25052018Nowości:
   |    Rejestracja

Narzeczona generała


W mediach od wielu lat pojawiają się artykuły o internetowych oszustach, którzy na różne sposoby rozkochują w sobie kobiety, a następnie wyłudzają od nich pieniądze.


 

Podają się za lekarzy, działających w krajach, ogarniętych wojną, za samotnych biznesmenów, szukających prawdziwej miłości, albo za amerykańskich oficerów, będących na zagranicznych misjach, którzy planują porzucić mundur, znaleźć oddaną żonę, Polkę i osiedlić się w naszym pięknym kraju.

Wkradają się w łaski kobiet na różne sposoby budując swoją wiarygodność. Stwarzają atmosferę wzajemnej bliskości, mamią obietnicami wspólnego życia, po czym wyłudzają pieniądze, pod pretekstem ratowania chorego dziecka, albo na prywatny, lotniczy transport swoich majętności, w których udział obiecują kobiecie. Czasem szantażują, zastraszają, stosują groźby karalne. Wiele pań, poza kosztami emocjonalnymi, poniosło poważne, finansowe straty. Powstały poświęcone temu problemowi fora i blogi internetowe, czyli wirtualne przestrzenie, w których kobiety dzielą się swoimi, niejednokrotnie dramatycznymi, doświadczeniami.

Policjanci, blogerki, dziennikarze, wciąż ostrzegają, przedstawiając konkretne przykłady i dane, jednak zjawisko nie traci na sile, a oszukanych wciąż przybywa, przy czym okazuje się, że wśród ofiar internetowych naciągaczy znajdują się przedstawiciele obydwu płci. Także mężczyźni ulegają iluzji miłości w relacjach z poznanymi w sieci kobietami, będącymi w istocie cwanymi oszustkami!

Zastanawiając się nad skalą tego zjawiska, zadajemy sobie pytanie: jak to możliwe, że przy takiej obfitości rozmaitych ostrzeżeń wciąż znajdują się nowe ofiary? Kim trzeba być, żeby w istocie, w ordynarny sposób dać się ogłupić, nabrać, wykorzystać? Naiwną, niedoświadczoną panienką, marzącą o księciu z bajki? Zakompleksioną ofiarą losu? Frustratem życiowym, mającym problemy z nawiązywaniem bliskich relacji z odmienna płcią? Samotną, zaawansowaną wiekowo kobietą, rozpaczliwie szukającą partnera? Niekoniecznie.

Według Roberta B. Cialdini, autora bestsellerowego podręcznika z dziedziny komunikacji społecznej, nikt z nas nie jest w pełni odporny na działanie technik psychicznej manipulacji. Cialdini twierdzi, że czasem wystarczy jedno słowo-klucz, które niczym magiczne zaklęcie otwiera sezam, skarbiec naszej psychiki, na perswazje wyzyskiwaczy, po czym oczekiwane przez nich reakcje następują lawinowo [Cialdini 2013:26-27].

Cialdini w swojej pracy wyróżnia sześć kategorii wywierania wpływu psychicznego, podporządkowując je podstawowym regułom psychologicznym, rządzącym ludzkimi zachowaniami. Są to kolejno: reguła wzajemności, konsekwencji, społecznego dowodu słuszności, lubienia, autorytetu i niedostępności. Cialdini przekonuje, że każdą podjętą manipulację psychiczną można przypisać przynajmniej jednej z wymienionych reguł [Cialdini 2013:13]. Jak to działa w praktyce? Opowiem na przykładzie własnych doświadczeń.

Pewnego dnia napisał do mnie na Facebooku amerykański oficer…

Taki tytuł nosi niejedno policyjne zeznanie oszukanej Polki. W podobny sposób rozpoczęła się życiowa tragedia wielu kobiet. Także ja, przyjmując rolę nieświadomej ryzyka, spragnionej uczucia kobiety, postanowiłam rozpocząć moją opowieść od tego szczególnego wydarzenia.

Daniel przedstawił się, jako amerykański dowódca na misji w Syrii. Już w pierwszym, nieudolnie skleconym po polsku liście, wyznał mi gorącą miłość. Napisał, że modlił się całą noc do boga, aby spotkać właściwą kobietę i taką właśnie spotkał. Starałam się zachować powściągliwość i sceptycyzm, jednak pewny siebie mężczyzna szybko przekonał mnie do przyjęcia swoich reguł gry.

Daniel, nazwany z czasem przeze mnie Danny, obsypywał mnie komplementami, wypełniał moją skrzynkę czatu cukierkowymi grafikami, pełnymi serduszek i kwiatów. Byłam królową, pięknością, kobietą ze snów. Opowiadał o sobie. Twierdził, że jest wdowcem, ma nastoletnią córkę, a misja w Syrii jest jego ostatnim, żołnierskim zadaniem. Potem zostawi mundur i ożeni się. Oczywiście ze mną. Szybko zdefiniował swoje cele, wypytał mnie o wymarzone wakacje, pochwalił się wielkimi pieniędzmi. Tak bardzo chciał być ze mną! Miał tylko jedno zmartwienie: obawiał się, ze nie jest zbyt przystojny dla takiej piękności, jak ja. W istocie, widniejące w profilu zdjęcia zdawały się potwierdzać jego obawy, dotyczące braku urody. Jednak Danny nie zrażał się swoimi niedostatkami, obdarzając mnie systematycznie czułymi wyznaniami i deklaracjami gorącego uczucia. Szalał ze szczęścia na myśl o przyjeździe do Polski i wspólnych wakacjach.

W tym samym czasie otrzymałam napisany łamaną polszczyzną, zapewne przez internetowego translatora, a podpisany przez zabójczo przystojnego Masona list, w którym piękny Mason twierdził, że jest amerykańskim generałem na misji w Syrii. Resztę szczegółów pożyczył od Daniela, z tą różnicą, że zamiast córki miał nastoletniego syna i to właśnie syn, tęskniący za prawdziwą rodziną błagał ojca o poszukanie macochy. Mason również modlił się do boga o dobrą żonę i podobnie jak Danny, znalazł ją, czyli mnie. Bóg go wysłuchał.

W korespondencji ze swymi amerykańskimi narzeczonymi szybko przeszłam na angielski, aby usprawnić wymianę myśli. Nasze dialogi stawały się coraz gorętsze: honey? (Mason nigdy nie używał mojego imienia), czy wiesz, jak bardzo cię kocham? Jesteś najwspanialszą historią mojego życia. Jesteś taka piękna. Gdzie byłaś, kiedy szukałem prawdziwej miłości? Oddałbym za ciebie życie – O, Mason, dear, czy to się dzieje naprawdę? Tak, moja ukochana, to nasze przeznaczenie. Destiny. Bóg cię zesłał. Honey? Czy mogę ci zadać intymne pytanie? Lubisz seks ostry, czy delikatny? – Lubię ostry. O, honey, o tym marzyłem, I miss you, tęsknię za tobą! Honey, co zrobisz na lotnisku, gdy się spotkamy? – Rzucę się na ciebie. To będzie rekord Guinessa w długości pocałunku! O, honey, jesteś szalona!

Zarówno Daniel, jak Mason, na pierwszym etapie znajomości wykorzystali w sposób czytelny dwie reguły wpływu społecznego. Pierwsza, określona przez R. Cialdini jako reguła wzajemności, jest głęboko zakorzeniona we wszystkich kulturach świata [Cialdini2013:37], a polega na wymianie dóbr wszelkich, przy czym przez dobro możemy rozumieć także otwarcie się na inną osobę, podzielenie się tajną informacją, dostęp do sfery intymnej, zwierzenia, intensywność w wyrażaniu zainteresowania, uczuciowe deklaracje. Druga, to reguła lubienia i sympatii. Ta dotyczy między innymi stosowania komplementów, jako narzędzia motywującego nas do odwzajemniania sympatii, okazywanej przez drugiego człowieka. Wobec natłoku ciepłych słów i wyrazów życzliwości wszyscy tak naprawdę jesteśmy bezradni! [Cialdini2013:196]

Obydwaj narzeczeni zasypywali mnie nieustannymi wyznaniami uczuciowymi, wykazywali czułość i troskę, (honey, jadłaś coś dzisiaj?) wymuszali interakcje. Działali identycznie, jak według zdefiniowanego z góry schematu. Zresztą nie można wykluczyć, że Mason i Daniel, to jedna i ta sama osoba! Zwłaszcza, że pojawiali się na czacie na zmianę: jeden kończył, drugi zaczynał konwersację.

Żołnierz dziewczynie nie skłamie

W miarę rozwoju znajomości, pojawiła się u moich wielbicieli potrzeba potwierdzania wiarygodności, także mojej. Daniel zabiegał u mnie o deklarację wyłączności. Bardzo zależało mu na tym, abym nie flirtowała na czacie z innymi mężczyznami, śledził i próbował kontrolować moją aktywność w sieci. Identyczne działania wobec mnie podjął drugi narzeczony, pytając natarczywie, czy na pewno nie umawiam się z innymi mężczyznami. W zaistniałej sytuacji postanowiłam symbolicznie zerwać z jednym z nich. Wybór, co oczywiste, padł na mniej przystojnego Daniela, który zaskakująco szybko pogodził się z porażką, życząc mi szczęścia, po czym zablokował dostęp do swojego konta na Facebooku.

Krótko potem Mason wymusił na mnie udział w rozmowie przed kamerą, jak twierdził, dla udowodnienia, że jestem prawdziwa.

Odbyliśmy kilka krótkich rozmów video, owianych aurą nielegalności, ponieważ, jak przekonywał, z powodu bezpieczeństwa, oficerom w bazie nie wolno kontaktować się z nikim z zewnątrz. Za każdym razem moim oczom ukazywał się zabójczo przystojny mężczyzna, ubrany w jakiś mundur, nieznanego pochodzenia i trudnej do zdefiniowania formacji.

Pewien zaprzyjaźniony oficer wojska polskiego, któremu opowiedziałam o badanym przez siebie zjawisku, funkcjonującym w literaturze przedmiotu pod nazwą „przekręt na generała”, nie mógł się nadziwić, dlaczego oszuści wymyślili akurat amerykańskich generałów, jako bohaterów tych historii?

Odpowiedź wydaje się banalnie prosta: większość kobiet w Polsce nigdy nie widziała na własne oczy nawet amerykańskiego szeregowca, a co dopiero generała! Przeciętna, damska wiedza o U.S. Army, formacjach, wojskowych procedurach i mundurach pochodzi na ogół z hitów kinowych w stylu „Pearl harbor”.

Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że współczesny, amerykański mundur z demobilu można kupić w sieci już za kilkaset złotych!

Chociaż Mason bardzo starał się zachować wiarygodność, przytrafiały mu się pewne niezręczności. Podczas jednej rozmowy mówił, że jego syn jest w Turcji, pod opieką prywatnego nauczyciela, innym razem z całym przekonaniem twierdził, że przebywa w Anglii, w szkole z internatem. Czasami w korespondencji pojawiały się dziwne odpowiedzi, jak z równoległego dialogu oraz słowo Ogbeni, imię, popularne np. w Nigerii. Gdy wykazując niepokój reagowałam, otrzymywałam zawsze tę samą odpowiedź: honey? Jak możesz mi nie wierzyć! Nigdy ciebie nie okłamię, słowo żołnierza! Przecież jestem amerykańskim generałem!

Mason, przywołując etos oficera, przywłaszczając sobie jego wizerunek, wykorzystywał zasadę wywierania wpływu, definiowaną przez R. Cialdini, jako reguła autorytetu, według której oszuści z upodobaniem kradną symbole autorytetów, ubiór, tytuły, aby posługiwać się nimi w celu wywierania nacisku na inną osobę [Cialdini2013: 235].

Zabawa w chowanego

Jako zdeklarowana narzeczona generała Masona mogłam liczyć na jego czułą obecność podczas częstych dialogów na czacie, choć zdarzało się, że znikał bez słowa i na dłużej. Jego absencja pokrywała się z niepokojącymi zdarzeniami na wojnie w Syrii. Kiedy powracał, zawsze tłumaczył się nagłymi rozkazami.

W dalszym ciągu budował własną wiarygodność, a jednocześnie podsycał atrakcyjność swojej osoby, wykorzystując kolejną, opisaną przez R. Cialdini technikę manipulacji, znaną jako reguła niedostępności. Mason wcielając się w postać amerykańskiego generała, ulokował siebie w sferze tzw. dóbr o ograniczonej dostępności, wszak w skali świata amerykańscy generałowie są rzadszym zjawiskiem, niż diamenty! Inną stroną reguły jest reglamentacja dostępności, czyli opisana procedura pojawiania się i znikania, stosowana równie chętnie przez kupców, jak też wytrawnych uwodzicieli.

Kopciuszek ucieka z balu

W miarę pogłębiania znajomości, Mason domagał się ode mnie coraz to nowych, konkretnych informacji, wypytywał o zarobki, miejsce zamieszkania, itp. Zadeklarował nawet chęć przyjazdu do mojego domu!

Mając świadomość ewentualnych dalszych konsekwencji, mogących wyniknąć ze scenariusza, realizowanego przez tajemniczego, o nieweryfikowalnej tożsamości, przypuszczalnie niebezpiecznego mężczyznę, postanowiłam zakończyć moją niebanalną znajomość, zwłaszcza, że materiału reporterskiego, pozyskanego w wyniku eksperymentu wystarczyłoby mi na książkę!

Podczas jednej z rozmów wystawiłam Masona na próbę. Nieoczekiwanie przesłałam mu linki do artykułów prasowych, opisujących proceder wyłudzania pieniędzy. Mój ostatni dialog z generałem nie trwał nawet trzech minut. Honey? Nie rozumiem, dlaczego mi to wysłałaś? Mason, my dear, to tylko takie zabawne historie z Polski, ale przecież ty jesteś inny, ty byś mnie nie oszukał, prawda, najdroższy? O, Mason, właśnie sprawdziłam, że nie ma cię na liście aktywnych, amerykańskich generałów, kim ty właściwie jesteś? Honey, jak to? Nie uwierzyłaś, nawet wtedy, gdy mnie zobaczyłaś w mundurze?! Nie zdążyłam odpowiedzieć. W jednej sekundzie generał Mason zniknął z Facebooka.

Bohater kilku wieczorów mojego życia przepadł, jak kamień w wodę, pozostawiając po sobie smutną piosenkę „I Am”, w wykonaniu Jamesa Arthura, której kiedyś kazał mi bardzo uważnie posłuchać: „jestem problemem, jestem zabójcą, jestem lekarstwem, tak sądzę, jestem końcem”. Być może były to jedyne słowa przekazane poza manipulacją, słowa prawdy o nim samym?

 

Przy pisaniu tekstu posłużyłam się pracą autorstwa Roberta B. Caldini, Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka, Gdańsk 2013.

 

 

Napisane przez:


absolwentka Wydziału Filozoficzno - Historycznego UŁ, Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politologicznych UŁ, absolwentka PSZTTiF w Łodzi, doktorantka IHSD UŁ

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

315990