29062017Nowości:
   |    Rejestracja

O tym jak szefowa skierniewickiego MOPR-u bawiła się w Bonda


Po tym jak się pożegnałem z panem radnym T ( http://godnoscojca.salon24.pl/670940,egzorcyzmy-na-hipokryzje-i-apostazje ) ruszyłem w kierunku właśnie udostępnionego najmłodszym skierniewiczanom placu zabaw, od dwóch godzin wibrującego życiem i radością, gdzie pozostawiłem żonę wraz z moimi córeczkami. Całym sobą odczuwałem wewnętrzne zadowolenie z odbytej przed chwilą rozmowy. Będzie dobrze, chłop wygląda na porządnego i kumatego. Ładnie wyszło to nasze „przypadkowe” spotkanie, bardzo naturalnie… Z pewnością księdzu proboszczowi należy się podziękowanie. Radny T nie miał powodów żeby czuć się skrępowanym, czy upokorzonym w jakimkolwiek stopniu.


5596abc91211b-o-size-933-a8def66,2,0 5596abca5b0ae-o-size-933-b2d0d96,2,0 5596abca5c855-o-size-933-0dea81b,2,0 5596abcb5da71-o-size-933-f685afc,2,0 5596abcbe8d96-o-size-933-19b00f5,2,0

 

Po tym jak się pożegnałem z panem radnym T ( http://godnoscojca.salon24.pl/670940,egzorcyzmy-na-hipokryzje-i-apostazje ) ruszyłem w kierunku właśnie udostępnionego najmłodszym skierniewiczanom placu zabaw, od dwóch godzin wibrującego życiem i radością, gdzie pozostawiłem żonę wraz z moimi córeczkami. Całym sobą odczuwałem wewnętrzne zadowolenie z odbytej przed chwilą rozmowy. Będzie dobrze, chłop wygląda na porządnego i kumatego. Ładnie wyszło to nasze „przypadkowe” spotkanie, bardzo naturalnie… Z pewnością księdzu proboszczowi należy się podziękowanie. Radny T nie miał powodów żeby czuć się skrępowanym, czy upokorzonym w jakimkolwiek stopniu.

Minęło prawie półtorej godziny, ale się nie obawiałem czy na palcu zabaw zastanę dziewczyny. Żona wiedziała gdzie jestem i co robię więc nie niepokoiła mnie telefonami, ale gdyby się coś wydarzyło na pewno dałaby mi znać. Nie było łatwo ich odszukać w tłumie rozbawionych dzieci i uganiających się za nimi rodziców. Młyn był jak na dworcu w Koluszkach przed odpustem. W końcu dostrzegłem moje skarby. Ułatwiła mi to pani dyrektor MOPR Janina Wawrzyniak, na którą natknąłem się wcześniej. Nie zauważyła mnie, stała tyłem do kierunku z którego nadszedłem. Chowała się przed kimś za kilkusetletnim dębem, który szczęśliwie ocalał podczas budowy dzięki nieustępliwości konserwatora zabytków. Ledwo ją poznałem. W niczym nie przypominała skurczonej i zagubionej istoty, którą zapamiętałem z sądu, gdzie drżącym głosikiem opowiadała jakieś pokrętne usprawiedliwienia na okoliczność nie posiadania żadnych dowodów na ciężkie oskarżenia, które wraz ze swoimi pracownikami sformułowała pod adresem moim i całej mojej rodziny. Chodzi o sprawę karną, w której to ja występuję w charakterze oskarżonego o podstępne wpuszczenie do mieszkania funkcjonariuszy MOPR, a następnie ich znieważenie słowem i czynem. Czym rzekomo uniemożliwiłem im dokonanie czynności polegających na uratowaniu życia i zdrowia mojej córeczki, która akurat przebywała wówczas w przedszkolu.

No ale o tym pisałem już wcześniej:

http://godnoscojca.salon24.pl/663432,najscie-na-dom-w-praworzadnej-polsce

Gdyby nie nadzwyczajna wyrozumiałaś sędziego prowadzącego mogłaby po tych zeznaniach skończyć swoją karierę w kajdankach i najwyraźniej dobrze sobie zdawała sprawę z tego zagrożenia . Tu wyglądała zdrowo i prężnie, jak polująca agama, albo jak tolkienowski Golum ścigający Bilbo Bagginsa, co prawda wychudzony i odbarwiony wieloletnim życiem w ciemnościach, ale pełen determinacji i energii. Pani Janina Wawrzyniak zwracała na siebie uwagę otoczenia, ale najwyraźniej tego nie dostrzegała. Ludzie reagowali na nią zdziwieniem i zażenowaniem, niektórzy pokazywali ją sobie nawet palcami. Tak, Golum z „Władcy Pierścieni” mamroczący do siebie coś w stylu „mój skarbie” to dobre porównanie. Pani dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej co chwila wychylała się dyskretnie zza pnia i ciekawsko zerkała w głąb placu zabaw. Obserwowała kogoś z wyjątkową uwagą, żeby nie powiedzieć śledziła. Podążyłem wzrokiem za jej skupionymi spojrzeniami i odnalazłem moje dziewczyny.

O ja! Nie mogłem uwierzyć! Ona śledziła moje dzieci i moją żonę!

W pierwszym odruchu zamierzałem podejść do niej i zaprotestować, zapytać jak śmie to robić, ale szybko się opanowałem, bo w sumie bawienie się w agenta 007, albo w Bonda nie jest przecież niczym nielegalnym. Każdy przecież może w publicznym miejscu bawić się w co zechce, zwłaszcza na placu zabaw dla dzieci. Byle nie stwarzał zagrożenia dla innych. Czy pani dyrektor MOPR Janina Wawrzyniak stwarzała dla kogoś zagrożenie? Moim zdaniem tak, ale żeby się dowiedzieć jakie, należało jej nie przeszkadzać. Ominąłem więc tę panią i jak gdyby nigdy nic ruszyłem ku mojej rodzince.

CDN

Napisane przez:


Jestem ojcem. Bronię rodziny przed pedofilią instytucjonalną

 

Podziel się z innymi

Polecane artykuły

Ilość komentarzy: 9 dla artykułu "O tym jak szefowa skierniewickiego MOPR-u bawiła się w Bonda"

  1. walerianda pisze:

    Większość ośrodków pomocy społecznej w Polsce nie spełnia swoich statutowych powinności.
    Powyższy materiał potwierdza moje obserwacje ogólnokrajowe.

    • GodnyOjciec GodnyOjciec pisze:

      Nie wiem jak jest w całym kraju, ale w Skierniewicach to nie jest już ośrodek pomocy społecznej, ale raczej ośrodek inwigilacji i terroru wobec rodziny

      • Piotr-Pierre pisze:

        Dzien dobry. Wprawdzie sam nigdy dzięki Bigu do czynienia z takimi instytucjami nie mialem (i obym nie musiał mieć) ale mialem w Polsce za sasiada pijaka, takiego nalogowego, od dziecinstwa, wpadl w nalóg rzekomo w zawodówce i od tamtego czasu juz tylko pil. Na nic innego nie miał juz czasu. Dwie mile panie z MOPS na oiczach moich i innych sasiadów wydawaly na tego osobnika budzetowe pieniadze. Najpierw, przez jakis rok dostawal on „zapomogę” na oplacenie czynszu, i swoje zakupy. Oczywiscie, nie trzeba zgadywac, ze tego wieczora gdy pieniążki otrzymywal wyprawial libację, na która zapraszal okolicznych kumpli takich jak on, a rano gruntownie zasikana i zarzygana klatka smierdziala jak typowy nasz polski publiczny szalet (gwoli sprawiedliwosci napiszę tu, że niemieckie szalety przy autostradach smierdza jeszcze bardziej, ale o tym wtedy jeszcze nie wiedzialem). Potem nastapiła w MOPS „reforma” i te same dwie mile panie w wieku nieokreslonym juz nie dawaly naszemu Ryskowi pieniędzy, a same placily za niego czynsz, kupowaly mu ubrania i czasem cos do jedzenia. Poniewaz jedynym meblem w kawalerce Rycha bylo koslawe krzeslo (kiedys tam bylem, bo mnie prosil o poprawienie gniazdka), a spal na podlodze (brat mu to mieszkanie umeblowal, ale Rycho meble wyniósł i posprzedawał) mile panie mialy ulatwione sprzatanie (za to tez placil im MOPS, pomimo ze tego nie robily).
        Zaczepilem kiedys jedną z tych pań, czy nie szkoda naszych pieniedzy na Rycha, z którego, jak widac i czuć, juz nic nie będzie, i czy nie szkoda mieszkania, gdy wielu uczciwych pracujacych ludzi wynajmuje lub mieszka katem. Przyznam, zaskoczyl mnie wybuch wscieklości tej pani. Zostalem obrzuciny wyzwiskami kalibrypu tych, których na codzień uzywal Rycho .. Panie z MOPS czuly z nim pokrewienstwo?..

        • Piotr-Pierre pisze:

          P.S. Oczywiscie, wszystko poza czynszem, oplata za swiatlo, ogrzewanie i wodę (kiedyś nawet się mnie pytał, czy, jesli jest nadplata, nie mozna tych pieniędzy jakos sobie wyplacic :-) ) Rycho spieniężal, lub wymienial wprost na wódkę. Gdy dostał trzy koszule (z metkami) lazil po klatce i proponowal nam ich kupno..

        • GodnyOjciec GodnyOjciec pisze:

          Umiejętność pomagania bliźnim jest łaską od Boga. Kto nie ma tej łaski zawsze stworzy potwora.

          • Piotr-Pierre pisze:

            Proszę Pana, Pan mi daruje, ale ja ten cyrk uwazałem za marnowanie czasu i pieniędzy. Jedyny z tego plus byl taki, ze te dwie panie mialy pracę, i chyba tylko o to w tym chodzilo (cos jak teraz „asystent uchodźcy”). Cala reszta nie miala sensu.
            Kiedys moja niezyjaca juz Mama, będąc u mnie w goscinie, gdy akurat Rycho „wietrzył” na klatkę schodową swe tytoniowe opary (na tyton i na wódkę nie zalowal sobie), powiedziala pamiętne sliwa: „- Szkoda, gdybym za mlodu wiedziala, ze wystarczy tylko pić, aby miec wszystko popłacone i wygodnie zyć, pewnie nauczylabym się pić. Choć..”
            Pozdrawiam

  2. GodnyOjciec GodnyOjciec pisze:

    Ktoś temu biedakowi „pomógł” zmarnować życie. przykro się patrzy na takie sprawy. Tym niemniej zawsze to każdy z nas sam odpowiada przed Bogiem za swoje życie

    • Piotr-Pierre pisze:

      Moim zdaniem w Polsce bardzo zle zorganizowane jest leczenie takich ludzi. U nas bazuje ono na calkowitej dobrowolnosci i deklaracjach. Zero „twardych” motywacji, wystarczy „próbować się leczyć”, aby potem znowu przez rok życ spokojnie i pić (ćpac) dalej. Z drugiej strony jest tez niesprawiedliwosć jawna, bo jedni maja pijac mieszkanie i pomoc, a inni wylatuja na ulicę. To chyba także Wola Boska jest?..

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

274868