19012018Nowości:
   |    Rejestracja

Prawo prasowe nie chroni głupców


Coraz częściej spotykam się z informacjami, że „gdzieś w Polsce” organy ścigania zawzięcie tropią lokalnego dziennikarza, czasem blogera, który rzekomo naruszył zakaz zawarty w art. 241 aktualnego kodeksu karnego.


 

Trudno nie zauważyć, że mimo ogólnej tendencji do łagodzenia kar (poza okresem rządów PiS w latach 2005-2007) akurat w tym przypadku jest odwrotnie.

 

W kodeksie karnym z 1932 roku jako odpowiednik rosyjskiej jeszcze regulacji (kodeks karny z 1903 r. art. 305) wprowadzony został art. 159. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że w stosunku do carskiego zakona poszedł nieco dalej.

 

Rosyjski art. 305, przewidywał jedynie karalność „ogłoszenia drukiem, przed posiedzeniem sądu lub umorzeniem sprawy, wiadomości, zebranych przez dochodzenie lub śledztwo wstępne” (w tłumaczeniu W. Makowskiego, Kodeks karny obowiązujący tymczasowo, s. 357, przepis art. 305 znajdował się w Części XV „Pogwałcenie przepisów nadzoru nad prasą”).

 

W cesarskich Niemczech zakaz był jeszcze bardziej ograniczony. Art. 184b kodeksu karnego niemieckiego przewidywał karalność publicznego podawania wiadomości, zdolnych wywołać zgorszenie z rozpraw sądowych, których jawność wykluczono ze względu na zagrożoną obyczajność, lub z pism urzędowych, stanowiących podstawę tych rozpraw.

 

Tymczasem polski kodeks karny z 1932 roku zakazywał wszelkich postaci rozpowszechniania publicznego, a więc nie tylko drukiem, ale również słowem i to z całego postępowania karnego (postępowanie przygotowawcze i rozprawa) pod sankcją 6 miesięcy aresztu.

 

Motywowany był, co istotne, bardzo rozumnie.

 

(…)” niekaralność rozpowszechniania, nie tylko szkodzi dochodzeniu lub śledztwu przez przedwczesne powiadamianie zainteresowanych o jego wynikach, nie tylko nastraja jednostronnie opinię publiczną na korzyść lub niekorzyść oskarżonego, co może mieć wpływ na werdykt sędziów przysięgłych, ale roznamiętniając sensacyjnymi szczegółami ulicę, doprowadza czasem do demonstracji publicznych na sali rozpraw sądowych lub do ekscesów, jak znany przypadek obrzucenia kamieniami karetki więziennej, wiozącej oskarżoną” (J. Jamontt, E.S. Rapaport, Kodeks karny r. 1932, s. 169–170).

 

Jak widać „sprawa Gorgonowej” poruszała wtedy nawet umysły najtęższych prawników (prof. Rapaport po II wojnie światowej wykładał prawo  na Uniwersytecie Łódzkim).

 

W kodeksie karnym z 1969 roku art. 255 przewidywał za taki sam czyn jak określony w aktualnym art. 241 o połowę mniejszą karę.

 

Po 32 latach uznano jednak, że taka sankcja jest zbyt mała.

 

Co chroni dzisiaj przepis art. 241?

 

Nie mamy przecież sądów przysięgłych, a jedyne demonstracje pod sądami odbywają się pod hasłem obrony rzekomo zagrożonej wolności tychże.

 

Zdaniem prof. M. Królikowskiego nie budzi wątpliwości, że dobrem chronionym jest prawidłowe funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości (por. B. Kunicka-Michalska, [w:] A. Wąsek (red.), Kodeks karny, t. II, 2005, s. 240; M. Szewczyk, [w:] A. Zoll (red.), Kodeks karny, 2006, s. 1064). Dodatkowymdobra osoby fizycznej, np. jej prywatność, dobre imię (por. M. Szewczyk, ibidem). Chociaż dla SN nie jest to takie oczywiste. Uzyskanie statusu pokrzywdzonego wymaga spełnienia dodatkowych przesłanek. Jak bowiem stwierdzono: w sprawie o przestępstwo z art. 241 § 1 KK osoba, której dotyczą ujawnione okoliczności, jest pokrzywdzoną w rozumieniu art. 49 § 1 KPK tylko wtedy, gdy czyn ten jednocześnie wyczerpuje znamiona określone w innym przepisie karnym, którym to przestępstwem lub przestępstwem współukaranym jej dobro prawne zostało bezpośrednio naruszone lub zagrożone (por. uchw. SN z 21.10.2003 r., I KZP 29/03, OSNK 2003, Nr 11–12, poz. 94).

 

 

Najbardziej zatem istotną  jest definicja wiadomości.

 

Wiadomością jest informacja lub suma informacji o osobie albo stanie rzeczy, dotycząca faktów, stanowiąca logiczną całość. Nie mogą to być pogłoski lub plotki (zob. B. Kunicka-Michalska, Przestępstwa, s. 162). Wymagać należy, aby wykazywała związek z przedmiotem postępowania przygotowawczego lub prowadzonej rozprawy. W orzecznictwie SN okresu międzywojennego prezentowany był pogląd, że nie spełniają tego warunku wiadomości wprawdzie ujawnione w trakcie postępowania, lecz „tylko luźnie z tem dochodzeniem lub śledztwem związane i tylko okolicznościowo wyszłe na jaw” (Peiper, Komentarz, s. 340). Źródło wiadomości, z którego czerpie sprawca, nie jest istotne dla jego odpowiedzialności karnej. Mogą to być informacje pochodzące z akt sprawy, od osoby prowadzącej postępowanie, bezpośrednio z rozprawy prowadzonej z wyłączeniem jawności, na której sprawca był obecny (zob. B. Kunicka-Michalska, Przestępstwa, s. 163).

 

(Kodeks karny, komentarz do art. 241, red. Grześkowiak, 2018)

 

Przepis w zamyśle mający chronić prawidłowe funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości tak naprawdę zaczyna być instrumentem chroniącym tenże wymiar przed krytyczną oceną.

 

Jednak postrzeganie zagadnienia jedynie poprzez pryzmat prawa karnego wydaje się nazbyt uproszczone.

 

Ustawa z dnia 26 stycznia 1984 r. (Dz.U. Nr 5, poz. 24) Prawo prasowe (akt nowelizowany już 22 razy, w tym aż 5 w wyniku wyroku TK) w art. 13 wprowadza wyraźny zakaz:

 

1. Nie wolno wypowiadać w prasie opinii co do rozstrzygnięcia w postępowaniu sądowym przed wydaniem orzeczenia w I instancji.

 

2. Nie wolno publikować w prasie danych osobowych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe, jak również danych osobowych i wizerunku świadków, pokrzywdzonych i poszkodowanych, chyba że osoby te wyrażą na to zgodę.

 

W Komentarzu pochodzącym z 2017 r. (Prawo prasowe, komentarz, red. K. Orlik) czytamy:

 

Artykuł 13 PrPras zawiera ograniczenia dziennikarskiej sprawozdawczości sądowej.

.

Zakazane jest wydawanie opinii co do rozstrzygnięcia w postępowaniu sądowym przed wydaniem orzeczenia w I instancji. Opinie to własne przekonania, poglądy co do rozstrzygnięcia w postępowaniu sądowym. Zakaz obejmuje zarówno postępowanie cywilne, karne, sądowoadministracyjne, jak i postępowanie przed Trybunałem Stanu, sądami wojskowymi, w sprawach nieletnich, w postępowaniu dyscyplinarnym i lustracyjnym.

.

Zakazane jest również publikowanie w prasie danych osobowych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe, z tym jednak zastrzeżeniem, że ujawnienie tych danych i wizerunku może nastąpić za zgodą osoby, przeciwko której toczy się postępowanie lub za zezwoleniem właściwego prokuratora lub sądu, gdy wymaga tego ważny interes społeczny.

.

Ujawnienie/opublikowanie danych osobowych i wizerunku świadków, pokrzywdzonych i poszkodowanych jest dopuszczalne tylko za ich zgodą.

.

Celem zakazu zawartego w art. 13 ust. 2 PrPras jest ochrona interesu publicznego – wymiaru sprawiedliwości, zapewnienia prawidłowego toku postępowania karnego.

.

Przedstawione powyżej ograniczenia w zakresie sprawozdawczości sądowej nie oznaczają, że prasa nie może publikować żadnych informacji na temat toczących się postępowań sądowych. Dopuszczalne jest publikowanie informacji o stawianych przez prokuratora zarzutach, wymiaru zagrożenia sankcją wynikającego z przepisów KK i innych ustaw itd.

.

Przepis nie wprowadza zakazu krytyki działań sądów i prokuratury.

 .

Sprawa więc wydaje się prosta. Wiadomości rozumianych jako informacja lub suma informacji o osobie albo stanie rzeczy, dotycząca faktów, stanowiąca logiczną całość nie możemy publikować przed ujawnieniem ich na rozprawie sądowej.

 

Nie możemy także sugerować, jaki powinien zapaść wyrok.

 

Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby po jego ogłoszeniu dowolnie, aczkolwiek w granicach prawa, nad nim się pastwić.

 

Również w sprawach toczących się z wyłączeniem jawności dziennikarz/bloger może pisać o tym, co dzieje się pod salą, łącznie z tym, że zza drzwi wydobywają się krzyki sędziego przewodniczącego (pozdrawiam, pani Iwono), co zdecydowanie godzi w autorytet wymiaru sprawiedliwości.

 

Krytyka natomiast działań prokuratury i sądu przed wydaniem wyroku I instancji obejmuje w szczególności to, czego organy te nie zrobiły, bądź też odmówiły dokonania.

 

Ten zarzut dotyczy przede wszystkim oddalania wniosków dowodowych składanych przez oskarżonego w procesie karnym świadczących przeciw zarzutom aktu oskarżenia.

 

W tej kategorii zdaniem piszącego mieszczą się także absurdalne zarzuty świadczące o braku elementarnej wiedzy oskarżyciela publicznego.

 

Znany jest mi bowiem przypadek zarzutu postawionego matce, która zdaniem prokuratury z pewnego historycznie znanego miasteczka pomiędzy Łodzią a Częstochową miała swoje dziecko zmuszać do picia za karę… herbaty z octem.

 

Tymczasem dokładnie jak ocet smakuje przypisane przez lekarza lekarstwo, podawane… w tejże herbatce. Zgodnie z zaleceniem lekarza właśnie.

 

Prokuratura wniosek oskarżonej o przeprowadzenie dowodu z historii choroby odrzuciła jako zmierzający w kierunku przewłoki postępowania!

W ten oto prosty sposób prokurator wyszedł na zarozumiałego ignoranta.

 

Durnia w todze, jak mówi powszechnie ulica o jemu podobnych.

 

Powiedzmy, że sąd teoretycznie skoryguje zarzut. Okaże się, że nie było herbaty z octem, ale za to zupa była za słona.

 

Największą bolączką naszych sądów (rzekomo tracących „wolność” za sprawą PiS) od lat jest bowiem dążenie składu orzekającego do skazania delikwenta zgodnie z zarzutem aktu oskarżenia.

 

Paradoksalnie w kraju, gdzie bylejakość pracy tzw. śledczych wywlekana jest na światło dzienne jedynie w przypadku spraw stricte politycznych odsetek skazanych w sprawach karnych jest prawie taki sam, jak w renesansie, gdy przyznanie do winy wydobywano z nieszczęśnika rozpalonym żelazem czy też prostowaniem kręgosłupa na tzw. madejowym łożu..

 

To całkowicie rozleniwiło śledczych.

 

Pozwala także na dowolność wmanewrowywania dowolnego człowieka w postępowanie karne, co z reguły kończy się dla niego wyrokiem.

 

Prawda, że niezbyt dolegliwym, bo często w wymiarze tygodniówki, jaką zarabia, czy raczej deklaruje na rozprawie pytany o dochody.

 

To jednak powoduje, że procesowo jego zeznania składane p-ko rzekomemu pokrzywdzonemu, który często jest lokalnym bandytą, pozwala dyskredytować je jako składane przez człowieka, który „mści się” za wcześniejsze skazanie.

 

Kryminalizacja ofiar i ich świadków.

 

Jakakolwiek reforma wymiaru sprawiedliwości bez pozbawienia sędziów możliwości jednoosobowego wyrokowania nic nie da.

 

Wiceminister sprawiedliwości w rządzie PO/PSL dr hab. Michał Królikowski (prawnik):

 

Sami sędziowie zresztą twierdzą, że bardzo często angażują się w ratowanie aktu oskarżenia i tak prowadzą postępowanie, żeby usunąć ewentualne jego braki. I to jest właśnie powód, że zapada 92 proc. wyroków skazujących, a tak mało jest wyroków uniewinniających. Sędziowie, mając akt oskarżenia, mentalnie angażują się, żeby tak długo szukać dowodów, aż znajdą tezy na jego poparcie.

 

http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/691203,prokuratura-nie-funkcjonuje-dzisiaj-racjonalnie.html

 

Dlatego tak ważne jest, by nie oglądając się na reformę już dzisiaj iść do sądu i obserwować.

 

Szczególnie ci, którzy przejawiają aktywność w blogosferze czy też prowadzą jakieś lokalne internetowe wiadomości na stałe powinni wpisać sobie sądowe dyżury.

 

Sędzia musi mieć świadomość, że opinia społeczna obserwuje go.

.

Co oznacza, że w przypadku wykazania niekompetencji wiadomość o tym pójdzie w świat.

 

To samo dotyczy prokuratora.

 

Immunitet bowiem oznacza brak możliwości pociągnięcia do odpowiedzialności karnej na tych samych zasadach, co zwykłego Kowalskiego.

 

Nie broni jednak przed śmiechem.

 

Szczególnie sąsiadów.

.

temida_made_in_poland

.

7/8.01 2018

.

.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

313545