19112017Nowości:
   |    Rejestracja

Najwyższy czas, by obudził się suweren


Wiele razy pisałem o patologii władzy sądowniczej. Jak groch o ścianę. Jest już chyba dla wszystkich oczywiste, że to środowisko nie oczyści się o własnych silach, a tym bardziej nie zrezygnuje ze swoich (niezasłużonych) przywilejów.


Ta „szlachetna Kasta” (jak sami siebie nazwali) opacznie rozumie władzę sadownicza; uważa, iż przysługuje jej prawo nadzoru nad pozostałymi członami władzy tj. nad władzą ustawodawczą i wykonawczą. Jednocześnie sądzi, że owe dwa filary władzy nie maja żadnego prawa interweniować w jej władztwo. Najwyraźniej nie czytali nic z twórczości genialnego myśliciela Charles’a de Montesquieu – twórcy idei trójpodziału władz. Otóż wyłożył on w sowim życiowym dziele „De l’esprit des lois” (o duchu praw) całą teorię trójpodziału.

Ten autor „Perskich listów” w których poddawał krytyce polityczny ustrój francuski pod pozorem krytyki tegoż w Persji całą swoją naukową działalność poświęcił badaniu ustrojów politycznych. W ówczesnych latach najlepszym był angielski sposób wyłaniania i sprawowania władzy, chociaż zachowały się w nim pewne relikty odbiegające od demokracji (zresztą jeszcze teraz istniejące – np. Izba lordów). Otóż Monteskiusz doszedł do konkluzji, iż najlepszym ustrojem jest demokracja – władza ludu, równość wszystkich wobec prawa, równy dostęp wszystkich do wyłaniania i sprawowania władzy. Zatem potrzebne jest przedstawicielstwo wybrane w powszechnych wyborach, które ma stanowić prawo (I filar władzy). By owo prawo wykonywać – sprawować rządy – potrzebna jest władza wykonawcza. Ze względów praktycznych wystarczy by była wyłaniana przez demokratycznie wybrane przedstawicielstwo narodu (parlament, sejm itp).

Twórca idei trójpodziału władzy pomyślał o władzy sądowniczej. Uzasadnił potrzebę jej ustanowienia konstatując, że demokracja jest słaba; równość wszystkich jest sprzeczna z naturą człowieka. Ludzie – mianowicie – w odróżnieniu od społeczeństwa pszczół, mrówek, czy innych termitów, wyposażeni są w ambicje. Każdy chce być lepszym niż inni, każdy, który jest mądrzejszy, pracowitszy, czy bardziej wyedukowany uważa, iż należy mu sie więcej władzy, więcej przywilejów i pieniędzy. Stąd naturalna tendencja do nierówności rodzących sie nie tylko z w/w przyczyn – także w wyniku dziedziczenia – nie tylko pieniędzy, także stanowisk, klienteli itp. Dziedziczenia tytułów szlacheckich, arystokratycznych… Pół biedy, kiedy wspomniane przywileje i beneficja powstają jako wynik wkładu własnej pracy dla dobra ogółu. Gorzej (a niestety – to reguła), gdy odbywa sie to kosztem społeczeństwa przez ludzi o nadmiernej ambicji, o rozbudowanym EGO, przez takich, co to po trupach do sukcesu, do osobistej kariery.

Właśnie dla ochrony społeczeństwa i ochrony demokratycznie wybranych władz przed uzurpatorami – ów myśliciel przewidział w swojej teorii trójpodziału trzeci filar – władze sadownicza. W myśl jego teorii – w żadnej mierze nie stanowiła ona jakiegoś nadzoru nad pozostałymi filarami władzy państwowej – odwrotnie ma je bronić i im służyć – służyć demokracji, a demokratycznie wybrane gremia powołują ją, wyposażają w odpowiednie instrumenty do działania, ale tez mogą odwołać jej przedstawicieli, o ile wykonują swoją misją nieodpowiednio.

Tymczasem teraz w Polsce – w wyniku błędnych konstytucyjnych zapisów – władza sądownicza wybiera sama siebie ze swojego środowiska, często przez „powielanie”, czy dziedziczenie. Właściwie nie ma żadnego demokratycznego mandatu, a wyposażona jest w prawne instrumenty pozwalające jej na całkowitą dowolność w sprawowaniu władzy i całkowitą bezkarność. Oczywiście pod osłoną – jakże nośnego hasła – o niezawisłości sądów. To stwarza patologiczna sytuację – zamiast dbać, by nie powstały enklawy, czy jednostki wyrosłe ponad prawa, które działają poprzez „prawo” pieniądza – samo środowisko prawnicze zaczęło stanowić rzeczoną kastę. Przy czym „szlachetność” owej kasty, to nie symboliczna jej wartość dla społeczeństwa, to kasta, która spełnia dokładnie definicję klasycznej kasty hinduskiej. Kasty pełnej przywilejów i nawet mającej przemożny wpływ na politykę państwa.

Sędziowie mogą w swej niezawisłości ferować surowe wyroki dla przedstawicieli opcji politycznej, która ma w programie np. likwidację nienależnych przywilejów sędziowskich. Mogą równolegle uniewinniać przestępców, byle wspierali przyjazną jej polityczną opcje. To sytuacja nad wyraz patologiczna, to w gruncie rzeczy nieograniczona władza pretorian nad plebsem, który ma im służyć. To całkowite odwrócenie idei trójpodziały w myśl której to władza sadownicza ma służyć suwerenowi.

Szkopuł polega na tym, że w cywilizowany sposób likwidacje tej patologii można przeprowadzić jedynie po uzyskaniu konstytucyjnej większości w parlamencie. Pomijając ostatnie wybory do sejmu – wszystkie poprzednie były przeprowadzane pod nadzorem tej właśnie „szlachetnej” kasty. Wynik wyborów „musiał” być właściwy. Tylko powszechna mobilizacja wspomnianego „suwerena” – społeczeństwa – przy dopilnowaniu uczciwości w wyborach może ten stan rzeczy zmienić.

Jeżeli to sie jednak nie uda, to będziemy żyli jako społeczeństwo nadal pod sędziowskim butem, chyba, że powstanie polityczna siła i doprowadzi do porządku w stylu marszałka Piłsudskiego, czy prezydenta Erdogana…

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

306076