23082017Nowości:
   |    Rejestracja

Relokacja, czy deportacja?


Spór o uchodźców został tak mocno spolaryzowany, że strach cokolwiek powiedzieć.  W zasadzie, jakby się zastanowić, to jako kraj zrzeszony w unii państw i kierujący się w polityce społecznej wartościami chrześcijańskimi powinniśmy bezapelacyjnie przyjąć uchodźców wojennych.


Relokacja_1

W przeciwnym razie, gdyby tak rosyjski niedźwiedź nagle postanowił powiększyć imperium o prowincje będące niegdyś jego protektoratem, słusznym byłoby, aby cały tzw. Zachód wypiął się na nas i zamknął granice.

 

Z drugiej jednak strony patrząc na to zacietrzewienie sądzimy, że nawet jako kraj zrzeszony w unii państw nie mamy problemu z uchodźcami, o czym możemy domniemywać mając w pamięci słowa Wiktora Orbana. Potwierdzeniem tych słów, o których słuszności jesteśmy przekonani byłoby referendum w sprawie relokacji uchodźców. Jesteśmy za referendum! Ale bez obaw, nie chodzi nam o referendum pośród naszego ludu. Przecież wiadomo, jaki byłby jego efekt, co tylko zaogniłoby i tak napięte relacje z UE i dokleiło nam już na stałe łatę ksenofobów, izolacjonistów, rasistów, nieczułych na dramaty innych ludzi.

 

Postulujemy referendum pośród ludu uchodźczego i imigracyjnego. Niech lud ten przybyły w wielkiej ilości do Europy wypowie się, czy chce zamieszkać we wschodnich biedalandach, by tam dołączyć do grona szczęśliwców goniących od dekad za wciąż niedościgłym PKB per capita, jakie osiągają kraje tzw. starej Unii (a co za tym idzie za tzw. socjałem lokującym się na najwyższym z możliwych europejskich poziomów).

 

Co do wyników tego referendum towarzyszy nam przeczucie graniczące z pewnością. Z pewnością, że chętnych do takiej relokacji nie będzie wcale, bądź tak niewielu, że kraj nasz poradzi sobie z zadbaniem o nich bez kłopotu. Co więcej, wyobrażamy sobie, że mnogie grupy zwolenników przyjmowania uchodźców i imigrantów, które stawią się na granicach naszego landu, by powitać z transparentami umęczonych przybyszów, będą liczebnie znacznie przewyższały chętnych do osiedlenia się u nas. Miejmy w pamięci chociażby doświadczenia litewskie.

 

I tutaj dochodzimy do sedna. Bo, jeśli tak miałoby być, mamy na myśli wyniki owego referendum, to tzw. relokacja wcale nią nie jest. Jesteśmy przekonani, że głęboki sens pojęcia relokacja zawiera w sobie zgodę zainteresowanych nią, czyli jej dobrowolność! Może i konieczność, bo w heimacie wojna, ale na pewno nie przymus.

 

W innym przypadku relokacja jest tylko sztafażem, eufemizmem dla właśnie przymusowego przesiedlenia, deportacji pod nadzorem do kraju, w którym uchodźcy znajdą się pod strażą z konieczności. W tym aspekcie słowa Prezydenta Dudy są wyrazem zaniepokojenia takim rozwojem wypadków. Bo jakie mamy prawo, by przetrzymywać ludzi, którzy nie chcą u nas być, a o tym, że manifestacją takiej postawy będą próby przedostania się z powrotem do starej Unii, czyli mówiąc wprost ucieczki, jesteśmy pewni.

Coś nam mówi, że nie ma takiej siły, aby arbitralnie wybrane władze Unii przychyliły się do pomysłu takiego referendum.

 

Problem uchodźców i imigrantów, to problem głównie państw starej Unii. Wystarczy przypatrzeć się dokładniej, jak zmieniają się warunki migracji. Te olbrzymie pontony, kapoki na grzbietach, organizacja i determinacja świadczą o przemyślanym biznesie uchodźczym. O również skutecznym „marketingu” całego przedsięwzięcia, w ramach którego przed zagubionymi i pozbawionymi przyszłości we własnych krajach niewolnikami roztacza się wizję raju w dostatniej Europie. Ale na jej mapie na pewno nie figuruje kraj o nazwie Polska i raczej żadne z pozostałych państw nowej Unii. Zdecydowana większość tych biedaków porzuconych przez własnych polityków, z których circa ¼ to analfabeci, nie ma pojęcia, co to jest Polska, gdzie się znajduje i wcale o niej, jako kraju docelowym swojej peregrynacji nie marzy.

 

Czym więc w obliczu takiego rozwoju wypadków stała się z własnej woli, wyboru albo i głupoty Unia? Monopaństwem, Molochem, który na naszych oczach w blasku propagandowych fleszy i towarzyszącej im obłudnej retoryki przeistacza się w Unię ciemiężycieli, najmniej w Unię nie radzącą sobie z problemami, które sama stworzyła. I ten rak poprzez powoływanie się na solidarność i unijne prawo rozprzestrzenić ma się z państw starej Unii na państwa nowej Unii.

 

Patrząc na to w szerszym kontekście można dojść do wniosku, że po raz kolejny nie udaje się historyczny eksperyment zintegrowania (albo przez przymus, jak w III Rzeszy i Rosji Radzieckiej, albo przez kooptację do wspólnoty począwszy od Wspólnoty Węgla i Stali i EWG) zróżnicowanych organizmów państwowo-narodowych pod wspólnymi sztandarami. Immanentną cechą takich tworów, która uwidacznia się z biegiem czasu jest centralizacja, arbitralizacja władzy, zanik mechanizmów demokratycznych, a na koniec dyktat przeradzający się w reżim. Bo im bardziej zróżnicowany organizm, tym więcej partykularyzmów, odrębności i tym trudniejsze problemy do rozwiązania. Coraz częściej pojawia się więc wołanie o rządy „silnej ręki”. I co więcej wołają o to nawet zaniepokojone społeczeństwa w próżnej nadziei, że to coś pomoże. Pomoże na pewno w procesie uzyskiwania totalnej władzy i kontroli przez europejskiego molocha.

 

Poza wszystkim, jakie to budzi skojarzenia, jaki kontekst historyczny tu się narzuca? A wszystko to, i chcemy to podkreślić, w entourage’u pseudohumanitarnej retoryki podobnej do tej, jaką posłużyła się Angela zapraszając każdego, kto żyw do Europy. Niemcy podobnie, jak i i inne państwa starej Unii znajdują się w czołówce państw zarówno eksportujących broń, jak i wikłających się w rozliczne konflikty mocarstwowo-mlitarne w skali świata. To skumulowany efekt tych konfliktów, który w nomenklaturze anglosaskiej nazwany został blow backiem, właśnie poprzez rzesze uchodźców, imigrantów obserwujemy.

Z pozdrowieniami red. nacz. Liber

Napisane przez:


rysownik, satyryk. Z wykształcenia socjolog. Ciągle zachowuje nadzieję

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

305793