19102017Nowości:
   |    Rejestracja

„Pod Krokodylem” hula tylko wiatr…


Wieś Gatne Drugie (Nowe Gatne do 2009 roku) stała się sławna dzięki pozostałościom po próbie wybudowania tzw. obwodnicy Augustowa przez dolinę Rospudy. Faktycznie, betonowe ławy i fragmenty jezdni w szczerym polu cokolwiek dziwią.

Ale kto spośród zwiedzających to miejsce wie, że nieopodal d. drogi nr 19(obecnie 8) leży prawdopodobnie najdroższy w Polsce kawałek zagajnika?


1.

 

Fragmenty operatu szacunkowego sporządzonego w 2000 roku:

Przedmiotowa nieruchomość położona jest przy drodze krajowej nr 19(obecnie – 8, przyp. HD) łączącej Augustów z Suwałkami. Droga ta jest jedna z tras komunikacyjnych łączących Białystok z przejściem drogowym z Litwą w Budnisku.

Ponieważ następuje ciągły wzrost intensywności kontaktów gospodarczych z naszymi wschodnimi sąsiadami, można wnioskować o ciągłym wzroście ilości klientów w obiektach hotelarsko-gastronomicznych. Jednocześnie standard pomieszczeń pozwala obsłużyć nawet wybrednych klientów. (…)

Bryła obiektu to połączenie przewiązką układu prostokątów z nieregularną bryłą części gastronomicznej (z podjazdem dla niepełnosprawnych, wykuszami i uskokami w licu budynku).

W części hotelowej na poddaszu zlokalizowano pokoje dla obsługi. Teren od strony drogi został przeznaczony na duży parking, wyłożony kostką brukową. (…) Prace remontowo-adaptacyjne zostały zakończone w 1998 roku i obecnie (2000 r. – HD) obiekt jest użytkowany.

Stąd też standard wykończenia pomieszczeń oraz układ funkcjonalny obiektu jest bardzo dobry.

Pomieszczenia zaplecza kuchennego oraz toalety wykończono płytkami ceramicznymi. (…) Konstrukcja budynku jest wykonana metodą tradycyjną. Elewacja wykonana z cegły klinkierowej. Stolarka okienna i drzwiowa zewnętrzna – aluminium. Budynek wyposażony we wszystkie media. Kotłownia zlokalizowana w piwnicy części gastronomicznej – piec na olej opałowy.

 

2.

 

„Krokodyl” dysponował dwoma apartamentami, pięcioma pokojami dwuosobowymi, czterema trójkami oraz jedną czwórką. W sumie pojemność przeciętnego autobusu. Część restauracyjna mogła pomieścić nawet 160 klientów.

3.

 

Zdaniem sporządzającego operat rzeczoznawcy majątkowego (prowadzącego swoje biuro w lezącym po drugiej stronie Polski Raciborzu – 660 km) Pawła Mileja obiekt ten w trwającym jedynie 3 miesiące sezonie (czerwiec-sierpień) powinien przynosić ponad 120 tysięcy przychodu, natomiast w pozostałe części roku ponad 200 tysięcy. Razem zdaniem pana Pawła – 323.476,- zł.

Dla porównania w tym że 2000 roku płaca minimalna wynosiła 700,- zł. Brutto.

Okazuje się jednak, że część hotelowa to tak naprawdę niewiele warta przystawka. Lwia część dochodu, jaki zajazd generuje, według wspomnianego rzeczoznawcy pochodzi z części gastronomicznej.

Konkretnie w ciągu roku jest to kwota 1.326.250,- zł.

Razem przychód z części hotelarskiej i gastronomicznej wyniósł 1.649.726,- zł.

Czyli równowartość 2357 najniższych płac w tym okresie.

Zadziwiające jest, w jaki sposób biegły dokonał tych ważnych ustaleń. Logiczne jest, a przynajmniej powinno, że w przypadku działającego od dwóch lat obiektu podstawą do wykazania rentowności przedsiębiorstwa są księgi handlowe.

W przypadku operatu pana Pawła Mileja tak się jednak nie stało.

O czym zresztą sam pisze na str. 10 swojego operatu:

Ponieważ Zleceniodawca nie prowadzi działalności na wycenianej nieruchomości a obecny Właściciel nie wyraził zgody na udostępnianie danych dotyczących obrotów, przyjęto do analizy własne informacje z obserwacji i ceny zawarte w cennikach.

A ponieważ brak było na lokalnym rynku transakcji podobnych, do wyceny raciborski biegły zastosował metodę kapitałową.

Jako że nie widział na oczy ksiąg handlowych firmy zmuszony był do wyceny przyjąć kolejny dowolnie ustalony przez siebie parametr. Otóż koszty związane z prowadzeniem zajazdu zostały określone na 35%. Czyli zarobek właścicieli w skali roku to 1.237.294,50 zł.

Raptem 103.107,88 zł miesięcznie.

Po podstawieniu tychże wartości do wzoru zdaniem biegłego cały obiekt (nie tylko zajazd, ale dwie niezabudowane działki porośnięte częściowo lasem) miały być warte prawie 7 milionów złotych.

Konkretnie 6.850.000,- zł (k. 17 operatu).

4.

 

Stanowiący integralną część operatu wypis z księgi wieczystej nr 19575 (obecnie SU1A/00019575/3) z dnia 24 lipca 2000 roku wskazywał na brak jakiejkolwiek hipoteki bądź innych ciężarów spoczywających na nieruchomości.

Po prostu miodzio.

Jako zastaw pod kredyt.

5.

 

Cofnijmy się nieco w czasie.

28 grudnia 1999 roku jedyny udziałowiec niewielkiej spółeczki z o.o. o nazwie KOR-STOP (kapitał zakładowy wynosił…60 zł!) podejmuje uchwałę. Otóż mizerny kapitał KOR-STOP-u został podwyższony o, bagatela, 3.429.940,- zł, czyli do wysokości 3.430.000,- zł poprzez podwyższenie wartości dotychczasowych udziałów o 999,- zł każdy (do 1000,- zł) oraz ustanowienie nowych udziałów. Do spółki wszedł drugi wspólnik, obejmując tyle nowych udziałów, żeby wystarczyło dokładnie na 50% kapitału. Na pokrycie kapitału wspólnicy wnieśli właśnie wyżej opisany zajazd, którego byli współwłaścicielami w częściach równych.

Znaczy się, po połowie.

Miesiąc później nastąpiła kolejna zmiana. Tym razem nie mającą nic wspólnego z planowaną działalnością nazwę KOR-STOP zastąpiła dumnie brzmiąca nazwa: Konsorcjum Kapitałowe ENERGOTECH sp. z o.o.

Nowy wspólnik, Mirosław Ewiak, zostaje powołany na funkcję jednoosobowego prezesa zarządu i z miejsca udziela drugiemu wspólnikowi, Józefowi Gąsiorowi, prokury samoistnej, czyli de facto daje mu takie same uprawnienia, jakie sam posiada.

6.

 

Próżno szukać w aktach rejestrowych spółki śladu jakiegokolwiek raportu wskazującego na to, że po podwyższeniu kapitału zakładowego (poprzez wniesienie do majątku spółki wspomnianego motelu) była prowadzona jakakolwiek działalność. Odnajdujemy jedynie uchwałę wraz z wnioskiem o wpis zmiany zarządu – dnia 6 czerwca 2000 roku odwołano bowiem jednogłośnie prezesa Mirosława Ewiaka (za odwołaniem głosował również Ewiak, dysponujący 50% kapitału zakładowego spółki) i powołano warszawiaka Michała Kowalskiego.

7.

 

Ślady tego, co się naprawdę działo, odnajdziemy w archiwalnych wydaniach nieistniejącej już gazety Trybuna Śląska.

Prokuratura Okręgowa w Białymstoku postawiła dyrektor jednego z rybnickich banków i jej zastępczyni zarzuty działania na jego szkodę. Prokuratura odmówiła podania nazwy banku i inicjałów podejrzanych kobiet.

– Udzieliły kredytu na kwotę 3.490.000,- zł, nie sprawdzając zdolności kredytobiorcy do spłaty. Grozi im do 10 lat więzienia – powiedział „Trybunie Śląskiej” Sławomir Luks, zastępca prokuratora okręgowego w Białymstoku. (…) W sprawie aresztowano październiku ub. roku siedem osób. Zarzucono im utworzenie grupy o charakterze zbrojnym, podżeganie do zabójstw – głównie na tle porachunków gangsterskich – czerpanie korzyści z nierządu i namawianie do prostytucji.

Z materiału dowodowego wynika, że ludzie związani z gangiem wyłudzili w Rybniku kredyt już w 2000 roku. Kredytobiorcą była osoba podstawiona, natomiast faktycznym odbiorcą gotówki był poręczyciel.

Co ciekawe, poręczeniem kredytu miała być hipoteka agencji towarzyskiej „Pod Krokodylem”- niedaleko Suwałk. Sęk w tym, że została sporządzona dopiero cztery miesiące po przyznaniu kredytu. Poza tym poręczyciel posiadał już w tym banku kredyt na 3,5 mln złotych – dodaje Luks. (…)

(tekst nosi tytuł Kredyt zaufania, autor Jacek Bombor, archiwum własne autora)

8.

 

Pomijając nieścisłości polegające na nazwanie zajazdu „Pod Krokodylem” agencją towarzyską reszta zgadza się, niestety.

Zajrzyjmy do księgi wieczystej SU1A/00019575/3.

W najbardziej interesującym nas dziale IV znajdujemy wpis:

HIPOTEKA Z TYTUŁU UDZIELONEGO KREDYTU OBROTOWEGO PRZEZNACZONEGO NA FINANSOWANIE BIEŻĄCEJ DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZEJ (HANDLOWO – USŁUGOWEJ). OPROCENTOWANIE KREDYTU W DNIU ZAWARCIA UMOWY WYNOSI 21,36% I JEST ZMIENNE. W PRZYPADKU STWIERDZENIA PRZEZ PKO POGORSZENIA SIĘ SYTUACJI FINANSOWEJ KREDYTOBIORCY W STOPNIU ZAGRAŻAJĄCYM SPŁACIE WYKORZYSTANYCH KREDYTÓW LUB STWIERDZENIA, ŻE KREDYTOBIORCA NIE SPEŁNIA WARUNKÓW OKREŚLONYCH W UMOWIE KREDYTOWEJ, BANK MOŻE WYPOWIEDZIEĆ UMOWĘ KREDYTOWĄ ZE SKUTKIEM NATYCHMIASTOWYM

Na kwotę 6.850.000,- zł.

Niestety, ze względu na migrację trudno odnaleźć chwilę wpisu w wersji dostępnej on-line.

Dodatkową wskazówkę odnajdujemy wiec w dziale III:

WSZCZĘCIE EGZEKUCJI Z NIERUCHOMOŚCI OBJĘTEJ NINIEJSZĄ KSIĘGĄ WIECZYSTĄ NA PODSTAWIE BANKOWEGO TYTUŁU EGZEKUCYJNEGO PKO BP / W RYBNIKU Z DNIA 9.01.2002 R. W SPRAWIE O SYGN. AKT 280/2001 CELEM ZASPOKOJENIA NALEŻNOŚCI PKO BP S.A. O/RYBNIK KWOCIE 3.450.000 ZŁ WRAZ Z ODSETKAMI I KOSZTAMI EGZEKUCYJNYMI.

9.

 

Czy egzekucja była przynajmniej w części skuteczna?

Na jednym z lokalnych portali znalazłem taką oto informację:

Krokodyl był swego czasu jednym z najpopularniejszych miejsc na trasie Augustów-Suwałki. Ale właściciele popadli w tarapaty finansowe. Obiekt, za długi, przejął jeden z banków. Nikt w tym czasie budynku nie nadzorował. Nieznani sprawcy zabrali wszystko, co się dało, z cegłami włącznie. Po „Krokodylu” pozostały jedynie wspomnienia.

http://www.podlaskie.strefabiznesu.pl/artykul/augustow-agustin-egurrola-wycofuje-sie-z-ogromnym-zalem-26401.html

10.

 

Za prawdziwością powyższej informacji przemawia… sama księga wieczysta. Otóż wg stanu z połowy roku 2000 w skład nieruchomości wchodziły 3 działki o łącznej powierzchni 1,9 hektara.

Dzisiaj jednak nieruchomość jest o ponad połowę mniejsza (0,8 hektara) i jest jedynie niezabudowanym gruntem częściowo porośniętym młodym lasem.

Jednoznacznie zatem część zabudowana została w końcu przejęta przez wierzyciela. Za jaką kwotę?

Jeśli porównamy wartości podane przez prokuratora Luksa z wysokością hipoteki okazuje się, że… za 100.000,- zł.

Kawałek piachu porośnięty częściowo sosenkami jest zatem najdroższym gruntem pozamiejskim w Polsce.

Kto wie zresztą, czy nie na świecie….

11.

 

Czy właściciele Krokodyla (a potem wspólnicy Energotechu) sami stali się ofiarami mafii?

Nieodzowna w notowaniu rozmaitości polskich gazeta wyborcza 17 lipca 2002 roku tak opisywała jeden z epizodów:

Mafiosi z gangu wołomińskiego porwali śląskiego biznesmena. Wozili go w bagażniku razem z metrowym waranem, przypalali żelazkiem i kazali mu żuć prezerwatywy. Po trzech miesiącach biznesmen uciekł, a zleceniodawca jego porwania zaginął na Mauritiusie.(…)

– Gangsterzy zmuszali Krzysztofa H., aby wyłudzał dla nich w całej Polsce różnego rodzaju towary. To miała być forma spłaty zobowiązań wobec E. – mówi prokurator Tomasz Tadla, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Katowicach (…).

(Marcin Pietraszewski, Podróż z jaszczurem , archiwum własne autora)

E. to oczywiście Mirosław Ewiak.

Zatem nie ofiara, ale bezwzględny mafioso, który dla odzyskania swoich szemranych pieniędzy nie cofa się nawet przed użyciem dość sporej jaszczurki?

12.

 

Przeglądając te wszystkie materiały widać jak na dłoni manipulację.

Otóż Ewiak nie działał sam. Razem z nim we wszystkich spółkach występował (i aktywnie działał) Józef Gąsior. Ba, po zaginięciu Ewiaka w czerwcu 2000 roku powoli i skrupulatnie zaczął przejmować wszystkie jego interesy. Carbo-tech, utworzona przez nich spółka cywilna, została w niepojęty sposób przekształcona w spółkę, której właścicielami byli już tylko Gąsior wraz ze swoją żoną. Nagle w obrocie pojawiły się weksle własne Ewiaka, które umożliwiły przejęcie blisko 20% kapitału zakładowego gliwickiej spółki SILESIA, jakie do niego należały. Beneficjentem całej operacji stał się mało znaczący referent, zatrudniony wcześniej przez Ewiaka, Grzegorz Kaziewicz.

Jednak te wszystkie wątki zostały pominięte.

Zły miał być tylko Ewiak, który zaginął i nie mógł się obronić.

I chociaż w Gliwicach nawet najmłodsze wróble ćwierkały, czym trudni się Józef Gąsior i Grzegorz Kaziewicz oraz utworzona przez nich firma windykacyjna (towarzystwo finansowe FUNT sp. z o.o., aktualnie nie mająca od trzech lat siedziby ani zarządu, co jednak nie przeszkadza jej być aktywną na terenie gliwickiego sądu) to pozostawali bezkarni. W pewnym sensie, odczuwalnym wyraźnie dla osób, które miały czelność stanąć im na drodze, byli nawet wyraźnie faworyzowani w procesach.

Bo przecież zły był tylko Ewiak.

13.

 

Tymczasem na terenie Gliwic zaczęła kursować plotka o człowieku, który oszukał wspólnika i zniknął. Bo, jak  opowiadali pracownicy (informowani o całej sprawie przez Kaziewicza i Gąsiora? Czy tylko jednego z nich?) Mirosław E. zniknął razem z blisko 6 milionami zł.

I dziś, a jeszcze bardziej wtedy jest to kwota pozwalająca na jako takie urządzenie się zagranicą bez troski o jutro.

Tymczasem w październiku 2012 roku sąd uznał Mirosława Ewiaka za zmarłego. Z datą 16 czerwiec 2000 roku.

A więc przed sporządzeniem operatu, pozwalającego na wyłudzenie kredytu.

Przed wydaniem wyroku zasądzającego od niego blisko 200.000 zł, które w końcu trafiły do jego referenta w formie udziałów w SILESII.

Ba, 4 (cztery!) lata wcześniej, niż zakończenie postępowania egzekucyjnego prowadzonego przeciwko niemu!

I znowu dylemat – gangster, czy raczej ofiara?

Czy Kaziewicz i Gąsior postępowali tak ostro, bo doskonale zdawali sobie sprawę ze śmierci Ewiaka?

Czy Mirosław E. został jedynie kozłem ofiarnym?

14.

 

Ziemia śląska kryje tajemnice… Podobną metodą i mniej więcej w tym samym czasie (2002-2004) został oskubany zabrzański oddział tego samego banku. Tym razem, zamiast nieruchomości o wartości wielokrotnie zawyżonej, jako zastaw posłużyła maszyna.

Kwota wyłudzenia podobna, bo sięgająca 6 milionów zł.

Dotarłem do świadka, który twierdzi, że człowiek uznany za mózg całej „operacji” (zaginął bez wieści podobnie jak Ewiak) w jego sprawie kontaktował się z Grzegorzem Kaziewiczem.

To oczywiście poszlaki.

Powstaje jednak pytanie, czy aby nie jest ich za dużo?

Czy nie powinno się ich wszystkich sprawdzić?

A co z Opolem, gdzie Józef G. poniósł wreszcie pierwszą w życiu karę?

Inna sprawa, że niewspółmierną do stopnia zawinienia.

Dlaczego nikt nigdy nie zapytał Gąsiora czy tez Kaziewicza o źródło wielkich pieniędzy, którymi obracali w przeszłości?

A przecież zwykły Kowalski czasem wzywany jest do urzędu skarbowego aby wyjaśnić, skąd wziął pieniądze na bardziej wypasioną lodówkę…

15.

W całej tej sprawie nie brakuje również elementów ludycznych.

Oto żona Mirosława rozwiodła się z nim 6 lat temu.

Zaocznie.

Październikowe orzeczenie sądu jednak dowodzi, że w momencie złożenia pozwu od 6 lat była już wdową.

Zarówno wyrok, jak i postanowienie są prawomocne.

30/31.12 2013

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 3 dla artykułu "„Pod Krokodylem” hula tylko wiatr…"

  1. Feruza pisze:

    Hi Judy,You will not believe this, but the fact is this is my first atmptet to make comment. I am a self-coach and lead others by example. I love helping people, who really are craving to make changes in their life/work/relationship etc.. Practically showing them how our mind works and how one single thought can create desired result(s).Since I have started to experiment on me becoming the live subject and playing with the very carefully chosen concepts such as self-coaching, self-emotional control, self-leadership & Management, Strategic thinker and so on, my life has taken a new meaning, resulting in sustainable state of happiness.I find these techniques very simple and engaging as long as I decide to act, leaving worries in the space.Thanks for sharing your experiences meaning invaluable bank of knowledge.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

158285