19092017Nowości:
   |    Rejestracja

Przestrzeganie prawa


Dobre prawo nie jest ślepym nakazem czy zakazem, jego zasadniczą cechą jest możliwość odpowiednio szerokiej interpretacji. Przewód sądowy, a szczególnie sędzia mają nie tylko prawo, ale i obowiązek natężyć umysł w kierunku zastosowania najwłaściwszej interpretacji prawa. Ze wszystkich wykładni prawa o jakich się mówi na studiach prawniczych, najbardziej przekonująca jest wykładnia celowa oparta na wyczuciu […]


Dobre prawo nie jest ślepym nakazem czy zakazem, jego zasadniczą cechą jest możliwość odpowiednio szerokiej interpretacji.
Przewód sądowy, a szczególnie sędzia mają nie tylko prawo, ale i obowiązek natężyć umysł w kierunku zastosowania najwłaściwszej interpretacji prawa.
Ze wszystkich wykładni prawa o jakich się mówi na studiach prawniczych, najbardziej przekonująca jest wykładnia celowa oparta na wyczuciu intencji autora ustawy. Wymaga to niejednokrotnie sporego wysiłku umysłowego, ale też i odpowiedniej wyobraźni, okoliczności bowiem zmieniają się i trzeba twórczo dostosować do nich przewodnią ideę prawa.
Dla takiej realizacji prawa potrzebni są sędziowie o dużej wiedzy i szerokich horyzontach myślowych.
Jak już wspominałem słabością polskiego wymiaru sprawiedliwości jest przejęcie z dobrodziejstwem inwentarza spadku po PRL gdzie wymiar sprawiedliwości był zastąpiony aparatem ucisku zorganizowanym na kształt mafii.
Sądy podobnie jak i ciała ustawodawcze były instytucjami fasadowymi i realizowały decyzje odpowiednich organów partyjnych lub ubeckich.
Pozostawienie w aparacie wymiaru sprawiedliwości w całości obsady partyjno ubeckiej proweniencji zakrawa na kpiny.
Jeżeli jednak zastanowimy się jakiego charakteru jest władza w Polsce po roku 1989 to nie powinno dziwić takie rozwiązanie.
Ta władza potrzebowała posłusznych wykonawców szczególnie w tej dziedzinie życia państwowego. Można było czuć się pewnym nie tylko w odniesieniu do realizacji swojej polityki, ale także osobistego bezpieczeństwa w przypadkach nierzadkiego naruszania prawa.
Ujawnione polecenia telefoniczne są tego najlepszym dowodem.

Powstaje pytanie: – co z tym fantem robić? Przypomina mi ta sytuacja moje doświadczenia w sprawie programu dla AWS.
Jako przewodniczący zespołu redakcyjnego musiałem przeprowadzać konsultacje z szefostwem różnych zespołów. Między innymi zetknąłem się z buntem w dwóch zespołach: – w zespole do spraw gospodarki prowadzonym przez Buzka i zespole d/s bezpieczeństwa Romualda Szeremietiewa.
W tym ostatnim zgłosiła się do mnie grupa jego członków, w tym przedstawiciele byłych milicjantów wyrzuconych ze służby w czasie PRL za przynależność lub sympatie do Solidarności.
Twierdzili oni, że nie mogą zgodzić się na kontynuowanie pozostałości po PRL i proponują „opcję zerową”, czyli całkowite zlikwidowanie istniejących służb i przeprowadzenie zupełnie nowego naboru pracowników.
Oczywiście należało się w tym przypadku liczyć z wieloma trudnościami, ale praktycznie był to jedyny sposób na wyeliminowanie wpływów komunistycznej bezpieki.

Podobnie sprawa ma się w stosunku do służby wymiaru sprawiedliwości.
Pozostawienie w praktycznie nietkniętym składzie stanu personalnego prokuratury i sądów spowodowało poza skutkami politycznymi utrzymywanie na bardzo niskim poziomie wydajności pracy w tej dziedzinie.
Mogę posłużyć się wieloma przykładami, ale wystarczy przytoczyć tylko jeden, a ukazuje cały obraz upadku i prokuratury i sądownictwa.
W roku 1996 /sic!/ partyjno ubecka mafia zagrabiła w drodze fizycznej napaści lokal mojego stronnictwa ChDSP / Chrześcijańska Demokracja Stronnictwo Pracy/.
Była to niemal natychmiastowa reakcja na wybór mnie na prezesa stronnictwa.
Poprzednie kierownictwo najwyraźniej nie wadziło tej mafii skoro mimo znacznych zaległości w opłatach nie podjęto żadnej akcji.
Zgłosiłem fakt bezprawnej napaści zarówno ówczesnemu prezydentowi Warszawy – Święcickiemu, prokuraturze i policji. Muszę przyznać, że jedynie policja podjęła pewne czynności, ale po porozumieniu z komendą odstąpiła od nich.
Prokuratura umorzyła śledztwo z uwagi na „znikomą szkodliwość czynu”, a o jakiejkolwiek interwencji Święcickiego nie było śladu informacji.
Złożyłem pozew do sądu biorąc na swój koszt adwokata, wielu bowiem zgłosiło się do pomocy ograniczając swoją aktywność do dobrych rad. Rozumiem, że nikt nie lubi wadzić się z władzą /były to rządy SLD/.
Sprawa „cywilna” toczyła się przez półtora roku, przy kilku rozprawach, przesłuchań świadków, opinii biegłych itd.
W przedwojennym sądzie taka sprawa trwałaby nie więcej niż 15 minut, albowiem na pytanie sądu czy „eksmisja”, bo takiego eufemizmu używano została dokonana na podstawie wyroku sądowego? –Odpowiedź brzmiała – nie, a jedyną podstawą było pisemko, a raczej świstek papieru podpisany przez kierownika dzielnicowej administracji mieszkaniowej.
O grabieży całego wyposażenia, dokumentacji bieżącej stronnictwa, a co najważniejsze, chronionych prawem zasobów archiwalnych – nie było mowy.
Wyrok zapadł o charakterze „salomonowym”, kazano bowiem „przywrócić stan poprzedni i nic więcej, a były to już rządy AWS, a raczej UW firmowane przez AWS.
Dla sądu nie miało to najmniejszego znaczenia, działały najwyraźniej pod te same dyktando.
Pod tym względem nic nie zmieniło się do dnia dzisiejszego i dopóki nie wprowadzi się nowych zasad organizacji i nie wymieni obsady personalnej to ten stan rzeczy będzie trwał.

Działanie sądów pod dyktando nasuwa się nieodparcie przy omawianych niedawno sprawach „kredytów frankowych”.
Ze wszystkich wątków tych spraw omijany jest starannie wątek odpowiedzialności karnej.
Przychylny dla kredytobiorców wyrok sądu warszawskiego z 17 maja br. opiera się na licznych wadach formalnych zawartej umowy, w związku z czym sąd orzekł, że nie doszło do udzielenia kredytu i strony powinny sobie nawzajem zwrócić wypłacone pieniądze.
Stwierdzenie zawarcia wadliwej umowy nie musi powodować unieważnienia kredytu, a może poprzestać na nakazie skorygowania umowy zgodnie z obowiązującymi przepisami. Sprawa zatem stwarza różnorakie możliwości rozwiązania.
Jest tylko jeden aspekt sprawy nie podlegający wątpliwości, jest nim działanie z premedytacją dla wykorzystania nieświadomości klientów.
Objawem podejrzanym z miejsca było zaoferowanie niebywale / przynajmniej w Polsce/ niskiego oprocentowania kredytu – 3 % w skali rocznej.
Była to świadomie zastawiona pułapka, banki bowiem nie tylko, że posiadały wiedzę co do wysokiego wzrostu kursu franka szwajcarskiego, ale same ten kurs wywołały przyjmując go gremialnie jako walutę zastępczą w stosunku do amerykańskiego dolara.
W ten sposób zostały wyczerpane znamiona przestępstwa polegającego na wprowadzeniu klienta w błąd.
W tym wypadku nie wystarcza uznanie kredytu za niebyły, wchodzi w grę odpowiedzialność karna i odszkodowanie za poniesione straty przez klientów.
O ile mi wiadomo tak została ta sprawa rozwiązana w USA i banki zostały ukarane wysoką karą pieniężną.
Na tym tle różnorakie próby obrony typowo banksterskiego działania świadczą nie tylko o krętactwie na bardzo niskim poziomie, ale przede wszystkim o złej woli. Ciekawostką w inkryminowanej sprawie mogą posłużyć zeznania przytoczone w protokóle, według których na pytania klientów: – co się stanie w przypadku wysokiego wzrostu notowań franka?
Odpowiedź brzmiała: – frank szwajcarski jest walutą stabilną i wahania jego notowań są niewielkie.

W tej aferze banki działały mając pewność ochrony ze strony posłusznego sobie aparatu państwowego. Miejmy nadzieję, że pod tym względem stan rzeczy zmieni się na korzyść nie tylko tej sprawy, ale i wielu innych.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

308130