20022018Nowości:
   |    Rejestracja

O kontrkulturowym Czerwonym Kapturku, czyli Pokot dla polskich dzieci


W poprzednim odcinku obiecałem napisać o podobieństwach do filmu „POKOT”, teatrzyku jaki obejrzałem, wraz z moimi pociechami w skierniewickim domu kultury.


W poprzednim odcinku http://niepoprawni.pl/blog/godny-ojciec/czym-sie-rozni-kultura-od-sztuki-czyli-ckis obiecałem napisać o podobieństwach do filmu „POKOT”, teatrzyku jaki obejrzałem, wraz z moimi pociechami w skierniewickim domu kultury. Spektakl miał tytuł: „O niegrzecznym Czerwonym Kapturku” – albo coś w tym stylu. Został zaprezentowany dla dzieci w ramach oferty na czas ferii zimowych A.D. 2018 i przygotowany przez jedną z licznych w dzisiejszych czasach trup ideologicznych edukatorów – chyba z Łodzi, udających wędrownych komediantów. Nie chce mi się dokładnie sprawdzać pod jaką nazwą oni się lansują i występują bo to nieważne w tym momencie. Istotne natomiast jest to, że pod pozorem niewinnej rozrywki została około dwóm setkom najmłodszych skierniewickich katolików przemycona i wdrukowana do świadomości neomarksistowska propagitka z piekła rodem. I co najgorsze, najprawdopodobniej tylko ja podałem zaraz potem swoim dzieciom odtrutkę…

Gdybym o tej ideologicznej pułapce wiedział wcześniej, z pewnością nie skorzystałbym z darmowych biletów jakie mi ufundował (w dobrej chyba wierze?) budżet miasta Skierniewice.

Ale zanim przystąpię do omawiania szczegółów wspomnianego przedstawienia, muszę skorygować mój, jak się okazało zbyt euforyczny i naiwny entuzjazm, jakim zakończyłem poprzedni felieton. Najlepiej jak po prostu zacytuję fragment o który mi chodzi: „A na dodatek kilka godzin później oddzwoniła „pani od fortepianu” z dobrą wiadomością iż znalazło się wolne miejsce również na jej zajęciach i nie ma już przeszkód żeby moja pociecha mogła w nich uczestniczyć. Nie mogłem uwierzyć. Normalnie było cudownie! Trzeba było zobaczyć tę radość w oczach dzieci”

Moje rozentuzjazmowane dziecko stawiło się oczywiście na umówioną lekcję fortepianu, a potem wróciło z niej zgodnie z planem, tyle że płacząc. Co się stało?! Okazało się, że bez sensu wyczekało się pod drzwiami pretensjonalnej „pianistki”, a kiedy nieśmiało się jej przypomniało, że ma umówioną lekcję itd. itp, zostało ceremonialnie obsztorcowane i zaopatrzone w fiszkę adresowaną do rodziców (czujecie ten format?) z której wynikało, że umówiona lekcja wypada nie w tym, lecz dopiero w przyszłym tygodniu ferii. No żesz… ku*** Aż odszukałem kartkę na której w zeszłym tygodniu zanotowałem datę i godzinę podane telefonicznie przez panią pianistkę. Wyglądało na to, że nasza primadonna z klubu Konstancja pomyliła się, lub zrobiła świadomie ze swej ślicznej buzi cholewę… Cóż zdarza się. Szkoda naszego drogocennego czasu żeby drążyć dalej temat nieszczęsnej lekcji fortepianu. Szajz jest i będzie… Uspokoiłem dziecko, pocieszyłem że niejednego cwaniaka, durnia albo prostaka spotka jeszcze na swej drodze życia i że w związku z tym nie należy marnować zbyt wiele czasu na rozpamiętywanie takich atrakcji, tylko wyciągać wnioski i olewać, twardym być, uczyć się i ruszać do przodu.

A teraz już możemy wziąć się za wspomniany wcześniej „Pokot dla nieletnich” czyli neoczerwonego bardzo kapturka.

Żeby zostać wpuszczonym na salę gdzie miało mieć miejsce darmowe przedstawienie wpierw należało mimo wszystko zejść do kasy, to jest piętro niżej do sekretariatu i zaopatrzyć się w darmowe bilety. Zszedłem więc i się zaopatrzyłem. Z pewnymi trudnościami jednak. Pani urzędniczka zajmująca się dystrybucją tych darmówek oświadczyła, iż ze względu na nadspodziewaną popularność spektaklu miejscówki są ograniczone tylko dla dzieci. Opiekunowie niezorganizowani nie mają wstępu. Czyli wyszło na to, że ja niby jestem niezorganizowany…

Sądzi pani, że jako odpowiedzialny ojciec pozwolę by moje dzieci same oglądały nieznane im treści bez żadnej kontroli z mojej strony?

Niby jakie nieznane treści? -wzruszyła ramionami i wydęła wymownie usta – Bajka w końcu jest o Czerwonym Kapturku.

Pani chyba nie wie jakie ja bajki o różnych Czerwonych Kapturkach już słyszałem i widziałem w życiu – zażartowałem. Jej jednak nie było do żartów.

Jak się panu nie podoba nie musi pan prowadzić dzieci na ten spektakl – odparła urzędowo-oficjalnym tonem – Nie narzekaliśmy jeszcze nigdy na brak chętnych. Współpracujemy z tymi aktorami od lat i się nigdy nie zdarzyło jeszcze aby publiczność była niezadowolona.

Wziąłem dwa bilety, które mi podała z mocnym postanowieniem, że jak mi się nie uda wkręcić na spektakl, to po prostu wyrzucę je do kosza i sobie pójdziemy do domu. No ale pani sprawdzająca bilety była całkiem normalna, nie robiła problemów i z życzliwym uśmiechem mnie wpuściła jak tylko jej wyjaśniłem, że dwa miejsca nam wystarczą bo młodszą córkę wezmę po prostu na kolana. Usiedliśmy blisko sceny, a po nas zaczęto spędzać grupy dzieci – jedną bardziej hałaśliwą od drugiej. Nie sądziłem że mamy w mieście tyle półkolonii zimowych pod gruszą. Osoby dorosłe im towarzyszące miały status „zorganizowanych” i w związku z tym, przysługiwały im z tego tytułu osobne krzesła. Jedną z tych osób rozpoznałem. Była to członkini zarządu Polskiego Stowarzyszenia Imienia Janusza Korczaka Krąg Ziemi Łódzkiej, na temat której, parę lat temu napisałem list otwarty do tegoż stowarzyszenia w sprawie jej działań o charakterze nieetycznym, a nawet haniebnym. Rozesłałem ten list do wiadomości tak zwanym „wszystkim świętym” z posłami lokalnymi i prokuratorem włącznie. Do dziś nie otrzymałem żadnej odpowiedzi od nikogo, zwłaszcza od tej zorientowanej na dobro dziecka laickiej organizacji pod wezwaniem Janusza Korczaka, a jedyną reakcją stowarzyszenia było usunięcie z jego stron internetowych, personaliów członków zarządu Kręgu Łódzkiego. Korczak od tamtego czasu to już nawet się pewnie w grobie nie przewraca, ale wiruje jak wirnik w prądnicy.

Gdy ujrzałem tę kostyczną pańcię jak zawsze odzianą w wyleniały light-futerko-bezrękawnik z króla, natychmiast ostrzegłem dzieci. Mamy na taką okoliczność wypracowane określone procedury bezpieczeństwa i wytrenowane formy zachowania ostrożności. Kto ty jesteś? Polak mały. Jaki znak Twój? Orzeł biały… Kiedy wydaję komendę: „uwaga wampir” nie muszę nikomu tłumaczyć, że ten kryptonim oznacza najwyższe zagrożenie dla dobra polskiego dziecka i że należy uważać, nie robić głupstw, słuchać wyłącznie poleceń rodziców, a gdyby wobec rodziców została zastosowana przemoc fizyczna, mają się natychmiast rozpłynąć w powietrzu i zmaterializować dopiero u dziadków. Było się czego obawiać albowiem pani ta przed paroma laty występowała jako świadek w przedstawieniu utkanym i wyreżyserowanym przez gang skierniewickich MOPRychów w rejonowym sądzie. Chodziło o wsadzenie mnie i żony na 5 lat do więzienia i wrogie przejęcie naszych praw do opieki nad dziećmi. Boże, kim by dzisiaj były moje dzieci jakby to się tym potworom udało?! Zainteresowanych szczegółami odsyłam do wcześniejszych moich felietonów. Bardziej realnego zagrożenia dla swojego bytu moje dzieci nie zaznały nigdy. Grała słabo, żeby nie powiedzieć tragicznie nieprofesjonalnie i gdyby to nie było przedstawienie w sądzie tylko na przykład w Domu Kultury pod tytułem np: „Brunatny Kubraczek” to obowiązkiem każdego szanującego się konesera teatru byłoby zagwizdać pajęczaki na śmierć, lub chociaż rzucić pomidorem. Odegrała tam stereotypową rolę szmalcownikopodobnego prowokatora-eksperta w zakresie śledzenia, ciepłego ubierania i wychowywania cudzych dzieci.

No ale przejdźmy w końcu do spektaklu…

Albo nie :)

Napiszę o Pokocie dla małolatów następnym razem. Mam nadzieję że napiszę…

Już prawie wiem to na pewno. Dziś tylko jeszcze skreślę parę słów na temat teatralnych dekoracji.

Za całą scenografię robił sklecony na rachitycznym ruszcie pathworkowy parawan z odpadów z jakiegoś zbankrutowanego lumpeksu. Brud i niechlujstwo tej postartystycznej bieda-instalacji kompozycyjnie porzuconej na środku sceny, po prostu mnie znokautował i od początku nastroił negatywnie do organizatorów. Ale tego co nastąpiło później i tak się nie spodziewałem.

cdn :)

Warszawa, 21.02.2017. Re¿yser Agnieszka Holland podczas polskiej premiery filmu "Pokot", 21 bm. w Warszawie. "Pokot" Agnieszki Holland zosta³ 18 bm. uhonorowany Srebrnym NiedŸwiedziem 67. edycji Berlinale - Nagrod¹ im. Alfreda Bauera, przyznawan¹ filmom fabularnym wyznaczaj¹cym nowe perspektywy w sztuce filmowej. (mr) PAP/Marcin Obara

Napisane przez:


Jestem ojcem. Bronię rodziny przed pedofilią instytucjonalną

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

315204