26092017Nowości:
   |    Rejestracja

Niezwykły wypadek? Czy zwykłe bicie piany, jak zwykle?


Szczerze mówiąc już sam z obrzydzenia dokładam się do dalszego obrzydzania i ciągnięcia tematu wypadku pani premier. Najwidoczniej tak trzeba, aby przykrywać ciągle ważniejsze sprawy, żeby LUD się nie spostrzegł o co właściwie w tym rządzeniu Polską chodzi. Niestety niezależnie od „panującego” nam niemiłościwie rządu to bicie piany też jest za każdym razem mało udolne, a państwo nawet jak nie jest, to powinno sprawiać wrażenie państwa poważnego.


.
Więc ustalmy. Najważniejsi ludzie w państwie nie są zwykłymi ludźmi obojętnie czy pracują, wypoczywają, czy śpią. Był 30 lat temu taki jeden premier-luzak, Olof Palme, który wmawiał sobie i obywatelom, że jest taki sam jak oni i żyjąc razem z nimi w bezpiecznymi i uczciwym państwie, podobnie jak oni nie musi się niczego obawiać. A wtedy Szwecja była rzeczywiście spokojnym państwem, w którym wszyscy żyli od wieków uczciwie. Nawet małe kioski i sklepiki bywały samoobsługowe, gdzie kasa leżała na wierzchu – nic tylko brać. Mogłem sam się o tym przekonać będąc w tamtym czasie „na robotach”.
.
Ale pewnego razu ktoś pana premiera odstrzelił gdy wracał do domu pieszo z kina. Skonstatowano wtedy w Szwecji, że niestety premiera nie można uznawać za zwykłego obywatela i należy mu jednak zapewnić znacznie więcej bezpieczeństwa niż zwykłemu obywatelowi. Polska jeśli chce być uważana przez Polaków i naszych wrogów za poważne państwo powinna dbać o bezpieczeństwo takich osób jak premier, prezydent i ważniejsze osoby w Państwie. I dyskutowanie nad oszczędnościami w tym zakresie jest bezpodstawne. To jest w końcu zaledwie kilka osób do ochrony i 38 milionowy kraj musi być stać na wydatkowanie pieniędzy na dodatkowych ochroniarzy (na przykład jadących na przedzie konwoju motocyklistów), jeśli to potrzebne.
I niech sobie opozycja wybrzydza i skarży się po prywatnych telewizjach, że oto zatrudniono na przykład dodatkowo dwie osoby do ochrony pani premier. Ich prawo.
.
Druga sprawa. Jadący na przedzie rządowego konwoju motocyklista (powinien taki być) powinien nakazać kierowcy Seicento zjechanie na bok i powiadomić policję o wykroczeniu nie ustąpienia drogi (zakładam, że każdy pojazd ma kamerę). Jadący za motocyklistą samochód w przypadku nie wykonania rozkazu przez kierowcę Seicento (nawet jeśli by była to kobieta w ciąży) powinien zamiast go omijać zepchnąć go z drogi umożliwiając przejazd samochodu z panią premier bez kolizji. Najwidoczniej takich sytuacji w BOR nie ćwiczono, a wykorzystywanie w zimie motocyklistów uznano za nielitościwe.
.
A teraz we wszystkich merdiach i państwowych i prywatnych rozegrał się polityczny spektakl brania za czuby, dzielenia włosa na czworo przez domorosłych filozofów i rozpisywania się o przepisach drogowych, prawach obywateli lub ich braku. I jak ja mam Państwo Polskie i jego urzędników i „elity” polityczne traktować poważnie?
Żurek Janusz

Napisane przez:


Z urodzenia (1949) optymista, z wykształcenia inżynier elektryk (AGH), z zawodu elektronik, z poglądów liberalny (wolnościowy) konserwatysta.

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 5 dla artykułu "Niezwykły wypadek? Czy zwykłe bicie piany, jak zwykle?"

  1. zjanusz zjanusz pisze:

    I jeszcze dwie uwagi:
    .
    Jeśli się nie mylę, to kierowca Seicento powinien zwolnić i zjechać na pobocze sygnalizując to migaczem – przynajmniej tak mnie kiedyś dawno uczono na kursie dla kierowców. No, chyba, że kolumna nie dawała żadnych sygnałów, ale i to nie zwalniało go z obserwacji sytuacji na drodze zwłaszcza, że szykował się podobno do lewoskrętu, czyli manewru wymagającego wytężonej uwagi. Manewru, którego nie należy wykonywać jeśli nie ma się dostatecznej widoczności ze wszystkich stron. Przynajmniej tak mnie kiedyś uczono.
    .
    Pani premier powinna „swój dom” przenieść do Warszawy na czas swojego premierowania. Na to też nie powinno brakować w państwie pieniędzy.

    • Jerzy pisze:

      W przypadku kierowcy Seicento sprawa wcale nie jest tak prosta. Wygląda na to że zawiodły procedury oraz bezgraniczne zaufanie ochrony do tego że niedzielni kierowcy zawsze i w 100% stosują się porocedur i przepisów oraz że w 100% je znają.
      Często podaję przykłady z Ameryki, gdzie znaki znakami, przepisy przepisami, a jednak wszystko zrobione jest tak że zakłada iż nie zawsze znaki te i przepisy się dostrzega, i to niekoniecznie z powody złej woli kierowcy. Po prostu kierowcy są tylko ludźmi. Częto starymi ludźmi jadącymi do lub wracającymi od lekarza, albo młodymi z małym doświadczeniem i to po oblanym egzaminie na sudiach, albo prosto po wyrzyuceniu z pracy czy przegranej sprawie rozwodowej i tak im gula chodzi że oprócz ciśnienia w głowie niewielu do nich dociera. Tylko nie mówmy że tak nie powinno być, że nie powinni wsiadać w takim stanie za kierownicę i tak dalej, bo to polskie zaklinanie rzeczywistości i czepianie się „że w przepisach”… zaczyna zakrawać o absurd.
      Znów się zaczynam rozwodzic ponad miarę, ale… trudno. Prosty przykład. W Polsce ustawiono znak stop pod moim domem i co? Natychmiast 3 wypadki w jednym dniu. Przecież wiadomo że można zaklinać rzeczywistość, ale on ma to do siebie, że człowiek jest naturą która przyzwyczaja się do robionych rzeczy. Na tym też polega nauka. Powtarzasz coś wiele razy aż w końcu zaczynasz to robićmechanicznie. Bez myslenia. Twój mózg przestaje analizować rutynowe czynności. Jak to się mówi… robimy to z zamkniętymi oczami. Tak było pod moim blokiem. Dawniej ulica z pierwszeństwem przejazdu, od dzisiaj podporządkowana więc stłuczka za stłuczką.
      Jak rozwiązano ten problem? Ano stanął nieopodal radiowóz i… wlepiał wszystkim mandaty. W tym mojemu ojcu który nie zatrzymywał się na tym skrzyżowaniu przez ostatnich… 30 lat.
      A jak to się robi w Ameryce? Jeśli zidentyfikuje się tak niebezpieczne miejsce, to radiowóz nie stoi za, i nie łapie gapowiczów, tylko staje na poboczu przed znakiem, ze wszystkimi kogutami włączonymi, żeby zmusić kierowców do uwagi. No ipracuje się nad problemem.
      Z tym że do takich sytuacji zasadniczo nie dopuszcza się, ponieważ na 200 metrów przed nowym znakiem, stawia się wielki znak że za 200 metrów jest postawiony… NOWY ZNAK!
      Następnie na 50 metów przed znakiem kolejny znak ostrzegający o nowym znaku i czesto sam nowy znak ma błyskające światełko żeby go przypadkiem babcia za kierownicą nie przeoczyła. I stoi to tak przez miesiąc albo dwa.
      .
      O ile absolutnie zgadzam się ze Zjanuszem że zawiodły tutaj procedury i nawet same przepisy, to nie jestem pewien jak powinno się to rozwiązać.
      Polska jest jednym z nieliczych państw gdzie światło zarówno niebieskie jak i czerwone oznaczają początek i koniec kolumny. W większości państw stosuje się je równocześnie do oznakowanie nawet pojedynczego pojazdu uprzywilejowanego, a nawet dołącza się migające światła pomarańczone i białe. Poleganie na tym że kierowca który praktycznie nigdy w życiu nie styka się z kolumnami takich pojazdów będzie w danym momencie pamiętał która kombinacja świateł co oznacza i będzie się bezgranicznie polegać na tym że kierowca zareaguje poprawnie, jest według mnie monumentalną nieodpowiedzialnością.
      .
      Nie winię tu kierowców BORu, ale właśnie przepisy i procedury.
      Akurat tutaj nie zgodzę się ze Zjanuszem. Jak wyobrażamy sobie zepchnięcie z pasa jezdni stojącego samochodu innym samochodem pędzącym z dużą prędkością?
      Oznacza to że akcje te muszą odbywać się na długo przed przejazdem samej kolumny, na całe jej trasie przejazdu, a wtedy tak naprawdę nie trzeba nikogo z jezdni spychać. JEst to jednak zupełnie inny rodzaj przejazdu kolumny.
      Jeszcze jedno – jeśli kierowca nie reaguje na sygnały, oznacza to tylko że ich nie widzi albo że nie zna przepisów. W obu przypadkach nie można korzystać z prawa pierwszeństwa, zwłaszcza że w przypadku pojazdów uprzywilejowanych nie jest to pierwszeństwo bezwzględne tak jak w przypadku przejazdu przez skrzyżowanie na zielonym świetle.
      .
      W tym przypadku sprawa była jednak dużo bardziej skomplikowana. Gdyby nie pojazd uprzywilejowany, to kierowca Seicento miał absolutne pierwszeństwo i nikt nie miał prawa wyprzedzać go na podwójnej ciągłej która była przerwana jedynie na tym króciutkim odcinku do skrętu w lewo. Kierowca na pewno miał to zakodowane w głowie. Kto z was kierowców jadąc drogą dwukierunkową z jednym tylko pasem ruchu w każdym kierunku, mając cały czas podwójną ciągłą po lewej stronie, w mieście, sprawdza przed skrętem w lewo czy przypadkiem ktoś go własnie nie wyprzedza? Tego siępo prostu prawie nigdy nie robi. Włacza sie kierunkowskaz w lewo, zwalnia albo zatrzymuje by przepuścić ruch z naprzeciwka i skręca się bez patrzenia w lusterko wsteczne.
      Ja często patrzę, ale wiem że jest wyjątkiem i teoretycznie nie jest to wymagane.
      I tutaj dochodzimy do sedna. Z przyczyn które są dla mnie oczywiste i zupełnie zrozumiałe, kierowca Seicento nie znał różnicy miedzy błyskającym niebieskim a niebieskim i czerwonym. Do tego wypadki wiekszość kierowców tej różnicy nie znała. Ja też.
      Więc zatrzymał się by wykonać skręt w lewo, zobaczył światła pojazdu uprzywilejowanego, przepuścił go i… skręcił w lewo bo następny pojazd z kolumny nie miała ŻADNYCH świateł!
      Nie musiał mieć – ale właśnie tu tkwi ta głupota i naiwność przepisów.
      Gdyby wszystko działo się z przodu samochodu Seicento, na pewno tak by się nie skończyło. Ale wszystko działo się za plecami kierowcy, błyskawicznie, a obraz sytuacji pochodził jedynie z lusterek wstecznych… życzę powodzenia.
      Na dodatek godzina 18:30 czyli po zmroku! Wiecie co widać w lusterkach tylnych nocą…?
      Tak… ja bym pewnie chwilę dłużej odczekał, rzucił jeszcze lepiej okiem na lusterka… ale „mnie” nie ma zbyt wielu na drogach. Dla kierowcy Seicento sprawa była oczywista – za nim są już zwykłe samochody, to on ma teraz pierwszeństwo.
      .
      Powiem szczerze jedną rzecz – brak lamp stroboskopowych, nawet takich malutkich przed albo za siatką grilla w samochodzie premier Szydło jest dla mnie tak monumentalnym przeoczeniem, że nie jestem sobie tego w stanie wyobrazić. Gdyby je miał i były użyte, nie ma siły aby ktokolwiek wepchał się pod nos tego samochodu. Tym bardziej nocą! A przepisy wyraźnie mówią że pojazd w środku kolumny nie musi, ale MOŻE mieć migające światła niebieskie.
      Ale jest też polskie podejście: przepisy tak stanowią i kierowcy są zobowiązani do ich znajomości i przestrzegania.
      .
      I rest my case…

      • ROBERT pisze:

        U MNIE TEZ ZMIENIONO PIERWSZENSTWO PO PONAD 30 LATACH, ALE PRZEZ ZDJECIE ZNAKOW, CZYLI TERAZ NIE MA NIC. A STLUCZEK JAKOS NIE MA, BO NIKT TEGO PIERWSZENSTWA NA SILE NIE EGZEKWUJE…

        JANUSZ OPOWIADA DYRDYMALY, PODOBNIE JAK TA BANDA W TV…

        SZYDLO ZAPEWNE NAGLE WYSKOCZYLA ZZA INNYCH SAMOCHODOW…

  2. zjanusz zjanusz pisze:

    Gdyby kierowca Seicento zwolnił i zjechał na prawo, to na pewno nie zdążyłby skręcić pod drugi samochód BOR-u, a próbując z powrotem włączyć się do ruchu miałby lepszą możliwość zobaczenia co się dzieje z jego lewej strony.
    .
    Pytanie jak powinien się zachować kierowca BOR w nietypowej sytuacji, gdy na przykład wybiegłaby nagle na jezdnię kobieta z dziecięcym wózkiem?
    Równie dobrze mógłby to być np zamachowiec.
    Żurek Janusz

  3. ROBERT pisze:

    NO TAK.. CENZURKA MUSI BYC… JANUSZE TAK MAJA…

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

299914