23052018Nowości:
   |    Rejestracja

Po czym poznajemy, że dobra zmiana się kończy?


Dziś w reprezentacyjnym kinoteatrze „Polonez”, moja pięcioletnia córeczka wyrecytuje jako solistka wiersz Juliana Tuwima pt: „Lokomotywa”. I nie wiem w związku z tym kto ma większą tremę, ona czy ja?


 

 

Czy aby da sobie radę moja kruszyna, sama na największej scenie w mieście z tą ciężką, ogromną i nie kończącą się lokomotywą?

Uff jak gorąco… Ich przedszkole przygotowało doroczne przedstawienie dla dziadków, z okazji dnia dziadków, i właśnie… Buch jak gorąco i pot z niej spływa tłusta oliwa!

Zaprowadziłem dziecko dziś do przedszkola wcześniej niż zwykle, ubrałem na galowo, dałem instrukcje co do obchodzenia się z butami, spodniami (bo zimno jak w psiarni przecież), kurtką zimową itd… i przekazałem z drżącym sercem największy mój skarb zaufanej przedszkolance. Ta zaś uśmiechnęła się uspokajająco i zapewniła, że Ania z pewnością poradzi sobie.

Kiedy już wychodziłem z sali, w której zostawiłem dziecko, wbił się tam Tomasz Chadamik, miejski radny, członek komisji do spraw społecznych i socjalnych tejże Rady, oraz ateista, który prawie co niedziela służy do mszy i żyje z uczenia katolickich dzieci religii. Nagle gwizd, nagle świst! Zbulwersowało mnie to, gdyż zabroniłem temu hipokrycie przebywania z moim dzieckiem w jednym wagonie, znaczy pomieszczeniu.

W kilku wcześniejszych felietonach opisałem dość szczegółowo tragikomiczne okoliczności mojego poznania się z panem radnym Juda…, to jest Tomaszem.

Nawet opublikowałem mój list otwarty adresowany do niego. Przypomnę tu tylko, iż dałem w nim szansę temu biedakowi wycofania się z twarzą z fałszywego świadectwa, które publicznie i z pełną świadomością kłamstwa, wziął na swe sumienie, składając przeciwko dobremu imieniu mojej rodziny.

Tak więc zbulwersowany zawróciłem. Najpierw powoli jak żółw ociężale ruszyłem jego śladem by przypomnieć paniom przedszkolankom o moim zakazie. Kiedy mnie panie przedszkolanki zobaczyły od razu się domyśliły dlaczego wróciłem. Tak to to, tak to to, gładko tak lekko tak, zapewniły że pan Tomasz już wychodzi i że dziś z dziećmi żadnych zajęć miał nie będzie. I rzeczywiście wyszedł, lecz zaczaił się na mnie na korytarzu i kiedy opuściłem salę syknął z szyderczym uśmieszkiem: „Co puściły nerwy? (tu użył mojego nazwiska w formie złośliwie zdrobnionej) Co! Już puszczają nerwy co?”

Zdziwiłem się tym nagłym przypływem odwagi u tej raczej tchórzliwej natury. Przez ponad rok facet ten schodził mi z drogi na paluszkach i wykazywał znaczną nadgorliwość w dokładaniu staranności by nie zaogniać konfliktu, ale i też by go nie zakończyć w sposób godny chrześcijanina. Aż tu nagle taka zmiana! No no, nie sądziłem, że nadajesz się też na prowokatora – pomyślałem zaskoczony.

Zła zmiana! Zadrżałem, Zła – nie ma przypadków, są tylko znaki. Złe zmiany ostatnio wysypują się jak zgniłe gruszki z nieznośnego kapelusza.

Z tym pseudokatechetą będą wkrótce kłopoty – zadumałem się – wyraźnie poczuł wiatr w żaglach. Zrobił tę prowokację nie bez przyczyny. Może preparował nagranie, tzw dowód dla Nadzwyczajnej Kasty? A więc szykuje się kolejny cyrk? Siła, która dotychczas trzymała go w ryzach najwyraźniej słabnie. Wiem co to za siła. To ta sama moc „dobrej zmiany”, która sprawiała, że bandyci którzy w 2013 roku mogli jeszcze bezkarnie napadać ludzi w ich własnych domach, od tamtej pory, mimo zwierzęcego wręcz popędu i wygłodzenia, nie odważyli się swojej agresji powtórzyć. To ta sama siła, która zatrzymała postkomunistycznego sędziego sądu rejonowego przed skazaniem mnie wbrew faktom, na 5 lat bezwzględnego więzienia. Ale niestety nie dała rady powstrzymać go przed skazaniem mnie na 5 miesięcy w zawieszeniu…

Wróciłem do domu przygnębiony. Postanowiłem napisać o złych znakach, które ostatnio snują się nad naszymi głowami niby czarne chmury, o „złych zmianach”, których coraz więcej wokół nas rozrasta się niby pleśń, zawłaszczając kolejne skrawki normalnej rzeczywistości. Wicie, rozumicie: siedzą same grubasy, siedzą i jedzą tłuste kiełbasy.

W sytuacjach kiedy odczuwam deficyt normalności włączam Radio Maryja. Bogu niech będą dzięki, że ono jest. Posmarowałem kromkę chleba masłem i dżemem, zaparzyłem kawę. W RM trwała właśnie katecheza. Dziś (nomen omen) na temat ósmego przykazania, czyli o skutkach dawania fałszywego świadectwa. Głównie przez media, czyli środki masowego przekazu społecznego. Fakt, media kłamią coraz bezczelniej i wydaje się że już nikt nie ma nad tym kontroli. Przynajmniej nikt uczciwy. A my prości ludzie możemy już tylko wyłączyć odbiornik. Jeszcze na szczęście możemy. Doceńmy to! Były przecież już czasy, że kukuruźnika wyłączyć się nie dawało. Niestety, przez te okropne i załgane media ksiądz redaktor katecheta trochę zaniedbał problem kłamców indywidualnych, którzy przecież stoją u podstaw wszystkich kłamstw z medialnymi włącznie. Sprawcą grzechu, w tym i złamania ósmego przykazania, jest i zawsze będzie indywidualny człowiek, a nie jakieś tam media-sredia-wikipedia…

Każdy grzech, w tym i publiczny grzech, ma swoje imię i nazwisko; i niestety dla prawdziwości przestrzeni publicznej lepiej jest kiedy się je podaje do wiadomości, niż kiedy się je przemilcza.

Ps

Właśnie dostałem wiadomość od zaskoczonej babci, że jej ukochana wnusia zrobiła furorę na deskach sceny miejskiego kinoteatru 🙂 Góra stoi.

 

Napisane przez:


Jestem ojcem. Bronię rodziny przed pedofilią instytucjonalną

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

314352