29072014Nowości:
   |    Rejestracja

Sadzonki pomidorów – pamięci Ojca


 Pomidory to miłość życia mojego Ojca. Wiedział o nich chyba wszystko i traktował z wielką pieczołowitością.  Miał szczęście; zmarł w czasie, gdy zainteresowanie własną hodowlą , wobec cen pomidoropodobnej paszy warzywnej, dostępnej w supermarketach, bardzo zmalało. Tylko koneserzy i ludzie, gdzie w rodzinach są małe dzieci, zajmują się taką, hobbystyczna działalnością. Sądzę, że jest to […]


 Pomidory to miłość życia mojego Ojca. Wiedział o nich chyba wszystko i traktował z wielką pieczołowitością. 
Miał szczęście; zmarł w czasie, gdy zainteresowanie własną hodowlą , wobec cen pomidoropodobnej paszy warzywnej, dostępnej w supermarketach, bardzo zmalało
. Tylko koneserzy i ludzie, gdzie w rodzinach są małe dzieci, zajmują się taką, hobbystyczna działalnością.

Sądzę, że jest to świadoma działalność UE, gdzie systemem dopłat niszczy się istniejący jeszcze kontakt z przyrodą i wiedzę o wegetacji roślin.

Sam, aczkolwiek zajmuję się ogrodnictwem, to raczej roślinami ozdobnymi. Niemniej, na własne potrzeby sadzimy trochę warzyw, w tym i około 20 krzaków pomidorów – tyle wystarcza na potrzeby całej rodziny i jeszcze na darowizny. Tyle, że systematycznie pogarsza się dostępność sadzonek, a zwłaszcza ich jakość. Zwykle nie „wiąże” pierwsze grono – to najwcześniejsze.
No i kwestia smaku. Bazujemy na starych, sprawdzonych odmianach, ale zawsze dobieramy po dwa krzaki kilku nowych odmian. Dla porównania. Te – zwykle idą na prezenty znajomym – którzy są zachwyceni smakiem;-)

Widać, że ceny żywności szybują w górę. Postanowiłem, póki jeszcze pamiętam, odtworzyć umiejętność produkcji sadzonek pomidorów. Na szczęście zachowałem „kalendarze” Ojca, gdzie On notował wszystkie opisy czynności związanych z produkcją. Nie wszystko da się zamieścić na papierze, ale takie uwagi są pomocne.
No i ceny. Jeśli ktoś myśli, że to „interes” – to grubo się myli. Same nasiona dobrych odmian to od 0,5 – do 1,00 PLN za sztukę. Do tego praca, ogrzewanie, dystrybucja… 
Dlatego zrobimy te sadzonki raczej dla siebie i ewentualnie tych, którzy się do nas zgłoszą. Sąsiadów.

Tyle wstępu. A Ojciec? Też trochę historii.
Urodzony w 1920 roku w Buzyłyku koło Samary. Dziadkom udało się wrócić po wygranej wojnie z sowietami. Los rzucił ich w biedę kieleckiej wsi. Ale w porównaniu…itd.., itp…
Mimo biedy – Ojca wysłano do Starachowic, gdzie uczył się i pracował w starachowickiej hucie. Wojna 1939 roku – jako ochotnik formacji młodzieżowej brał udział w obronie Lublina i tam, po raz pierwszy zobaczył pomidory rosnące na działkach. Podobno, mimo głodu, kilkanaście minut zastanawiali się, czy „toto”można jeść.
Wojnę przetrwał „przekwalifikując się” na ogrodnika. I tak mu zostało.

A sadzonki pomidorów?
No właśnie. Trzeba dokonać wysiewu w odpowiednim czasie. Rośliny, nawet jeszcze w stadium nasion zagłębionych w podłożu – winny być doświetlane.
Po rozłożeniu liści – przepikowane w nieco większe pojemniki – w tym stanie dorosnąć do wielkości ok. 10 – 12 cm i tej średnicy. I dopiero wtedy mogą być przesadzone w docelowy cylinderek około 8 – 10 cm średnicy. Po przekorzenieniu się (widoczne korzenie u podstawy cylinderka) – mogą być wysadzane na miejsca stałe. 

Co jeszcze trzeba wiedzieć? Ano mieć ściśle określoną kwasowość gleby, znać proporcje nawożenia i umieć dobrać strukturę gleby – przenawożenie powoduje przyhamowanie wzrostu i mało smaczne owoce (o tym należy pamiętać i później). Temperatura powinno być tak utrzymywana, aby w nocy nie spadała poniżej 12 oC, ale przez około dwa dni w cyklu produkcyjnym powinno mieć miejsce przechłodzenie do ok. 5 – 6 oC w nocy.

I tyle. Żadna filozofia. Tyle, że jeśli raz coś się spapsze – to następna okazja będzie za rok. Zatem – zobaczymy, czy potrafię jeszcze zachować reżim technologiczny. Dla pomięci. Jak nie wyjdzie – to kupię na rynku – jak będą.

Czemu piszę o tak „duperelnych” sprawach, zamiast o wojnie, pokoju, czy choćby o JOW?
Bo choruję, a tu sezon się zaczyna. Wczoraj popracowałem trochę i w nocy myślałem, ze wypluję płuca. Lekarz? Osobisty – syn, jest akurat na stażu, ale właśnie dziś wylatuje w podróż poślubną na trasie Syria, Jordania, Egipt i powrót przez Liban do Damaszku z ominięciem szerokim łukiem Izraela. Jak wrócą – to podleczy. Do przychodni w Raszynie ponoć trzeba ustawić się w kolejce o 4 rano. Wole umrzeć.
Ale pracować trzeba – jak przejdą terminy – mogę o plonach pomarzyć.

 

Napisane przez:


Zainteresowania z róznych dziedzin. Wszystko po to, aby ustalic wartosci, jakimi warto sie kierowac w wyborach.

 

Podziel się z innymi

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz