19012018Nowości:
   |    Rejestracja

Światowe zadłużenie


Opublikowano wiadomość, że światowe zadłużenie osiągnęło w tym roku 233 biliony dolarów/zapewne amerykańskich/, postanowiłem ją sprawdzić i okazało się, że według różnych źródeł szacunek waha się od 179 bilionów do owych 233 bilionów dolarów.


Różnice w ocenie są dość znaczne, a wiarygodność niepewna, stąd można sobie wypośrodkować, że średnio jest to około 200 bilionów.

Suma jest astronomiczna i z pewnością nie do spłacenia przy obecnej wydajności światowej gospodarki, jeżeli chcemy ją spłacać rzetelnymi pieniędzmi, a nie wyczarowanymi przez banksterów.

Nie udało mi się uzyskać informacji na temat realnych wielkości rocznych spłat, natomiast zdobyłem, nie wiem na ile pewną wiadomość, że dług publiczny osiągnął spłatę w wyskości 9,8 %, a długi prywatne 5,8%. Oznaczałoby to, że instytucje publiczne uzyskują kredyty na gorszych warunkach niż klienci prywatni, czyli że są mniej wiarygodne. Mamy zatem świadectwo na niestabilność całego światowego systemu organizacji państw.

W sumie mając na względzie, że dług publiczny to przynajmniej dwie trzecie światowego zadłużenia ludzkość jest obciążona kwotą przynajmniej 17 bilionów dolarów obsługi długów. Jest to największa pozycja wydatków w ramach światowego dochodu, który w PKB wynosi obecnie około 75 bilionów dolarów rocznie

/rok 2016/.

Można wprawdzie postawić zarzut, że realny produkt światowy jest znacznie niższy aniżeli wykazany w PKB, ale w praktyce nie zmienia to sytuacji oczywistej roli obsługi długu jako hamulca rozwoju gospodarczego świata.

Jest wprawdzie nadzieja, że te pieniądze powrócą do dłużników w postaci nowego kredytu, co umożliwi dalsze inwestowanie.

Problem leży w tym, że przy tym poziomie zadłużenia i możliwościach spłaty, następne kredyty są udzielane nie na realne przedsięwzięcia, ale spłatę poprzednich długów i łatanie dziur budżetowych wnikających głównie z utrzymywania biurokracji.

Nie są więc te pieniądze wykorzystywane twórczo.

Wpadamy zatem co raz to głębiej w pułapkę niemożności, a powstrzymanie tej gonitwy ku przepaści wymaga bardzo radykalnych działań.

Po pierwsze zmiany zasad emisji pieniądza, tylko pieniądz ugruntowany na realnych wartościach daje gwarancję stabilności i zaufania.

Powrót do parytetu złota jest bardzo utrudniony ze względu na szczupłość zapasów i bardzo nierównomierne ich rozłożenie, byłby możliwy produkt globalny, ale ograniczony do rzeczywiście mierzalnych produktów, kontrolowanych przez niezależne instytucje publicznego zaufania.

 Cała ta operacja wymaga dokonania rewolucyjnych zmian w systemie kreowania pieniądza i wprowadzenia powszechnej dyscypliny w przestrzeganiu zasad.

Potężne lobby gangsterskie czerpiące bilionowe zyski ze stosowania oszukańczych zabiegów wokół polityki pieniężnej i dyspozycji zasobami finansowymi natychmiast sprzeciwi się jakimkolwiek zmianom nie zdając sobie sprawy, że jego chciwość i bezwzględność w działaniu prowadzą wprost do rewolucji, która zmiecie całą ich pieczołowicie pielęgnowaną konstrukcję.

Podobnie przesadzono popierając rewolucję w Rosji w efekcie której utracono nie tylko wierzytelności ulokowane w Rosji, ale też i źródło stałych dochodów.

Nie inaczej było z Hitlerem, który skorzystał z kredytów udzielanych mu chętnie na rozbudowę potęgi militarnej, a które ostatecznie zamienił w ruinę.

Dopiero Bundesrepublika po wielu latach po wojnie zajęła się tym problemem, ale przecież realnej wartości nie odzyskano.

Niestety małe są szanse na uzyskanie akceptacji ze strony rządzących światowymi zasobami pieniężnymi dla niezbędnych zmian w celu uratowania ludzkości przed niechybną katastrofą.

Jedynym wyjściem z tej sytuacji byłoby podjęcie działań o charakterze policyjnym w stosunku do najgroźniejszych uczestników procederu produkcji oszukańczego pieniądza, nielegalnego obrotu finansowego i stosowania lichwy.

Ponadto należy ograniczyć ilość pieniędzy w obrocie, obecnie jest to ponad 80 bilionów dolarów, czyli powyżej poziomu globalnego produktu, a przecież ten pieniądz obraca się przynajmniej kilkakrotnie w ciągu roku.

Mamy zatem nadmiar pieniędzy w stosunku do realnie wypracowanych wartości, to grozi i inflacją i destabilizacją w dowolnym miejscu.

Zbyt łatwy dostęp do kredytu powoduje nieodpowiedzialne zaciąganie długów.

Od reklam kredytów bez jakichkolwiek gwarancji nie można się opędzić, wynika to z nadmiaru produkcji pieniędzy bez jakiegokolwiek pokrycia, to też ryzyko jest niewielkie, a pokusa zarabiania „z niczego” ogromna.

Uzyskanie kredytu musi być dokonywane przy maksymalnych gwarancjach zwrotu, należy przywrócić instytucję żyra z odpowiednim zabezpieczeniem.

Będzie zapewne nieco utrudniona rozpasana konsumpcja z jaką mamy do czynienia zawdzięczając łatwemu kredytowi, ale będzie realny przyrost stanu posiadania, nagromadzenie oszczędności, większe zaufanie do pieniądza.

Dobrobyt zachodniego świata nie urósł dzięki wirtualnym pieniądzom, ale dzięki ciężko wypracowanym produktom i rozsądnym nabywaniem dóbr.

Stałym źródłem wzrostu zadłużenia jest powszechnie stosowana polityka budżetowa państw i samorządów terytorialnych polegająca na stałym utrzymywaniu deficytu budżetowego. UE formalnie toleruje 3% w stosunku do PKB deficytu państw unijnych.

A zatem narastanie długu jest wpisane formalnie w funkcjonowanie UE.

W przedwojennej Polsce rząd, który dopuścił do deficytu budżetowego musiał upaść, obecnie w ciągu ostatnich trzydziestu lat ani razu nie osiągnęliśmy w Polsce zrównoważenia budżetu, a przekraczanie owych 3 % unijnego limitu deficytowego jest nagminną praktyką stosowaną przez wszystkie kraje unijne.

Ta praktyka ma swoje źródło w metodzie kupowania sobie za pieniądze podatników głosów wyborczych. Obama w ten sposób kupił sobie drugą kadencję wydając bezprawnie bilion dolarów rocznie na tzw. „pomoc socjalną”, co w praktyce oznaczało opłacanie swojego elektoratu.

W Polsce Buzek rozdając pieniądze podatników dla zwalnianych górników na „założenie własnej działalności gospodarczej”, co było oczywistą fantazją, uzyskał głosy wyborcze w starcie do PE.

Tylko ukrócenie tego rodzaju praktyk i przyjęcie zasady zrównoważonego budżetu może uratować nas od niechybnej katastrofy.

Czy realnie istnieją jakieś szanse na przeprowadzenie ratujących nas przed tą katastrofą zmian?

Z pewnością tak tylko wymaga to ogromnego wysiłku w akcji uświadamiającej społeczeństwa czym grozi kontynuowanie obecnej polityki.

Nie zrobi tego „mainstream” informacyjny mówiąc współczesną nowomową, gdyż jest na usługach beneficjentów tego systemu.

Jest jednak nadzieja bazując na doświadczeniach z wyborów amerykańskich, że korzystając z dobrodziejstwa Internetu można stworzyć odpowiednią siłę społeczną zdolną do wprowadzenia ratunkowych zmian.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

313938