18112017Nowości:
   |    Rejestracja

Najmniejszy tripler na świecie


Opracowane przez fizyków z UW urządzenie do generacji nowych barw impulsów laserowych jest trzy razy wydajniejsze i tysiąc razy mniejsze niż urządzenia dotychczas używane. Fizycy z Uniwersytetu Warszawskiego opublikowali w piśmie „Scientific Reports” wyniki prac nad miniaturowym urządzeniem do wytwarzania femtosekundowych impulsów laserowych w zakresie ultrafioletu.


FUW170208b_fot01

Choć nowe technologie pozwalają uzyskiwać światło laserowe w coraz większym zakresie barw, niektóre obszary widma są wciąż trudno dostępne. Dotyczy to na przykład ultrafioletu (UV) o długości fali w okolicach 300 nm.

Dostępność coraz większych mocy obliczeniowych w połączeniu ze sprytnymi sztuczkami w programowaniu pozwoliła fizykom z Warszawy po raz pierwszy na świecie wykonać obliczenia globalne, w których symulowali oddziaływanie impulsów laserowych.

– Nasz pakiet do symulacji – nazwany Hussar – pozwala nawet początkującemu użytkownikowi budować złożone, trójwymiarowe symulacje propagacji impulsów laserowych z podstawowych „klocków”: parametrów impulsów wejściowych, właściwości ośrodka, w którym się one rozchodzą, profilu wiązki laserowej – wyjaśnia Tomasz Kardaś, który stworzył unikatowe, dostępne dla każdego (open-source) oprogramowanie. – Po zadaniu parametrów wejściowych, możemy poszukiwać optymalnej konfiguracji układu, która pozwoli uzyskać najwyższą sprawność przetwarzania impulsów. Ku naszemu zdumieniu, kiedy już znaleźliśmy optymalne parametry, zbudowaliśmy pierwszy prototyp naszego triplera – tak nazywamy urządzenie do generowania potrojonej częstości światła – okazało się, że zmierzone na wyjściu impulsy są dokładnie takie, jak wyliczyliśmy.FUW170224b_fot01

Ale zwiększenie wydajności wytwarzania impulsów UV z 10 do ponad 30 proc. było tylko pierwszym krokiem. Badacze z UW postawili sobie jeszcze jeden cel: zminiaturyzować całe urządzenie. Zamiast wielu elementów rozstawionych na stole w laboratorium, udało im się całość zamknąć w kostce-kanapce z kryształów o boku 5 mm.

– Tak naprawdę metalowy uchwyt wielkości dużej monety, w którym są zamocowane kryształy, jest największym elementem naszego urządzenia – wyjaśnia Paweł Wnuk, który kierował pracami przy pomiarach parametrów pierwszego prototypu. Objętość całego urządzenia jest tysiąc razy mniejsza w porównaniu z konstrukcjami, których dotychczas używano – mieści się na czubku palca.

Miniaturowy układ do przetwarzania częstości powstał w ramach projektu MINIMODS, koordynowanego przez firmę M Squared Lasers z Glasgow. Pozostałymi partnerami konsorcjum były firmy: Laseroptik z Niemiec, Radiant Light z Hiszpanii oraz Time-Bandwidth Products (obecnie Lumentum) ze Szwajcarii. Partnerem naukowym, oprócz Wydziału Fizyki UW, było Fraunhofer Centre for Applied Photonics z Wielkiej Brytanii. Projekt otrzymał finansowanie z 7. programu ramowego Unii Europejskiej w ramach pakietu „Research for SMEs”, który wspierał badania naukowe prowadzone na zlecenie firm działających w obszarze zaawansowanych technologii.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 20 dla artykułu "Najmniejszy tripler na świecie"

  1. TKor pisze:

    Ciekawe.

    Tylko, że: Polacy dokonali obliczeń i mieli pomysł ale scedowali prawa na firmę MSquared Lasers, która to firma zaznaczyła, że produktu nie będzie rozwijać.
    Jak powiedział mój brat pracujący w tej firmie z Glasgow cały projekt był typowym drenażem pieniędzy z UE – nikt nie myśli o jakiejkolwiek komercjalizacji produktu. A Polacy, choćby chcieli to nie mogą bo się praw zrzekli.

    • Jerzy pisze:

      Mogą. To znaczy powinni a robi się to tak (robią tak wszyscy):
      1. Dokonują ulepszenia, nawet minimalnego.
      2. Zgłaszają najpierw jako Provissional Patent w USA, który to patent wcale nie jest egzaminowany. Kosztuje około 100 USD i ddaje im to numer patentu i pierwszeństwo. Kupuje im to rok czasu zanim będą musieli zgłosić ten wniosek jako pełnoprawny patent.
      W międzyczasie z pewnością dokonają kolejnych patentowalnych usprawnień.
      3. Rozpoczynają komercjalizację urządzenia i mają w d…e MSguared Lasers i inne firmy i umowy. Skoro inna firma zrobiła z nich frajerów, i podpisała umowę w złej wierze, to należy to odwrócić i nie zostać frajerem.
      4. Dopóki nie dostaną patentu, a to zajmuje lata, to przez cały czas mają prawo straszyć wszystkich słynnym napisem na urządzeniu „Patent Pending” i mogą twierdzić że to nie jest to samo ustrojstwo które jest objęte umową.
      Teraz obowiązek udowodnienia czy to jest to samo i „jak bardzo” należy do MSguared Lasers. Bardzo mało prawdopodobne by MSguared Lasers chciała się sądzić ponieważ procesy w sprawach patentowych są absolutnie najdroższe i ciągną się w nieskończoność. Koszty procesu potrafią zbankrutować nawet wielkie firmy. Polska firma powinna korzystać jedynie ze zwykłego prawnika patentowego i przeciągać proces wrzucając od czasu do czasu nowe coś tam. Niech anglielska firma sie wykrwawia finansowo.
      .
      A teraz dwa rodzynki:
      – gdyby przegrali a urządzenie czy usługi mieli już dawno na rynku, to nigdy sąd nie zakaże dalszej działalności. W najgorszym wypadku zapłacą odszkodowanie które będą w stanie zapłacić (nie zasądza się odszkodowania które firmę zbankrutuje bo wtedy nic nie dostaną) i być może będą musieli kilka procent od sztuki płacić dla firmy która wygrała proces. Naprawdę będzie to znacznie poniżej 10% i nie będzie dotyczyło nowszych urządzeń.
      – drugi rodzynek – jeśli Anglicy nie będą ich od razu sądzili, to Anglicy stracą prawo do patentu. Po angielsku nazywa się to „latches” i przepraszam że tak brzydko po angielsku: „laches” dictates that if you sit idly on your rights without enforcing them, you will eventually forfeit those rights.
      .
      Mówiąc krótko – robić swoje i nie bać się. Linia obrony prosta – partnerzy podpisywali umowę „w złej wierze” a taka umowa traci ważność. Nie ma dokonywania dla kogoś rozwoju bez rekompensaty od tego kogoś. Pieniądze z Uni nie są pieniędzmi od MSguared Lasers.
      Zawsze też można stworzyć nową firmę z produktem jeszcze lepszym. Niech Angole sądzą… Sorry Winnetou – business is business.

      • TKor pisze:

        Wszystko w porządku. Ale… w tej dziedzinie bardzo mało się dzieje w Polsce. Prywatne firmy ledwo żyją, a Uniwersytety nie są zainteresowane żadnymi projektami komercjalizacyjnymi.
        Firma z Glasgow jest niewielka, porządnie zadłużona i ciągnie głównie na grantach – nie jest to typowa firma produkcyjna (w odróżnieniu od np. Coherenta). I nie widać tu żadnego spisku, chyba że… spojrzymy również na innego uczestnika tej grupy badawczej – Fraunhofer Centre for Applied Electronics. Jest to oddział niemieckiego, państwowego instytutu zajmującego się komercjalizacjami nowoczesnych technologii.
        A teraz pytanie osobiste – pisze pan z doświadczenia osobistego czy jest to wiedza teoretyczna? Bo jeżeli zna pan temat osobiście to prosiłbym o kontakt.

        Pozdrowienia

        • Jerzy pisze:

          Z doświadczenia osobistego ale niezupenie z „osobistego”. Tak robi wielka firma dla której pracuję. Nawet w tej chwili idziemy w kierunku w którym wiemy że trzeba iśc mimo że jest zabetonowany patentami. Mamy polecenie dokonać rozwoju i stworzyć nowy produkt na rynek nie zawracając sobie głowy istniejącymi patentami. Wszystkie duże firmy wrzuciły szybko patenty żeby zapewnić sobie czyste pole na tej nowej działce, ale żadna nie jest jeszcze w stanie stworzyć produktu który „działa”. Pierwszy któremu się uda „weźmie wszystko”.
          Dlatego bardzo stara firma w której pracuję nie ma najmniejszego zamiaru przejść obok takiej możliwości z powodu patentów.
          Startegię której używa opisałem wyżej. Dostać jakikolwiek patent, nawet usprawnienie istniejącego patentu. Zwłaszcza w USA jest to niezmiernie proste dlatego świat zwykle składa wniosek o patent w USA a nie u siebie. Kiedy już go dostanie to pozostałe państwa z reguły też już przyznają.
          Mając jakikolwiek patent stawia się konkurencję w bardzo trudnej i „kosztownej” sytuacji bo to ona musi dochodzić swoich praw. Nawet jeśli wygra po 5 czy 10 latach procesowania się, to to co zarobiłeś jest i tak twoje a przede wszystkim jesteś od dawna na rynku z jeszcze nowszymi produktami na które już masz „dobre” patenty. Nie czarujmy się, tutaj nie chodzi o żadną sprawiedliwość. Zwykłe, chłodne podejście do biznesu i kalkulacja zysków i potencjalnych strat.
          .
          I jak powiedziałem wcześniej – amarykański rodzaj patentu „Provisional Patent” który nie istnieje prawie nigdzie indziej na świecie a który
          teoretycznie miał ułatwić życie małym, można naprawdę użyć na swoją korzyść. Każdy go może napisać własnymi słowami, zamieścić rysunki nawet odręczne, nie wymagane są żadne zastrzeżenia, wypełnić proste podanie o ten patent, zamieścić czek na bodaj 100 USD albo numer karty kredytowej i wysłać do amerykańskiego urzędu patentowego (nie trzeba mieszkać w Stanch).
          Po dwu tygodniach dostaje się numer tego patentu. Nikt w Urzędzie Patentowym nawet na niego nie spojrzy bo nie podlega on ewaluacji. Od tego momentu można rozpoczynać komercjalizację, publiczne prezentacje itd. A ponieważ ten właśnie patent nie jest dostępny nikomu do wglądu, konkurencja nie wie czy ten twój „patent” jest cokolwiek wart. Ty zaś masz numer i możliwość straszenia.
          Jednak musisz się spieszyć. Nie warto występować o ten patent zanim nie jesteś gotowy ponieważ traci on ważność po roku. Przed upływem roku powołujesz się na niego i składasz wniosek (najlepiej w USA) o pełnoprawny już patent użytkowy. Możesz ten patent napisać od nowa, z nowymi rysunkami, ale nie możesz w nim zawrzeć ani jednego wiecej elementu niż pokazałeś we wcześniejszym patencie „provisional”.
          Przy komercjalizacji wciąż powołujesz się na ten patent „provisional” i na „patent pending”. Skoro nie dostałeś jeszcze patentu to konkurencja praktycznie nie może cię sądzić o naruszenie jej patentu. Czas więc działa na twoją korzyść.
          Aha – jak zwykle jest sposób na krótki okres trwania patentu „provisional”. Przed upływem roku dokładasz coś drobnego do niego, jakiś element, usprawnienie, małą „śrubkę” i składasz nowe podanie. Po dwu tygodniach dostajesz numer….
          .
          Osobiście nie sądziłem się z nikim właśnie z powodu kosztów – dlatego wiem że małych firm nie trzeba się obawiać. Finansowo nie doczekają końca procesu. Znam również koszta procesu sądowego dwu znanych wielkich firm w znanym mi osobiście przypadku – setki milionów dolarów – poważnie. One po prostu wynajmują drogie kancelarie które wiedzą jak je doić przez te całe lata procesowania się.
          .
          Osobiście też miałem ciekawy przypadek – pewna osoba otrzymała patent na coś na co ja otrzymałem patent pół roku wcześniej a podanie o ten patent złożyłem dwa lata wcześniej. Urząd Patentowy odpowiedział mi że jego decyzje są niepodważalne nawet jeśli błędne. Stwierdzili że jedyny sposób na unieważnienie tego drugiego patentu jest… droga sądowa ha ha ha!
          Oczywiście nie oddawałem do sądu.
          Dlatego jeśli masz pomysł na biznes nie bój się – po prostu rób swoje. Jeśli ktoś cię będzie straszył powiedz mu… sądź mnie!

        • Jerzy pisze:

          Trochę przemyśleń:
          Zacznę od stwierdzenia oczywistego faktu że to co piszę to moja opinia i moje doświadczenie – inni mogą mieć inne doświadczenia w tym względzie.
          .
          Po wielu latach zarówno patentowania urządzeń jak i korzystania z patentów mój pogląd na nie jest taki że jest to najwiekszy hamulec postępu i największe zło jakie biurokraci narzucili inżynierom. Nie chcę być cytowanym, ale zdaje się że na ten „genialny” pomysł wpadł któryś z polityków bodaj amerykańskich, by za nic zdobywać środki na finansowanie którejś z wojen.
          Rząd nie zapewnia żadnej ochrony, ale pobiera słone opłaty za papier z którym „wynalazca” może iść do sądu i próbować udowadniać że to on a nie ten drugi ma wyłączne prawo do korzystania z…
          .
          Rzeczywistość jest taka, że jeśli dziesięciu inżynierów zostanie zamkniętych w oddzielnych pomieszczeniach i da się im do rozwiązania ten sam problem, ośmiu z nich przedstawi to samo rozwiązanie. Notabene rozwiązanie logiczne i dobre. Powodem że nie było ono opatentowane wcześniej jest prosty fakt, że nie było na to urządzenia jeszcze zapotrzebowania.
          Ileż to razy przeżywałem frustracje kiedy po latach pracy i rozwoju prawnik patentowy pokazywał mi „moje” rozwiązanie już przez kogoś opatentowane.
          I nie ważne że niektóre z nich nigdy by nie działały bo nie wszystko było w nich do końca przemyślane, ale zastrzeżenia blokowały wszystko co się do nich zbliżało na dwie mile.
          Innym problemem patentów jest to, że pomimo iż nie powinno się ich uzyskiwać kiedy patentowane rozwiązanie jest oczywiste dla osoby w tym kierunku kształconej – uzuskuje się je! 99% patentów nigdy nie powinna być wydana właśnie z tego powodu. Z powodu ich oczywistości. Jest to szczególną plagą w USA. No ale cóż się tu dziwić, kiedy masa amerykańskich egzaminatorów w Urzędzie Patentowym nie ma często pojęcia jak działa to co ty próbujesz patentować. To co mnie powalało na nogi to koniecznośc tłumaczenia i udowadniania rzeczy które naprawdę zasługiwały na patentowanie, natomiast otrzymywłem patenty za rzeczy na które nigdy patentu nie powinienem był dostać. Jednak moja firma doskonale ten fenomen znała i kazała składać wnioski o wszystko. Dosłownie o wszystko. Im prostrze i bardziej oczywiste tym łatwiej było o patent bo egzaminator od razu rozumiał jak to działa… załamanie zupełne.
          Tak to właśnie jest w Ameryce i dlatego polecam rozpoczynanie patenowania od Ameryki. Jest szybko i łatwo.
          Tym niemniej najlepszego rozwiązania na jakie wpadłem nie opatentowano ponieważ egzaminator nie potrafił rozróżnić fundamentalnej różnicy między moim naprawdę świetnym rozwiązaniem a innym, wcześniej już opatentowanym. Aby dostać jakikolwiek patent, musiałem bardzo ograniczyć zastrzeżenia. Musiałem zejść do poziomu egzaminatora. Szkoda bo było to moje największe „odkrycie” i należące do tego jednego procenta które powinny patent uzyskiwać.
          .
          Kolejnym mitem jest to że inni korzystają z patentów by znaleźć rozwiązanie konkretnych problemów.
          Nikt nie korzysta. Każdy wymyśla sam. Co najwyżej dowiaduje się szybko że rozwiązanie jest już opatentowane. Zresztą – czy ktoś z was próbował kiedyś czytać patenty? Chyba prościej i przyjemniej jest pchać sznurek pod górkę niż „uczyć się rozwiązań” z opisów patentowych. Tylko dla prawników nie jest to masochizmem.
          .
          Tak naprawdę nie w rozwiazanich patentowych jest sekret sukcesów, a w technologii. W kontroli jakości, w umiejętności zrobienia biznesu… Tego niestety nie da się lub niue che patentować. Technologię rozwija się i dopieszcza przez dziesięciolecia i najczęściej… trzyma w największej tajemnicy a nie patentuje!
          .
          Nie wydawajcie pieniedzy na patenty jeśli celem tych patentów jest wyłącznie zrobienie pieniędzy poprzez sprzedaż tych patentów. Ta sztuka udaje się tylko nielicznym. Bardzo nielicznym. Szanse że uda się komukolwiek z czytających są mniejsze niż odkrycie życia na Marsie.
          To że firma nie ma na coś co wy wymyśliliście patentu, nie oznacza że nikt nad tym w danej firmie wcześniej nie pracował, nie ewaluował, że oni nie zdają sobie z takiego rozwiązania sprawy. Po prostu jest powód dla którego klepią od lat to co klepią. Natomiast to że nie rozpoczną z tobą rozmowy zanim nie uzyskasz ochrony patentowej nie wynika z faktu że są zainteresowani kupnem twojego pomysłu, tylko chronią własny tyłek. Na twoim patencie jest napisane czarno na białym na co masz ochronę i co wymyśliłeś, nie będziesz więc w stanie sądzić firmy o to że ukradła twój pomysł kiedy za jakiś czas wypuści na rynek swój własny produkt. Przed rozmową podpiszesz papier że twoja rozmowa i oferta będzie dotyczyła wyłącznie tego co jest objęte zastrzeżeniami w patencie numer taki a taki…
          Prawda jest taka że pomysłów są miliony. Od pomysłu do realizacji droga bardzo długa i masę dutków trzeba wydać bez najmniejszej gwarancji na sukces. Dlatego firma dużo bardziej woli zapłacić nawet kilka milionów za produkt już gotowy, najlepiej po wszystkich testach a jeszcze lepiej gotowy do produkcji niż dać ci jeden tysiąc za pomysł czy patent. Ten tysiąc to najprawdopodobniej tysiąc wyrzucony. Ten milion – to najprawdopodobniej milion który zrobi im szybko kolejne miliony. Wezmą pożyczkę i nic nie tracą.
          Ale tak miedzy nami – te miliony to kolejny mit. Takich pieniędzy się nie dostaje. To naprawdę musiał by być produkt już w sprzedaży, z istniejącym rynkiem… Dużo taniej jest kupić kogoś wraz z produktem którego właśnie zbankrutowały koszty rozwoju tego produktu. Kupujesz wsyztko – produkt, zakład, kanały dystrybucji – za bezcen, za długi.
          .
          Patent tak naprawdę służy dzisiaj do jednego: zabezpieczenia swojej WŁASNEJ działalności gospodarczej przed ciąganiem po sądach. Jest swego rodzaju polisą ubezpieczeniową. Dlatego jeśli sam nie chcesz czegoś wdrażać do produkcji lub sprzedawać – nie trać pieniędzy na patentowanie. Lepiej opisz swoje rozwiązanie w jakimś fajnym czasopiśmie technicznym albo w internecie. Stracisz prawo do patentowania, prawda, ale nikt inny nie będzie tego mógł opatentować. Teoretycznie ha ha ha!
          Jednocześnie współczensy świat wymaga abyś patent na to co sprzedajesz miał. Nawet lipny, beznadziejny, dający lichą ochronę, ale musisz go mieć. Inaczej wszystkie kozy będą na ciebie skakały i próbowały oskubać.
          .
          Mam nadzieję że chociaż jednej osobie oszczędziłem właśnie na piwo…

          • TKor pisze:

            Dziękuję za odpowiedź.
            Pytałem się o patenty tylko w celach produkcyjnych, a nie w nadziei sprzedaży patentu.

            Pozdrawiam

  2. Radosław pisze:

    Dzieki Jerzy za wpis, dobrze jest móc popatrzeć oczami korparacji. Sam jestem przyszłym startupowcem i chce wyjść z zupełnie nowym produktem a jestem przekonany ze wiele firm z branży bedzie chciało to mieć i w swojej ofercie. W moim przypadku technologia wytworzenia jest stosunkowo prosta a co za tym idzie łatwa do skopiowania, najwieksza wartością jest pomysł.
    Piszesz ze firmy nie chcą współpracować z pomysłodawcami z zewnątrz, że robią swoje i walą prosto, to totalna ignorancja a może nawet desperacja, no ja w to nie do konca chece wierzyc i zrazi mnie to.

    • Jerzy pisze:

      Jak pisałem – najważniejsze robić swoje. Podanie o patent złożyć musisz – otworzy ci to wiele opcji i zapewni jakąś ochronę nawet jeśli to będzie gówniany patent.
      Jak pisałem wyżej – produkt jest wart 1000 razy więcej niż pomysł i patent. Dlatego komercjalizuj produkt – da ci to mam nadzieję jakiś dochód – i spokojnie czekaj. Kiedy twój produkt pojawi się na rynku wtedy nie ty będziesz musiał chodzić do firm tylko firmy będą przychodziły do ciebie z różnymi propozycjami, w tym kupna produktu chronionego mam nadzieję patentem.
      I o to właśnie chodzi. Mieć gotowy, sprzedający się produkt a nie pomysł. Firmy mogą próbować kopiować, prawda, ale co z tego? Masz w związku z tym nie robić nic? Mając patent możesz je straszyć a mając patent i kasę możesz ich ciągać po sądach.
      .
      Najważniejsze aby pamiętać że od decyzji danej firmy by coś nawet skopiować, do wprowadzenia do sprzedaży zawsze mijają lata. Po drodze masa problemów, niewiadomych i rzeczy wcześniej nie przewidzianych.
      To wszystko bardzo dużo kosztuje. Firmy o tym wiedzą i naprawdę jeśli mogą kupić gotowy wyrób od ciebie wraz z jakimś już rynkiem na niego, to wolą sporo ci zapłacić niż same przechodzić przez to. Eliminują nie tylko czas, ale i ryzyko. Ale musisz miec produkt.
      .
      Często również konkurencja ma już coś na rynku a jakaś duża firma zaspała. Niedoceniła potencjału. Może nawet sama nad tym pracowała ale malutkim zespołem i jest daleko, daleko w tyle. Wtedy woli kupić za duże pieniądze małą firmę która już ma gotowy produkt jaki sprzedaje ich wielka konkurencja.
      Dam przykład w sam raz na dzisiaj: samochody autonomiczne (te które same jeżdżą). Wiele firm samochodowych jeszcze 10 lat temu myślało że to mrzonki. Dzisiaj budzą się z ręką w nocniku. Jeśli nie pracowali cieżko nad rozwojem pojazdów autonomicznych to nie nadrobią straconego czasu. A jeśli nie bedą mieli własnych takich pojazdów, zwłaszcza cieżarowych to za 10 lat stracą rynek.
      Co im więc pozostaje? Swoimi patentami i patentami innych mogą sobie tyłki wytrzeć. Oni potrzebują gotowego już, sprawdzonego, dobrze działającego produktu! Dlatego jeśli jesteś małą firmą która dopracowała się takiej technologii to otrzymasz ofertę nie do odrzucenia. Nie ma takiej siły żebyś był w stanie NIE sprzedać im swojego produktu wraz z technologią. Zaoferują ci w końcu tyle że nie odmówisz. A patenty które masz na tą technologię? Tak, mają sporą wartość, ale nie SAME tylko wraz z tą technologią.
      .
      Myślę że zostałem źle zrozumiany. Firmy nie są zbytnio zainteresowane kupnem samych patentów, ponieważ naprawdę nie zdajecie sobie sprawy co one same mają. Na czym siedzą. Ileż to patentów czy wnosków patentowych mojej firmy muszę co roku wykreślać z listy jako „nie rokujące” ponieważ firma nie chce ponosić gigantycznych kosztów z nimi związanych. Nie oznacza to jednak że inżynierowie firmy sami nie potrafią lub sami nie doszli do tego samego co ty im chcesz oferować. Stąd to podchodzenie z rezerwą do „wynalazców” z zewnątrz. Jednak swoje wynalazki firmy mają udokumentowane i w razie boja mogą udowodnić że być może były pierwsze. W USA do ubiegłego roku to działało ponieważ upraszczając nie tylko ten miał prawo do marketingu produktu kto go pierwszy opatentował ale i ten kto pierwszy wymyślił.
      Zmieniło to się od ubiegłego roku kiedy Stany przyjęły system światowy i teraz jedynie ten kto pierwszy złoży wniosek patentowy ma prawo do patentu i komercjalizacji.
      Oj wydaje mi sie że znów za dużo informacji…
      OK. Więc reasumując – nie chcesz wprowadzać do produkcji, nie patentuj. Chcesz naprawdę zarobić – wprowadź do produkcj i sprzedaży ale też koniecznie patentuj. Jak najtaniej ale patentuj. Od momentu sprzedaży produktu twoje położenie zmienia się o 180 stopni. Nie ty teraz jesteś petentem. Zamiast odwiedzać setki firm, najczęściej nie zainteresowanych, firmy dzwonią do ciebie. Nie często, ale dzwonią. Najważniejsze że dzwonią właśnie te które są konkretnie w tym momencie zainteresowane tym co ty masz. I możecie mi wierzyć – pewnie do żadnej z tych firmy które do was dzwonią wy nie poszlibyście sami ze swoją ofertą. Nawet nie wiecie jakie firmy i z jakich powodów mogą być wami zainteresowani.
      .
      A na koniec złe wieści. Dokładnie wiem dlaczego wam się nie uda. Z tego samego powodu dlaczego nie udawało się początkowo i mnie. Każdy wynalazca myśli że złapał Pana Boga za pięty. Że wymyślił Bóg wie co i że jest to warte o ho ho!
      Sam nie jest w stanie finansowo zrealizować komercjalizacji, ale nie dopuści myśli że musi oddać więcej, a często znacznie więcej niż 50% za „swój wynalazek”. No i siedzi na nim, kisi się, wszystko idzie jak krew z nosa a na koniec g… z tego.
      Dopiero kiedy zrozumie że sam pomysł i sam patent to dopiero >G…<, dopiero wtedy może zacząć się rzeczowa rozmowa i pchanie do przodu.
      Pierwszy pomysł, pierwszy dobry "patent", pierwszą firmę trzeba traktować jako pierwszy krok na drodze do samodzielności. Dopiero po zdobyciu doświadczenia i podzieleniu się pieniędzmi z partnerami można myśleć o swojej nowej, samodzielnej firmie. Jeśli miało się jeden pomysł, będzie się miało i drugi.

      • Radosław pisze:

        ‚produkt jest wart 1000 razy więcej niż pomysł i patent’ -Wolałbyś być właścicielem patentu na zarówke czy móc ja produkować? A skoro sie tobie uda ja wyprodukowac, uda sie i innym i to o wiele lepiej i wiecej a to dlatego ze duze firmy maja na to kase. Niemniej ja chce stworzyc własny produkt jedynie sądze, ze próba budowania czegoś wyłącznie samemu od zera mnieprzerosnie, wiec oczywiście bede musiał sie podzielic i bede potrzebował firm/ludzi zainteresowanych współpracą juz na wczesniejszym etapie niż gotowy produkt.. Z drugiej strony rozumiem Twój przekaz w ten sposób, że trzeba zrobić po swojej stronie jak najwiecej sie da, jak najwiecej sie ugra samemu..
        Ja jestem w trakcie tworzenia prototypu a za jakis miesiąc dwa uderzam o patent.
        Rozumiem ze nie jest tak łatwo jak US, czyli jak to jest u nas?

        • Jerzy pisze:

          Użyłeś świetnego przykładu. Tak, twierdzę że pomysł na żarówkę był niewiele wart.
          Nigdy nie ma tak że pomysły rodzą się z niczego. Technologie dojrzewają, idee krążą i najcześciej wiele osób myśli i mówi o tym samym lub podobnym kiedy tylko rodzi się na coś potrzeba a technologia zaczyna pozwalać na stworzenie tego.
          Edison ze swoją żarówką jest świetnym przykładem. To nie Edison na to wpadł i nie on „wymyślił”. On ukradł albo mówiąc delikatnie podpatrzył. Inni nad tym też pracowali i byli dalej niż on. Ogromna ilość innych wynalazców nad tym pracowała i to już pół wieku przed Edisonem. A tak naprawdę to jeden z nich dorobił się dokładnie takiej samej żarówki jak Edison i to na długo przed Edisonem
          Prawdziwą zasługą Edisona było stworzenie urządzenia które działało dłużej niż konkurencji ( i zabetonowanie urządzenia patentami), oraz jego umiejętności pozyskiwania finansowania i komercjalizacji rzeczy nad którymi pracował. Robił to co robi masa firm obecnie – obiecuje coś czego jeszcze nie ma, udaje że ma działające prototypy i daje propozycje prawie nie do odrzucenia finansistom. Wtedy były to pieniądze od firm gazowych którym Edison obiecał że spowoduje że zbankrutują kiedy on swoją żarókę wprowadzi na rynek. A wtedy oświetlenie uliczne było gazowe. No więc weszli w to żeby mieć kawałek z tego torta.
          Edison sam, bez ich kasy mógłby co najwyżej dłubać sobie do emerytury nad tą żarówką a przyświecał by sobie przy tej pracy żarówkami innych firm które i tak by wkrótce się pojawiły.
          Jest to doskonały przykład ile sam „wynalazek” i patent są warte. Kiedy Edison chodził za pieniędzmi po firmach, jedynie myślał że wie jak tą żarówkę zrobić. Że „wynalazł”. Oczywiście złożył i wniosek o patent.
          Wyobraź sobie jak by popłynęła firma na kupnie tego jego wynalazku. Chciała zacząć szybko sprzedawać tą żarówkę według patentu Edisona i… była by kapucha. Wielka klapa.
          Kiedy Edison zaczął w końcu na serio nad tą żarówką pracować, szybko okazało się że nic nie działa z tego co miało działać. Próżnia się nie sprawdziła (bo nie uzyskasz idealnej próżni), przewody się paliły, topiły, wyparowywały, a kiedy toto pracowało przez minutę to było święto i wrzaski szczęscia. A zaraz potem szkło żarówki od środka pokrywało się nalotem i nawet kiedy przewód wytrzymywał to żarówka była do bani.
          W tym smaym czasie żarówki jego konkurentów pracowały już godzinami. Edison testował dzisiątki i setki kombinacji. W końcu musiał kłamać swoich inwestorów że jest dalej niż był.
          Tyle właśnie jest wart sam patent.
          Najczęściej sam wynalazek jest najprostrzym elementem w tej układance. Teraz trzeba jeszcze wypróbować jakie kombinacje materiałów, pokryć, sposobów obróbki, tolerancji, smarów, zapewnią że wszystko zadziała. Potem zapewnić taką żywotność produktu i kontrolęjakości że twój odbiorca nie zabnkrutuje cię zwrotami. A odbiorca będzie kaprysił – uwierzcie mi.
          Na dodatek każda z tych cegiełek urządzenia musi być tańsza niż przysłowiowy barszcz po to by odbiorca był w stanie od ciebie kupić a ty byś miał na tym jeszcze jakiś zysk. Ty, twoi, dystrybutorzy, sprzedawcy…
          .
          Czy ktoś dalej twierdzi że sam wynalazek jest wiele wart?
          Tym niemniej trzeba robić swoje i na nic się nie oglądać.
          .
          Istnieje jednak jeden rodzaj wynalazków który zawsze spotka się z przychylnym uchem firm: pokażcie im że wiecie jak robić to co robią ale TANIEJ, a nie pokażą wam drzwi bez uważnego wysłuchania. Niestety tego typu wynalazki z reguły zarezerwowane są dla tych którzy w danych działkach siedzą od lat i to po same uszy.
          .
          .
          PS. DaVinci prawie niczego z tych setek rzeczy które się mu przypisuje nie wynalazł. Takich geniuszy po prostu na planecie Ziemia nie ma. Ewolucja i przełomowe wynalazki dokonują się stopniowo, są najcześciej owocem pracy wielu różnych wynalazców, tak jak opisane powstawanie żarówki.
          DaVinci miał jedynie dostęp i studiował prace greckich uczonych których resztki opisów przetrwały ukrywane po spaleniu bibilioteki w Aleksandrii a później uniknęły stosów inkwizycji. Prace greckich matematyków, lekarzy, astronomów, pisarzy, biologów…
          Nawet Einstein bez swojej genialnej żony matematyczki chyba by nie stworzył teorii względności. Kiedy się już żony pozbył, jakoś nic więcej nie wykocił chociaż bardzo chciał….
          Albo czy to Diesel wymyślił diesla? Ha ha ha, już chyba wiecie że nie! Przynajmniej nie sam.
          To tylko taka mała dygresja pod nasze wielkie wynalazcze ego…

          • Jerzy pisze:

            Apropo DaVinci.
            Przyjrzałem się dwóm z jego słynnuch wynalazków i postanowiłem nie analizować więcej, by nie stracić respektu jaki mam dla mistrza.
            Śłynny helikopter… wiecie że nie ma prawa działać i wiecie dlaczego, prawda?
            Sama zaś śruba która ma tam wytwarzać ciąg znana była od wieków, i używana do pompowania lub podnoszenia wody.
            .
            Drugi jego wynalazek – słynna przekładnia bezstopniowa.
            Jedynym powodem że jest nazywana bezstopniową przekładnią jest fakt że jest na tyle skomplikowana iż ci którzy tak o niej piszą nie mają pojęcia jak ona naprawdę działa. To wcale nie jest przekładnia bezstopniowa. Gdyby była, dzisiaj siedziała by w każdym samochodzie. Jedyną jej zaletą jest to że przez pewien czas zapewnia moment obrotowy o w miarę stałej wartości mimo odkręcania się „sprężyny” napędowej. Nie był to jednak unikat nawet wtedy… Grecy potrafili to robić… tysiąc lat wcześniej?

          • Radosław pisze:

            Brakowało mi tu tylko Tesli:).. Oczywiście niezrealizowany pomysł jest nic nie wart ale nie zawsze tak jest, że jest ciężki w realizacji,czasem jest tak ze pomysł jest genialny a zarazem banalny w swojej prostocie no i stosunkowo łatwy do wdrożenia. Wtedy trzeba uważac żeby własnie ktos nie podpatrzył, a osoba prywatna w takiej sytuacji jest praktycznie bezradna, no mozna jedynie jak piszesz- straszyc patentem

        • Jerzy pisze:

          „Rozumiem ze nie jest tak łatwo jak w US, czyli jak to jest u nas?”
          .
          Nie mam zbyt wiele doświadczenia z polskim urzedem patentowym. Wiem jedynie że nie istnieje rodzaj patentu zwanego w Ameryce „Provisional”.
          Czyli od razu musisz zgłosić normalny wniosek o patent użytkowy.
          Ponieważ polscy egzaminatorzy są świętsi niż papież (a może tylko rygorystycznie przestrzegają prawo patentowe), to nie masz szansy na napisanie wniosku a tym bardziej zastrzeżeń samemu. Musisz niestety zatrudnić radcę patentowego. To kosztuje.
          Wiem z doświadczenia że czas od złożenia do uzyskania patentu w Polsce jest znacznie dłuższy niż w USA. Czasami to dobrze, a czasami źle.
          .
          Jeśli chcesz iść tą drogą i oszczędzić pieniądze, to radzę napisać samemu cały opis patentowy wraz z ryskunkami. Dopiero z tym idź do doradcy patentowego. On zmieni wszystko, ale bardzo ułatwi mu to pracę.
          .
          Jeśli myślisz również o ochronie poza Polską, składaj od razu wniosek o patent międzynarodowy a nie polski. Kiedy zostanie on rozpatrzony będziesz mógł wskazać państwa w których chcesz ochronę. Wniosek ten wcale nie musi być składany w Polsce. Możesz wskazać który kraj ma go rozpatrzyć, ale chyba musi być opis w odpowiednim języku.
          .
          Rada końcowa – nie patentuj zanim nie będziesz gotowy. Najpierw dokonaj rozwoju i dopiero kiedy chcesz wyjść z produktem na zewnątrz złóż wniosek.
          Na produkcie zawsze możesz pisać „Patent Pending”. Jeśli w międzyczasie produkt nie wypali, to zatrzymasz cały procesu patentowy i nie poniesiesz kosztów oprócz początkowych. Pamiętaj – będziesz miał co najmniej 2-3 lata bo tyle przeleży patent w urzędzie zanim ktoś na niego spojrzy. Powinno wystarczyć.
          A jeśli ci wyjdzie to będą też pieniądze na patentowanie.

          • Radosław pisze:

            2-3lata czekania na patent?? To po tym czasie juz mi nie bedzie potrzebny, ja chce działać juz teraz i przedewszystkim potrzebuje tego kawałka dokumentu. Jeżeli posiadam działajacy produkt to zaczynam szukać pieniędzy na wdrożenie,a dla potencjalnego inwestora jest rzeczą ważna jak nie kluczową posiadanie patantu. i w tym przypadku z pewnościa patent prezentuje podstawową wartość. Wiec co? ja pójde z ofertą z napisem na czole patent pending?..

          • Jerzy pisze:

            Panie Radosławie – 2, 3 lata i pan myśli że to długo !?
            Nie w Polsce. W Polsce dostanie pan patent po 4-6 latach od złożenia wniosku. Po 2-3 latach oni dopiero przeczytają pański wniosek…
            W USA jest szybciej, ale nie tak szybko jak Pan myśli. 3-4 lat do uzyskania patentu.
            Proszę po prostu zadzwonić do urzędu patentowego i powiedzą panu dokładnie jaka w tej chwili jest kolejka.
            .
            Ale spokojnie – wykorzystaj pan ten czas dobrze. Właśnie o tym cały czas piszę. Jak wykorzystać ten czas. Jeśli chce pan patentować w kilku krajach, to mówimy o naprawdę wysokich opłatach. Nie sądzę by było pana na nie stać jeśli nie ma pan już działającego i dochodowego biznesu.
            .
            Jeśli inwestor warunkuje wszystko od tego kawałka papierka to znaczy że inwestor nie wie co robi. Oznacza to też że i Pan nie wie jak działają inwestorzy. Jeśli będzie w ten sposób z panem rozmawiał i takie warunki stawiał, to niech się pan nie łudzi – i tak nic z tego by nie było. Jedynie pana zwodzi i na koszty naraża. Albo chce zminimalizować pański wkład i jak najwięcej ugrać dla siebie.
            Doświadczony inwestor wie ile czasu to zajmuje i wie że patent jest ważny, ale produkt ważniejszy. Doświadczony inwestor wie że jeśli nie ten, to uzyska się inny patent. No i inwestor wie że patent nie jest absolutną gwarancją ponieważ każdy patent można obejść. Czasami jest to trudne ale nie niemożliwe.
            Dlatego produkt. Ale też złożony wniosek o patent. O co inwestor powinien Pana poprosić albo zrobić samemu, to badanie patentowe. Zrobi to dowolna firma zajmująca się patentami. Wezmą pański wniosek o patent, porównają go z istniejącymi patentami i wystawią opinię jakie są szanse na otrzymanie patentu przez Pana, oraz jak mocny będzie to patent.
            Co jeszcze powinni zrobić to sprawdzić czy pański produkt nie będzie naruszał czyjegoś patentu. Jeśli nie… eh… grzechem nie wchodzić w biznes. Jakiś patent zawsze się dostanie.
            Powodzenia

  3. bodziopl pisze:

    Zaraz, w kwietniu 2016 r. zgłosiłem w Polsce taki prosty patent, chcę go komercjalizować, ael po przeczytaniu powyższych, to już nic nie rozumiem?

    • Jerzy pisze:

      Jeśli chcesz komercjalizować coś co jest objęte tym wnioskiem patentowym to rób to i na nic nie czekaj. Patent się przyda (jeśli go dostaniesz) do straszenia innych i do obrony przed korporacjami które cię mogą posądzać że kopiujesz ich pomysły.
      Patent dostaniesz za… w Polsce pewnie za 50 lat więc nie czekaj tylko wytwarzaj i pisz na wyrobie „Patent Pending”.
      Jeśli zaś chcesz komercajlizować sam „patent” – czyli sprzedać komuś patent… sorry, ale nie mam dla ciebie dobrych wieści. Zresztą… wcześniej umrzesz niż dostaniesz w Polsce patent.

      • Spike pisze:

        Witam Panów blogerów, jak dla mnie to była najciekawsza dyskusja, jaką gdziekolwiek spotkałem, a to głównie z powodu, że sam nie doceniłem rolę patentu, czy to na wynalazek, czy inną formę ochrony swojego produktu, jakim jest wzór przemysłowy, który ponoć w niektórych sytuacjach może być cenniejszy od patentu na wynalazek, a to z powodu jego żywotności.
        Wymyśliłem produkt, opracowałem technologię produkcji i ją wdrożyłem, pokazując na wystawach i targach branżowych, co wg prawa, dawało mi pewną ochronę na produkt, ale zabrakło jakiegoś głosu, rady porady, by złożyć wniosek do UP, gdyż po publikacji produktu, jeżeli dobrze pamiętam, mam koło roku na złożenie wniosku, przegapiłem ten termin, a to z racji, że i tak miałem monopol na produkt. Chciałem to zrobić, ale rzecznik patentowy powiedział, że będzie ciężko, gdyż produkt już stracił swoją „nowość”, jedynie można to jeszcze zrobić, jeżeli uda się w jakiś sposób ulepszyć to co już jest, a to nie takie proste. Do tej pory straszę potencjalnych konkurentów i naśladowców prawami autorskimi i wystawienniczymi, nie wiem tylko jak długo one chronią.
        Swoją drogą sprawa prawa wystawienniczego uratowała mnie przed procesem i żądaniami sporego odszkodowania. Co ciekawe, odpowiedź do kancelarii prawniczej powoda, sam pisałem, a mój adwokat tylko przepisał (uznał, że b,dobrze było przygotowane) i jeszcze mnie skasował za swoją pieczątkę:)) Potwierdzeniem, że musiało to być na tyle dobrze uzasadnione jest fakt, że już kilka lat powód i jego kancelaria milczą. Doradzano mi, by mając te argumenty, pozwać powoda, o naruszenie moich praw, ale stwierdziłem że to strata czasu i pieniędzy, dalej robię swoje. Takich patentów, czy wzorów przemysłowych mogłem mieć kilka.
        Pzdr.

        • Jerzy pisze:

          Wzór przemysłowy, w przeciwieństwie do patentu rzeczywiście może być bardzo mocny. Tutaj radził bym zrobić wszystko co możliwe by takich wzorów mieć nawet kilka.
          Widzę że biznes już się kręci więc dobrze teraz zdać się na radę prawników. Tym niemniej podszkolić się w prawie patentowym nie zawadzi.
          No i… patentować! Właśnie w celu zabezpieczenia swojego biznesu, a nie w celu zrobienia pieniędzy na sprzedaży patentu.
          Dodać malutkie ulepszenie i próbować opatentować wszystko, nie tylko smo udoskonalenie. W Polsce egzaminatorzy są skrupulatni, ale w Stanach robią masówę bo mają płacone „od sztuki”. Dlatego radzę złożyć wniosek o patent międzynarodowy ale w Stanach.
          Nie wolno słuchać wszystkich rad prawników i być swiętszym od papieża. Ten cały patentowy biznes to wielki przekręt bardzo sprawnie wykorzystywany przez wielkie korporacje. Trzeba podejść chłodno i traktować to jako jedno z wielu narzędzi w biznesie. Mam nadzieję że zdaje sobie Pan sprawę z tego jak bardzo trudno jest unieważnić raz przyznany patent. I ile pieniędzy, zachodu i lat to zajmuje. Dlatego proponuję jednak próbować zdobyć patent na to co Pan już od dawna produkuje, nawet jeśli nie jest to do końca… wie pan co mam na myśli.
          Może mi Pan wierzyć – jeśli Pan nie dostanie na to patentu to ktoś w Ameryce go dostanie. Raczej nikt nie będzie sobie zawracał głowy szukaniem czy gdzieś to jest w produkcji czy nie. Amerykański Urząd Patentowy przeszuka tylko bazy danych z patentami. Nie było patentowane wiec patent dadzą temu kto się o niego stara.
          Wtedy to Pan będzie próbował ten czyjś patent unieważnić żeby móc produkować to co Pan produkuje? Lepiej samemu być tymś kimś i niech inni unieważniają jeśli muszą.
          Małe udoskonalenie, żeby nie było że rzecz znana od lat, ale zastrzeżenia tak szerokie jak tylko się da. W najgorszym wypadku zastrzeżenia będzie się zawężało lub eliminowało na etapie końcowym kiedy egzaminator je podważy. Będą trzy podejścia. Z każdym odrzuceniem patenu z powodów konkretnie opisamych przez egzaminatora będzie można polemizować. I tak trzy razy tam i z powrotem. Szansa jednak jest że nie podważy niczego bo jak mówiłem – w USA mają płacone od sztuki. Szybko zamknąć tą sprawę i do następnej…
          .
          Ale tak naprawdęto jest Pan wart batów że nie wiedział Pan że od momentu gdy Pan zaprezentuje wynalazek publicznie, nie może się Pan już ubiegać o patent. Własnie w tym celu stworzono w USA ten jednoroczny patent Provisional. Wysyła pan własnoręczny opis i podanie o ten patent, dostaje go pan w ciągu dwu tygodnia i od tego momentu może pan rozpoczynać marketing produktu. Jedyny wymóg – złożyć nowe podanie o patent użytkowy przed upływem roku, z powołaniem się na dzień złożenia wniosku o patent Provisional. To podanie będzie już musiało być zrobione profesjonalnie.
          Radzę z tej opcji korzystać. Proszę porozmawiać o tym ze swoim agentem patentowym i… wzory przemysłowe! Te akurat działają odwrotnie – najlepiej kiedy produkt już jest upubliczniony.
          Najważniejsze to nie klękać nabożnie przed patentami – to tylko narzędzia w biznesie.
          Życzę powodzenia.

          • Radosław pisze:

            Właśnie przejrzałem bazy patentowe w poszukiwaniu podobnych do swojego urządzeń. Naliczyłem koło… 50!!! ha ha! A najstarsze mają po pół wieku, i jak dotąd nikomu nie udało sie stworzyć prostego i działajacego rozwiązania, niesamowite:)
            Dzieki Jerzy za swoje wpisy, rzeczywiście liczy sie przede wszystkim sprwny produkt i tu trzeba skupic siły. I tak zrobie, dopracuje go najlepiej jak potrafie nim gdziekolwiek pójde dalej.
            Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

300605