17102017Nowości:
   |    Rejestracja

Szeremietiew: Bo do telewizji nie zapraszali…


Minął rok od śmierci twórcy i dowódcy jednostki wojskowej GROM gen. bryg. Sławomira Petelickiego. W tym właśnie momencie reprezentujący prowadzących śledztwo w sprawie zgonu Petelickiego prokurator Ślepokura ogłosił, że Generał strzelił sobie w głowę z lewej ręki (nie był mańkutem) będąc w rozpaczy, że przestano zapraszać go do telewizji. Trudno coś takiego komentować.


 

GEN-SA~1Wspominając Generała zamiast komentarza do tego co ogłosiła prokuratura zamieszczam tekst mojego wywiadu udzielonego dziennikarkom Annie Czupryn i Dorocie Kowalskiej.

 

Piątek, 4.01.2013 godz. 15.00, Gospoda pod Młynem, Warszawa

Pan, przynajmniej raz w życiu był w podobnej sytuacji, jak Generał Petelicki. Wie Pan, o czym mówimy?

Takich sytuacji było kilka. Więc nie wiem, o którą konkretnie paniom chodzi.

I Pan i Generał został niesłusznie oskarżony, w każdym razie nikt wam potem winy nie udowodnił.

Tak. Jego niesłusznie oskarżono jeszcze przed tym, co przytrafiło się mnie w 2001 roku. Kiedy oskarżono Petelickiego byłem wiceministrem w MON. Widziałem tę sytuacje z bliska. GROM był w trakcie przenoszenia z MSW do MON. Współpracowałem wówczas z Generałem. Pamiętam to całe zdarzenia. Pamiętam, że jego motorem był ówczesny rządowy koordynator ds. tajnych służb.

Minister Janusz Pałubicki.

Tak. Zresztą doszło między nami do ostrej wymiany zdań w tej kwestii. Uważałem bowiem, że to co zrobił było absurdalne i szkodliwe. Nie miałem wątpliwości, że zarzuty stawiane Petelickiemu były niesłuszne.

Pan wiedział, co Janusz Pałubicki zamierza?

Nie, skąd! Dowiedziałem się po fakcie. Ponoć ludzie Pałubickiego wchodzili do gabinetu Petelickiego w nocy, pruli sejf, szukali tam, nie wiem czego. Nie tylko, że posprzeczałem się z Pałubickim na ten temat, to na Radzie Ministrów bardzo ostro zareagowałem, w obecności premiera Buzka.

Co Pan konkretnie powiedział Januszowi Pałubickiemu?

Że robi głupstwa. Padły bardzo mocne słowa. Prostuję, to nie było posiedzenie Rady Ministrów, to było zebranie kierownictwa Ruchu Społecznego AWS. Byłem członkiem tego zespołu, wszyscy ministrowie byli, był premier Buzek i przewodniczący Krzaklewski. Jako jedyny wystąpiłem w obronie Petelickiego. Podszedł do mnie wtedy Pałubicki i powiedział: „Co ty wyprawiasz?!”, a ja na to: „Uważam po prostu, że robisz głupstwa.”

A Janusz Pałubicki?

Powiedział: „My ci tego nie zapomnimy!”.

Naprawdę?

Tak. Sam osłupiałem. Cóż jacyś oni mają mi zapamiętywać? Sytuacja była dziwna. Kiedy po zebraniu trafiłem do telewizji, powiedziałem, co myślę o tej całej aferze z Petelickim. Uważałem, że po pierwsze – krzywdzi się Generała, a po drugie – szkodzi reputacji samej jednostki GROM i pośrednio państwu polskiemu.

Jedna rzecz jest zastanawiająca, skoro GROM tak jedną nogą był już w MON, Pan był w nim wiceministrem, to jak to – Janusz Pałubicki nie musiał mieć waszej zgody na akcje „odbicia” GROM?

Jak wspomniałem to było w okresie przekazywania GROM-u do MON. Afera wybuchła we wrześniu, a jednostka była w MON od października. Ponadto w MON-ie miałem ściśle określony zakres obowiązków. Podlegały mi sprawy związane z  zakupami sprzętu wojskowego, logistyką i infrastrukturą armii. Więc takie sprawy, jak los dowódców jednostek wojskowych nie znajdowały się w moich kompetencjach. W sprawie Petelickiego ówczesny minister obrony Onyszkiewicz mógł zresztą podjąć jakieś decyzje nie informując mnie o tym. Tak się zdarzało w innych sprawach, w przypadku Onyszkiewicza i następnie Komorowskiego.

Poda Pan jakiś przykład?

Proszę bardzo. Chciałem, aby WSI było pod ścisłą kontrolą kierownictwa MON. Występowałem do obu ministrów z postulatami, aby zobowiązać szefostwo WSI do przedstawiana planów działań i sprawozdań z ich wykonania kierownictwu resortu. Uważałem, że wtedy będzie większa szansa, aby uniknąć autonomizacji tej służby, która robiła co chciała, a minister obrony tego nie widział.

I co? Zero zrozumienia?

I jeden i drugi minister uważali, że skoro WSI jest podporządkowane bezpośrednio im, to wiceministrowie nie muszą wiedzieć czym zajmują się tajne służby. W efekcie tego co robi WSI nikt nie wiedział.

Jak Pan patrzy z perspektywy czasu, to uważa, że Janusz Pałubicki działał na jakieś polityczne zamówienie?

W tamtym okresie w AWS zaczęła się rozgrywka podjęta w celu usunięcia wicepremiera Janusza Tomaszewskiego, który był też szefem MSW, a Petelicki uchodził za jego zaufanego. Nie można więc wykluczyć, że w ataku na Petelickiego nie o niego chodziło. Oficjalnie miało pójść o to, że Petelicki pracował kiedyś w wywiadzie PRL i wówczas miał szkodzić jakimś zagranicznym działaniom „Solidarności”. Minister Pałubicki wspominał o jakichś przejęciach przesyłek, czy tym podobnych historiach. Oskarżał o to Petelickiego.

Więc bardzo osobisty był ten atak na twórcę GROM?

Można to tak określić. Pałubicki należał do konspiracyjnego kierownictwa „Solidarności” i może był to objaw jakiegoś spóźnionego rewanżu w stosunku do Petelickiego. Tam była jednak kwestia, o której wspomniałem wyżej. Petelicki został ponownie dowódcą GROM w momencie, kiedy AWS doszedł do władzy. Miałem dobre, przyjacielskie stosunki z Tomaszewskim, a od niego jako ministra MSW zależało, czy Petelicki wróci na stanowisko dowódcy jednostki. Jednak nie musiałem zbytnio przekonywać Tomaszewskiego bowiem on też uważał, że Petelicki powinien objąć dowództwo jednostki.  Petelicki był bardzo lojalny wobec Tomaszewskiego.

Kiedy, między innymi dzięki Panu, wrócił do GROM, co mówił, co czuł?

Widać było, że cieszy się, ale nigdy między nami nie było takich sytuacji, że ktoś komuś opowiadał o uczuciach, że za coś dziękował. I on i ja uważaliśmy wzajemne wspieranie się w sprawach ważnych za coś naturalnego i normalnego. Tak między mężczyznami powinno być.

Ponoć przyjaciołom się nie dziękuje.

Właśnie.

Ale był szczęśliwy?

Zawsze był szczęśliwy, kiedy mógł zajmować się swoim ukochanym GROM-em. Żył sprawami jednostki i był dumny z osiągnięć służących w niej żołnierzy.

Na stopień Generała awansował jednak Petelickiego Aleksander Kwaśniewski.

Stopnie nadaje prezydent, a był nim wówczas Kwaśniewski. Ale żeby do tego doszło, trzeba było wystąpić z odpowiednim wnioskiem. Minister resortowy musiał go złożyć. Na temat awansu dla Petelickiego rozmawiałem zresztą z Tomaszewskim.

Czemu Panu tak zależało na stopniu Generała dla Petelickiego?

Ten stopień mu się należał. Bliżej poznałem Petelickiego, kiedy organizowaliśmy AWS. Z racji moich zainteresowań stworzyłem zespół AWS, który przygotowywał program w dziedzinie obronności i bezpieczeństwa narodowego. Jednym z ekspertów mojego zespołu był właśnie Petelicki. I okazał się bardzo pomocny w zagadnieniach dotyczących wojsk i operacji specjalnych. Sławek miał w tej dziedzinie dużą wiedzę bowiem przeszedł specjalistyczne szkolenia w USA i w Wielkiej Brytanii, a także był organizatorem świetnej jednostki specjalnej i jej dowódcą z doświadczeniem bojowym.  O tym wszystkim wiedział Janusz Tomaszewski. Awans generalski dla Petelickiego był więc oczywisty. Pech chciał, że doszło do konfliktu w AWS; Tomaszewskiego usunięto z rządu i postawiono nawet zarzuty, że jest tajnym współpracownikiem byłej SB …

Co okazało się zresztą nieprawdą.

Tak, ale dużo czasu upłynęło zanim ustalono, że tajnym współpracownikiem nie był. Zresztą do polityki Tomaszewski już nie wrócił.

Atak na dowódcę GROM był więc także pewnym elementem politycznej rozgrywki?

Bez wątpienia tak.

Panu przeszłość Generała Petelickiego nie przeszkadzała?

Gdyby porównać jego biografię z moją, można by powiedzieć, że nie było żadnych podstaw, by sądzić, że kiedykolwiek będziemy ze sobą współpracować. Ale miałem sposobność by poznać zasługi Petelickiego od momentu, kiedy Polska odzyskała suwerenność i kiedy zaczęto tworzyć państwo. On szczerze i z oddaniem służył temu państwu. Zdobył także zaufanie naszych sojuszników. Zasięgałem opinii u ludzi, którzy znali dokonania Petelickiego w operacjach na Bliskim Wschodzie. Amerykanie mówili o Sławku w samych superlatywach. Poza tym miałem okazje widzieć go w czasie ćwiczeń GROM i prezentował się, jako bojowy oficer, dowódca cieszący się zaufaniem żołnierzy. Zaimponował mi też, przyznaję, podczas ćwiczonej akcji odbijania zakładników przez GROM.

Pokazowej, nie autentycznej?

Pokazowej, ale to był szczególny pokaz. Żołnierze GROM wpadali do ciemnego pomieszczenia strzelając ostrą amunicją. W tym pomieszczeniu był Petelicki jako zakładnik, a zdaniem żołnierzy, którzy wykonywali operację było rozstrzelanie manekinów ustawionych wokół Sławka. Petelicki siedział za stołem, pociski latały obok niego i nawet mu powieka nie drgnęła. Było to bardzo trudne i ryzykowane.

Na pewno strzelali ostrą amunicją?

Na pewno. Widać było, że w cele trafiają autentyczne pociski. Taką akcję zaplanował Generał.

Nikomu z zaproszonych gości nie zaproponował miejsca przy stole?

Nie, nie! Nigdy by takiej rzeczy nie zrobił. Miał zaufanie do swoich żołnierzy i dobrze wiedział jaki jest poziom ryzyka, wiedział jak się zachować w sytuacji stresowej.

Aż takim szaleńcem nie był!

W jego przypadku nie było żadnego szaleństwa. Petelicki bywał impulsywny, ale nie dotyczyło to sytuacji, gdy był dowódcą. Zdarzało się, że powiedział coś komuś zbyt dosadnie, mocno. Wchodził w konflikty z ludźmi, ale jeśli idzie o dowodzenie – tu był opanowany, zimny, odpowiedzialny, obliczalny i w pełni profesjonalny. Wówczas zaimponował mi, jako oficer, żołnierz. Miałem więc o nim bardzo dobrą opinię. Staraliśmy się wtedy jako kraj o wejście do NATO. Uczestniczyłem w rozmowach i okazało się, że GROM i to co zrobił Petelicki jest jednym z argumentów za przyjęciem Polski do NATO. Były to kwestie bardzo ważne. Wszystko działało na korzyść Petelickiego. Był też typem państwowca. Sławek szukał sposobu, aby wykonywać służbę żołnierza wojsk specjalnych. To było jego powołanie. I to było szczere.

Nie był człowiekiem, który potrafiłby udawać?

Nie, w żadnym wypadku.

Jakim człowiekiem był wobec pana Petelicki?

Sympatycznym. Wynikało to pewnie z tego, pochlebiam teraz sobie, że mnie cenił. Uważał za kompetentnego, jeśli chodzi o sprawy wojskowe, a było to dla niego niesłychanie ważne. Polubił mnie chyba również. A ponieważ byłem przez pewien czas ministrem, darzył mnie respektem, chociaż nie wszystkich ministrów tak traktował. W stosunku do mnie, nawet do przesady, zachowywał formy. Byliśmy już wtedy po imieniu. Mówiłem mu nawet, żeby dał spokój z tym ministrowaniem, ale on uważał, że taki jest obyczaj, zasady i trzeba się ich trzymać.

Kiedy zawiązał się między wami ściślejszy związek?

Kiedy, razem z Amerykanami, wykonywaliśmy na terenie kraju ćwiczenia jednostek specjalnych. Sławek był za to odpowiedzialny, a ja z ramienia resortu też uczestniczyłem w tych ćwiczeniach. Wtedy chyba ostatecznie zawiązała się między nami przyjaźń. Cała operacja była przeprowadzana oczywiście w tajemnicy. Nikt nikomu o niej nie opowiadał i opowiadał nie będzie.

Teraz o tym rozmawiamy.

O tym, że ćwiczenia były nie jest tajemnicą. Mogę tylko dodać, że wypadły bardzo dobrze – tyle.

A gdzie były?

Na terenie Polski.

Gdzie konkretnie?

Mieliśmy wtedy sporo przydatnych poligonów.

I jak się dalej ta wasza przyjaźń rozwijała?

Do momentu, kiedy byliśmy w służbie spotykaliśmy się głównie służbowo i na różnego rodzaju oficjałkach. Wykonywaliśmy, on i ja, nasze zadania i czasami zdarzało się, że mieliśmy okazję współpracować. I wiem, że Petelicki był zadowolony, kiedy coś robił i wiedział, że mam nad tym pieczę. Uważał, że to stwarza gwarancję dobrze wykonanej roboty. Może stąd ta jego sympatia do mnie. Kiedy skończyły nam się służbowe zajęcia, zaczęliśmy spotykać się towarzysko, prywatnie. Znają się nasze żony. Znam i lubię żonę Sławka, a on poznał i polubił moją.

Więc spotykaliście się rodzinami?

Tak. Zdarzały się takie sytuacje.

Jak Generał Petelicki zareagował, kiedy usunięto go z GROM?

Był rozgoryczony i wściekły.

Znając go, rzucił pewnie: „A to skurwiele!”.

Nie, tak nie mówił. Sławek obawiał się, że ktoś tę jednostkę zniszczy, że będą źle przeprowadzane szkolenia, że żołnierze będą źle wykorzystywani, bał się cały czas o jednostkę. Oczywiście był rozgoryczony Miał złą opinie na temat Janusza Pałubickiego. Janusz nie nosił garnituru, chodził w swetrze…

Granatowym.

Chyba raczej czarnym. W każdym razie krążyło wiele żartów i anegdot z tym swetrem związanych..

Pana też oskarżono, jak później się okazało, niesprawiedliwie. Co Pan wtedy czuł, bo to podobne sytuacje?

Mało komfortowo. Generalnie doświadczyłem w życiu wielu trudnych sytuacji. W PRL kilka lat spędziłem w więzieniu. Byłem zatrzymywany przez esbecję, czyli resortowych kolegów Sławka – tylko z innej półki, ale przyznaje, że to, co spotkało mnie w 2001 roku było najtrudniejsze do zniesienia.

Minister, korupcja…

Nawet nie sam zarzut.  Biorąc pod uwagę całą moją biografię, zostałem oskarżony o takie jakieś szmatławe przestępstwo, bo przecież zarzucano mi, że za tanio kupiłem samochód. Była to żałosna bzdura, a przekreślała cały mój życiowy dorobek. Byłem świeżo po uzyskaniu stopnia doktora habilitowanego nauk wojskowych, a więc jeśli idzie
o kwalifikacje nie miałem w tej dziedzinie równego sobie wśród polityków. Do dziś nie było wśród ministrów obrony nikogo z moimi kwalifikacjami. Miałem plany i wizję dalszej kariery, budowania obronności, modernizacji armii.

A tu ciach! Koniec kariery.

Straszliwy koniec. Zawsze twierdziłem, że sprawy obronności trzeba wyjmować z politycznych kontekstów. Przychodząc do MON trochę idealistycznie uważałem, że nie powinienem angażować się w polityczne spory i nie powinienem prowadzić politycznych gier. Mówiłem, że jak się mieszka w domu, to bez względu na to, czy się lubi sąsiada zza ściany, czy nie, to kiedy dach przecieknie będzie się lało na głowę i jemu i mnie. Więc bez względu na to kto jakie i z kim prowadzi spory wszystkim powinno zależeć, aby Polska miała silną armię i była bezpieczna. Mówiłem: „zajmuję się tym dachem i dajcie mi spokój z waszymi kłótniami”. I nagle dostałem pałką po głowie!

Kiedy Pan już dostał po głowie, Generał Pana wspierał?

Absolutnie tak. Miał okazje się zrewanżować (śmiech).

Co się czuje, kiedy dostanie się niespodziewanie taki cios: złość, żal? Może wstąpił w Pana duch walki?

Nie zamierzałem kapitulować, ale walczyć też było ciężko. Nagle dookoła zrobiła się  próżnia. Jestem po imieniu ze wszystkimi z tzw. świecznika. Nie znam dziś młodzieńców, jak Ziobro, ale np. Dorna, Grasia, Jurka, Kaczyńskiego, Kwaśniewskiego, Millera, Niesiołowskiego Pawlaka, Tuska – znam. Przez fakt, że byliśmy w polityce i w Sejmie nawiązała się między nami bliska znajomość. I oto nagle ukazuje się artykuł, a ci znajomi wyparowują. Dzwonię do kogoś, a telefon prywatny nie odpowiada, jego sekretarka mówi, że szefa właśnie wyszedł i że oddzwonią. Już wiem, że nie oddzwonią.

Był Pan zaskoczony?

W żadnym wypadku. Wiem, że ma się przyjaciół, ma się znajomych i ma się koniunkturalnych znajomych, czyli takich, którzy udają przyjaciół, dlatego, że przy ministrze zawsze warto się pokazać, pochwalić prze kimś taką znajomością. A jak ministrem przestaje się być to „przyjaźń” się kończy. Tak zawsze było. Takie jest życie. Tyle tylko, że z niektórymi z tych ludzi wydawało mi się, że byłem naprawdę zaprzyjaźniony i okazało się, że ta przyjaźń nie wytrzymała tej próby. Ale były też zaskoczenia w drugą stronę – moi podwładni byli po mojej stronie. Wszyscy oni utrzymywali ze mną kontakt nawet narażając się ekipie kierującej MON-em.

Ktoś do Pana zadzwonił z tych pierwszoligowych polityków, wsparł?

Nie. Ale być może wielu uwierzyło, że gazeta podała prawdę. Wszystko było nowe. Chyba pierwszy raz odkryto „wielką korupcję”. Potem mieliśmy różne afery, z najważniejszą Rywina, ale w 2001 roku to była pierwsza taka sytuacja: ukazuje się wielki tekst, znane nazwiska, afera korupcyjna „największa w historii MON”. Nie wiadomo, co strasznego jeszcze się zdarzy. Pojawiła sie opinia, że jestem silną personą, a minister obrony nie jest w stanie mnie kontrolować. Sugerowano nawet, że tak naprawdę to ja kieruję resortem. Byłem uznawany za mocno trzymającego podporządkowany pion MON. W ciągu kilku lat  rzeczywiście wypracowałem sytuację, w której na stanowiskach w podległych mi departamentach pracowali profesjonalni ludzie. Miałem do nich pełne zaufanie. Pojawiały się nawet bezskuteczne próby „wyjmowania” mi tych osób. Mogło więc istnieć przekonanie, że stworzyłem jakieś własne „imperium” w resorcie i robiłem tam nie wiadomo co, a teraz minister jako przełożony będzie za to odpowiadał. Wystraszył się premier Buzek, który mnie na stanowisko powoływał. Więc przy okazji na wielu padł też blady strach. W każdym razie nie dzwonili z wyrazami wsparcia.

Było Panu przykro z tego powodu?

Dlaczego miałoby być przykro? Nie, to nie w tych kategoriach.

A jakie kategorie?

Była złość, że tak niewiele trzeba, aby człowieka zniszczyć. Strasznie mało. Było rozczarowanie, bo swoim życiem dowiodłem, że nie mam tzw. lepkich rąk, nie zabiegam o własne korzyści, a wystarczył jeden oskarżycielski artykuł, aby tak wielu uznało mnie za winnego. Słyszałem nawet opinie, że „spaprałem sobie taki piękny życiorys”. Miałem też bardzo trudny moment, gdy 10 listopada 2001 roku dowiedziałem się, że na polecenie, jak mi powiedziano, Leszka Millera, który był już premierem, prokuratura rozpoczęła śledztwo przeciwko mnie – wcześniej było „w sprawie”. A 11 listopada zawsze na domu wywieszamy flagę narodową. Miałem wiec problem: wywieszać czy nie? To jeszcze moja Polska czy już nie?

Wywiesił Pan tę flagę?

Wywiesiłem. Ale musiałem stoczyć z samym sobą wewnętrzną walkę.

Zadzwonił do Pana wtedy Petelicki?

Tak, zadzwonił.

I co mówił?

Nie pamiętam dokładnie, ale chyba coś w stylu: trzymaj się…

Wiedział, co Pan przechodzi, bo sam swoje odejście z GROM-u bardzo przeżywał.

Wiedział bardzo dobrze. I rozumiał mnie.

Więc usiedliście przy stole, nalaliście sobie whisky i pogadaliście, jak dwóch facetów, którym złamano kariery?

Od czasu do czasu raczej piliśmy dobre wino i nie było tak żałośnie ani sentymentalnie. Nie, tak nie było.

Ale nie czuł się Pan wtedy przegrany?

Nie. Wiedziałem, że zwyciężę, dam sobie radę. Poza tym, przez pewien czas myślałem, że to wszystko pójdzie szybko. Bo jakiż to problem sprawdzić ile jest wart mój samochód, jeśli taki zarzut się pojawia. Bierzemy eksperta od samochodów, on go wycenia i mamy czarno na białym – czy zapłaciłem tyle, ile trzeba czy nie. Poza tym wydawało mi się, że w interesie państwa polskiego jest, aby sprawę szybko wyjaśnić. Poszedł sygnał o „skorumpowanym ministrze” nie tylko do polskiego społeczeństwa, ale i w świat. Z racji zajmowanego stanowiska w resorcie obrony pełniłem też pewne funkcje w NATO. W strukturze sojuszu zajmującej się uzbrojeniem i infrastrukturą byłem jednym z narodowych dyrektorów ds. uzbrojenia. Uczestniczyłem w bardzo ważnych naradach. Znałem informacje najwyższego stopnia tajności. I naraz koledzy z NATO dowiadują się, że jestem przestępcą. Uważałem więc, że w interesie państwa jest zrobić wszystko, aby sprawę pilnie wyjaśnić. Żonie mówiłem: „Nie martw się, pół roku i będzie po wszystkim”.

A tu nie pół roku, a prawie dziewięć lat!

Rozpoczęto dwadzieścia parę śledztw w związku ze sprawą korupcji w MON. Wszystkie one zostały zresztą umorzone ze względu na brak dowodów na popełnienie przestępstwa. Natomiast w dwóch przypisano mi przestępstwo i skierowano akty oskarżenia. W obu tych sprawach po latach okazało się, że byłem niewinny. Ale zanim to się stało, kilka lat trwało śledztwo. Potem akta sprawy długo leżały w sądach. A potem toczył się niespieszny proces: dwóch świadków na miesiąc, a siedemdziesięciu było zgłoszonych przez prokuraturę. W trakcie procesu pani sędzia, która przewodniczyła składowi sądzącemu poszła na urlop macierzyński. Ogłoszono przerwę. Bałem się nawet, że proces będzie się toczył od początku. Ale sąd poszedł po rozum do głowy. Pani sędzia wróciła, zapytano mnie, czy zgadzam się aby proces toczył się bez wznawiania postępowania od początku. Chciałem, aby zapadł jak najszybciej wyrok i proces ruszył dalej. Wszystko to jednak trwało wiele lat. Straciłem bezpowrotnie najlepszy zawodowo okres w moim życiu. Przekroczyłem pięćdziesiątkę i miałem kompetencję oraz doświadczenie, mogłem wiele zrobić w sprawach obronnych, a znalazłem się na marginesie.

I co Pan wtedy robił?

Musiałem znaleźć jakieś zatrudnienie. Wiadomo, że żyć z czegoś należało, trzeba było utrzymać dom. Nie miałem na szczęście kłopotu, aby z moim stopniem naukowym znaleźć pracę. Najpierw na prywatnej uczelni…

Z państwowymi pewnie było różnie, mało politycznie przyjmować do pracy byłego ministra z korupcyjnymi zarzutami.

W Warszawie nikt nie chciał mnie zatrudnić. Powinienem był pracować w Akademii Obrony Narodowej, ale komendant AON się wystraszył. Byłem tam na etacie dopóki chroniła mnie ustawa, ponieważ ustawa gwarantuje byłym posłom po zakończeniu kadencji powrót na poprzednie miejsce pracy. A ja przedtem byłem zatrudniony jako asystent w AON. Dzięki temu początkowo miałem zajęcie, ale było ono bardzo dziwne. Po pierwsze, mimo, iż miałem kwalifikacje na profesora byłem nadal tym asystentem. Miałem więc niską pensję bez wykonywania zajęć na uczelni.  Siedziałem więc w domu i od czasu do czasu dostawałem polecenie napisania jakieś recenzji czy opinii. Przysłano mi pieniądze na konto i tyle. Kiedy ochrona ustawowa skończyła się komendant AON natychmiast mnie zwolnił, podobno ze względów oszczędnościowych. Potem znalazłem dzięki znajomym pracę już jako profesor na uczelni prywatnej w Krakowie. Zacząłem wykładać. Więc w efekcie od tej życiowej strony dałem sobie szybko radę.

Media Pana lubią.

Nie sądzę, aby dziennikarze piszący o moim skorumpowaniu robili to powodowani sympatią chociaż mają panie rację, że pojawiły się przyjazne wobec mnie gesty w kilku gazetach i stacjach telewizyjnych.

A zostając przy mediach, uważa Pan, że to, iż tak łatwo zniszczyć dzisiaj człowieka jest ceną, jaką płacimy za rozwój cywilizacji?

Zawsze tak było, że zwalczano się przy pomocy kłamstw i paszkwili. To nie jest nic nowego. Zmiana jest tylko taka, że dziś siła rażenia mediów jest ogromna. Natomiast wśród dziennikarzy, jak w każdym środowisku zawsze byli ludzie uczciwi i trafiały się też kanalie. Mam przyjaciół dziennikarzy, przyzwoitych ludzi i ogrania mnie obrzydzenie, gdy słyszę nazwiska niektórych dziennikarskich gwiazd.

Tylko tak w Pan przypadku, jak Generała Petelickiego nie ma specjalnie możliwości obrony, bo co Pan może mówić: „Uwierzcie na słowo, nic nie zrobiłem”?

Wiedziałem, że zostają mi tylko sądy. Ale wiedziałem też jak funkcjonują media, a funkcjonują na takiej zasadzie, że chcą zdobyć czytelnika, słuchacza, czy widza. Mogą to zrobić trafiając na rynek z sensacją, skandalem, jakimś zwyrodnieniem. Uważa się, że w przekazie trzeba stasować brutalny język, podawać drastyczne szczegóły, publikować bulwersujące zdjęcia. A więc to, że minister kradnie dobrze się sprzeda, gdy okaże się niewinny podniecające dla mediów nie jest.

Petelickiego też media chętnie zapraszały do siebie, przynajmniej do czasu, jak Pan myśli z czego to wynikało?

W nas Polakach jest sympatia do żołnierzy, dla rycerskich postaw. Nawet nie przyznając się każdy Polak, jak go trochę poskrobać ujawni, że drga mu serce, kiedy zobaczy mundury, defiladę. Są to rzeczy wynikające z naszej historii zapisane w polskiej tradycji. Petelicki mógł irytować kogoś, że oficjalnie zakładał przedwojenny mundur, ale wielu się to podobało, bo nawiązywał do tradycji. Polski mundur wojskowy jest elegancki i ma wyjątkowy urok A Generał Petelicki dobrze w tym mundurze wyglądał …

I zawsze wyprostowany, jak sprężyna!

Tak, więc sentyment do niego brał się też z tego. Poza tym Generał, był bardzo sympatycznym człowiekiem.

Wszyscy podkreślają, że bardzo otwartym na ludzi.

Zdecydowanie. Chętnym do pomocy. Bardzo troszczył się o żołnierzy GROM. Założył fundacje. Chciał stworzyć system pomocy tym żołnierzom. Pamiętam, jak zbieraliśmy pieniądze w związku z żołnierzami, którzy zostali poranieni. To, co bolało Sławka bardzo, i nie miał tu na myśli siebie, ale swoich podwładnych to fakt, że w Polsce po służbie, nikt o tych żołnierzach nie myśli. Przestają być potrzebni i państwo automatycznie przestaje się nimi interesować. Sławek opowiadał o standardach zachodnich, gdzie o takich ludzi się dba i do końca korzysta z ich wiedzy, doświadczenia i umiejętności. Także dlatego, że mogliby to wykorzystać w sytuacji, która obróciłaby się przeciwko państwu.

Gazety od lat piszą o tym, że marnujemy wyśmienitych żołnierzy i nic. Łatwiej im później znaleźć robotę w grupach przestępczych niż firmach, czy przedsiębiorstwach.

Szczęście, że nasi żołnierze nie garną się do grup przestępczych. Nie mamy żadnego takiego przykładu. A weźmy np. jednostki rosyjskiego Specnazu, ludzi z tych jednostek pełno jest w bandytce.

Nasi żołnierze mają taki kręgosłup moralny?

Tak. Myślę, że morale u naszych żołnierzy jest dużo wyższe.

Z czego, Pana zdaniem, wynika, ze nie potrafimy tych żołnierzy wykorzystać: brak nam pieniędzy, pomysłu?

Nikt z tzw. decydentów o tym po prostu nie myśli.

Tylko ileś pieniędzy na szkolenie tych ludzi wydaliśmy przecież wszyscy.

To prawda. Ten wydatek jest więc marnotrawiony. Ale wiele spraw w Polsce źle się załatwia. Wiele jest takich nieudolności. Cały czas potykamy się o brak kompetencji i zachowania, które dziwią. Kisielewski mówił kiedyś o Polsce Ludowej, że jest to państwo dyktatury totalitarnej łagodzonej przez powszechny bałagan. Dzisiaj dyktatury totalitarnej nie ma, ale bałagan pozostał. Inny rodzaj bałaganu, ale on wciąż jest obecny i powszechny. A my próbujemy w nim żyć. Podobno zresztą Polacy są przyzwyczajenie funkcjonować bałaganie.

Pan mówi, że poza ministerstwem jakoś sobie poradził, Generał nie potrafił odnaleźć się poza GROM-em?

Petelicki też dał sobie radę życiowo, rodzinę utrzymywał. Miał też pomysł, aby stworzyć firmę na wzór amerykańskich wyspecjalizowanych firm ochroniarskich. Ochroniarz kojarzy nam się z niezbyt sprawnym emerytem, który pilnuje parkingu lub jakieś hali. Sławkowi chodziło o firmę zatrudniającą byłych komandosów, wyspecjalizowaną w trudnych akcjach zabezpieczających. Mieliby w niej pracować żołnierze, którzy odeszli ze służby. Sławek chciał taką właśnie  firmę powołać…

Powołał przecież firmę GROM.

Powołał. Sam w tym uczestniczyłem, ale to ciągle nie spełniało oczekiwań Petelickiego. Był pewien plan, ale do jego realizacji potrzebna była aprobata ministra obrony narodowej, potrzebny był np. teren z kawałkiem lotniska, miejsca gdzie mógłby być ośrodek szkoleniowy dla tego typu ludzi. Były plany, aby wśród zadań firmy była np. ochrona rurociągów gazowych na terenach zagrożonych dywersją. Wojsko tego robić nie może, zwłaszcza poza granicami kraju, a mogłaby firma cywilna. Tak robią Amerykanie.

Ale aprobaty ministra nie było?

Nie wiem dlaczego. Nie udało nam się zrealizować pomysłu Petelickiego. Jednym w organizatorów takiej firmy miał być pułkownik Zawadka. Byli więc ludzie, którzy gwarantowali powodzenie przedsięwzięcia.

Chodzi o pułkownika Dariusza Zawadkę, szefa GROM-u?

Tak, później został dowódcą GROM. Dobrze zorganizowany i odpowiedzialny oficer.

Wie Pan, nie chodzi nam o sprawy finansowe, ale mamy wrażenie, że mentalnie Generał nie był przygotowany na pożegnanie z GROM-em.

Bezwzględnie. Zresztą też odczuwam dyskomfort odsunięcia od wojska. Żona mówi: „Wojsko to naturalne środowisko Romka”. Bardzo źle znoszę brak kontaktu z armią. Nie dlatego przecież, że tęsknie za gabinetem ministerialnym, ale z racji tego, co dzieje się w wojsku. Martwi mnie jego stan, wydaje się że wiem co MON powinien robić i nie mam żadnych możliwości, aby to realizować. Sławek miał podobne pragnienia, jeśli idzie o jednostki specjalne i GROM. To było jego życie.

Co Panu mówił, jak był już tak naprawdę poza jednostką?

Mówił cały czas, co by trzeba zrobić, co zmienić, żeby GROM-u nie stracić, bo cały czas podejrzewał, że są tacy co chcą GROM zniszczyć. Wyczuwał niechęć, zwłaszcza w gronie sztabu generalnego do tego typu jednostek. Dla „zielonych”, oficerów wychowanych w regularnej armii, siły specjalne to był margines, jacyś dywersanci bez większego wojskowo znaczenia.  Pamiętam, że kiedy przejmowaliśmy w MON jednostkę Sławka, miałem ogromny kłopot, żeby wyjaśnić pewnemu bardzo wysokiemu stanowiskiem oficerowi, na czym polega wartość tej jednostki, dlaczego ją przejmujemy i co z tego wynika. „Jak to, panie ministrze, przecież to jest taka wzmocniona kompania” – mówił ów oficer. Bo, jak się spojrzało na etat, ilu jest w GROM-ie żołnierzy, wychodziła rzeczywiście taka większa kompania. Odparłem: „Ale wyszkolenie jednego żołnierza z tej kompanii, to jakieś półtora miliona dolarów”. Zdziwił się ogromnie. Więc Petelicki podejrzewał, że ludzie, którzy nie mają pojęcia, na czym polegają operacje specjalne, a była to nie tylko w Polsce nowość, mogą te jednostki unicestwić. Sławek mówił: „Wyślą ich do jakichś głupich zadań i niepotrzebnie zużyją”. Miał takie obrazowe powiedzenie, że jak ktoś się uprze, to może angielską brzytwą kosić trawniki. Tylko, po pierwsze, czy trawę da się tak skosić, po drugie – co będzie z tą brzytwą. A taką angielską brzytwą był w jego przekonaniu GROM.

A może ten negatywny stosunek wojska do komandosów brał się też trochę ze zwyczajnej ludzkiej zazdrości?  Bo nagle najlepszy sprzęt, najlepsi żołnierze, szkolenia za granicą, to wszystko GROM.

Tak.  Oczywiście, to też mogło wystąpić. Element zawiści i zazdrości na pewno był obecny, ale nie on był decydujący. Osobiście starałem się przekonywać, że wojska specjalne są przyszłością i starałem się jak mogłem GROM chronić. Kiedy rozpętała się wywołana przez Pałubickiego afera przyszedłem do Onyszkiewicza z propozycją, aby GROM schować. Bo nie jest dobrze, że jest niejako na widelcu.  Proponowałem więc, aby formalnie MON ogłosił, że rozwiązaliśmy tę jednostkę.

Naprawdę?

Tak. A po cichu przenieść ją w inne miejsce stacjonowania. Zmienić nazwę. Ale Onyszkiewicz tak się przestraszył mojego pomysłu, że z wrażenia zaniemówił. Zaproponowałem, że wezmę to na siebie i będę bronił decyzji o rozwiązaniu, bo jednostka została odtajniona. Przecież niedopuszczalne jest, żeby wszyscy wiedzieli, w którym miejscu ona stacjonuje, kto w niej służy. Jeżeli wysyłamy na akcję antyterrorystów, to oni zakładają kominiarki. Tymczasem każdy może podejść pod znane miejsce pobytu GROM i obserwować, kto tam służy, wystarczy o określonej porze stanąć koło bramy. Żołnierze jednostki specjalnej muszą być nierozpoznawalni, a GROM został ujawniony. Dlatego byłem zwolennikiem takiego pozornego rozwiązania. Ale to było za trudne dla ministra obrony. Poszedłem z projektem do Buzka, ale on w ogóle nie wiedział, o co mi chodzi.

Nie wiedział, że GROM istnieje?

Nie rozumiał, dlaczego i jak chcę GROM rozwiązywać nie rozwiązując jednostki. Nie był w stanie tego pojąć.

A jak się na ten pomysł zapatrywał sam Petelicki?

Nie rozmawiałem z nim na ten temat. Rozmawiałbym, gdyby to weszło w fazę realizacji.

O czym tak prywatnie w ogóle rozmawialiście?

O różnych rzeczach.

Tylko o pracy, prawda?

Nie, nie tylko.

O kobietach?

O kobietach? Nie, to na ogół temat plotkarski, którego nie powinno być w męskich rozmowach. Zwykle rozmawialiśmy o polityce, o sprawach państwowych. To, co się stało pod Smoleńskiem w kwietniu 2010 roku bardzo zbulwersowało Petelickiego. Zresztą, ten temat jeszcze bardziej zbliżył nas do siebie. Mieliśmy bardzo podobna ocenę tej tragedii, jeśli chodzi o zarzut braku profesjonalizmu.

Zabezpieczenia tej wizyty?

Oczywiście. Jestem przekonany, tak samo, jak przekonany był Sławek, że gdyby dopełniono wszystkich procedur, to tej katastrofy, jeśli jest to katastrofa, by nie było.

Chyba wszyscy są przekonani, że ten lot tego dnia, w takich warunkach pogodowych w ogóle nie powinien się odbyć.

A jeśli tak, dlaczego nikt nie poniósł żadnych konsekwencji? Sławek był typem państwowca. Nie chciał się wdawać w partyjnictwo, najważniejsze było dla niego pytanie o państwo. I w tym momencie okazało się, że służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo osób na najwyższych stanowiskach nie są w stanie tego bezpieczeństwa zagwarantować. Dla niego to było nieprawdopodobne. Podstawowa kwestia: na czym polega odpowiedzialność urzędników państwowych, którzy nie dopełnili pewnych obowiązków? Na tym, że ustala się winnych zaistnienia niebezpiecznej sytuacji oraz usuwa się przyczyny, by się już nigdy to nie powtórzyło się. Po Smoleńsku takiej gwarancji ciągle nie mamy. Ludzie, którzy zawiedli, nigdy nie ponieśli żadnej odpowiedzialności. Mało tego, nawet ich awansowano. Dla Petelickiego to było niezrozumiale. Niezrozumiała była też jeszcze jedna rzecz: Sławek bardzo silnie podkreślał, silniej niż ja, wagę naszych związków z NATO. Dla niego współpraca i kontakty z sojusznikami miały ogromne znaczenie. Może jest to związane z pewnym odreagowaniem, kiedyś pracował przecież przeciwko nim.

Więc była to jakaś forma zadośćuczynienia?

Być może. Dla Sławka było więc niezrozumiałe, że państwo polskie, które należy do NATO, nie wykorzystuje NATO do wyjaśnienia katastrofy pod Smoleńskiem.

Generał od początku podnosił, że powinniśmy się zwrócić do NATO z prośbą o pomoc w wyjaśnieniu tej katastrofy.

Właśnie. Uważam, że absolutnie miał racje. Tak należało postąpić. Ten system ma gwarantować Polsce bezpieczeństwo. To nie jest żadna łaska. Dowództwo jednej z największych armii natowskich, prezydent państwa, które jest członkiem NATO giną w niewyjaśnionych okolicznościach na pokładzie samolotu wojskowego. I co? Naturalną sprawą jest, że NATO pomaga wszystkie wątpliwości rozwikłać. Rząd powinien więc z taką prośbą do NATO wystąpić, a nie wystąpił. I strasznie to Sławka zdenerwowało.

Myśli Pan, że Amerykanie mają nagrane rozmowy telefonicznie przeprowadzane z samolotu?

Zakładając, że nie były prowadzone tzw. bezpieczną łącznością, to zapewne mają. A wiem z praktyki, że nasi urzędnicy są bardzo nieostrożni i niezbyt rygorystycznie przestrzegają zasad bezpieczeństwa. Myślę też, że mają zdjęcia.

Jakim sposobem?

Lotnisko Siewiernyj było pod amerykańską kontrolą satelitarną, ponieważ właśnie z niego   odbywał się transport uzbrojenia do różnych krajów. Rosyjski handlarz broni, który siedzi w więzieniu w Stanach korzystał między innymi z lotniska pod Smoleńskiem. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że Amerykanie musieli to lotnisko obserwować.

Myśli Pan więc, że Amerykanie mają zdjęcia tej katastrofy?

Mogą mieć. To delikatna sprawa. Nie wiem, czy ktoś o te materiały występował. Pamiętacie panie, że prokurator, który zaczął z Amerykanami rozmawiać, nie zajmuje się już tą sprawą. Więc może toczy się jakaś gra na wyższym szczeblu politycznym. O zbrodni katyńskiej Alianci też wiedzieli, a udawali, że nie mają o niej pojęcia. Amerykanie zaczęli o tych sprawach mówić dopiero po kilkunastu latach w okresie „zimnej wojny”, gdy stosunki z Moskwą uległy zaostrzeniu.

Ale Pan nie wypowiadał się tak agresywnie w tych kwestiach, jak Generał.

To prawda. Sławek zawsze był ostrzejszy. Ja z racji zajmowanych przedtem stanowisk ministerialnych jestem ostrożniejszy, no a jako prawnik wiem, że często to, co się powie, trzeba później udowadniać.

Generał walił na prawo i lewo bez opamiętania.

Nie wiem, czy bez opamiętania. Może wiedział więcej niż ja. Nie ciągnąłem go za język. Między nami panowała zasada: „Jak chcesz, to powiesz.” Obaj wychodziliśmy z założenia, że każdy powinien tyle wiedzieć, ile jest mu niezbędne. Ale myślę, znając Sławka, że to nie były tylko emocje, ale i wiedza, której nie mógł ujawnić.

Skąd przypuszczenia, że miał jakąś wiedzę?

Bo inaczej by się tak nie zachowywał, po prostu. Ja takiej wiedzy nie mam. Mogę jednak przypuszczać, że Amerykanie mają jakieś informacje o czym mógł wiedzieć Petelicki.

I co Amerykanie swoją wiedzą mogli się podzielić z Generałem  Petelickim?

Myślę, że mogli. Sławek miał doskonałe kontakty w amerykańskich służbach, miał tam wielu przyjaciół.

Ale w zamach Generał nie wierzył?

Nie wiem. To nie jest kwestia wiary. Ani on ani ja nie należymy do ludzi, którzy w takich sprawach obwołują się do wiary. To jest kwestia faktów.

Wracając do katastrofy smoleńskiej, jakieś fakty jednak znamy, pracowała przecież komisja Jerzego Millera.

Mam poważne wątpliwości, czy ta komisja coś sensownego ustaliła.

Wszyscy słyszeli rozmowy w kokpicie pilotów.

Wraz z upływem czasu zmieniał się jednak opis tego, co się działo w kabinie pilotów, np. obecność gen. Błasika. A czy wiedzą panie, co można zrobić dysponując swobodnym dostępem do tzw. czarnych skrzynek, jak taki zapis można zmanipulować, zafałszować.

Idąc tym tokiem myślenia, wszystko można spreparować.

Rzeczywiście wszystko. Dlatego tak trudno dotrzeć do prawdy zwłaszcza, jeśli potykamy się o liczne przeszkody na drodze do jej dotarcia. Nie chodzi mi jednak o to, żeby rozważać w tej chwili kwestie katastrofy. Chodzi mi o odpowiedź na pytanie – skąd się brała wściekłość Petelickiego? Ano stąd, że państwo polskie zawiodło, że zawiodły struktury państwa i nie wyciągnięto z tego żadnych konsekwencji. To dla żołnierza, dla dowódcy rzecz niewyobrażalna. Nie do przyjęcia. To, że ludzie odpowiadający za bezpieczeństwo wizyty i samego lotu nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności. Bo jeśli mamy informacje, że pracownicy Biura Ochrony Rządu jadą skontrolować lotnisko i nie zostają na nie wpuszczeni przez rosyjskiego ciecia, a Polska nic z tym nie robi, to żołnierza takiego jak Sławek może szlag trafić. Jeżeli mamy informacje, że mapa podejścia do lądowania, którą posiada każde lotnisko, nie była aktualna, bo Rosjanie jej nie dali natomiast ambasada RP w Moskwie znalazła w swoim archiwum jakieś stare płachty, przesłała do Polski i na tej podstawie planowano lot, to jest kryminał! Ktoś, kto do tego dopuścił powinien trafić za kratki.

Generał nigdy nie wspominał o śmierci?

O własnej śmierci? Nie. Nigdy o czymś takim nie rozmawialiśmy. Dlatego szokiem było dla mnie, że podobno popełnił samobójstwo.

profesjonalic59bci-2

Mówi Pan: „Podobno”.

Tak mówię. Znałem Sławka bardzo dobrze i wydaje mi się to niemożliwe.

A kiedy rozmawialiście ostatnio?

Ze dwa, trzy tygodnie przed 16 czerwca. Dlatego było to dla mnie takim zaskoczeniem. Pamiętam, że był jakiś mundialowy mecz w telewizji. Byłem u przyjaciół, poza Warszawą i nagle dzwoni mój telefon. Dobrze zorientowany znajomy mówi: „Wiesz, Sławek nie żyje. Podobno się zastrzelił”.

Podczas tej waszej ostatniej rozmowy był jakiś struty, zdołowany?

Nie, w żadnym wypadku. Miał nawet jakieś plany na przyszłość. Mówił, że spotkamy się za dwa tygodnie i wszystko mi opowie. W każdym razie, podczas tej ostatniej rozmowy nie powiedział nic, co wskazywało, że ma jakieś złe myśli.

Mówi się, że każdy człowiek, jakiego spotkamy na naszej drodze coś w nas zostawia, nadaje naszemu życiu jakiś sens. Jak Pan myśli, jaki sens nadało Pan życiu spotkanie z Generałem? Co było wartościowego w tej znajomości?

Nasza przyjaźń. Świadomość, że można na niego  liczyć, że nie zawiedzie, jest prostolinijny i uczciwy. Sławek taki był. I świadomość, że on odbiera mnie podobnie. To chyba jest ważne. W polskiej obyczajowości, przyjaźń jest bardzo specjalnym uczuciem. Anglosaskie powierzchowne pojęcie przyjaźni trochę je zdewaluowało. W naszej polskiej tradycji przyjaciel znaczy strasznie dużo. Przyjaźń to stan unikalny, jeśli chodzi o relacje międzyludzkie. Mnie się udało w życiu kilka razy takie relacje nawiązać. Właśnie w najcięższym dla mnie okresie okazywało się, że mam przyjaciół i było dużo łatwiej. Dlatego jak mnie pytają o Komorowskiego, to mówię, że on nigdy nie był moim przyjacielem – był kolegą, a teraz dodaję  – byłym kolegą.

Czemu Bronisław Komorowski aż tak zaszedł Panu za skórę?

Chciał więc zaszedł. Kiedy zjawił się MON w czerwcu 2000 roku zebrał zespół doradców, którzy próbowali różnymi sposobami załatwiać swoje sprawy. Za moimi plecami, z moimi współpracownikami. Ale ponieważ niczego nie uzyskali, to po pewnym czasie okazało się, że przeszkadzam nie tylko im, ale także ich pryncypałowi. Więc najpierw Komorowski próbował mnie namówić, abym zgodził się przyjąć do siebie jakiegoś jego doradcę na dyrektora ważnego departamentu. Kiedy powiedziałem, że aktualny dyrektor jest kompetentny i mam do niego zaufanie, a ten którego proponuje Bronek, moim zdaniem, takich kompetencji nie ma, to okazało się, że u Komorowskiego powstał rewolucyjny projekt przebudowy organizacyjnej MON. Zamierzano wprowadzić nową strukturę ministerstwa, w której wszystkie departamenty byłyby podporządkowane bezpośrednio ministrowi. Ja jako sekretarz stanu pierwszy zastępca ministra miałbym do dyspozycji sekretarkę, samochód służbowy i zadania, które od czasu do czasu wyznaczałby mi minister. Był to nieodpowiedzialny pomysł. Jego wdrożenie oznaczałoby destrukcję pracy w ministerstwie. Ostro zaprotestowałem i Komorowski musiał się wycofać. Zapewne wtedy zaczęto szukać innego  sposobu, aby pozbyć się mnie z MON. I wymyślono zarzuty korupcyjne.

Generał Petelicki strasznie atakował ministra Bogdana Klicha, szefa MON. A Pan, jaką miał o nim opinię?

Zgadzaliśmy się z Petelickim w negatywnych ocenach ministra. Kiedy jednak Klich objął stanowisko w MON początkowo sądziłem, że to może być dobre rozwiązanie. Sławek chyba podzielał mój pogląd. Wypominałem Klicha kiedy był wiceministrem, a razem byliśmy w resorcie, i zapamiętałem go jako kogoś spokojnego, zrównoważonego. Był przyzwoitym urzędnikiem. Miałem nadzieję, że może się sprawdzić, jako szef MON-u. Ale było, jak było. To zupełnie inna rozmowa. W Polsce jest fatalnie zorganizowany system obrony państwa i ministerstwo obrony wykonuje w tym systemie fatalną robotę.

W każdej sytuacji mógł Pan liczyć na Generała Petelickiego?

To zależy, co rozumieć pod pojęciem: „w każdej sytuacji”. Pamiętam, że kiedyś pojawiała się kwestia zapewnienia bezpieczeństwa …

Panu?

Dokładniej mojemu domowi. I Sławek mi pomógł. Przyjechało kilku byłych żołnierzy GROM-u i przez parę dni byli obok.

Ale, co się stało? Co Panu groziło?

Nie ma co wspominać. Zaraz ktoś może zarzucić, że miałem jakieś zwidy. Wydałem oświadczenie, że nie zamierzam popełniać samobójstwa po tym, jak Sławek, podobno się zastrzelił. Od razu pojawiły się komentarze, że się wygłupiam.

Może ma Pan jakąś wiedzę, która jest dla Pana niebezpieczna?

Rok wcześniej, rok przed śmiercią Sławka, przyszedł do mnie znajomy. Oznajmił mi, że w pewnym gronie dyskutowano, iż Szeremietiew po uniewinniających wyrokach będzie szczekał i dobrze byłoby go uciszyć na zawsze. „Nie wiem, czy decyzja zapadła, ale uważaj” – ostrzegał mnie ów człowiek. Wiem, że zawsze miał dobre informacje.  Co miałem z tą wiedzą zrobić? Iść do telewizji, opowiadać? Gdybym poszedł do prokuratury znajomy, który mnie informował, nie potwierdziłby tego, bo ryzykowałby własną głową. Spisałem więc wszystko w notatce i schowałem ją w bezpiecznym miejscu. Zostanie opublikowana, gdyby coś mi się przytrafiło.

Generał Petelicki o tym wiedział?

Nigdy mu o tym nie mówiłem. Przed jego śmiercią z nikim na ten temat nie rozmawiałem.

A, Pana zdaniem, spore jest grono ludzi, którym Generał Petelicki mógłby zagrażać, albo przeszkadzać?

Był w takiej służbie, która powinna jednać mu przyjaciół, ale także produkować wrogów.

Znacznie więcej niż przyjaciół?

To na pewno.

Wiedzę też miał sporą.

O tak. Całkiem dużą. Ale jaką szczegółowo nie wiem.

Nigdy nie słyszał Pan, żeby ktoś mu groził?

Nie. Nie słyszałem, ale o takich sprawach nie rozmawialiśmy. Natomiast moje oświadczenie wydałem pod wpływem tego, co stało się ze Sławkiem. To był dla mnie ogromny szok. Pomyślałem wówczas, że może jednak warto, aby ci, którzy ewentualnie chcieliby mnie „uciszyć” wiedzieli, że ja też o tym wiem. Tylko tyle.

Myśli Pan o powrocie do polityki?

Nie wiedzę takiej możliwości. Jeśli miałbym wracać do polityki to tylko po to, aby odbudować polską armię, a na razie nie widzę siły politycznej, która powiedziałaby: „Szeremietiew myśli sensownie, niech to zrobi”. Więc jak mam wracać? Z czyją pomocą?

Brakuje Panu generała?

Zawsze śmierć przyjaciół jest wielką stratą. Miałem przyjaciela, który przedtem był moim podwładnym, szefem gabinetu ministra. Kiedy premier Pawlak w 1992 roku na polecenie prezydenta Wałęsy odwoływał mnie z resortu, ten oficer przyszedł do mnie z prośbą, abym go zwolnił do cywila. Byłem bardzo zdziwiony. Pułkownik w sile wieku, z doświadczeniem dowódczym i szansami na awans generalski chce odejść z wojska. Powiedział, że chce, abym to ja go zwolnił, a nie ci, którzy przyjdą. Zaprzyjaźniliśmy się i pułkownik wraz ze mną wrócił do MON w 1997 roku. Korzystałem z jego wiedzy będąc pewnym, że mam w nim mocne oparcie. Był rzetelnym w pracy i honorowym żołnierzem. Sławek należał do tej samej kategorii ludzi. Był takim samym filarem, na którym można się było oprzeć. To jest bardzo ważne. Musimy w życiu mieć takie punkty oparcia. Wtedy człowiek łatwiej daje sobie radę z trudnościami. O tyle jest słabszy, jeśli nie ma przyjaciół, albo ma ich niewielu.

General miał takie punkty oparcie?

Bez wątpienia miał.

Kto był dla niego oparciem?

To są sprawy bardzo osobiste, o których się nie rozmawia. Mężczyzna nie powinien opowiadać o swoich uczuciach i słabościach.

Panu o słabościach nie opowiadał?

Nie. I ja jemu też nie. Obaj stosowaliśmy zasadę, aby nie kwękać, nie narzekać.

Ma Pan po nim jakąś pamiątkę?

Sztylet komandosa Cichociemnych. Dawaliśmy sobie różne drobiazgi. Ale największy prezent, jaki mu mogłem sprawić, to pomoc w powrocie do jednostki.

2140962400

Gdyby miał Pan jednym słowem określić Generała: jego osobowość, charakter, to jakiego słowa by Pan użył?

Żołnierz. W tym słowie zawiera się wszystko. Dla niego to było bardzo ważne. Zranił go mocno Komorowski, gdy powiedział, że Petelicki nie jest żołnierzem. Sławek zawsze podkreślał, że chciał być żołnierzem i że mógł nim zostać dopiero w wolnej Polsce. Podkreślał też często, że jest wdzięczny takim jak ja, bo dzięki nam mamy wolność, a on może jako żołnierz służyć Ojczyźnie. Więc jeśli mam tylko jedno słowo, to wybieram – żołnierz.

Napisane przez:


Jaki jestem każdy widzi (każdy kto zechce).

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 53 dla artykułu "Szeremietiew: Bo do telewizji nie zapraszali…"

  1. kanton pisze:

    Wywiad -rzeka. Ciekawy punkt widzenia uwczesnej rzeczywistości przez Szeremietiewa.
    Jednak śmierć generała Petelickiego nadal jest zagadką. Dlaczego on się zabił.
    Lub jego zabito w taki sposób.Jakie zostaly przeprowadzone badania przez policję.
    Czy badany był sufit w tym garażu pod względem materiałów wybuchowych.
    Jest wiele pytań na które nie będziemy mieli żadnej odpowiedzi.
    Ten wywiad będzie mocno analizowany przez wiele różnych służb specjalnych.
    Być może będą wydawane specjalne oświadczenia przez pewne osoby poruszone w tym
    wywiadzie.

  2. Ple ple ple ple pisze:

    Pałub to przecież on przez naród był jako lump uważany. Okulary jak dna od butelek, swetrzyna, nawet śp. ksiądz Jankowski raz do szopki chyb dołączył coś a la ten swetr.
    Proszę szanownego pana. Jawne piekło jest teraz. To co stało się po 89 roku to przechodzi ludzkie pojęcie. Oni nas wszystkich wykończą.
    Polska łobuzów i złodziei.
    Pana wyrzucili z MON, mnie ze szkoły, innych skąd się dało. I w pełni SB i Żydy z KORu żyją sobie. Zawłaszczają grunty w miastach, pieniądz za gratis sobie wpada gościom i nic nie da się zrobić.
    Niedługo będziemy pod mostami spać i ręce w podartych rękawiczkach grzać na beczkach blaszanych odwróconych do góry dnem. A niewinny Jaruzel będzie dogorywał sobie w willi zabranej komuś wcześniej.
    Niech zaczekają aż te miliony młodzieży co konczy szkoły wyjdą na ulicę i będą podpalać co na drodze. Niech zapłoną komitety AWS i innego gówna. Niech zapłonie redakcja gazety żydowskiej.

  3. Jerzy pisze:

    Bardzo ciekawy wywiad.
    Nie wiem skąd się to bierze ale pan min Szeremietiew należy do moich ulubionych polityków od zawsze .
    Będę rozżalony kiedy PIS po wygranych wyborach nie zagospodaruje pańskich kompetencji i wysokiego morale dla dobra Polski. Żywię jednak głęboką nadzieję , że dostanie pan jeszcze jedną szansę .
    Gdybym miał pana stawiać obok jakiegoś równie zasłużonego polityka to widzę pana obok min Macierewicza.
    Z najwyższym uszanowaniem .

    • Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

      Na pewno nie zatrudni, musiałby Pan Prezes zacząć myśleć o Polsce bardziej niż o własnych ambicjach. Prędzej ewentualni koalicjanci. Poza tym do wyborów jeszcze wiele może się zdarzyć.

  4. Janusz pisze:

    A coś bliżej na temat wczesniejszej esbeckiej kariery generała? Jeśli coś wiesz Rusticulus na ten temat, to napisz w skrócie.
    Żurek Janusz

  5. kanton pisze:

    Cosik mi się widzi że to słaba nadzieja :-(nnoard are

  6. Radek Biały pisze:

    Zapraszam do oglądania.Prawo własności jedynym prawem człowieka :http://www.youtube.com/watch?v=eVax3SEHbDo&feature=youtu.be

  7. kanton pisze:

    Brawo. To bardzo ciekawe. A ile warstw ludzkich mamy w Kraju o nazwie Polska.
    Pewnie bardzo wiele. Tak na przykład, w Korei Pólnocnej istnieje
    pięćdziesiąt dwie warstwy ludzkie. Albo też kasty ludzkie.
    Nie ma awansu w górę na wyższy poziom kasty , tylko w dół. Dzieci partyjnych
    towarzyszy koreańskich mogą być partyjnymi towarzyszami jeżeli tylko zechcą.
    A raczej nie mają wyjścia. Po prostu muszą zostać .
    Jeżeli jakiś partyjniak popełni duży błąd, to jego roidzina i krewni zapełniają
    obozy „wychowawcze”.
    Nam już chyba niedaleko do tych koreańczyków z Korei Północnej. :-(.

  8. ADA pisze:

    Dla mnie generał Petelicki to mimo wszystko piękna postać, piękny Polak, piękny mężczyzna. Prawda głoszona o politykach PO zabiła Go. Dla mnie On został zamordowany. Taki Człowiek jak gen.Petelicki sam siebie nie zabija. Gdyby żył, stanął by na czele pochodu przeciwko takim jak Tusk, Komorowski itd.

  9. Ada pisze:

    Ty tylko potrafiszcze obszczekiwać. Marniutkie twoje zycie….. Odwal sie od Człowieka który nie zyje. I co z tego,że był tzw. esbekiem, ale był za Polską, co ostatnio udowodnił i za to zginął z rąk oprawców.

    • Szeremietiew pisze:

      Pani Ado zlikwidowałem wpisy tego pana na R. Od pewnego czasu po prostu nie życzę sobie takiego „dyskutanta” pod moimi tekstami.
      Pozdrawiam

      • Ada pisze:

        Pozdrawiam Pana serdecznie. Bardzo dobrze Pan postapił z tym ‚eRem’.

      • Kula Lis 62 pisze:

        Szeremietiew, teraz się zdemaskowałeś, nigdy ci nie ufałem, jak i mój śp. Ojciec oficer 27 WDP AK, Rodzina ponieważ ponieważ stchórzyłeś przed Komoruskim, nie pozwałeś do sądu, a teraz jeszcze cenzurujesz ogólnie dostępną prawdę o tym synu tzw. POPów z nadania Kremla(kto im nadał polskie obywatelstwo pytam i kiedy? sowieckie tanki i służba u nich?), od prawdy kasując ją nie uciekniesz. Jest ogólnie dostępna. A do Ady on nigdy Polakiem nie był, a komu służył to już zdążyłaś przeczytać, na pewno nie wolnej Polsce i Polakom, zanim kochający esbecję Szeremietiew wpis wykasował. Ps. Mnie także możesz wykasować kochający zbrodniczych POPów, ich pomiot, ubecjoesbecję. Bez pozdrowień. WP herbu Rak i Jastrzębiec.

        • Ada pisze:

          Generał Petelicki był Polakiem, Komorowski a właściwie Szczynukow /gw historyków polskich i litewskich/ to wnuk rezuna, siepacza sowieckiego Osipa Szczynukowa a więc napewno nie jest Polakiem. Pan Szeremietiew nie stchórzył, bo wie,że podawanie do sądu Komorowskiego nic nie da. P.Szeremietiew ma honor w przeciwieństwie do Komorowskiego…

      • Kula Lis 62 pisze:

        Ja mogę się wykazać i zlustrować do 10 pokoleń wstecz, nie wstydzę się patrzeć w lustro, nigdy nie służyłem sowieckiemu okupantowi, a Ty Szeremietiew, JAK U CIEBIE Z PATRZENIEM W LUSTRO? CZY Z LUSTRACJĄ KILKA TYLKO POKOLEŃ WSTECZ?

        • Szeremietiew pisze:

          To oczywiście nic nie da, bo Pan wie najlepiej, ale przypominam, że spedziłem kilka lat w komunistycznym więzieniu chyba nie za to, że „służyłem sowieckiemu okupantowi” .

          Mojego ojca aresztowanego przez NKWD w 1945 r. i zaginionego w Sowietach też Pan będzie sprawdzał, czy wystarczy tylko sprawdzenie od strony mojej matki, z d. Lubowickiej (jej dziadek Powstanie Styczniowe).
          ,
          Deklaruje się Pan jako antykomunista, a zachowuje się niczym bolszewik prezentujący tzw. czujność klasową w wyszukiwaniu wrogów. Niech Pan sprawdzi w jakim lustrze przeglada się – nie jest to aby cyrkowe krzywe zwierciadło?

          • Kula Lis 62 pisze:

            Spędzał pan jak pański kolega Szechter jąkała, pewnie by tak jak i jego i nie tylko jego, jest takich więcej, jako tzw. „opozycjonistów” z koncesją wydaną przez zbrodniarza, bandytę z plutonów egzekucyjnych sowiecką matrioszkę Kiszczaka, któremu Wuj brat mojej Mamy obił mordę w Londynie, nadzorcę drugiej matrioszki parchobolszewickiej zbrodniarza Wolskiego. A przeglądam się w lustrze wiszącym w łazience a nie gabinecie strachów panie Szeremietiew. I niech mi pan i innym nie wmawia, że Petelicki to Polak, my wiemy, że to syn POPów z nadania baćki Stalina, ponieważ nikt z polskich przedstawicieli np. Prezydent obywatelstwa im i innym takim jak Stolzman, etc nie nadawał.

    • Kula Lis 62 pisze:

      Ty piszesz i co z tego,ze był esbekiem? to powiedz mi kim ty jesteś? no i napisz za jaką Polską? ten syn POPów bo nie Polaków był? który nigdy nie był w wojsku nawet w LWP, nigdy przysięgi nie składał, jaki to z niego generał? posowiecki.

  10. Anka pisze:

    Panie Szeremietiew! Jest Pan tchórzem!
    To mój pierwszy komentarz, chociaż często czytam artykuły na portalu. Wczoraj przestudiowałam wpis Rusticulusa, zdumiałam się, postanowiłam sprawdzić. Nie znalazłam żadnego przekłamania, facet pisał samą prawdę, miał 100% racji kwestionując bohaterstwo Petelickiego. Hańba Panie Szeremietiew!

    • Kula Lis 62 pisze:

      Zgadzam się z Tobą w 100%

    • Szeremietiew pisze:

      Radzę zastanowić się i nie obrzucać mnie lekkomyślnie epitetami.
      Gen. Petelicki stracił życie służąc Polsce (Smoleńsk) i tym chociażby odkupił szkody jakie wyrządził Polsce w okresie PRL . O człowieku świadczą jednak wszystkie jego dokonania, a nie wybrane fragmenty życiorysu, jak to zrobił p. R. Postępowanie tego pana jest dlatego nieuczciwe, pomijając taki drobiazg, że zasługi Generała jako twórcy i dowódcy GROM (wejscie do NATO) są bezsporne.
      Ja swoje poglady wygłaszam pod nazwiskiem, Pani wyzywa mnie od tchórzy anonimowo, jako jakaś „Anka” – kto tu jest tchórzem?

      • Anka pisze:

        Panie Szeremietiew! Jest Pan niegrzeczny i arogancki! Polemika z Panem jest bez sensu. Pozwoliłam sobie zainteresować się Pana osobą i jestem zszokowana.
        Informuję czytelników, że Pan Szeremietiew jest wspólnikiem biznesowym i przyjacielem ciekawych osobników – zmarły pan Sławomir Petelicki, pan Wojciech Brochwicz (prawdziwe nazwisko Raduchowski), pan Bartłomiej Sienkiewicz, pan Paweł Graś, pan Adam Michnik (prawdziwe nazwisko Szechter), pan Ryszard Krauze.
        Nie po drodze nam razem Panie Szeremietiew. Żegnam!

        • Szeremietiew pisze:

          „Panie Szeremietiew! Jest Pan tchórzem! Hańba Panie Szeremietiew! Panie Szeremietiew! Jest Pan tchórzem!” To Pani słowa.

          Odpowiedziałem: „Radzę zastanowić się i nie obrzucać mnie lekkomyślnie epitetami. … Ja swoje poglady wygłaszam pod nazwiskiem, Pani wyzywa mnie od tchórzy anonimowo, jako jakaś “Anka” – kto tu jest tchórzem?”

          A Pani na to: „Panie Szeremietiew! Jest Pan niegrzeczny i arogancki!”

          Kto jest niegrzeczny i arogancki?

      • Kula Lis 62 pisze:

        Pisz pan prawdę a nie brednie wyssane z palca, jakie on ten pomiot POPów ma zasługi? w wejściu Polski do NATO? czy nie takie jak i pan? czyli żadne? skończmy z mitami, bo nie ma pan do czynienia z lemingami, głupkami po dzisiejszych szkołach, uczelniach. Przypomnę po co powstał GROM: by chronić i eskortować uciekających przez Polskę do Izraela i na Zachód chazarskich żydów z sowietów oraz do pacyfikacji Polaków w razie buntu, bo była to jednostka MSW a nie LWP. Proszę nie łgać w żywe oczy gdy prawda dostępna jest w internecie, dostępne archiwa, etc… bo się pan ośmiesza.

        • Kula Lis 62 pisze:

          Grupa Realizacyjna Operacji Most chroniła transport żydów z ZSRR do Izraela tranzytem przez Polskę. To zadanie było fundamentalnym i jedynym zadaniem tej jednostki. Po zakończeniu transportu Żydów zadania z tym związane zniknęły. Więc powinna być rozwiązana panie SZeremietiew, prawda? czy nie? a nie być w gotowości do pacyfikowania niepokornych Polaków. Prawda? czy nie?

          • Szeremietiew pisze:

            Co złego widzi Pan w tym, że GROM (Grupa Reagowania Operacyjno Manewrowego) ochraniał na terenie Polski przejazd Żydów z ZSRR do Izraela? Czy jako kraj tranzytowy mieliśmy obowiązek zadbać o bezpieczeństwo tych przejazdów, czy też nie?
            I dlaczego zorganizowana jednostka wojsk specjalnych, jeden z naszych argumentów w staraniach o członkostwo w NATO, miałaby być rozwiazywana?
            Pan najwyraźniej goni w piętkę.

          • Kula Lis 62 pisze:

            GROM była to Grupa Realizacyjna Operacji Most a nie jak pan pisze Grupa Reagowania Operacyjno Manewrowego, potem nazwę zmieniono bo źle się Polakom kojarzyła, demaskowała do czego i dlaczego powstała. A po co mieliśmy chazarskim parchom pomagać? za denuncjacje w czasie wojny i po? pomoc w wysyłce na Sybir w tym mojej Rodziny ze strony Mamy z Nią razem? Za mordowanie nas Polaków przez nich po wojnie? Po co wkładaliśmy i nadal wkładamy palce między drzwi? jak ci chazarzy dziś nam się odwdzięczają? plują i szkalują, o zbrodnie na nich oskarżają i żądają jeszcze bezczelnie odszkodowań jakby od Niemiec było im mało. To pan popiera?. Ja gonię w piętkę? proszę mi to wytłumaczyć! Po drugie my już armii do obrony nie mamy, jest już rozbrojona i w stanie szczątkowym, bo dzisiejszy GROM nas przed nikim nie obroni, jak i FORMOZA, czy inne, będą służyły pacyfikacji nas Polaków gdy się zbuntujemy a ZOMO milicjoPOlicja nie będzie dawała rady, w odwodzie będą jeszcze siły obce. Co pan na to panie Szeremietiew?

    • Ada pisze:

      A ty napewno jesteś Anka? Coś mi się zdaje,że ty jesteś Kula II haha

  11. Krzywousty pisze:

    Ceniłem sobie pańskie artykuły i komentarze pod nimi, choć nie zawsze zgadzałem się z pańskimi wnioskami lub propozycjami. Wycięcie przez Pana wpisu Rusticulusa, zmieniło wiele.
    Nikt nie musi przyjmować jego punktu widzenia, ale przedstawienie dodatkowych faktów, tych pomijanych często faktów, pozwala na wyrobienie sobie bardziej wyważonego i pełniejszego obrazu.
    Podobno niektórzy ludzie się „nawracają”, podobno chcą naprawić błędy przesżłości, podobno… Jednak mamy prawo o ich przeszłości wiedzieć. Zwłaszcza gdy są politykami.
    Osobiście NIGDY nie zagłosował bym na prezydenta na osobę o której bym wiedział że była aktywnym komunistycznym działaczem, choćby skruszonym już dzisiaj. Wybaczył bym, ale nie zagłosował.
    Mamy prawo i obowiązek znać historię ludzi ze świecznika, do siódmego pokolenia wstecz. Nikt nie ma prawa tej historii przed nami ukrywać. Osąd ma wyłącznie zależeć od nas. Polska nie jest prywatną firmą polityków, by mieli prawo do tajemnicy.

    • Kula Lis 62 pisze:

      Zgadzam się z pana wpisem, dodam, że i nie jest własnością Szeremietiewa i jemu podobnych no i nie ma on monopolu na pisanie prawdy a raczej bzdur wyssanych z palca.

    • Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

      Rustiego często cenię w dyskusji, ale tu zachował się jak troll bo skanalizował dyskurs na wycieczki osobiste pozostawiając na boku problem, który jest najciekawszy: dlaczego musiał zginąć?

      A Romuald Szeremietiew tu powiedział coś, co jest kluczowe i o czym ja także pisałem rok temu: musiał bo tworzył pewien rodzaj firmy nazwijmy ją „ochroniarskiej” ale w rzeczywistości prywatną wywiadownię do zabezpieczania spraw trudnych i docierania do informacji ukrytych, co było bardzo niebezpieczne dla niektórych bo co innego gdy powiernikiem pewnych tajemnic jest odsunięty na boczny tor generał a co innego gdy przekazuje je zorganizowanej strukturze, pełnej ostrych ludzi, z dostępem do konataktów wywiadowczych i możliwościami śledczymi.

      Looknij na mój tekst opublikowany rok temu gdy szefowałem innej redakcji ale pełnej tych samych ludzi http://3obieg.pl/petelicki-otwieral-prywatna-wywiadownie

  12. Jan pisze:

    Myślę, że warto zastanowić się nad słowem „państwowiec”, którym określany jest przez p. Szeremietiewa gen. Petelicki. To jest moim zdaniem kluczowe dla rozważań o zasługach. Bo najważniejsza jest w tym wszystkim, w tym całym sporze powinna być Polska. Oczywiście wiem, to dosyć wytarty truizm; bardziej może slogan, niż konkretna wskazówka – ale jaka jest w końcu ta wartość ostateczna, ostateczny cel służby (słowo „służba” też, jak sądzę, wymaga osobnego namysłu)?
    Otóż celem owej służby nie jest prześciganie się w wizjach Polski abstrakcyjnej, jakichś „platońskich ideach polskości”; nie jest nabijanie punktów dla politycznych drużyn; nie jest wysługiwanie się politykom i robienie zawrotnych karier; nie jest celebrowanie siebie w swoim jakimś wystudiowanym image’u patrioty. To wszystko za mało, to nie jest służba Polsce. Radziłbym wszystkim, którzy uważają się za płomiennych patriotów, by zadali sobie pytanie: „Co ja robię/zrobiłem dla Polski?” (Nie: „Co uważam, że inni powinni?”, albo „Czego inni nie zrobili?”) Bo czcze gadanie niewiele znaczy i, nawiasem mówiąc, niewiele też dzisiaj kosztuje.
    A co to jest Polska? W naszych czasach dana nam została (bardzo drogo kupiona) Polska, która jest państwem. Celem służby powinno być więc dobro wolnego Państwa Polskiego.
    Tak, tego samego państwa, którym rządzą teraz bardzo różni politycy, tego państwa, w którym dzieje się tak wiele skandalicznych rzeczy, w którym wolność jest sprzedawana za grosze. Wiecie, co Piłsudski („Choć nieraz mówię o durnej Polsce, wymyślam na Polskę i Polaków, to przecież tylko Polsce służę.”) kiedyś powiedział? „Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy.” Ale niestety, chociaż chciałoby się to rzucić i powiedzieć: „Niech tam to wszystko się rozwali, bo najwidoczniej na to zasługuje”, to jednak innej Polski nie będziemy mieli. To był nasz błąd pod koniec XVIII w. – błąd tragiczny – że myśleliśmy, że „państwo – to nie my”. Ale nie łudźmy się – innej Polski nie ma i nie będzie. Znacie zdanie Wielopolskiego: „Dla Polaków można zrobić wszystko, z Polakami nic.”? Takie słowa są kwintesencją tego, co można by nazwać „Polskością bez państwa”.
    Polska, służba państwu – to zrobić coś „dla Polaków i z Polakami”; to dążyć do obudzenia w nas ducha współpracy, obudzenia siły i dumy, ale też pokory wobec tego wspólnego celu – wolności, która nie jest dana raz na zawsze. To, moim zdaniem, robił śp. gen. Petelicki, i to robi też p. minister Szeremietiew. Służba to jest czyn i jakaś ofiara. Umierać za Polskę umiemy, a kiedy będzie trzeba – nie wątpię, że nie zawahamy się. Ale służba – to też życie i uczciwa, rzetelna praca. Tym jesteśmy w stanie zadziwić cały świat.

  13. Ada pisze:

    Panie Szeremet ‚widzisz’ pan te Anki, Kule? Wypisują głupoty, to celowe działania przeciwko Panu, przeciwko nieżyjacemu gen.Petelickiemu. Skąd te ‚ludki’ sie biorą? Napewno nie są z polskich domów. Ja jestem z Panem.

    • Kula Lis 62 pisze:

      Ada ty chyba z tych POPów o których piszę, ty pomiocie fornali, być może z majątku mej Rodziny Ćwirko Godyckich herbu Rak i Bartoszewiczów herbu Jastrzębiec. My Polacy od zawsze, a ty? już ci odpisałem.

      • Ada pisze:

        Niet ja nie z POpów, jak twój p-rezydent Szczykunow vel Komorowski. Nie fantazjuj idioto, to nie obelga, ale DIAGNOZA, z tym swoim pochodzeniem. Ja nawet takiego mam w moim kraju co to okrzyknął sie hrabią, z koneksjami Bór Komorowskich….. Swego czasu Związek Szlachty POlskiej zarzucił dla owego hrabiego do bulu,że BEZPRAWNIE posługuje sie polskim herbem Korczak należącym do rodu Komorowskich. Ja, Ada jest wnuczką sławnej aktorki włoskiej, aha.

        • Kula Lis 62 pisze:

          Teraz to pierdolnęłaś tą w poprzek o beton, ja i szczynukowicz? POjebało ciebie Ada a może Salci dokładnie.

          • Ada pisze:

            Oj Kula ja ci zaraz dam Salcie, ja nie kuzynka Hajki z gronkowców, ani siostra Mojszego boniego, ani też Icka Rostowskiego….

  14. marek pisze:

    bardzo się dziwię, przecież to żenadny wywiad. może jakiś tabloid kupi podobny za parę tysi. jeśli taki jest stan umysłowości dawnych decydentów… ale przynajmniej same skrzywdzone patrioty-oficery. wyczekuję kolejnego odgrzanego wywiadu na jakąś nową okoliczność. PS więcej samochwalstwa i sensacji, po co się ograniczać. A jak ekspedientka nie wyda grosika, proponuje w odwecie nie wywieszać polskiej flagi

    • Kula Lis 62 pisze:

      Przecież Szeremietiew sprzedaje się gdzie tylko może, na Onecie, WP, wpolityce, etc…gdzie tylko chcą drukować te jego bzdury, etc…Tak piał, że jak tylko wygra sprawy z Bronkiem to poda go do sadu? i co? siadł cicho na dupie i pisze bzdety licząc, że lemingi łykną jaki to on, Petelicki, Czempiński, Wolski, Kiszczak to patrioci. On już całkiem się ośmieszył tą swoją pisaniną.

      • Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

        I bardzo dobrze, że pisze tam gdzie poczytają to też lemingi, lewacy i niezaangazowani obywatele którzy nigdy na ostry portal prawicowy nie wejdą. Oto właśnie chodzi byśmy byli tam cytowani i mogli głosić prawdę we wszystkich miejscach – może wtedy dotrze ona nie tylko do tych przekonanych ale także do tych którzy wpłyną na wynik wyborczy.

        Jak ma Szeremietiew iść z Bronkiem do sądu gdy ten schowany za immunitetem?

        Przestałeś myśleć czy jak? No po prostu nie poznaję…

        • Szeremietiew pisze:

          Sprawa sądu z Komorowskim.
          Już to kilka razy tłumaczyłem, ale są tu tacy odporni na wiedzę więc trzeba jeszcze raz. Niestety nie ma żadnych możliwości, aby na gruncie prawa karnego ścigać Komorowskiego. Można by to zrobić na gruncie prawa cywilnego. Otóż Komorowski składał publiczne przyrzeczenie, że zrezygnuje z kariery politycznej jeśli okażę się że jestem niewinny. Bardzo naciągając można by domagać się spełnienia złożonego przyrzeczenia publicznego. Jednak kiedy dziennikarka Tyg. Solidarność zapytała go o to – jeszcze jako marszałka sejmu – on wyparł się tych słów i zapewniał, że życzy mi uniewinnienia. Miałem informację, że istnieje w TVN telewizyjny zapis jego słów. Kiedy mój znajomy usiłował to zdobyć okazało się, że zapisu nie ma. Nie ma więc nawet takiej wątłej podstawy do napisania pozwu.
          Jedyne co mogłem zrobić to pozwanie Marszałek i Kittela, oni pisali szkalujące mnie artykuły. Proces się toczy.
          Na temat Komorowskiego mogę tylko powiedzieć, że jest to człowiek pozbawiony honoru.

          http://www.polskatimes.pl/artykul/229191,szeremietiew-komorowski-naslal-na-mnie-wsi,id,t.html?cookie=1

        • Kula Lis 62 pisze:

          Wkurzył mnie tym bronieniem syna POPa, który jak ojciec tak i synowie nigdy Polakami nie byli i nigdy nie będą, mogli mieć tylko obywatelstwo polskie prze Kreml bo nie władze polskie nadane. Już Szeremietiewa przeprosiłem.

    • Szeremietiew pisze:

      Piątek, 4.01.2013 godz. 15.00, Gospoda pod Młynem, Warszawa
      Co tu niby odgrzewane? Publikuję pierwszy raz tekst, który znalazł się w najnowszej ksiażce o Petelickim pań przeprowdzających wywiad.

      No i to: „A jak ekspedientka nie wyda grosi, proponuje w odwecie nie wywieszać polskiej flagi”. Pan jest naprawdę nie rozumie czym była rozpętana w lipcu 2001 r. afera korupcyjna w MON i jakie fatalne skutki wywołała nie tylko dla mnie, ale dla stanu uzbrojenia WP i przemysłu obronnego.

  15. Szeremietiew pisze:

    Zauważam, że co pewien czas w dyskusjach internetowych pojawiają się tacy anonimowi bezkompromisowi antykomuniści „ostatniej godziny”, których nie spotkałem, gdy sam byłem ścigany przez SB i wycierałem ubeckie cele. Być może są to ludzie młodzi, którzy nie mieli okazji osobiście zmierzyć się z komuną, jeśli jednak nie są młodziankami, to co robili w czasach PRL? Może by tak porównać moje i takiego antykomunisty dokonania bez zasłaniania się przodkami „do 10 pokolenia”.

    W archiwum IPN znalazłem ubeckie dokumenty z 1956 r. Otóż wtedy studenci usiłowali organizować manifestacje, których celem był warszawski gmach KC PZPR. Bezpieka wysyłała agentów, którzy wmieszani w tłum wnosili ostre antykomunistyczne hasła i wzbudzając aplauz przejmowali kierownictwo marszu, aby prowadzić manifestantów np. nad Wisłą, aby wszystko kończyło się klapą. Odnoszę wrażenie, że wśród internetowych antykomunistów mogą być podobni osobnicy. Oto często tacy nieprzejednani antykomuniści atakują ludzi dawnego reżimu, którzy zaczynają służyć Polsce (Kryże, Petelicki). Tym samym ci „antykomuniści” podsuwają świetny argument wzmacniający spoistość obozu postkomunistycznego! W SLD mówią: cóż z tego, że Petelicki krytykował Tuska skoro nawet po śmierci wytykają mu, że był ubekiem. Jak to mówił Wałęsa o funkcjonariuszu SB Hodyszu – informował nas o tym co robi SB; jak raz zdradził, to może drugi raz zdradzić, teraz nas.

    Oczywiście ma Pan rację, że powinniśmy znać przeszłość ludzi aspirujących do kierowania państwem. To jednak nie oznacza, że trzeba przy tym kierować się negatywnymi interpretacjami, absolutyzować zło i odcinać ludziom błądzącym możliwość poprawy. W mojej opinii Petelicki tym co zrobił jako organizator i dowódca GROM oraz ostry krytyk zachowań rządzących po Smoleńsku błędy swoje zmazał. I stracił życie zabiegając o ważne dla Polski sprawy. Pan R. tego nie widzi. To napawdę nie ma żadnego znaczenia?

    Wycięcie przez Pana wpisu Rusticulusa, zmieniło wiele”
    Portal 3obieg jest miejscem gdzie blogerzy mają swoje autorskie blogi i mają też prawo decydować z kim będą na nich dyskutować, a kogo uznają za persona non grata. Pan R. w jednym z pierwszych swoich wypisów pod dawniej opublikowanym moim tekstem oskarżył mnie o różne brzydkie czyny. Moje wyjaśnienia spływały po nim niczym woda po kaczce. Wtedy poinformowałem, że nie życzę sobie jego obecności na moim blogu Nie mam obowiązku tolerowania kogoś, kto traktuje mnie wrogo.

    Pozdrawiam

  16. Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

    Widzę w tej dyskusji sporo emocji i może tak musi być, wartość człowieka poznajesz Także po zajadłości jego wrogów. Znam Pana Romualda Szeremietiewa osobiście od kilku lat i powiem wam wszystkim, Tobie Lisie Kula (bo znamy się nie tylko z działań w mediach), że wolę z Szeremietiewem stracić niż z innymi zyskać. Po prostu mam niesamowitą frajdę, że przyszło mi kiedyś poznać uczciwego i bardzo przyzwoitego polityka.

    A co do specjalistów od oceniania, to wierzcie mi, że z bliska gdy wiedza pełniejsza wszystko wygląda inaczej niż z daleka, na podstawie domniemań i mniej lub bardziej oficjalnych życiorysów. Czasem wystarczy podanie ręki i dwa słowa prywatnie by pojąc, iż uwielbiana dzięki mediom osoba jest świnią – i niestety to jest najczęstrze wrażenie gdy prywatnie stykacie się z politykami (chociaż na szczęście nie jedyne). W przypadku Pana Romualda nigdy nikt przyzwoity takiego wrażenia doznać nie może.

    I jeszcze na koniec, autor jest gospodarzem swojego bloga i może moderować dyskusję jak chce i tolerując kogo chce. Wielu autorów nie życzy sobie u siebie określonych gości na tej zasadzie na jakiej nie zaprosiliby ich do domu. To nie ma nic wspólnego z cenzurą. Bo można się obrazić gdy ktoś ci karze się wynosić z miejsca publicznego, np klubu dyskusyjnego, ale trzeba nie mieć wyobraźni by mówić „zdemaskowałeś się chamie bo wyprosiłeś ze swojego domu mojego kumpla kowalskiego który tylko pluł po kątach i nafajdał w kuchni, ale po pierwsze żuje tytoń a po drugie mu się zachciało”.

    Trafiła metafora?

    • Kula Lis 62 pisze:

      Tomaszu radzę zapamiętać to: agentem, tw, ich człowiekiem jest się już do końca swych dni, obojętnie jak one dla nich się zakończą. Czy w domowych pieleszach, czy odwiedzi samobójca, czy szantażem do samobójstwa zmuszą, grożąc w tym przypadku rodzinie bo takie oni mają metody. Nie było, nie ma i nigdy nie będzie byłych agentów, tw, pracowników zbrodniczego aparatu. Petelicki naraził się swoim, za dużo ostatnio gadał, być może i za dużo chciał? może za milczenie?, więc swoi go załatwili, bo nie wierzę, że sam z powodu szantażu się zastrzelił. To nie typ samobójcy, zresztą jak i Lepper. Za dużo gadał pisatiel od Jaroszewicza, czym wydał na niego i Solską wyrok śmierci. W służbach nie lubią i nie tolerują długich, paplających języków, uciszają je różnymi sposobami, zachodnie pieniędzmi, zakazem mówienia, wschodnie raczej odwiedzinami samobójców lub zmuszają do tego. Nie mam nic przeciw Szeremietiewowi, nie jest osobą z mej bajki i nigdy nie byłoby nam po drodze w wolnej Polsce, choć lubię czytać jego artykuły w woskowym tylko temacie, choć mogę z nimi polemizować, lecz mogę go nie lubić i nie oddawać głosu na niego, mam takie prawo, lecz o laboga niech nie gloryfikuje osoby ze zbrodniczych służb, której tam na siłę wołami zaciągnęli, poszedł tam dobrowolnie, i gdyby nie tato tzw. POP nigdy by studiów prawniczych w dodatku nie ukończył, powiedzmy to sobie szczerze. Pzdr!.

      • Kula Lis 62 pisze:

        Errata: wojskowym

      • Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

        Tak nie jest poza tym agentura to gabinet luster w którym są podwójni, potrójni, ci co wyglądają a nie są, ci co są a nie wglądają oraz ci co byli ale się urwało, zrehabilitowali czy zostali przewerbowani. Poznawaj po owocach bo dojdziesz do absurdu że Piłsudski do końca życia pracował dla Japonczyków 😉

  17. kanton pisze:

    Przeczytalem wszystkie wpisy pod artykułem. Co poniektórzy komentatorzy maja we krwi
    prawdy objawione., a język ich wpisów jest bardzo zły. Czy to upał i inna zaraza toczy ich ciała . Nie wiem. A może brak kultury osobistej. :-(.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

120703