17102017Nowości:
   |    Rejestracja

Szeremietiew: przegrana oznacza katastrofę


Wraz z kryzysem w UE i NATO Polska staje przed koniecznością zmiany swojej strategii bezpieczeństwa, bowiem dawne i ciągle niedostrzegane w Warszawie zagrożenia geopolityczne niespodziewanie mogą stać się realne – ostrzega George Friedman, dyrektor amerykańskiej prywatnej agencji wywiadowczej Stratfor. Tekst profesora Friedmana opublikował portal Forsal.pl  Warto zapoznać się z tym poglądem rozważając stan sił zbrojnych i całokształt problematyki bezpieczeństwa narodowego RP.


Stratfor: Polska potrzebuje nowej strategii. Warszawa powinna inwestować w obronność

Polska strategia narodowa obraca się wokół fundamentalnej kwestii: jak zachować narodową tożsamość i niepodległość. Byt kraju, który jest zlokalizowany na Nizinie Północnoeuropejskiej, tak często najeżdżanej przez innych, jest mocno podatny na ruchy euroazjatyckich potęg.

W związku z tym polska historia i istnienie tego kraju jest dość nieregularne, od niepodległości, nawet poprzez regionalną dominację, aż do kompletnego zniknięcia z mapy świata. Przetrwanie w takich warunkach możliwe było tylko dzięki językowi i pamięci, dzięki którym kraj mógł odradzać się na nowo.

Dla niektórych krajów geopolityka to kwestia marginalna. Wygrasz, przegrasz, a życie toczy się dalej. Ale dla Polski to kwestia egzystencjalna – przegrana oznacza katastrofę. W związku z tym polska strategia narodowa w sposób nierozerwalny jest związana z ciągłym poczuciem lęku i desperacji, bo nic w historii tego kraju nie wskazuje na to, że historia mogłaby się nie powtórzyć. 

Aby zacząć myśleć o polskiej strategii geopolitycznej, musimy cofnąć się do XVII wieku, gdy Polska sprzymierzona z Litwą była jednym z głównych rozgrywających na Starym Kontynencie. Wówczas terytorium Rzeczpospolitej rozciągało się od Morza Bałtyckiego prawie po Morze Czarne, od Ukrainy na wschodzie do regionów niemieckojęzycznych na zachodzie.

Wtem w 1795 roku kraj zakończył swoje niepodległe istnienie i został podzielony pomiędzy trzy wschodzące potęgi – Prusy, Rosję i Austrię. Niepodległość przyszła dopiero wraz z Traktatem Wersalskim w 1919 roku, po czym Warszawa znów musiała walczyć o byt – tym razem ze Związkiem Sowieckim w 1920 roku. Po niedługim czasie kraj znów został zaatakowany – najpierw przez nazistowskie Niemcy w 1939 roku, po czym, choć formalnie istniał, został zdominowany przez Związek Radziecki aż do 1989 roku.

Kraj w taki sposób doświadczony przez historię musi skupiać się na swojej niepodległości i unikaniu zewnętrznej okupacji – sprawa ta przenika wszystkie sfery działalności. Z tej przyczyny niemożliwa jest analiza Polski tylko na podstawie ekonomicznych, instytucjonalnych czy kulturowych przesłanek, niezbędny jest też powrót do historii.

Niepewne bezpieczeństwo Polski

Polska ma dwa strategiczne problemy. Pierwszy to jej geografia. Choć pasmo górskie Karpat oraz Tatry zapewniają krajowi pewne bezpieczeństwo od południa, to od zachodu, południowego zachodu i wschodu znajdują się już tylko rozległe równiny z kilkoma rzekami, które zapewniają bardzo ograniczone bezpieczeństwo. I to właśnie te rozległe równiny stanowiły w przeszłości świetną linię do ataku ze strony choćby napoleońskiej Francji czy nazistowskich Niemiec.

W XVII stuleciu Niemcy były rozczłonkowane i związane w ramach Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, zaś Rosja była wschodzącą potęgą. W takich okolicznościach położenie na Nizinie Północnoeuropejskiej było dla Polski szansą. Kraj mógł zakotwiczyć się na tych terenach i przygotować na zagrożenia z każdej strony.

a1

Sytuacja zmienia się jednak radykalnie, kiedy atak następuje z różnych stron: gdy kraj staje się obiektem agresji ze wschodu, zachodu i południa – tak jak miało to miejsce pod koniec XVIII wieku ze strony Rosji, Prus i Austrii – znajduje się w beznadziejnym położeniu. Dla Polski sąsiedztwo potężnych Niemiec i Rosji staje się problemem zagrażającym jej istnieniu.

Pierwszym rozwiązaniem dla Warszawy w tej sytuacji może stać się przekształcenie się w strefę buforową, którą zarówno Moskwa jak i Berlin akceptują.

Drugim rozwiązaniem może być sprzymierzenie się z którąś z potęg w zamian za ochronę. To drugie rozwiązanie jest jednak niezwykle trudne do osiągnięcia, ponieważ zależność od Rosji lub od Niemiec może sprowokować wchłonięcie kraju lub jego okupację.

Trzecim rozwiązaniem dla Polski jest znalezienie zewnętrznej potęgi, która zagwarantuje jej realizację swoich interesów.

Właśnie tę trzecią opcję Polska próbowała realizować w latach 30 XX wieku, wchodząc w sojusz z Wielką Brytanią i Francją. Wady tej strategii są oczywiste. Po pierwsze, przychodzenie Polsce z pomocą w razie niebezpieczeństwa może nie leżeć w interesie zewnętrznego sprzymierzeńca. Po drugie zaś, w czasie, gdy sprzymierzeniec sam będzie w niebezpieczeństwie, może nie pomóc Polsce. Strategia pozyskania zewnętrznego sojusznika może mieć sens tylko w przypadku ataku odstraszającego. Jeśli to się nie uda, potrzebna jest wola i możliwości sojusznika do faktycznego wywiązania się z obietnicy pomocy.

Od 1991 roku Polska ma zupełnie wyjątkową możliwość, która nie była dostępna wcześniej – jest mianowicie członkiem organizacji międzynarodowych, takich jak Unia Europejska i NATO. Zabezpieczenia tego typu gwarantują Warszawie bezpieczeństwo poza systemem bilateralnym. Najważniejsze jest jednak to, że w tym samym czasie Niemcy i Polska są członkiem tych samych organizacji. Pozornie gwarantuje to Polsce bezpieczeństwo i usuwa potencjalne zagrożenie ze strony Niemiec.

Rozwiązanie to (opierania bezpieczeństwa na członkostwie Polski w UE i NATO) było całkiem efektywne, gdy Rosja pozostawała słaba i skoncentrowana na sobie. Polska historia pokazuje jednak, że dynamika Rosji okresowo się zmienia i Polska nie może założyć, że Moskwa pozostanie słaba lub wiecznie łagodna. Rzeczpospolita Polska, jak wszystkie kraje, musi budować swoją strategię w oparciu o najgorsze scenariusze.

Rozwiązanie, które zakłada, że NATO i UE są rzetelnymi instytucjami, jest również problematyczne. Gdyby Rosja była agresywna, zdolność Sojuszu Północnoatlantyckiego do odparcia ataku zależałaby bardziej od Amerykanów niż od Europejczyków. Przez 40 lat Zimnej Wojny walka o wpływy na Nizinie Północnoeuropejskiej pochłaniała ogromne ilości pieniędzy i ryzyka. Polska w tej sytuacji nie może liczyć na to, że USA będą gotowe zaangażować się ponownie, nawet w kontekście członkostwa w NATO.

Co więcej, drugi filar tego rozwiązania, czyli Unia Europejska, nie jest organizacją o charakterze militarnym. UE jest raczej strefą wolnego handlu i jako taka pomaga Warszawie rozwijać się gospodarczo. Wbrew pozorom nie jest to banał. Co więcej, nie wiadomo, czy największy członek UE – Niemcy – będzie wciąż faktycznie związany ze Wspólnotą. Unia Europejska ma obecnie poważne problemy, zaś jej przyszłość jest niejasna. Istnieją scenariusze rozwoju wypadków, wedle których Niemcy mogą już nie chcieć dźwigać kosztów funkcjonowania Unii i poluzują swoje powiązania ze Wspólnotą, a zaczną bliżej współpracować z Rosją. Pojawienie się Niemiec niezwiązanych z UE, a ekonomicznie powiązanych z Rosją, to dla Polski najgorszy scenariusz.

Bliskie powiązania z NATO i UE są postawą polskiej strategii narodowej. Od czasu jednak, gdy żywotność NATO jako sojuszu militarnego jest mniej niż jasna, zaś przyszłość UE również stanęła pod znakiem zapytania, Polska stanęła przed poważnym problemem strategicznym.

Gdy na początku XX w. Polska była niepodległa, Warszawa szukała multilateralnych sojuszy, aby chronić się przed Rosją i Niemcami. Wśród pomysłów pojawiła się koncepcja tzw. Międzymorza (intermarum), promowana przez marszałka Józefa Piłsudskiego.

rzademigracyjny5

Wzywał on do utworzenia szerokiego sojuszu państw w Europie Centralnej od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego, które byłby w stanie stawić czoła Rosji i Niemcom. Koncepcja międzymorza nigdy nie została zrealizowana, a żaden z sojuszy nie był wystarczającym zabezpieczeniem dla Polski.

Kwestia czasu

W obecnej sytuacji Polska znów ma trzy możliwe strategie.

Pierwszym rozwiązaniem jest próba uczynienia wszystkiego co tylko możliwe, aby NATO i UE dalej funkcjonowały, a Niemcy pozostały członkiem obu organizacji. Polska sama jednak nie ma siły ani możliwości, aby to zapewnić.

Drugim rozwiązaniem jest stworzenie bliskiego sojuszu z Niemcami lub Rosją, który zagwarantuje Warszawie bezpieczeństwo. Możliwość podążania tą drogą jest jednak ograniczona.

Trzecim rozwiązaniem jest odnalezienie zewnętrznej siły, która będzie gotowa strzec jej interesów w razie zagrożenia. Tą siłą są obecnie Stany Zjednoczone. Ale i tu pojawia się problem. Po doświadczeniach USA w świecie arabskim, Waszyngton zajmuje coraz bardziej zdystansowaną pozycję wobec świata. Nie oznacza to, że USA pozostaną obojętne wobec tego, co może się stać w Europie Północnej. Wzrost rosyjskiej siły i potencjalnych zapędów ekspansjonistycznych Moskwy, które zakłóciłyby równowagę sił w Europie, z pewnością nie leżałyby w interesie Waszyngtonu. Ale w miarę jak USA dojrzewają jako potęga globalna, raczej nie będą interweniowały, a raczej pozwalały na to, aby regionalne układy sił równoważyły się same.

W latach 30 XX wieku polską strategią było odnalezienie gwaranta bezpieczeństwa. Warszawa poprawnie założyła, że jej zdolności militarne były niewystarczające, aby zapewnić sobie ochronę przed Niemcami lub przed Rosją, a tym bardziej niewystarczające, aby ochronić się przed tymi dwiema siłami jednocześnie. W tej sytuacji bez względu na to, jak bardzo Warszawa zwiększyłaby swój potencjał militarny, nie zdołałaby ona obronić się bez sojuszników. Założono wówczas, że bez gwaranta bezpieczeństwa Polska musiałaby się poddać.

Ówczesna polska analiza sytuacji nie była niewłaściwa, ale brakowało jej kluczowego elementu – czasu interwencji. Bez względu na to, czy interwencja gwaranta bezpieczeństwa Polski składałaby się z ataku na Zachodzie, czy bezpośredniej interwencji w Polsce, przygotowanie takiego posunięcia zajęłoby więcej czasu, niż była w stanie kupić polska armia w 1939 roku.

Wniosek taki wiedzie do dwóch aspektów polskich relacji z USA. Z jednej strony załamanie Polski w momencie ataku Rosji pozbawiłoby USA miana głównej siły równoważącej wpływy Rosji na Nizinie Północnoeuropejskiej. Z drugiej strony interwencja USA bez dania im odpowiednio dużej ilości czasu jest mało prawdopodobna.

Dlatego kluczową strategią Polski w tej sytuacji powinno być rozwijanie zdolności polskiego wojska do powstrzymania lub opóźnienia potencjalnego rosyjskiego ataku tak długo, aby USA, i być może europejscy sojusznicy, mieli czas na ocenę sytuacji, zaplanowanie odpowiedzi i uderzenie.

471

Polska może nie być w stanie bronić się cały czas, dlatego potrzebuje sojuszników, których interesy będą pokrywały się z interesami Warszawy. Ale nawet jeśli Polska pozyska takich sojuszników, to jej historia pokazuje, że musi ona również być w stanie poprowadzić operację odpierającą i opóźniającą atak przez co najmniej kilka miesięcy, aby dać sojusznikom czas na interwencję.

Oczywiście połączony atak ze strony Niemiec i Rosji nie może być odparty, a takie przypadki nie są wyjątkiem w polskiej historii. Dlatego o ile Warszawa w tej sytuacji nie poradziłaby sobie, o tyle w przypadku ataku z jednej strony byłoby to możliwe, choć kosztowne.

Budowanie polskiego potencjału militarnego jest kwestią możliwości finansowych i woli politycznej. Sytuacja ekonomiczna Polski w ostatnich latach uległa dramatycznej poprawie, ale budowanie efektywnej siły militarnej wymaga czasu i pieniędzy.

Jako że zagrożenie ze strony Rosji jest dziś bardziej hipotetyczne niż realne, zaś polska gospodarka pozostaje silna, Polacy mają zarówno czas jak i możliwości finansowe, aby wzmacniać niezwykle istotną zdolność obronną.

Dziś kluczową w tym zakresie kwestią dla Polski jest wspieranie woli politycznej. W XVIII wieku upadek polskiej potęgi był spowodowany zarówno przez wewnętrzny podział wśród polskiej szlachty jak i trójstronne zagrożenie z zewnątrz. W okresie międzywojennym w Polsce istniała wola, aby się bronić, ale nie zawsze uwzględniane były koszty inwestycji w obronność. Zamiast tego wierzono, że sytuacja nie była tak zła, jaką się ostatecznie okazywała.

Wyzwaniem dzisiejszych czasów w kwestii polskiego bezpieczeństwa jest wiara w to, że to Unia Europejska i NATO, a nie własne zabezpieczenia, są gwarantem spokoju.

Możliwe są pewne kroki dyplomatyczne. Polskie zaangażowanie na Ukrainie i na Białorusi jest ważne ze strategicznego punktu widzenia, bowiem te dwa kraje zapewniają Warszawie bufor, który może zabezpieczać jej wschodnią granicę. Polska zapewne nie wygra pojedynku z Rosją w tych dwóch krajach, ale jest to zdecydowany manewr w kontekście szerszej strategii.

Polska może przyjąć gotową strategię, która zakłada ciągłe sprzymierzenie się z Niemcami oraz ciągłą słabość i brak agresji ze strony Rosji. Założenia takie mogą się nawet okazać słuszne, ale wciąż jest to tylko loteria. Polacy wiedzą, że zarówno Niemcy jak i Rosja mogą zmieniać swoje reżimy i strategie z zaskakującą prędkością.

Konserwatywna strategia bezpieczeństwa dla Polski wymaga bilateralnej relacji z USA. Relacja ta musiałaby być budowana w oparciu o zrozumienie, że USA polegają na równowadze sił, zaś interwencja militarna jest dla nich ostatecznością. Oznacza to, że Polska powinna być w stanie zapewnić równowagę sił w regionie i w razie agresji, umieć ją odeprzeć, dając tym samym czas Waszyngtonowi na decyzję i interwencję.

USA mogą zapewnić bezpieczeństwo na Nizinie Północnoeuropejskiej na zachodzie Polski, sprzymierzając się z silniejszymi państwami z Europy Zachodniej. Tymczasem obrona Polski wschodniej wymagać będzie polskiej siły, której zbudowanie i utrzymanie może sporo kosztować. A pieniądze te ciężko będzie zdobyć do czasu, aż zagrożenie się nie zmaterializuje.

George Friedman – amerykański politolog, założyciel i dyrektor ośrodka analiz strategicznych Staratfor. Jest autorem głośnej książki z 2009 roku pt.: „Następne 100 lat. Prognoza na XXI w.” (The Next Hundred Years: A Forecast for the 21st Century).

uwaga: Ilustracje i wytłuszczenia w tekście Friedmana mojego autorstwa. 

Napisane przez:


Jaki jestem każdy widzi (każdy kto zechce).

 

Podziel się z innymi

Polecane artykuły

Ilość komentarzy: 42 dla artykułu "Szeremietiew: przegrana oznacza katastrofę"

  1. Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

    Panie Romualdzie, trzeba budować Oś Północ-Południe – innej możliwości obrony nie mamy

  2. waldemar pisze:

    Bardzo ważny tekst, choć przez nikogo tu nie dostrzeżony. To zdumiewające. O losach Polski rzeczowo, życzliwie i z polotem pisze George Friedman, amerykański Żyd w odległym Teksasie, w Polsce jednak ten temat, opinii publicznej i mediów w najmniejszym stopniu – nie zaprząta.
    Nie liczę w najmniejszym stopniu na radykalną odmianę po mojej recenzji. Choć nie zbadane są wyroki Niebios.
    Zacznę jednak od fundamentalnych konstatacji :
    Ktokolwiek w Polsce zajmuje się geopolityką i strategią bezpieczeństwa narodowego Polski, do listy lektur obowiązkowych winien bezwarunkowo wpisać „Następne 100 lat” w/w Friedmana.
    Poczucia bezpieczeństwa, nie wolno też opierać a już zwłaszcza budować w oparciu o złudzenia i iluzje. A takim złudzeniem jest przeświadczenie o trwałosci gwarancji bezpieczeństwa w ramach UE i NATO.
    W starożytności powiadano : timeo Danaos et dona ferentes ( w kontekście losów Troi : obawiam się Greków, nawet gdy przynoszą dary). A stan polskiej gospodarki po ćwierćwieczu eksperymentów posttransformacyjnych i dekadzie przynależności do UE – jest powszechnie znany.
    Tymczasem gwarancje i strategie długofalowego bezpieczeństwa poza oczywiście penetracją wywiadowczą, oprzeć należy bezwarunkowo o potęgę gospodarczą i sojusze. W Polsce nie ma niestety nikogo, kto jak Viktor Orban, wyzwolony od serwilizmu i nacisków, otwartym tekstem potrafi diagnozować stan skolonizowania kraju przez obcych agentów wpływu i zdrajców, lub przeciwdziałać drenażowi gospodarki i rynku przez obce korporacje – wolne od cięzarów, przypisanych rodzimemu biznesowi. To kategorycznie trzeba zmienić i mam nadzieję, ze świadomość ta głęboko się zakorzeni w opinii Polaków, jeszcze przed turą wyborów lat 2014-2015.
    A co do sojuszy :
    W XXI wieku, co z naciskiem i wielokrotnie powtarzam, centrum świata przesunie się w rejon Pacyfiku. USA już straciły priorytetowe zainteresowanie Europą, Bliski Wschód, póki gospodarka wciąż jeszcze bazuje na węglowodorach – jeszcze angażuje ich uwagę, lecz w stopniu wyraźnie słabnacym. Oczywiście, Ameryka jako mocarstwo globalne będzie sporadycznie tu i ówdzie w konflikty ingerować, sporadycznie interweniować, czasem je nawet inicjować, ale wszystko dla zachowania kruchej równowagi i stabilizacji, i by nie dopuścić do wykształcenia się konkurencyjnego supermocarstwa. Głupotą jest liczyć, że przyjdzie Polsce z odsieczą, chyba, że fundamentalne załozenia jej geopolityki zostaną zagrożone (np bliski sojusz Niemiec i Rosji). Osobiście wątpię – lecz niczego nie sposób wykluczyć – by Niemcy, przy osiagniętym i nieznanym w ich historii dobrostanie społeczeństwa i zdolności pokojowego zdobywania rynków, chciały się angażować w jakąkolwiek awanturę. Chyba, ze teutoński duch i tradycja „drang nach Osten” zwyciężą i odbiorą rozum.
    Ale rzeczywiste zagrożenie istnieje, ze strony Rosji. Kraju ogromnego obszaru i przebogatych zasobów surowcowych i wciąż – mimo demograficznej atrofii – dość liczebnego, o historycznie wykształconych i pielęgnowanych tam animozjach w stosunku do Polski i Polaków.
    Tu dwa aspekty mogą zbudować bezpieczeństwo. A mianowicie bliskie i dalekie sojusze.
    Polska w sojuszu z Litwą, na bazie żywiołów tworzących dziś narody białoruski i ukraiński, była w swojej historii regionalnym mocarstwem. Nad restytucją tego scenariusza trzeba wytrwale pracować takze i z tego powodu, ze kraje te tworzą naturalny bufor przed hipotetyczną ekspansją Rosji.
    Zaś daleki sojusz należy utworzyć budując wszechstronnie przyjazne stosunki z Chinami, dziś drugą gospodarką świata i groźnym konkurentem globalnym USA, przy których kurcząca się Rosja jest krucha i nieporadna. I mając w pamięci fundamentalny fakt, że CHINY JUŻ RAZ W HISTORII PRZYSZŁY NAM Z BEZINTERESOWNĄ ODSIECZĄ, pacyfikując Rosję, która w 1956, decyzją Chruszczowa, mało nie podjęła w Polsce interwencji zbrojnej, wzorowanej na uśmierzeniu Rewolucji Węgierskiej.
    I tyle z konieczności – w największym skrócie.

    • AS pisze:

      „CHINY JUŻ RAZ W HISTORII PRZYSZŁY NAM Z BEZINTERESOWNĄ ODSIECZĄ, pacyfikując Rosję, która w 1956, decyzją Chruszczowa, mało nie podjęła w Polsce interwencji zbrojnej, wzorowanej na uśmierzeniu Rewolucji Węgierskiej.”
      Nie znam tego. Bardzo proszę coś o tym napisać.

  3. Kuba pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł !.
    Acz jak słyszę o tych wszystkich sojuszach to wszystko pięknie wygląda na papierze, ale patrząc lata wstecz …jak przyjdzie co do czego … to już tak różowo nie będzie.
    Poza tym jeśli by doszło do wojny to chyba by ona miała diametralnie inny charakter niż II WŚ .
    Dużo sił zostało by zaangażowane do walki w „matrixie” . Zdalane wyłączenie / przechwytywanie ruchu w sieci, wyłączenie telefoni, wyłączenie sygnałów GPS etc. W Wa-wie wystarczy wyłączyć zimą elektrociepłownie Siekierki i już pewnie z 1/4 miasta ma zimno.
    Pozatym przy ataku ze strony Rosji to chyba tylko coś na wzór „pospolitego ruszenia” było by w stanie chociaż na chwilę zatrzymać pochód olbrzymiej masy żołnierzy rosyjskich.
    Dlatego ja skłaniał bym się aby oprócz armi zawodowej w Polsce była struktura coś na wzór stosowany w Szwajcarii , bo czy odział żólnierzy z jednostki z okolic Łodzi przerzucony na warszawski Ursynów był by w stanie lepiej wykonać zadanie ( wszelka komunikakacja i GPS nie działają) niż „lokalny” oddził obrony terytorialnej … który zna każdy zaułek i ścieżkę na Ursynowie ??
    Dla niewtajemniczonych … póki nie wynaleziono nawigacji ..na Ursynowie nawet taksówkarze się gubili :-)

    • Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

      Obecnie nie ma konieczności angażować na Polskę milionów wojsk. Jeden desant kompanii SPECNAZu na Warszawę wystarczy by przejąć w Polsce kontrolę. Warszawa jest kompletnie nie broniona a polityka tak pełna tchórzy i zawodowych serwilistów że nic tylko brać.

  4. Marek1taki pisze:

    Propozycja Friedmana: „Dlatego kluczową strategią Polski w tej sytuacji powinno być rozwijanie zdolności polskiego wojska do powstrzymania lub opóźnienia potencjalnego rosyjskiego ataku tak długo, aby USA, i być może europejscy sojusznicy, mieli czas na ocenę sytuacji, zaplanowanie odpowiedzi i uderzenie.” przypomina mi sytuację z 1939r.
    Skłania też do refleksji, że od deklaracji Obamy z 17 IX 2009r. minęły 4 lata, wiele się wydarzyło i być może nadchodzi czas na zmianę frontu amerykańskiej dyplomacji w naszym rejonie.

  5. Wy(...)-zTegoSkorumpowanegoPolitycznieKraju pisze:

    Obywatelu!!!
    1) Nie widzisz ze jestes przez politykow stales sie niewolnikiem.
    2)ny Tusk mowi ze polski nie stac na zapewnienie minimalnych warunkow dla obywateli.
    Oczywiscie to nie dotyczy kolesi z ukladu i powtykanych do roznych instytucji zlodziejskich typu finansowo-bankowych.
    3) To ta zgraja tworzy prawo, ktore dziala przeciw obywatelom.
    I kazdu urzednik jest bezsilny „nie moge pomoc bo przepisy…”

    4) W imie czego mialbys walczyc – dla dobra tych skorumpowanych politykow,
    na ich luksusowe zycie.
    To z naszych pieniedzy zalatwili swoim dzieciom zycie za granica.
    Ty obywatelu masz nas utrzymywac i w razie czego narazać zycie w wojnie.

    W zamian za to polacy funkcjonyja w tak zlyn systemie peawnym ze tylko w Polsce mozna kogos tak zalatwic.

    W pozostalych panstwach UE obywatel jest chroniony prawnie przed cwaniakami, a u nas prawo jest tworzone dla cwaniakow.

    Przypomniec AmberGold, Kredyty we franku?

    Mowia bron ojczyzny – a chodz im o to aby przetrwalo ich panstwo w panstwie.

    PRAKTYCZNIE NIE ROZNIA SIE OD ZABORCOW.

    W RAZIE OKUPACJI DLA UCISKANEGO OBYWATELA NIC SIE NIE ZMIENI.
    NIE WARTO UMIERAC ZA TYCH SK-RWIELI.

    DOLACZ WIEC DO MILIONOW POLAKOW ZMUSZONYCH DO WYJAZDU DO CYWILIZOWANYCH KRAJOW – TAM ZYJE SIE LEPIEJ.
    W POLSCE W KAZDEJ CHWILI MOZE CIE OGRABIC ALBO PANSTWO ALBO GRUPA CWANIACZKOW KORZYSTAJACYCH Z FUNKCJONUJACEGO PATOLOGICZNEGO PRAWA.

    ZGINAC ZA TUSKA W IMIE WARTOSCI KTORE RZADZACY MAJA GDZIES?

    Kto madry niech wyp-ala z tego chorego rzadzacego przez sk-rwieli panstwa…

    • AS pisze:

      Rozważałem to pod koniec lat 90-tych. Stwierdziłem, że jest marna szansa, aby wcielony do wojska walczył o dobrobyt co poniektórych. Rządzący też to zauważyli. Dlatego nie ma poboru. Jest armia zawodowa. Ona ma pilnować ich majątków.

  6. dziennikarz zawodowy pisze:

    Budowanie sojuszu z Niemcami albo z Rosją – może doprowadzić że sojusznik nas zeżre. Ponadto Niemcy i Rosja dogadają się za plecami, ponad głowami przeciw Polsce. Dziwne że w Niemczech jest pełno Ruskich. Jakoś Niemcy i Ruscy pasują do siebie.
    Kto przebywał przez jakiś czas w Niemczech powinien wiedzieć że Niemcy to państwo po który można zawsze spodziewać się kłopotów i to poważnych. To tak tylko na „Klossie” było że niegramotni Niemcy i ich ktoś wykiwa. Albo na 4 pancernych. W rzeczywistości jest odwrotnie. W Niemczech panuje ustrój w stylu naszego stanu wojennego: W Monachium idąc ulicą co 5 minut gdzieś kątem oka widzi się policjantów kontrolujących dokumentu. Nie masz auswajsu – kara pieniężna. Po prostu dochodzą i :”Kontrola dokumentów”.
    Jakoś ta mapka w czołówce artykułu wydaje mi się nierealna. Chyba że to chodzi o jednoczesny atak Niemiec i Rosji na Polskę. Ale wtedy te strzałki Ruskie i Niemieckie nie zmierzałyby ku sobie. Tylko podzieliliby się działaniami.
    Rosja z kolei to jedna wielka banda , rząd to mafia morderców. Oni to, przy wydatnej pomocy naszych Kwaśniewskich, Olinów, Millerów, dokonują w Polsce mordów politycznych.
    A Polska się nie zbroi tylko rozbraja. W dodatku wadze polskie grają role agentów własnych wrogów.

    • AS pisze:

      W 81-szym widziałem w Paryżu łapankę. Dokładnie taką, jakie były w czasie okupacji. Dwie budy na sygnale, z uzbrojonymi żandarmami zablokowały wlot i wylot ulicy. Z bud wysypali się żandarmi, raz dwa obstawili szpalerem przy domach całą ulicę, pojawili się nagle policjanci i po kolei zaczęli legitymować będących na ulicy. Czyli dowód osobisty i etc. Wszystkich, nie mających francuskiego obywatelstwa, odstawiali na bok w grupki (oczywiście pilnowane przez żandarmów na motocyklach, też się nagle pojawili). Obstawione grupki były jeszcze raz legitymowane (już dokładnie), osoby wątpliwe były wprowadzane do bud. Rozległy się gwizdki. Koniec akcji, żandarmi wsiedli do bud z aresztowanymi i budy odjechały. Trwało to niespełna godzinę. Byłem z wycieczką i miałem PRL-ski paszport. Uniknąłem w ten sposób aresztowania.
      W 99 przyjechałem do Kolonii. Pociągiem z W-wy. Był wtedy taki. Wyszedłem z dworca na powierzchnię, rozglądam się po okolicy, a tu nagle podchodzi do mnie 2 facetów, w płaszczach (był marzec) i mówią: auswais bitte, papiren. Dokumenty miałem w postawionej na chodniku torbie. To sięgam po nie. Nagle słyszę wrzask nad sobą. Podnoszę głowę i widzę 2 pistolety skierowane w moją stronę. Oczywiście przez kieszenie płaszcza. Ale ja to widzę. Jak w czasie okupacji. Odszedłem od torby. Pierwszy trzymał mnie pod lufą, drugi zajrzał do torby, wyjął moje dokumenty, bilety na podróż i dał to koledze. Ten je obejrzał, zapytał już grzecznie gdzie jadę. To ja mówię, że jestem jestem na prywatnej wycieczce po Beneluxie, będę w Brukseli, Antwerpii, Amsterdamie, Ostendzie, Hamburgu i Berlinie. A później zu hause. To zu hause ich bardzo przekonało. Oddali mi dokumenty, przeprosili i poszli sobie. Ooo. U nas takie legitymowanie było już wcześniej. Za Gomułki. Gierek to zdjął. Ale w rejonach przygranicznych to było dalej. Mieszkałem za Gierka we Wrocławiu. Jak wracałem z imprezy, zatrzymywał się przy mnie radiowóz, wychodziło z niego 2 milicjantów, dowód proszę. Obejrzeli, coś tam w notesie zapisali i odjechali. Dlatego lubiłem wracać z imprezy z Jaśkiem Żukiem. Urodził się w Odessie. Był mieszańcem. Ojciec Ukrainiec, matka – Polka. Nigdy wcześniej i nigdy później, nie widziałem tak przystojnego jak on faceta. W kinie i TV też. Jasiek, jak podchodzili milicjanci, pokazywał swój radziecki paszport i mówił: a to mój kolega (koledzy), milicjanci salutowali i odjeżdżali. To była dla mnie wielka frajda to zobaczyć.

  7. victor pisze:

    Polska powinna sie starac wraz z polonia amerykanska by zostac stanem USA…

  8. pablo3 pablo3 pisze:

    z tego co rozumiem, to wnioski Pana Friedmana, a nie prof. Szeremietiewa. w kilku aspektach mozna sie zgodzic, ale generalnie pominiety zostal bardzo istotny watek, odrodzonych poteg dalekowschodnich. otoz, ta kwestia przedstawiala sie juz bardzo gleboko w poczatkach XX wieku w mysli politycznej narodowej-demokracji i pilsudczykowskiej. zaczelo sie to nieco bardziej dosadnie po zwycieskiej wojnie Japonii z Rosja (1904-05). i ta fascynacja dalekim wschodem trwala gleboko do poznych lat miedzywojennych. a przypomnijmy, ze wtedy jeszcze nie wyszla z uspienia na scene potega wielkich Chin… jesli dla Friedmana geopolityka w tym rejonie swiata odbywa sie z udzialem USA, a bez udzialu Chin, bezposredniego sasiada Rosji (ktoremu w przyszlosci moze zalezec na jej oslabieniu), to jest w glebokim bledzie.

    p.s. „Trzecim rozwiązaniem dla Polski jest znalezienie zewnętrznej potęgi, która zagwarantuje jej realizację swoich interesów”. w takim wypadku, jesli ktos chce zrobic w Polsce rewolucje, to byc moze mamy powaznego protektora w postaci Chin. niegdys byla to Francja. to wlasnie nasze trzecie rozwiazanie. w dodatku za duzo w Chinach Zydow raczej nie ma…

    • Andrzej22 pisze:

      Jest kilkudziesięciu żydów ale to są mośki z Polski, żydobolszewickiej prowinencji pracujacy w konsulatach, ambasadach i firmie żeglugowej.

    • Ewa pisze:

      I tu się niestety bardzo mylisz. Bo to właśnie żydzi stworzyli komunizm w Chinach i wybrali młodego, ambitnego, ale mało gamotnego Mao na przywódcę. Ich doradcy do tej pory tam siedzą. Jak myślisz, kto wysyłał całą technologię białych i ich pieniądze do Chin? Komunizm to ulubiony system żydów. Wtedy mogą mordować i panować bez reszty. Poczytaj na portalu wolna-Polska. Włosy stają dęba, co oni wyrabiają na całym już prawie świecie!Ja kiedyś w latach 80tych też miałam taką nadzieję, że to bicz na kacapów. Nawet w 1981 wywiesili na murze swojej ambasady przy Bonifraterskiej1 w gablocie mapę Euro-Azji /pracowałam wtedy w WFD na Chełmskiej, kiedy ekipa z Kroniki Filmowej wpadła podniecona, że zrobiła jakimś cudem/zomo rozpędzało tam ludzi chcących to zobaczyć/ materiał spod ambasady. Co było na tej mapie? Ano granica Polski i Chin na Uralu. Ale się wtedy ludzie podniecali. Wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem… Tak. Ale naiwność. Oczywiście materiał poszedł na półkę i leży tam do dziś…

  9. WW pisze:

    Ciekawe, na ilu jeszcze forach ten tekst się pojawi?
    Zjechali go na jednym, to powiesił na drugim.
    Taka to dyskusja – znak czasu. :-(

    Może od razu powiesić u sukienkowych, tam Rusofobia jest warunkiem koniecznym uczestnictwa i tam otrzyma Pan oczekiwane komentarze.

  10. AS pisze:

    Nie będzie żadnej wojny przez najbliższe 40 lat. Nikt na razie nam nie zagraża. Ani Niemcy ani Rosja. Rozumiem tu, że nie przekonam tych, którzy utrzymują się z planowania wojennego. Niech tam planują. W końcu z czegoś trzeba się utrzymać. Wszystko rozwija się tak jak 300 lat temu. Powstanie Chmielnickiego było w latach 40-tych, potop w latach 50-tych. Będzie spustoszenie kraju, jak w potopie, ale damy radę jak i wtedy. Ale wojna za 40 lat nie będzie wojną z państwem. Będzie to wojna pełzająca, podobna do domowej. Z odpalanymi walizkowymi bombami atomowymi, chemicznymi i biologicznymi. Za tymi bombami nie będzie stało żadne państwo. Nie będą nam do tego celu potrzebne rakiety, lotnictwo, marynarka wojenna, itp. Będą nam bardzo potrzebne wojska chemiczne i dużo, dużo lekarzy (wojskowych, takich co wiedzą co to rozkaz).

  11. LeonZawodowiec pisze:

    Zalegalizujcie posiadanie broni przez obywateli w Polsce
    Nikt nam nie podskoczy i armii nie będzie trzeba utrzymywać aż tak wielkiej

    • WW pisze:

      „ Najmocniejszym powodem, by utrzymać prawo do posiadania i noszenia broni przez ludzi jest to, że stanowi ono dla nich ostateczny środek do obrony przed tyranią rządu”
      (Thomas Jefferson).

  12. bmk pisze:

    Jakoś nikt nie wspomina o broni jądrowej… Sądzę, ze arsenał kilkudziesięciu głowic nuklearnych, gwarantujących zniszczenie przeciwnika i rakietowe środki przenoszenia, skutecznie odstraszy potencjalnego agresora.
    Z całym szacunkiem, ale mam wrażenie, ze wszelkie analizy autora i cytowanego pana Friedmana są robione przy założeniu, że broń nuklearna nie istnieje. Pan Friedman też nie liczy się ze scenariuszem, że w przypadku agresji Rosji, opór z naszej strony może zostać złamany za pomocą kilku atomówek w ciągu kilku godzin.
    Czy ktokolwiek z Was sądzi, że świat zacznie wymieniać między sobą ciosy nuklearne z powodu Polski?
    W 1939 roku Francuzi, powtarzając za Goebbelsem, też nie chcieli się bić o Gdańsk…

    Obrona terytorialna? Jestem za. Obrona przeciwlotnicza z gęstą siecią radarów? Jestem za. Nowoczesne i powszechne środki ppanc? Jestem za. Okręty podwodne? Jestem przeciw. Broń pancerna? W minimalnym zakresie. Flota? W minimalnym zakresie – obrona wybrzeża. Lotnictwo? Drogie i zawsze będzie miało zbyt mały potencjał obronny względem sąsiadów. Ograniczyć. Co w zamian? Stałe i mobilne wyrzutnie rakiet z głowicami nuklearnymi.

    Umiesz liczyć? Licz na własne wojska rakietowe. Kilkanaście kiloton zdetonowane nad Moskwą/Berlinem ma większą wartość niż 30 dywizji pancernych. I mniej kosztuje. Sojusznik przyjdzie z pomocą tylko wtedy, gdy będzie to dla niego korzystne. Dalej z historii nie wyciągamy wniosków? No to historia się powtórzy.

    Pozdrawiam

    • WW pisze:

      Coś w tym jest.
      Nie mające takiej broni państwa, USA napada seryjnie pod pretekstem, że ją mają.
      Korea Północna ma ja naprawdę i być może dlatego nic jej ze strony USA nie grozi.

      Ciekawy pomysł.
      Może wystarczy kupić kilka ładunków walizkowych i strategicznie w stolicach porozmieszczać?

    • Krzywousty pisze:

      Amen.
      W przypadku Polski TYLKO broń atomowa. Tak jak to ma Izrael na swoją czarną godzinę.
      Atomowa i dosłownie miliony kasetowej.
      Problem w sposobie ich przenoszenia. Obecnie sytstemy antyrakietowe stają się naprawdę efektywne. Coś z tym trzeba zrobić.
      .
      No i armia „bez żołnierzy”. Na każdego polskiego żołnierza 20 dronów lądowych i 100 dronów powietrznych.

  13. Kula Lis 62 pisze:

    Brawo panie Szeremietiew! Daję 5++++++ Pozdrawiam.

  14. AS pisze:

    Nie jestem żaden tam taktyk I ani tam żaden strateg. Jestem tylko inżynier elektronik. Zawsze wymagano ode mnie jednego. Myśl!!! I tak podaję. A co tam?

  15. Ada pisze:

    Uwielbiam Pana, Panie Szeremietiew za Pana mądrość. Ja dają Panu pełną 10-kę. I pozdrawiam serdecznie.

  16. jahvevpohve pisze:

    Bez urazy… straszne pierdoły. kupa historycznych przemyśleń ex-post ogólniki i brak rzeczowej analizy sytuacji obecnej. Co było każdy wie, nawet można sie pokusić dlaczego. Dzisiaj nawet nie wiadomo kto pociaga za sznurki. Dziś grupy interesów wykraczają poza ramy panstwowe i wykorzystują jedynie armię tego czy innego kraju do udziałyu w konflikcie w celu realizacji wlasnych celów. odnoszenie sie do interesów Niemiec czy Rosji – jest absolutnie bez sensu. To wlasnie ten sposob myslenia trzyma nas permanentnie krok za tym co sie dzieje i za tym co sie ma wydarzyc.

    • Historia akurat jest tutaj ważna, nadal jesteśmy między (sierpem i…) młotem a k(n)owadłem. 1939 rok wcale nie tak dawno był, Cyryl pozostał a zmieniły się metody. Trzeba robić takie podsumowania, przypominać uwarunkowania i skutki geopolityki. A ta jest dla Polski od wieków bezwzględna.
      Według mnie, to wiele celnych uwag w artykule i w komentarzach. Najbardziej trafiają do mnie te wypunktowane przez bmk i nawiązująca do koncepcji Międzymorza -> Oś Północ-Południe by ŁŁ.
      Tyle, że do realizacji tego, to potrzebny jest rząd mający na uwadze interes Polski. A mnie coś wzrok chyba słabnie…
      Poza tym jest wiele nowych uwarunkowań. Okręg Kaliningradzki jest „wielce niekorzystnym” dla Polski z punktu widzenia obronności. Ileż to sałdatów tak stacjonuje…? Kilka razy więcej niż nasza armia, rakiety też ponoć też tam hodują. To sami militarnie jesteśmy słabi. I nie ma sposobu aby Okręg od naszych granic odczepić.
      Chiny. Coraz bardziej agresywne wobec Rosji, ale to taka agresja drobnych kroków. Zdominują ją powoli, ale pewnie gdzieś po 50 latach, dla nas to niebezpiecznie długi okres.
      Oś Pn-Pd… Jaka idea spoi kraje od Skandynawii poprzez Nadbałtyckie, Polskę, Czechy, Słowację, Węgry, Rumunię i Bułgarię i Grecję? Bo nie widzę jakoś Białorusi i Ukrainy w tej Osi, to domena Rosji.
      To jest chyba kluczowe, ta idea. Może być nią bezpieczeństwo (ekonomiczne czyli wszelkie) w sytuacji, gdy UE stanie się Vincentem Fiskusem krajów członkowskich a Rosja zakończy promocję na ceny surowców energetycznych. Ale to nie może być tylko bezpieczeństwo, to za mało. Głos mędrca by się przydał, ja nie mam takiego wglądu w geopolitykę.
      To a propos głosu przedmówcy o ponadnarodowych grupach interesów realizujących własne cele kosztem drobniejszych tworów jakimi są państwa. Tyle, że Orban najwyraźniej nie przyjął tego do wiadomości… Obserwujmy i wspomagajmy Węgry, tam jest o wiele większa walka niż nam się wydaje. Wbrew pozorom świat teraz zależy od silnych przywódców a nie armii robocików.

      Pozdrawiam Autora artykułu i komentatorów.

      • Krzywousty pisze:

        To wszystko prawda. Również prawda że należy Rosję mieć cały czas na muszce. Jednak nie nalezy ulegać emocjom – nalezy alizować sytuację z ołówmiek w ręku. Liczby, interesy, możliwości sąsiadów…
        Z takich analiz wychodzi że na Rosję trzeba uważać, ale bać się trzeba jeszcze bardziej Niemiec.
        Rosja słabnie demograficznie i nie wydaje się by miała jakikolwiek interes i możliwości by wywoływać większy konflikt zbrojny. Rosja sama drży patrząc na Chiny. Na obronie przed nimi raczej powinna skupiać swoje zasoby. Tak bym jak się zachowywał na ich miejscu…
        W tym kontekście skupianie sie na Rosji i jednoczesne zapominanie o Niemcach wydaje się lekkomyślnością. A jeśli o Niemcach mowa, to nie należy myśleć wyłącznie w kategoriach militarnych. Niepodległość można też utracić bez jednego wystrzału.
        .
        Jak sobie poradzic z Niemcami? Nie wiem. Myślcie. Natomiast jeśli chodzi o Rosję, to bez atomu ciężko. Jednak najtańszym sposobem jest TRWAŁE złaczenie sie z innymi państwami. Stworzenie strefy buforowej. Trwałej strefy buforowej. Jeśli mówimy że przyciągnięcie Białorusi jest zbyt trudne, to o czym my wogóle rozmawiamy? Co jest łatwe? Dorobienie się własnej broni atomowej będzie prostrze?
        Wydaje się że bardzo mądra polityka, podobna do tej jaką prowadzą Stany i Rosja, mogła by skutkować stworzeniem Rzeczypospolitej obojga narodów Polski i Białorusi, lub choćby przyciągnięciem Białorusi do koalicji. W rzeczywistości Białoruś jest nam najbardziej przychylna – wszak to Litwa.
        By czegoś takiego dokonać dla poprawienia własnego bezpieczeństwa, własnych interesów narodowych, kraje takie jak USA, Rosja, Izrael, nie cofneły by się przed niczym. Mówiąc przed niczym – mam na myśli przed niczym. Szpiegostwo, przekupstwa urzedników łącznie z prezydentem, szantaż, morderstwa. Racja ich stanu tego by wymagała. Dlaczego Polska miała by być znów świętsza od papieża i porażająco naiwna?
        Postawić sobie cel i go zrealizować. Najlepiej bez trąbienia w mediach i tak by Rosja nawet nie podejrzewała co i z której strony ją łupnęło…
        A kanał przez Mierzeję już dawno bym kopał. Oczywiście w celach „poprawienia wspólpracy gospodarczej” z Obwodem Kaliningradzkim.

    • Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

      A kto się odnosi od 20 lat do interesów Rosji i Niemiec? Kto z rządzących? To właśnie udawanie że nie ma historii i nie ma tych interesów doprowadziło nas do tego co jest.

  17. WW pisze:

    Naprawdę wierzycie, że zwykli ludzie będą narażać swoje życie, aby ludzie pokroju Tuska czy Kaczyńskiego rządzili z bezpiecznych bunkrów?

    WW

    • Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

      Zacznijmy myśleć o Polsce jako Ojczyźnie bez Tuska, Kaczyńskiego i innych „perezesów” od ustalania list wyborczych głupiemu narodowi.

      • AS pisze:

        Ma Pan tu, panie Młody Kolego całkowitą rację. Ale scena jest zabetonowana. Pisałem już Panu i nie jeden raz, w jakim miejscu jest kraj. Jest od parudziesięciu lat w wielkiej 200-letniej bessie gospodarczej. Nic Pan nie zrobi a Pana słowa to stracony czas. Zadaniem rządzących, jest tak to zorganizować, aby naród przetrwał to na minimalnych stratach. Tak robią to Anglicy. Oni są w bessie od 100 lat. Mają jeszcze tylko 100 najgorszych lat przed sobą. A niech Pan zobaczy jak to ładnie organizują. I czekają na lepsze. Róbmy to samo co oni. Wzorujmy się i to wszystko.

      • WW pisze:

        I to jest właśnie problem.
        Jak nie będzie Tuska czy Kaczyńskiego, to będą inni i im też rączki będą zginać się ku sobie.
        To tragedia naszego narodu obecna w świadomości od dawna. Niech Pan przypomni sobie „Kordiana i Chama” czy choćby „Jak rozpętałem II WŚ”.
        Dlaczego ciągle jedni ludzie muszą oddawać swoje życie, żeby innych odwożono limuzynami do ich pałaców?
        Wszak pogardę dla władzy, bo „nie nasza” i stanowionego przez nich prawa wysysamy z mlekiem matki. Czasy zaś się zmieniły i poziom świadomości społeczeństwa wzrasta systematycznie. Wraz z jego wzrostem ugruntowuje się trwały podział na my i ONI. ONI już wiedzą, że my za nich już nie chcemy umierać a swoja władze utrzymują wyłącznie dzięki terrorowi. Stąd niesamowity rozrost resortów siłowych i ich coraz szerszych uprawnień, często na granicy prawa (sam Pan o tym wspaniale pisze) oraz kadry urzędniczej – tak, to bardzo potężna i nadspodziewanie skuteczna broń do walki ze społeczeństwem.
        Dziś Polska dzieli się na Warszawkę i resztę. Ta reszta nie ma ochoty umierać za ONYCH.
        ONI to wiedzą i dlatego nigdy nie zgodzą się na posiadanie broni przez obywateli i dlatego zlikwidowali pobór do wojska. Dlatego swoje dzieci i majątki lokują za granicą, aby w razie czego uciec do przygotowanych rezydencji i kont bankowych.
        A Pan wzywa nas, abyśmy „bronili Polski”?
        Dla NICH – wolne żarty.
        .
        WW

  18. Andy-aandy Andy-aandy pisze:

    Po przeczytaniu tego tekstu każdy uważny czytelnik zada sobie — oraz autorowi — następujące pytania…

    — Czy rzeczywiście w XXI wieku, czyli wieku rakiet błyskawicznie docierających do każdego zakątka Ziemi, broni w kosmosie oraz broni jądrowej — Polska musi być w stanie prowadzić operację odpierającą i opóźniającą atak sił wroga na jej terytorium przez co najmniej kilka miesięcy, aby dać sojusznikom czas na interwencję?

    — Jak długo sojusznicy Polski z NATO mogą się naradzać? Bo w XXI wieku mowa o potrzebie kilku miesięcy na interwencję — to gruba przesada mogąca służyć wyłącznie porzuceniu zaatakowanego sojusznika na pastwę wroga…

    — Czy sojusznicy nie mają sztabów wojskowych potrafiących z wyprzedzeniem zaplanować stosowne operacje militarne w przypadku ataku wrogiej armii na jakiś kraj należący do NATO?

    Oczywiście, w przypadku ataku bronią jądrową — żadni sojusznicy nie będą w stanie udzielić pomocy militarnej na czas — bo na dużej części Polski powstałaby (po)nuklearna pustynia… Lecz ktoś już wcześniej o tym pisał…

    W tym ostatnim przypadku sojusznikom pozostałoby tylko zastosowanie strategii wynikającej ze starej militarnej doktryny zwanej MAD (Mutually Assured Destruction) — czyli „Zapewnionej wzajemnej destrukcji”. Mogłoby to nastąpić w razie użycia przez obie strony swojego potencjału nuklearnego do zaatakowania przeciwnika…

    • AS pisze:

      Pisze głupoty. Ale z tego żyje. Myślenie to nie jego specjalność. Z mojego Wydziału raz dwa by go wywalili. Za brak myślenia. Ale historykowi wszystko wolno. Nic tu dodać i nic ująć. Gorzej z inżynierem. Facetowi po Uniwerku wszystko wolno. Bo to bez żadnej odpowiedzialności.

    • WW pisze:

      Polska ma dla zachodu jedyna wartość – 500 km płaskiego terenu, zanim wojska Rosyjskie dojdą do ich granic. To da im czas i miejsce na przywalanie nawałą bomb i rakiet jądrowych i zeszklenie nacierających Rosjan, a i Polski przy okazji, na półtora metra wgłąb ziemi.
      Wszak zdrajca kukliński dokładnie wskazał, gdzie należy walnąć rakiety, aby uniemożliwić przejście wojsk przez teren „byłej” już Polski.
      Gdyby nas nie przyjęli do NATO, to uderzenie wyszło by z naszych granic od razu do nich. Dzięki przyjęciu nas do NATO (mimo, że nie spełnialiśmy wtedy żadnego z kryteriów) odsunęli początek ataku o 500 km i kilka dni.
      Tyle są warte sojusze i deklaracje o „przyjaźni i pomocy”, nas mają w du**.
      .
      WW

      • AS pisze:

        Rozmawiałem o tym z wojskowymi. Ze Sz.G. W 97. Powiedzieli mi, że nikt nam łaski nie robił z przyjęciem do NATO. Powiedzieli więcej. Że nie mieliśmy innego wyjścia. Nawet gdybyśmy nie chcieli, to by nas do NATO po prostu wcielili. Bo kraj będący w tym miejscu nie może być neutralny. Podobnie było z przyjęciem do UE. A niech Pan zobaczy ilu jest ojców chrzestnych tego przyjmowania. I jak zasługi sobie za to przypisują. Śmiać się chce i nic więcej. Ale jak to oni mówią: durny lud to kupi.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

143882