielokrotnie obligował komisariat by spowodował doręczenie wezwań stronom. Jednak jak mógł to uczynić, skoro-gdyby tylko ktoś wiedział, sprawę by umorzono.

W lutym 2011roku , sprawa jest od kilku lat sprawą archiwalną  a wyrok zatarty.  Ponosząc wysokie koszty uzyskuję dostęp do tych akt, zapoznaję się z nimi i wykonuję kopie. Przez to spotykały mnie anonimowe groźby odnoszące się do tego, że jeśli nie zaprzestanę swojego „dochodzenia do prawdy”, stanie mi się krzywda. O takich zdarzeniach informowałam Policję, która jednak ignorowała zdarzenia. W okresie 2009-2012 czynności, które podejmowałam w tej sprawie były inwigilowane i kontrolowane, zarówno poprzez sieci GSM jak i dwie znajomości, które w tym celu były zawarte ze mną. Policja zaś przestała wobec mnie realizować swoje ustawowe zadania ignorując sygnały dotyczące przestępstw oraz działając na moją niekorzyść.

Od 2005roku miałam świadomość iż dokumentacja akt sprawy IIK609/04 jest spreparowana,a podpis widniejący pod protokołem przesłuchania jest sfałszowany,  Niestety w tamtym momencie sąd odrzucał każdy mój wniosek.

 W styczniu 2012 roku powzięłam również informacje iż istnieją uzasadnione przesłanki do stwierdzenia, że mataczenia te sięgają aż sądu okręgowego, jako nieformalne zależności na tyle poważne iż mogą uniemożliwiać skuteczne wniesienie wniosku o wznowienie zakończonego postępowania.

 W roku 2006, sąd przychyla się do wniosku o zatarcie skazania bardzo szybko. Czemu? By zamknąć sprawę i nigdy do niej nie wracać. Zatarcie skazania przyczynia się do wymogu milczenia, bo żaden skazany nie będzie ujawniał swej karalności, gdyż na tym straci. Nawet jeśli był niewinny, bo kogo to obchodzi.

 W roku 2009, kończę studia administracyjne. Składam aplikację do służby w Policji w Gdańsku. Poznaję człowieka, który skutecznie wmontował mi keyloggera systemowego do komputera, w kwietniu, interesuje się przesadnie i dopytuje o napisaną a nie wydaną jeszcze książkę, którą piszę od 2005roku, a która dotyczy tych właśnie zdarzeń.

Znajomośc kończy się jego ucieczką. Zresztą cała i udokumentowana relacja z tym człowiekiem świadczy, że miał wobec mnie konkretne zadania, a głównym z zadań było zdobycie informacji o tym co zamierzam zrobić ze sprawą. W międzyczasie, KWP odrzuca moją aplikacje do służby powołując się na niespełnienie wymogów formalnych.

We wrzesniu 2010 powiadamiam KWP o moich obserwacjach odnośnie jednej ze spraw kryminalnych.

Miesiąc później, mam założony nasłuch.

Pomimo odrzucenia mojej aplikacji do służby w Policji w roku 2009, już na etapie składania dokumentów, postanawiam drugi raz spróbować swoich sił, ale z takim nastawieniem. Jeśli nie będą mnie chcieli przyjąć, trudno, ale nie dam im tak łatwo za wygraną, nikt mnie nie zaszczuje już bardziej. Dniem przyjmowania dokumentów w KWP Gdańsk jest zwyczajowo tylko środa.

Na forum pojawiają się wpisy tego typu :”miała w środę być..”

Dochodzę do wniosku, że to Policja mnie podsłuch…e i kontroluje w pewnym sensie, choćby mój strach. Składam jednak papiery i wchodze w procedurę bez najmniejszego problemu. Udaję się do Słupska do Szkoły Policji. Bynajmniej nie wchodzę w to „błoto” by zostać funkcjonariuszem polskiej policji, bo zdanie o tej instytucji mam wyrobione i klarowne. Chcę się dowiedzieć w co i jak są w stanie ze mną grać.

Poprzez internet napisali,że jeśli zechcą, będą mnie prześladować na milion sposobów i pod dowolnym hasłem wyszukiwarki.

 W międzyczasie wyrabiam sobie w lokalnym WKU papiery, które spowodują, że Ci, którzy mnie prześladują się trochę ogarną. Robię to oficjalnie, nie ukrywam tego, chcę żeby wiedzieli co robię. Faktycznie, po przejściu testów i otrzymaniu dokumentów świadczących iż, nadaję się do czynnej i zawodowej służby wojskowej w randze oficera- szykanowanie mnie zmniejsza się,ale działania nie zaprzestają.

 W lutym 2011 roku, po zapoznaniu się z aktami sprawy IIK609/04 podjęłam działania, które pozwoliły mi ustalić ponad wszelką wątpliwość iż oskarżona o napaść na mnie Marzena K. zna się od lat z sierżantem Jackiem Płotką, który prowadził tę sprawę, a dokładniej z jego rodziną. Tak samo udało mi się ustalić inne zależności, na przykład znajomość SSR Jolanty Jeżewskiej z moim obrońcą z urzędu mec.Białkowskim, czy powiązania rodzinne funkcjonariusza policji mgr inż. Krzysztofa Kaczmarka , w tamtych latach funkcjonariusza pracującego w Komisariacie Rumia i pracującego nad sprawą IIK 609/04 z Marzeną K. Moje ustalenia to jedynie wierzchołek współzależności, bo sama znajomość w obliczu dzialania w jednym sądzie o niczym jeszcze nie przesądza.

Nadto ustaliłam, iż drugi czyściciel zna się osobiście z Marzeną K. Z perspektywy życia sama znajomość o niczym nie świadczy, jednak zachowanie tegoż osobnika względem mnie miało doprowadzić do zastraszenia mnie, co ujawniło się dopiero we wrześniu 2011roku a skończyło dla mnie powiadomieniem Biura Spraw Wewnętrznych KWP Gdańsk. Niestety i ten człowiek podlega ich ochronie, być może jest własnie świadkiem koronnym, który dostał takie zlecenie. Poprzedni czyściciel również -choć wykładowca akademicki-miał grubą kartotekę i gdyby nie poszedł na układ straciłby nie tylko finansowanie. To sa osoby oficjalnie „odpicowane” dzięki układom ze służbami, dzięki podjęciu współpracy mniej lub bardziej z własnej woli. To takie SB i TW naszych czasów. Bardzo często  relacje uwiarygadniające ich są budowane poprzez placówki poprawczo-wychowawcze, gdzie mają możliwość wbicia do głów młodym i brutalnym swojej chorej idei.  A im wiecej tacy młodzi-zbuntowani mają na koncie-czytaj-są bardziej brutalni-  tym lepszym stają się dla nich materiałem na współpracownika. Bo nie będą się chcieli dać zapuszkować i będa słuchać przełożonych. W procesie resocjalizacji dochodzi często do patologii wtórnej, pod wpływem niewłaściwego opiekuna. Myślę, że z takich miejsc tworzą sobie czyścicieli.

Po przestudiowaniu akt sprawy IIK609/04 oraz dzięki nieoficjalnym źródłom wiem, że jedyna sędzia, która starała się być uczciwa w sprawie, gorzko tego pożałowała.

 Po ucieczce drugiego czyściciela, powiadomiłam odpowiednie organy Policji o przekrętach i przestępstwach lokalnych.

Ruszyła machina.

KGP zleca Prokuraturze Okręgowej. Otrzymuję status poszkodowanej.

Ja od razu dostałam karę- wyleciałam z rekrutacji -oficjalnie-po wypełnieniu ankiety bezpieczenstwa-nieoficjalnie- sama to przyspieszyłam idąc na rękę gdańskim pseudopolicjantom i stosując się do telefonicznych instrukcji kadrowej. Miałam brzydko mówiąc- wbite w tę służbę od początku istnienia związków przestępczych z policją. Bez żalu się z nimi rozstałam.

Po moim zerwaniu „cichego układu”, KGP zleca Pokuraturze Okręgowej w Gdańsku dochodzenie. Oczywiście, co się później okaże, z nastawieniem na wyciszenie i umorzenie.

Kiedy nie byłam pod osobową kontrolą ich człowieka,wtedy pojawił się wpis o cichym układzie.

Jako pokrzywdzona, byłam dwukrotnie wzywana na przesłuchanie, w różnych prokuraturach.

 Zmagałam się ze skretyniałymi prokuratorami, którzy na pierwszy rzut oka swoją nieudolnością irytują. Dopiero po głębszym przyjrzeniu się ich postawie widać, że działają z premedytacją. Nie istnieje jakiś realny sposób by pokonać prokuratora nastawionego na umorzenie, bo z reguły ma w tym spore doświadczenie i przygotowuje się do każdego przesłuchania bardzo mocno, dzięki poprzednikom(wcześniej prowadzącym sprawę prokuratorom), którzy zdradzają mu o co pytać i jak.

Kolejny prokurator wypytuje mnie o to czy współpracuję z Krzysztofem Rutkowskim, zamiast skupić się na merytorycznych punktach sledztwa. I tak zaczyna się zabawa w półsłówka, w kotka i myszkę, w kto mocniejszy. Kiedy ja wyrażam telefonicznie wolę uzupełnienia zeznać, prokurator o wdziecznie brzmiącym nazwisku-Rzeźnik- zgadza się na to. Miał czekać jeden dzień na dosłanie uzupełnienia. Nie poczekał. Tego zamego dnia podejmuje decyzję o odmowie wszczęcia śledztwa, choć 10 minut wczesniej rozmawiał ze mną i powiedział, że -oczywiście, mogę złożyć uzupełnienie i będzie na to czekał. Wczesniej, w trakcie przyjmowania ode mnie zeznań, zamiast iść chronologicznie dalej w zeznaniach, drążył tylko jeden wątek, by móc go obalić a tym samym podważyć resztę ewentualnych zarzutów wobec ludzi, z którymi mógł mieć styczność kilkanaście lat temu-jak to miało miejsce w przypadku i pierwszej prokurator, która przyjmowała ode mnie zeznania. Okazało się bowiem iż była związana zawodowo z osobami , które oskarżałam. Na szczęście-ta prokurator miała odrobinę rozumu by się wycofać, co i tak musiałoby się stać z uwagi na przesłanki proceduralne.

 

W sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek, w którą to sprawę czynnie się zaangażowałam, padłam ofiarą cyberstalkingu otrzymując liczne groźby świadczące o tym, iż działania podejmowane przeze mnie celem dojścia do prawdy w sprawie zaginięcia dziewczyny stanowią konkurencję dla Policji i nie będą mile widziane, a mogą skończyć się podjęciem działań formalnych. „ Mamy przyjść w 15stu” „Nikt nie lubi konkurencji, a jak już o namacalne korzyści chodzi to tym bardziej” „ Uważaj kartoflu rumuński” ; na pytanie-kiedy kolejny trup? „Ty będziesz następny” etc. Nie ograniczyli się tylko do cyberstalkingu, podejmowali też liczne działania w realnym świecie, począwszy od inwigilacji i nasłuchu po głuche telefony oraz prowadzenie decyzyjne spraw, które mnie dotyczyły w danym czasie. Tę technikę opisałam i opublikowałam również na łamach NE.

Osoby uwikłane zarówno w moją krzywdę sprzed 12lat i krzywdę tej dziewczyny zastraszały regularnie mnie poprzez to właśnie forum. Aby groźby były poważne i dawały zamierzony efekt musiały posiadać informację, o której wiedziała tylko ofiara stalkingu. Do tego celu służyła m.in. wiedza operacyjna policji oraz wiedza czyścicieli,którą pierwszy zdobywał włąmując się na komputer a drugi , dzięki bezpośredniemu kontaktowi ze mną.

Osoby wpisujące te posty potrafiły dokładnie podać co robiłam w danym dniu i godzinie, gdzie byłam a nawet gdzie się wybieram.

Informacje te były przemieszaniem kłamstwa z prawdą, tak, bym bała się ich nawet użyć, z uwagi na naruszenie godności osobistej. W ramach tego prześladowania, w ten sposób każda wiedza operacyjna zdobyta dzięki założeniu przez lokalnych funkcjonariuszy Niebieskiej Karty oraz procedury rekrutacji do służby w Policji była upubliczniana i nadawano jej przeinaczony sens by mnie co najmniej zirytować, pokazać, że jestem inwigilowana, zaszczuć i zniszczyć psychicznie. Informacje te zawierały zarówno zdarzenia faktyczne jak i pomówienia. W moim odczuciu miały być wyrazem władztwa i kontroli lokalnych służb nad przebiegiem i tokiem spraw.

Nie przytaczam tu szczegółów wszystkich zdarzeń, bo niestarczyłoby miejsca ani czasu, ale istotne w takich przypadkach zastraszania świadków przestępstw jest to, że atak jest wielopoziomowy i zmasowany. Niszczą wszystko wokół Ciebie, bez najmniejszego zawahania.

Powinnam i uczynię to, choć teraz wogóle nie wymieniam środowiska sądowego i prokuratorskiego, które współpracowało w tym procederze. Nie czynię tego z jednego prostego powodu, trudno wogóle znaleść z tego rejonu prokuratora lub sędziego, który ma swoje zdanie lub orzeka/podejmuje czynności uczciwie. Ci, którzy pracują czynnie w sądach są mniej lub bardziej uwikłani w konieczność zachowania tajemnicy swoich decyzji, co oczywiście ich nie tłumaczy, a tłumaczy jedynie ich potrzebę spokoju i bezpieczenstwa, uczucia bezkarności. Nie wszyscy dają się skorumpować, są tacy, którzy są szantażowani, ale sa i tacy, którzy czynią niesprawiedliwość, której życzy sobie bandyta- za tak zwaną wdzięczność w przyszłości lub z czystego zepsucia.

Co do czyścicieli-cih personalia są dobrze znane służbom, bo to ich odpłatni współpracownicy, choć w różnych formach współpracy. Co ciekawe, wewnętrzni chronią ich bardziej niż samych policjantów. Czemu? Oto jest pytanie.

 Dochodzenia nie wszczęto. Oficjalnie KGP zaprzeczyła by Robert W. Był kiedykolwiek ich funkcjonariuszem, pomimo faktu iż co najmniej kilku funkcjonariuszy przyznaje iż osoba ta w jednostce Policji pracowała, ba-miała nawet specjalne przywileje. Po prostu przygotowali się, a być może był to człowiek z zupełnie innych służb-jeszcze bardziej chronionych.

Jeśli bym skłamała- miałabym postawiony zarzut wprowadzenia funkcjonariusza publicznego w błąd, ale wiedzą że nie kłamię. Jednak nie mogą mi oficjalnie przyznac racji. Boją się bardziej niż ja, zatem mnie, moją sprawiedliwość tacy prokuratorzy są w stanie poświęcić dla spokoju i ochrony dawnego układu.

Traktują te informacje jako kwity, robią na tych informacjach milionowe interesy, bo nie tylko o handel ludźmi tu chodzi, ale również o parabanki, instytucje finansowe, Informatyzację resortów i ministerstw z całą rzeszą osób współpracujących w tym procederze, od zwykłych programistów po ministrów nie naszych rządów oraz inne duże afery, z których jedna-jest szczególnym oczkiem w głowie służb, które tylko czekają by znów wejść w posiadanie wiedzy za darmo, a wyssać z niej miliardy i nikomu nie postawić zarzutów.

 Trójmiejska Policja, Sąd z Prokuraturą wespół umorzyły łącznie trzy śledztwa- nie kusząc się na żadne dochodzenie czy weryfikację (ostatnio sprawę „badano” na wniosek Prokuratury Okręgowej w Gdańsku-na zlecenie KGP tj. od stycznia 2011 do lipca 2012). W uzasadnieniach swoich decyzji przedstawiali taki argument za umorzeniem, że polemizuję z postanowieniami prokuratorskimi, a nie ujawniam żadnych nowych istotnych okoliczności (!?). Czyżby chcieli miec we mnie informatora lub -co bardziej prawdopodobne-wykończyć moich informatorów. Mnie się nie boją, ale swoich,którzy powiedzieliby prawdę baliby się ogromnie. Jestem pewna, że nie chcą sądu gdyńskiego ruszać, skoro zeznania składałam m.in. w Pucku, gdzie wszyscy , wszystko zamiatają pod dywan. Dzięki temu krótkiemu pobytowi w Pucku dowiedziałam się od mieszkańców, jak tam wygląda samorząd i władza. Ilu pozostało młodych czy jak rządzi głowa miasta. Nie wygląda to dobrze. Zatem Prokuratura Okręgowa w Gdańsku zleca poważne zadania takim-przepraszam za zwrot-wypierdkom, po co? By mieć pewność na szybkie umorzenie.

Ciekawa jestem jak długo jeszcze sąd, policja, prokuratura będzie w Trójmieście działać jak zwarta mafijna rodzina Corleone. Jak długo na czarne będzie mówić białe. Jak długo z młodych gniewnych-będzie im łatwiej i ekonomiczniej wytwarzać bandytów-bo ci są w cenie. Ciekawi mnie ile osób już się z nimi starło i nie wytrzymało i dali za wygraną.

Kto pozwolił na kumoterstwo, mające tak szerokie skrzydła, by nawet poza urzędem nie boją się szkalować i unicestwiać swoje ofiary? Oni bez mrugnięcia okiem wykańczają swoich wrogów, a do tej kategorii może być wciągnięta nawet sąsiadka , która nie powie im dzień dobry, bo tak! Bo takie mają widzi mi się i -bo mogą. Są wystarczająco zdemoralizowani i mają odpowiednie narzędzia prawne i pozaprawne by uczynić o wiele większe zło aniżeli tylko mnie.

„Potrzebni są młodzi, bystrzy bandyci, bez sumienia i bez zahamowań, którzy dla kromki chleba dadzą się pociąć”

Czy takich obywateli chce polski wymiar sprawiedliwości? Czy nikt juz tego nigdzie nie kontroluje?

Na dzień dzisiejszy, z mojego statusu osoby pokrzywdzonej nic nie wynika, bo koleżeńskim prokuraturom nie za bardzo, przeciwko swoim -się chce. Zbieranie i weryfikacja materiałów dowodowych na funkcjonariusza publicznego przez funkcjonariusza publicznego do celów realizacji ścigania za przestępstwo- nie istnieje. Za to doskonale funkcjonuje czarny PR, który ma zniwelować zainteresowanie opinii publicznej takimi sprawami, nazywając publicznie ofiarę oszustem lub psycholem. Oto jego naczelne zasady:

 Jedna ze sprawczyń napadu z 1999roku-Agnieszka Kalisz, zatrudniona przez Gdynską spółkę PKP WARS- przekazała moje dane personalne dzięki tamtejszym znajomościom, a ci z kolei wystawili fikcyjne roszczenie, że niby mam jakieś mandaty kolejowe. Do tej pory sprawa się ciągnie. Tak właśnie działa mafijny układ lokalny. Całkiem niedawno zaczęło się . Mszczą się, ale nigdy nie oficjalnie, nigdy w świetle kamer czy na ławie sądowej, bo tak- w demokratycznych warunkach-nie mieliby szans. Dlatego „cichaczem” , wykorzystują swoje lokalne powiązania by w ten sposób, na bazie scalonej lokalnie siatki, zatruwać dalej krew. Korzystają z możliwości, które mają. Wykorzystują przy tym to, co mają. Wciągneli w to mojego ojca, który nieświadomy oszustwa stwierdził, że mi pomoże i zamiast do mnie zadzwonić zapłacic prawie tysiąc złoty rzekomego zadłużenia za rzekomy mój przejazd bez biletu, który nie wiadomo kiedy miał miejsce i na jakiej trasie. Byłam zła, że dał się tak oszukać, ale miał dobre intencje.  To tylko fragment działań nacelowanych na zemstę za ujawnienie prawdy, działań zmierzających do zniszczenia człowieka, do jego upokorzenia, tak to działa.

Niewinny człowiek w tym kraju musi się tłumaczyć, ma problemy. Mając dane osobowe z człowiekiem można zrobić wszystko na bazie układów z urzędnikami. Przykłady się mnożą,a papier „przyjmie wszystko” tak, jak urzędnik nie wzgardzi konfiturą.

Kumulując i archiwizując działania przeciwko mnie w tym układzie możnaby się za głowę chwycić..i za portfel. To nie komuna BIS, to coś o wiele gorszego, bo patologia w urzędzie pozwoliła na przestępstwa w ramach prawa w każdej dziedzinie prawa.

Nie ma jak pozbyć się tego problemu, bo narósł on pokoleniowo, starajcie się jednak przeżyć wśród matactw, fałszerstw, korupcji i nepotyzmu choć kwitnie ten bluszcz obecnie tak, jakby był dla niego najlepszy czas.

Jedno motto płynie z tych zdarzeń:

Z powodu istnienia mafii w urzędniczej strukturze Trójmiasta i skoro władza centralna nie ma ochoty naprawić tego stanu rzeczy- całkowicie się odcinam od tej sytuacji i nie mam zamiaru dłużej ponosić konsekwencji tego stanu rzeczy. To słowa dedykowane Prokuraturze Generalnej i obecnemu Ministrowi Sprawiedliwości oraz Komendantowi Głównemu Policji-którzy znają wszystkie fakty…no chyba że źle wykonują swoje obowiązki nadzorczo-kontrolne lub przyzwalają na lokalne grube przekręty z innych powodów.

Zabrano mi więcej niż komukolwiek na tym świecie i obiecuję publicznie że miarowo się każdemu z osobna odpłacę. A każdą skorumpowaną urzędniczą kurwę, która postanowi bezprawnie wsadzić kogoś w trójmieście do więzienia, bo coś widział, bo coś wie-bądź zniesławić, upokorzyć czy po prostu brutalnie i perfidnie oszukać-będę ścigać z potrojoną mocą. Bez znaczenia czy to będzie prokurator, policjant, zwykły obywatel czy polityk. Metody, jakich nauczyli ich dziadkowie z SS czy UB nie wystarczą by ochronić ich tyłki. To gra o większe stawki niż jedno życie ludzkie.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Polecane artykuły

Ilość komentarzy: 8 dla artykułu "Temida Spawaczem IIIRP"

  1. Jerzy Poręba pisze:

    Chodzi o okręg wyborczy Myśliwego Północy, oni lubią zabijać to co Żyje. W języku (ang) „Power Trip” to Czarny Hitler który z nagrodą nobla któremu się wydaje (musi) wywołać III wojnę światową. Więc Marlena Kozacka już nie jest prokuratorem i orzeka w jako SSR w Gdyni, czyli prokurator nie jest potrzebny. Sami z siebie się nie zwieli, tak jak lubi siebie nazywać poseł ze Słupska Władysław Sz. na pół roku przed zastąpieniem Joanna Seny…… w sejmie która wybierała się się do UE zniszczy mnie na wszelki wypadek szukając swoich przekrętów w temacie swoim i Marka Borowski…… (Sondaże). To jest syf jakimi ci ludzie są desperatami jeśli chodzi o władzę. ( Podpisałem się na prawdę i jeśli mi się coś stanie to są sumy kontrolne o których twój pies w postaci biegłego zapomniał wspomnieć, ten szajs rozesłałem (rok temu))
    Odnośnie SSR z wydziałów wykonawczych, bezpieczniej bym się czół na ”Leszczynkach w Gdyni ” o 00:30 niż w budynku SĄDU w Gdyni.

  2. Jerzy Poręba pisze:

    Jestem z Obuża i jestem detalistą ( drąże tematy by wiedzieć nawet to gdzie dokładnie były mogiły choleryków w Gdyni, i jestem zdegustowany) kiedyś miałem tylko dwóch kumpli z Leszczynek. Ogólnie mi się wydaje że muszą być dowody w postępowaniach sądowych, a przede wszystkim potwierdzenia tego że pozwany/oskarżony idąc do sądu ma wiedzę w jakiej sprawie jest wzywany do sądu (potwierdzenia przyjęcia zobowiązania np. awizo lub podpis NO w moim przypadku prokurator zadzwonił do mnie na komórkę że ma interes do mnie i się sfrajerowałem). Tego rodzaju szczegóły trzeba składać na piśmie w biurze podawczym z potwierdzeniem odbioru (dla kasacji, bo okręgowy to dosłownie ci sami ludzie, sprawiedliwość to koszta adwokat który będzie potrzebował tych pism w kasacji) bo w sądzie wykonawczym w moim przypadku gdy wspomniałem o ZARZĄDZENIU Nr 81/03/DO MINISTRA SPRAWIEDLIWOŚCI z dnia 12 grudnia 2003 r. w sprawie organizacji i zakresu działania sekretariatów sądowych oraz innych działów administracji sądowej – usłyszałem że sąd zna prawo i że jak będę dalej krzyczał na sąd wyjdę w kajdankach i pójdę siedzieć.Ja nie mam wywodów emocjonalnych lecz SSR Marlena Kozacka mając pełną świadomość tego że prowadzi postępowanie nie mające umocowania prawnego pokazała mi że w tej dżungli sądownictwa każdy może wszystko i trochę więcej dla znajomych. Dlaczego bezpieczniej ? – czynnik społeczny nawet w postaci prokuratora, podejrzewam że tego pokroju bogowie sal sądowych mają broń i są gotowi zabijać. Ktoś kto zaczyna od 8.000 zł zaczyna karierę zawodową na start nie jest w stanie swoimi kategoriami postrzegać ludzi z najniższą krajową za równych sobie (nie są zdolni do interesów = zwierzęta i drapieżniki – takie wyższe nauki ). Kłamstwa mają na serio krótkie nogi ale co z tego gdy za stołek da się wypaczyć autorytet prawa, Sąd Najwyższy tam jeszcze dbają o swój wizerunek z tym że to kosztuje (wiedza jest gratis ja trochę łyknąłem i bez interesu się podzielę meila podałem, jestem za tym by każdy przestrzegał prawa nawet policjanci). NSA=USA a nasz rząd pieje z radości że jesteśmy szpiegowani może jutro dowiem się że jestem terrorystą pisząc prawdę.

    • Granatowa Granatowa pisze:

      Alez oczywiście, że nie wolno reagować na zawezwanie urzędnika, sędziego, policjanta- telefoniczne!

      Wszelki czynności tego typu urzędnik musi dokonywac na piśmie.
      Ja też kilka razy taki błąd popełniłam, m.in. reagując na telefon policjantki z Gdyni działajacej z ramienia lokalnej prokurator, albo reagując na telefon kadrowej z KWP Gdańsk, który mogłam śmiało zignorować i czekac na decyzję. Są sprytni i cwani i z pewnością wykorzystają emocje oraz wiarę w to, że wszystko co wobec Nas robione jest w ramach pewnej formalnej ścieżki.

      Z czymkolwiek się Państwo nie spotkają- proszę zawsze czekać na „papier” a nie reagować na nakładane przez nich telefoniczne zobowiązania np. do stawienia się.

  3. Jerzy Poręba pisze:

    Świat wygląda miej więcej w ten sposób że ludzie są surowcem dla tych co się udokumentowali na lepszych. Zwykły przykład z Niedzieli … TRUP BIEGACZ. Prezydent miasta Warszawy zleca bieg (ten warszawski) organizatorowi SPORTING BM ( dane z 2009 roku za 598.684,00 PLN ) by ten go wykonał (po co ? by coś się działo w stolicy na pokaz). W 2011 roku uczestnictwo kosztowało biegacz 60 PLN, co za frajda biegać. W 2013 roku 75 PLN razy 12.000 uczestników ( 900.000,00 PLN ) i sponsorzy koszulek i medalików oraz banerów. Zamiast respiratora nie profesjonalny masaż serca przez ok. 30 min. Profesjonaliści robili w gacie wzywając pomoc radiami/komórkami ponieważ sami nie wiedzieli po co tam są, dla nich to kolejna wtopa lecz dla tych którzy mieli 10 km w nogach to było prawdziwe wyzwanie pomóc/ratować człowieka. SPORTING BM to pensjonacik w Międzyzdrojach gdzie odbywają się szkolenia biznesowe zapewne na temat tego jak żyć w komitywie z władzą regionalną. I tak co roku ludzie biegają bezgranicznie sprzedając swoje dane osobowe oraz wizerunki w świetle punktu IV ust. 3 Regulaminu na cały świat. Najgorsza w Polsce jest samotność w bezprawiu, trzeba sobie zasłużyć na takie traktowanie. Gdzie są dziennikarze gdy trzeba objawić prawdę tych schematów dojenia kasy od społeczeństwa. Gdzie są gdy morduje się ludzi żywcem przez lata, zapłacić 75 zł za śmierć po 10 km biegu TYLKO W POLSCE.

  4. Jerzy Poręba pisze:

    Uznaniowość sędziów daje wolną rękę w podejmowaniu spraw w postępowaniu procesowym tzw. prawnikom. Sądy Polskie kochają korupcje ponieważ są dyktaturą, zwykli ludzie są za biedni by ich skorumpować. Państwo same w sobie ich korumpuje, tacy ludzie wiedzą że są bezkarni i robią to co im pasuje (awanse itp.). Czym jest prawo pisane w RP wobec humorów nie zweryfikowanych psychicznie sędziów, to jest duże pole do inwestycji finansowy/emocjonalnych.

    • Granatowa Granatowa pisze:

      Ja bym nie przejmowała się stanem zdrowia sędziego czy prokuratora..to jedynie sprawa układu jakie decyzje podejmuje. Gdyby sędziowie mieli poważny problem psychiczny to taki ukłąd wyplułby go wcześniej, zanim, przypadkowo nie „wysypałby” sędzia danego układu z racji choroby.

      To nie MY OBYWATELE RZĄDZIMY, rządzi każdy kto ma władzę a władza wynika ze statusu finansowego oraz typu i sposobu oddziaływania na lokalne środowisko.

      Im więcej strachu przed siłą finansową X, tym większa gwarancja realizacji zamierzeń X.

      I „nie mam mocnych”, jeśli przyjrzymy się wewnętrznemu funkcjonowaniu instytucji publicznych.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

73793