26062017Nowości:
   |    Rejestracja

Sprawa Szeremietiewa była bańką kłamstw


Dopiero teraz, po 16 latach od spektakularnego aresztowania na promie płynącym do Szwecji z udziałem śmigłowców UOP, Sąd Rejonowy uniewinnia byłego doradcę Romualda Szeremietiewa, wiceszafe MON m.in. zarzutów korupcyjnych. Romuald Szeremietiew doczekał się sprawiedliwości wcześniej, choć przypłacił to zdrowiem i karierą.


Szeremietiew-2

Sąd uznaje, że Zbigniew F., w 1998 r. doradca wiceministra obrony narodowej, nie zdradził tajemnicy slużbowej, nie wziął łapówki i nie wpływał na oferty przetargowe w odbywającym się wówczas przetargu na produkcję armatohaubicy.

Jak donosi Polska Agencja Prasowa, która jako pierwsza podała informację o uniewinnieniu kolejnego urzędnika MON niesłusznie oskarżanego, „Zarzucono mu, że od przedstawicieli firm, uczestniczących w przetargach zbrojeniowych na dostawę samochodów ciężarowo-osobowych, taktyczny radar pola walki i armatohaubicy, żądał łapówek (w sumie 170 tys. dolarów, z czego miał otrzymać 20 tys. dolarów). F. groziło do 8 lat więzienia. Innym zarzutem wobec F. było to, że jako doradca wiceministra, mając dostęp do tajnych dokumentów, ukrył kilka z nich, m.in. ofertę koncernu Fiat, który wnosił do MON o zmianę kryteriów przetargu na samochody osobowo-ciężarowe. Oskarżono go też o to, że przedstawicielowi jednego z oferentów armato-haubicy pokazał tajny dokument komisji przetargowej. W 2006 r. stołeczny Sąd Rejonowy po niejawnym procesie uznał, że F. jest winny ujawniania kontrahentom resortu tajnych informacji z przetargów – za co skazano go na 2,5 roku więzienia (co w praktyce było zaliczeniem jego pobytu w areszcie, do którego trafił w lipcu 2001 r. – PAP). Sąd uniewinnił zaś wtedy F. od pozostałych zarzutów.

Potem sąd II instancji uchylił wyrok (utrzymując część uniewinnienia), a sprawa F. w części wróciła do SR, który badał ją ponownie od 2008 r.

Romuald Szeremietiew (ówczesny wiceszef MON ds. infrastruktury i uzbrojenia) podkreślał, że sprawa F. była wymierzona w niego. W lipcu 2001 r. „Rzeczpospolita” w głośnym artykule pt. „Kasjer z Ministerstwa Obrony” napisała, że F. miał żądać od firm zbrojeniowych łapówek w imieniu szefa, który miał także bezprawnie dopuścić go do tajnych materiałów resortu. Pisano też, że Szeremietiew wydawał więcej niż zarabiał; kupił m.in. okazały dom pod Warszawą.

Szeremietiew zaprzeczył zarzutom, ale po publikacji został zawieszony, a potem odwołany z MON przez premiera Jerzego Buzka, na wniosek ówczesnego szefa resortu Bronisława Komorowskiego. Potem Szeremietiew zarzucał Komorowskiemu, że zlecił WSI jego inwigilację. Komorowski replikował, że to normalna rzecz, iż kontrwywiad osłania wielkie przetargi, poddając szczególnej kontroli ludzi, którzy je organizują.

W 2002 r. Urząd Skarbowy umorzył postępowanie wobec Szeremietiewa, uznając, że jego majątek pochodzi z legalnych i jawnych źródeł. W 2004 r. Prokuratura Apelacyjna w Warszawie oskarżyła go jednak o pięć przestępstw. Dwa zarzuty dotyczyły korupcji: że w 1998 r. za łapówkę miał zmienić kryteria przetargu na kupno aut dla MON tak, by wygrała spółka Fiat Auto Poland. Łapówką miało być kupno przezeń lancii o wartości 125 tys. zł za 52 tys. Inny zarzut korupcyjny dotyczył rzekomego żądania od dyrektora Wojskowych Zakładów Lotniczych w Bydgoszczy nawiązania współpracy z firmą należącą do znajomej Szeremietiewa, który miał liczyć na udział w zyskach. Ponadto Szeremietiewa oskarżono o ujawnianie informacji niejawnych F., któremu miał bezprawnie udostępnić 50 tajnych dokumentów, w tym pism WSI.

Szeremietiewowi, który nie przyznawał się do winy, groziło do 10 lat więzienia. W 2008 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uniewinnił go z zarzutów korupcji. Dwa inne mniej ważne zarzuty sąd uznał za przedawnione. Zarazem skazał go na 3 tys. zł grzywny za bezprawne dopuszczenie F. do czterech tajnych akt. Po apelacji, w 2010 r. został on jednak ostateczne uniewinniony także i z tego zarzutu. Sąd uznał, że to nie on, lecz Komorowski odpowiadał za ochronę tajemnicy w resorcie.

W 2016 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie nakazał prawomocnie b. dziennikarzom „Rz” przeprosić Szeremietiewa za nieprawdziwy zarzut z ich artykułu z 2001 r., jakoby nie umiał on wyjaśnić pochodzenia swego majątku. SA częściowo uwzględnił apelację Szeremietiewa od wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie. W 2014 r. oddalił on w całości pozew o ochronę dóbr osobistych wobec Anny Marszałek-Rochowicz i Bertolda Kittela oraz wydawcy „Rzeczpospolitej” za dwa artykuły z 2001 i 2004 r. o Szeremietiewie.

SA uznał, że powód ma być przeproszony w „Rz” – ale tylko za zarzut dziennikarzy, że nie potrafił wyjaśnić pochodzenia swego majątku. SA uznał, że nie muszą oni zaś przepraszać m.in. za zwrot, że F. miał żądać łapówek w imieniu szefa, bo „nie dotykało to” samego Szeremietiewa, gdyż w artykułach „Rz” nie zarzucono mu przyjmowania łapówek”.

W niesłusznych oskarżeniach kierowanych przeciwko Romualdowi Szeremietiewowi wyjątkowo błyszczał Bronisław Komorowski, który mówił, że jest ich tak pewny, że na ich prawdziwość gotów postawić swoją polityczną karierę.

– Jeżeli sąd oczyści Szeremietiewa z zarzutów i to wszystko okaże się nieprawdą od razu podaję się do dymisji i odchodzę z polityki i życia publicznego – zapewniał wówczas, dodając że deklarację popiera swoim honorem.

Kiedy Romuald Szremietiew wygrał trwającą ponad dekadę batalię o oczyszczenie z zarzutów, Komorowski był prezydentem Polski. Nie zdał mandatu, nie podał się do dymisji, nie wycofał z życia publicznego i nie przyprosił byłego ministra. Pierwsze dwie sprawy załatwili za niego wyborcy.

 

Źródło: PAP, Onet, Interia, MON

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

299785