20062018Nowości:
   |    Rejestracja

Prezes na torturach


Wzruszyłem się. W końcu pierwszy sędzia w Polsce po 1989 roku przekonał się na własnej skórze, co to znaczy być tymczasowo aresztowanym.


Oczywiście granica 1989 r. jest umowna. Wtajemniczeni mówią, że po 1956 roku w PRL był tylko jeden przypadek, że przedstawiciel „najlepszej kasty” trafił za kraty. W stanie wojennym asesor z Katowic. Internowany.

 

 

Tym razem jest to o wiele większy kaliber. Sędzia Krzysztof S. piastował bowiem funkcję  prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie zanim uchylono mu immunitet i został zatrzymany przez CBA.

 

10 czerwca 2017 roku trafił do aresztu na trzy miesiące. Nic nie dało zażalenie, co jest, niestety, polską normą niezależną od rządzących.

 

Potem areszt przedłużono tak, że sędzia Krzysztof S. „na powietrze” wyszedł w lutym.

 

 Tygodnik POLITYKA od razu skorzystał z okazji, by pokazać „więzienne piekło PiS”, stworzone dla wrogów min. Ziobry. O czym z uciechą donosi polskojęzyczny Onet:

 

Jak ustalił Onet – po publikacji w tygodniku „Polityka” opisującej warunki w jakich przebywał w areszcie były prezes krakowskiej apelacji sędzia Krzysztof S. – jego dawni koledzy i podwładni z SA zamierzają w najbliższych dniach zwrócić się do prezesa sądu o zwołanie zgromadzenia sędziów. – Chcielibyśmy podjąć uchwałę i wyrazić nasze stanowisko w związku z tym, jak traktowany był Krzysztof S. – mówi nam jeden z sędziów z „apelacji”, który nie chce podawać nazwiska. – Moje odczucia są zapewne takie, jak większości osób, które się o tym dowiedziały, że to, co spotkało sędziego S. to były jakieś szykany.

 

 

 

Na nasze pytanie, czy można uznać, że nadzorujący sędziego Krzysztofa S. poruszali się w granicach prawa, nasz rozmówca nie odpowiada wprost. – Powinienem uchylić się od odpowiedzi na to pytanie, bo nie znamy twardych faktów, trzeba by je zweryfikować. Jednak na podstawie treści artykułu, jaki ukazał się w prasie, mogą powstać poważne wątpliwości, czy traktowano go zgodnie z prawem – zaznacza.

 

Jak dodaje, uchwała to jedyna możliwość reakcji, jaką mają sędziowie z apelacji w sytuacji, w jakiej znalazł się ich dawny szef. – Musimy poruszać się w granicach prawa – podkreśla. – Cóż innego możemy zrobić wobec jakiejś siły, która, nie zważając na nic, podejmuje pewne działania? Podobnie, niewiele możemy też zrobić, by przestrzegana była konstytucja, choć bardzo nas to boli. Musimy po prostu robić swoje, przedstawić nasze stanowisko. Dalsze, ewentualne kroki należą już do sędziego Krzysztofa S. – kwituje.

 

Swoje stanowisko w sprawie traktowania w areszcie sędziego Krzysztofa S. wyrażą także zapewne sędziowie z krakowskiego „okręgu”. Ich zebranie zaplanowano na 16 maja. Zdaniem byłej prezes tego sądu sędzi Beaty Morawiec, prezes Stowarzyszenia Sędziów „Themis”, to, co spotkało w areszcie Krzysztofa S., jest przerażające.

.

– To się nie mieści w głowie, że w XXI wieku obywatel Unii Europejskiej jest narażony na rygory aresztowania, o jakich nie śniło się nawet w komunie – mówi nam sędzia Morawiec. – To są właściwie tortury, pokazanie: „ja tu rządzę”, ta chęć kompletnego rozbicia psychicznego i upokorzenia osadzonego. Sędziego potraktowano w sposób przerażający, w państwie prawa nigdy nie powinno dojść do takiej sytuacji – mówi prezes Stowarzyszenia „Themis”.

.

Sędzia Morawiec dodaje, że sprawa powinna trafić do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. – Sądzę, że w takiej sytuacji sędzia Krzysztof S. powinien wystąpić o potężne odszkodowanie przeciwko państwu polskiemu. I, mając pełne podstawy, zarzucić władzy nieludzkie i upokarzające traktowanie – dodaje.

 

https://krakow.onet.pl/ma-zarzuty-korupcyjne-a-traktowano-go-jak-terroryste-aresztowy-horror-sedziego/nc3q7ym?fb_comment_id=1395500787218365_1395526430549134&comment_id=1395526430549134#f1ccaaa52f5edd2

 

 

Upokarzające i nieludzkie na dodatek traktowanie, to… egzekwowanie przepisów mających zastosowanie wobec osadzonych w areszcie.

 

I stosowanych codziennie wobec setek (tysięcy?) osób.

 

Sędzia, jak wynika z opisu zamieszczonego w Polityce, był umieszczony w celi monitorowanej.

 

Prawdopodobnie nagrania stanowią zabezpieczenie dyrekcji zakładu karnego przed posądzeniem o cokolwiek, pobicia nie wykluczając.

 

Sędzia S. jako długoletni praktyk zna bowiem doskonale wszelkie możliwe sztuczki, jakimi osadzeni walczą ze służbą więzienną.

 

Autorki tekstu w Polityce, Ewa Siedlecka (do niedawna czołowy „ekspert prawny” na Czerskiej) oraz Anna Dąbrowska z sędziego S. na siłę robią „męczennika reżimu”:

 

Dla sędziów sprawa Krzysztofa S. jest elementem antysędziowskiej kampanii PiS. A to, jak był traktowany w areszcie, odbierają jako ostrzeżenie ze strony władzy pod ich adresem.

 

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1747486,1,ponizanie-sedziego.read

 

 

Oburzenie na „pisowski reżim”, który łamie prawa człowieka swoich wrogów, ma obudzić szczególnie ten passus, cytowany przez Onet:

 

„Po kilku dniach, 10 października, oddziałowi przyszli do celi, aby przeprowadzić kontrolę osobistą po moim powrocie ze spaceru. Dwóch oddziałowych kazało mi się rozebrać do naga. Najpierw sprawdzali dokładnie moje ubrania, łącznie z bielizną. Potem na ich polecenie przykucałem nago, obracałem się do nich plecami i unosiłem ręce do góry. Traktowałem to jako wywieranie presji. Czułem się poniżony. Przypuszczałem, że takie traktowanie ma mnie skłonić do przyznania się do winy – opowiadał sędzia Krzysztof S. w rozmowie z „Polityką”.

 

(…)

 

Tak każdego dnia traktowano sędziego Krzysztofa S. Gdy ten próbował się poskarżyć dyrektorowi ZK w Rzeszowie, nie dostał żadnej odpowiedzi. Kontrole osobiste trwały od października do połowy grudnia. Ustały, gdy sędzia S. 14 grudnia o wszystkim opowiedział podczas rozprawy w rzeszowskim sądzie. Wtedy okazało się, że sąd nigdy nie nakładał na pracowników Zakładu Karnego obowiązku kontroli osobistych wobec Krzysztofa S. – choć właśnie na decyzję sądu podczas codziennych kontroli powoływali się pracownicy Zakładu. Sąd zażądał też wyjaśnień odnośnie do traktowania sędziego od dyrekcji ZK.

 

Dodajmy, że poza szykanami związanymi z codziennymi kontrolami osobistymi, rozbieraniem do naga i sprawdzaniem otworów ciała, sędzia nie mógł także doprosić się wizyty u stomatologa, gdy podczas pobytu w Zakładzie Karnym w Rzeszowie stracił dwa przednie zęby. Ograniczono mu także możliwość widywania się z rodziną.

 

 

(op. cit.)

 

 

Tymczasem każdy tymczasowo aresztowany w RP wie, i to jeszcze zanim trafi do celi, że wszelka korespondencja jest poddawana cenzurze. Za wyjątkiem tej kierowanej do RPO.

 

Czy Krzysztof S., wieloletni sędzia, pisał skargi do dr Bodnara?

 

A może sędzia S. nie wiedział, że przysługuje mu prawo zwrócenia się do sądu penitencjarnego, który zgodnie z art. 34 § 1 kodeksu karnego wykonawczego każdą decyzję dyrektora zakładu karnego może uchylić?

 

Co wreszcie robił adwokat pana sędziego w czasie, gdy ten był poddawany rzekomym torturom?

 

Niczego nie zauważył podczas wizyt w areszcie?

 

 

Tymczasowo aresztowany sędzia S. nie skarżył się, choć rozmowa odbywała się w cztery oczy?

 

Brak odpowiedzi na te pytania wskazuje, że mamy do czynienia z kolejną wyjętą z głębin czerskiej wyobraźni opowieścią, mająca wzbudzić niechęć ludzi do PiS.

 

Tyle, że niezbyt szczęśliwie dobrany bohater.

 

Bo, po pierwsze, stał na czele małopolskich sądów, a te od dłuższego czasu nie mają dobrej opinii.

 

Bo po drugie – afera, na czele której prawdopodobnie stał, oceniana jest na kilkadziesiąt milionów złotych.

 

Bo po trzecie i najważniejsze – sędzia  na własnej skórze przekonał się, jak traktowani w Polsce w świetle prawa są tymczasowo aresztowani.

 

Obrzydzenie budzi natomiast histeryczne pohukiwanie sędzi Beaty Morawiec, która jest sędzią IV wydziału karnego odwoławczego krakowskiego Sądu Okręgowego. I codziennie słyszy, czasem po kilka razy, dlaczego ktoś przyznał się przed sądem I instancji, byle tylko opuścić areszt, chociaż dowody zebrane przeciw niemu nie wystarczyłyby w sąsiednich Niemczech nawet na skromny mandat. Na argumenty zwykłych Kowalskich jest jednak uodporniona.

 

Co innego jednak sędzia, a na dodatek przez wiele lat jej szef.

 

Ale jeśli naprawdę nie wie, jak ludzie (zgodnie z prawem) traktowani są pod celą powinna natychmiast przejść do wydziału ksiąg wieczystych.

 

Albo od razu w stan spoczynku ze względu na oczywistą niezdolność zawodową.

 

 

13.05 2018

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

317405