22082017Nowości:
   |    Rejestracja

Skrócony zarys historii III RP


Początki III RP charakteryzowały się sporą chaotycznością procesów społeczno-politycznych.  Odzyskanie przez Polskę „wolności, demokracji i gospodarki wolnorynkowej” zmusiło ówczesne elity komunistyczne do uwłaszczenia się i przejścia z areny politycznej na gospodarczą, a „opozycji”, czyli ich byłych tajnych współpracowników (TW) zainstalowania się  na oswobodzonych stanowiskach politycznych. 


Przetasowania te i masowe przewerbowania do nowych ośrodków decyzyjnych utrudniały pełną kontrolę państwa i społeczeństwa przez nowego zachodniego okupanta.  Jedynie wprowadzanie „wolnego ryku” przygotowane było zawczasu w szczegółach i wdrażane z żelazną konsekwencją przez towarzysza z KC PZPR Leszka Balcerowicza, pseudonim „profesor”.

 

Wynikiem tego wdrożenia była całkowita likwidacja polskiej realnej gospodarki poprzez rabunek i zniszczenie tego czego nie dało się zrabować.  Kamieniem węgielnym tej „transformacji” było całkowite przejęcie kontroli nad bankami przez zachodnią szajkę finansową.

 

Od tego momentu zaczął się proces ostatecznej likwidacji Polaków za pomocą tzw. „miękkiego ludobójstwa”, poprzez masową emigrację, pozbawienie podstawowej opieki medycznej i socjalnej, oraz przykrócenie przyrostu naturalnego spauperyzowanego społeczeństwa.

 

Równolegle towarzyszył temu proces ogłupiania i skundlania społeczeństwa przy pomocy mediów, zachodniej „kultury” masowej i „zreformowanego” szkolnictwa, w asyście „duchowej anestezji” stosowanej przez watykańską sitwę (czyli „deep church” na podobieństwo amerykańskiego „deep state”) w sławetnym żelaznym „porozumieniu ponad podziałami”.

 

Początkowo współpraca powyższa nie była łatwa.  Hierarchia kościelna nie czuła się zbyt pewnie, pamiętając o cyrografach znajdujących się w archiwach komunistycznych służb specjalnych, które własnoręcznie  podpisała  „bez swej wiedzy i zgody”. Dopiero werdykt stolicy apostolskiej stwierdzający bez ogródek, że w polskim kościele katolickim nie było żadnej współpracy z komunistami , położył kres temu dyskomfortowi. Bezprecedensowo szybkie „wyniesienie na ołtarze”  przez watykańską biurokrację, głównego przywódcę katolików tego okresu, Jana Pawła II, umocniło dodatkowo pozycję deep church.   Nie ulega wątpliwości, że to ekspresowe posunięcie motywowane było nie tyle Jego świętością, ile potrzebą prewencyjnego zatkania ust potencjalnym krytykom w miarę dojrzewania coraz bardziej zgniłych owoców Jego pontyfikatu.

 

Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja w III  RP stawała się tak nieznośną, że pchnęło to prezesa Jarosława Kaczyńskiego do zaproponowania budowy IV RP, pod którym to hasłem wygrał on wybory.  Niestety decyzją jego sponsorów, musiał  przerwać tą budowę w połowie kadencji i przekazać władzę największym pod słońcem kanaliom z tzw. Platformy Obywatelskiej dowodzonej przez gauleitera Tuska.  Lata tej władzy to nieustanne  pogrążanie się społeczeństwa w unijnym łajnie i ostateczna degrengolada Polaków.

 

I nagle, w tak „zeuropeizowanym” społeczeństwie wytryskuje jak Feniks z popiołów PATRIOTYZM i jego piewca prezes Kaczyński.  Tym razem obiecuje już nie „międzymorze”, ale „trój morze”, a kto wie może nawet „czwór morze”?  W końcu miała być IV RP, to czemu nie „IV-morze”? To nie jest istotne.  Ważna jest odpowiedź na pytanie czego oczekują jego sponsorzy, czyli amerykańscy neokonserwatyści  z tzw. deep state?  Niewątpliwie zależy im na sprzedaży amerykańskich drogich nośników energii, sprzętu wojskowego, a także wprowadzenie okupacji amerykańskiej na terytorium III RP, a to na wypadek buntu najważniejszych europejskich wasali Stanów Zjednoczonych, czyli  Niemiec i Francji. Stąd też tak miła polskiemu sercu antyniemiecka i antyfrancuska retoryka naszych administratorów z Warszawy.  Nic ona nie zmieni, ale niech wiedzą żabojady, że nożem i widelcem to właśnie myśmy ich uczyli jeść.

 

Najważniejszym jednak zadaniem obecnego warszawskiego reżimu jest sprowokowanie zbrojnej konfrontacji z Rosją, co da USA pretekst do rozpoczęcia nuklearnego z nią konfliktu.  O ewentualnych konsekwencjach tej obłędnej strategii nie warto się nawet rozpisywać, Warto jest natomiast zdiagnozować obecny stan polskiego patriotyzmu, na wypadek gdyby jądrowa zagłada ominęła nasz glob.  Ale o tym w drugiej części artykułu.

Napisane przez:


Unikajacy stereotypów myslowych analityk spraw politycznych i gospodarczych Polski i swiata

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

307754