23092017Nowości:
   |    Rejestracja

Powrót brytyjskich demonów


Negocjacje ws. Brexitu – jak na razie nieudane dla Londynu, przyznajmy to głośno – pokazują, że z rozwodu Zjednoczonego Królestwa z Unią Europejską będą jednak nici. O czym nieśmiało zaczyna mówić gabinet obecnej premier Theresy May. To, paradoksalnie, dobra wiadomość dla Polaków, którzy mieszkają na Wyspach i zbudowali tam sobie nowe życie.


Cairde-Shinn-Fein1

Nie chodzi wcale o pieniądze, które Brytyjczycy mieliby wpłacić do unijnej kasy za wyjście z Unii (to nieco bardziej złożony problem, ale tak właśnie widzi go brytyjska ulica), ani o to, że brytyjscy emeryci gremialnie zasiedlają cieplejsze kraje wspólnoty i boją się, że po wyrzuceniu emigrantów zarobkowych m. in. z Polski stracą prawa do służby zdrowia i jakieś niewielkie zasiłki, które z chęcią pobierają od obcych rządów. Londyn tak naprawdę odkrył, że jedną fundamentalną dla istnienia Zjednoczonego Królestwa sprawę ma niezałatwioną i zamiecenie jej pod dywan na trzy dekady nie rozwiązał problemów.

Chodzi oczywiście o kwestię irlandzką – dokładnie o granicę między Irlandią a Irlandią Północną, częścią Zjednoczonego Królestwa z punktu widzenia 10 Downing Street, zaś z punktu widzenia dublińskich narodowców spod flagi Sinn Fein, częścią ich kraju znajdującą się pod brytyjską okupacją.

Żadna wojna wyzwoleńcza nie przyniosła Anglikom tyle bólu i cierpienia, co ataki terrorystyczne dokonywane przez żołnierzy Irlandzkiej Armii Republikańskiej, która walczyła o zjednoczenie całej wyspy pod jedną zielono-biało-pomarańczową flagą.

Rozwód z Europą na warunkach, jakie chciał narzucić Londyn a co określał mianem „Twardego Brexitu” oznaczał to, że Zielona Wyspa znowu zostanie rozdzielona granicą i zasiekami z drutu kolczastego. I, tak, dzieci terrorystów z lat 80. sięgnęłyby znowu po broń wprowadzając jeszcze więcej niepewności na i tak przerażone ulice Londynu. Kto wie, może z czasem IRA dogadałaby się z pragnącymi kalifatu brytyjskiego islamistami, którzy choć od wielu miesięcy siedzą w Londynie cicho, serwisy społecznościowe aż huczą od dyskusji na temat wywołania kolejnych niepokojów w brytyjskiej stolicy.

To prawda, że irlandzkim katolikom nie po drodze z fundamentalistami islamskimi, tyle że… tym razem prowadziliby walkę przeciwko jednemu wrogowi. A i jedni, i drudzy szukają silnych sojuszników.

Rząd Theresy May zapowiada, że granica w Irlandii nie wróci – w każdym razie nie wróci z winy Londynu. A to oznacza, że nie będzie całkowitego wyjścia z unii celnej i wspólnego rynku. Ani zamachu na Europejczyków, którzy nad Tamizą zbudowali swoje domy i założyli rodziny. Shakespeare komentując Brexit wzruszjąc ramionami powiedziałby dzisiaj ponownie „much ado about nothing”…

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

308152