18062018Nowości:
   |    Rejestracja

Polska publicystyka polityczna


Tak się składa, że należę do tych już bardzo nielicznych, którzy pamiętają polską publicystykę polityczną z czasów przedwojennych.


Chociaż szczerze mówiąc zawdzięczam to nie własnej inicjatywie, ale mojemu wujowi, który przyjeżdżając do nas na Wołyń na wakacje kazał sobie sprowadzać różne periodyki i namawiał do wspólnego czytania mnie i brata, a także dyskusji na poruszone tematy.

Najbardziej interesująca była lektura na temat zasadniczej roli Polski, jej przyszłości, kierunków rozwojowych, a nade wszystko jej wielkości.

Wszystko to było na tyle frapujące, że w gimnazjum brałem udział w różnych politycznych akcjach nie należąc zresztą do żadnej organizacji posiadającej jakiekolwiek polityczne koneksje oprócz harcerstwa służącego „Bogu i Ojczyźnie” wg wskazań przyrzeczenia harcerskiego.

Trzeba przyznać, że już w drugiej połowie lat trzydziestych polityczne wpływy na młodzież gimnazjalną / po reformie Jędrzejewiczów i licealną/ były zdominowane przez ONR. Członkowie i sympatycy „Falangi” /Falanga walczy, Falanga czuwa, Falanga Żydów z Polski usuwa/ – dominowali na wszelkich zebraniach, ale też organizowali własne akcje skierowane głównie „anty” wszystkiemu, co uznawali za wrogie Polsce ich wyobrażeń.

Osobiście naraziłem się im wyrażając zdanie w obronie wolności słowa przy okazji zwołanego przez nich wiecu dla potępienia „Głosu Uczniowskiego”, za wydrukowanie wiersza Tuwima „Do prostego człowieka”.

Zastrzegłem się wprawdzie, że nie podzielam zdania autora, a wiersz uważam za zwykłą agitkę a nie dzieło wielkiego poety, którym niewątpliwie był Tuwim, zresztą wówczas najpopularniejszy, a co ku zazdrości innych poetów, najlepiej zarabiający polski poeta.

W czasie wojny w prasie podziemnej panowała prawdziwa wolność gdyż nie obowiązywała żadna cenzura. Oczywiście poza polską prasą znajdowały się pisma komunistyczne, ukrywające się zresztą pod nazwami nieafiszującymi się ani komunizmem, ani sowieckim pochodzeniem.

Bardzo wiele publikacji było poświęconych koncepcji Polski powojennej, począwszy od jej terytorialnego położenia przez ustrój polityczny, koncepcje rozwoju różnych dziedzin życia narodowego aż po program gospodarczy.

Najskromniejszy program przyrostu terytorialnego przedstawiany głównie w publikacjach lewicowych i umiarkowanie centrowych – przewidywał włączenie do Polski Gdańska, połączenia całego Górnego Śląska i poprawki związane z posiadłościami przedrozbiorowymi w Wielkopolsce.

Najbardziej radykalni byli przedstawiciele „Konfederacji Narodu” Bolcia Piaseckiego, którzy postulowali przyłączenie do Polski całego Śląska i Serbo Łużyczan, a także na północy Strzałowa /Stralsund/ i wyspę Rugię jako strategiczny „Gibraltar” Bałtyku i oczywiście całych Prus Wschodnich.

Na wschodzie nikt nie myślał o oddaniu Sowietom czegokolwiek a KN domagał się powrotu na tereny Polski przedrozbiorowej, ale już nie jako Rzeczpospolitej Obojga Narodów tylko Polski jednonarodowej.

Dość skromnie reprezentowani piłsudczycy uznawali, że jedyną koncepcją skutecznej obrony przed agresją niemiecką i rosyjską jest zrealizowanie federacji Polski, Litwy, Białorusi i Ukrainy.

Ci, którzy nie widzieli możliwości ekspansji na wschodzie, potrafili niekiedy upomnieć się o „bastiony” polskości takie jak Kamieniec Podolski.

Oczywiście nie znałem całego przekroju prasy podziemnej, ale z racji pracy na siatce, przynajmniej do początków roku 1943 miałem dostęp, a nawet obowiązek czytania wszystkiego, co dostarczała obwodowa komórka BiP’u w celu umieszczenia ciekawszych informacji w biuletynie obwodowym rozsyłanym do wszystkich rejonów.

Sprawy koncepcji terytorialnej obszaru Polski i polskich wpływów mogły się wydawać aktualne przynajmniej do roku 1943, kiedy jeszcze przewidywano możliwość zwycięskiego zakończenia wojny przy utrzymaniu się frontu wschodniego w głębi Rosji. Coś na kształt stanu z 1918 roku.

Późniejszy bieg wypadków uczynił je nieaktualnymi przynajmniej do upadku Sowietów, kiedy powstanie nowej konfiguracji na wschodzie otworzyły możliwości innych rozwiązań aniżeli te, które nastąpiły między innymi z przyczyny całkowitego zaniechania ze strony polskiej podjęcia jakiejkolwiek inicjatywy.

Jednakże obecny stan konfiguracji politycznej wschodniej Europy nie może nas zadawalać i wymagane jest długofalowe działanie w kierunku jego zmiany nie tylko dla naszej korzyści, ale przede wszystkim dla korzyści naszych wschodnich sąsiadów i całej Europy.

Kształt polskiej państwowości został zdecydowany konstytucją z 1935 roku uznawaną przez wielu jako „antydemokratyczna” chociaż pozostawiła możliwość demokratycznego trybu wyboru władzy ustawodawczej.

Zarzucano jej szczególnie powierzenie olbrzymiej władzy prezydentowi RP „odpowiedzialnym przed Bogiem i historią”, co czyniło go niemal monarchą.

Trzeba jednak przyznać, że ta konstytucja stanowiła pod względem organizacji państwa twór doskonały, w którym nie było luk prawnych ani możliwości różnorakiej interpretacji uprawnień poszczególnych składników władzy.

Ten kształt państwowości był kwestionowany przez wszystkie partie polityczne składające się na „wielką czwórkę”, będącą podporą zarówno rządu na uchodźstwie jak i jego delegatury na kraj zwanej „rządem krajowym”.

Nie dążono wprawdzie do powrotu do konstytucji marcowej, która nie bardzo przystawała do polskich realiów politycznych, ale przewidywano konieczność wprowadzenia zmian w zakresie uprawnień prezydenta, czego przedsmakiem była niezgodna z konstytucją umowa między Sikorskim i Raczkiewiczem ustalająca system kontrasygnaty premiera.

Niezależnie jednak od wszystkich zastrzeżeń wszyscy uznawali konieczność utrzymywania w Polsce silnej władzy wykonawczej.

W ten sposób po zastosowaniu skrajnych i przeciwstawnych rozwiązań przyszła kolej na wypośrodkowanie, co można uznać za objaw dojrzałości politycznej polskiego przedstawicielstwa politycznego.

Sęk w tym, że to przedstawicielstwo przestało istnieć, a w jego miejsce powstała przekształcona forma peerelowskiej agentury, wokół której utworzyły się doraźne ugrupowania dążące do przejęcia, lub przynajmniej uszczknięcia władzy zakreślonej w stosowanej konstytucji będącej kontynuacją „konstytucji” PRL.

Polska przeżyła przed wojną dość burzliwy spór o kształt polskiego szkolnictwa i kierunków wychowania, wyrazem jego był napór władz kościelnych na religijny charakter wychowanie, a z drugiej strony domaganie się „świeckości” szkoły reprezentowane głównie przez koła liberalne i przedstawicieli kierownictwa ZNP / afera „Płomyka”/, co zresztą zmusiło do komisarycznego obsadzenia stanowiska przewodniczącego ZNP /Związek Nauczycielstwa Polskiego/.

Współczesne zmiany / zbyt częste/ w systemie szkolno wychowawczym prowadzone są jakby poza społeczną dyskusją. Do dzisiaj nie rozwiązano podstawowego problemu – możliwości wyboru sposobu edukacji, nawet proponowane „bony szkolne” zaginęły bez wieści.

Dziedzictwo po PRL w postaci jednostajnej formy szkoły ciągle króluje, a przecież jest to w najogólniejszym ujęciu bodajże najważniejszy problem wymagający wypowiedzenia się jak najszerszych warstw społecznych.

W dziedzinie gospodarki nikt nie pytał Polaków jakiego kształtu gospodarki polskiej pożądają i w jakim chcieliby aktywnie uczestniczyć.

Ubóstwo dyskusji na ten temat jest przerażające, spotykamy się jedynie z potępieniem w czambuł tego co się stało po 1989 roku, lub wychwalaniem i radością z rzekomych sukcesów polskiej gospodarki.

Mamy do czynienia ze stanem, w którym Czesi, Słowacy, Słoweńcy czy Węgrzy jakoś potrafili określić swoją rolę w nowym układzie stosunków gospodarczych, natomiast polska gospodarka została całkowicie podporządkowana dyktatowi zewnętrznemu.

Brakuje nam poważnej dyskusji na ten temat, niezbędnej dla określenia celów i sposobów dotarcia do nich.

Trafiliśmy do UE, w której wszystko jest podporządkowane interesom niemieckim i nikt nie próbuje zainspirować jakąś twórczą ideą służącą nie tylko jednemu, ale całej zbiorowości europejskiej. W taki układ można również wkomponować miejsce i rolę polskiej gospodarki.

Próbowałem w swoim czasie uruchomić dyskusję na ten temat, ale na próżno, bieżące rozgrywki i zwykłe plotki zagłuszają każdy głos w tej sprawie.

W przedwojennej Polsce szczególnie ostrą polemikę wywoływały nasze stosunki zagraniczne. Pamiętne są wypowiedzi Cata – Mackiewicza na temat naszych „egzotycznych” sojuszy czy też ostrzeżenia Adolfa Bocheńskiego w odniesieniu do różnicy między zagrożeniem zachodnim ze strony Niemiec i wschodnim od Sowietów, a raczej ciągle Rosji.

Nasze współczesne położenie również wymaga poważnej dyskusji w odniesieniu do możliwości wyboru różnych układów i ich konsekwencji.

Niestety poza wypowiedziami najwyraźniej inspirowanymi obcymi interesami niewiele w tym istotnym dla naszej egzystencji temacie się dzieje.

Jest oczywiście mnóstwo problemów, które powinny podlegać ożywionej dyskusji, jak choćby sprawa nierówności społecznych, aktywności zawodowej, opieki społecznej itd.

Powstaje pytanie: – czy ten naród wreszcie zmądrzeje i zacznie się interesować rzeczywistymi problemami, czy też karmiony śmieciem i błyskotkami zgłupieje do ostateczności i da się zaprowadzić tam gdzie chcą tego manipulatorzy urządzający nowy bezmyślny świat pędzący ku zagładzie.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

312920