23082017Nowości:
   |    Rejestracja

Polskie dzieci


Obóz namiotowy pod ambasadą Szwecji w Warszawie okazał się najskuteczniejszą formą protestu młodej mamy przeciwko odebraniu jej dziecka – bandyckiemu odebraniu – przez szwedzkiego obywatela. Szwedów rażą transparenty w tej sprawie i te kilka namiotów matki i jej przyjaciół. Media, które do tej pory były raczej obojętne w tej sprawie zrobiły swoje – kamery TVP, Polsatu i TVN, mikrofony polskiego radia przyciągnęły urzędnika z Ministerstwa Sprawiedliwości. Z obietnicą pomocy. Protest pod ambasadą trwa.


namioty

Sprawa ośmioletniej Mai, którą Szwecja odebrała Polce być może zmieni podejście władz polskich to tego, w jaki sposób Polacy są traktowani przez administracje i sądy krajów europejskich. Już niedługo minie rok, odkąd Maja została uprowadzona z polskiej szkoły przez ojca i wyrwana z rodzinnego domu. Matka może z nią rozmawiać ale tylko przez Skype. Pół godziny raz w tygodniu.

Sprawą trudno było zainteresować Ministerstwo Sprawiedliwości. Podobnie, jak media głównego nurtu, które tak naprawdę zajęły się nią dopiero w momencie, kiedy pod ambasadą szwedzką w Warszawie pojawiły się namioty mamy Mai i jej przyjaciół.transparenty1

Córka porwana ze szkoły

Trzeba oddać, że tym razem dziennikarze są skuteczni. Choć nie było ich, kiedy sędzia Maria Pyszków, w imieniu Rzeczpospolitej uznawała jawnie niesprawiedliwy i tendencyjny wyrok sądu w Szwecji przyznającego wyłączne prawo do opieki nad dzieckiem jego ojcu. Obecni przy sprawie prawnicy wprost mówili o braku empatii i podłości. Podłości sądów szwedzkiego i polskiego.

Sprawę ośmioletniej Mai już raz opisywaliśmy. Jej mamę, Katarzynę Malinowską poznaję z polecenia. Jedna z moich znajomych opowiedziała mi niestworzoną historię o porwaniu dziecka z polskiej szkoły, i gehennie, jaką przechodzi jego matka. Dzisiaj kiedy mówi o swojej córce głos jej się załamuje. Ale zapewnia, że nie ustąpi. Bo po ośmiu latach życia z córką, wychowywania jej, trosk znanych wyłącznie rodzicom, staje przed perspektywą, że córki nigdy nie zobaczy.

– Jak to możliwe? – pyta.

Maja jest owocem pewnie namiętnej, choć krótkiej miłości polskiej stewardessy i szwedzkiego pilota. Pilota, który przez pierwsze lata bardziej interesował się mamą swojego dziecka, niż samą córką. Kiedy dowiedział się, że ze związku nici – Katarzyna nie będzie służącą w domu Szweda, chce pracować, ma ambicje – wytacza grube armaty i rozpoczyna procedurę pozbawienia swojej byłej partnerki praw rodzicielskich. Ma szczęście, bo zaczął pierwszy i zaczął przed sądem w Szwecji.

– Oczywiście, że będziemy bronić naszej obywatelki – uznali szwedzcy sędziowie i niemal natychmiast przysłali do Polski urzędników swojej pomocy społecznej, którzy przez rok badali warunki w jakich mieszka i rozwija się Maja. Skandynawskie urzędniczki skrupulatnie badały całą złożoną sytuację i po roku wydały opinię. 25-stronicową opinię, że warunki w których rośnie i rozwija się Maja, są doskonałe. ‘Dziecko powinno pozostać przy matce’ – piszą.

Oczywiście kontakt z ojcem także jest zabezpieczony. Mama Mai często odwozi córkę do Sztokholmu. Ale w pewnym momencie wizyty stają się koszmarem. Szwed nie potrafi zaakceptować drugiej ciąży i nowego związku Katarzyny. W końcu proponowane przez niego wizyty w Szwecji zaczynają kolidować ze szkołą Mai. Dziecko nie jedzie do Szwecji. Tata dostaje propozycję uzgodnienia terminów spotkań pod kątem kalendarza szkolnego.

Po kilku tygodniach sąd w Szwecji rozpatruje sprawę jeszcze raz i wydaje wyrok, że w związku z tym, Maja powinna zamieszkać w kraju Gustawa Adolfa. Przeciwko Katarzynie Malinowskiej zostaje wystawiony europejski nakaz zatrzymania. Za utrudnianie kontaktów z dzieckiem.transparenty

Szwedzki wyrok trafia do polskiego sądu, który… po prostu przepisuje go i wydaje podobny.

– Ale dobro dziecka… Córka ma tu szkołę, koleżanki, dom, braciszka, którego kocha – broni się Katarzyna. Zlecna niezależne badanie psychologiczne, przynosi do sądu nagrania z rozmów z córką, już tych przez Skypa, na których dziecko zanosi się łzami z tęksnoty za mamą, bratem, szkołą, przyjaciółmi, nawet swoim pokojem w warszawskim mieszkaniu. Wśród dokumentów, które trafiają jako wnioski dowodowe znajduje się 25-stronicowa opinia szwedzkich urzędnków. Ta jednoznaczna – że Maja powinna być przy mamie i koniec, kropka.

W imieniu Rzeczpospolitej

Polski Sąd oddala wszystkie dowody zgłaszane przez mamę dziewczynki i pisze dokładnie to samo, co Szwedzi. Że Maja zostanie z ojcem, bo matka próbowała utrudniać kontakty. Niedługo później odbywa się apelacja – też przegrana przez Katarzynę.

Dzisiaj na stole przed namiotami przy szwedzkiej ambasadzie leżą trzy petycje – do prezydenta, premier i ministra sprawiedliwości. Podpisów przybywa z każdą godziną. Chodzi o wsparcie w sprawie Mai. Pojawia się również urzędnik z Ministerstwa Sprawiedliwości, z deklaracją, że ministerstwo pomoże na pewno.

– Nic nie wiedzieliśmy o całej sprawie – wyjasnia

– Doprawdy? – to jedna z koleżanek pani Kasi.

Prośba o wsparcie trafiła już do premier Beaty Szydło, ministra Zbigniewa Ziobry, Rzecznika Praw Obywatelskich, Rzecznika Praw Dziecka i w końcu do kancelarii prezydenta. Wszyscy odsyłali matkę do szwedzkich sądów.

Polscy rodzice stracili w ostatnich latach kilka tysięcy dzieci na rzecz rodziców z krajów unijnych (i nie tylko). Polskie sądy ani razu nie wystąpiły w obronie interesów polskiego obywatela – jako rodzica. Dzieci przepadają bezpowrotnie, bo w Niemczech, Szwecji, Norwegii, Holandii, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii nawet nie są uczone języka polskiego. Jeżeli umiały ojczysty język, to go zapomną.

Ministerstwo Sprawiedliwości włączyło się w sprawę odebranego Polsce trzydniowego niemowlęcia w Niemczech, w szpitalu w Esslingen.

To właśnie tam na początku sierpnia wkroczyli przedstawiciele do spraw dzieci i młodzieży i odebrali Polce trzydniowe niemowlę. Przedstawiciele niemieckiego Jugendamtu zabrali Polce trzydniową dziewczynkę, a swoją decyzję tłumaczyli tym, że matka nie wykarmi swojego dziecka i spowoduje, że niemowlę… ‘wyschnie’.

Mąż Polki, który nie jest biologicznym ojcem dziecka zdradził, że ta od dwóch tygodni nie widziała swojej pociechy. Mężczyzna pomaga żonie w rozmowach z urzędnikami. Zdradził, że Jugendamt miało podjąć decyzję o powrocie dziewczynki do domu. Jednak postawiono jeden warunek – w opiece nad noworodkiem, Polce ma pomagać położna. Pielęgniarka jest, ale kobieta nadal nie odzyskała córki. W oświadczeniu rodziców, podają, że wbrew woli po dwóch tygodniach nałożono na niemowlę niemieckie obywatelstwo.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

1 komentarz dla artykułu "Polskie dzieci"

  1. grzech pisze:

    takie są następstwa rozwiązłości jaka panuje współcześnie i nie przemyślanych wyborów.
    Powstaje problem czy dziecko ma być przy matce czy przy ojcu (bo dlaczego przy nim nie?)
    Gdyby byli rodziną nie byłoby tematu. Jednemu i drugiemu się zachciało a dziecko cierpi bo rodzice są po obu stronach Bałtyku a nie w jednym kraju.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

290516