21102017Nowości:
   |    Rejestracja

Politycznie amnezjonowani


Pamięć polityczna jest niezwykle krótka. Konkurować krótkością może z nią jedynie pamięć społeczeństwa. O ile jednak społeczną krótką pamięć da się wytłumaczyć samoreprodukcją „ustawionego” systemu, jałowością podejmowanych wysiłków i w końcu chwytaniem się nadziei na przyszłość, niczym tonący brzytwy, o tyle dla politycznej krótkiej pamięci wytłumaczenia być nie powinno.Szczególnie w sytuacji, kiedy bez uczciwego rozliczenia się z własnymi dokonaniami brnie się w kolejne obietnice, buduje złudne nadzieje na niekiedy przeciwstawnym do poprzedniego politycznym fundamencie.


Kronika_filmowa_1

 

 

To oczywiście z czysto ludzkiego punktu widzenia wydaje się czymś normalnym. Przecież tak nakazuje zwykła tzw. uczciwość, co oznacza kierowanie się zasadami uznanymi przez pozostałą i otaczającą nas część społeczeństwa.

 

Zjawisko opisane powyżej jednak bierze się z prostego faktu uczynienia pewnych kręgów społeczeństwa bezkarnymi, czyli zwolnionymi z ponoszenia odpowiedzialności za swoje czyny. Po części takiemu zjawisku jesteśmy winni my sami. Nie potrafimy w sposób stanowczy oprzeć się rozdymaniu prerogatyw władzy. Ten proces często dokonuje się za naszymi plecami i ma charakter pełzający (żaba w podgrzewanej wodzie) tak, że może umknąć uwadze. Gdy fakty wychodzą na jaw właściwie pozostawałoby już tylko wyjście na ulicę, chyba jednak po to, by zostać okrzykniętym warchołem i zadymiarzem przez mainstreamowi propagandę. Poza tym można zarobić jeszcze pałą albo gazem łzawiącym.

 

Pod ślicznie brzmiącym eufemizmem odpowiedzialności politycznej kryje się faktyczna bezkarność inspiratorów rozlicznych afer, w najlepszym przypadku nieudaczników i kunktatorów, żyjących wg zasady trwać, jak najdłużej i ustawić się, jak najlepiej. Mówimy tu o wyłączeniu z najbardziej podstawowej odpowiedzialności prawnej za popełnione i karane kodeksem czyny, zaniechania, czy sprzeczne z przyjętymi ustawami działania i nawet prawami człowieka, z czego przecież my wyłączeni nie jesteśmy. Taka jest jedna z najbardziej prymarnych zasad konstrukcji ładu społecznego, jaki znamy. Ta wspomniana odpowiedzialność polityczna to rodzaj anturażu rozmydlającego fakty, utrudniającego określenie rozmiaru odpowiedzialności i wyprowadzającego dociekliwych na prawne manowce.

 

Przekładając na język „zrozumiały” posłużymy się wydawałoby się banalnym przykładem. Oto znany i uznany polityk, reprezentant rządu państwa z mównicy (może nie sejmowej) wygłasza opinię, że dotychczasowy sposób współfinansowania telewizji publicznej jest archaiczny (abonament) i zachęca, ba wręcz oświadcza, żeby go zaprzestać. I nie ma, co do tego wątpliwości, że wielu słysząc to tak czyni. Po latach okazuje się, że nasza interpretacja wypowiedzi osoby publicznej, której opinii słusznie moglibyśmy zwierzyć była czymś w rodzaju gadki szmatki, albo licentia poetica a te zmanipulowane tysiące muszą ponieść karę finansową za swój uczynek.  Zresztą licentia poetica to chleb codzienny polityki.

 

Oczywiście przykład jest może z gatunku bardziej humorystycznych, ale wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że te naprawdę poważne można liczyć najmniej w setkach.

 

Osoba publiczna, szef instytucji rządowej i jemu podobni zdają się przypominać sławne ze swej obłudy agencje ratingowe, które manipulując ratingami i uzurpując sobie prawo wiarygodności i istotności dla rynków finansowych po kryzysie 2008 roku zgrabnie wycofały się z odpowiedzialności tłumacząc, że te ratingi to były tylko niewiążące opinie. Skoro tak, to pytamy, dlaczego ktokolwiek się nimi przejmuje, wyczekuje ich i posiłkuje nimi w ocenie gospodarek a nawet całości ustroju państw? I podnosi larum, jak agencje te pierdną niekorzystną dla danego kraju opinią właśnie? W psychologii jedna z podstawowych zasad komunikacji między ludźmi nakazuje dla własnego dobra ściśle rozgraniczać oceny od opinii.

 

Jeśli opinie są dla nas znaczące i nie możemy po prostu powiedzieć, że są nieistotne, wrzucić je do kosza, to jest jasnym, że są częścią pewnego globalnego (i lokalnego) układu gospodarczego i politycznego. Nadal nie wymyśliliśmy jeszcze sposobu na walkę z nim zarówno w makro i mikro skali naszego politycznego podwórka. Jeśli obserwujemy typowe dla każdej sitwy zachowanie nazwane „ręka rękę myje”, co u nas objawia się chociażby trudnością w odebraniu jakiemukolwiek posłowi immunitetu, to znaczy, że jeszcze jesteśmy u początku drogi.

Z pozdrowieniami Liber

Napisane przez:


rysownik, satyryk. Z wykształcenia socjolog. Ciągle zachowuje nadzieję

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

286587