16082018Nowości:
   |    Rejestracja

Suwerenność gospodarcza


W dobie narastającej gospodarki globalnej i coraz większych wpływów ponadnarodowych koncernów wszystkie większe a nawet dość średniej wielkości państwa starają się mieć wielkie przedsiębiorstwa zdolne do stawienia czoła wyzwaniom współczesnego świata. Cechą charakterystyczną wielkich korporacji jest zarówno możliwość mobilizacji sił i środków dla zapewnienia rozwoju i wprowadzania nowości jak też i zdolność przetrwania sytuacji kryzysowych. […]


W dobie narastającej gospodarki globalnej i coraz większych wpływów ponadnarodowych koncernów wszystkie większe a nawet dość średniej wielkości państwa starają się mieć wielkie przedsiębiorstwa zdolne do stawienia czoła wyzwaniom współczesnego świata.

Cechą charakterystyczną wielkich korporacji jest zarówno możliwość mobilizacji sił i środków dla zapewnienia rozwoju i wprowadzania nowości jak też i zdolność przetrwania sytuacji kryzysowych.

Każda z nich przeżywała lub przeżywa okresy wzlotów i upadków, niezależnie jednak od zmian koniunktury pozostają ciągle na rynku.

W Polsce od wielu lat propaguje się rozwój „małych i średnich” przedsiębiorstw, których tyleż powstaje nowych co upada. Warunkiem ich przetrwania jest posiadanie stałego i wypłacalnego nabywcy, jeżeli takiego uda się znaleźć to musi się go trzymać.

Wyjście samemu na otwarty rynek jest zagrożone ryzykiem upadłości, chyba że ma się duże rezerwy. Niestety zdecydowana większość tego typu przedsiębiorstw nie posiada odpowiednich własnych kapitałów, żyje z bieżących wpłat i kredytu.

Stąd ma skrępowane ruchy w dziedzinie poszukiwania nowych rozwiązań.

Współczesny rynek stwarza duże możliwości zbytu, ale wymaga to nakładów na reklamę i przejścia okresu próbnego. Zdarzają się wypadki gdy mali przedsiębiorcy z różnych powodów potrafią wejść na rynek, utrzymać się na nim, a nawet rozwinąć znacznie swoją działalność.

Widać to po kilku głośnych karierach, nie informuje się natomiast ile małych firm padło w czasie podobnych prób.

Posługuje się przykładem Japonii gdzie połowa dochodu narodowego jest wypracowana przez małe i średnie firmy.

Pomijając fakt, że w Japonii w odróżnieniu od Polski do średnich firm zalicza się takie, które zatrudniają 500 pracowników, to z kolei przynajmniej w trzech czwartych odbiorcami tych firm są wielkie koncerny.

W tym momencie jesteśmy w stanie wyjaśnić dlaczego polskie małe i średnie firmy przeżywają takie trudności w egzystencji, brakuje im stałego odbiorcy.

Przypomina mi się jak za PRL Polak pracujący w Niemczech w wielkiej fabryce prosił mnie o dostarczenie polskiemu rzemieślnikowi rysunków produkowanych przez niego elementów do jakichś niemieckich konstrukcji. Ów rzemieślnik poinformował mnie o mechanizmie współpracy. Otóż sprzedawał on Niemcom swoje wyroby za pośrednictwem Remexu po deficytowej cenie 2 marek od kilograma, ale za to przy przyjeździe do Niemiec otrzymywał gotówką bezpośrednio od Niemców dodatkowo po 1 marce/kg. I to go ustawiało w znakomitej kondycji finansowej.

Dzisiaj nie potrzebuje pośrednictwa, może sam dostarczać swoje wyroby i pobierać należność, tylko że przelicznik już nie jest tak korzystny.

Ponadto szkoda, że oprócz niemieckiego odbiorcy nie ma również i polskiego.

Wielkie polskie firmy zniknęły, niektóre wprawdzie zachowały swoje marki, ale już w obcych rękach i to nie jako zakłady wiodące, lecz tylko pomocnicze.

Nie ma już takich polskich firm jak Lilpop, Wedel, Cegielski, Ursus, manufaktura widzewska, bielska wełna Jankowskich, Chrzanów, „Łucznik”, Iskra – Karmański, Majewski czy Kamiński i inne sięgające tradycją do czasów przedwojennych i dawniejszych, a także nowych, powojennych jak choćby stocznie w Gdyni i Szczecinie, Pafawag, Byfama i wiele innych.

Otwarcie na światowy, a szczególnie europejski rynek stwarzało szanse rozwojowe dla polskich firm, ale nie pozwolono im nawet na próbę dostosowania się do nowych warunków.

W ten sposób działając na korzyść firm obcych, a szczególnie niemieckich wyeliminowano z możliwości zaistnienia polskiej konkurencji.

Dzisiaj poza miedzią i przerobem ropy nie mamy wielkich polskich przedsiębiorstw produkcyjnych, nawet w ocalałych zakładach chemicznych nie zdołano stworzyć koncernu na wzór IG Farben czy Duponta nie mówiąc już o możliwościach połączenie stoczni i głównych dostawców blach i siłowni w jeden wielki konglomerat zdolny do konkurowania na światowym rynku.

Odzyskanie stoczni gdańskiej jest zapewne pozytywnym osiągnięciem, ale to stanowczo za mało żeby stworzyć naprawdę wielki organizm gospodarczy.

Wielkie koncerny zachodnie w dziedzinie przemysłu elektromaszynowego korzystały zawsze i dziś korzystają z zamówień państwowych.

Pomijając oczywistą rolę przemysłu zbrojeniowego, istnieją jeszcze ciągle warunki do stworzenia połączonych zespołów przedsiębiorstw w celu opanowania najnowszych zdobyczy technicznych, wytworzenia możliwości gromadzenia środków, a nade wszystko prowadzenia twórczych prac rozwojowych.

Jeżeli w Polsce nie stworzy się takich przedsiębiorstw to będziemy już na stałe wykorzystywani do obsługi obcych koncernów, a produkty gotowe będziemy kupować zagranicą.

Na ironię zakrawa fakt, że zestawy trakcji kolejowej kupujemy we Włoszech w stosunku, do których mamy znacznie bogatszą tradycję produkcji.

Jesteśmy dostatecznie dużym krajem żeby w dziedzinie transportu, maszyn budowlanych, rolniczych itp. podjąć własną produkcję, a nawet zdobyć się na wejście na światowy rynek.

Premier Morawiecki forsuje wdrażanie innowacji w gospodarce. Problem leży w tym kto to ma robić, bo małe i średnie przedsiębiorstwa mają równie małe szanse, jeżeli mają to robić urzędnicy to możemy z góry spisać na straty poniesione wydatki.

Pozostają wyłącznie wielkie przedsiębiorstwa, tylko że w Polsce ciągle ich nie ma.

Na propozycję stworzenia wielkich polskich koncernów z całą pewnością znajdą się głosy protestu przewidujące z góry, że będą one dodatkowym obciążeniem dla podatników.

Część tych głosów będzie z pewnością należała do agentów obcych interesów w Polsce, ale część do pożytecznych dla nich idiotów.

Wszystko zależy od organizacji przedsiębiorstwa i doboru ludzi.

Ja sam pracowałem w takim przedsiębiorstwie państwowym, które było kontynuacją przedsiębiorstwa przedwojennego z decydującym udziałem ocalałych pracowników i które prosperowało znakomicie bijąc na głowę konkurencje zagraniczną.

Działo się to do roku, 1949 w którym przyszła sowietyzacja gospodarki i w konsekwencji upadek najlepszych przedsiębiorstw.

Mamy w tej chwili zmniejszone znacznie bezrobocie, ale Polakom brakuje miejsc pracy pewnej i dobrze wynagradzanej jaką oferują dobrze prosperujące wielkie kompanie.

Między innymi i dlatego celu warto jest podjąć się trudu ich organizacji, ale powodów jest znacznie więcej począwszy od uniezależnienia naszej gospodarki, a w ślad za tym i naszego bytu państwowego i narodowego, a także podniesienia na należyty poziom dochodu narodowego i indywidualnego Polaków.

Zawsze istnieje problem kto ma organizować wielkie polskie korporacje?

Istnieje powszechne przekonanie, że powstają one spontanicznie, jako skutek wytworzonej sytuacji rynkowej.

Większość chyba jednak powstała jako zamierzony środek opanowania rynku i stworzenia możliwości sterowania nie tylko w aspekcie czysto rynkowym, ale także dla uzyskania szerszych wpływów.

Do tego potrzebne jest działanie posiadaczy wielkich kapitałów, tylko że w Polsce poza rezydentami zagranicznymi ich po prostu nie ma. Te kilka osób, którym udało się wejść do którejś tam setki miliarderów nie dysponują ani odpowiednimi zasobami ani nawet intencjami do stworzenia wielkich polskich przedsiębiorstw. Są to z reguły odpryski totalnej „prywatyzacji”, czyli likwidacji polskiego stanu posiadania mocy wytwórczych.

Pozostaje tak jak przed wojną państwo z ewentualnym udziałem uczestnictwa społecznego przez rozpowszechnione nabywanie akcji.

I nie ma co tu wybrzydzać, gdyby nie inicjatywa państwowa nie mielibyśmy ani przemysłu chemicznego, ani lotniczego czy zbrojeniowego.

Musimy dokonać dobrego rozeznania sytuacji i stwierdzić, że jedynym wyjściem jest powrót do czasów pionierskich tak dalece został przeprowadzony proces likwidacji.

Podkreślam to wielokrotnie: – dziedzictwo po PRL w gospodarce podobnie jak i w innych dziedzinach było koszmarne, ale nie oznaczało to, że trzeba było wylać dziecko z kąpielą. Likwidacja była pójściem po najmniejszej linii oporu, ale faktyczna jej przyczyna istniała i ciągle istnieje jako zamierzone działanie naszych sąsiadów w kierunku sprowadzenia Polski do roli generalnej gubernii.

Jeżeli chcemy temu przeciwdziałać to między innymi powinniśmy dołożyć wszelkich starań o stworzenie własnej autonomicznej gospodarki i zapewnienia jej właściwego miejsca przynajmniej w Europie.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

318845