19022017Nowości:
   |    Rejestracja

Rolnictwo w UE


W poprzedniej mojej publikacji „UE i nie tylko gaz” zwróciłem uwagę na fakt, że UE, mimo że rozporządza stosunkowo niewielkim obszarem gruntów rolnych nieprzekraczającym 100 mln ha jest największym producentem rolnym wśród porównywalnych regionów gospodarczych świata.


Administracja unijna poczyta sobie takie stwierdzenie za sukces, ale ten „sukces” jest osiągany kosztem jawnych i ukrytych dotacji zjadających niemal połowę budżetu unijnego i spore odsetki budżetów krajowych. Nie wchodząc bliżej w skomplikowany proces dopłat do unijnego rolnictwa można z dużym prawdopodobieństwem określić, że jest to nie mniej aniżeli 100 mld euro rocznie.

W najgrubszym rachunku można za te pieniądze zakupić produkty rolne u tych, którzy mają naturalne warunki do produkowania ich w większej ilości oferując im w zamian produkty przemysłowe i usługi pozwalające na lepsze wykorzystanie unijnego potencjału przemysłowego.

Taki zabieg umożliwiłby znaczne obniżenie kosztów uzyskania produktów rolnych przyczyniając się do rozwoju światowej gospodarki.

Proces ten nie dotyczy wyłącznie stosunków UE z innymi krajami, również wewnątrz Unii istnieją w tym względzie niebezpieczne zachwiania równowagi gospodarczej i objawy oczywistej dyskryminacji, na co od wielu lat zwracam uwagę.

W globalnym interesie UE, a także krajów poszkodowanych, a nawet sztucznie uprzywilejowanych leży właściwe rozwiązanie problemu.

I nie chodzi tu jedynie o „sprawiedliwość społeczną”, ale o czysty interes.

Istotnym wskaźnikiem są koszty uzyskania produktów rolnych,

Według badań poznańskiego Uniwersytetu Przyrodniczego /autorka Karolina Pawlak, dane za rok 2012/ koszt eksploatacji 1 ha gruntów rolnych wynosi w unijnej 15- 3,1 tys. euro, 27 – 2,6 tys. euro, a w Polsce 1,9 tys. euro, zaś efektywność nakładów wynosi w stosownej kolejności: 1,45, 1,47 i 1,76 w Polsce.

Już te same wskaźniki wskazywałyby na celowość rozwijania rolnictwa w Polsce redukując jego rozmiary w krajach gdzie produkuje się najdrożej i najmniej efektywnie.

Są oczywiście dziedziny rolnictwa, które nie da się ulokować w krajach rolniczych UE, dotyczy to szczególnie tych upraw, które wymagają określonej specyfiki klimatycznej jak na przykład uprawa winorośli czy drzew oliwnych, chociaż można mieć zastrzeżenia, że UE, jako całość uprawia zbyt dużo winorośli, a chyba za mało oliwek dostarczających najcenniejszego pod wieloma względami tłuszczu.

Potrzeba rozładowania nadmiernego nasilenia produkcji rolnej w niektórych regionach Europy wynika z troski o ochronę środowiska. Poza sprawami nadmiernej chemizacji wchodzi w grę również nadmierne zagęszczenie hodowli zwierzęcej.

W Holandii przypada 170 sztuk bydła na 1 ha, a w Belgii nawet 260, podczas gdy w Niemczech 77 a w Polsce tylko 28. W swoim czasie pisałem, że Polska może bez trudu zwiększyć o połowę swoją produkcję rolna w tym również hodowlę bydła.

Zredukowanie nadmiernego zagęszczenia hodowli wpłynie na odtrucie gleby odchodami i stworzy warunki dla zwiększenia hodowli w krajach dysponujących większymi przestrzeniami, a szczególnie na wschodzie Europy.

Tak zwana „obrona” interesów rolników w krajach uprzemysłowionych zachodniej Europy nie ma sensu również ze względów ekonomicznych, w rolnictwie zatrudnionych jest tam nie więcej niż 1 % ogółu pracujących, a dochód z rolnictwa to poniżej 0,5 % całego dochodu narodowego. Bez większych kłopotów liczba zatrudnionych w rolnictwie może być zmniejszona o połowę, a zwolnione grunty przeznaczone na cele deglomeracyjne i rekreacyjne dla wielkich skupisk miejskich.

W sumie takie przedsięwzięcie będzie bardziej opłacalne niż sztuczne podtrzymywanie nadmiernej produkcji rolnej za pomocą dotacji i innych kosztownych zabiegów.

Równocześnie wpłynie się w ten sposób na uzdrowienie środowiska w uprzemysłowionych krajach.

Sprawa skoordynowania produkcji rolnej w UE, jako całości w połączeniu z rzeczywistym działaniem na rzecz stworzenia jej mieszkańcom sprzyjających warunków ekologicznych powinna stać się podstawowym zadaniem rządzących Europą. Obecnie mamy do czynienia podobnie jak i w innych dziedzinach z mistyfikacją działania polegającą na formalnych zabiegach o ustalanie biurokratycznych limitów zanieczyszczeń rozdzielanych według widzi mi się brukselskich biurokratów, a raczej ich faktycznych decydentów.

Gdybyśmy mieli zamiast unijnej biurokracji prawdziwie wolny rynek zjednoczonej Europy to omawiane problemy w dużej mierze uległyby rozwiązaniu na zasadzie nie tyle konkurencji ile naturalnego wyboru.

Niezależnie jednak od formy zarządzania przed problemem produkcji rolnej w Europie nie da się uciec i Polska ma w tym względzie obowiązek wystąpienia z odpowiednią inicjatywą.

Wymaga to jednak radykalnej zmiany w systemie rządów w Polsce z całkowitym wyeliminowaniem tych elementów, które dziś pretendują do reprezentowania interesów polskiego rolnictwa, a właściwie Polski.

Napisane przez:


loading...
 

Podziel się z innymi

Polecane artykuły

Ilość komentarzy: 41 dla artykułu "Rolnictwo w UE"

  1. zjanusz zjanusz pisze:

    Równocześnie UE nałożyła ostatnio kary na Polskę za nadprodukcję mleka. Najpierw się dopłaca żeby produkcja się „opłacała”, a potem karze, aby się jednak nie opłacała. Ale nie martwmy się, „Lustrator” i inni „obserwatorzy” zgodnie z marksistowską dialektyką i „mądrością etapu” wszystko nam tu wytłumaczą i wyjaśnią.
    Żurek Janusz

  2. AS pisze:

    Na unijnym szkoleniu, pytaliśmy lektorkę o to nadmierne naszym zdaniem, zainteresowanie Unii sprawami rolnictwa. Powiedziała nam, że ją to też interesowało i też zasięgała informacji. Powiedziano jej, że wynika to doświadczeń historycznych. Po wojnie w Europie panował wielki głód i unijni politycy postanowili, że tego głodu nigdy więcej. Dlatego ten rynek jest tak regulowany (takie oczko w głowie). Oczywiście do przesady. Jest mocno przeregulowany! Pewnie kiedyś aż tak, to nie było. Myślę, że dalej wynika to już z Prawa Parkinsona + naciski mocnych unijnych.

    • zjanusz zjanusz pisze:

      Ci politycy, to co najwyżej mogą pamiętać, że w 68r. zamiast się uczyć w szkołach, to jako „dzieci kwiaty” ćpali, kopulowali, zakładali komuny, czytali czerwone książeczki („Myśli Mao”) i „walczyli” z burżuazją i kapitalizmem. Jak się trochę podstarzeli to się pogodzili z burżuazyjnymi rodzicami i pozajmowali ich miejsca, a teraz opowiadają bajki młodym o ciężkich czasach młodości i wdrażają to czego zdążyli się wtedy nauczyć ze swoich czerwonych książeczek. A młodzi ich słuchają z rozdziawionymi gębami i wierzą w „jedynie słuszną prawdę” o UE.
      Żurek Janusz

      • AS (niedobry) pisze:

        Nie, proszę Wielce Szanownego Pana. Z tego co lektorka mówiła, ta myśl powstała w latach 50-tych, a Dzieci Kwiaty i ćpanie nie były wtedy grane. Nie jestem zapyziałym zwolennikiem Unii, nigdy nie byłem i nie będę. Natomiast Zach. Europę rozumiem. Ta Unia jest dla nich, a nie dla nas. Do tej pory dziwię się, że nas przyłączyli. Myślę, że tak chciała Ameryka, a z nią się nie dyskutuje. Tylko jej rozkazy i zalecenia wykonuje. Jako siwa głowa (fotka), to pamięta Pan rozkazy i zalecenia Kremla. Z nimi było tak samo. Bo ja je pamiętam.

        • zjanusz zjanusz pisze:

          O ile wiem to zjednoczona Europa według kandydata na ołtarze, Schumana miała wyglądać całkiem inaczej. Tamci politycy już dawno nie żyją, a ci obecni są już z całkiem innej nowszej bajki.
          Żurek Janusz

          • zjanusz zjanusz pisze:

            A jeśli chodzi o wiarę przekazywaną przez lektorów i inne „autorytety”, to dawno stałem się niewierzący. Kiedyś wpadł mi w ręce zeszyt studenta I roku rolnictwa z wykładem szanowanego pana profesora, byłego komucha i „docenta marcowego”. Jak dawniej nauczał miłości do ZSRR i „przodującego na Świecie rolnictwa radzieckiego”, to teraz na pierwszym wykładzie nauczał miłości do UE i potrzebie dostosowania się polskiego rolnictwa do przodującego rolnictwa unijnego. Jak mawiał genialny uczony, najlepszy minister finansów w dziejach Księstwa WeimarskiegoJohann Wolfgang von Goethe (przez niektórych uważany za niezłego poetę): „Autorytet, to ktoś, kto wstrzymuje rozwój na wiele lat.” Sam Goethe nie ustrzegł się „lobbowania” za swoją teorią światła, ale lepszy „lobbing” miał Newton i to jego teoria (zresztą bliższa jak się okazało prawdy) została na szczęście przyjęta przez naukę.
            Żurek Janusz

          • AS pisze:

            Zachodnia Europa jest jak rodzina. Nawet jak się trochę postrzelają, pozabijają, to jest to jak w rodzinie. Nikt, nikomu większej krzywdy nie zrobi. Jak to w rodzinie. Bo rodzina to rodzina. A kudy tam nam?

          • zjanusz zjanusz pisze:

            „As”-ie! Nie martw się i nie lamentuj „kudy tam nam”. Może z czasem odkryjesz, że Ty też należysz do cywilizacji łacińskiej. Proponuję poczytać Konecznego dla podniesienia ducha. Nie przejmuj się tym, że chcą go zamilczeć na śmierć.
            Żurek Janusz

  3. lustrator pisze:

    mozna by pogrzebac jeszcze w ich zyciorysach … babki dziadki tatusie.Reszta poza waszym zasiegiem bo wymaga wiedzy i czytania..Zajmijcie sie tym na czym sie znacie.Panie zurek.

  4. lustrator pisze:

    serwerami .pierdolami i klamstwem.

  5. lustrator pisze:

    Gdybyśmy mieli zamiast unijnej biurokracji prawdziwie wolny rynek zjednoczonej Europy to omawiane problemy w dużej mierze uległyby rozwiązaniu na zasadzie nie tyle konkurencji ile naturalnego wyboru.>>a tu pan autor proponuje połozenie 40% polskiego rolnictwa.Niech z tym pojedzie na wies i zapyta jak wygladaja..widły.

  6. zjanusz zjanusz pisze:

    Szanowny „lustratorze”, czyżbyś też brał pieniądze od Korwin-Mikkego za propagowanie tu jego poglądów?
    Żurek Janusz

    • lustrator pisze:

      od kazdego ..im glupszy tym lep[iej.

      • zjanusz zjanusz pisze:

        Ok, jak najpodlejsza prostytutka?
        Żurek Janusz

        • lustrator pisze:

          jak na ambicje inteligenckie to marnie a nawet standartowo.Mozna was na piec kroków przewidziec.Jak stara prostytutka to zurek pisze pierdoly powtarzajac inne pierdoly za dokonania własne..

          • zjanusz zjanusz pisze:

            A może Szanowny yntelygencie „lustratorze” nauczyłbyś się na początek pisać standardowo poprawnie w języku polskim, zanim tu zaczniesz zabierać głos i się ośmieszać?
            Żurek Janusz

          • lustrator pisze:

            standartowo nie bede sie uczył bo po tym poznaje kiedy konczy sie inteligencja inteligentom.

          • zjanusz zjanusz pisze:

            Jeden z moich wykładowców dzielił ludzi na nieuków i samouków. Z tego co Szanowny Lustratorze deklarujesz, to trzeba by uznać Cię za Gieniusia, jak mawiał z kolei inny mój wykładowca („Widzę, że same Gieniusie siedzą na sali wykładowej”)
            Żurek Janusz
            P.S.
            Szanowny „lustratorze”, takiś inteligentny (choć nie uczony), a nie zauważasz, że pod innym wątkiem d… Ci obrabiają.

          • zjanusz zjanusz pisze:

            Coś słabo u Gieniusia z tym przewidywaniem pięciu kroków do przodu!
            Żurek Janusz

          • lustrator pisze:

            nie zapytam gdzie ciebie widział bo mi szkoda tego twojego kompleksu lepszosci.Przeca juz powiedzialem ześ najlepszy na północnej połkuli liczac od wladyslawowa.Moge to potwierdzac w co drugim wpisie.Moze ci ulzy…na jeden dzien.A tak na marginesie ..na czym polega obrabianie dupy??czy to cóś podobnego do dziadka z wermachtu??

          • zjanusz zjanusz pisze:

            Obejrzyj się Gieniusiu za siebie, to może się dowiesz.
            Żurek Janusz

        • lustrator pisze:

          widze za sobą sfore..psów wsciekłych.Cieknacych pianą.>TO WY???Cienko zurek.

  7. krolewnascieszka pisze:

    W dobie eugeniki zastosowanie dotacji skutecznie eliminuje zdrową żywność.

  8. zjanusz zjanusz pisze:

    Tylko, że do tej rodziny państw cywilizacji łacińskiej nigdy nie pasowali Niemcy z cywilizacji bizantyńskiej. Poczekajmy spokojnie, na pewno znowu coś „wykręcą”.
    Żurek janusz

    • zjanusz zjanusz pisze:

      To było do „As”-a.

      • AS pisze:

        Niemcy nie są z cywilizacji bizantyjskiej. Oni nie mają z nią nic wspólnego. To utemperowane, najdziksze i najgorsze plemię germańskie – Teutoni. Bo Sasi już byli inni. Całe szczęście, że są Anglosasi, a nie Angloteutoni.

        • AS pisze:

          PS. Z plemienia Teutonów wywodziła się Marchia Branderburska. Zakon Krzyżacki był zakonem teutońskim. Prusy to też Teutonia. Odwieczni wrogowie Słowiaństwa. Sasi byli ok. Mieliśmy saską dynastię na tronie i nie zniemczali nas. Napoleon też przewidywał saską dynastię na książęcym tronie. Do tej pory są Serbo-Łużyczanie, są tam dwujęzyczne nazwy miejscowości i nikomu to nie przeszkadza. Wcześniej Teutoni zamieszkiwali tereny dzisiejszej Austrii i sporo ich tam pozostało. To nie był przypadek, że niemiecki nacjonalizm narodził się w Austrii i z taką wielką ochotą został przejęty przez Prusaków. Mieszkałem kiedyś w terenie przygranicznym, bo we Wrocławiu i wiem jakie zdanie mają mieszkańcy Dolnego Śląska o Niemcach i jak umieją ich rozrózniać.

          • Kula Lis 62 pisze:

            Cywilizacja bizantyjska (autor: Grzegorz P. Świderski)

            Napisałem kiedyś o tym, że Unia Europejska jest bizantyjska i wyspecyfikowałem kanon cywilizacji łacińskiej. Ponieważ czasami toczę różne dyskusje dotyczące cywilizacji, więc potrzebuję skrótowej specyfikacji cywilizacji bizantyjskiej. A w tej materii łatwo o nieporozumienia, bo cywilizacja bizantyjska ma podobne fundamenty do łacińskiej. Obie cywilizacje są ewolucją cywilizacji rzymskiej i obie opanowały Europę. Niemniej bardzo się od siebie różnią. Cywilizacja bizantyjska ma takie cechy:

            Cezaropapizm, czyli zwierzchność władzy politycznej nad duchową (Cuius regio eius religio -czyja władza tego religia),
            niezależność polityki od moralności,
            prawo publiczne jest ponad prywatnym,
            potężna biurokracja,
            bardzo rozbudowane regulujące wszystkie dziedziny życia prawo,
            ucisk fiskalny,
            stała zaciężna armia – przymusowy pobór,
            rozrośnięty do przesady aparat państwowy,
            niechęć do różnorodności, niespójności czy nierównomierności,
            karność, posłuszeństwo,
            państwowe ujednolicanie,
            centralizm państwowy,
            wyższość formy nad treścią.

            Poniżej przedstawiam cytaty z „Cywilizacji Bizantyjskiej” Feliksa Konecznego, które opisują jak w Europie rozwijał się bizantynizm:
            …Trzecia wyprawa rzymska (Romfahrt) Ottona I miała koronę cesarską uczynić dziedziczną. Już w roku 961 koronowany był sześcioletni Otton II na króla Niemiec; w roku 967 otrzymuje z rąk Jana XIII koronę cesarską, licząc lat 12. Cesarstwo ma być związane stale z dynastią niemiecką, jako zwierzchniczką wszystkich innych państw chrześcijańskich. A zatem Italia ma podlegać władzy króla niemieckiego. Oto drugi obok cezaropapizmu punkt programu już nie Liutpranda, lecz Ottona I. To nowe cesarstwo — na papiestwie wymuszone — nie ma żadnego związku z cesarstwem Karola Wielkiego, ani genetycznego, ni duchowego. Powstało jakby wtóre cesarstwo bizantyńskie. Charakterystycznym jest szczegół, że przyjęło nazwę swych władców z języka greckiego: Kajdzar. Tworzył się nowy bizantynizm. Stoimy tu przy kolebce kultury bizantyńsko-niemieckiej, która w pochodzie wieków miała wyróść na najwyższy szczebel i najwyższy triumf cywilizacji bizantyńskiej. Rzecz prosta, że papiestwo musiało wejść w walkę z tym cesarstwem…
            …Bizancjum nie zdołało przeprowadzić należycie ekspansji swej cywilizacji pośród Słowian. Terenem tej ekspansji miały natomiast stać się Niemcy i tam miała cywilizacja bizantyńska osiągnąć z czasem swe szczyty….
            …Bizantyńska gromadność wlewała się w Niemcy krzyżacką szczeliną a potem od pruskiej państwowości, następczyni tamtej. Lecz jak poprzednie bizantynizmu rodzaje, ottonowski i dynastyczny, tak też i protestancko-pruski nie ogarnął nigdy całych Niemiec….
            …Przesiąkał więc bizantyński światopogląd także do katolików; dodajmy, że nie tylko do niemieckich. Najsmutniejszym, najfatalniejszym z czynów historycznych protestantyzmu jest wprowadzenie bizantyńskiego kwasu na Zachodzie. Niemieckie rozumienie praw panującego udzielało się Francji. Różnica była w praktyce, gdyż o ile w Niemczech utwierdzało się rozdrobnienie Rzeszy na państwa i państewka coraz bardziej niezawisłe, o tyle we Francji przeciwnie, król ściągał lenna nieustannie i pomniejszał ilość francuskich państw i państewek. W Rzeszy doszło do władzy absolutnej władców dzielnicowych, we Francji do absolutyzmu królewskiego….
            …Od XVI wieku bizantynizm mieścił się geograficznie na półwyspie bałkańskim, na Wołoszczyźnie (której do Bałkanu nie zaliczam) i w Niemczech protestanckich….
            …W cywilizacji łacińskiej państwo oparte jest na społeczeństwie, któremu ma służyć, jako walne narzędzie rozwoju; ceteris paribus społeczeństwo bierze tedy miejsce przed państwem. Wręcz przeciwnie postępuje cywilizacja bizantyńska. W XVII wieku następowało w całej Europie osłabienie społeczeństw; wszędzie robiono próby, jakby je zgnębić; toteż wypada ten wiek uważać za okres bizantynizowania się. Mnożące się coraz bardziej powikłania w życiu zbiorowym postanowiono usuwać, bo bizantynizowanie wiodło do ujednostajnienia. Upraszczanie miało być lekiem uniwersalnym. Tłumiono przejawy życia tam, gdzie więcej było rozmaitości, więc także powikłań w społeczeństwie. Rzucono hasło, żeby społeczeństwo poddać jak najbardziej państwu….
            …Do tematu naszej książki o cywilizacji bizantyńskiej należą te sprawy dlatego, że w protestantyzmie mieszczą się dążenia do władzy absolutnej panujących, z których każdy miał być świecką głową Kościoła. Jakżeż bowiem mogła być ograniczoną ta władza, której przyznawano prawo oznaczania religii dla swych poddanych (cuius regio eius religio)? Wszystko inne było drobnostką wobec tego. Tchnęło to cezaropapizmem, więc bizantynizmem, podobnie jak usuwanie społeczeństwa od wpływu na państwo. Taką była ta pośrednia ekspansja bizantynizmu, takie były jej reguły. Anglia stanowi od nich wyjątek. Kościół „wysoki” niemal nie ma zwolenników poza dworem i urzędnikami. Ci są nieliczni, nie stanowią żadnej warstwy społecznej, gdyż społeczeństwo nie dopuściło, żeby absolutyzm rozwinął się aż do tego szczebla, od którego towarzyszy mu biurokracja. Wszystkie wyznania „niewysokie” stanęły w Anglii po stronie społeczeństwa, po stronie samorządów przeciwko centralizmowi. A zatem ruchy protestanckie anglosaskie nie opuszczały gruntu cywilizacji łacińskiej. Tym się tłumaczy, że cywilizacja ta nie przestała obejmować Anglii, pomimo protestantyzmu. Bizantynizm do państw Wielkiej Brytanii nie wkroczył…
            …Pod względem cywilizacyjnym należy odróżnić protestantyzm niemiecki od wszystkich innych. Reformacja wnosiła wprawdzie wszędzie coś z bizantynizmu, upoważniając władzę świecką do ingerencji w stosunki religijne, lecz tylko w Niemczech natrafiła na grunt przysposobiony, gdyż na istniejącą już kulturę bizantyńsko-niemiecką. W Anglii, w Holandii, w krajach Skandynawii doznawała cywilizacja łacińska wstrząsu z powodu protestantyzmu, lecz ostatecznie otrząsła się i wywarła w rezultacie więcej wpływu na protestantyzm niż protestantyzm na nią. Przeciwnie w Niemczech. Bizantynizm, ograniczony już niemal do samego tylko zakonu krzyżackiego, rozszerzył się niezmiernie i nabrał niezmiernego znaczenia, zepchnąwszy w końcu cywilizację łacińską na stanowisko drugorzędne. Dzieje Anglii, Holandii, Skandynawii powróciły w łożyska cywilizacji łacińskiej, chociaż kraje te pozostały protestanckimi; natomiast dzieje Niemiec nabierały coraz bardziej cech bizantyńskich. Nawet katolicyzm niemiecki zaraził się w końcu bizantynizmem. Protestantyzm niemiecki stanowi ciąg dalszy bizantynizmu…
            …Wspaniała i przemądra zasada średniowiecza, że każde zrzeszenie ma się rządzić własnym prawem ulegała coraz bardziej zapomnieniu. Zamiłowanie do upraszczania i ujednostajniania tężało w dogmat polityczny. Bizantynizm sięga coraz głębiej i coraz dokładniej. Znać coraz większy upadek cywilizacji łacińskiej w Europie. Na tej równi pochyłej kurczy się zasadnicza cecha tej cywilizacji a zarazem największy skarb człowieczeństwa: personalizm…
            …Niemiecki bizantynizm jest prawym bizantynizmem, gdyż kroczy z książką w ręku. Szczególne zasługi około tej kultury mają filozofia niemiecka i antropologia. Związek tych nauk wydał historiozofię antropologiczną, twór dziwny a może nawet cudaczny, lecz nadzwyczaj czynny. Zespolenie zaś antropologii z historiozofią jeszcze dziwniejsze, musiało wydać płód jeszcze dziwaczniejszy, bo apoteozę prusactwa. Ku temu szczytowi nowego bizantynizmu doszło się równocześnie inną drogą a przez związki również nienaturalne. Poczucie narodowe w Niemczech młode, niedawnej daty, wybuchło jakby reakcja cywilizacji łacińskiej. Bizantynizm narodowości nie zna, lecz kroczące na jego czele Prusy wyzyskiwały ten ruch w celach politycznych i stąd wytwarzała się niebywała mieszanka bizantynizmu z narodowością. Z tego związku krótkotrwałego nie mógł powstać żaden płód normalny; okoliczności życia zbiorowego w Niemczech tak się układały, iż wytworzyło się w sam raz to samo, co z tamtego (a równoczesnego) naukowego: apoteoza prusactwa. Przyznać trzeba, że na tym tle doszła cywilizacja bizantyńska do najwyższego wierzchołka swego rozwoju. Bizantynizm niemiecki osiągnął cywilizacyjnie szczebel znacznie wyższy od starego bizantynizmu. Wyżej od Focjusza stanął Bismarck. Jego myśli i czyny stanowią arcydzieło cywilizacji bizantyńskiej w ogóle….

        • Kula Lis 62 pisze:

          AS są! niestety są! O HITLERYZMIE

          Feliks Koneczny

          Fragment książki „Cywilizacja żydowska” – wyd. 2, Warszawa 1995.

          Poniższy rozdział został napisany w czerwcu 1942 roku.

          Jeżeli zażydzanie własnego toku myśli ma być pomocne do nawrócenia Żydów, w takim razie dokonać tego dzieła powinniby dziś Niemcy, gdyż przejęci, są na wskroś światopoglądem żydowskim. Najgorsi antysemici i zażydzeni? Nie oglądała nigdy historia dosadniejszej sprzeczności. O powstawaniu sprzeczności w życiu publicznym była mowa w „Cywilizacji bizantyńskiej” i tam pod koniec drugiego tomu wyłuszczono obszerniej istotę i cechę obłędu zbiorowego, który nazwałem kołobłędem. Zdarza się tylko w mieszankach cywilizacyjnych. Gdy mieszanka sięga głęboko i trwa zbyt długo, ogól traci świadomość kierunku, miotany od systemu do systemu, obijany o systemy rozmaite, lecz żadnego nie przyswajający sobie konsekwentnie. Mieszanka musi doprowadzić do chaosu konsekwencji, a zatem wprowadzić błędnik na miejsce ustalonego kierunku. Tym samym ginie ciągłość i zatraca się równowaga, przepadają tedy trzy warunki powodzenia w życiu. Dochodzi się do tego, iż nie wie się, co prawda, a co fałsz, co dobre, a co złe, co piękne a co szpetne, aż w końcu w kołobłędzie traci się zdatność odróżniania, co pożyteczne a co szkodliwe. Wszystko to spełnia się na współczesnych Niemczech. Nadto ulegają Niemcy groźnemu prawu dziejowemu, opisanemu przeze mnie jeszcze dawniej w książce „O wielości cywilizacji”, jako we współzawodnictwie caeteris paribus zwycięża zawsze cywilizacja niższa. W ten sposób cywilizacja bizantyńska w Niemczech niweczyła cywilizację łacińską, w czym żydowska dopomagała. Pozostały na placu boju cywilizacje bizantyńska i żydowska. Okres bismarkowski stanowi najwyższy rozkwit i tryumf bizantynizmu. Wkrótce jednak po osiągnięciu tego szczytu począł się rozkładać, tym szybciej, im większe postępy czyniła cywilizacja żydowska. Zmaganie się trwało potem stosunkowo niedługo, a zwyciężyła znów cywilizacja niższa. Opisałem w cywilizacji bizantyńskiej, jak hitleryzm dobił kulturę niemlecko-bizantyńską. Pozostała w Niemczech cywilizacja żydowska, sama jedna tylko świadoma swego kierunku i pilnująca ciągłości. Niemcy asymilowały się coraz widoczniej do cywilizacji żydowskiej. Hitler żydów morduje, ale myśli i czuje po żydowsku. Kołobłęd objawiał się zarazem w dziedzinie stosunków niemiecko-rosyjskich. Zwalczali bolszewizm na polu bitwy, a sami czymże od niego się różnią? Jednakowy monizm prawa publicznego, nie uznawanie własności prywatnej. Na razie uznaje się ją jeszcze wobec rodaków Niemców, lecz z takimi ograniczeniami i z taką ingerencją państwa, iż wykonywanie prawa własności jest nadzwyczaj ograniczone; te ograniczenia są zaś tego rodzaju, iż tkwią w nich komsomoly in nuce. Wreszcie ta sama tu i tam nienawiść do chrześcijaństwa. Rosja i Niemcy współczesne dążą jednocześnie i jednakowo do zagłady wszelkiego ideału chrześcijańskiego. Analogie pomiędzy rozwojem myśli rosyjskiej a niemieckiej znać już od czasów Fichtego i trwa to bez przerwy aż do Spenglera na co w „Cywilizacji bizantyńskiej” zwracałem systematycznie uwagę.

          Zachodzą atoli pewne różnice. Przede wszystkim bolszewizm jest bezwzględnie kosmopolityczny, gdy tymczasem Hitler sam twierdzi, że ich narodowy socjalizm jest tylko dla Niemców. Nigdy w państwie sowieckim nie prześladuje się niczyjego języka ni żadnej narodowości. Nas Polaków tępią za to, że jesteśmy katolikami, przynależnymi do cywilizacji łacińskiej, a to jest jedyna siła, jakiej oni się obawiają. Niszczą wszystko, co stanowi przejaw tej cywilizacji, lecz sama kwestia narodowa jest im obojętna, tym obojętniejsza, iż jej nie pojmują i sami nie wyznają. W Rosji świadomość narodowa zaginęła. Po wytępieniu rosyjskiej inteligencji, której część niemała ulegała wpływom zachodnim, łacińskim, można od pewnego czasu mieć wątpliwości, czy naród rosyjski nie przestał istnieć i przewidywać, że nie prędko będzie odnowiony. Mamy do czynienia z kosmopolityzmem języka rosyjskiego, w czym nie przyznaje się bynajmniej pierwszego miejsca rodowitym Rosjanom. Sowiety są państwem rosyjskim tylko geograficznie, lecz nie narodowo. Nie Rosjanie tam rządzą. Ażeby zostać komisarzem, z reguły (95%) trzeba być Żydem. Żydzi zaś nie posiadają zgoła pojęcia ojczyzny, ni języka ojczystego; ten „międzynaród” narodem wcale nie jest. Podobnież bolszewicy pochodzenia rosyjskiego przejęci są swą międzynarodowością. Celem ich rewolucja powszechną o hasłach antynarodowych, zmierzająca do wytępienia wszystkich i wszystkiego, co nie przyjmie światopoglądu bolszewickiego. Pod tym względem bolszewicy są nieodrodnymi synami socjalizmu. Zapędzają się też w tym kierunku o wiele dalej od Żydów. Ani żydzi nie pragną wytępić wszystkie narody do szczętu, ani „nazi” (nazwa od dwóch początkowych zgłosek wyrazu „national-sozialismus”, moda żydowska). Ci i tamci potrzebują … niewolników. Rosja a Niemcy zażydzone są odmienne. W Rosji są Żydzi panami i narzucili jej maksymalny socjalizm, jako najlepszy środek, zapewniający panowanie żydowskie. W taki sposób tworzy się tam Judeorosja. Nie troszczą się o to, czy sporządzona w Bolszewii ideologia zgodna jest we wszystkim z żydowską; ani też sami nie stosują się we wszystkim do bolszewizmu, ogłoszonego dla gojów. Żydowski komunizm nie jest bynajmniej komunizmem; zabiera się majątki prywatne i strzeże się ich najlepiej w ten sposób, iż tępi się gojów, nie chcących uznać komunizmu. W Niemczech tępi się Żydów, a natomiast przyjmuje się ich ideologię. Zręby hitleryzmu zaczerpnięte są z cywilizacji żydowskiej. Pierwszy (o ile wiem) zorientował się w tym K.L.Koniński, piszący w roku 1933 o narodzie wybranym i rasie wybranej: „Jakżeż podobni do znienawidzonych śmiertelnie Żydów są ci antysemici!”. Działalność cywilizacyjna obu społeczeństw, rosyjskiego i niemieckiego, łączy się w walce z chrześcijaństwem. Od sierpa i młota wyraźniejszym znakiem dążności antychrześcijańskich jest krzyż połamany (tym bowiem jest hackenkreuz). W Rosji tępią atoli Żydzi wszelką religię zasadniczo, nie chcą żadnej a żadnej podczas gdy Niemcy postanowili utworzyć religię własną. Na myśl tę nie wpadł Hitler wcale pierwszy; jest to józefizm mutatis mutandis. Józef II hodował sobie swój katolicyzm po swojemu, bo uważał, że religia może być bardzo przydatna państwu; chciał zrobić z Kościoła, pierwszorzędne politicum do swego użytku. Również Hitler. Rojenia o religii własnej datują się w Niemczech od czasów Fichtego, a od stu niemal lat głowią się nad wytworzeniem całej własnej cywilizacji. Próby dotychczas były poronione, bo cywilizacja nie da się ,,zrobić”; żadną miarą nie utworzy się sztucznie, apriorycznie.

          Przypuśćmy na chwilę, że hitleryzm (narodowy socjalizm niemiecki) utrzyma się i rozwinie w odrębną cywilizację niemiecką. Miejsce jej w hierarchii cywilizacji oznaczyć można z góry; musiałaby stać niżej od żydowskiej. Hitleryzmu dotyczy atoli zagadnienie religijne przede wszystkim w celu negatywnym, aż podkopie chrześcijaństwo. Słusznie już w roku 1929 Karol Barth ostrzegał przed „prądem w którym rozpływają się wierzenia chrześcijańskie .” Trudno brać na serio liczne wydawnictwa neopogańskie typu np. Riemana „Altvater Wodan oder Jehowa”, lub Bodego „Wodan und Jesus” itp. Trudno w XX wieku wierzyć komu, że wierzy w Wodana! To tylko płaszczyk literacki dla areligijności. Zjawi się w Niemczech areligijność dokładna, nie słabsza wcale od bułgarskiej ni od chińsklej, jakkolwiek jeszcze nie tak powszechnie przyjęta. Dopóki są jeszcze Niemcy, pragnący religii, trzeba im jakąś religię obmyśleć, żeby tylko wyrwać ich z chrześcijaństwa. Przede wszystkim wmówiono w ogól, jako dzieje Niemiec były nieustanną walką pomiędzy „duchem germańskim a chrześcijańskim .” E. Bergmann wywodzi w „Deutsche Nationalkirche” (r. 1933), jako chrześcijaństwo jest wytworem znużonej masy śródziemnomorskiej i jest religią „okrutną”, ponieważ powstrzymuje pochód germański na wschód, w dzierżawy czeskie i polskie; gdyby nie chrześcijaństwo, granice Niemiec byłyby nad Jenisejem! Chodzi tedy o interesy państwa niemieckiego pod pozorem religii. Jest to włoskie sacro egoismo w wydaniu niemieckim. Pośpieszono filozofować w tym kierunku z odpowiednią dialektyką. Odznaczył się profesor z Gryfii, Schwarz, wywodzący, jako „Bóg w dziejach narodu sam się stwarza . . . jako nieskończoność, która ciągle się staje, a nie jako nieskończoność, która odwiecznie istnieje .” Jeżeli to pochodzi ze szczerego dochodzenia religijnego, byłoby to bliskie emanatyzmu. Nie troszcząc się o filozofię areligijną Schott w swym popularnym ,,Volksbuch, vom Hitler” wyrzeka, że Hitler zbyt łagodny dla katolicyzmu, lecz z czasem zrozumie, „dass der Teufel in der Monstranz kreicht.” H. Reventhlow w starciu z kardynałem Faulhaberem stara się „budować kościół germańskonarodowy”, po czym Deutsche Glaubensbewegung przyznaje się już do pogaństwa, recte areligijności. Frazesy o „przeżywaniu Boga w rasie nordyckiej” , owijają tylko w szumne słówka mniemanie, jako pojęcie Boga, jest urojeniem. Z protestanckiego młodszego pokolenia, wśród którego ton nadawała grupa najmłodszych ochotników z pierwszej wojny powszechnej, tworzy się nowa organizacja Deutsche Christen (więc jeszcze Christen!). Stanowcze kierownictwo zdobywa sobie pastor Ludwik Milller, niegdyś kapelan na froncie belgijskim, cieszący się poparciem Hitlera, gdyż hitleryzował religię bez skrupułu. Cóż za „chrześcijaństwo”, skoro Miller nazywa grzech pomyłką, a nie waha ale wystąpić z zapatrywaniem, jako chrześcijaństwo polega na zaufaniu do Boga, podobnie jak zaufanie do Hitlera. W konsekwencji zażądał w Kościele przeprowadzenia zasady fuhrerów. Zrobiła się też z tej organizacji po rozmaitych przemianach w końcu Reichskirche i już nas nie zadziwia ich postulat, żeby uznać krzyże, jako „symbol niezgody z bohaterską wiarą nowych Niemiec”. Lewica ich nie uznaje Starego Testamentu, a Nowy każe tak „oczyścić, żeby postać Chrystusa nabrała cech heroicznych”, tj. bez miłosierdzia, bez powszechnej miłości bliźniego. Ruch ten rozporządzał od września 1932 r. siedemnastu pismami periodycznymi. Licznym pastorom wydały się te zapędy nazbyt niechrześcijańskie. Z początku 1933 roku dawny dowódca lodzi podwodnej, Niemoller, zakłada „konserwatywny” Pfarrer-Notbund i gromadzi w ciągu kilku tygodni sześć tysięcy pastorów, wśród nich wielu byłych członków Deutsche Christen. Miller poradził sobie: już nie filozofuje, a tylko wciela 700.000 z ,.organizacji młodzieży ewangelickiej” do „Hitlerjugend”. Następuje interwencja Goeringa, złożenie z urzędu wszystkich pastorów opozycyjnych i aresztowanie przywódców. Z początkiem zaś roku 1934 oddano Rosenbergowi nadzór nad czystością światopoglądu „narodowosocjalistycznego”. W ciągu dziewięciu lat zdjęto maskę całkowicie. Niegdyś w roku 1925 pisał był Hitler, że „partie polityczne nie powinny zajmować się zagadnieniami religijnymi, a przywódcy polityczni winni uszanować doktrynę i instytucje religijne swego narodu” i potem tłumaczył się, że musi uszanować katolicyzm do czasu, aż wreszcie cały hitleryzm, okazał się antychrześcijańskim. W państwowości Trzeciej Rzeszy stanęło na tym, że według wyrażenia dra Hompfla ,,kultura, którą posiadamy, nie jest chrześcijańską, a co jest chrześcijańskie, nie jest dla nas kulturą.” Hompfl lubi jednak mówić o Bogu, Opatrzności i o najlepszych stosunkach Niemiec z Bogiem. Lecz z Bogiem niemieckim, a zatem nie jest to Bóg, lecz tylko bóg, bożek. Ich pan i bóg, der deutsche Gott, nie jest bynajmniej bogiem innych także ludów; jest to odrębny, własny bóg plemienny. A zatem mamy okaz monolatrii. Stary to wynalazek żydowski. Der deutsche Gott, toć Jehowa, przetłumaczony na niemiecki; można by powiedzieć: Jehowa zgermanizowany.

          Nasuwa się myśl, czy nie za późno za naszych czasów i w środku Europy urządzać taki eksperyment? Sądzę, że mógłby się udać. Jeżeli żyją w monolatrii Żydzi, widocznie da się z tym żyć w Europie i pomimo Europy. Jeżeli mogą Żydzi, czemużby nie mogli Niemcy? Wiara w nowego Wodana może się przyjąć i kwitnąć nawet w razie klęski wojennej. Jeżeli Żydzi wierzą w swojego boga mimo wszystko, co się z nimi dzieje, mogą Niemcy także wierzyć w swego boga bez względu na jakiekolwiek klęski. Mogą atoli wierzyć w niego wszyscy, a w takim razie zaniosłoby się wśród Niemców na rozłam religijny taki, iż dzieje protestantyzmu wyglądałyby na drobiazg. Tym większy powstałby rozłam cywilizacyjny. Wierzący w Boga musieli by nawrócić do cywilizacji łacińskiej, a wyznawcy boga niemieckiego wchodzą i tak na równię pochyłą, ku zdziczeniu. Wyobraźmy sobie, że inne narody naśladują Niemców i że wszędzie wymyślają sobie bogów plemiennych. Współzawodnictwo bogów? Bywało tak w prymitywach w Azji! Monolatria mieści w sobie pomost do politeizmu. Czyż dla Europy XX wieku nie byłoby to zdziczeniem? Lecz nie ma nigdzie najmniejszej oznaki, żeby się zanosiło na rozpowszechnienie takiej „religijności”. Monolatrię wnieśli do Europy Żydzi i my znamy ją od nich, ogól zaś uważa ją za coś specyficznie żydowskiego. Tak nie jest; monolatria jest zjawiskiem powtarzającym się w historii powszechnej tu i ówdzie w rozmaitych stronach świata, może przeto być rozmaita i Niemcy mogli by (w zasadzie) obmyśleć jakąś monolatrię nową, specyficznie niemiecką. Tego atoli nie czynią. Monolatria hitlerowska jest wierną kopią żydowskiej, albowiem przejmuje bez zastrzeżeń żydowskie pojęcie o stosunku swojego boga do ludzi. Najzupełniej tak samo, jak Jehowa, jest również der deutsche Gott wrogiem całej ludzkości, z wyjątkiem Żydów, względnie Niemców, Żydzi są narodem wybranym, a niemiecki wyraz Herrenvolk oznacza to samo; wybraństwo żydowskie ma bowiem wieść do panowania nad całym światem, a Niemcy dążą do tego samego, z upoważnienia des deutschen Gottes i pod jego opieką. Cel będzie osiągnięty niewątpliwie, ponieważ bóg niemiecki jest niezwyciężalny. Gdy niepojętym (dla Niemców) zbiegiem okoliczności zawiodła pierwsza wojna powszechna, wywołało się drugą; gdyby i ta miała zawieść, wywoła się trzecią, itd. aż do skutku. Podobnież żydzi wierzą, że panowanie nad światem nie może ich minąć. Może się zdarzyć, że jakiś naród trzeba będzie wytępić, np. Amalekitów w starej Palestynie, Polaków w „nowej Europie”. Na ogól atoli ni Żydzi, ni Niemcy, nie zamierzają ,,narodów” zupełnie i całkowicie tępić, lecz obracać w niewolników, w swój „podnóżek”. Hitler przyrzeka im w imię boga niemieckiego, że Niemcy mają stać się panami „naszej planety.” Od przeszło tysiąca lat nazywają Żydzi wszystkich obcych po prostu bydłem (goj); od niemieckich zaś uczonych dowiadujemy się, że tylko Niemcy są ludźmi naprawdę, a reszta pochodzi z jakiejś małpiej mieszaniny (zob. rozdział „Zaborcza nauka” w II części „Cywilizacji bizantyńskiej”). Rozmaite były u Izraela szczeble przyjaźni i nieprzyjaźni z „narodami”. Miasta, które poddawały im się dobrowolnie, otrzymywały pewne przywileje i byty traktowane lżej, przynajmniej przez jakiś czas, gdy z reguły umów nie dotrzymywano. Niemcy, jak starożytni Rzymianie, rozróżnili dedititii i socii, tzn. poddanych na prawie latyńskim (Czesi-Słowacy, volksdeutsche). Rząd niemiecki oznaczy, jak licznym wolno być każdemu z narodów, ażeby mógł dostarczyć potrzebnego kontyngentu niewolnika, jaki ma być gdzie ustrój społeczny, a nawet jaki szczebel oświaty i kontrolowanego „dobrobytu”. Obce narody mają być spychane jak najniżej i już dziś, gdy wojna jeszcze się toczy, nie obwija się tego bynajmniej w bawełnę. O Polakach powiedziano całkiem oficjalnie, że nawet z daleka winno się ich rozeznawać, gdyż mają razić lichą odzieżą wobec dostatnich i strojnych ubrań Niemców. Nie wolno też nic drukować, „hochstens ein Kochbuch” i zapowiedziano nam dwukrotnie, jako polskim uczonym „jede wissenschaftliche Arbeit ist strengstenst verboten”. W sprawach majątkowych „narodów” stanowisko niemieckie jest całkiem zgodne z Talmudem. Całkiem po żydowsku uważają także Niemcy wszelką posiadłość podbitych za „pustynię”, lub „wolne jezioro”, na którym Niemcowi wolno dokazywać, co mu się żywnie podoba. Czy dla żyda, czy dla Niemca, własność „obcych” jednako jest res nullius i primi occupantis Żyda czy Niemca. Ściśle i dokładnie przejęli od Żydów przykazanie dwojakiej etyki, innej dla współwyznawców, a dla gojów odmiennej, polegającej na zwolnieniu od wszelkiej etyki. Pochodzi to z wyraźnego nakazu Jehowy i niemieckiego boga. Wie z doświadczenia cała Europa, jak Niemcowi nie tylko wolno wobec tego dopuścić się wszystkiego zła, tak, iż Niemiec nie posiada w stosunku do obcych nie tylko sumienia, lecz ani nawet honoru, ale postępowanie niesumienne i niehonorowe jest im wprost zalecone. Jeżeli Niemiec wobec obcego nie popełnia nikczemności, widocznie w duchu nie jest hitlerowcem; podobnie jak Żyd, nie obmyślając coś złego dla goja, staje się już Żydem odżydzonym. Srogo bywa karany Niemiec, któryby się gdziekolwiek w kraju okupowanym ujmował za tuziemcem bywa to uważane nie tylko za przestępstwo, ale za wstyd. Niemiec, któryby nie deptał tuziemca w jego własnym kraju, uważany jest za wyrodka, przynoszącego ujmę własnemu narodowi. Pogardy względem obcych nauczyli się od Żydów, jak gdyby recytowali lekcję z Talmudu; zrównali się też z Żydami w maksymalnej nienawiści. Podobni są Żydom w tym, że pycha bez miary stanowi najbardziej znamienny rys jednych i drugich. Człowiekiem naprawdę, człowiekiem zupełnym jest dla Żyda tylko Żyd, dla Niemca tylko Niemiec. Prosta konsekwencja wybraństwa! Jak żydzi wywodzili niegdyś wszelką naukę z Tory, Aristotelesa z Mojżesza itp., tak samo na podobieństwo Izraela dopatrują się swojej rasy we wszystkim a wszystkim, co tylko działo się w historii powszechnej najlepszego; w szczególności zaś wszyscy więksi artyści i uczeni byli pochodzenia niemieckiego, nie tylko Kopernik, lecz Leonardo, Buonarotti, Corneille itd., itd. (por. rozdział „Zaborcza nauka” w II tomie „Cywilizacji bizantyńskiej”). Jak najkompletniej przyswoili sobie Niemcy werset biblijny z obietnicą Jehowy, który Izraelowi da „miasta wielkie i dobre, którycheś nie budował; przy tym domy pełne dobra wszelkiego, których nie naprzątałeś i studnie wykopane, których nie kopałeś; winnice i oliwice, których nie sadziłeś — a będziesz jadł i najesz się.” Zupełnie tak samo ma się sprawa z Niemcami. Chuć cudzej własności stała się zasadniczą cechą ich charakteru i osią ich historii. Pracują, aby mleć za co prowadzić wojnę zaborczą i najazd rabunkowy, ażeby potem żyć cudzym kosztem, fruges consumere nati. Patrząc na rozwój tego talentu, wypada nam dodać Jedną tylko uwagę: co powiedziano Izraelowi: „Będziesz jadł i najesz się”, tyczą się Niemców tylko w pierwszej połowie zdania, lecz nie w drugiej, albowiem Niemiec nigdy nie jest nasycony; jest to wręcz niemożliwe, żeby on ,,najadł się”. Cała „planeta” należy się Niemcom; oto dogmat ich światopoglądu. Są jej panami z urodzenia, z „rasy” — i stąd urojone wywody rasowości. Dogmat o panowaniu nad całą kulą ziemską wyłonił z siebie nieuchronnie dogmat drugi: o niezwyciężalności. Wódz w żydowskiej Palestynie zwalnia żołnierzy swych całymi hufcami, bo liczba była obojętna; wszak walczy za nich Pan. Niemiec zbiera siły wojskowej jak najwięcej, postanawia być jak najpotężniejszym, ale zebrawszy tę potęgę jest dogmatycznie pewny zwycięstwa, choćby przeciwnik rozporządzał siłami jeszcze większymi. Zwycięży po prostu dlatego, że jest Niemcem, bo jemu zwycięstwo wrodzone. Zwycięży na, pewno, choćby w trzeciej wojnie powszechnej, lecz zawsze starając się mieć armię jak największą i tym różni się np. od Stanów Zjednoczonych.

          Jeden szczegół, a niezmiernie charakterystyczny, mają jednak wspólny: w dawnej Palestynie wolni bywali od wojska nowożeńcy, na cały rok po ślubie. Podobnież w Niemczech udzielano z początku urlopów kilkumiesięcznych od wszelkiej służby publicznej, wojskowej lub cywilnej. Troska o rozmnażanie się stanowiła główną materię myśli i zabiegów Izraela; to samo występuje na pierwszy plan w zabiegach państwowości niemieckiej. Zaraz na początku wojny ułożono gruntowny plan urlopów dla oficerów i żołnierzy żonatych, na pobyty w domu. Wzięto pod kontrolę wojskową i tę sprawę! Z drugiej zaś strony, obwieszczono, że patriotyczna dziewczyna niemiecka nie będzie się sromała zostać matką, choć nieślubną; dumna będzie, że wyda na świat nowego obrońcę Niemiec, nowego w przyszłości żołnierza. Powstał też już przedtem projekt, żeby dozwolić dwużeństwa w tym samym celu. Pomysł bigamii łączył ich również z cywilizacją żydowską; są zaś jedynym w Europie narodem, który mógł zdobyć się na podobnego pokroju zachciankę. Są jedynymi, którzy mają w swoim programie „hodowlę racjonalną” .., człowieka. Do tej dziedziny należy hitlerowska zasada, „że nie ma chorych, są tylko zdrowi i umarli”. Chorować wolno tylko krótko, przygodnie, lecz nie chronicznie. Cóż więc począć z chorymi przewlekle, z chorowitymi? Umysłowo chorych morduje się gromadnie. Ta ludzka hodowla posługuje się często kastrowaniem; władza orzeka, kiedy i na kim przedsiębrać tę operację. Ponieważ zaś skłonni są uznać wielożeństwo, mogą więc w razie „rozwoju” wytworzyć u siebie na nowo warstwę eunuchów. Dla Europy niemało widoków zdziczenia. Zapędzili się w kwestii hodowli ludzkiej bez porównania dalej od żydów. Ci poprzestali na zakazie obcowania z ,,narodami”, na zakazie małżeństw mieszanych. Obowiązuje to również Niemców, ale nie w imię kultu, lecz wyłącznie rasy. Łączy się to z wiarą w gromadną predestynację, wspólną Żydom i Niemcom.

          Gromadność stanowi zasadniczą cechę żydowską. Niemcy popadli w nią przez cywilizację bizantyńską i nabierali tego piętna coraz bardziej, w miarę postępu kultury bizantyńsko-niemieckiej. Hitlerowcy zaś wykluczyli personalizm bezwzględniej od wszystkich znanych dotychczas w historii systemów gromadności. Z gromadności wypływa zawsze mechanizm. Trzecia Rzesza jest doprawdy arcymechanizmem! Zasadza się też na apriorycznym obmyślaniu, na „planowaniu” bez końca. Od czasu Mojżesza nie było podobnie apriorycznego państwa i społeczeństwa. W tym przewyższyli „nazi” nawet marksizm. A dorównywali bolszewizmowi, z którym ileż mają wspólnego! Państwowość Trzeciej Rzeszy polega na wcieleniu urojonych przedtem „praw”. I w tym jeszcze podobni są do Żydów, że całe ich życie zbiorowe, w znacznej części także prywatne, składa się ze setek nakazów i zakazów, narzucanych w każdej a każdej dziedzinie życia. Niesiona obecnie przez Niemców cywilizacja ma, być oparta na niewolnictwie. Marzą o tym również Żydzi, że gdy przyjdzie Mesjasz, obróci „narody” w niewolników Izraela. Niemcy marzenie to wykonali, zamienili w rzeczywistość. Są radykalniejsi od Żydów. Trudno chyba, ten ustrój ,,nowej Europy” uważać za postęp.

          Zesumowawszy przejawy najnowszej niemieckiej kultury, widzimy, że ma być ściśle utylitarna. Ogólnie wybija się ta cecha również u Żydów, lecz u Niemców w stopniu wyższym, Żydzi przestają być utylitarystaml, gdy chodzi o cześć Jehowy i o studium ksiąg świętych.. Natenczas Żyd gotów jest nawet do wielkich ofiar. W hitleryzmie nie ma nic a nic świętego. W utylitaryzmie przeszli Żydów i Chińczyków. Różnią się od Żydów pojęciem ojczyzny. Pojęcie narodu ścieśniają atoli do zrzeszenia „nazich”, do „swoich”, do hitlerowców; kto do nich nie należy, znajdzie się w jednym z obozów koncentracyjnych, urządzonych w tym celu, ażeby zaginęła w nich wszelka opozycja, Hitlerowcy są narodem niemieckim sami sobie i marzą o tym, żeby innych Niemców w ogóle nie było. Wobec tego ich pojęcie ojczyzny nabiera pewnej samowitości, wręcz niepojętej dla innych Europejczyków. Gdyby szli dalej konsekwentnie po tej linii, staliby się jakąś sektą, nie uznającą właściwie ojczyzny, bo ich ojczyzna byłaby samym tylko sekciarstwem. Może atoli nastąpić odwrót. Pojęcie ojczyzny i narodu przedarło się z cywilizacji łacińskiej poprzez wiekowe lodowce kultury niemiecko-bizańtyńskiej i wydostało się na powierzchnię historii Niemiec z początku XIX wieku. Adopcja ich przez hitleryzm dowodzi siły tych pojęć; jeżeli nie stracą na znaczeniu, jeżeli umysłowość niemiecka nie cofnie się pod tym względem, jeżeli nadejdzie chwila, iż przyzna się im wyższość ponad „deutsch-nationale Arbeiter Partei”, natenczas można będzie i tym razem powiedzieć, jako „sanabiles fecit Deus nationes”. Antysemityzm, zaś hitlerowski jest czysto zewnętrznym, formalistycznym, polegającym na haśle „bij Żyda”. Znane to jeszcze z czasów przedchrześcijańskich, powtarza, się raz wraz bez końca w rozmaitych okresach, w rozmaitych krajach a zawsze jednakowo bezskutecznie.

          (rozdział ten pisany w czerwcu 1942 roku).

    • Kula Lis 62 pisze:

      Owi trzej agresorzy atakujący zachód to cywilizacje: turańska, bizantyjska i żydowska. !!! Cywilizacja łacińska to ład, porządek także prawny, etc…Kształtowała się w okresie średniowiecza, a najważniejszym czynnikiem ją tworzącym był Kościół katolicki. Obejmuje ona społeczeństwa Europy zachodniej i środkowej oraz Ameryki, dominuje wszędzie tam, gdzie religią dominującą jest katolicyzm, lub wywodzące się z niego wyznania protestanckie. Jej etyką jest etyka katolicka. Cywilizacja łacińska przejęła attyckie pojęcia prawdy (nauki) i piękna (literatura i sztuka) oraz znaczną część rzymskiego prawa, rozwijając je w duchu chrześcijaństwa. W polityce narzuca rządzącym te same prawa moralne, które obowiązują poddanych ich władzy. Dąży do rozwinięcia jak najsilniejszego samorządu i jak największego wpływu społeczeństwa na państwo. Uznaje dualizm prawa (prawo prywatne i publiczne) i wyższość etyki nad prawem (prawo ma wywodzić się z etyki i podlega ocenie moralnej). W ekonomii najwyżej ceni własność nieruchomą, zwłaszcza ziemską. Jej ideałem w tej dziedzinie jest zapewnienie jak największej liczbie ludzi samodzielności ekonomicznej, tj. posiadania własnego warsztatu pracy, będącego w stanie zapewnić utrzymanie rodzinie. W prawie rodzinnym i małżeńskim uznaje tylko małżeństwo monogamiczne, oraz emancypację rodziny spod władzy rodu.

  9. pablo3 pablo3 pisze:

    po pierwsze, autor slusznie zauwaza, ze ta cala Unia Europejska w zamysle nie jest takim zlym pomyslem, ale kierunek jaki obrala i sposoby ich wprowadzania w zycie, bardziej nadaja sie do zastosowania w Federacji Rosyjskiej. z tym, ze roznica jest taka, iz Rosja w takim wariancie szybciej padnie, niz Europa Zachodnia.

    po drugie, polscy rolnicy w 90% sa zadluzeni, na podobnej zasadzie jak polskie samorzady, o czym pisal Pan Dejgert w tym (http://3obieg.pl/dlugi-unijne) artykule… ale obowiazujaca wydaje mi sie takze argumentacja prof. Rybinskiego, ktory stwierdzil: ” Żyjemy w przedziwnych czasach, w których wiele teorii ekonomii można wyrzucić, być może tymczasowo, do kosza. Pewne mechanizmy gospodarcze obserwowane od dekad, przestały działać lub działają odwrotnie” (tutaj mozemy przeczytac caly artykul-sprawozdanie Pana Mojsiewicza w temacie – http://3obieg.pl/chiny-rozpoczely-budowe-faktorii-i-kolonizacje-europy). stad wynika, ze tak naprawde nie wiemy na czym stoimy. UE moze wkrotce okazac sie kolosem gospodarczym na glinianych nogach…

  10. pablo3 pablo3 pisze:

    dodajcie moj glowny komentarz, bo znowu zaczely sie te dziwne problemy z oczekiwaniem na moderacje…

  11. Kula Lis 62 pisze:

    Feliks Koneczny (1862-1945) – twórca teorii cywilizacji – cytaty – Owi trzej agresorzy atakujący zachód to cywilizacje: turańska, bizantyjska i żydowska. Cywilizacja turańska, ukształtowana w Centralnej Azji wywarła decydujący wplyw na Rosję poprzez wieki rządów mongolskich, ukształtowała Turcję i nadal wywiera niejaki wpływ na Europę. Jej zasadą jest,że władca znajduje się ponad prawem i etyką i że życiem zbiorowym rządzi samowola państwa, a społeczeństwo właściwie nie istnieje. Z tego punktu widzenia dzieje Rosji – carskiej i bolszewickiej – to stałe oddziaływanie na ten kraj cywilizacji turańskiej. To samo spostrzeżenie można współcześnie odnieść do niektórych państw totalitarnych, a wcześniej do komunistów rządzących wschodnią częścią Europy. Oczywiście dzisiejsza Rosja – formalnie państwo demokratyczne – zachowała spore obszary tej cywilizacji. Cywilizację turańską charakteryzuje swoisty prymitywizm i azjatyckie okrucieństwo. Dlatego też stanowi ona względnie małe niebezpieczeństwo dla cywilizacji łacińskiej. Jest od niej po prostu diametralnie różna i nie ma jej nic do „zaoferowania”. Dla wyrafinowanego świata zachodniego nie jest pod żadnym względem atrakcyjna.

    O wiele groźniejsza, gdyż zdobywająca przyczółki i to bardzo spore w świecie łacińskim,jest cywilizacja bizantyjska.Pierwotnie była to cywilizacja antycznego Wschodu, a więc tych wszystkich Babilonii, Persji, Egiptów, które podbił Aleksander Macedoński i które – zaprawione wpływami helleńskimi – stały się później cesarstwem wschodnio-rzymskim, a następnie zamieniły się w Bizancjum i przekształciły pod wpływem chrześcijaństwa. Cywilizację bizantyjską łączy ze światem zachodnim podstawowa wspólność wiary, ale jej podkład cywilizacyjny przedchrześcijański jest bardzo odmienny od rzymskiego. Jest to podkład nie helleński a orientalny. Rysem znamiennym cywilizacji bizantyjskiej – i to czyni ją dosyć atrakcyjną, bo „łatwą w odbiorze” – jest rozbrat w dziedzinie moralnej między życiem prywatnym a publicznym.

    Cywilizacja ta nakazuje postępować w życiu prywatnym wedle zasad moralności chrześcijańskiej, ale w obliczu spraw państwowych i w ogóle w życiu publicznym (w biurze, szkole, redakcji, polityce, na uniwersytecie itd.) demonstruje swą bezsiłę. Wedle niej nie ma moralności w polityce i w działalności państwa .Tu leży zasadnicza różnica między „bizantyjczykami i łacinnikami”, gdyż według świata zachodniego również polityka, państwo, władca, mąż stanu, czy chociażby skromny urzędnik podlegają obowiązkom i ograniczeniom nakładanym przez etykę. Nie muszę dodawać, że na tym właśnie polu cywilizacja łacińska musi się bezustannie bronić – z różnym skutkiem – przed szkodliwym i niszczycielskim wpływem Bizancjum. Dla niejednego z czytelników dzieł Konecznego, które po latach absencji znowu pojawiły się na półkach co odważniejszych księgarń, niespodzianką może być jego pogląd, że głównym bastionem cywilizacji bizantyjskiej w Europie są Niemcy.Profesor uważa, że średniowieczne Cesarstwo wzorowało się na Bizancjum i chętniej ze wschodu niż z Rzymu, z którym było w bezustannym niemal konflikcie, czerpało swe wzory cywilizacyjne, moralne i prawne. W jeszcze większym stopniu wpływy bizantyjskie oddziaływały na Zakon Krzyżacki, który przeniesiony został nad Bałtyk z Ziemi Świętej i który miał bardzo wiele cech orientalnych, także tych ocierających się o modne wśród rycerzy-zakonników idee antychrześcijańskie, wręcz satanistyczne.

    A dalszym ciągiem Państwa Krzyżackiego były Prusy – czynnik wywierający decydujący wpływ na nowoczesne Niemcy. Niemcy są od wieków terenem bezustannej walki między pojęciami łacińskimi a bizantyjskimi. A ponieważ w świecie zachodnim odgrywają jedną z kluczowych ról, przeto pierwiastkami bizantyjskimi zarażają także i inne kraje z naszego obszaru cywilizacyjnego. Niemcy zatem – z pominięciem krain południowych i częściowo zachodnich, choć nawet to jest dyskusyjne – są prawdziwym koniem trojańskim obcych wpływów cywilizacyjnych w Europie.Nie oznacza to oczywiście, że nie istnieli i nie istnieją wybitni Niemcy, którzy są zagorzałymi obrońcami cywilizacji łacińskiej. Jest ich nawet całkiem sporo. Nie oni jednak „tworzą rząd” – są w mniejszościowej opozycji. Myślę, że dobrą ilustracją tego czym są bizantyjskie pojęcia moralne i prawne w rozumieniu Konecznego jest typ przeciętnego sługi państwa, który w ogrodzie pielęgnuje kwiatki, rozkoszuje się muzyką poważną, pieści dzieci i kocha żonę, a na rozkaz „z góry” zdolny jest wykonać najgorsze draństwo.

    Trzecią niszczącą świat Zachodu cywilizacją jest cywilizacja żydowską, której pojęcia w ostatnich kilku stuleciach wywierają olbrzymi wpływ na sposób myślenia Europy nie tylko w jej protestanckiej, ale i katolickiej połowie. O współczesnej Ameryce Północnej nie wspominając (i znowu jak w przypadku Niemców :istnieje wcale nie tak mało Żydów-obrońców cywilizacji łacińskiej). Rysem szczególnym tej cywilizacji jest jej „aprioryczność”, a więc skłonność do naginania życia do teorii „powziętych z góry” i często najzupełniej utopijnych, nie mających związku z realnym życiem. Niewątpliwie więc np.komunizm jest teoretycznym wytworem cywilizacji żydowskiej, a w ogóle wszelkie totalitaryzmy to efekt piorunującej mieszanki turańsko-bizantyjsko-żydowskiej. Również hitleryzm, mimo swej antyżydowskości ,jest owocem wpływów pojęć cywilizacji żydowskiej na postawę środowiska europejskiego zbuntowanego przeciwko chrześcijaństwu i cywilizacji łacińskiej. W końcu do elementów światopoglądu hitlerowskiego należy pojęcie narodu wybranego wzięte od Żydów . Po drugie, rysem tej cywilizacji jest jej sakralność, a więc „sztywne skostnienie” życia religijnego i sprowadzenie go do bezdusznego formalizmu, z którego treść duchowa dawno już uleciała (jeżeli kiedykolwiek istniała). Po trzecie, etyka żydowska wyraźnie różni się od łacińskiej; jest to etyka podwójna, inna dla swoich – inna dla obcych (gojów). Po czwarte, cechą cywilizacji żydowskiej jest jej sucha i formalistyczna prawniczość, to znaczy życie staje się mniej ważne od litery prawa; co najwyżej literę tą można naginać sztuczną i obłudną interpretacją.

    • Kula Lis 62 pisze:

      Cywilizacja łacińska niszczona jest przez łączny wpływ pojęć pochodzenia turańskiego, bizantyjskiego i żydowskiego przede wszystkim w dziedzinie etyki i prawa. Wedle pojęć łacińskich prawo wywodzi się z etyki i ma za zadanie wcielać zasady etyki w życie. W cywilizacji żydowskiej i turańskiej oraz bizantyjskiej prawo jest ponad etyką. Zależy ono od „widzimisię” władzy, państwa, biurokracji. To, co napisałem przy okazji bardzo przystępnego referowania poglądów Konecznego na temat cywilizacji może być dla młodych Czytelników o tyle pożyteczne, że umożliwi im zastanowienie się nad sobą, nad własną przynależnością do określonej formacji cywilizacyjnej. Nie jest to trudne. Jeżeli na przykład ktoś dopuszcza aborcję ze względów „społecznych”, a ze wstrętem myśli o mordercach taksówkarzy, zdunów i babć klozetowych – stosuje podwójną moralność i na pewno nie przynależy do cywilizacji łacińskiej. Podobnie jak ten, który godzi się na zabijanie taksówkarzy, natomiast wszelkie inne mordy traktuje ze wstrętem. Dodam do zamordyzmu mordowanie, eliminacje niepokornych co w łacińskiej było raczej nie spotykane..

  12. Kula Lis 62 pisze:

    Ten sam F.Koneczny pisząc o cywilizacji łacińskiej(o fundamentach chrześcijańskich), która była tą, na której zbudowano potęgę Zachodu, staje się hybrydą z udziałem cywilizacji żydowskiej opartej na Talmudzie i jego wielowiekowych interpretacjach, która zdobywa coraz większy wpływ, szczególnie w dziedzinie tworzenia i stosowania prawa. W cywilizacji łacińskiej prawo tworzone było na podstawie etyczno-moralnej, czyli tworzone prawo musiało być zgodne z prawem naturalnym(Bożym). Natomiast w cywilizacji żydowskiej, odwrócono ten tryb; to prawo stanowione przez ludzi tworzy etykę. Etyczne jest to, co jest zgodne z prawem. Tak tworzono w Niemczech ustawy norymberskie, które miały mieć przez to etyczny charakter(prawo naturalne, jakim jest prawo do życia każdego człowieka było tu nieistotne, liczyło się za etyczne to, co uchwaliły władze). Profesor Koneczny nazywał ten proces „zażydzeniem prawa” i zaznaczał, że nie jest to określenie antysemickie. Twierdził też, że nie może sprawnie i dobrze funkcjonować hybryda dwóch cywilizacji w obrębie jednego narodu i społeczeństwa i dlatego musi zwyciężyć jedna z nich. Profesor wskazywał na przewagę cywilizacji żydowskiej(tu wskazywał na atuty: finanse, handel i wypływający z tego decydujący wpływ na politykę i władzę. To co obserwujemy od wielu już lat(ponad dwieście)to rosnące wpływy cywilizacji żydowskiej w kręgu cywilizacji Zachodu. Widać wyraźnie, że politycy Zachodu są marionetkami w rękach przedstawicieli żydowskiej cywilizacji pieniądza. Panowie, oczekuje jednak Panów komentarzy na temat: Czy to, co powstaje w UE, to naturalnie powstająca Nowa Cywilizacja, czy stan a-cywilizacyjny, czy też PLAN. W tym ostatnim przypadku – nie ma szans na trwałość, prawda?

    • AS pisze:

      Nie zgadzam się z teorią pana Konecznego. I oczywiście wolno mi. Mam też po temu powód. Jest on jeden i zasadniczy. Państwa wielkie obszarowo, tworzą własne cywilizacje. To jest właśnie moja myśl. Prosty przykład; Węgrzy to potomkowie Hunów, osiedlonych na nizinie naddunajskiej. Jaką mają mentalność? Oczywiście europejską, cywilizacja oczywiście łacińska. Prawda? A gdyby tak ich państwo, kończyło się aż na Uralu, to czy mieliby też mentalność europejską i czy byłaby to cywilizacja łacińska? Oczywiście nie. Osoby piszące tego typu teorie, są niestety słabymi matematykami. Bo gdyby znały matematykę, to sprawdziłyby swoje teorie na warunkach brzegowych. Bo po to są te warunki i po to jest sprawdzanie. Nieprawdaż?
      PS. Wiele osób dało się tą teorią zarazić. Wiem.

      • zjanusz zjanusz pisze:

        Z całym szacunkiem Asie!
        Oczywiście każdy (zwłaszcza młody człowiek) ma prawo tworzyć swoje własne teorie. Ja mam póki co więcej zaufania do dzieł profesora Konecznego niż Twojej teorii. Przede wszystkim cywilizacja żydowska nie powstała w państwie wielkim obszarowo – więc już założenie o wielkoobszarowości państwa jako czynniku kreującym cywilizację tu nie pasuje. Cesarstwo Rzymskie niewątpliwie było z kolei wielkim państwem, ale na jego terenie żyło kilka cywilizacji, w tym malutka cywilizacja żydowska i dopóki cicho siedzieli, to Rzymianom to nie przeszkadzało zgodnie z zasadą „Divide et impera!”. Więc też się nie zgadza. Cywilizacja nie ma też wiele wspólnego z religiami. Na przykład jeden z chanów mongolskich był chrześcijaninem, co nie oznacza, że w wielkim obszarowo państwie mongolskim panowała wówczas cywilizacja łacińska. Cywilizacja nie jest też ściśle związana z narodami i grupami etnicznymi. W skład starożytnej cywilizacji greckiej wchodziły różne narody (choć spajał je jeden język). Nie jest związana też z językiem. Na przykład Żydzi (piszę z dużej litery, bo u nich naród i religia to jedność) na przestrzeni wieków mówili różnymi językami. Za czasów Jezusa aramejskim, przed II Wojną Św. w Europie środkowej jidisz, obecnie po hebrajsku. Cywilizacja nie ma też nic wspólnego z pochodzeniem etnicznym, podobnie jak Bułgarzy nie mają nic wspólnego (poza nabytym językiem) ze Słowianami jeśli chodzi o ich pochodzenie. Nawołujący tu co jakiś czas do jednoczenia się Słowian człowiek nie rozumie na przykład, że pomiędzy Słowianami istnieje nie do wyrównania przepaść cywilizacyjna. Ale tak jest jak się lekceważy to co napisał Koneczny. No bo ja jestem przecież mądrzejszy z natury i nie muszę czytać jakichś tam wypocin sprzed wieków, jakiegoś tam starego profesora. A może właśnie przeczytać i podejść twórczo. Udowodnić, gdzie Koneczny się mylił! Można też nic nie czytać i mieć o sobie wysokie mniemanie zgodnie z „Trylematem Lema”:
        Nikt nic nie czyta!
        Jeśli czyta – to nie rozumie!
        Jeśli czyta i rozumie – to zaraz zapomina!
        Z naukowym pozdrowieniem
        Żurek Janusz

        • AS pisze:

          Ponownie odzywa się w Panu, prof. Koneczny.
          1.Podstawą każdej cywilizacji jest obszar cywilizacyjny, w którym ona jest.
          2. Żydzi byli blisko utworzenia swojej cywilizacji, na polsko-rusko-litewskich terenach, ale do pełni szczęścia zabrakło im utworzenia państwowości. Zabiegali o to w Wersalu, ale im nie wyszło. Język tego przyszłego państwa już mieli i był to Jidisz.
          3. Teutoni nie tolerują na swoim terenie innych cywilizacji i ten problem we właściwy dla nich sposób rozwiązali. Ku uciesze konkurencji zresztą.
          4. Mam duże wątpliwości, czy na naszych Kresach i w Rosji byli to tak naprawdę Żydzi. Bo było ich zbyt dużo. Wg mnie byli to Chazarowie. Od jakiegoś czasu pojawiają się w Polsce ich kolejny zrzuty. I z roku na rok coraz więcej ich widać!
          5. Problem punktu 4, Rosjanie mieli już w Sojuzie. Wiem to z innych źródeł.
          6. Uważam, że Rosjanie władając tak wielkim obszarem stworzyli własną cywilizację, której my łacinnicy nie rozumiemy. Nie da się zarządzać tak wielkim obszarem poprzez parlament. Potrzebna jest silna władza wykonawcza. Dlatego Rzymianie przekształcili republikę w cesarstwo. Napoleon zrobił to samo. Bo tak wielki obszar musi uosabiać 1 osoba. Przecież Amerykanie mają to samo.
          7. Niech Pan zobaczy jak jesteśmy zadziwieni postępowaniem Ameryki. Bo mierzymy ją naszą europejską miarą. A to jest inna cywilizacja i mamy prawo jej nie rozumieć. Amerykanie wiedzą o tym. Rosjanie też to wiedzą, że ich nie rozumiemy. Tak jak i my ich.
          8. Świat jest niestety tak zbudowany, że to mniejszy musi rozumieć większego.
          9. Od prawie zawsze i nieustająco trwa walka cywilizacji. Łacinnicy też brali i biorą w niej udział i jest to doskonale opisane i dalej opisywane.
          10. Cywilizacji nie należy tworzyć, jak robi to prof. Koneczny. One po prostu były i są od zawsze i trzeba je tylko zauważyć.

          • Kula Lis 62 pisze:

            [2. Żydzi byli blisko utworzenia swojej cywilizacji, na polsko-rusko-litewskich terenach, ale do pełni szczęścia zabrakło im utworzenia państwowości. Zabiegali o to w Wersalu, ale im nie wyszło. Język tego przyszłego państwa już mieli i był to Jidisz.] lecz wyszło wciśnięcie Piłsudskiemu 600 tys litwaków, to był warunek uznania Polski/ naszej Niepodległości, czego On potem żałował, określając najgorszymi z wrogów bo wewnętrznymi.

  13. zjanusz zjanusz pisze:

    Koneczny dowodzi, że cywilizowanie kogoś na dwa, a tym bardziej więcej sposobów (obecnie tzw. multikulti) jest bezsensowne i jeśli się nawet uda, to prowadzi taką jednostkę, a nawet całe narody do kołobłędu. Nawet nasza kochana pani Aniela, niegdysiejsza entuzjastka multikulti wyraziła się jakiś czas temu publicznie: „Multikulti ist scheisse!”. Nawet było to w polskiej telewizji. Słabo znam niemiecki, ale tego zdania trudno było nie zrozumieć. Niestety zadufani w sobie zachodni „europejczycy” nie znają dzieł Konecznego, a poza tym w młodości zajmowali się opisywaną już tu przeze mnie „działalnością”, więc nie mieli czasu na studiowanie, a co dopiero dzieł Konecznego. Niestety w Polsce Koneczny również jest zamilczany na śmierć, a w szkołach wyższych jest wręcz „na indeksie”. Jeśli spytać jakiegoś studenta z wydziału humanistycznego o niego, to zrobi głupią minę i zapyta czy nie chodzi czasem o Koniecznego? Dobrym przykładem kołobłędu są komisarze europejscy i większość europosłów. Oni nawet nie wiedzą czego sami chcą i w jakim kierunku ma zmierzać Unia Europejska. Jeden „europejczyko – maoista”, drugi „europejczyko – socjalista”. trzeci „europejczyko – chadek – antyklerykał). Kołobłęd w pełnej krasie i wszystkich kolorach tęczy.
    Żurek Janusz

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

201963