22012018Nowości:
   |    Rejestracja

OPOZYCJA – a może mówią szczerze


Nie milknie wrzawa po zapowiedzi podpisania przez Pana Prezydenta ustaw „sądowych”. Rzekome naruszenie praworządności oraz niezawisłości sędziowskiej podnoszone jest przez wszystkich politycznych przeciwników PiS. Ba, nawet niektóre uniwersyteckie wydziały prawa występują z apelami o zawetowanie ustaw, rzekomo cofających Polskę do etapu siermiężno – socjalistycznego.


Tymczasem ktoś, kto obserwuje polskie sądy od lat …nastu łapie się za głowę. Ogrom krzywdy przekracza już bowiem wszelkie granice. Szczupłe ramy niniejszego tekstu nie pozwalają na ponowne przytaczanie choćby co bardziej bulwersujących przypadków z ostatnich dwóch lat.

 

Pamiętamy przecież słynną akcję „Duda-pomoc” z 2015 roku w wyniku której ujaniły się tysiące poszkodowanych przez wymiar „sprawiedliwości”.

 

Część z nas ogląda olejne odcinki „Państwa w Państwie”.

„Warto rozmawiać” Pospieszalskiego.

 

Itd., itp.

 

Jednak ci, którzy zdaniem skrzywdzonych powinni poprzeć postulat zmian w sądownictwie, odcinają się od niego i krzyczą o zagrożeniu dla „państwa prawa”.

 

To zaś budzi łatwe i nośne skojarzenie – łżeelity boją się rozliczenia i dlatego bronią ostatniego bastionu PRL, jakim są nigdy nie reformowane sądy. Póki jest, jak jest, włos z głowy im nie spadnie.

 

I tak następuje coraz większe rozejście oczekiwań dwóch grup społecznych. Na szczęście (dla PiS) liczba osób skrzywdzonych przez sądy z roku na rok jest coraz większa, a informacja o ich krzywdzie za sprawą mediów (w tym przede wszystkim elektronicznych) coraz bardziej powszechna.

 

Co nie zmienia faktu, że za chwilę obie strony konfliktu posługiwać się będą już tylko demagogią.

 

 

Tymczasem rację mają… obie strony konfliktu.

Polskie sądy potrafią być niezawisłe i bezstronne, a nawet sprawiedliwe, a także łamać prawo i krzywdzić nieszczęśników, którzy dostali się w ręce krajowej Temidy.

 

To nie paradoks, ale zasada Heisenberga.

 

Początkowo używana dla potrzeb fizyki kwantowej z czasem znalazła zastosowanie w innych naukach.

 

Co ma jednak ustalenie prędkości cząstki elementarnej i jej położenia z prawem?

 

Ma, i to bardzo dużo.

 

Bowiem zasada Heisenberga uczy, że pomiar zakłóca stan rzeczy.

 

Jeśli jest obserwowany przebieg rozprawy sądowej (np. przez obecność na sali choćby jednego dziennikarza) to w ten sposób następuje zakłócenie jej spodziewanego przebiegu.

 

Tak samo obecność pełnomocnika, którym jest np. były wykładowca aktualnego sędziego będzie powodem, dla którego tenże dołoży należytej staranności i sprawę poprowadzi zgodnie z modelem, jaki jest wykładany na studiach.

 

Wystarczy jednak, że Kowalski pojawi się na sali sam, a wtedy będzie traktowany inaczej.

 

Sędziwie polscy mają bowiem (niczym mityczny Światowid) wiele twarzy.

 

Najważniejsze pytanie, jakie istnieje w procedurze (karnej lub cywilnej) zaczyna się od słowa KTO

 

I nieważne, że nie ma tego w żadnym kodeksie.

 

Jest ono wdrukowane na stałe sporej części sędziów.

 

W zależności od tego, jak brzmi na nie odpowiedź, obracają do strony odpowiednie oblicze.

 

Stąd właśnie biorą się przegrane sprawy, które okazywane potem prawnikom budzą uśmiech politowania pod adresem sędziego przewodniczącego.

 

Protestujący przeciw reformie mają inne doświadczenia od tych, którzy ją popierają.

 

Ba, którzy widzą w niej jedyną szansę na naprawę krzywdy wyrządzonej im w imieniu III RP.

 

 

Lenin (a może Stalin?) przed laty powiedział, że najważniejsze są kadry, bo one o wszystkim decydują.

 

Nie miejmy złudzeń. Reforma PiS nie wprowadzi na stanowiska sędziów innych ludzi od tych, którzy już są.

 

I którzy (w SO i SA) za młodu prócz nauki prawa musieli zdobyć gruntowną wiedzę z marksizmu – leninizmu w ramach tzw. WUML*.

 

 

Sama możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziego teoretycznie mniej iluzoryczna niż dzisiaj nie oznacza, że skazanych przybędzie.

 

O tym, kto będzie skazany, decydować nadal będą ci sami ludzie.

 

Jedynie jawność i nagłaśnianie rozpraw może być powodem innego traktowania podsądnych.

 

Bez względu na to, kto ich reprezentuje.

 

Tymczasem w polskich sądach (być może poza Warszawą) już samo wejście dziennikarza do gmachu u niektórych powoduje często nerwowe przełykanie śliny.

 

Niestety, brak mody na reportaż sądowy.

Co niestety jest wynikiem braku wiedzy o prawie u 95% społeczeństwa.

 

Dziennikarze nie odstają od tej statystyki.

 

Brak weryfikacji sędziów po 1989, brak kontroli, immunitet zrównany z bezkarnością, utrwalenie na ponad 15 lat przekonania, że „wyroków sądów się nie komentuje”, wreszcie analfabetyzm prawny społeczeństwa….

 

 

Wyhodowaliśmy potwora, skrzętnie jednak ukrywającego swoją prawdziwą twarz przed błyskiem flesza.

 

Musimy więc jak najczęściej błyskać.

 

temida.spasiona.biedny.narod

.

21.12 2017

.

____________________________

* WUML – Wieczorowy Uniwersytet Marksizmu-Leninizmu

.

.

.

 

 

 

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

312925