25022018Nowości:
   |    Rejestracja

Piramida czyli tylko służby są realne


Psychologia zna pojęcie tzw. projekcji. Najkrócej mówiąc jest to przypisywanie cech posiadanych przez obserwatora ludziom obserwowanym.


Cytowany wczoraj tekst Wojciecha Czuchnowskiego jest chyba najważniejszym, jaki ukazał się po przegranych przez lewicę pomarcową wyborach 2015 roku.

 

Zanim jednak wrócę do niego cofnijmy się nieco w czasie.

 

20 maja 2017 roku (tydzień po rzekomych urodzinach byłego kanclerza Niemiec obchodzonych w głębi niedobczyckiego lasu) Superwizjer przedstawia Śmierć w komisariacie.

 

Tym, którzy już zapomnieli, przypominam. Reportaż Wojciecha Bojanowskiego pod tym tytułem pokazywał kulisy śmierci Igora Stachowiaka, jaką poniósł na wrocławskim komisariacie.

.

Śmierć-Igora-S.-zatrzymanie

.

Podstawowym dowodem dziennikarza był film, przedstawiający scenę tortur za pomocą elektroparalizatora.

 

Film, który do tvn mógł trafić udostępniony przez policjanta.

 

 

W tym przypadku oczywiste jest, że bez upublicznienia tego nagrania sprawcy zostaliby ukarani dopiero w dolinie Jozafata.

 

Ale przecież nie o tym traktuje tekst Czuchnowskiego.

 

Robienie na siłę bohatera dziennikarstwa śledczego z Bertolda Kittela każe żurnaliście z (Osz)Czerskiej atakować tzw. prawicowych dziennikarzy (tzn. tych spoza gw, Newsweeka, prasy niemieckiej w języku polskim, TVN, Polsatu)  w sposób, który pewnie Urban w samym środku stanu wojennego odrzuciłby jako zbyt infantylny.

 

Czuchnowski pisze bowiem:

 

Reporterzy przeniknęli do środowiska neofaszystów (…). Nadstawiali karku. To nie była robota zza biurka.

.

Dla twórców „pasków grozy”, przepisywaczy kwitów IPN oraz podrzucanych przez służby gotowców jest to być może trudne do zrozumienia. Ale tak właśnie wygląda prawdziwa praca dziennikarska.

 

(cyt. za Wojciech Czuchnowski, Stowarzyszenie Donosicieli Polskich, gw z 26.01 2018, str. 2)

 

Jak ta praca dziennikarska wygląda Czuchnowski pisze dalej. Otóż pomysł, by pokazać, kim są ludzie, którzy 27 listopada 2017 roku napiętnowali europosłów PO wieszając ich zdjęcia na szubienicach tak samo, jak czynił to wzburzony lud warszawski przy końcu XVIII wieku wieszając portrety znienawidzonych targowiczan, narodził się pod koniec listopada.

Po emisji materiału pokazującego narodowców piętnujących domniemanych zdrajców Polski.

 

 

To rodzi podstawowe pytanie o faktyczne źródło materiału pokazanego 20 stycznia 2018 roku.

 

Trzeba bowiem pamiętać, że tzw. reportaż uczestniczący był rozpowszechniony w latach gierkowskich, a nawet nieco wcześniej.

 

Dziennikarz, by być bliżej zdarzeń, wnikał w środowisko, o którym następnie pisał.

 

Taka literatura faktu.

 

Coś jakby „Baza ludzi umarłych”, choć zdecydowanie bliżej stanu faktycznego.

 

Dzisiaj, w pogoni za pieniędzmi dziennikarza zwyczajnie nie stać na zajmowanie się latami (gdyby wierzyć TVN materiał z 20 stycznia powstawał dwa!) jednym tematem.

 

Stąd krótkie newsy, rozpowszechniane przez wyspecjalizowane agencje.

 

Wczoraj pisałem, że wszystkie wielkie afery, ujawnione przez duet Kittel-Marszałek w koncu 2000 i w 2001 roku okazały się kłamstwami.

 

O tym jednak dowiedziano się dopiero po wyborach, które m.in. dzięki „śledczemu” duetowi wygrało SLD.

 

W 2011 roku Romuald Szeremietiew, jedna z ofiar Kittela, pisał na swoim blogu:

 

Dlaczego coś w Panu zgrzyta na sam dźwięk nazwiska „Komorowski”?

 

Był jednym z tych, którzy zniszczyli mnie jako polityka, żołnierza, człowieka w sposób karygodny, bez cienia racji. Dziesięć lat temu obaj staliśmy na czele resortu obrony narodowej w rządzie Jerzego Buzka. On był ministrem, ja wiceministrem, jego pierwszym zastępcą. I wtedy pan Komorowski kazał Wojskowym Służbom Informacyjnym inwigilować mnie i gromadzić o mnie informacje, które następnie zostały wykorzystane w artykule zamieszczonym w „Rzeczpospolitej”. Publikacja była całkowicie nieprawdziwa, co udowodniłem przed sądem, ale zajęło mi to prawie dekadę (7 lipca 2001 r. ukazał się tekst „Kasjer z Ministerstwa Obrony” – a potem kolejne – autorstwa Anny Marszałek i Bertolda Kittla, w których Szeremietiewowi postawiony został zarzut tolerowania korupcji w wojsku. Publikacja spowodowała, że Szeremietiew został odwołany ze stanowiska w MON, a warszawska prokuratura apelacyjna podjęła przeciwko niemu śledztwo. W 2004 r. został oskarżony o korupcję. Dwukrotnie, najpierw w 2008, a następnie w 2010 r., sąd wydał prawomocne wyroki uniewinniające Szeremietiewa. Marszałek i Kittel zostali nagrodzeni za cykl artykułów dotyczących Szeremietiewa. Jednak w 2009 r. Rada Etyki Mediów potępiła ich teksty – red.). Mimo uniewinnienia mnie przez sąd, te artykuły zniszczyły mnie nie tylko jako polityka, ale też jako człowieka.

.

http://niepoprawni.pl/blog/283/zniszczony-za-zycia

 

Jeśli więc można zarzucić komuś przepisywanie kwitów otrzymywanych ze służb specjalnych to dziennikarz TVN Bertold Kittel jest przykładem idealnym.

 

 

Powróćmy raz jeszcze do materiału z 20 stycznia 2018 r.

 

Sceny, mające świadczyć o tym, że w Polsce rośnie neonazizm, są nagrane tzw. ukrytą kamerą.

 

Jednak czas, jaki upłynął od ich powstania do publikacji jest zbyt długi, by uznać je za wynik dziennikarskiego śledztwa i opracowywanie materiału.

 

Co więcej, Czuchnowski nie ugryzł się w laptop i chlapnął, że materiał został wyemitowany w retorsji za „wieszanie portretów zdrajców” pod pomnikiem Korfantego.

 

Nie ma cudów, proszę państwa.

 

Przynajmniej w TVN.

 

 

Tak kilka lat temu poszukiwali materiałów o „antyromskiej fobii” Polaków.

.
tvn apeluje

.

Podsumujmy zatem:

 

 

1. Bertold Kittel opublikował wespół z Anną Marszałek  szereg tekstów rzekomo demaskatorskich, a tak naprawdę będących polityczną prowokacją na podstawie materiałów podrzuconych mu przez WSI. Za powyższe po latach przepraszał wskutek wyroku sądu;

.

2. materiał wyemitowany 20 maja 2017 r. dotyczący śmierci Igora Stachowiaka powstał dzięki podrzuceniu redakcji materiałów policyjnych;

.

3. po 27 listopada w redakcji Superwizjera postanowiono pokazać kim są narodowcy wieszający portrety europosłów PO pod pomnikiem Korfantego w Katowicach;

.

4. emisja programu o neofaszystach ma miejsce 20 stycznia 2018 r.

 

 

Powyższe rodzi pytania istotne dla rozwoju państwa demokratycznego i społeczeństwa obywatelskiego w Polsce:

 

1. Jaki jest wpływ służb specjalnych na media?

.

2. Ilu dziennikarzy zwanych śledczymi współpracuje ze służbami i upublicznia otrzymane od nich materiały?

.

3. Czy w redakcjach pracują osoby przeszkolone co najmniej w ośrodkach wywiadu III RP (np. Kiejkuty)?

.

4. Czy w grupie świętującej urodziny byłego kanclerza Niemiec Adolfa Hitlera 13 maja 2017 r. był informator policji bądź innej służby?

A w „Orlim Gnieździe”?

.

5. Czy materiał o polskich „nazistach” opublikowany 20 stycznia 2018 roku powstał dzięki materiałom operacyjnym policji?

 

Pamiętać bowiem należy, że słynny polski „unabomber” dr Brunon Kwiecień w swojej „organizacji terrorystycznej” miał więcej agentów i współpracowników służb, niż rzeczywiście chcących cokolwiek wysadzić.

 

 

Przede wszystkim jednak ludzie, którzy przed dekadami zakładali TVN byli związani mocno z WSI.

 

Walter_267x165_cropMariusz Walter, oficer Ludowego Wojska Polskiego, TW Mewa. Jego nieżyjący wspólnik Jan Wejchert to TW Konarski.

 

 

W sumie dobrze się stało, że TVN i „gw” mimo woli wywołały ten temat.

 

 

Jeśli materiały dziennikarskie, poruszające opinie publiczną aż do wyników wyborów (2001), okazują się po latach fałszywkami służb, to trzeba również uznać za pewnik, że i teraz spotykamy się z ostatecznymi prawdami, które za kilka lat okażą się bezczelnymi kłamstwami.

 

Trzeba również założyć, że inne dziedziny życia opanowane są przez byłych i obecnych współpracowników.

 

 

prasa_lzeJak jednak może pojąć to pokolenie wikipedii, które nie zdążyło jeszcze wdrukować sobie, że „prasa kłamie”?

 

 

 

Jestem tak stary, że dobrze pamiętam stan wojenny. Co prawda z perspektywy studenta, tym niemniej wokół mnie wszyscy mający ponad 24 lata pracowali.

 

13 grudnia 1981 roku był szokiem.

 

14 grudnia w zakładach pracy pojawili się „zieloni ludzie”, czyli tzw. komisarze wojskowi.

 

Oni faktycznie kierowali gospodarką PRL przez następne dwa lata.

 

Kiedy jednak 22 lipca 1983 roku Jaruzelski zakończył stan wojenny tylko nieliczni wrócili do koszar.

 

Całą reszta wtopiła się w kraj przechodzący kolejne etapy reformy, których uwieńczeniem była konstytucja  gospodarcza, do tej pory najbardziej liberalna ze wszystkich takich regulacji w Polsce.

 

Ten liberalizm jednak, co okazało się wielokrotnie, był tylko dla swoich.

 

Czy dlatego wypominanie przodków, bądź też aktywności w czasach PRL-u (np. Święcicki, członek KC PZPR, dzisiaj czołowy demokrata w PO) budzi taką wściekłość i ataki ze strony rzekomo liberalnych i wolnych mediów?

 

 

I może źle interpretujemy obserwowane zjawiska uważając, że sądy i prokuratury są skorumpowane, a tak naprawdę chodzi o to, że wszyscy przed trybunałami jesteśmy równi, ale niektórzy są równiejsi?

 

 

Pozorna demokracja, pozorna sprawiedliwość, pozorna wolność ograniczona tak samo jak w PRL brakiem środków.

 

Piramida półprawd ściera się z piramidą półkłamstw.

 

 

Tylko służby są realne.

 

 

27.01 2018

 

 

 

 

 

 

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

314504