26092017Nowości:
   |    Rejestracja

Od podwójnej moralności UE strzeż mnie…


Unia Europejska, która co dzień karci Polskę za to, że Polacy wybrali rządy inne, niż miałoby to być w interesie unijnych polityków, udaje że nie widzi, jak Niemcy łamią unijne prawo udzielając publicznego wsparcia swoim upadającym liniom lotniczym – wcale nie największym i najważniejszym. Takim, które mogą konkurować np. z LOT-em, czy z mniejszymi tanimi liniami lotniczymi np. Wizzair z Węgier.


original (1)

Na razie rząd niemiecki wrzucił do kasy swojego przewoźnika 150 mln euro, ale planuje jeszcze jeden zastrzyk. Rozpoczął również postępowanie upadłościowe niemieckich linii lotniczych, co pozwoli Air Berlin pozbyć się długów, bo przecież nikt nie będzie dążył do zamknięcia przewoźnika.

Nie bez powodu Niemcy chcą utrzymać drugą po Lufthansie spółkę lotniczą – to ona docelowo miała obsługiwać loty z Europy Środkowej i Wschodniej. To logo tych właśnie linii lotniczych miało być najczęściej widywane na polskich, czeskich, słowackich, węgierskich, rumuńskich i bułgarskich lotniskach.

Zostawmy jednak linie lotnicze w spokoju, bo nie o nie tu chodzi. W gospodarce wolnorynkowej im więcej podmiotów działa na rynku, tym lepiej dla klientów. Oczywiście pod żelaznym warunkiem, że wszyscy konkurenci mają równe szanse na tym rynku zaś ich sukces jest skorelowany z umiejętnością zarządzania i trafiania w gusta klientów ze swoją usługą, lub produktem a z pewnością ceną. Otóż niemieckie firmy już od dawna mają z tym kłopoty – nie są konkurencyjne. Nie tylko dlatego, że legendarna niemiecka niezawodność jest coraz częściej bardziej wspomnieniem (również dlatego, że w germańskich fabrykach więcej dzisiaj imigrantów, niż wykwalifikowanych niemieckich robotników), ale przede wszystkim dlatego, że tworzące Unię Europejską narody – szczególnie te najkrócej będące we wspólnocie – pochyliły się nad patriotyzmem ekonomicznym i przestały ulegać retoryce Berlina (tej właśnie o niemieckiej jakości).

Dzisiaj większość Polaków – coraz częściej także tych ulegających kłamstwom o łamaniu demokracji i wolności obywatelskich nad Wisłą – wśród kryteriów zakupowych coraz częściej na pierwszym miejscu wymienia właśnie kraj pochodzenia produktu. Czyli robi dokładnie to, co niemiecki konsument od 1933 roku, kiedy jasne już było, że naród panów musi wspierać swoją gospodarkę.

Zakaz świadczenia pomocy publicznej dla firm mających konkurentów w innych krajach Unii Europejskiej jest wymysłem właśnie Niemców, którzy chcieli w ten sposób osłabić konkurencyjność krajów wchodzących do Unii Europejskiej w drugim etapie rozszerzania UE. W ten sposób mogły zniknąć z gospodarczej mapy Europy m.in. polskie stocznie, czy niektórzy producenci rolni. Ewentualna pomoc była przez kontrolowaną przez Berlin administrację unijną surowo karana. Publiczna pomoc, jakiej Niemcy udzielają swoim firmom graniczy z bezczelnością. Próba karania ich, czy choćby pytania o powód tej podwójnej moralności kończy się nieodmiennie tymi samymi argumentami: do Polaków – wy robicie zamach na demokrację; do Polaków, Czechów, Słowaków, Węgrów, Bułgarów i Rumunów – wy nie przyjmujecie uchodźców.

Patrząc na europejskie instytucje w Strasburgu i Brukseli powinniśmy o tym pamiętać. Być może będzie dzień, w którym bilans naszej obecności we Wspólnocie okaże się zupełnie niekorzystny. Zaś polityczna siła Polski na tyle duża, że wspólnie, na przykład, z Grupą Wyszehradzką to my będziemy mogli ukarać tego zidiociałego (jednak) hegemona Wspólnoty.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

308252