22072018Nowości:
   |    Rejestracja

Nowa Historyczna Polityka


Izrael zaspał. Tak przynajmniej twierdzi na łamach „Jerusalem Post” dr Efraim Zuroff, żydowski historyk zwany także „łowcą nazistów”.


Najkrócej. Zuroff uważa, że poprzez próby zrównania realnego socjalizmu w wydaniu Stalina z socjalizmem narodowym Hitlera kraje Europy Środkowej usiłują postawić znak równości pomiędzy ludobójstwem brunatnym i czerwonym.

 

Wg obowiązującej w Izraelu historiografii istniało jedynie (brunatne) ludobójstwo i dotyczyło wyłącznie Żydów (Holocaust).

 

Twierdzenie o ludobójstwie sowieckim, w aparacie którego była nadreprezentacja osób narodowości żydowskiej powodować może zatracenie wyjątkowości ofiary całopalnej, jaką Naród Wybrany złożył w XX wieku.

 

Bowiem równie licznie jak Polacy czy Ukraińcy przedstawiciele Narodu Wybranego stawali się katami w krajach oddanych w Jałcie Stalinowi. Z tą jednak różnicą, że gros ich pełniło kierownicze funkcje.

 

To oznacza, że Żydzi byli także pośród ludobójców.

 

 

Z takim ujęciem historii trzeba, zdaniem Zuroffa, walczyć.

 

Żadne bowiem ofiary nie mogą zaćmić ofiar żydowskich.

 

Nawet dwakroć liczniejsza liczba ofiar Narodu Ukraińskiego podczas tzw. Hołodomoru (1932-33).

 

Nie ma też znaczenia planowe ludobójstwo Polaków w ZSRS w latach 1937-38.

 

 

 Walka o historię zaczyna się na naszych oczach.

 

 

Pisałem wczoraj o nieadekwatnym do sytuacji wystąpieniu Gminy żydowskiej w Warszawie, która to w przypomnieniu rodowego nazwiska Markowi Borowskiemu upatrywała antysemityzm!

 

To samo zrobiła jej przewodnicząca Anna Chipczyńska w ubiegły piątek.

 

 

Z kolei na łamach coraz bardziej niszowej „gazety wyborczej” lansowana jest niejaka  Joanna Sabina Tokarska – Bakir, która rzuca „nowe światło” na tzw. pogrom kielecki.

 

Zdaniem pani profesor organa milicji i bezpieczeństwa publicznego na terenie ówczesnego województwa kieleckiego tworzyli chłopcy z lasu. Z AK, z NSZ, z BCh… Światopoglądowo często przedwojenni ONR – owcy.

 

Żydów praktycznie tam nie było.

 

 

Pani profesor antropolog wyniki swojej pracy opiera w głównej mierze (tak przynajmniej twierdzi w rozmowie z Onetem) na odmiennie odczytanym archiwum Michała Chęcińskiego.

 

Mówi o tym wprost:

 

Zaczęłam ją [książkę – HD] pisać, próbując potwierdzić tezę, że za pogromem kieleckim stała ubecka prowokacja. Ta koncepcja, podnoszona onegdaj mocno przez IPN, miała swój początek w dokumentach z archiwum Michała Chęcińskiego – oficera kontrwywiadu, który w 1968 roku został zmuszony do wyjazdu z Polski. Skontaktowałam się z nim, był bardzo otwarty i udostępnił mi ten zbiór, a po jego śmierci o przejrzenie tego archiwum poprosiła mnie jego rodzina. Zakrawa może na ironię, że ostatecznie ustaliłam coś, co jest sprzeczne z wieloletnimi przekonaniami samego Michała Chęcińskiego. Ale to był niezwykle uczciwy człowiek – wierzę, że by się z tego ucieszył. Teza o ubeckiej prowokacji nie wytrzymuje konfrontacji z faktami i dokumentami.

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/prof-tokarska-bakir-pogrom-kielecki-nie-wzial-sie-z-ubeckiej-prowokacji/x6qcjj6

 

 

Michał Chęciński nie wiedział, jak było naprawdę, mimo, że miał stosowne dokumenty. Na dodatek w tamtych latach był funkcjonariuszem MBP i to stosunkowo wysokiego szczebla. Miał zatem dostęp do informacji ponad te, które wynikają jedynie z dokumentów.

 

Wikipedia:

 

Michał Mosze Chęciński (ur. 13 maja 1924, zm. 16 maja 2011 w Hajfie) – oficer PRL-owskiego kontrwywiadu wojskowego.

 

Podczas II wojny światowej więzień getta łódzkiego, gdzie był współorganizatorem podziemnej organizacji Lewica Związkowa. Od marca 1945 żołnierz Armii Czerwonej, w grudniu 1946 robotnik fabryczny w Łodzi. W 1947 rozpoczął służbę w kontrwywiadzie wojskowym – Głównym Zarządzie Informacji Ministerstwa Obrony Narodowej, a w marcu 1953 został starszym wykładowcą Oficerskiej Szkoły Informacji. W 1957, po likwidacji Informacji Wojska Polskiego (wówczas podległej Komitetowi ds. Bezpieczeństwa Publicznego) przeszedł do nowo utworzonej Wojskowej Służby Wewnętrznej, na stanowisko starszego wykładowcy w Ośrodku Szkolenia WSW. Od 1959 starszy wykładowca Zakładu Ekonomiki Wojennej i Wydziału Wojskowo-Ekonomicznego Wojskowej Akademii Politycznej.

.

Zwolniony dyscyplinarnie w 1967, wyemigrował do Izraela w 1969, gdzie w latach 1970-1976 pracował na Uniwersytecie Jerozolimskim. Następnie wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował na Uniwersytecie Harvarda oraz dla Rand Corporation (1976-1981). W latach 1984-1996 był zatrudniony w George C. Marshall European Center for Security Studies w Garmisch-Partenkirchen. Po przejściu na emeryturę powrócił do Izraela. Zmarł w Hajfie.

.

Jest autorem kilku książek, z których najczęściej cytowana to „Poland: Communism, nationalism, anti-semitism” (wyd. 1982). Po polsku ukazały się jego wspomnienia w tomach „Zegarek mojego ojca” i „Jedenaste przykazanie: nie zapomnij”.

.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Micha%C5%82_Ch%C4%99ci%C5%84ski

 

Ot, dylemat….

.

Człowiek, ongiś pracownik Informacji Wojskowej, i to nie niskiego szczebla, potem pracownik Uniwersytetu w Jerozolimie i Uniwersytetu Harvarda nie zauważył tego, co już po pierwszy czytaniu zachowanego archiwum stało się jasne dla pani profesor specjalistki od kulturoznawstwa.

.

Najwyraźniej aby podkręcić emocje Tokarska – Bakir przedstawia jednego sprawiedliwego Polaka, Stanisława Siewierskiego. Miał stanąć naprzeciw tłumu i krzyknąć, że w domu, w którym schronili się Żydzi, nie ma piwnic.

Zginął z ręki Polaka, niejakiego Juliana Chorążaka z Czarnolasu.

.

Niestety, ten o jakże dramatyczny przekaz osłabia jedno użyte przez autorkę słowo – prawdopodobnie.

Niemniej cel propagandowy został osiągnięty.

 

To nie UB była zła, ale milicja, w skład której wchodzili na dodatek przedwojenni, używając współczesnego języka, narodowcy.

UB-ecy w Kielcach byli tak dobrzy, że jeden z nich zasłużył na ksywę „Chrystus” (sic!).

Zdaniem pani profesor Tokarskiej – Bakir brak danych, by mówić w Kielcach o „żydokomunie”.

Jej zdaniem komuna w Kielcach miała odcień narodowy.

.

Trudno nie zauważyć, że „dzieło” Tokarskiej – Bakir tak naprawdę powiela schemat wymyślony już przez prof. Krystynę Kersten w 1989 roku.

Ona jako pierwsza postawiła tezę o mityczności „żydokomuny” w pierwszych latach PRL.

W książce „Żydzi – władza komunistów” za pomocą elementarnej arytmetyki wykazała, że wszelkie opowieści o nadreprezentacji Żydów w bezpiece nie wytrzymują rzetelnej krytyki opartej o fakty.

W pierwszych powojennych latach Żydzi stanowili ok. 0,42% ludności Polski. Na 25,6 tys. pracowników MBP przypadało 438 osób deklarujących narodowość żydowską – 1,7%.

Faktycznie, trudno mówić o rażącej nadreprezentacji.

Ale….

Zupełnie inne wnioski wyciągamy, gdy zamiast całościowo aparat bezpieczeństwa rozpatrujemy wg poszczególnych departamentów i wydziałów.

.

Sowiecki „doradca” MBP pułkownik Sieliwanowski w raporcie do Ławrientija Berii (szef stalinowskiej bezpieki, minister) pisał 20 października 1945 roku:

.

W Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego pracuje 18,7 proc. Żydów, 50 proc. stanowisk kierowniczych zajmują Żydzi. W I Departamencie tego Ministerstwa pracuje 27 proc. Żydów. Zajmują oni wszystkie stanowiska kierownicze. W Wydziale Personalnym – 23 proc. Żydów, na stanowiskach kierowniczych – 7 osób. W Wydziale ds. Funkcjonariuszy (inspekcja specjalna) – 33,3 proc. Żydów, wszyscy zajmują odpowiedzialne stanowiska. W Wydziale Sanitarnym MBP – 49,1 proc. Żydów, w Wydziale Finansowym – 29,9 proc. Żydów.

 

Sowiecki ambasador Wiktor Lebiediew w 1949:

 

…. w MBP poczynając od wiceministrów, poprzez dyrektorów departamentów, nie ma ani jednego Polaka, wszyscy są Żydami.

 

W biuletynie IPN z listopada 2005 roku dr hab. Krzysztof Szwagrzyk (obecnie wiceszef tej instytucji) pisał:

.

Przykłady interpretacji przynależności narodowościowej opartych na głoszonych przekonaniach politycznych lub osobistych deklaracjach funkcjonariuszy stanowią istotną przesłankę do wyrażenia wątpliwości w możliwość sformułowania obiektywnego stwierdzenia – kto jest (był) lub kto nie jest (był) Żydem. Konstatacja ta nie oznacza wszakże, że nie istnieją także kryteria pozwalające na identyfikację osób pochodzenia żydowskiego. Bez względu na brzmienie imienia i nazwiska, światopogląd i obraną drogę życiową, będą nimi oficerowie, których rodzice byli narodowości żydowskiej.

.

Analizie poddano zawartość Informatora MSW oraz akt osobowych 450 osób zajmujących kierownicze stanowiska w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego oraz 249 z Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego, uzupełnioną o dane zaczerpnięte z innych źródeł. Jak pokazują jej wyniki, w latach 1944-1954 na 450 osób pełniących najwyższe funkcje w MBP (od naczelnika wydziału wzwyż) 167 było pochodzenia żydowskiego (37,1 proc.). Po likwidacji MBP w 1954 r. w powstałym na jego miejsce Kds.BP liczba ta zmalała do 86 kierowniczych stanowisk (34,5 proc.). W tym czasie (1944-1956) wśród 107 szefów i zastępców szefów wojewódzkich UB/UdsBP pochodzenie takie miało 22 oficerów (20,5 proc.). Po uwzględnieniu innych wysokich stanowisk wojewódzkich UB/UdsBP: naczelników i zastępców naczelników wydziałów wynika, że najwięcej osób pochodzenia żydowskiego znalazło się w strukturach aparatu bezpieczeństwa w województwach: szczecińskim (18,7 proc.), wrocławskim (18,7 proc.), katowickim (14,6 proc.), łódzkim (14,2 proc.), warszawskim (13,6 proc.), gdańskim (12,0 proc.) i lubelskim (10,1 proc.). W pozostałych województwach odsetek ten wynosił średnio ok. 7 proc., osiągając najniższy poziom w woj. zielonogórskim (3,5 proc.).

.

W świetle zaprezentowanych danych statystycznych teza o dużym udziale Żydów i osób pochodzenia żydowskiego w kierownictwie UB sformułowana została na podstawie prawdziwych przesłanek i jako taka odzwierciedla fakt historyczny.

.

http://niniwa22.cba.pl/zydzi_w_kierownictwie_ub.htm

 

Kiedy Żydowski Instytut Historyczny wyda kolejne dzieła, rzucające „nowe światło” na rolę takich ludzi, w powszechnej opinii katów Narodu Polskiego, jak  Jakub Berman, Józef (Goldberg) Różański, Leo Hochberg, Salomon Morel, Anatol Fejgin, Julia Brystygierowa, Stefan Michnik…? Lista niepełna, wszak spokojnie dopisani mogliby do niej być dopisani ludzie, którzy aczkolwiek osobiście nie uczestniczyli w mordach (sądowych i ubeckich) to jednak wywarli wpływ na ideologicznych bandytów. Ot, taki Włodzimierz Brus (Beniamin Zylberberg), dwukrotnie żonaty z Heleną Wolińską (Fajga Mindla Danielak), oficer polityczny w LWP, potem pracownik naukowy, wychowawca m.in. Waldemara Kuczyńskiego.

.

To również „autorytet” moralny PO, Zygmunt Bauman, czynny w aparacie terroru PRL.

 

Co prawda niezastąpiony hersteryk J. T. Gross wymyślił sobie, że Żyd-komunista nie jest Żydem, ale komunistą, więc Żydzi w stalinowskim ludobójstwie nie brali udziału, ale tak samo można powiedzieć, że Niemiec biorący udział w zbrodniach III Rzeszy przestaje być Niemcem, a jest nazistą, Polak donoszący na Żyda przestaje być Polakiem, a jest szmalcownikiem itp. jednak taka narracja nikogo już chyba nie przekonuje. Co jednak nie oznacza, że jakaś kolejna Bakir nie napisze dwóch, albo i trzech tomów na ten temat. Oczywiście z tezą, że Żyd-komunista nie jest Żydem, Niemiec-zbrodniarz jest nazistą, a nie Niemcem, tylko Polak-szmalcownik pozostaje Polakiem.

 

Efraim Zuroff zauważa nadciągający kres mitu o Holokauście, który miał być centralnym wydarzeniem II wojny światowej, przyćmiewającym wszystkie inne.

 

Ofiara całopalna, która oczyściła Naród.

 

To również mit założycielski Izraela, przynajmniej wg dr Toma Segeva.

 

Tymczasem przedstawiciele tego Narodu bywali takimi samymi oprawcami, jak najbardziej zezwierzęceni naziści.

.

To jest jedyna prawda, o której powinni uczyć w szkołach na całym świecie:

.

W każdym Narodzie trafiają się święci i bestie.

Tylko czasem, jak w Niemczech 1932 r. bestie demokratycznie mogą wygrywać wybory.

Tylko czasem, jak w Rosji w 1917 roku zło przychodzi pod postacią nowego wspaniałego świata.

 

Nie można winami jednostek, choćby nawet licznych, obarczać całego Narodu.

 

25.02 2018

 

 

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

315607