21082017Nowości:
   |    Rejestracja

O laboga, niedziela jest dla Boga


Projekt ustawy ograniczającej handel w niedzielę, który wpłynął do Sejmu, wzbudza mnóstwo emocji i wywołuje gorącą dyskusję, więc podzielę się swoimi przemyśleniami, dlaczego uważam ten projekt za warty poparcia.


81677

Zgodnie z założeniem projektu pracownicy sklepów wielkopowierzchniowych będą mieli wolne od pracy niedziele. Warto taką ustawę wprowadzić chociażby z jednego powodu: Jest to możliwe do wykonania i nie rodzi negatywnych konsekwencji. By w niedzielę posiadać niezbędne do życia artykuły spożywcze (czy higieniczne), nie trzeba w tym dniu odwiedzać wielkiego marketu. Można iść do sklepu wielkopowierzchniowego lub osiedlowego w każdym innym dniu poza niedzielą (sklepy te są otwarte zazwyczaj od 6.00 do 22.00), a w niedzielę do sklepu „rodzinnego”, zatem niczyich potrzeb bytowych omawiany projekt ustawy nie ogranicza.

Ta ustawa również nie sprawi, że wzrośnie bezrobocie (zarzut wielu jej przeciwników). Jeśli wielki market będzie czynny 6, a nie 7 dni w tygodniu, to jego wierni klienci będą tam chodzić od poniedziałku do soboty i kupią w tych dniach nieco więcej produktów. Będzie nieco więcej tych konsumentów w każdym z tych 6 dni, a w konsekwencji będzie zapotrzebowanie na większą ilość pracowników do pracy od poniedziałku do soboty. Jeśli zaś konsument będzie chciał koniecznie zrobić zakupy w niedzielę, to zwiększy się zapotrzebowanie na małe sklepy (oczywiście kosztem marketów), które będą mogły pracować w niedzielę, a w których – według założeń ustawy – nikt nikogo do niedzielnej pracy nie zmusza.

Pojawia się zarzut, że ustawa umożliwia niedzielny odpoczynek kasjerce w Bierdonce, a kasjerka w kinie i liczni przedstawiciele innych zawodów, takiego przywileju mieć nie będą (Ł. Adamski). Oczywiście tak będzie, ale nie dlatego, że autor projektu ustawy szczególnie lubi kasjerki w marketach, a tych w kinach nie lubi, ale dlatego, że takie rozwiązanie jest możliwe do wykonania. Praca w zawodzie, gdzie trzeba pracować bez względu na dzień tygodnia i porę dnia (kolej, służba zdrowia, policja, straż pożarna, stacje benzynowe, zakłady pracy „ciągłej”) oraz w branżach, gdzie, ze względu na interes większości, pracuje mniejszość (np. gastronomia, rozrywka) nie powinna sprawiać, że w niedzielę mają pracować ci, którzy pracować nie muszą. Funkcjonowanie marketu w niedzielę nie jest konieczne, by w ten dzień pracownicy z innych branż mogli miło i pożytecznie spędzać wolny od pracy czas, a jeśli ktoś postuluje, że z powodu pracy kina czy stacji benzynowej mają pracować markety, to czemu nie szkoły i urzędy? Czy nauczycielka jest „lepszego sortu” niż kasjerka w markecie? Nie. Nauczycielka odpoczywa w sobotę i niedzielę nie dlatego, że w innych zawodach w tych dniach się odpoczywa, ale dlatego, że nie ma konieczności otwierania w sobotę i niedzielę większości polskich szkół. I podobnie powinno być z marketami, które nie muszą być otwarte w niedzielę. Czym więcej grup zawodowych, czym więcej osób, korzysta z dobrodziejstwa wolnej od pracy niedzieli, tym lepiej. Nie widzę uzasadnienia równania w dół na zasadzie „strażak musi pracować w niedzielę, to niech pracuje również pani układająca towar w markecie”.

Jest zasadnicza różnica między marketem, a teatrem czy pogotowiem ratunkowym mimo tego, że we wszystkich tych miejscach zatrudnieni są ludzie, którzy mają prawo, i przeważnie chcieliby, w niedzielę wypoczywać, zamiast iść do pracy. Niektórzy pracują w niedzielę dlatego, że jest taka konieczność (pogotowie, szpital, straż pożarna, policja, komunikacja publiczna), a inni pracują w niedzielę po to, by inni mogli miło czy pożytecznie spędzać wolny od pracy czas (restauracja, kino, teatr, muzeum). Niektórzy zaś pracują tylko dlatego, że jest to w interesie ich pracodawcy. I tu wkracza ustawodawca, który wymusza, by znaczna część pracowników zatrudnionych w handlu mogła – podobnie jak urzędnicy czy nauczyciele – korzystać z prawa do niedzielnego wypoczynku.

Nieprawdziwy jest też „argument”, że praca w niedzielę w sklepach wielkopowierzchniowych, to wyjście naprzeciw potrzebom bytowym obywateli. Oczywiście część (być może nawet większość) konsumentów lubi i chce robić zakupy w niedzielę, ale to nie jest konieczność, a „chęć”. I mimo tej „chęci”, w wielu krajach ustawodawca nakazuje zamykać w niedzielę (czasem nawet w sobotnie popołudnia) wielkie markety, gdyż – słusznie lub nie – stara się wpływać na zachowania obywateli. To oczywiście zakrawa na socjalizm, ale nie jest to jedyny przejaw socjalizmu czy „przymusu w interesie obywateli”, bowiem w polskim i obcym prawodawstwie takie praktyki są powszechne, np. przymus wykonywania badań okresowych przez przedstawicieli niektórych zawodów czy obowiązek posyłania dzieci w określonym wieku do szkoły. Nie chciałbym wchodzić w głęboką analizę, czy tego typu nakazy i zakazy są właściwe, stwierdzam jedynie fakt, że polskie, unijne i światowe prawo naszpikowane jest rozmaitymi regulacjami, podobnymi do zakazu handlu w niedzielę.

I sprawa kolejna. Są instytucje i urzędy, do których dostęp w dzień powszedni jest zdecydowanie bardziej ograniczony, niż dostęp w niedzielę do sklepu spożywczego. Na przykład aby wyrobić paszport, trzeba wziąć dwa dni urlopu (na złożenie wniosku i na odebranie dokumentu), bo wydziały paszportowe pracują 5 dni w tygodniu z reguły do godz. 15.30 (w poniedziałki do 17.30). To świadczy, że krytykom omawianej ustawy nie chodzi o ułatwienie życia obywatelom, bo owi krytycy nie postulują, by urzędy pracowały 7 dni w tygodniu do późnej nocy, mimo że nie ma dla urzędów państwowych i samorządowych, w przeciwieństwie do sklepów wielkopowierzchniowego, żadnej alternatywy. Więcej. Nie spotkałem się z żadnym krytykiem ustawy zakazu handlu w niedzielę, który by postulował chociażby wydłużenia czasu pracy jakiegokolwiek urzędu, na przykład do godz. 18.00, by bez „urwania się z pracy” obywatel mógł coś załatwić w wydziale paszportowym, urzędzie skarbowych, wydziale komunikacji czy sądzie. Czy zatem o komfort obywateli chodzi, czy o komfort urzędnika, który, de facto, ma większe prawa, niż pani „na kasie” w kinie czy w przysłowiowej „biedrze”?

 

Kto straci, a kto zyska na ograniczeniach handlu w niedzielę? Stracą te sklepy wielkopowierzchniowe, które nie będą potrafiły zorganizować sprawniejszej obsługi klientów w pozostałe 6 dni tygodnia i w konsekwencji utracą część klientów (i zysków). „Stracą” ci konsumenci, którzy lubią niedzielę spędzać na zakupach w marketach (wiele małych sklepów będzie w tym dniu czynna, więc chodzi nie o zaspokojenie potrzeb życiowych klientów, ale potrzebę specyficznego spędzenia wolnego czasu). Zyskają zaś te sklepy, które będą mogły w niedzielę funkcjonować i przejmą część klientów sklepów wielkopowierzchniowych, zyska znaczna część konsumentów, która zostanie skłoniona do innego spędzenia niedzieli, niż robienie zakupów i przede wszystkim zyskają pracownicy tych sklepów, które w niedzielę czynne nie będą.

Możliwość pracy wielkich sieci handlowych 7 dni w tygodniu od rana do późnej nocy, to przychylenie się do oczekiwań ich właścicieli kosztem sklepów małych („rodzinnych”), które, w przeciwieństwie do wielkich sieci handlowych, nie stosują na masową skalę, nieuczciwych lub kontrowersyjnych praktyk, np. nie zmuszają dostawców do „opłat półkowych”, nie stosują odroczonego terminu płatności, nie transferują, przy pomocy prawniczych i księgowych sztuczek, zysków za granicę, nie unikają płacenia podatków pod pozorem nikłych zysków (faktycznie „zmniejszanych” poprzez opłaty za korzystanie z logo itp.).

Warto na koniec zauważyć, że nie ma możliwości stworzenia takich regulacji prawnych, które by dogodziły wszystkim jednocześnie. Nie oznacza to jednak, że reguły prawa tworzone przez polski Parlament, nie mają zauważać potrzeb i interesów tych obywateli, którzy z jakiegoś powodu (np. braku wykształcenia umożliwiającego przebieranie w ofertach pracy lub strukturalnego bezrobocia w miejscu zamieszkania) są zmuszone pracować na nie najlepiej opłacanych stanowiskach w markecie. Praca tych osób jest niezbędna, ale nie 7 dni w tygodniu od rana do później nocy. Osoby, które muszą zrobić zakupy w niedzielę, np. wrócą z podróży w sobotę już po zamknięciu sklepów, nie będą po wprowadzeniu ustawy pozbawione możliwości kupna podstawowych produktów żywnościowych i bez trudności dotrwają do otwarcia wszystkich możliwych sieci handlowych, jakie są w okolicy, w poniedziałek rano. I z tego powodu, chociaż nie tylko z tego, warto umożliwić pracownikom marketów, by dla nich niedziele były dniami wolnymi od pracy.

 

PS. Jak Czytelnicy zauważyli, ani razu nie użyłem w powyższym tekście argumentów religijno-etycznych. Sam tytuł tekstu wystarczy.

Napisane przez:

Kontakt: strzembosz@wp.pl

Mąż Agnieszki, ojciec Jana i Joanny, mgr politologii, wiceprzewodniczący Prawicy Rzeczypospolitej na Mazowszu, radny Sejmiku Mazowieckiego, autor kilku scenariuszy filmów dokumentalnych i fabularnych, miłośnik ogrodów botanicznych.

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 17 dla artykułu "O laboga, niedziela jest dla Boga"

  1. Maniek pisze:

    Panie Strzembosz- niema nic gorszego niz demagogia i narzucanie swojej woli przez mniejszosc.
    Przelecialem oczami panski tekst i kiedy zobaczylem ze „w marketach pracownicy musza oracowac 7 dni w tygodniu od rana do poznej mocy” to przestalem czytac wogole.
    Kiedy zlapie sie kogos na jednym klamstwie nie wierzy sie w nic wiecej co mowi.
    .
    Swoja droga, stosujac panska logike, moj ojciec pracowal 7 dni w tygodniu, i nie tylko od rana do nocy ale 24 godziny na okraglo.
    I wie pan co? Nigdy nie zamienil by tej pracy na durne 8 godzin 5 razy w tygodniu. Przepracowal tak do 77 roku zycia choc praca byla czesciowo fizyczna.
    Ja, pracujac jako inzynier tez zazdroszcze mu tej pracy.
    Nie mial niedzieli ani swiat. Rytm byl zawsze taki sam: w pierwszym dniu od 14 do 20, w drugim dniu od 7 do 14, i tego samego dnia od 20 do 7 rano dnia nastepnego.
    Ale to tym mial dwa i pol dnia wolnego i znow od 14 do 20…
    W tym czasie w Polsce wolny byl tylko 1 dzien – niedziela, dzien swiety.
    Okciec mial wybor – codziennie 7 do 15 i wolna niedziela czy tez tak jak on wybral. Az do 77 roku zycia.
    Czy wiesz pan co on byl w stanie robic kiedy wiele z tych wolnych dni bylo dniami pracujacymi, z czynnymi urzedami? I mogl sie w tygodniu zajmiwac domem, gotowaniem i nami – dziecmi. W niedziele robila to mama.
    I niech mi pan uwierzy – zadnej mszy nie opuscil choc musial do pracy dojezdzac sporo.
    Ta… 7 dni w tygodniu, od rana do wieczora…
    I zytem przez pole, i w kukurydze, tak nas gonili… a snieg byl wtedy po pas…

    • Maniek pisze:

      Oczywiscie pomylilem sie co do wieku przejscia ojca na emeryture. Przeszedl w wieku 67 lat a nie 77.
      Obecnie ma 87 i wciaz jest na chodzie. Dzieki temu ze przeszedl na emeryture pozno, jest ona 3 razy wyzsza od emerytury mojej mamy kotra zarabiala wtedy wiecej.

    • Piotr Strzembosz Piotr Strzembosz pisze:

      Nigdzie nie napisałem: „w marketach pracownicy musza oracowac 7 dni w tygodniu od rana do poznej mocy”

      Prawdziwy cytat: „Praca tych osób jest niezbędna, ale nie 7 dni w tygodniu od rana do później nocy”

      Każdy myślący dostrzega, że pisząc „praca tych osób” i dalej „7 dni w tygodniu od rana do nocy”, nie twierdzę, że pojedyncze osoby pracują w tym wymiarze, ale że są osoby, które łącznie pracują w tym przedziale czasowym.

      ———

      Pana Ojciec pracował 168 godzin bez przerwy? Mocarny był z niego facet! 😉

      A na poważnie: Pana Ojciec wybrał taki tryb pracy, a pani „na kasie” w markecie takiego komfortu nie ma.

  2. egon pisze:

    Rozumię że wszelkie sklepiki czy stoiska przykościelne będą też w niedzielę nieczynne . Podobnie różne akcje caritasu typu kup świeczkę w niedzielę bedą surowo karane . Ciekawe czemu publiczne dziadowanie na mszy z tacą nie jest ścigane .

    • Piotr Strzembosz Piotr Strzembosz pisze:

      Jeśli w sklepiku czy stoisku pracuje zatrudniony przez kogoś pracownik, to zgodnie z zapisami projektu ustawy w niedzielę pracować nie będzie mógł. Będzie mógł osobiście właściciel. Proszę zapoznać się z projektem.

  3. Zenek pisze:

    Pracuję w Niemczech od wielu lat i wcale mi się ten ich system nie podoba.
    Nigdy nie mam czasu na zakupy! Nigdy!
    Niemcy w większości firm przyjęli amerykański system pracy od 8 do 17-tej z godzinną przerwą na lunch, więc kiedy wrócisz do domu, coś zjesz to i sklepy są już zamykane a i nie chce ci się nawet robić zakupów.
    W sobotę kiedy ja chcę sobie odespać ten tydzień to łajzy zamykają wcześniej. W rezultacie mam przewalone. Po prostu przewalone.
    Postulaty zamkniętych sklepów mogą głosić tylko emeryci, albo obiboki którzy wyskakują sobie podczas pracy na robienie zakupów. Chcecie zamykać sklepy w niedzielę? Da się to zrobić ale pod warunkiem że będzie to powiązane z obowiązkiem wprowadzenia godzin pracy od 7 do 13-tej tak jak to było dawno, dawno temu. W przeciwnym wypadku nie mąćcie ludziom którzy ciężko pracują.
    .
    Założe się o wszystko że Pan Strzembosz to albo polityk, albo jakiś urzędnik państwowy z „nielimitowanym” czasem pracy, albo kurczę nauczyciel. Ci to dopiero mają… Nic o prawdziwym życiu nie wiedzą ale wszystkim będą rady dawali jak poiwinni inni żyć.

    • Piotr Strzembosz Piotr Strzembosz pisze:

      Panie Zenku, uspokoję Pana. Jak Pan wróci do Polski po uchwaleniu tej ustawy, to poczuję się Pan niezwykle komfortowo, bo sklepy spożywcze będą otwarte 6 dni w tygodniu od 6.00 do 22.00. Całe 7 godzin więcej na shopping, niż w Niemczech.

  4. Halina pisze:

    Dlaczego Państwo ma mi regulować życie? Czy obywatele nie mogą mieć wyboru? Kto chce niech idzie na wycieczkę, do kina lub do kościoła albo do sklepu jak potrzebuje. Pracownicy sklepów wcale nie pracują 7 dni w tygodniu.

    • Piotr Strzembosz Piotr Strzembosz pisze:

      Pracownicy sklepów z reguły pracują 5 dni w tygodniu, ale te 5 dni, to czasem dni powszednie, a czasem również niedziela. I zgodnie z projektem ustawy zmieni się tylko to, że zatrudnieni w handlu przez inne osoby (czy firmy), pracując 5 dni będą mieli wolne niedziele.

      I moje pytanie: Dlaczego Państwo nie powinno regulować czyjegoś życia, a pracodawca ma mieć takie uprawnienie?

      • Menel pisze:

        Panie Piotrze odpowiem na pana pytanie : Bo latwiej zmienic pracodawce niz panstwo i dlatego wolni ludzie sami wybieraja co jest dla nich lepsze

  5. gniew pisze:

    Szczęść Boże. Niedziela dla rodziny. W tym zapracowanym ” źle ” zorganizowanym świecie Podarujmy dzieciom Rodziców w Niedzielę. Z racji wieku WIEM jak było kiedyś i wiem jak jest teraz.
    pozdrawiam gniew

    • Menel pisze:

      Tylko czemu tak wybiórczo chcesz pan tą niedziele dzieciom darowac? Tylko pracownikom marketow?Czemu nie kelnerom,kierowcom autobusow itp? Oni dzieci nie maja ? Ten projekt to jedna wielka niesprawiedliwos, bzdura i ograniczenie wolnosci

  6. krzysiek pisze:

    Słuchaj debilny Gniewie , gdzie możesz to wyjeżdżasz z religią , wiarą , rodziną . Ja ma w dupie niedzielne nabożeństwa , ale też mam w dupie zakupy w niedziele . Więc niech kler sobaczy ( bo to ich sprawka) nie lituje się nade mną że nie mam czasu w niedziele dla rodziny, bo potrafię dla rodziny znaleźć zawsze czas , a siedzenie w kruchcie i słuchanie debilnych kazań ( oczywiście politycznych) nijak się ma do rodzinnego , mile spędzanego czasu. A swoja droga , zobacz co rodziny robią po mszy w niedzielę . Zapierd….ą do najbliższego marketu cz Galerii. Odpierdziel się wić od ludzi którzy nie są tak nawiedzeni jak ty

    • gniew pisze:

      I właśnie dlatego cechą rozpoznawczą debila jest duży tyłek, bo wszystko mają w dupie.
      pozdrawiam krzysiu, tylko uważaj żeby tej dupy nie rozerwało, tak wszystko w nią pakujesz…..
      gniew

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

291513