24092017Nowości:
   |    Rejestracja

Przeciętna polska rodzina, Bałtyk 2016, niedoszłe 500+ i pieprzona apelacja


Jak w poprzednim roku, całą naszą przeciętna polską rodziną zdecydowaliśmy, że spędzimy część wakacji nad Bałtykiem. Pomimo licznych, krew w żyłach mrożących doniesień prasowych ostrzegających, iż w tym roku należy się tam spodziewać najazdu barbarzyńców zwanych przez rozmaite Newsweeki „Hunami”, którzy na pewno będą wciskać się w każda dziurę, hałasować, śmiecić a nawet załatwiać swoje fizjologiczne potrzeby jak drób, gdzie popadnie – oraz na wydmach. A wszystko z powodu tzw 500+.


Cqe71pBWcAAzvZi

Właśnie! W związku z programem rodzina 500+ my też postanowiliśmy zamiast jednego tygodnia zarezerwować w tym roku noclegi aż na 2 tygodnie. A co! W końcu nareszcie nas stać. Póki jeszcze bonów reglamentacyjnych nie wprowadzili. Niestety nasze 500+ wciąż nie nadchodziło mimo upływu terminów i należało się spodziewać że szefowa skierniewickiego MOPR Janina Wawrzyniak dołoży wszelkich starań abyśmy go nie zobaczyli jak długo się da. Może nawet wcale… Trochę poznałem tę panią. Zwłaszcza iż ogłosiłem publicznie, że pieniądze w pierwszej kolejności zostaną przeznaczone na opłacenie adwokatów. Ta bezczelność musiała dodatkowo zmotywować kierownictwo „Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie” do poszukania jakiejś furtki prawnej umożliwiającej rzucenie kłody pod nogi niegrzecznym petentom – znaczy się beneficjentom. Byłem o tym święcie przekonany bo takie furtki zawsze muszą być zaimplementowane w ustawach produkowanych przez nasz Sejm i nawet zaproponowałem coś w rodzaju zakładu w tej sprawie naszemu kuratorowi.

Jakby nie dość przeszkód tuż przed wyjazdem, niespodziewanie otrzymałem uzasadnienie wyroku w sprawie tyleż bezczelnego co bezpodstawnego pomówienia mnie o pobicie i znieważenie funkcjonariusza MOPR Jarosława Rosłona w czasie dokonywania czynności służbowych. Dziwne. Miałem przecież sprawdzoną informację z sądu iż sędzia Krzysztof Kotynia napisał do prezesa sądu podanie o przedłużenie terminu na sporządzenie uzasadnienia w mojej sprawie. Uzasadnił to podobno wielkim skomplikowaniem sprawy. Uśmiechnąłem się na to bo pamiętałem jak na każdej nieomal rozprawie, zwłaszcza kiedy sąd szukał uzasadnienia dla odrzucenia moich wniosków dowodowych powtarzał, że sprawa jest prosta i bezcelowe jest jej komplikowanie.

Spodziewałem się więc iż w związku z tym przedłużeniem terminu, powstanie dzieło czasochłonne i nawet wiekopomne, starannie przemyślane, wyważone, podparte solidnymi interpretacjami i obowiązkowo najeżone setką precedensów z LEX-a. Przede wszystkim zaś, że nie będzie żadnego uzasadnienia aż do mojego powrotu z wakacji. A tu taki zonk.

Zanim się spakowałem dostałem chyba ponad dziesięciostronicowy elaborat pełen erystycznych pętli, logicznych ślizgawek i miażdżących powtórzeń. Ghmm… miażdżycowych? Mniejsza z tym.

Najgorsze, że termin złożenia apelacji upływał mi akurat w czasie urlopu. Kurczę!

Chcąc nie chcąc, zamiast beztrosko korzystać z zasłużonych morskich kąpieli i zabaw z dziećmi na plaży, musiałem pamiętać, martwić się, oraz zaplanować co najmniej jeden dzień na pisanie tej cholernej apelacji.

No ale cóż, takie właśnie musi być życie przeciętnej polskiej rodziny nawet na wakacjach nad Bałtykiem.

Poniżej załączam fotografię strasznie zaśmieconej plaży, oraz pismo procesowe, które wypichciłem na urlopie.

Aha bym zapomniał: plaża na fotografii to nie Bałtyk. Zdjęcie zostało zrobione w Hiszpanii.

Do Sądu Okręgowego w Łodzi

V Wydziału Karnego Odwoławczego

za pośrednictwem Sądu Rejonowego w Skierniewicach

II Wydziału Karnego

APELACJA

od wyroku Sądu Rejonowego w Skierniewicach II Wydziału Karnego z dnia 25 maja 2016 r. w sprawie sygn. akt II K 114/14

Zaskarżam wskazany wyrok w całości i wnoszę o uniewinnienie. Zaskarżony wyrok jest niesprawiedliwy, nierzetelny i oparty na fałszywych przesłankach. Jego uzasadnienie szerzy zabobony sprzeczne z zasadami logiki, obowiązującymi obyczajami, prawem i współczesną wiedzą naukową. Zaskarżonemu wyrokowi zarzucam między innymi:

obrazę przepisów postępowania, która miała wpływ na treść rozstrzygnięcia:

Obrazę art 4 k.p.k.

1. Sąd w trakcie całego procesu utrudniał ujawnienie w aktach istotnych elementów stanu faktycznego. Sąd w sposób nierzetelny przesłuchał tzw „poszkodowanych” pod nieobecność adwokata, a następnie przez prawie 2 lata odrzucał ponawiany uparcie na każdej rozprawie przez mojego adwokata wniosek o umożliwienie rzetelnego ich przesłuchania i skonfrontowania ich zeznań z realiami układu funkcjonalnego mieszkania i budynku, którego terenu dotyczyły.

2. Sąd wprowadził jako materiał dowodowy liczne elementy nieprawdziwe, wątpliwe, lub nie mające związku ze sprawą. D-d: niewiadomego pochodzenia list, który sąd bezkrytycznie wprowadził do akt i jego autorstwo przypisał osobie, która nie miała prawa nic wiedzieć o procesie. Na podstawie tego listu sąd bezpodstawnie przyjął, iż jeden z członków rodziny oskarżonego cierpi na schizofrenię, co stało się pretekstem do pozbawionych logicznej spójności dywagacji i obraźliwych insynuacji naruszających dobre imię oskarżonego i członków jego rodziny, oraz do nieuzasadnionego wydłużenia procesu o rok.

3. Sąd celowo pomijał okoliczności przemawiające na korzyść oskarżonego, utrudniał ich zaprotokołowanie i ostatecznie zlekceważył w uzasadnieniu wyroku. D-d: całkowite zlekceważenie istoty zeznań przewodniczącego Skierniewickiej Rady Miejskiej, Andrzeja Melona; który został wezwany w celu potwierdzenia, iż MOPR nigdy nie okazał Radnym Miejskiej Rady akt sprawy, nawet w czasie rozpatrywania skargi na niekompetencję MOPR złożonej przez oskarżonego w trybie administracyjno-skargowym KPA do prezydenta miasta. Świadek Andrzej Melon zeznał również, że decyzyjny przedstawiciel MOPR o nieustalonych personaliach, zapewnił go ustnie, iż takie akta istnieją i są w pełni zgodne z obowiązującym prawem. Jest to w sprzeczności z zeznaniami Janiny Wawrzyniak dyrektora MOPR oraz z jej pismem skierowanym w odpowiedzi na postanowienie sądu żądające przekazania akt sprawy, która zaprzeczyła istnieniu jakichkolwiek akt w tej sprawie.

3. Sąd w ogóle nie odniósł się do nie budzącego niczyich wątpliwości faktu, telefonicznego nagabywania, szantażowania i zastraszania mojej żony, matki dzieci rzekomo „ratowanych” przez Jarosława Rosłona przed przemocą. Sąd nie ustalił w jakim innym celu niż zastraszenie i wymuszenie fałszywych zeznań miałaby zostać zainicjowana ta telefoniczna rozmowa.

– Obrazę art. 5 k.p.k. Od początku rozprawy, sąd a priori traktował oskarżonego jak winnego przestępstwa, natomiast ewidentne, wielokrotne dowody łamania prawa przez tzw „poszkodowanych” bagatelizował bądź usprawiedliwiał w sposób dający się zinterpretować jako stronniczy. Sąd nigdy nie odniósł się do przepisów prawa, które jednoznacznie i szczegółowo regulują sposób postępowania funkcjonariusza utrzymującego, że powziął podejrzenie o stosowaniu przemocy w rodzinie. Sąd w swoim obszernym uzasadnieniu ani razu nie przyznał, że ma wątpliwości co do interpretacji zgromadzonego materiału dowodowego, pomimo iż całe jego przekonanie o winie oskarżonego oparte jest wyłącznie na hipotezach i wątpliwych pod względem logicznym spekulacjach.

– Obrazę art. 6 k.p.k. W oparciu o te same przesłanki sąd najpierw przyznał mi adwokata z urzędu, a następnie tuż przed rozpoczęciem rozprawy, w atmosferze pośpiechu, chaosu i grozy; pozbawił jakiejkolwiek pomocy prawnej. Należy uznać iż zrobił to celowo ponieważ wszelkie próby innej racjonalizacji tego wydarzenia prowadziłyby do uznania niezdolności sądu do orzekania w ogóle. Sąd niegrzecznie wyrzucił za drzwi mojego pełnomocnika z urzędu, oraz ciężarem pełnionej funkcji, zmusił mnie do pozostania na sali rozpraw, jednocześnie uniemożliwiając składanie w tej sprawie rzeczowych wniosków i wyjaśnień do protokołu pod groźbą ukarania grzywną z tytułu „obrazy sądu”. Sąd zaniechał pouczenia mnie o przysługującym mi prawie do posiadania adwokata.

– Obrazę art. 7 k.p.k. Sąd wielokrotnie, w sposób stronniczy odrzucał żądania obrony do przeprowadzenia elementarnych i niezbędnych dowodów, np:

a) Prawidłowego, niezwłocznego i szczegółowego przesłuchania tzw „poszkodowanych”, w wyniku czego do dziś nie została ustalona jedna, logicznie spójna wersja przebiegu najścia J. Rosłona na dom mojej rodziny. W wyniku tej obstrukcji została bezpowrotnie utracona możliwość jej faktycznej rekonstrukcji gdyż sąd wręcz zachęcał tzw „poszkodowanych” do powoływania się na „niepamięć z powodu upływu długiego czasu”. Sąd bezkrytycznie zaakceptował trzy schizofrenicznie zespolone, a w rzeczywistości wzajemnie wykluczające się legendy, które stworzyli funkcjonariusze MOPR. Zadziwia iż wciąż są one używane przez sąd równoprawnie, zamiennie w zależności od doraźnej przydatności i w pełni poważnie. Sąd powołuje się na każdą z nich w sposób dowolny, ad hoc przytacza dla usprawiedliwienia najbardziej kontrowersyjnych postępków pracowników MOPR. Wydaje się, że sąd rzeczywiście nie zdaje sobie sprawy co to jest interwencja funkcjonariusza w obliczu bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia małoletniego. Czym ona różni się od kurtuazyjnej wizyty towarzyskiej, oraz od wywiadu środowiskowego, który jest przecież ustawowo sformalizowany. Gdyby obecność Jarosława Rosłona na terenie naszego mieszkania miała charakter prywatnej wizyty, nie mógłby on powołać się na prawo do ochrony funkcjonariusza w czasie pełnienia obowiązków służbowych. Wersja ta podważa więc istotę aktu oskarżenia. Gdyby wizyta MOPR miała charakter wywiadu środowiskowego, istniałyby jakieś akta sprawy. W tych aktach znajdowałaby się wypełniona i poświadczona podpisami stron ankieta zgodna ze wzorem ustalonym w stosownej ustawie i rozporządzeniach szczegółowych, a przynajmniej protokół z zajścia. Humorystyczne walory legendy o „interwencji ratującej życie lub zdrowie” w obliczu bezpośredniego zagrożenia małoletnich zostały docenione i adekwatnie obśmiane przez sąd rodzinny co znalazło nawet swe odzwierciedlenie w protokole z tej rozprawy. W trakcie składania zeznań przed sądem rodzinnym Jarosław Rosłon w końcu też uświadomił sobie jak dyskwalifikujące znaczenie dla tej legendy ma fakt iż 5 letnia dziewczynka, rzekomo przez niego ratowana, znajdowała się akurat w tym czasie w przedszkolu oddalonym o dwa kilometry.

b) Sąd nie odniósł się w ogóle do faktu uchylania się przez MOPR od dostarczenia akt sprawy, oraz do faktu nieistnienia tych akt, który został ujawniony kiedy w końcu sąd uległ wielokrotnym wnioskom obrony i postanowieniem zażądał przekazania całości tych akt.

c) Sąd zlekceważył nieistnienie jakichkolwiek dowodów legalnego postępowania MOPR w tej sprawie. Bez takich dowodów nie jest możliwe utrzymanie obrazu stanu faktycznego jaki insynuuje sąd w uzasadnieniu swego wyroku. Przede wszystkim jednak nie jest możliwe twierdzenie, że MOPR działał w tej sprawie w ramach prawa. Sąd nadużył zasady swobodnej oceny faktów zastępując ją karykaturalną wręcz dowolnością, skutkującą w praktyce zaprzeczeniem elementarnej zasadzie równości wszystkich obywateli wobec prawa, szczególnej ochrony rodziny, domu i dobra dziecka, aż do faktycznego usankcjonowania rozwydrzonego bezkarnością bandytyzmu instytucjonalnego.

W związku z powyższym wnoszę jak w sentencji mojej apelacji. Jednocześnie zawiadamiam iż wyrok ów wraz z uzasadnieniem otrzymałem w przededniu wyjazdu na rodzinne wakacje. Ponieważ termin apelacji upływa przed powrotem z wakacji, z ostrożności procesowej składam to pismo zastrzegając iż po powrocie w kolejnych pismach uzupełniających odniosę się bardziej szczegółowo do treści zaskarżonego uzasadnienia.

 

Napisane przez:


Jestem ojcem. Bronię rodziny przed pedofilią instytucjonalną

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

290774