27062017Nowości:
   |    Rejestracja

Rak zamiast wojny


Gdy dowiedziałem się, że mam raka nie było w tym nic dramatycznego. Na pewno nie odebrałem tego jako wyrok. Dziś gdy wiem w jak poważnych jestem tarapatach czasem mam takie myśli, ale natychmiast je odrzucam. Wtedy byłem tylko zaskoczony i jakby zaciekawiony tym co mnie spotyka… Prawdopodobnie podobnie musieli reagować Polacy w 1939 r. gdy nagle obce wojska weszły do ich rodzinnych miejscowości. Tak, zdecydowanie, rak ma w sobie coś z wojny. Nie słyszysz wprawdzie świstu bomb i terkotu karabinów maszynowych, ale niczym młodzież powstańcza rozumiesz, że nadchodzi ciężka godzina „W” czyli walka na śmierć i życie, z nadzieją na życie ale z pewnością kosztem cierpienia.


tomek_Parol

 

Miesiąc temu z pewnością jednak nie miałem takich myśli. Żyłem swoimi problemami rodzinnymi, kłopotami z finansami, zajmowałem się mandatami i przygotowywałem się do pisania książki o jednym z najlepszych śledczych w historii Polski. Co fundowało mi cowieczorną gonitwę myśli, którą zawsze porządkowałem sobie w głowie spacerując z psem około 1 – 2 w nocy i ćmiąc cienkiego papieroska mentolowego. Bo może nieczęsto ale popalałem – odprężało to mnie. Potem toaleta wieczorna i spać.  Ot zwykły rytm dnia.

 

 

Otóż właśnie podczas wieczornego szorowania zębów wymacałem sobie powiększony węzeł chłonny na szyi z lewej strony. Zajrzałem też do gardła – lekko powiększony lewy migdałek.

 

 

– Może masz jakąś infekcję albo anginę? Idź na kontrolę do Lux Medu – zaproponowała żona. Lekceważyłem, machałem ręką ale się uparła i mnie zapisała. Być może uratowała mi życie.

Lekko powiększony migdałek nie zaniepokoił internistki, za to zainteresowała się węzłem chłonnym:

– Bardzo boli? – zapytała uciskając

– Nie, w ogóle.

– To bardzo dziwne – skomentowała – powiększony powinien boleć, wyślę Pana na USG.

 

 

Potem z wynikiem USG trafiłem do laryngologa. Opis badania nie wskazywał na nic groźnego, ot powiększony, dobrze ukrwiony węzeł chłonny, żaden tam guz, typowy wygląd jak przy infekcji ale dziwne, że tylko z jednej strony. Laryngolog wysłał mnie więc na punkcję.

 

 

Nie wiem kto robi najlepiej biopsję cienkoigłową i jest najlepszym diagnostą w Warszawie, ale moja żona uważa, że dr Tadusz Kubicki i ja jej wierzę. Agnieszka wie o niektórych specjalistach prawie wszystko i wie jak zrobić, by się do nich dostać. Trzy i pół tygodnia temu wylądowałem u Kubickiego na leżance. Sprzęt najwyższej klasy, wprawna ręka, ukłucia prawie nie poczułem, gdy zauważyłem na podglądzie USG, że mam głęboko wbitą igłę właśnie lekarz ją wyciągał. Wszystko trwało 5 minut. Za tydzień miałem przyjść po wyniki.

 

 

Kompletnie się tym nie przejmowałem. Nie miałem podstaw, laryngolog uprzedził mnie, że punkcję zleca praktycznie pro forma, głównie z ciekawości co to jest nie z powodu zagrożenia. Druga laryngolog, którą jeszcze zdążyłem odwiedzić – żona kazała mi się upewnić czy biopsja cienko czy gruboigłowa – zwyczajnie mnie ochrzaniła, że lekarz od biopsji już wie jaką zrobić, a ona z takim byleczym w ogóle żadnej punkcji by mi nie zlecała. Poczułem się jak hipochondryk i takie właśnie odczucie towarzyszyło mi przez następne 7 dni.

 

 

No nic k… ważnego, po prostu spełniłem zachciankę żony i gdy będą wyniki przestanie się martwić.

 

 

Nie przypuszczałem, że moje osobiste Powstanie Warszawskie już puka do drzwi.

 

 

W NZOZ Dr Brankowska na Jana Pawła II pojawiłem się punkt 10.00 – właśnie przyszły wyniki i ludzie odbierali po kolei. Nazwisko i karteczka z wynikiem w okładce. Tylko moją przed wręczeniem wyjęli z okładki i zkserowali – zachowanie inne, powinienem się zaniepokoić, ale gdzie tam. Zaczynam czytać diagnozę i pada pytanie: – pod opieką którego onkologa Pan jast?

 

 

– Żadnego proszę pani, ja dopiero teraz się zorientowałem, że mam raka – odpowiadam spokojnie i widzę, że kobiecie w białym fartuchu za ladą recepcji lecznicy oczy się robią wielkie jak spodki. Co ona sobie wtedy myślała? Że powinienem krzyczeć, rozpaczać lub normalnie paść trupem? Nie wiem, może powinienem, nie wiem jak zachowują się inni. Ja wyszedłem i po raz ostatni w życiu zapaliłem papierosa czytając raz po raz:

WNIOSEK – cellulae carcinomatosae

KOMENTARZ – Obraz cytologiczny przerzutu ulegającego masywnej martwicy, niskodojrzałego raka prawdopodobnie ze strefy nosogardła.

Kompletnie się nie znałem na nowotworach, chociaż w mojej rodzinie u najbliższych mieliśmy z nimi do czynienia – szczęściem ze szczęśliwym zakończeniem, ale zrozumiałem, że jeśli są przerzuty to cancer jest złośliwy. Zacząłem się zastanawiać co to znaczy, co mnie czeka, wyrzuciłem do kosza na śmieci zabunkrowaną w teczce paczkę papierosów, które czasem popalałem i zadzwoniłem do żony. 20 minut później szedłem słoneczną Al. Solidarności w kierunku Metro-Arsenał, a w zasadzie lewitowałem czując się jak Tytus z komiksu w trójwymiarowym dziwnym świecie i nuciłem niepoprawną piosenkę z Rodziny Poszeprzyńskich:

 

 

„Panie doktorze czy to rak? A doktor na to: tak, tak, tak…”

 

 

– Ja pieprzę, mam raka… – w tym momencie następuje zrozumienie, jest ryzyko, nie wiem czy poważne, ale czas na modlitwę i uporządkowanie swoich spraw.

– A więc wojna, od dziś wszystkie inne sprawy schodzą na dalszy plan! Pamiętamy to prawda?

 

 

Tak, rak to wojna, nie na zewnątrz ale wewnątrz nas, z cierpieniami, płaczem najbliższych, tchórzostwem i odwagą, godnością i poniżeniem, bólem, zagrożeniem i wygraną zależną od szczęścia, broni jaką użyjemy, dowódców i naszego własnego morale.

 

 

Gdybym był poetą miałbym temat i pierdalnąłbym poemat, a tak trzeba było zatrzymać się, usiąść gdzieś w spokoju i pomyśleć co robić. No co robić?

 

 

Godzinę później byłem już w Centrum Onkologii na Ursynowie. Przewodniczką był moja Mama, zdenerwowana ale dziwnie spokojna i stanowcza. Wydawało się, że rejestracja jest niemożliwa od ręki, baba w okienku nam odmówiła. Kazała się zarejestrować przez Internet, potem dzwonić, uzyskać potwierdzenie rejestracji Internetowej, jakiś numer i dzień zaproszenia do okienka pierwszej wizyty, gdzie tegoż dnia za kilka dni miałem dopiero się stawić, by umówić na kolejny termin do onkologa. Byłem kompletnie zagubiony jak szerpa w wodach oceanu. Ale nie moja Mama, ona wygrała tam z rakiem, walczyła przez wiele lat, wiedziała jak się tam poruszać. Poszliśmy na skróty czyli od razu do rejestracji pierwszej wizyty już 29-tego lipca miałem mieć wizytę u lekarza onkologa. Ja byłem zadowolony przyspieszeniem sprawy, a żona załamana dalekim terminem. Postanowiła działać.

 

 

Jeśli Rak jest naszą wojną to możemy już na wstępie przegrać jako nieprzygotowani amatorzy. Nie wiemy jeszcze co to czas, nie wiemy jak walczyć, nie mamy poczucia zagrożenia. Nagle wskoczyliśmy z kina do filmu pełnego lekarzy, krwi, zabiegów, pacjentów i ludzi pokancerowanych. Słowo „pacjent” etymologicznie znaczyło „cierpiący” – zanim zachorujemy na raka, a mamy doświadczenia takie jakie miałem ja ograniczające się do gryp, angin, bólu głowy i urazów z których najgorszym było złamanie nadgarstka i pogryzienie dłoni przez psa – nie wiemy co to być prawdziwym pacjentem. Wcześniej czasem bywaliśmy chorzy i poszkodowani, a teraz stajemy się CHORZY z zagrożeniem życia i perspektywą strasznego bólu. Wcześniej co najwyżej bójka na piąchy i kastety, teraz wojna na amunicję ostrą i bagnety. Gdy my zmarnujemy czas podczas starcia z rakiem, możemy zostać od razu śmiertelnie zranieni. Nie można na to pozwolić oddawać pola, nie mogą nam na to pozwolić nasi bliscy, którym na nas zależy. Trzeba działać jak najszybciej i najbardziej stanowczo się da, furda z grzecznością, konwenansami, tu się walczy o życie. Więc gdy ja się cieszyłem, że udało nam się trochę wszystko przyspieszyć moja żona odnalazła gdzie przyjmuje prywatnie prof. Kawecki, szef oddziału onkologicznego Głowy i Szyi w Centrum na Ursynowie i umówiła mnie na odpłatną wizytę u niego tego samego dnia. Umówiła… W zasadzie ubłagała przemiłą Panią z Onkolmedu, by zapisała mnie jako dodatkowego pacjenta.

 

 

Pojechałem – przyjął. Nigdy jeszcze nie spotkałem tak znakomitego lekarza i przeuroczego człowieka jednocześnie. Kulturalny wysoki brodacz w typie profesora sprzed 100 lat. Zbadał mnie bardzo dokładnie i przejrzał wyniki:

 

 

– Mamy raka migdałka, ostry przebieg z przerzutami do węzłów chłonnych, ale być może nie jest bardzo zaawansowany, musimy to sprawdzić bo biopsja z igły w przerzucie to za mało, prawdopodobnie czeka Pana bardzo ciężkie leczenie, ale mam zamiar Pana wyleczyć. Co laryngolog powiedział na Pana migdałek?

 

 

– Nic, że powiększony, ale nie niepokojąco. Zaniepokoił się węzłami.

 

 

– Nie jestem laryngologiem ale moim zdaniem powinni się douczyć, rak gardła tego typu w jamie ustnej nie musi wywoływać wielkich zmian nawet w stanie mocno rozwiniętym.

 

 

 

– Co to znaczy ciężkie leczenie? Co mam teraz robić Panie Profesorze?

 

 

Zarejestruje się Pan na 18-tego do pokoju 44 na pobranie sporego wycinka do biopsji. Potem ustalimy jednocześnie chemię i naświetlanie, będzie Pan bardzo poparzony, bardzo słaby i bardzo cierpiał.

 

 

Być może to wszystko brzmi bardzo banalnie, rozmowa jak z książeczki dla dzieci. Ale tak właśnie wyglądała. Dorosły prawie 45-letni mężczyzna, zazwyczaj dosyć pewny siebie, wygadany, niegłupi podobno (nawet zdaniem własnej żony)… tym razem niczym dziecko we mgle u stryjecznego wujka. Człowiek z miasta wylądował w leśniczówce, czy w dżungli, albo człowiek z dżungli, Greystok, wylądował w wielkim mieście pełnym wieżowców. Gimnazjalistka na linii frontu w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego. W miejscowości Majątek Reguły w okolicach przystanku EKD o godzinie 17.00 w dniu 1 sierpnia 1944 r. szli harcerze z Szarych Szeregów chcąc dotrzeć do Warszawy i walczyć. Szli spacerkiem nieświadomi powagi chwili i nagłej zmiany reguł gry, zupełnie jak ja po odebraniu wyników wzdłuż Al. Solidarności, rozmyślali, rozmawiali, trzymając w rękach to wszystko co mogło się przydać jako broń. Najczęściej noże, jeden z nich miał pistolet, wrześniowy, bez naboi. Naboje i broń zdobędą na wrogu. Nie było im dane, nie spotkali przewodnika, który by ich mądrze wprowadził w tą wojnę, dał szansę – gniazdo karabinu maszynowego odezwało się 17.05 z dachu sklepu koło stacji. Wszyscy młodzi ludzie zginęli, niektórzy umarli zanim zorientowali się co się właściwie stało. Ich ciała jak sztachety płotu wpadły do rowu. Ekshumowano ich dopiero po wojnie. Ja miałem szczęście, a przynajmniej na to wygląda, że mam, mój przewodnik to prof. Kawecki. Chociaż, to nie od niego się dowiem ostatecznie, że mój rak to P09G3T4A czyli bardzo złośliwa bestia, o wysokim stopniu zaawansowania i trudna do leczenia. Teraz czekam na tomografię PET, która wyjasni czy nie mam dalekich przerzutów co zwiększy znacznie moje szanse. Ale o tym w kolejnej części, bo późno a muszę w tej Chorobie dbać o zdrowie i samopoczucie.

 

 

Tomek Parol

 

 

Po co to piszę? By ostrzec, skierować na profilaktyczne badania wszystkich tych, którym cos przeszkadza w gardle, którzy mają powiększone węzły chłonne, którym się pogorszył zapach z ust. To nie musi być taka cholera, ale sprawdźcie czy nie jest, bo jeśli to rak, to wczesnego można względnie łatwo się pozbyć. Piszę także, by podpowiedzieć okiem jeszcze zadziwionego jak się poruszać w onkologicznej służbie zdrowia, by poprawić sobie i innym chorym morale przed walką oraz w jej trakcie, pokazać jak się wygrywa, a zdrowym pokazać od wewnątrz jak życie chorego, do niedawna też zdrowego. Piszę też, by nie stać się tylko pacjentem, ale wciąż być człowiekiem, mężem, synem, ojcem, bratem, dziennikarzem i blogerem. By uczłowieczyć to co się dzieje w murach szpitala, w łóżku, w umyśle, pod lampą i w poczuciu wielkiego zagrożenia. Bo dziś nie mamy wojny, większość żyje w pokoju lecz niektórzy walczą i cierpią. To My tuż koło Was, a ja od Was do Nas właśnie przetransformowałem i zdaje się, że będę miał wiele do opowiedzenia.

Dalsze części się będą ukazywać na portalu „Zdrowie Za Zdrowie” – www.zdrowie.3obieg.pl

 

Napisane przez:

Kontakt: kontakt@anuluj-mandat.pl

Tomasz Parol - Redaktor Naczelny Trzeciego Obiegu, bloger Łażący Łazarz, prawnik antykorporacyjny, zawodowy negocjator, miłośnik piwa z przyjaciółmi, członek MENSA od 1992 r. Jeśli mój tekst Ci się podoba, lub jakiś inny z tego portalu to go WYKOP albo polub na facebooku. Jeśli chcesz zostać dziennikarzem obywatelskim z legitymacją prasową napisz do nas: redakcja@3obieg.pl

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 33 dla artykułu "Rak zamiast wojny"

  1. Pagi pisze:

    Tomku – dużo siły na walkę z chorobą i jak najszybszego powrotu do zdrowia. Czytelnik.

    • IM HOTEP pisze:

      Żeby coś naprawić, to trzeba najpierw usunać przyczynę. Jeden z najbardziej znanych polskich onkologów prof. S. na zadane przeze mnie pytanie o przyczyny powstawania raka odpowiedział, że sa nieznane. Profesor nie ma jednak problemu tytułować się specjalista od leczenia nowotworów.
      Według brytyjskiego Lancet’a tylko 2% nowotworów leczonych konwencjonalnymi metodami można uznać za sukces. To jest tyle, co można uzyskać nie leczac w ogóle, albo jedzac tylko placki ziemniaczane. Więc jak szyderstwo brzmi propagowane w ptv hasło „Rak – to się leczy.” Dziś jest ogólnie wiadomo, że wpółczesna medycyna w kwestii teorii i praktyki jest instrumentem w rękach przemysłu farmaceutycznego, a ten jest częścia szerszej agendy nwo. Tytuł twojego artykułu jest nadwyraz trafny, zwłaszcza, gdy się tyczy autentycznego frontu wojny, jaka jest toczona w ukryciu przeciwko ludzkości. O globalnej depopulacji mówia już bez żenady takie „autorytety”, jak Bill Gates i inni.
      Przyczyna raka jest znana od tysiacleci. Jest nia utrata sił obronnych organizmu.
      Dzieje się to na skutek czynników psychicznych lub środowiskowych, które sa kwestia osobistych wyborów człowieka, ale najczęściej nieświadomych. Te wybory moga być świadomie narzucane z zewnatrz i stad z taka latwoscia ci, ktorzy dysponuja odpowiednimi środkami sa w stanie wywołać epidemie chorób wszelkiego rodzaju.

      Mam dla Ciebie jednak lepsze wieści. – Rak jest uleczalny i wynik zależy tylko od Ciebie.

      Pewien amerykański lekarz zainteresował się 5 japońskimi przypadkami spontanicznego wyleczenia raka bez interwencji lekarskiej.
      Oto cechy wspólne łaczace tych ludzi:

      1. Choroba objawiła się w następstwie przedłużajacego się silnego stresu emocjonalnego.
      (Stres i wszelkie negatywne stany emocjonalne niszcza system obronny, stwarzajac warunki do rozrostu bakterii, wirusów, grzybów(rak jest grzybem) etc.)

      2. Wszyscy byli bardzo wierzacy i wiadomość o chorobie przyjęli z pokora, dziękujac Bogu za przeżyte chwile.
      (Jeśli wierzysz, oddaj Bogu, co boskie i nie martw się o swoje zdrowie, a zobaczysz, że spadnie Ci kamień z serca.)

      3. Wszyscy zaakceptowali wolę boska, ale nie była to rezygnacja z resztek życia. Wręcz na odwrót, zajęli się uporzadkowaniem swoich spraw i sprowokowani sytuacja zajęli się tym, na co zawsze brakowało im czasu, a co zawsze chcieli zrobić.
      (Rób, co kochasz. Jak w biegu napotkasz coś, co Cię zachwyca, zatrzymaj się, popatrz.)

      4.Wszyscy dokonali rachunku sumienia wybaczajac wszystkim, którzy ich skrzywdzili i uznajac swoja rolę w konfliktach z innymi, wybaczyli i sobie za krzywdy wyrzadzone innym. W ten sposób pozbyli się gniewu i wszelkich negatywnych stanów ducha.
      (Jeśli ktoś Cię zranił, wybacz. Nie trzymaj w sobie żadnych urazów. WYBACZAJ. Uwierz, że wszystko jest dobrem.)

      5. Nie mówili, ani nie myśleli o chorobie i ta po prostu zniknęła bez śladu.
      (Im więcej o czymś myślimy, tym bardziej to staje się częścia naszego źycia. Nie uciekajmy, nie gońmy, a nie zabraknie nam niczego.)

      Życzę Ci dobrych wyborów i zdrowia.
      Jeśli potrzebujesz dodatkowych wskazówek, bardzo chętnie służę. Pisz na adres mailowy.

      • IM HOTEP pisze:

        PS.
        Dieta i suplementy, jakkolwiek drugorzędne moga wzmocnić system immunologiczny, oczyścić z toksycznych złogów i odbudować szkody.
        Ogólnie trzeba odkwasić organizm dieta i wyciszeniem. Świetnie działa chlorella/spirulina. Ale nie tylko.
        Jeśli zdecydujesz na aktywne leczenie, to jest naprawdę wiele sposobów i to bardzo tanich.
        Spokojnie to rozważ. – Chemia leczy tylko 2% przypadków. Ja straciłem kilka bliskich osób, które wolały zainwestować swoje ostatnie pieniadze w profesorów.

        • IM HOTEP pisze:

          PS2
          Twoja dobra rada odnośnie badań wymaga zastrzeżenia. Otóż badania moga nierzadko prowadzić do powstawania nowych lub rozprzestrzeniania już istniejacych nowotworów. Przykładem jest mamografia, rentgen, czy biopsje (że nie wspomnę o samym „leczeniu” – toksyczna chemia czy naświetlania).
          Już sam stres w oczekiwaniu na wyniki może wywołać stany zapalne w organiźmie, czego sam doświadczyłem. To, o czym tu pisze wynika z mojego osobistego doświadczenia samowyleczenia z „nieuleczalnej” choroby.
          Jak wspomniałem, straciłem kilka bliskich osób, które postawiły na leczenie w ortodoksyjnych klinikach. Tymczasem mój pies, który zdychał na galopujaca białaczkę po miesiacu leczenia domowymi metodami jest dziś bez śladów choroby i uznany został za ewenement przez 5 niezależnych specjalistów, którzy wcześniej po próbach leczenia zalecali jego uśpienie.

          Oczywiście, to sa moje osobiste doświadczenia i zachęcajac Cię do podjęcia przemyślanych decyzji muszę podkreślić, że ostatecznie sam musisz wybrać drogę, która jest dla Ciebie najlepsza.

    • Lola pisze:

      Nie ma chorob nieuleczalnych!kazdy ma ukrytego raka , bestia wylazi wtedy, gdy ktorys z organow zostanie oslabiony, wtedy bestia czuje sie jak paczek w masle, wiadomo, lepiej zapobiegac niz leczyc, swietne rezultaty daje zolty sproszkowany korzen z turmeric /kurkuma/+black seed /mozna zmielic/+cumin powder+ organic blackstrap molasses+oliwa z oliwek wszystkie skladniki wymieszac na papke w pojemniku mozna zrobic na tydzien lub dluzej przechowujac w lodowce, sproszkowanych korzeni po 10 lyzek, molasses 3-4 lyzki uzupelnic oliwa z oliwek do powstania papki, przyjmowac 3x dziennie po lyzce stolowej,pestki moreli tyle ile sie zje moreli tyle pestek najlepiej pestke otworzyc obcegami zaczac od 3 pestek 3 x dziennie i zwiekszac ilosc do 5 pestek 3xdziennie, soda oczyszcona dokladnie rozpuszczona w szklance cieplej wody z dodatkiem soku z cytryny lub organic ocet jablkowy, koniecznie wspomagac kuracje ziolami podanymi przez ktoregos z pana czytelnikow..Zycze szybkiego powrotu do zdrowka,i wiem, ze wygra pan te bitwe..

  2. Roman1955 pisze:

    Tomku, a ja ci radzę choć nie mam doświadczenia, nie walcz tylko się zaprzyjaźnij , zrozum co Ci chce ten twój nowy”przyjaciel ” powiedzieć . Na pewno dacie radę . Miej też ograniczone zaufanie do lekarzy oni leczą a nie doprowadzają do zdrowienia. Tak jak patrzysz na łapki naszym politykom , sądom, zrób to samo z lekarzami. Zacznij szybko od radykalnej zmiany diety. Ona jest podstawą. Powodzenia i trzymam kciuki.

  3. Witkacy Witkacy pisze:

    Wracaj nam jak najszybciej do zdrowia Tomaszu .
    Masz potężną broń , to optymizm w swojej walce z wrogiem który Cie zaatakował . Jestem pewien ze już niedługo zmienisz swoją historie życia tak jak Powstanie Warszawskie zmieniło losy Narodu Polskiego .Wielki Heroizm pozwolił zachować tożsamość etniczną tym samym odrodzić się Polakom jako Naród ze swoim językiem , Polskim językiem . A nie jako republika ZSRR.
    Choroba to dramat , wierze w to ze zakończenie będzie rychłe i z pozytywne w finale .

    ŻYCZĘ SZYBKIEGO POWROTU DO ZDROWIA .

  4. CAR pisze:

    Panie Tomaszu

    Cóż za miażdżąco lekki, prosty i wstrząsający tekst. Uczynił Pan dla mnie tak wiele tym tekstem. Proszę dbać o siebie i się nie dawać. Oczywiście przestać palić.

    Życzę szybkiego powrotu od zdrowia.

    Wieloletni czytelnik.

  5. Aśka pisze:

    Rak ? podetrzyj się rakiem !

  6. Andrea pisze:

    Tomek !

    Pokaz Twoje gardlo Dott. Tullio Simoncini w Rzymie ! Telefon: 335/29 44 80

    Mowi rowniez po angielsku.

    Rak to wieloletnia kolonia grzybiczna. Chemia i napromieniowania zabijaja ludzi !

    Do Rzymu masz niedaleko z Polski !

  7. Jacek S. Masłoń pisze:

    Panie Tomku,

    Kiedy przeczytałem kilka dni temu, że ma Pan raka, coś mną trzepnęło mocno. Jako to!? Do cholery! Tacy kapitalni ludzie, którzy robią tyle dobrego dla innych, którzy…Ech, mowę mi odebrało. Często czytam Pana felietony, oglądałem prowadzone przez Pana wywiady i za cholerę nie zamierzam przestać. Piszę tę krótka notkę też z tego względu, że trochę otarłem się o to coś. Cholera, wylądowałem w tamtym roku w szpitalu, inny organ w rozsypce dość znacznej. Ale nie istotne. Myślę, że wiem, jak Pan się czuje. Ale kiedy czytałem dziś ów tekst zamieszczony powyżej, to widzę niezwykle silnego faceta, bardzo otwartego, szczerego, idącego na wojnę!
    I tę wojnę zapewne Pan wygra! Będę trzymał kciuki a i modlitwę zmówię tak, jak potrafię… tyle mogę, bo cóż ja więcej mogę…Cholera, Walcz Pan, zresztą już Sam Pan Wiesz… Jak widzę, jest Was tam sporo w Rodzinie, wsparcie Pan ma i to swoje ogromne poczucie humoru. Z całego serducha życzę – WRACAJ PAN DO ZDROWIA!

  8. AS pisze:

    Horrerra! Że tak młodzi mają to raczysko. Kiedyś trzeba było na niego zasłużyć. Dożyć do niego. Niech Pan się nie da! W sposób, który niedawno opisałem. Niech Pan to przeczyta. Serdecznie pozdrawiam!

  9. wojakswojak pisze:

    Panie Tomku, ważne że choroba wcześnie zdiagnozowana zatem nawet nasze łapiduchy sobie z nią poradzą. Tylko niech Pan z chemioterapią uważa bo łysina jest deczko męcząca w takie upały jak teraz (wiem co piszę :) ) Mój dziadek też miał raka (zdiagnozowany gdy miał 65 lat), całe życie nie żałował sobie pił, palił i umarł ze starości w wieku 98 lat ( nie poddawał się chemii ani radioterapii bo to według niego mało męskie było 😀 ), pewnie jak to mówią „kto pije i pali ten nie ma robali” (faktem jest że to kresowiak był zatem zahartowany w bojach 😉 ). A tak na serio, trzymie kciuki za Pana.

  10. kowalus pisze:

    Szanowny Panie,
    POWODZENIA!
    Ja jestem zdrowym młodym cżłowiekiem, ale znam chorych. Bardzo interesuję się zdrowiem człowieka. Dużo czytam.
    Na 1szy ogień polecam przeczytać WSZYSTKIE WĄTKI na http://www.akademiawitalnosci.pl !!!
    Wraz z komentarzami w dyskusji. Bedzie tego cały weekend czytania – ale to będzie atomowa porcja wiedzy. Mozliwe, że się Pan popłacze. Na poczatek http://www.akademiawitalnosci.pl/historia-emilii-zdrowa-mama-i-zdrowe-dzieciaki/
    Na tym blogu i na innych szczególnie zwracać uwagę na:
    – siemię lniane,
    – witaminę C (kwas L-Askorbinowy w megadawkach) + raport dr Jaffee
    – oleje
    – równowaga kwasowo-zasadowa i odkwaszanie organizmu (soda oczyszczona!!!),
    – zgubne działanie cukru i rafinowanych wegli,
    – zgubny wpływ białej mąki,
    – śmierć czai się w jelitach + kiszonki + probiotyki!!!!!!!!
    – oczyszczanie Dr Ewa Dąbrowska

    Ponadto do obejrzenia na youtubie DROGOWSKAZY ZDROWIA i Stefania Korżawska – o ziołach! Jest w nich ogromna moc. Np Nalewka z liści dębu, zwana od stuleci na dworach Nalewką antynowotworową! Teraz deby są pełne lisci.

    Jak się Pan odezwie na mojego maila to mogę podesłać Panu w pdf ksiązke Profesora Ozarowskiego. To mistrz polskiego zielarstwa. Koniecznie do przeczytania wywiad z nim http://www.aloetech.pl/?go=porady&category=546&id=977

    Proszę pić codziennie wodę z cytryną i zioła (nagietek lekarski, rumianek, melisa, szałwia, babka, kwrawnik, macierzanka, lipa, i wiele innych). Żądnych czarnych herbat.

    Redukcja mięsa w diecie (zakwasza i jest rakotwórcze)

    Koniecznie książka prof Campbela „Nowoczesne zasady odzywiania” – tam przeczyta Pan jaką pozywką dla raka jest kazeina mleczna!!! SZOK. Strasznie potęguję wzrost nowotworow! Odstawienia mleka/kazeiny zatrzymuje nowotwór!!!!

    Książka dr Fuhrmana „Jeść by żyć” lub „Superodporność”.

    Dr Ewa Dąbrowska i dieta warzywno-owocowa. Ma turnusy w Polsce. Leczy z najciezszych gówien. Na youtubie jest jej wykład. Polecam jej książki. Są świetne!

    Bożena Żak-Cyran „Energia zycia energia z pożywienia”.

    Proszę zainteresować się cudem terapii Gersona. Na youtubie i w necie jest dużo informacji. Są też książki. W Meksyku i na Wegrzech jest klinika Gersonów!!!

    Tematy diety antyrakowej.

    Zielone koktaile. „Rewolucja zielonych koktajli” Victoria Boutenko.

    ANTYOKSYDANTY I BIOFLAWONOIDY! :)))))))

    mam nadzieję, że Pan to odczyta.

  11. kowalus pisze:

    p.s.
    absolutnie codziennie w diecie KASZE JAGLANA!!!
    jest coraz częściej w sklepach, ja kupuje w Poznaniu na targu i w Makro.
    W google wpisac kasza jaglana + zdrowie.

    No i pyłek kwiatowy + kit pszczeli (propolis, nalewka z propolisu)

  12. Jack Mac Lase Jack Mac Lase pisze:

    Nie chcę się wtrącać, ale oprócz standardowego leczenia spróbować metodę soku cytrynowego i sody opisanej w artykule http://wolna-polska.pl/wiadomosci/rak-cudowna-mieszanka-cytryna-soda-oczyszczona-2014-07
    Na pewno nie zaszkodzi, a może pomóc.
    Ponoć dożylne podawanie witaminy C zabija komórki rakowe, nie szkodząc zdrowym. To jest opisane tutaj: http://www.naturalnews.com/043972_vitamin_C_cancer_treatment_intravenous_injections.html
    Życzę zdrowia

  13. Edyta pisze:

    Panie Tomku, w tak lekki sposób opisał Pan tak poważny osobisty problem, dramat. Wierzę że wygra Pan tę wojnę. I tego zwycięstwa Panu życzę. Wspieram Pana modlitwą.

  14. zibi pisze:

    Panie Tomaszu walka to Pana przeznaczenie ! Jest Pan twardy – ludzie z rakiem wygrywają trudną walkę ! Pan też da radę -my trzymamy kciuki……

  15. pablo3 pablo3 pisze:

    na pewno optymizm nie zaszkodzi w tej sprawie. i wiecej wyjazdow poza miasto. powodzenia.

  16. Art pisze:

    Panie Parol,cenię Pana bardzo za odwagę.Wierzę,że pokona Pan i tego wroga.A ja od siebie będę pamiętał o Panu w codziennej modlitwie.

  17. Freedom Freedom pisze:

    Tomek – trzymaj się, będzie dobrze.
    Modlę się o Twoje zdrowie więc gotuj się na cud ozdrowienia!
    I nie zdziw się jak lekarze nie będą wiedzieli co się stało, że wyzdrowiałeś tak szybko :)
    Bóg z Tobą.

  18. Rebeliantka Rebeliantka pisze:

    Zdrowiej szybko.
    Dbaj o kondycję, w zasadzie każda choroba jej wymaga, a ta szczególnie, co już wiesz.
    Trzymam kciuki bardzo mocno.

  19. Michal pisze:

    Witam.
    Zycze powodzenia w walce z rakiem.
    Prosze zapoznac sie z terapia Gersona. Nie chorowalem, ale moja mama tak. Szkoda ze wtedy o tym nie slyszalem. Jest tez film Jedzenie ma znaczenie. Na YT jest chyba jeszcze.
    Pozdrawiam. Michal

    • Michal pisze:

      Acha. I wit. B17, maja jej duzo pestki z moreli. Poczytaj. Polecam. Czesc ludzi uwaza ze to bzdury, ale poczytaj i wyrob sobie sam zdanie na te tematy.

  20. Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

    Wszystkim bardzo dziekuję za wsparcie. Chcę nie tylko wygrać z rakiem ale jeszcze pokazać innym w takiej sytuacji, że można, trzeba i jak to zrobić. Boje się jak pieron ale co z tego, mam determinącję dłuta w rękach Michała Anioła.

  21. opeka pisze:

    prosze dbac o siebie
    i kontrolowac to co robia lekarze
    niestety w tym systemie kontraktow
    sa tylko ludzmi podawanymi naciskom etycznej deprawacji

    pacjent onkologiczny musi miec wyznaczony termin przyjecia od reki
    jak widac nic sie nie zmienilo od 15 lat
    probuja zanizac statystyki oficjalego oczekiwania na przyjecie

    poprzez kruczki przyjscia w innym terminie
    wpisujac pacjenta na zeszyt sms czy maile

    co gorsza techniczne i technologie medyczne mozliwosci
    sa wieksze niz skapi nfz idiotycznymi kontraktami
    sprzet stoi i sie starzeje na jednej zmianie albo mniej
    lekarze sa w stanie wiecej przyjac chorych pacjenci czekaja
    na niewiadomo co tracac cenne godziny

    kontraktami ktore sluza jedynie zbijaniem kasy przez najwiekszych lajdackich cynikow

    przewodnictwo doswiadczonej bliskiej osoby w tym swiecie polskiej aberacji medycznych procedur jest wyjatkowo bezcenne
    niestety pieniadze niezbedne na cala otoczke tzw wsparcia medycznego i istotnych ponadnormatywnych badan laboratoryjnych tez sa niemale

    jesali istnieja znaczniki obecnosci tego typu nowotworu
    prosze koniecznie zrobic oznaczenie przed leczeniem poziomu tych znacznikow
    aby byl punkt odniesienia do pomiarow po zabiegach

    zycze aby pirwszy wezel ratowniczy byl tym jedynym pierwszym i ostatnim zmagajacym sie z choroba

    jeszcze raz zycze spokania z dobrymi ludzmi o profesjonalnej wiedzy i z mentalnoscia
    lekarzy rozumnych myslacych i sluchajacych uwaznie informacji od pacjenta i jego najblizszych

  22. Jan Paweł pisze:

    Panie Tomaszu, polecam książkę Andreasa Moritza „Rak nie jest chorobą” (a także inne jego książki- mnie juz pomogły).
    http://www.taniaksiazka.pl/rak-nie-jest-choroba-andreas-moritz-p-391957.html?gclid=CLfD6uGC-b8CFavHtAodDm4A9Q
    i dużo zdrowia:-)

  23. kowalus pisze:

    dodam jeszcze jeden z kluczowych zagadnien antynowotworowych: kuracja dr Budwig. Olejem lnianym. Bardzo dobry temat.

    Co jeszcze? Woda z miodem i sodą , do picia. Komórki rakowe chłoną cukier potężnie, wraz z nim przemycana jest mordercza dla nich soda.

    Pozdro!

  24. darekka pisze:

    Witam szanownego Redaktora i trzymam kciuki za Pana w tej walce, jednocześnie dodam ,iż można go pokonać dowód:3lata temu również musiałem walczyć z najeźdźcą w postaci nowotworu z przeżutami do węzłów chłonnych rokowania 50/50.Terapia:wycięcię głównego guza i chemioterapia w COI Warszwa przy Roentgena. Po 2msc. naprzemian tydzień szpital i 2 dolewki w odstępach tygodniowych i tak 3 pełne cykle BEP-efekt w trakcie leczenia kompletny brak sił,gorączki,wręcz krytyczne wyniki morfologii, a obecnie już 3 rok leci bez nawrotu a zgodnie z medycyną jak doczekam do 5ego to dopiero będę mógł powiedzieć o wyzdrowieniu.
    Słowem wymagany jest hart ducha,niepoddawanie się psychicznie i o ile siły pozwolą w trakcie leczenia to starać się cieszyć chwilą.
    Pozdrawiam

  25. Mir Mir pisze:

    Tomek, trzymaj się.

  26. Za każdym razem gdy słyszę niewesołe wieści – ktoś ma raka, ktoś zginął w wypadku samochodowym itp – zawsze krzywię się niemiłosiernie. Bo świat już tak jest urządzony, że tylko ludziom, którzy chcą żyć, grozi śmierć. A ci, którym to nie robi różnicy, żyją zazwyczaj bardzo długo.
    .
    Ja tak naprawdę nie miałbym się za bardzo czym przejmować, gdybym nawet miał raka. Umrę za rok, dziesięć czy czterdzieści lat – tak naprawdę jedna cholera. Ja nie mam żony i dzieci. Nie mam celu w życiu. Nie mam specjalnie dużego grona znajomych. Prawie z nikim się nie widuję. Ogólnie czy żyję na świecie, czy mnie nie ma – to chyba tylko najbliższej rodzinie robi jakąś różnicę.
    .
    Wiem, że się nie poddasz. Ludzie, którzy się poddają, nie zostają redaktorami naczelnymi poczytnych portali ani też rozpoznawanymi blogerami 😉

  27. Janusz Komór pisze:

    Powyższe zalecenia co do leczenia naturalnego zmierzają do odkwaszenia organizmu bo w środowisku zasadowym raka doprowadza się do samobójstwa ( sól sodowa – kwas dichlorooctowy, witamina B 17). Do boju, trzymam kciuki.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

216593