30092014Nowości:
   |    Rejestracja

Niepodległość


Niepodległość to jest w istocie anarchia. Bo jeśli postulujemy niepodległość jakiejś grupy, narodu, społeczeństwa, plemienia czy cywilizacji, to znaczy, że postulujemy by ta społeczność była równa pod względem politycznej zależności, czy raczej niezależności, z jakąś inną grupą, narodem, społeczeństwem, plemieniem czy cywilizacją, a zatem postulujemy by nie było względem tych grup jakichś nadrzędnych zasad, praw, […]


Niepodleglosc2

Niepodległość to jest w istocie anarchia. Bo jeśli postulujemy niepodległość jakiejś grupy, narodu, społeczeństwa, plemienia czy cywilizacji, to znaczy, że postulujemy by ta społeczność była równa pod względem politycznej zależności, czy raczej niezależności, z jakąś inną grupą, narodem, społeczeństwem, plemieniem czy cywilizacją, a zatem postulujemy by nie było względem tych grup jakichś nadrzędnych zasad, praw, czy mechanizmów, które można by było narzucić przemocą tym grupom. Dwa niepodległe społeczeństwa żyją względem siebie w stanie anarchii, bo nie mają nad sobą żadnej nadrzędnej władzy, która narzuciłaby im siłą swoje zasady. To wynika z definicji niepodległości. Gdyby te społeczności podlegały wyższej władzy, która mogłaby im cokolwiek narzucić, to by nie były niepodległe.

Niepodległość to brak podległości, a zatem brak praw, które można narzucić przemocą podmiotowi, który niepodległość posiada. Czy zatem niepodległość ma jakieś granice geograficzne, kulturowe czy cywilizacyjne? Kiedy, gdzie i komu wolno narzucić przemocą jakieś prawa, a zatem pozbawić go niepodległości – a kiedy, gdzie i komu nie wolno?

Jeśli mam naturalne prawo do niepodległej ojczyzny, to dlaczego nie mam prawa do niepodległej gminy, dzielnicy, kamienicy, rodziny, czy też niepodległości samego siebie? Mój król, prezydent czy premier może być niepodległy. Ale dlaczego ja nie mogę taki być? Dlaczego tylko narody miałyby mieć prawo do samostanowienia [1]?

Niepodległość obecnego państwa okupującego Polskę [2] nie zabezpiecza żadnych moich praw wypracowanych przez moją cywilizację. To państwo [3] mnie zniewala i okrada. Nie postępuje ono zgodne z tym, co wypracowała moja wspólnota historyczno-kulturowa. Moja tradycja kulturowa to niepodległość lokalnej wspólnoty i rodziny, co dobrze oddaje starodawne polskie powiedzonko: “szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie“. Moja tradycja to Złota Wolność! Niepodległość samego państwa służy tylko temu by państwo mogło mnie zniewalać i okradać.

Moja tradycja cywilizacyjna to chrześcijańska zasada pomocniczości [4] – czyli niepodległość każdej wspólnoty w hierarchii społecznej w kwestiach jej dotyczących. Obecne państwo okupujące Polskę łamie tę zasadę na każdym kroku wtryniając się ze szczebla centralnego w najdrobniejsze sprawy wszelkich wspólnot. To jest obcy twór, twór bizantyjski [5], niezgodny z naszą cywilizacją łacińską [6]. Centralizm i totalizm jest sprzeczny z ideą niepodległości!

Niepodległość to bardzo ważna cecha naszej cywilizacji i nie ogranicza się wcale do suwerenności państwa. W naszej cywilizacji indywidualny, pojedynczy człowiek też posiada niepodległość! Niepodległość to kwintesencja cywilizacji łacińskiej!

Ja jestem zacofany chcąc przywrócić dawne zasady naszej cywilizacji. Jestem zacofany chcąc niepodległości i suwerenności. Ale to nie znaczy, że chcę cofnąć się w czasie. Ja chcę przenieść w czasie dobre zasady – przenieść je z dawnych czasów w obecne.

Mnie się podoba obecne latanie w kosmos. Akceptuję techniczną możliwość halsowania pod wiatr. Doceniam satelitarną nawigację GPS. Ale nie doceniam nowoczesnych politycznych zasad zniewalania i likwidowania niepodległości. Obecnie dominująca socjaldemokracja to regres cywilizacyjny.

Ja chciałbym by nie zapomniano jak się nawiguje nawet bez kompasu, by nie zapomniano szlachetnej sztuki polowania, patroszenia zwierzyny, tresowania jej i hodowania. Ale chciałbym też, by stosowano nadal dawne zasady cywilizacyjne – by nie zapomniano wolnościowych, niepodległościowych zasad organizowania się w wolne plemiona, niezależne społeczeństwa i niepodległe narody.

Dziś to wszystko idzie w zapomnienie!

Oczywiście żaden kraj nie jest nigdy w pełni niepodległy, bo jest ograniczony innymi nieodległymi krajami i zawsze jest zagrożony wojną z ich strony. Ale niepodległość to nie jest jakaś pełna niezależność. Realna zależność jest nie tylko od państw, ale też od praw przyrody czy zjawisk naturalnych. Niepodległość to brak formalnej siły politycznej, czyli zorganizowanej przez ludzi, która może nam intencjonalnie narzucić coś przemocą i z bardzo dużym prawdopodobieństwem będzie to skuteczne.

Tak rozumianą niepodległość społeczną w pewnych sprawach powinien mieć każdy człowiek indywidualnie, a w innych sprawach powinien mieć wespół z innymi ludźmi – w mniejszych lub większych grupach – ale zorganizowanych dobrowolnie! Wszelkie przymusowe zrzeszenia, takie jak współczesne państwa, łamią idee niepodległości, bo łamie ją przymus społeczny. Każdy taki przymus to podległość, a zatem niewolnictwo. Niepodległość to po prostu brak przymusu, brak nadrzędnej władzy narzuconej siłą, brak zaborczego państwa.

Dlatego, że niepodległość to bardzo ważna rzecz, dlatego, że Polska to bardzo ważna rzecz, dlatego, że niepodległość i Polska to rzeczy pospolite [7], ale ostatnio zanikające, chodzę na Marsze Niepodległości urządzane w Polsce tradycyjnie 11 listopada.

Wiwat Polska niepodległa! Precz z komuną! Na pohybel zaborcom!

Grzegorz GPS Świderski



 

Napisane przez:


Grzegorz P. Świderski - Sarmata, żeglarz, paleolibertarianin, katolik, informatyk, trajkarz, monarchista. Skrajnie konserwatywny arcyliberał. Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję. Mój główny blog jest tu: http://gps65.salon24.pl/

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 2 dla artykułu "Niepodległość"

  1. Krzywousty pisze:

    No to jest nas dwóch.
    .
    .
    Ale zauważ – zdecydowana większość współczesnych Polaków nie chce osobistej niepodległości. Na usatch oczywiście ją mają, nawet wymawiają rządowi że ich jej pozbawia, ale roszczenia które wytaczają są w całkowitej sprzeczności z osobistą wolnością, niepodległością, dlatego nie będziemy w stanie jej uzyskać.
    .
    Społeczeństwo w swej większości chce darmowego szkolnictwa. Chce darmowej opieki zdrowotnej. Darmowej policji pilnującej ich praw i porządku, wojska, minimalnego wynagrodzenia, i wielu, wielu inych świadczeń i przywilejów. Sprawa jest prosta – by je spełnić, “państwo” potrzebuje pieniędzy. Dlatego musi nas zniewolić. Musi siłą odbierać nam to co wytwarzamy, zarabiamy, by potem, po zmarnowaniu połowy tego, oddać nam z powrotem w postaci tych świadczeń i tych przywilejów.
    .
    Aby móc rzeczywiście być niepodległym, lub choćby częściowo niepodległym, musielibyśmy również zgodzić się na rezygnację z części świadczeń jakie “bezpłatnie” otrzymujemy od państwa. Tylko wtedy, i na takich warunkach możemy realnie domagać się odzyskania niepodległości przez nie tylko szlachcica, ale i przez kmiecia.
    .
    Niemożliwe? A dlaczego nie? Tak, wiem, Polacy mają niekóre rzeczy tak głęboko zakodowane, że powiedznie im iż wcale tak być nie mysi, biorą za brednie chorego człowieka. Za zupełną niemożliwość.
    Zacznijmy od kilku rzeczy, nawet błachych, które były albą wciąż są NIEMOŻLIWE w umyśle przeciętnego Polaka:
    1. Dowód osobisty. Czegoś takiego nie ma w USA i Kanadzie,
    2. Obowiązek zameldowania – w tym w hotelu – nie istnieje w wielu krajach. W USA/Kanadzie nie musisz przedstawiać żadego dokumentu biorąc pokój w hotelu. Zameldowania w miejscu zamieszkania też nie ma.
    3. Punkt trzecie rozwinę szerzej. Muszę. Po prostu muszę.
    Do niedawna herezją było powiedzenie Polakowi że aby pływać jachtami po rzekach, jeziorach, morzach i oceanach, w USA i Kanadzie nie potrzeba żadnego patentu żeglarskiego. Nie ważna pojemność czy moc silnika (mogą być tysiące koni), nie ważna powierzchnia żagli – jeśli nie pływasz w celach zarobkowych i jacht nie jest dłuższy niż ok. 30 metrów, po porstu wsiadasz na niego i płyniesz.
    Kiedy w pierwszym roku mojeg pobytu w Kanadzie, kupiłem jacht żaglowy ale w USA i chciałem nim przepłynać na drugą strone wielkich jezior do Kanady, straciłem 3 godziny (trzy godziny) na rozmowy z US Coast Guard i Canadian Coast Guard by wyjaśnić jakie potrzebuje papiery i licencje by nim legalnie popłynąć i przekroczyć granicę. Jacht był sporej wielkości dodam. Chciałem za wszelką cenę dowiedzieć się czy mój polski patent sternika wystarczy. A jeśli wystarczy, to czy musi być tłumaczony, poświadczony… Ot z Polski niedawnom przyjechał i bez auswaisu nie znam innego życia.
    Ani Amerykanie ani Kanadyjczycy, ani sprzedawca jachtu nie wiedzieli o czym ja mówię. Po prostu nie rozumieliśmy się zupełnie. Do mnie nie docierało że może nie być patentów, do nich nie docierało że gdzieś na świecie, po to by pływać trzeba mieć prawo jazdy na pływanie jachtem. Ja nie wierzyłem gdy mówili – nie musisz mieć NIC. To było niemożliwe, abstrakcja, nierealne, musimy się nie rozumieć, zapytam więc was jeszcze raz: abym mógł przepłynąć…. NIE , NIC!
    – Nic?
    – NIC!
    – I nie zostanę aresztowany podczas kontroli?
    – Jakiej kontroli?
    – Granicznej..
    – Jakiej granicznej? (czasy sprzed 11 września dodam)
    I tak wyglądała nasz dyskusja.
    W końcu facet w US Coast Guard się wkurzył i powoli, spokojnie wycedził przez zęby: mówię ci po raz ostatni – jeśli chcesz popłynąć dzisiaj do Kanady, to nie marnuj mojego i swojego czasu, tylko wejdź na pokład, rzuć cumy, zapal silnik i płyń! Żadnych papierów prócz paszportu. Żegnam, miłej podróży.
    .
    Myślicie że koniec? A skąd.
    Przypływam pod marinę w Kanadzie, a tu takie zadupie, ledwo znajdują kanał prowadzący do mariny. Do dziś pamiętam – Puce Marina na St. Clair – cumuję jak prawie na bindudze na Mazurach. Rozglądam się za mundurowymi… jest! Budka telefoniczne z instrukcją: Zadzwoń pod taki to a taki numer do urzedu celnego. Dzwonie – proszą bym podał nazwę jachtu, skład załogi, i co mam do zadeklarowania/oclenia. Mówię – do oclenia jacht. Oj, to im nie spasowało. Każdy dzwoni i mówi że wrócił z knajpy w USA i nie ma nic do oclenia. A tu panie cały jacht.
    – OK, to kiedy panu pasuje się spotkać?
    – Co znaczy pasuje i co znaczy spotkać?
    – No, chcemy zobaczyć pański jach i papiery kupna sprzedaży, kiedy mozemy przyjechać do mariny?
    – Możecie teraz?
    – Aa, eee, yyy, no nie, teraz musiał by na nas pan czekać dosyć długo. Lepiej w innym terminie…
    – OK, może być środa, 12:30 podczas lunchu?
    – Będziemy
    Przyjechali w środę, spisali, miałem dostać rachunek celny do zapłacenia… nigdy nie dostałem.
    .
    To było tak dla rozrywki. A jakie są inne rzeczy które nie są obce innym a u nas są herezją?
    4) Straż pożarna, policja – utrzymywane są nie przez państwo a przez miasto, z podatków miejskich – tak, są takie podatki.
    Jeśli miasto cienko przędzie, tnie etaty i wydatki w straży, policji…
    5) Szkoły podstawowe – za darmo, ale opłacane są przez miasto, z podatków miejskich. Jak wyżej.
    6) Szkoły ponadpodstawowe – 100% opłata przes studenta. Mojej żona właśnie studiuje. Do dnia dzisiejszego samo czesne wyniosło prawie 100 tysięcy dolarów. Samo czesne, a to jeszcze nie koniec studiów. Pożyczka i się ją spłaca przez 30 lat… tyle że gwarantowana przez państwo więc bank udzieli.
    7) Opieka zdrowotna – w Kanadzie zarządzana i opłacana przez prowincje (nie ma ogólnonarodowej). W USA – WCALE. Nie ma. Po prostu w USA nie istnieje państwowa opieka zdrowotna. Nie masz prywanego ubezpieczenia – zdychasz. Dosłownie. A jeśli masz, to jest ono naprawdę horendalnie wysokie i nie pokrywa wszystkiego. Dopłaty z własnej kieszeni są ogromne.

    Dalej nie bedę już wypisywał. Co chciałem pokazać, to to, że po to by móc uzyskać prywatną niepodległość, musimy też zrzec się przywilejów oferowanych przez okupanta, czyli państwo.
    Okupant ustala prawa, ściąga z nas haracz, ale coś z tego z powrotem nam się dostaje.
    Czy to wszystko co dotychczas daje nam “państwo” rzeczywiście musi nam się od niego należeć jak przysłowiowa miska psu? Ja widzimy z powyższych przykładów nie. W wielu krajach ludzie nie mają za darmo tego co mają Polacy.
    Dlatego należy sobie zadaćpytanie – co wolimy – niepodległość, czy jasyr?
    Tanie paliwo bez akcyzy, prawo do produkowania własnego prądu, pędzenia bimbru, czy… darmową opiekę zdrowotną…

    Ja wiem co ja bym wybrał. Ja mimo wszystko wybrał bym osobistą niepodległość. Jazdę łódką bez papierów, piweczko wieczorem na plantach, swojego piesa na łańcuch albo bez – ale wedle mojego uważania.
    No ale to ja…

  2. AS pisze:

    Nie wierzę, że byłoby to coś za nic. W tym musi coś być o czym nie wiesz i dowiesz się nagle. Żadne państwo z tego nigdy nie rezygnuje, aby ubezwłasnowolnić obywatela. To pewnie o tym jeszcze nie wiesz. Pewnie dowiesz się, jak pojawi się tam stan niezwyczajny. To żegnaj Misiu! Znam Anglosasów, i wiem że tego nie odpuszczą. Obyś się nie zdziwił! Pozdrawiam Optymistę!

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz