23042017Nowości:
   |    Rejestracja

Prawica, lewica, a siódme „nie kradnij”


(…) Komuniści, czyli skrajna lewica, czyli prawdziwi marksiści, czyli czerwoni, są najbardziej radykalni i agresywni w stosunku do prywatnej własności, a szczególnie do tej, którą zakwalifikują jako środki produkcji. Inni z obozu lewicy, bardziej umiarkowani, proponują, lub realizują, stopniowe lub częściowe przejmowanie tej własności przez Państwo, drogą jego ingerencji w życie gospodarcze i ograniczania praw jednostek w swobodnym dysponowaniu swą własnością (…)


Jaką część swych dochodów każdy zdolny do pracy winien wpłacać na cele charytatywne i na utrzymanie tych, którzy w danej miejscowości się realizacji tych celi poświęcają?

Marks i Engels stwierdzili w Manifeście Komunistycznym, że „komuniści mogą zawrzeć swą teorię w jednym zwrocie: zniesienie własności prywatnej”. Wprowadzanie tego nakazu w życie nazywa się różnie: nacjonalizacją, uspołecznieniem środków produkcji, kolektywizacją. Polega na przymusowym przejmowaniu własności obywateli przez Państwo, a więc, nazywając rzeczy po imieniu – na grabieży i kradzieży tej własności.

Komuniści, czyli skrajna lewica, czyli prawdziwi marksiści, czyli czerwoni, są najbardziej radykalni i agresywni w stosunku do prywatnej własności, a szczególnie do tej, którą zakwalifikują jako środki produkcji. Inni z obozu lewicy, bardziej umiarkowani, proponują, lub realizują, stopniowe lub częściowe przejmowanie tej własności przez Państwo, drogą jego ingerencji w życie gospodarcze i ograniczania praw jednostek w swobodnym dysponowaniu swą własnością. Za miarę lewicowości danych partii, grup lub osób, przyjąć można stopień ich politycznej agresywności w stosunku do praw własnościowych i własności obywateli. Im bardziej lewicowa postawa – tym mniejsze poszanowanie tych praw i wolności gospodarczej człowieka.

Oczywiste jest, że przeciwstawieniem politycznym obozu lewicy jest obóz prawicy. Wspólną cechą ugrupowań obozu prawicy jest antykomunizm i program ochrony tego co komunizm chce ludziom zagrabić, a mianowicie prawa do posiadania środków produkcji i innych rodzajów własności i do swobodnego nimi dysponowania. Prawica – to poszanowanie prawa własności. Drogą analogii, skrajną prawicą nazywać należałoby tę, która najbardziej nieugięcie stoi na straży świętości zasad „nie rabuj!”, „nie kradnij!, „szanuj cudzą własność!”.

Ten, kto uważa się za prawicowca, lecz jest zwolennikiem dawania Państwu jakiegokolwiek prawa do rozporządzania prawowicie nabytą własnością obywateli, chyba że jest to konieczne z powodu zagrożenia ludzkiego życia, ludzkiej wolności lub własności innych ludzi, wprowadza siebie i innych w błąd, gdyż działa na rzecz programu marksistowskiego.

Pojęcie prawa własności istnieje od zarania ludzkości. Występuje we wszystkich kulturach i częściach świata. Dowodzi to, że jest to prawo naturalne. Bardzo wcześnie zdano sobie sprawę, że łamanie tego prawa, a więc kradzież, w każdej formie, jest szkodliwe i niebezpieczne dla ludzkiej społeczności w której ma miejsce. Dlatego było karalne, czy to w myśl niepisanych praw zwyczajowych, czy też zgodnie z przepisami takimi jakie były zawarte w babilońskim Kodeksie Hammurabiego (sprzed około czterech tysiącleci). Celem tych kar było oczywiście zapewnienie bezpieczeństwa mienia ludzi i utrzymanie ładu w społeczności czy społeczeństwie. Wszystkie największe religie świata potępiają kradzież czyli łamanie i nie szanowanie prawa własności. Siódme przykazanie Dekalogu wyraźnie zakazuje kradzieży.

Przez tysiąclecia historii ludzkości istniały kasty, stany i klasy społeczne, takie jak niewolników czy chłopów pańszczyźnianych. Ludzie ci praktycznie byli własnością swych panów, prawie nie posiadali nic własnego i właściwie nie mieli jak korzystać z prawa własności Ponieważ ta część ludności na ogół stanowiła znaczną większość ówczesnych społeczeństw, ogólny, w sumie zasięg do korzystania z praw do własności był bardzo ograniczony. Było to powodem, że przez tysiąclecia postęp materialny ludzkości był niezwykle powolny. Dopiero z rozwojem wolności osobistych i prawodawstwa udostępniającego pełne prawa do własności poprzednio upośledzonym warstwom ludności (najpierw w Holandii, następnie w Anglii, a potem w różnych innych krajach Zachodu) nastąpił szybki rozwój materialny, który później, w systemie kapitalistycznym, a więc opartym na prywatnym i swobodnym dysponowaniu środkami produkcji i przestrzeganiu prawa własności, przerodził się w prawdziwą eksplozję postępu materialnego przynosząc nieznany w historii świata dobrobyt krajom o tym systemie.

Czy możliwe jest, aby nieprzestrzeganie odwiecznego i autorytatywnego zakazu łamania prawa własności przez kogokolwiek, a więc i przez i Państwo, mogło dawać dodatnie wyniki gospodarcze i społeczne w krajach, w których było albo jest praktykowane z urzędu lub tolerowane?

Dla prawicy jest lub winno być oczywiste, że nie może. Wydaje się, że i dla ludzi logicznie rozumujących odpowiedź ta nie powinna budzić wątpliwości, zwłaszcza w wyniku praktycznych doświadczeń ostatnich kilkudziesięciu lat; doświadczeń określonych wynikami ekonomicznymi osiągniętymi przez, z jednej strony, państwa o systemie kapitalistycznym lub do tego systemu zbliżonym i charakteryzujących się rozwiniętą ochroną praw jednostki do swej własności i wolności gospodarczej, a z drugiej strony, państwa socjalistyczne z byłym Związkiem Sowieckim na czele, gdzie te prawa właściwie nie były honorowane; a więc wyniki, które się mają do siebie wzajemnie jak dobrobyt do nędzy.

Fakt, że nadal istnieją liczni propagatorzy marksizmu, a miliony otumanionych ludzi wierzy, że on im przyniesie dobrobyt i szczęśliwsze życie, wskazywać może na to, że obóz prawicy niedostatecznie broni prawdy, mówiącej, że odrzucenie zasady poszanowania cudzego, niezależnie od tego czy tym cudzym są prywatne środki produkcji, czy prawowicie osiągnięte dochody i zyski, które niektórzy uważać mogą za nadmierne, to odrzucenie określonego prawa naturalnego i pewnej zasadniczej wartości moralnej, od której przestrzegania uzależniony jest ład społeczny i pomyślne funkcjonowanie gospodarki.
W Polsce, jak i wszędzie na świecie, ludzie dążą do polepszenia swego bytu. W demokratycznych wyborach zwycięża ten, w którym większość wyborców dopatrzy się najprawdopodobniejszego realizatora tego celu. Lewica nie jest w stanie tego celu zrealizować. Może tylko obiecywać „gruszki na wierzbie” i zwodzić ludzi utopiami, mitami a czynienie zła przedstawiać za czynienie dobra. Piotr Wierzbicki w swojej doskonałej książce „Struktura kłamstwa ” opisuje jak socjalizm-komunizm zawsze posługuje się kłamstwami i jest nimi całkowicie przesiąknięty. Rzeczywistym motorem polepszenia bytu społeczeństwa może być tylko prawica. Jeżeli ma ona wygrać, musi szerzyć prawdy ekonomiczne, demaskując wspomniane kłamstwa.

W dziedzinie szerzenia prawdy dla dobra ogółu prawica ma naturalnego i potężnego sprzymierzeńca – jest nim Kościół. Ale i w Kościele istnieje sporo duchownych, którzy w dziedzinie rozumienia zjawisk ekonomicznych i ich efektów społecznych bywają pod wpływem lewicowych dezinformacji i powstałych mitów i pod tym wpływem skłonni są krytykować wolny rynek i kapitalizm. A jest to system oparty na poszanowaniu prawa do prywatnej własności, włącznie z własnością legalnie zawieranych umów i ich podmiotów, i do swobodnego użytkowania swej własności, a polegający na prywatnej własności środków produkcji i używaniu ich do tworzenia dóbr zaspokajających potrzeby materialne jak największej ilości ludzi, a więc system, którego nakazem jest służenie innym ludziom: odbiorcom, klientom, konsumentom. Kapitalista, który tego nie czyni wydajnie, traci dochody, zysk, kapitał; przestaje być kapitalistą. Czyż nie ma tu analogii i ścisłego pokrewieństwa z nakazem chrześcijańskim służenia bliźnim? Chrześcijanin, który nie wykazuje się dobrym czynem i użytecznością dla innych, staje się nim tylko z nazwy.

Nakaz służenia innym ludziom, choć w różny sposób i z różnych powodów, jest wspólny chrześcijaństwu i kapitalizmowi. Oczywiście kapitalizm nie jest idealnym systemem gospodarczym, bo takich na Ziemi nie ma, ale, jak dotąd, jest najefektywniejszym z istniejących w ogólnym polepszaniu ludzkiego bytu i w upowszechnianiu dobrobytu. Zdarzają się i wśród kapitalistów osobnicy postępujący nieetycznie i przestępcy, ale nie jest to wina kapitalizmu.

Wydaje się, że wstępnym zadaniem każdego działacza prawicowego powinno być najpierw samemu dobrze pojąć prawdę o skutkach i przyczynach choćby tylko podstawowych procesów i zjawisk gospodarczych, aby następnie tą prawdą dzielić się z innymi, szerząc oświatę ekonomiczną, Jest już jednak sporo takich, i to często wybitnych działaczy, którzy odpowiednią wiedzę ekonomiczną dawno posiedli. Ci czołowi prawicowi działacze mogliby teraz pokierować ofensywą upowszechniania wśród społeczeństwa podstawowych prawd ekonomicznych, które zresztą są częścią fundamentu Konstytucji Prawicy i przetłumaczone zostały jednak na język programu gospodarczego Prawicy.

Fakt, że w Polsce, w której olbrzymia większość społeczeństwa jest, łub uważa się za chrześcijan, lewica mogła w sposób decydujący wygrać wolne wybory we wrześniu 1993 r, świadczy bądź o tym, że o większości ludzi ich chrześcijaństwo jest głównie tylko etykietką, bądź też, że nie zdają sobie sprawy z anty chrześcijańskiego charakteru lewicy. W tym drugim wypadku wydaje się, że przyczyną tego nie jest tylko dezinformująca i anty prawicowa działalność środków przekazu pod kontrolą lewicy i rozdrobnienie obozu prawicowego, ale przede wszystkim niedostateczne odwoływanie się się prawicy de nauk Kościoła, który dla znacznej większości Polaków wydaje się nią posiadać pierwszorzędny autorytet.

Kościół od chwili swego powstania głosi świętość nakazu miłości bliźniego. Nakaz ten lewica zastępuje pojęciem „sprawiedliwości społecznej” nie honorując dziesiątego przykazania Dekalogu – „Nie pożądaj rzeczy (bliźniego swego), która jego jest!”, a dla realizacji owej „sprawiedliwości społecznej” odrzuca przykazanie siódme – „Nie, kradnij!”. Ta postawa automatycznie czyni ideologię lewicową sprzeczną z podstawowymi naukami Kościoła i tłumaczy jej antykościelną postawę, mimo że próbuje ona, stosując dialektykę marksistowską przez nadawanie kłamstwu pozorów prawdy, przedstawiać swój program społeczny za zgodny z nauczaniem Chrystusa o wspieraniu ubogich. Tak nauczał, ale to wspieranie ma być z własnych środków, a nie z cudzych, jak tego chcą lewicowcy (socjaliści) różnych odcieni, poprzez okradanie jednych, zatrzymywanie części dla siebie (głównie w formie wynagrodzeń i świadczeń dla nieproduktywnej i gospodarczo szkodliwej biurokracji), a darowywanie reszty innym ludziom – niekoniecznie uboższym od tych okradanych.
Niestety, wielu ludzi daje się wciąż nabierać na lewicową dezinformację.

Skoro większość Polaków jest, bądź uważa się za chrześcijan, powyższe argumenty powinny skłaniać tę większość do przyjmowania postaw prawicowych. Oczywiście, zawsze mogą się znaleźć tacy, którzy twierdzić będą, że każdy rząd demokratycznie wybrany ma prawo zabierać ludziom ich własność bez ich zgody, i obdzielać nią innych ludzi. Chrześcijanin powinien wiedzieć, że zabieranie własności bez zgody właściciela jest kradzieżą i złem, chyba, że wymaga tego ochrona ludzkiego życia, wolności lub własności innych osób. Dlatego żadni ludzie, choćby głosowaniem większościowym, nie mają prawa upoważniać Państwa ani kogokolwiek do kradzieży, gdyż człowiek nie ma prawa do decydowania o Dobrym i Złym. Jest to atrybut Botki,

Wydaje się, że głównym źródłem prawie wszystkich współczesnych problemów ekonomicznych i negatywnych zjawisk społecznych jest uzurpowanie sobie przez ludzi i ich rządy prawa redystrybucji cudzej własności. Niemoralnie postępują ci co zabierają, a bardzo często i ci którzy są obdarowywani. Ofiarami tego procederu bywa wielu obdarowywanych, wielu niewinnych i całe społeczeństwo.

Państwo o rządach lewicowych tworzy programy socjalne. Są to takie programy jak „bezpłatne”: lecznictwo, szkolnictwo, wczasy, transport. Oczywiście – bezpłatne tylko dla tego, kto z danego programu korzysta, gdyż ktoś inny musi za niego zapłacić. Tym kimś są ludzie, którzy na ten program pracują. Szafarzami programów są politycy a administratorami – biurokraci, a ponieważ i jedni i drudzy przeważnie dbają o swe własne interesy, bezpośrednie koszty programów są bardzo wysokie. A dalsze i pośrednie koszty są olbrzymie, gdyż realizacja programów socjalnych wymaga antywolnorynkowej ingerencji Państwa w gospodarkę i powoduje zakłócenia naturalnych procesów rynkowych. Różne inflacje, recesja, depresje, bezrobocie i inne negatywne zjawiska ekonomiczne i społeczne jakich obecnie doświadczają kraje zachodnie są najczęściej wynikiem postępującej tam państwowej ingerencji w życie gospodarcze i ograniczania praw własności obywateli. Kraje wschodnioazjatyckie o systemie kapitalistycznym lub doń zbliżonym, gdzie programy socjalne typu anglosaskiego lub europejskiego praktycznie nie istnieją, stają się dlatego ekonomicznie coraz potężniejsze i zaczynają gospodarczo pokonywać Zachód.

Ilu ludzi zdaje sobie sprawę, że realizacja dobrych intencji, lecz cudzym kosztem, daje złe wyniki i często odwrotne od zamierzonych?

Kilka przykładów:

1) Zasiłek państwowy dla ubogich dziewczyn i kobiet w ciąży lub z dziećmi. Idea wydawałoby się szlachetna; a jakie są sprawdzone w Stanach Zjednoczonych i innych krajach wyniki wprowadzania w życie programu tych zasiłków?

Potencjalnie każda uboga kobieta z dzieckiem może się do zasiłku kwalifikować, a więc jeśli spełnia wymagane warunki zasiłek należy się jej z urzędu i staje się swego rodzaju nagrodą za to, że jest w ciąży, lub ma dzieci, a na ogół im więcej dzieci tym wyższy zasiłek, i że ojciec dzieci nie zapewnia im bytu. Oczywiście, jak najwięcej kobiet chce się zakwalifikować na otrzymanie zasiłku. Najczęściej dopinają tego wykazując, że, albo nie ma męża, albo mąż, lub ona sama, nie zarabiają dostatecznie. Najłatwiej to wykazują, gdy rzeczywiście nie ma związku małżeńskiego, lub mężczyzna faktycznie nie chce ponosić odpowiedzialności finansowej za swe dzieci. Z tego powodu działanie takiego programu wyraża się przyrostem ilości nieślubnych dzieci i przerzucaniem odpowiedzialności za utrzymanie rodziny z ojca dzieci na Państwo.

W wyniku tego typu zasiłków w wielu miastach Stanów Zjednoczonych w ciągu ostatniego ćwierćwiecza ilość nieślubnych dzieci wzrosła wielokrotnie i nadal wzrasta. Dzieci wyrastające w atmosferze uzależnienia matki od „pomocy społecznej” i często pozbawione opieki ojca, który ze względu na opiekuńczość Państwa stał się mniej potrzebny, często stają się narkomanami, przestępcami i nieudacznikami; a gdy już są fizycznie dojrzałe, szybko reprodukują na koszt podatników i cykl się powtarza. Ludności szybko przybywa, instytucja rodziny stopniowo upada, przestępczość wzrasta, następuje dekadencja społeczeństwa.

2) Podatek progresywny (którego stosowanie jest wyraźnie zalecane przez Manifest Komunistyczny) obliczony na to, aby ludzie się zbytnio nie bogacili, finansowo karze tych, którzy w systemie kapitalistycznym są najbardziej produktywni i najlepiej zaspokajają materialne potrzeby konsumentów przyznających im za to nagrodę w postaci zysku.

Jest to więc kara za sukces wynikający z bycia użytecznym dla innych ludzi. Podatek ten zapobiega lub hamuje proces akumulacji kapitału potrzebnego na inwestycje tworzące nowe zakłady i miejsca pracy, lub zwiększające produktywność pracy prowadzącą do polepszenia materialnych warunków życia ogółu. W ten sposób podatek progresywny sprzyja powstawaniu bezrobocia i zacofaniu gospodarczemu. Wprowadza się wiec zasiłki dla bezrobotnych, mogące być opłacane np. właśnie z państwowego dochodu z wyżej wymienionego podatku progresywnego, oczywiście po odtrąceniu poważnych kosztów własnych i administracji państwowej. Jest to przykład „genialnej”, typowo socjalistycznej polityki gospodarczej. Powoduje zmniejszenie produktywności: pieniądze zamiast w inwestycje idą w bezrobocie i w utrzymanie urzędników. No, nie tylko: wielu bezrobotnych lubi alkohol; a więc państwowy monopol spirytusowy tez coś niecoś dostanie.

3) Pochodzące z podatków hamujących rozwój gospodarki fundusze, gdy są użyte na zasiłki dla bezrobotnych zwiększają oficjalne bezrobocie. Im wyższe zasiłki tym bardziej bezrobocie się szerzy. Im większa pomoc dla bezdomnych, tym więcej znajdzie się bezdomnych, itp., zgodnie z prawem, że im więcej Państwo „inwestuje” w jakiś program dla pokonania określonego problemu społecznego, tym więcej znajdzie się osób, aby z tego programu korzystać, tym ten problem staje się poważniejszy i tym bardziej się rozrasta biurokratyczny „przemysł opiekuńczy”, któremu zależy na przyroście ilości podopiecznych: ubogich matek bez męża, bezdomnych, bezrobotnych itd., gdyż z tego biurokracja żyje. W wyniku tego wszystkiego gospodarka obciążana wzrastającymi kosztami administracji staje się coraz słabsza i ogólny standard życia się obniża.

4) Manipulacja przez Państwo kursami walut dla „zabezpieczenia wartości” waluty krajowej jest zawsze przyczyną spekulacji walutowej na wielką lub olbrzymią skalę i wysokich lub olbrzymich strat dla Skarbu Państwa, w wyniku czego zamiast zabezpieczenia następuje obniżenie wspomnianej wartości. W ten sposób obywatele są okradani z części swych pieniędzy. Manipulacja przez Państwo cenami rynkowymi, poprzez tak zwaną „kontrolę cen”, dla zapobiegania zwyżce cen, która ma za cel pozbawianie producentów lub usługodawców części wartości ich produktów lub usług, dla przekazywania tej części wartości odbiorcom odnośnych produktów lub usług, zawsze daje w efekcie braki na rynku, oraz powstawanie tak zwanego „czarnego rynku”, na którym są one dostępne za cenę znacznie wyższą niż w wypadku wolnego rynku. A więc znów, zamiast cen niższych, występują ceny wyższe. Oczywiście za różnicę płaci konsument. W tym wypadku winą za takie wyniki polityki wymierzania „sprawiedliwości społecznej” na ogół obciąża się spekulantów.

Powyższe przykłady wskazują na to, że państwowa opieka socjalna to inwestowanie w pogłębianie ludzkiej biedy.

Głównym celem istnienia Państwa jest zapewnienie wolności i fizycznego bezpieczeństwa obywateli i ich mienia przed agresorami. Gdy Państwo ściąga podatki w sposób sprawiedliwy, a więc w równej proporcji, czyli przy jednakowej stopie procentowej od wszystkich dla zapewnienia bezpieczeństwa kraju i ochrony wszystkich obywateli i ich mienia przed agresję innych, to działa ono w ramach swych obowiązków i zgodnie z celem swego istnienia. Gdy Państwo zamiast chronić owego mienia samo je zagarnia dla swej dyspozycji i dla ofiarowywania go poszczególnym osobom lub grupom, to popełnia nadużycie; a gdy zły przykład idzie z góry, wkrótce doły też przestaję rozróżniać „to co wolno tego czego nie wolno”. I podobnie jak Państwo znajduje jakieś uzasadnienie swego niemoralnego postępowania (przeważnie twierdząc, że jest to „dla dobra publicznego”, leży „w interesie społecznym” itp.), tak i poszczególny obywatel znajduje sobie jakieś usprawiedliwienie dla swego przestępczego postępowania. Przyczynia się to do rozwoju przestępczości.

Bardzo interesujące jest, że zachłanność Państwa lewicowego na własność rządzonych, objawiająca się nadmiernym ich opodatkowaniem, prowadzi je samo do zubożenia, gdyż powyżej pewnej wysokości średniej stopy opodatkowania dochody Państwa zaczynają spadać, a to z powodu słabnięcia przepodatkowanej ekonomii. Badania amerykańskiego ekonomisty Laffera nad zależnością dochodów Państwa a przeciętną wysokością stopy opodatkowania wykazały, że najwyższe dochody z ekonomii narodowej Państwo osiąga, gdy suma wszystkich podatków, które ludzie płacą jest rządu 17% dochodu. A więc za nadmierne podatki należy uznać takie, które są, w sumie, wyższe od około siedemnastu procent od dochodu.

Prawica dąży do polepszania bytu ludzi ubogich w sposób efektywny i zgodny z moralnością:

Opieka nad inwalidami, chorymi, niepełnoletnimi sierotami, pozbawionymi emerytur wdowami i ludźmi w podeszłym wieku pozbawionych opieki rodziny, pomoc w znalezieniu pracy zdolnym do pracy, należeć winna do organizacji samopomocy i do prywatnych lub religijnych fundacji czy podobnych instytucji opiekuńczych i dobroczynnych, które działać będą w każdej gminie, przy każdej świątyni, w każdej lokalnej samorządnej społeczności.

Jaką część swych dochodów każdy zdolny do pracy winien wpłacać na powyższe cele charytatywne i na utrzymanie tych, którzy w danej miejscowości się realizacji tych celi poświęcają? Biblia, czyli Księga Mądrości, zawierająca instrukcje dla ludzi o tym jak osiągać szczęście, poleca, w Starym Testamencie, wpłacanie dziesięciny na utrzymanie sierot, wdów i kapłanów. Stosowanie się do tego nakazu przez różne wspólnoty religijne, takie jak Mormoni w Stanach Zjednoczonych dają doskonałe wyniki. Mormoni stali się bardzo zamożną i gospodarczo potężną i wpływową grupą religijno-społeczną, o niezwykle niskim procencie bezrobotnych, psychicznie chorych i niezadbanych. Niedożywionych nie ma. Nawet ich przeciętna długość życia jest o kilka lat większa od przeciętnej amerykańskiej.

Stanowiące bardzo poważne fundusze – 10% dochodu narodowego roztropnie zużywane na pomoc dla rzeczywiście jej potrzebujących, w pełni spełniałyby swe zadanie. W Polsce przejście od systemu państwowej, biurokratycznej i na ogół bezdusznej opieki „społecznej” do prywatnego i możliwie zindywidualizowanego systemu dbania o ubogich i potrzebujących pomocy, a więc przejście obejmujące zastąpienie części podatków wymuszanych na rzecz Państwa opodatkowaniem się i innymi świadczeniami na rzecz najbardziej potrzebujących wsparcia, może się odbyć praktycznie jedynie przy aktywnym poparciu tej akcji przez Kościół katolicki i inne grupy wyznaniowe.

Jak wspomniano, ekonomia narodowa może dobrze funkcjonować, gdy obywatele przeciętnie nie płacą w sumie więcej niż około 17% podatku od dochodu. Zakładając, zgodnie z prastarymi doświadczeniami i instrukcjami wyżej wspomnianymi, że 10% swego dochodu ludzie świadczyć będą na rzecz ubogich i o tyleż mniej iść będzie do kasy Państwa, pozostanie 7% na opłacanie wojska, policji i innych kosztów związanych z funkcjonowaniem państwa niesocjalistycznego.

AUTOR: JAN MICHAŁ MAŁEK. Fundator PAFERE
ŹRÓDŁO: „Najwyższy Czas!”, 1993 r.

Prawica, lewica, a siódme „nie kradnij”…

Napisane przez:


Polsko-Amerykańska Fundacja Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego, będąc niezależną, pozarządową organizacją, zajmuje się wolnorynkową edukacją ekonomiczną, promocją wolności gospodarczej i wolnego handlu jako najskuteczniejszego a zarazem najsprawiedliwszego systemu powodującego podnoszenie zamożności ludzi i narodów, związkami etyki z ekonomią, a także rozwojem nauk ekonomicznych. Wesprzyj nas: Volkswagen Bank Direct PL 3321 3000 0420 0104 0942 1500 01 Przelewy spoza Polski: SWIFT: ING BP LPW PL 33 2130 0004 2001 0409 4215 0001

loading...
 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 14 dla artykułu "Prawica, lewica, a siódme „nie kradnij”"

  1. egon pisze:

    Nie dało się przebrnąć przez cały tekst ale …jak najbardziej własność prywatną należy odbierać o ile została pozyskana np poprzez wykorzystanie innych osób do wejścia w jej posiadanie czyli upraszczając wypracowali ją pracownicy .To nazywa się wyzysk .

    • Jerzy pisze:

      ???
      Czy ci pracownicy pracowali bez wynagrodzenia za swoją pracę? Pod lufami karabinów? Nie wolno im było iść do innej, lepszej pracy? Mieli zabronione stworzyć swoje własne firmy?
      A może zaciągnęli pożyczkę na rozruch firmy w której pracowali, wyrzekali sie wypłat kiedy firma przynosiła straty a wredny właściciel nie zrobił ich współwłaścicielami?
      .
      Nie dziwię się że nie mogłeś chłopie przebrnąć przez tekst… Akurat temu się nie dziwię.

  2. pablo3 pablo3 pisze:

    ten tekst to stek bzdur. tym bardziej, jesli spojrzymy na uwlaszczenie nomenklatury komunistycznej w Polsce albo grabienie majatku publicznego. z czego? z pieniedzy podatnikow. zreszta roznice miedzy prawica a lewica, rowniez dosc plytko sformulowane. tutaj jest jakby zaprzeczenie dla tego tekstu: http://3obieg.pl/o-starej-i-nowej-lewicy-slow-kilka

  3. Piotr-Pierre pisze:

    Wszystko byłoby pięknie, ale pokomunistyczna Polska to nie Ameryka. W Polsce dzieci (ślubnych i nieślubnych, jeden czort :-)), rodzi się już od lat ZA MAŁO. Uzupelniac ich brak plodnymi jak króliki imigrantami arabskimi nie mamy ochoty, bo oni potem zwykle nie chcą pracować. Brsk mi oceny Autora zasilków i benefitów dla arabskich imigrantów. Będzie uzupełnienie? Bo to byloby ciekawe…
    Wreszcie, jak pisze Pan Gniew, wiele fortun w Polsce powstało z poamania wszelkich Praw, z oszustwa i z grabieży…
    „taka Ameryka, plastykoea kicha…” (S. Krajewski) ;-)))

    • Jerzy pisze:

      Chyba opacznie Pan zrozumiał tekst panie Piotrze.
      Nie dlatego dzietność w Polsce jest niska, że za mało dawało się zasiłku na dzicko, a dlatego że za dużo zabierało się i zabiera rodzicom.
      Gdyby przez ostatnich 30 lat, suma podatków ( w tym VAT) wynosiła 17%… ba, niech będzie 20%, to i ja bym w Polsce został, i zostały by miliony które uciekły z Polski, a ludziom naprawdę chciało by się chcieć. Firmy by kwitły, zarobki musiały by iść w górę (walka o pracownika), bezrobocie byłoby niższe niż w Ameryce którą podatki ciągną już od lat w dół.
      W takich warunkach gdzie nie ma obawy o pracę która jest dobrze wynagradzana i dzieci w Polsce by się rodziły.
      A Arabowie? U nich dzietność jest wysoka z powodów kulturowych. Właśnie dlatego że nie mają u siebie podatków a każdy muzułmanin ma obowiązek dawania jałmużny na ochronę sierot i samotnych matek, które zresztą są przygaraniane przez rodziny mężów którzy zmarli. Często brat zmarłego bierze wdowę za żonę. Nie państwo opiekuje sie sierotami i biednymi a właśnie ich rodziny i wspólnota. I co – są tego efekty? Jak sam Pan napisał – mnożą sie jak króliki.
      Kiedy przyjeżdzają do Europy to wciąż mentalnie pozostają w swoich wioskach, rodziny i wspólnota dalej otaczają swoich potrzebujących opieką, ale teraz mają dodatkową możliwość aby doić swoje nowe państwa. Wiem coś o tym – obserwuję to dokładnie tu gdzie mieszkam. Efektem jest to co opisano – wyrastają całe pokolenia zdegenerowanych roszczeniowców którzy nakręcają spiralę podatkową.
      U rola tych którzy zapewniali opiekę sięrotom i samotnym matkom przypadała ojcu i matce chrzestnaej. To był ich obowiązek – zadbać o sierotę gdy rodzicom coś się przytrafi. Niestety dawno obowiązek ten poszedł w zapomnienie.
      .
      Osobiście z artykułem tym zgadzam się w 100%. Gdyby Polska stała się nagle krajem w którym sprawiedliwie podatkuje się a nie zarzyna podatkami – wracał bym jutro. Wracał bym i tworzył miejsca pracy.
      Doskonale znam smak chleba „pracy na swoim”. Znam gorycz oddawania państwu wielkiej części tego co wypracowywałem pracując po 16 a nawet 18 godzin dziennie. Wiem ile energii i wyrzeczeń zajmuje aby dojść do jako tako stabilnej sytuacji własnej firmy i ile tych firmy najpierw trzeba mieć i zbankrutować by w końcu zadziałała ta jedna. W USA i Kanadzie statystyki mówią że cztery.
      Wiem też że nikt – ani państwo, ani pracownicy, ani znajomi nie pomogą ci kiedy ci nie wyjdzie i firma bankrutuje. Ba… jeszcze przyjdą zabrać ci tę resztkę która ci pozostała.
      Tak… to nie państwo stwarza dobrobyt, firmy i zatrudnienie tylko zwykli ludzie którym się musi chcieć.
      Dlatego podobnie jak miliony innych nie mieszkam w Polsce, ale wrócił bym gdyby zmieniła się ona na obraz i podobieństwo tego co napisano w artykule.
      I dlatego również nawet tutaj gdzie mieszkam nie mam swojej firmy. Przy obecnych podatkach niech inni frajerzy zasuwają na siebie i na podatki z których ja korzystam. Wolę odrabiać swoje 8 godzin dziennie, mieć pretensje do „firmy”, żądać corocznej podwyżki, wracać codziennie do domu ze spokojną głową i iść na spacer z psem nie martwiąc się co będzie jutro.
      Własna firma? O nie. Byłem, widziałem, dziękuję bardzo. Tylko nie to. Przy 35% podatku osobistego, 40% podatek od firmy, plus ubezpiecznia zdrowotne, emerytalne, podatek od nieruchomości, sprzedaży, akcyzy, nie – dziękuję. Nijak mi się to nie kalkuluje. Wolę pracować dla frajera… A ponieważ takim frajerem przez długi czas sam byłem, jestem sczęśliwy bo mu nie zazdroszczę!

      • Piotr-Pierre pisze:

        Panie Jerzy. Proszę zauwazyc, że w Wielkiej Brytanii (polecam Panu statystyki) TE SAME Polki mnożą się… niemal jak króliki :-). A przeciez brytyjskie podatki do niskich nie nalezą.. Czyli?

        Pozdrawiam

        • Jerzy pisze:

          Sprawa jest dużo bardziej skomplikowana niż wygląda na pierwszy rzut oka.
          Może Pan mi powie dlaczego tak jest?
          Według mnie przyczyn jest kilka:
          1. Najważniejsze – dlatego że 95% z tych Polek to są właśnie te młode Polki które gdyby zostały, również i w Polsce miały by dzieci. Stare żadko wyjeżdżają na stałe. Dzietność młodych Polek emigrantek jest podobna bez względu na kraj do którego wyjeżdżają a tym samym bez względu na poziom opieki socjalnej. Proszę zobaczyć statystyki.
          2. Dlatego że wystarczy jedna osoba – mąż – by utrzymać rodzinę. To samo było by dzisiaj w Polsce gdyby nie „zreformowano” reformy Wilczka. Wystarczała by jedna wypłata i świadomość stabilnej pracy – czyli szeroka dostępność pracy.
          3. Dlatego że ze słabą znajomością języka i środowiska trudno im jest „robić karierę”. Pozostanie w domu i utrzymywanie się z jednej pensji ma dla nich sens. W Polsce zaś bardzo dużo kobiet decyduje się na „robienie kariery” po szkole, a tym samym na późne dziecko jeśli wogóle.
          4. Dodatkowe zasiłki mają znaczenie, nie ma wątpliwości, ale nie są głównym powodem. Gdyby to zasiłki decydowały, była by cała masa młodych samotnych matek Polek, a nie ma ich wiele.

        • Jerzy pisze:

          Panie Piotrze, chciałbym dodać że w USA dzietność jest bardzo wysoka. Rodziny z czórką dzieci to wciąż standard a z szóstką nic nadzwyczajnego.
          Nie mówię o rodzinach patologicznych, z „socjalu”, które jest coraz więcej, a o tradycyjnych amerykańskich rodzinach.
          Dlaczego to piszę? Ponieważ w Stanach ludzie ci o niskich dochodach wcale nie zarabiają wiele, nawet porównując do Polski, a takich rodzin jest ogromna masa. Na południu Stanów, w stanach środkowych a nawet w północnej części stanu Nowy Jork w wielu miejscowościach bieda aż piszczy, ludzie mieszkają jak w barakach, nawet w Polsce uznano by to za egzystencję poniżej minimum socjalnego.
          Skąd więc tak duża ilość dzieci w rodzinach?
          W przeciwieństwie do Europy świadczenia socjalne są praktycznie nie istniejące. No może za wyjątkiem znaczków na żywność. Z głodu raczej nie da się umrzeć, ale w Polsce też nie.
          Nie ma urlopu macieżyńskiego. Nie istnieje. Dwa tygodnie to wszystko. Kobiety zatrzymują sobie zwykłe urlopy by dodać je do tych dwu tygodni po urodzeniu dziecka.
          Jedna piąta Amerykanów nie ma ŻADNEGO ubezpieczenia zdrowotnego. O dentyście i okuliście nie wspominam bo nie wchodzą one w skład podstawowego ubezpieczenia.
          Zasiłek dla bezrobotnych jest niewielki i znacznie krótszy od tego w Europie.
          Szkoły ponad-podstawowe horrendalnie dorgie, o czym pisałem pod innym artykułem.
          Żłobki, przedszkola… a co to takiego? Wynajmuje się „baby-sitters” czyli dochodzących opiekunów. Niektóre matki prawie całą pensje przeznaczają na tych opiekunów – zastanawia dlaczego wogóle chodzą do pracy? Chyba tylko by tej pracy nie stracić.
          Nie chcę wyliczać dalej bo wyjdę na zrzędzącego zgreda. Proszę jedynie uwierzyć mi że nic nie przesadzam.
          .
          Skąd więc tak duża ilość dzieci w rodzinach amerykańskich? Nie chcę nawet próbować tego analizować bo bardzo łatwo jest wyciągać fałszywe wnioski. Dlatego pisałem wcześniej, że jest to bardzo skomplikowane zagadnienie.
          Jest tylko jedna rzecz która jest dla Ameryki charakterystyczna i według mnie może mieć wpływ na to o czym dyskutujemy: wrodzony optymizm Amerykanów że damy sobie radę, że będzie lepiej, mamy dwie ręce i jakoś poradzimy sobie. Wrodzony optymizm i ogromna pracowitość.
          Optymizm ten wypływa z tradycji i jest niejako przekazywany z mlekiem matki. A bierze się on chyba stąd, że do niedawna Amerykanie byli skazani wyłącznie na samych siebie i z gruntu nie liczyli na państwo które żadnej opieki im nie oferowało. A jednak radzili sobie wspaniale. Może właśnie dlatego radzili sobie tak wspaniale?
          Podatki do niedawna były niezmiernie małe więc co zarobiłeś zostawało u ciebie w kieszeni. Oczywiście za wszystko musiałeś płacić, ale… nie musiałeś z tych „luksusów” korzystać jeśli cię nie było na nie stać.
          Najlepszy przykład – ostatnia olimpiada: Polakom nie mieści się to w głowie, ale jedna z reprezentantek która zdobyła medal mogła trenować tylko dlatego że wspierał ją ojciec. Ojciec farmer i wcale nie taki bogaty. Sprzedał stado krów by córka mogła trenować, a przed olimpiadą kolejne stadko na bilet i na koszta związane z pobytem córki na olimpiadzie.
          Dopiero teraz córka nie musi się martwić o pieniądze bo po zdobyciu medalu posypały się oferty chętnych do sponsorowania jej.
          Jak w przeciwieństwie do tamtej zawodniczki żałośnie wyglądała w oczach Amerykanów Radwańska kiedy płakała do kamer, że… musiała w młodości trenować w nieogrzewanej hali, że kort był popękany, że nikt jej za to nie płacił… U Amerykanów miała zero zrozumienia. U Amerykanów którzy muszą płacić $50 do $100 za każdą godzinę treningu swojego dziecka. Jeśli mogą sobie na to pozwolić ma się rozumieć.
          A te wszystkie pozaszkolne aktywności dzieci w podstawówce… czy tak jak w Europie, pokrywane są przez podatnika? A skąd!? Chodzenie na piłkę nożną, czy na szkolny basen po południu, opłcacanie instruktora, wyjazdy na szkolne zawody… za to wszystko płacą rodzice. Takie coś może lekko kosztować od 300 a w niektórych aktywnych miesiącach pod tysiąc dolarów. Miesięcznie!
          Kogo nie stać ten nie chodzi, a jednak dzieci im się rodzą…
          No i jak to wytłumaczyć?
          .
          Zauważam że to się jednak powoli zmienia. Coraz częściej „demokraci” dochodzą do głosu, coraz więcej jest marnowania pieniędzy podatnika, coraz wyższe są podatki. W tej chwili podatki są już bardzo wysokie a nawet nie pokrywają nawet ubezpieczenia zdrowotnego które jest niezmiernie drogie. Tzw. plan Obamy niewiele tu zmienił jeśli nie pogorszył. Nie dał Amerykanom powszechnego ubezpieczenia, a jedynie zmusił wszystkich by sami sobie wykupywali ubezpieczenie podstawowe które kiedy już do czegoś przyjdzie okazuje się nie honorowane przez połowę osrodków a tam gdzie jest honorowane pokrywa niewiele.
          .
          Najciekawsze jest to że Amerykanie naprawdę tej opieki państwa nie chcą. Jest im ona wciskana przez polityków którzy zawsze wiedzą lepiej. Amerykanie chcą by państwo, tak jak dawniej, zostawiło ich samym sobie. Im starsi są ci Amerykanie, tym bardziej są pod tym względem radykalni i nie chcą niczyjej opieki – zupełnie przeciwnie niż w Europie.
          Ta „nowa” Ameryka zaczyna działać na młodych Amerykanów demoralizująco. Coraz bardziej przestaje się Amerykanom chcieć. Jeszcze jadą rozpędem, ale pociąg ten wyraźnie zwalnia…

          • Piotr-Pierre pisze:

            Panie Jerzy. Wydaje mi się, ze jest Pan po prostu częscią amerykanskiej socjety, czlowiekiem o wzorowej moralnosci. Znanych jest mi kilka przykladow ludzi z innych krsjow zyjacych w USA z pomocy spolecznej, np. arabska rodzina, zwiedzajaca co lata za amerykanskie pieniadze socjalne (nie pracuje w niej NIKT) Europe, siedzaca po trzy tygodnie u rodziny we Francji, Polacy ktorzy na socjalu znakomicie sobie radza, czy sprytni amerykanie, eksploatujacy socjal na wlasne przyjemnosci.
            To chyba tylko kwestia moralnosci, uczciwosci i oczekiwan.

          • Jerzy pisze:

            To jest prawda Panie Piotrze. Święta prawda. Pisząc o Amerykanach ja piszę o prawdziwych Amerykanach. Rodowitych, nie mieszkających w dużych miastach (tych jest absolutna większość). I o emigrantach z niektórych państw europejskich takich jak Polska, Niemcy, Anglia. Ci zakaszą rękawy, pracują i cieszą się że mogą pracować, zarabiać, odkładać i jakoś żyć.
            Ostatniej zimy pozrywało przewody elektryczne. W wielu dzielnicach i miejscowościach nie było prądu przez 2 tygodnie. To oznacza również brak ogrzewania bo wentylatory są elektryczne.
            Nie usłyszałem jednego słowa marudzenia od nikogo. A jedna babcia powiedziała mi: eee, w czasie II wojny nie tak bywało i przeżyliśmy.
            Ja okazałem się jedynym który krytykował pośpiech służb.
            Tak, niektórzy emigranci wyspecjalizowali sie w dojeniu systemu. Emigranci i spora grupa czarnych. Ale oni nie mają aspiracji by cokolwiek w życiu osiągnąć.

          • mieszkam tutaj 33 lata i nie doszukalem sie jednego nieprawdziwego slowa w pana „spowiedzi” . moge tylko stwierdzic z mojego doswiadczenia,…niech szlag trafi demokratow.

      • obywatel pisze:

        Warto jeszcze dodać, że nawet stosunkowo wysokie podatki – w Wielkiej Brytanii są podobno (procentowo) wyższe, za to ichniejszy ZUS to tzw. pikuś – nie są jeszcze największą barierą rozwoju społeczeństwa: problemem jet, jaką siłą nabywczą dysponujemy po ich opłaceniu. Jeśli np. po opłaceniu 50% podatku pozostanie mi 5 000 euro, to można żyć. A u nas po zapłaceniu 19% pozostaje może 1 000 złotych, przy porównywalnych kosztach importowanych i wielu krajowych artykułów przemysłowych, oraz wyższych opłatach za media.

  4. Piotr-Pierre pisze:

    Dzień dobry, Panie Jerzy. Nie jestem zwolennikiem Obamy, ale z tego co wiem, te jego reformy to wynik „zazdrości” Europie. Pisze Pan że w Europie trudno umrzeć z głodu? To juź przeszłość. Unijne słynne „banki żywnosci”, z których „skarbów” jeszcze niedawno jeszcze (głównie mąka, cukier i podeschnięty makaron) korzystała także Polska, napełniane od końca lat 60-tych, świecą pustkami. Jedyne co w nich jeszcze bywa, to żywność wycofywana z marketów na granicy przydatności do spożycia. Wszystko pochłonęła i nadsl pochłania uchodźcza stonka z północnej Afryki i Azji.
    Rdzenii europejscy bezdomni i biedacy coraz częściej natykają się na zamknięte drzwi punktów pomocy, na kartki, że jedzenia muszą szukać sobie sami, są usuwani ze swych miejsc pobytu, remontowanych pośpiesznie dla imigrantów.

    W powodzi celowo rozpowszechnianych medialnych kłamstw, przeinaczeń, fantazji, zmyśleń giną zwykłe dramaty szarych ludzi, europejczyków, bezrobotnych, bezdomnych, ludzi bez nadziei. Giną i oni, bowiem europejscy politycy uznali, że najważniejszy teraz jest los arabów..

    Czytałem wczoraj artykuł o marnowaniu zywności we Francji (miliardy euro rocznie „wyrzucane za okno” – tytuł dosłownie :-)).
    W jego tle przewija się francuska troska o… imigrantów.
    Moim zdaniem, Europa jaką znaliśmy już się kończy. Angela Merkel głośno zapewnia (kogo?) że „islam jest częścią Niemiec”.
    Australia się separuje. Jaką drogę wybierze Ameryka?..

  5. Piotr-Pierre pisze:

    Panie Jerzy. Jest jeszcze jedno zagrożenie ze strony pościąganych do Europy i USA arabów, zwykle w drugim pokoleniu – terroryzm. Ja też ich od lat obserwuję. Pomimo tego, że większość z nich do oporu „doi” system socjalny (są wyjątki, niektórzy chętnie pracują, ale jest to jeden na dziesięciu, kobiety arabskie nie pracują niemal nigdy, podobno anglikom udaje się zmusić do lekkiej pracy niektóre) czują się pokrzywdzeni, gdyż system socjalny nie daje im poziomu życia człowieka pracującego, a ich zdaniem – powinien. Stają się przez to podatni na werbunek przez terrorystów, wrogo nastawieni do państwa które ich rodziców przyjęło. Tak stało się w Belgii..
    Po raz któryś tu piszę swoje zdanie: oni nie powinni być wpuszczani ani do Europy, ani do USA/Kanady. I nie chodzi mi o ich religię, ale o ich zacofanie, wychowanie w kulturze pedofilii, zoofilii, przemocy wobec kobiet, oraz zupełnie nie pasujące do łacińskiej cywilizacji wzorce pseudomoralne, wieszanie się na pracowitych społecznościach z żądaniem utrzymywania siebie i swoich rodzin.
    To są nowe problemy, bo do tej pory z żadną narodowością imigrantów takich nie było. Czarni ze środkowej i południowej Afryki, azjaci, pracują bardzo chętnie, szanują KAŻDĄ swą pracę, branie przez nich jakichkolwiek bonusów czy zasiłków jest rzadkością. Arab pracuje tylko wtedy, gdy musi, także u siebie. Praca jest w ich kulturze PONIŻENIEM. Branie zasiłków, dla nich nowość, o dziwo, już poniżeniem nie jest. Ze swej „zaradności” w pasożytnictwie bywają nawet… dumni.
    Im TRZEBA POMAGAĆ, ale TYLKO w ich ojczyznach. Gdy zechcą je opuszczać, kierując się do Europy lub Ameryki, należy ich SIŁĄ zawracać do ich krajów rodzinnych. I TYLKO TAM wysyłać im pomoc. Powinni mieć pewność, że w Europie czy w Ameryce nie dostaną za darmo NIC, że muszą tu na siebie zapracować. Za darmo TYLKO u siebie, w swych krajach.
    Wtedy problem nielegalnej migracji zniknie..

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

285353