24092017Nowości:
   |    Rejestracja

Sprowadzanie bandytów


Bandycka napaść na parę z Polski w Rimini ukazała w całej rozciągłości zakłamane oblicze mediów i co gorsze organów administracji w krajach unijnych.


Na pierwszy rzut oka działa mechanizm obronny przeciwko negatywnym skutkom tej informacji w odniesieniu do ruchu turystycznego. Chodzi o obawę zagrożenia wpływów z najbardziej opłacalnego dla Włoch interesu jakim są klimatyczne i geograficzne walory ich wybrzeża morskiego, bardziej dochodowe niż najwspanialsze zabytki kultury włoskiej.

Po odpowiednim nagłośnieniu takiego wypadku napływ turystów może się gwałtownie skurczyć.

Normalną reakcją miejscowych władz powinno być dążenie do jak najszybszego ujęcia sprawców i przykładnego ich ukarania z równoczesnym zapewnieniem że podobny incydent na pewno nie powtórzy się.

Nic podobnego się nie dzieje, zamiast ujęcia bandytów policja zapewnia że „zna ich nazwiska” i możemy spodziewać się że będzie skrupulatnie prowadzone śledztwo, czyli w pierwszej kolejności sprawdzona wiarygodność zeznań pokrzywdzonych. To oczywiście zabierze sporo czasu, nawet jeżeli zjawią się przedstawiciele z Polski którzy będą naciskać na przyśpieszenie tempa działań.

W tych okolicznościach administracja włoska musi się liczyć z możliwością wykorzystania braku jej zdecydowania w kampanii przestrzegającej przed wyjazdami do Włoch na wakacje i oczywistymi stratami.

Wygląda na to że ten czynnik jest lekceważony, a dlaczego to chyba warte jest zastanowienia.

Najwyraźniej działa tu „siła wyższa” w postaci idei dokonania inwazji na Europę w celu zniszczenia jej kultury.

Obawa przed wytworzeniem nastrojów antyimigracyjnych nakazuje unikanie ujawniania personaliów sprawców, z jednym wyjątkiem jeżeli sprawcami są Europejczycy, a szczególnie Polacy. Wtedy podaje się jak najszybciej i jak najgłośniej kim oni są nie czekając na potwierdzenie informacji.

Dlaczego właśnie Polacy? Ano właśnie dlatego że Polacy są ostatnią nadzieją na obronę europejskiej kultury.

Z tego wszystkiego najbardziej irytujące są objawy oburzenia ze strony polskiej na opieszałość i tchórzliwe unikanie ujawniania prawdy o takich wypadkach. Kładzie się to na karb „poprawności politycznej” i obaw przed wywołaniem niepożądanej reakcji społecznej.

Tymczasem nie chodzi tu o żadne incydentalne wydarzenia, ale o z dawna zorganizowaną akcję. Piszę o tym od wielu lat podobnie jak ze sprawą „polskich obozów”.

Wszystkie te objawy łącznie z aktami terroru są fragmentami jednego przedsięwzięcia:

– zniszczenia europejskiej kultury której nie da się oderwać od jej chrześcijańskich korzeni.

Według tego szatańskiego planu Europa ma być ostatecznie pogrążona w chaosie i pozbawiona oblicza, ma to być bezkształtna masa bezwolnych konsumentów tego co jej podsuną manipulatorzy całej akcji.

Jak zwykle wszystkie diabelskie plany i ten obciążony jest błędem wynikającym z lekceważenia ludzkiej zdolności do przeciwstawiania się złu.

Na tym polegały omyłki Hitlera i Stalina, a i obecni ich spadkobiercy w dziele wszczepiania zła też tego nie uniknęli.

Mam uzasadnione obawy że wywoływanie utyskiwań na „błędy i pomyłki” stanowi część zaplanowanej akcji. Ma to na celu niedopuszczenie do obnażenia całego planu  i możliwości dokonania odpowiedniej mobilizacji sił nie dla zwalczania poszczególnych objawów, ale samej istoty tego zła.

Nie można dopuścić do tego rodzaju „sukcesów” jak w stosunku do perfidnie zaplanowanego wystąpienia Obamy z „polskimi obozami”, a potem uzyskania w znacznie pomniejszonym wydaniu rzekomego „wyjaśnienia” „ że powinienem raczej użyć określenia nazistowskie obozy”.

Ofensywa zła musi się spotkać z równoważną obroną, a nie z rozproszonymi, jałowymi protestami i żalami.

Jako pierwszy stopień oporu wymagane jest otwarte nazwanie po imieniu całej szatańskiej agresji, której fragmentami są: inwazja imigracyjna, terroryzm, totalny atak na chrześcijańskie wartości naszej kultury, a także szczególne natężenie szykan i nagonki na wszystkich stawiających opór tej agresji z Polską i Węgrami na czele.

O ile w sferze politycznej dość trudno jest uzyskać jednoznaczne stanowisko ze względu na kłębowisko sprzecznych interesów i oględnie mówiąc niezbyt wysoki poziom dojrzałości nie tylko politycznej, ale też i intelektualnej nie wspominając już o wartościach moralnych, o tyle można i należy wymagać od hierarchii kościelnej w Polsce zdecydowanego stanowiska w tej sprawie.

Tymczasem zamiast solidarnej postawy całego episkopatu mamy do czynienia jedynie z chwalebnymi wystąpieniami poszczególnych jego przedstawicieli.

Należę do pokolenia w którym uczono nas że są trzy kościoły: kościół wojujący na ziemi, kościół cierpiący w czyśćcu i kościół triumfujący w niebie.

Uważam siebie ciągle za członka kościoła wojującego, ale pytam gdzie on teraz jest?

Bo cierpiący nawet na ziemi jest na pewno.

Kościół powszechny jest jak wiadomo zgromadzeniem wiernych, a nie tylko hierarchią jak sądzą niektórzy i to wierni powinni stworzyć front wojującego kościoła przeciwko spotęgowanym szatańskim zakusom o panowanie nad światem.

Niezależnie od błędów i niedostatków jakie nam się zarzuca, najsilniejsze zgromadzenie wiernych w Europie znajduje się w Polsce.

Chrystusowe nauczanie ma wyraźnie wymiar społeczny i wytycza sposób życia nie tylko w wymiarze sacrum, ale też i profanum, dlatego możemy mówić o pojęciu chrześcijańskiej kultury, która jest kulturą uniwersalną, dostępną dla każdego człowieka, nawet nie koniecznie religijnego wyznawcy Chrystusa.

W swoim czasie mówiło się o Mahatmie Ghandim że jest nieochrzczonym chrześcijaninem.

Ochrzczeni jednak niezależnie od obowiązków religijnych mają również obowiązek prowadzenia i upowszechniania trybu życia opartego na zasadach chrześcijańskich.

Jest to zadanie dla wszystkich chrześcijan i jego wypełnianie stanowi „kościół wojujący”.

Prymas Tysiąclecia nazwał polski naród „narodem ochrzczonym”, a to wywołuje specjalne zadania w walce o przetrwanie i rozwój chrześcijańskiej kultury i wymaga odpowiednio solidarnej postawy całego narodu.

Nasz byt narodowy jest związany z chrześcijańską kulturą, jeśli dopuścimy do jej likwidacji to przestaniemy istnieć i to nie tylko my, ale praktycznie cała Europa.

Na tym gruncie powinien kształtować się stosunek do współczesnej „wędrówki ludów” wymuszonej przemocą.

Nie można w ślepo głosić hasła przyjęcia wszystkich „uchodźców” bo większość z tak nazwanych to nie żadni uchodźcy a najeźdźcy, którzy przybywają dla zniszczenia naszej kultury, a nawet nas samych.

Ludziom potrzebującym pomocy należy jej udzielać w miejscu ich zamieszkania lub przynajmniej w kręgu ich kultury, a nie wyganiać ich w obcy im świat.

Tak należy rozumieć chrześcijańskie przesłanie pomocy bliźnim, które współcześnie jest cynicznie wykorzystywane dla dokonywania dywersji i zamachów.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

308663